Wyznania Młodego Introwertyka - część 1

Długa proza: fragmenty powieści, długie opowiadania i inne teksty dużej objętości. Mile widziane wszelkie możliwe gatunki literackie i teksty, które nie mieszczą się w dziale Miniatury i drabble. Prosimy o odpowiednie tagowanie tekstów!
Regulamin forum
W tym dziale należy publikować opowiadania, powieści oraz inne długie formy prozatorskie. Utwory krótkie (drabble, miniatury, krótkie opowiadania) publikujemy w dziale "Miniatury i drabble". 

 

Przydatne definicje 

drabble – krótka forma literacka licząca dokładnie sto słów 

 

miniatura literacka (short story) – krótki utwór składający się z mniej niż 7 500 znaków 

 

opowiadanie – krótki utwór epicki o prostej akcji, niewielkich rozmiarach, najczęściej jednowątkowej fabule, pisany prozą 

 

powieść – długi utwór narracyjny opisujący rozbudowany ciąg zdarzeń 

 

Jeżeli twój tekst jest dłuższy niż objętość dopuszczalna przez skrypt, należy go podzielić na części. Każda część musi znaleźć się w osobnym temacie i nie przekraczać ww. objętości. 

Nazwa tematu powinna składać się z tytułu tekstu. Dodatkowo, dla tekstów wieloczęściowych, w tytule należy podać numer części, na przykład "Tytuł - część 1". W przypadku publikowania fanfiction, należy podać źródło w nawiasie kwadratowym, przykładowo: "[Harry Potter] Tytuł opowiadania".  

Każdy tekst należy odpowiednio otagować. Tagi wybieramy z pola pod tytułem tematu. Listę tagów oraz ich podział można znaleźć na podstronie. Dla publikacji wieloczęściowych funkcjonuje dodatkowy tag tekst wieloczęściowy, a dla fanfiction fandomowe (np. fanfiction-harry-potter).

PGS
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 10
Zobacz teksty użytkownika:

Wyznania Młodego Introwertyka - część 1

Post#1 » 5 gru 2019, o 22:59

PRZEDSŁOWIE 

 

Miałem pewien dylemat: w jakiej formie opowiedzieć tę historię. Na początku odruchowo pomyślałem, że zrobię to w takiej samej formie, co resztę moich projektów: czyli w formie narratora trzecioosobowego wszechwiedzącego, ale zbytnio się nie chwalącego. Jednakże po przeczytaniu „Ucieczka z Piekła: Pamiętnik Satanisty" autorstwa Lucasa zainspirowałem się formą opowiadania jego dawnych przeżyć. No i co? Sam chciałem spróbować czegoś nowego i innego. Wszystko jest robione mniej więcej na faktach, słowo klucz: „mniej więcej". Ponieważ ten twór nadal jest częścią pewnego świata, świata posiadającego własne państwa, własne zależności; zależności czasem nawet fantastyczne i dlatego będę je wplatał w tę mniej więcej pierwszoosobową narrację, jednocześnie nawiązując do prawdziwych sytuacji i prawdziwych przeżyć. Co więcej, pewien etap historii będzie już całkowicie wymyślony, bez większego oparcia o rzeczywistość... Więc proszę nie myśleć, że próbuje komukolwiek wkręcić jakiś nieprawdopodobny kit. Nadal traktujcie to jako twór literacki nie mający za wiele wspólnego z rzeczywistością. 

 

PROLOG 

 

W pewnym okresie mojego życia — podczas końcówki podstawówki i długiego początkowego okresu gimnazjum — wolałem spędzać czas towarzyski z internetowymi kolegami na chatach znajdujących się na społecznościowej platformie Discrod. Właściwie wplątałem się w to wszystko podczas tego, gdy oglądałem jeszcze mało wartościowe kanały commentary na YouTube'ie; właściciel jednego z takich kanałów założył właśnie na Discordzie serwer i go odpowiednio głośno wypromował. Niezbyt się udzielałem... Dopiero rozpocząłem moją głębszą przygodę z tą platformą, gdy na YouTube poznałem wtedy małego YTubera nagrywającego retro gry. Na tyle mi się ten osobnik spodobał i na tyle był on kontaktowy z widzami, że znalazłem go na Skype'ie i zapłaciłem mu dość grube pieniądze za wykonanie miniaturek do mojego nigdy nieukończonego projektu, nie polegającego na pisarstwie. Nie kwestionujcie tego, miałem wtedy może z dwanaście lat, więc byłem młody, naiwny i głupi. Pierwsze i ostatnie określenia może nadal mnie dotyczą, ale to środkowe raczej już nie, przynajmniej nie w takim stopniu jak kiedyś. I ten pan, zaprosił mnie na martwy serwer: „Retro Squad" — gdzie było parę osób, właściwie praktycznie sama administracja. Siedziałem tam, nic się nie działo, aż w końcu jeden z administratorów uznał, że pora za tę grupkę się wziąć. Jako że prawie cała administracja była YTuberami to zaczęli oni promocje serwera na swoich kanałach. Tak jakoś leciało, ludzie przychodzili, zaczęły się rozmowy pisemne, czasami nawet rozmawialiśmy głosowo. Byłem często wyśmiewany i praktycznie nie potrafiłem posługiwać się klawiaturą, jednakże wszystko się polepszało wraz z biegiem czasu. Tak o to dwunastoletni chłopak dyskutował z ludźmi mającymi po szesnaście/dwadzieścia lat. Więc byłem poddawany niezłemu testowi podczas dyskusji merytorycznych. Myślę, że to bardzo wpłynęło na mój rozwój personalny. Mniejsza. Na serwerze oczywiście nie brakowało dzieciarni i głupich ludzi. Mimo wszystko perełki gier starych czasów opierały się na nieco cukierkowych markach. To też mały ja — zmęczony rzeczywistością, w której był tyrany internetowo — nigdy nie odpuszczał okazji, aby takiemu głupszemu nagadać sporo niemiłych rzeczy; aby wytknąć jakieś wady, wady przeze mnie wtedy też posiadane. Byłem wtedy niezłym hipokrytą, zacząłem sobie dopiero później zdawać z tego sprawę. W końcu pewnego dnia znalazłem bardzo ciekawego osobnika, „Sal Vantasa". Przy Sal Vantasie nigdy nie miałeś pewności w jakiej intencji działa albo jak działa. Czy był chory psychicznie... Może? A może nie miał kolegów i potrzebował atencji...? A może po prostu był bardzo inteligentnym trollem? To trzecie wykluczyliśmy na podstawie tego, że raz omyłkowo na swoim niezbyt największej jakości streamie ukazał twarz, twarz ta wiele mówiła. Już nie będę za bardzo opisywał co; raczej nie wypada. Możecie pomyśleć, że oceniam pochopnie po okładce, a tak naprawdę ujrzenie jego mordy utwierdziło mnie w moich wcześniejszych przekonaniach, które zakładałem na podstawie jego zachowania. Widzę z perspektywy czasu, że opcja druga w moim zestawieniu była jak najbardziej prawdopodobna, zważywszy na to, jak zachowywali się w stosunku do niego wyrozumiali, a zarazem inteligentni i dojrzali ludzie. Po prostu go bronili i znosili jego dziwaczne zachowania; gdy różne taktyki stosował, to go ignorowali. Jakie to taktyki stosował? Posiadał on wiele kont — multikont swoją drogą. Do czego mu one były potrzebne? Do tworzenia dyskusji z samym sobą, tworzenia prawie że literackiego dialogu między multikontami w przestrzeni publicznej, a ten dialog często nawiązywał do Japońskiej popkultury. W skrajnych sytuacjach multikonta dosłownie ze sobą filtrowały. Sam Vantas tworzył często nieprawdopodobne historie, w które mieliśmy uwierzyć: o tym, że jakoby ma osiemnaście lat i już jutrzejszego dnia idzie się ożenić z własnym kontem. W chwilach gdzie myślałem trzeźwiej, próbowałem dotrzeć do niego w jakikolwiek sposób, dowiedzieć się co nim kieruje. Jednakże sensownego i normalnego dialogu, opartego o rzeczywistość nie dało się z nim przeprowadzić. Dlatego wraz z paroma innymi użytkownikami Retro Squadu chcieliśmy dokonywać na nim nieco skomplikowanych akcji, zmuszających go do używania zwojów mózgowych. Administracja nie zgodziła się, do przeprowadzania takich działań na terenie ich serwera, dlatego też Kapibar (moderator RS) stworzył odrębny serwer. Nazwany Podziemiem Retro Squadu. Tak o to moderator stał się władcą podziemi, a ja w swoim czasie jego przysłowiową prawą ręką. No i tam właśnie życie się toczyło i różnych osobników trollowaliśmy, głupszych od dawnego mnie. Powiem szczerze, mimo wielkiej nostalgii do tamtych czasów, stworzyliśmy dosłownie serwer, na którym wyżywaliśmy się intelektualnie na głupich osobach (może trollach?). Nie powiem, że swego czasu takie podsumowywanie zachowania tych „gorszych" było dla mnie podbudowujące. Jednak nie miejcie mi tego za złe, też byłem wtedy dzieciakiem potrzebujących przynależności i poczucia własnej wartości. No i poza tym większość moich oponentów w takich rozmowach była podobnego mi wieku... Taki zły nie byłem. I tak w sumie na podstawie tego serwera, na podstawie ludzi z Retro Squadu, rozpoczęła się tworzyć społeczność: społeczność podziemna. Jak na Retro Squadzie były jeszcze jakieś zasady — które ledwo się trzymały i były łamane przez head admina — tak w podziemiach już żadnych zasad nie było. Można powiedzieć, że nawet wykreowaliśmy własną ideologię; ideologie, którą się po prostu zasłanialiśmy w obliczu inteligentniejszych i mądrzejszych ludzi. Głosiła ona bowiem że rzekomo takie akcje i podsumowywanie było dla nich wartością edukacyjną. Swego czasu czułem się jak jakiś psycholog i sam w to w sumie wierzyłem, aby jeszcze bardziej podbudować swoje ego. Byłem złym człowiekiem, a może po prostu dzieciakiem? Podobnym do tych których atakowałem? Mnie też przed i podczas podsumowywano w podobny sposób (jednak bez akcji), tylko że robili to znacznie starsi ludzie ode mnie. Jak zdobyłem wysoką posadę w tych podziemiach? Nie tylko zaangażowaniem, ale też wytworzeniem dosłownie konkurencji Kapibarowi Ment0rowi. Stworzyłem swój własny serwer „Czarnobyl". Po sprowadzałem na jego tereny większość osób z podziemia, nawet przyciągnąłem dość sporo osób z Retro Squadu, nieinteresujących się naszym czarnym humorem i plugawymi praktykami. Jak tego dokonałem? Stworzyłem serwer Minecraft, za którego zapłaciłem z sześć Koron Rzeczypospolitej, był to serwer prawie że na wyłączność dla społeczności Retro Squadu. Niektórzy nawet z niego prowadzili strumyki. Z czego byłem bardzo dumny, stałem się w tym świecie kimś ważnym. Dodatkowo aktywność podziemnego Kapibara przeniosła się na Czarnobyl. Dlatego właśnie awansowałem i stałem się nowym królem podziemia, bo podziemie teraz było na Czarnobylu. Jeszcze moje plugawe praktyki, polegające na tym, że każdy temat z Podziemia przenosiłem na Czarnobyl pomagały mi w utrzymaniu tego statusu. Jak człowiek wpływowy stosowałem niezbyt moralne praktyki, byleby się wspiąć. Było ze mną w teorii źle: zły człowiek z dobrym samopoczuciem, a może po prostu dzieciak? Kapibarowi w sumie najwidoczniej niezbyt zależało na tym wszystkim, bo jakoś nie próbował ze mną walczyć, był starszy w końcu. Może on odpuszczał mi jak inni odpuszczali Vantasowi? No ba przecież to on mnie na pierwotnym podziemnym awansował. No i jak ja władałem podziemiami i serwerem minecraftowym, tak on nadal miał wysoką pozycję w prawowitym Retro Squadzie i dość spore udziały na Czarnobylu. No oj, już nie byłem taki zły i awansowałem go do administracji. 

 

Teraz przejdę po tym długawym wstępie do sedna sytuacji, serwerem Minecraft zainteresował się pewien osobnik. Niniejszym RayCraft. Zwykły użytkownik Retro Squadu, który dyskutował normalnie na temat retro gier z innymi cywilami. Jako że ja tego nie preferowałem — tylko siałem zniszczenie bachora — wcześniej się nim nie zainteresowałem. Teraz się ucieszyłem że on się zainteresował moim serwerem: bo chciałem stworzyć wszakże jak największą społeczność. I właśnie temu człowiekowi, właśnie temu człowiekowi chciałbym zwrócić główną uwagę tego pamiętnika, właśnie temu człowiekowi, którego historia w moich rejonach zaczęła się dość niepozornie. 

 

Nim jednak przejdę do RayCrafta: chciałem ukazać wam naszą pewną nieświadomość. Jedną z akcji przeprowadzanych przeze mnie było wyprowadzenie multikonta przeciwko moim towarzyszą. Stworzyłem konto „Sonic Fan" i udawałem nim dziewięcioletniego fascynata serii gier „Sonic". Udzielałem się na strumykach administratorów z Retro Squadu. Nawet tworzyłem za pomocą syntezatora mowy filmiki, gdzie pierdoliłem specjalnie głupoty. Dosłownie moje konto było wyśmiewane i traktowane jako autentyczna osoba, ja jako ja (PGS) uczestniczyłem dla niepoznaki w tym wszystkim. Nawet sprowadzili mnie (Sonic Fana) na pierwotny, aby poddać „go" wymagającej myślenia akcji. Dosłownie robili to, co robiliśmy przeciwko innym. I wiecie co? Mimo wszystko, mimo tego, że ja dosłownie pokazałem sobie samemu, że ktoś inny mógł ze mnie robić sobie takie same żarty, tego nie zauważałem. Sonic Fana traktowałem jako żart, a nie jako jakiś eksperyment społeczny. A teraz traktuje go jako eksperyment społeczny. No ale wszystko się szczęśliwie skończyło zniknięciem tegoż „osobnika" i po jakimś czasie przyznaniem się do tej akcji niewielkiemu gronu osób. I powiem szczerze, że poza wcześniej wspomnianym problemem, jestem bardzo dumny z tego trollingu nawet dziś. Mimo że było to trochę niemoralne, to mimo wszystko trollowałem osoby, które próbowały strollować mnie. I dalej, gdy czasami kładę się spać, mam z tyłu głowy, że choć dwie osoby przeze mnie testowane mogły robić to samo, a ja się nigdy o tym już nie dowiem. No i właściwie poza tym to on (poza Sal Vantasem) był zapalnikiem do stworzenia podziemia. PS. pozdrawiam cię Michale jeśli to czytasz, mam nadzieje że ten życiowy plot twist cię usatysfakcjonował.  

 

Kim to jest RayCraft, że za chwile ma stać się głównym bohaterem wydarzeń przeze mnie przedstawianych? Na początku było między nami burzliwie. Ja jako agresywny bachor chciałem go wkręcić w kradzież wartościowego i unikalnego przedmiotu zdobytego przeze mnie i head admina Retro Squadu w Minecraftie. Nie wiem, co mną wtedy kierowało... Po prostu chciałem, aby działy się jakieś dymy. Później zaczęliśmy się przyjaźnić — on właściwie o tej całej intrydze dowiedział się parę miesięcy później. RayCraft okazał się człowiekiem podobnym nam, też jarał go czarny humor i nie miał nic przeciwko jeżdżeniu po ludziach. No ale musiała pojawić się wszakże jakaś problematyka. Serwer Minecraft się skończył. Zerwaliśmy z okładką bycia podziemiami Retro Squadu, ponieważ Retro Squad zaczął się dosłownie sypać. Pamiętacie, jak wspominałem o head adminie łamiącym swoje zasady? Reszta administracji miała tego dość i jeden — ten sam któremu kiedyś zapłaciłem za miniaturki — stworzył „Elitę Retro Squadu" składającą się z bardzo licznego grona osób. Retro Squad przez nich był uznawany za śmieciowy; a ci, którym nie było dane się wtajemniczyć, byli uznawani za śmieci. Zgadnijcie, kogo wykluczono? Head admina, oczywiście — ale także i mnie. Kapibara również jednak do dzisiaj nie rozumiem dlaczego, choć podejrzewam, że przez to, iż przestał być jakiś super aktywny na serwerze Retro. Wracając do mnie, ja sfrustrowany w końcu się o wszystkim dowiedziałem, stworzyłem nawet swoistą opozycję w stronę tego plugawego przedsięwzięcia. Ja! Prawie pierwszy użytkownik Retro Squadu Discrodowego wykluczony! Myślę, że zabolało mnie to jeszcze bardziej, z powodu tego, że moja osobowość zaczęła się regulować i nie byłem aż takim już destruktywnym człowiekiem i z tego powodu, że administrowałem im tyle czasu serwer na Minecraftie. Powody wykluczenia mogły również wynikać z tego, że byłem wtedy też blisko z tamtym head adminem; wtedy nie pomyślałem, że po prostu nie chcieli narażać swojej tajności. No i to właśnie Ray, wtajemniczony i wkurzony ich nadmierną elitarnością i wyśmiewaniem starych znajomych informował mnie o większości rzeczach tam się dziejących. Wtedy on był dla mnie wsparciem. Ja w końcu wyjawiłem tajemnice head adminowi starego Retro Squadu i to właśnie podzieliło tę społeczność na wieki, zrobiłem dosłownie to: o co „elita" obawiała się z mojej strony. Wszyscy porobili swoje osobne serwery. Wzięli swoją widownię i się rozdzielili. Tyle było z Retro Squadu. Oczywiście, że większość osób nadal trzymała się razem, jednak niektórzy zaczęli odchodzić. Tak oto powstała wielka Święta Trójca. W której skład wchodziłem najmłodszy ja, zaraz pode mną Kapibar jako mój zastępca i RayCraft, jako moderator. Prywatny chat, na którym tylko nasza trójka mogła się udzielać i tylko nasza trójka go widziała, dopiero po bardzo długim czasie ktokolwiek inny dowiedział się o istnieniu takiego elitarnego chatu. No ale wśród nas elitaryzmu nie było, mimo wszystko wtedy miałem wartości, z których nadal jestem dumny. Nie nadużywanie swoich możliwości wynikających z uprawnień roli. Nie banowałem wadliwych użytkowników, którzy mnie kwestionowali — tylko z nimi dyskutowałem, jak trudne by to dla mnie nie było. Później wprowadziłem prowizoryczne zasady, które może nie były jakoś super przestrzegane, ale nadmierne ich łamanie w społeczności było niezbyt akceptowalne i taki łamiący je był pożerany przez resztę. W ogóle wtedy ta społeczność była piękna: nie było nas dużo to prawda, ale mieliśmy duże zaangażowanie, prawie każdy stalszy użytkownik zawsze praktycznie wiedział, o co chodzi. W końcu wtedy zaczęliśmy się ustatkowywać i nie żyć tylko na podstawie trollingu. Mimo że przyjąłem parę taktyk z elitarnego Retro Squadu, to wyszło mi to na dobre i całej społeczności zresztą też. Powiedziawszy szczerze, wtedy zacząłem się ogarniać; po prostu uświadomiłem sobie, jak łatwo jest wykluczyć wadliwego członka z grupy. Oni przecież na mnie nie byli skazani, to wszakże ludzie mieszkający chociażby na drugim końcu Rzeczypospolitej, z którymi mam tylko wirtualny kontakt, a ten jest łatwo zerwać z osobą nie za bardzo natrętną. No i tak życie toczyło się dalej, zostałem nawet moderatorem na osobnym serwerze dawnego head admina Retro Squadu. Działo się wiele akcji, a Święta Trójca (ja, Rej i Kapibar) trzymała się ze sobą, choćby nie wiem co. Wątki były często powiązane ze starymi znajomymi. Jednak nie na nich chcę się skupić. Przejdziemy do genezy upadku Czarnobyla. 

 

Znaleźliśmy pewnego niedorozwiniętego YTubera, który — jak my kiedyś — pasjonował się retro grami. Nazywał on się Antoni Wiśniowiecki, odnaleźliśmy go jeszcze za czasów Retro Squadu. Nadmierne śmianie się z niego zaliczyłbym do moich destruktywnych zachowań. Jednak Antoni nigdy nie był na Retro Squadzie, może miał niewielką i pojedynczą styczność z naszymi sławniejszymi dawnymi administratorami. No i gdy już było po Retro Squadzie, zaczęliśmy (konkretniej ja) wchodzić w świat Wiśniowieckiego głębiej. Udzielaliśmy się na jego czacie przy pomocy wielu multikont, bo człowiek ten był bardzo nieopamiętany i banował wszystkich z byle powodu. Szybko okazało się, że nie tylko my chcieliśmy zrobić z niego królika doświadczalnego, no ba. Już były osoby, które pośrednio wpływały bardzo na jego psychikę. Z tymi osobami zaczęliśmy się kontaktować. Użytkownicy Karaluch.org. Kim oni byli? Powiedziałbym, że dawnymi — w kontekście o ten moment historii — nami w wersji deluxe. Znajdywali sobie ofiarę i ją gnębili, psychicznie i fizycznie. Tak jest, uprawiali stalking na ludziach, do których czasem jeździli, przy okazji stosując wobec nich niezbyt legalne działania. Oni nie zasłaniali się żadną ideologią. Jak my nadal robiliśmy to, co robiliśmy kiedyś — tylko że teraz z większością naszych „królików" mieliśmy dobre stosunki — tak oni po prostu ludzi niszczyli. Kontakt z nimi rozpoczął się niepozornie, bo poznałem po prostu gościa w podobnym mi wieku, który też interesował się Antonim. Grał nawet z nami na nowych (gorszych, znacznie) edycjach serwera Minecraft. Miał jeszcze bardzo sympatycznego kolegę Faladeńczyka, który nie potrafił mówić w języku Rzeczypospolitej, a jednak z nami się kontaktował. No i wchodziliśmy stopniowo na serwery poświęcone Antoniemu. Trochę starszy ja byłem zachwycony, z jakiegoś powodu podobała mi się ta ich brutalność i obojętność, nieczułość. No i to, że tam już nie da się tak łatwo wykluczyć osoby z grupy, że mimo wszystko każdy tam dbał o siebie samego i to, że każdy po prostu niczym kiedyś ja próbował wybić się do góry na tle innych, a ci nie mieli konkretnego dowódcy, co najwyżej wzorce do naśladowania, typu „Cezarz". Właściwie to już tyle, jak chodzi o wprowadzenie was w status tego świata mnie wtedy otaczającego. Nie bójcie się, niektóre wątki poruszone w prologu będą kontynuowane, jednak teraz już nie w takim rozrzucie czasowym. Teraz będę przedstawiał długo, niewielkie okresy. 

 

ROZDZIAŁ I 

 

Poza pisaniem między sobą naszą główną rozgrywką ostatnimi dniami było gnębienie Antoniego. No dobra, nie gnębiliśmy go jak inni. Czasami nawet za pomocą multikonta próbowaliśmy wdać się z nim w sensowny dialog na temat retro gier, o których przecież tak dużo wiedzieliśmy. Wszystko najczęściej kończyło się następującym scenariuszem: dostawaliśmy moderatora na jego chacie strumyków, aby następnie ktoś z Karaluch.org nagadał naszemu nowemu grubemu znajomemu na nasz temat nieprawdziwe rzeczy. Tak łatwo można było go zmanipulować, że natychmiastowo taką osobę banował, bez żadnego zbadania sprawy. Kto pierwszy, ten lepszy. Były tylko nieliczne multikonta (nie nasze), które utrzymywały u Antoniego długoterminową ufność. Smutne, ufał osobą, które chciały go zrujnować wewnętrznie. To było dla mnie, dla Reja i dla Kapibara nowe wyzwanie. Co najwyżej poprzednio ktoś po prostu próbował bronić poddawaną przez nas eksperymentom osobę. Teraz eksperymenty chcieli przeprowadzić wszyscy i wszyscy praktycznie chcieli mieć go na wyłączność. Jak u nas w ich społeczeństwie — porozrzucanym po tylu serwerach — wytworzyło się sporo niepisanych zasad. Zasad, o których jako nadal nie bardzo wtajemniczeni nie mieliśmy pojęcia. Przede wszystkim nie można było w Antoniego wgłębiać „normików" — czyli powiedzmy w ich mniemaniu byliby to nasi znajomi z dawnego Retro Squadu — a zwłaszcza kobiety. Tak, na Karaluch.org kobiety były traktowane jako jakaś rasa podrzędna i nie miały prawa angażowania się w ich społeczność. Dodatkowo nie można było grać „Białego Rycerza", czyli bronić przez nich prześladowane osoby. Biali Rycerze zresztą kończyli często jak osoby przez nich bronione. Cóż. Pewnego razu miarka się przebrała. RayCraft tworząc, już nie wiadomo które konto był oczerniany przez tego samego zaufanego moderatora: „Pamoka". Przynajmniej tak ten użytkownik zwał się z konta na którym „moderował" u Antoniego. RayCraft stworzył chyba znacznie więcej kont niż ja. A miałem ich z dwadzieścia (teraz wstawiłbym "XD" ale nie wypada w literaturze używać emotikon). Tworzenie ich było co prawda czasochłonne, tym bardziej że YT po IP był coraz bardziej rygorystyczny co do ich tworzenia i trzeba było omijać te wszystkie zabezpieczenia. Jednak w pewnym sensie te konta były przydatne. Gdy trzeba było mieliśmy wielki zasób kont do disslike'owania filmów. Albo mogliśmy właśnie uniwersalnie i niby grupowo zwracać uwagę na jakiś problem danemu twórcy. Ja swoją drogą też tworzyłem filmy na YT i z początku, aby te filmy nie wyglądały tak goło co nieco sam sobie like'owałem. W ogóle nie wiem czemu, ale wtedy mi to dawało poczucie, że ktoś mnie oglądał. Teraz raczej bym się źle czuł, gdybym takie taktyki stosował, gdybym poza tym jeszcze tworzył na YouTube'ie... Zapomniałem się, wróćmy do Raya. Wszczął on dochodzenie na serwerach podłączonych pod Karaluch.org, który to typ rzeczywiście stoi za przerywaniem naszych akcji. Oczywiście nie mogliśmy bezpośrednio szukać na ich stronie, ponieważ żaden z nas nie potrafił złamać zapory, która ją broniła. Ta... Posiadanie wejścia na stronę jako takie było bardzo ekskluzywne, a my ją znaliśmy tylko z legend. Choć i tak niektórzy nie mieli oporu, aby nazywać nas mianem „Anonów". Takie pieszczotliwe określenie członka Karaluch.org. Podczas dochodzenia poznaliśmy dość sporo nowych anonów. Moim największym błędem było sprowadzanie ich na Czarnobyl (zmieniliśmy międzyczasie nazwę na Chernobyl). Wtedy pragnąłem rozrośnięcia serwera do większych rozmiarów, zrobiłem z niego nieświadomie kolejną odnogę serwerów Karalucha. Co gorsza, był to serwer w ich mniemaniu wojenny. Nawet namówili mnie na stworzenie specjalnego chatu dla anonów. Potrzebny im był do ułatwienia stalkingu naszych użytkowników. Nawet jednemu przy okazji zniszczyli doszczętnie jego osobny serwer. Wtedy byłem z tego dumny, zawsze (nawet dziś) bałem się odnóg, które odrastałyby od mojego serwera, ponieważ wiem, że takie działania mogą doprowadzić do jego końca. Skąd to wiedziałem? Przecież to ja zabiłem pierwotne podziemia Retro Squadu na rzecz właśnie Czarnobyla. W pewnym sensie dlatego tolerowałem ich działania na moim pięknym serwerze. 

 

Gdy serwer pogrążał się coraz bardziej w anonizacji, RayCraft nadal prowadził dochodzenie i w końcu je zakończył. Zgadza się, skonfrontował się z waćpanem. „Przdżoła" tak on się zwał. Powyzywali się troszeczkę. RayCraft oczywiście zastosował sporo ciętych ripost jak na siebie, ale to nie starczyło. Panowie tak się poprztykali na tym tekstowym kanale, że aż Przdżoła podał swój rzekomy adres. Okazało się, że to nie daleko nas. Zgadza się, ja i RayCraft wiedzieliśmy, mniej więcej gdzie mieszkamy, mieszkaliśmy parę miast od siebie. Ja wiedziałem, że on ma na imię Mateusz Rejowski, a on wiedział, że ja mam na imię Czesław Zabłocki. Nie wiem dlaczego, ale na Świętej Trójcy był on sfrustrowany bardziej niż kiedykolwiek; na przestrzeni czasu nadal nie doszedłem do tego, co w nim doprowadziło do takiego poruszenia. Może chciał rzeczywiście wybić się ponad te wszystkie anony jak ja niegdyś w społeczności Retro Squadu? Kto wie, ale zapowiedział, że tam pojedzie. Co prawda nigdy się nie spotkaliśmy, jednak on żartobliwie proponował mi pojechanie wraz z nim. Po co chciał tam pojechać? Barbarzyńsko spuścić mu wpierdol. Sam go nawet do tego namawiałem, coś ciekawego, nowy ciekawy dym. To właśnie Karaluch.org mi oferował. Nowe dymy; dymy wyróżniające się na tle Retro Squadu. Pojechał tam i zgadnijcie co... Był to prawdziwy adres, ale jego stary. Nie dawno wprowadziła się tam na jego miejsce inna rodzina, był to blok swoją drogą. Mateusz jako człowiek inteligentny dopytał się nowej rodziny gdzie przeniósł się Przdżoła, jednak ci tylko wiedzieli, że mieszka w innym mieście i przeprowadził się do domku jednorodzinnego. Ślepy punkt. Mimo wszystko typ miał naprawdę sporo jaj, że podał nawet swój stary adres. A Mateusz sporo czasu, że postanowił to sprawdzić. Wszystko mi oczywiście zrelacjonował na Świętej Trójcy. Obiecał, że go znajdzie. A Przdżoła nawet nie uwierzył, że tam był, no i oczywiście od niego prawidłowego adresu nie dało się wyciągnąć. Kto wie, może to tylko zbieg okoliczności, z tym że jest nowa rodzina, a ten cały adres był fałszywy? Może to adres jednej z jego ofiar, a on po prostu chciał wkręcić Raya w głębszą intrygę?


Tagi:

Wróć do „Opowiadania i fragmenty powieści”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 5 gości