Matylda : Podrozdział 1.1

Długa proza: fragmenty powieści, długie opowiadania i inne teksty dużej objętości. Mile widziane wszelkie możliwe gatunki literackie i teksty, które nie mieszczą się w dziale Miniatury i drabble. Prosimy o odpowiednie tagowanie tekstów!
Regulamin forum
W tym dziale należy publikować opowiadania, powieści oraz inne długie formy prozatorskie. Utwory krótkie (drabble, miniatury, krótkie opowiadania) publikujemy w dziale "Miniatury i drabble". 

 

Przydatne definicje 

drabble – krótka forma literacka licząca dokładnie sto słów 

 

miniatura literacka (short story) – krótki utwór składający się z mniej niż 7 500 znaków 

 

opowiadanie – krótki utwór epicki o prostej akcji, niewielkich rozmiarach, najczęściej jednowątkowej fabule, pisany prozą 

 

powieść – długi utwór narracyjny opisujący rozbudowany ciąg zdarzeń 

 

Jeżeli twój tekst jest dłuższy niż objętość dopuszczalna przez skrypt, należy go podzielić na części. Każda część musi znaleźć się w osobnym temacie i nie przekraczać ww. objętości. 

Nazwa tematu powinna składać się z tytułu tekstu. Dodatkowo, dla tekstów wieloczęściowych, w tytule należy podać numer części, na przykład "Tytuł - część 1". W przypadku publikowania fanfiction, należy podać źródło w nawiasie kwadratowym, przykładowo: "[Harry Potter] Tytuł opowiadania".  

Każdy tekst należy odpowiednio otagować. Tagi wybieramy z pola pod tytułem tematu. Listę tagów oraz ich podział można znaleźć na podstronie. Dla publikacji wieloczęściowych funkcjonuje dodatkowy tag tekst wieloczęściowy, a dla fanfiction fandomowe (np. fanfiction-harry-potter).

Awatar użytkownika
DysArt
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 10
Zobacz teksty użytkownika:

Matylda : Podrozdział 1.1

Post#1 » 7 gru 2019, o 00:16

Miłego czytania ! 

 

Matylda 

Podrozdział 1.1 : Służba wzywa 

Lata 1229-1249 

Miasto rodzinne Maxima, terytoria nieopodal zamku Ashtara 

 

A więc, kim dokładnie jest Maxim ? Człowiek z Ziem Neutralnych, syn Gerarde`a (czyt. Żerard) Avangardy i Kathrine Russ (czyt. Kafrin Ras), brat Craisen`a (czyt. Krajzen). Ich rodzice spotkali się niedaleko wioski Meihan, przy rzece. Właściwie, to znali się od ich najmłodszych lat, z dzieciństwa. Oboje byli w podróży. Kobieta siedziała na kamieniach, wlewając wodę do butelki na później, a kiedy skończyła, spojrzała na Słońce, trzymając swoją rękę w prądzie wody z rzeki. Kiedy nie rozglądała się, przybył mężczyzna i usiadł na ziemi. W tym samym momencie wyciągnął osełkę i zaczął ostrzyć swój topór. Była to całkiem wyszczerbiona i stara siekiera, ale Gerarde, nigdy przenigdy nie wymienił jej na nową. Był to "podarunek" od przyjaciela, który zginął próbując bronić części ziemi z Gerarde`m. Ostatnim jego życzeniem było przynieść ten topór ojcu, ale ponieważ zginął w następnej fali ataku, Gerarde postanowił wtedy zatrzymać topór i używać go w imieniu swojego przyjaciela, który wydał ostatni oddech po wygłoszeniu prośby. Gerarde wyrzucił swoją własną broń, która była 2 ręcznym mieczem, w gniewie i smutku zaczął rozcinać wszystko dookoła siebie. Po tym jak się "obudził", zobaczył wiele trupów bez głów i rąk. Wszyscy ocaleli ludzie Neutralnych Ziem powiedzieli mu, że wpadł w "gorączkę berserka". Potem spojrzał na lewą rękę, która była cała we krwi, pocięta tak bardzo, że nie miała żadnych szans na przywrócenie i wykorzystanie. Zapytał, co się stało. Oznajmili mu, że chwytał każdą broń do ręki i zabierał ją wrogom, nie dbając o to, czy jest to ostrze miecza czy topora, czy rękojeść. Jego prawa ręka nadal trzymała topór, który był mu "dany". W drodze do miejsca, w którym mógł odpocząć i wyleczyć się, ludzie mówili mu, jakie twarze mieli napastnicy. Wszystkie były przerażone. Nikt nie chciał stawić mu czoła w walce, a kiedy Gerarde zbliżał się do kogoś, każda dusza uciekała w pośpiechu. W ten sposób uratował wiele istnień ludzkich i zmusił napastników do wycofania się i ucieczki. Nie była to duża armia, która zaatakowała część Neutralnych Ziem, ale do dziś nie wiadomo, kto wysłał tych ludzi. Kiedy dotarli do małego, szybko zrobionego namiotu medycznego, kobieta szybko spojrzała na pacjenta i wróciła do robienia alkoholu do dezynfekcji. Gerarde został położony w pobliżu innego mężczyzny, dotknął go, ale nie otrzymał odpowiedzi. Okazało się, że jest to trup. Nie pachniał zbyt dobrze. Ale Gerarde'owi nie zależało aż tak bardzo, bo wiedział kiedy ostatnio zachorował - kiedy był małym dzieckiem. Nigdy więcej nie chorował. Spojrzał w górę na kobietę medyka polowego. Stała plecami do niego. Przyznaję - nigdy nie przegapił okazji, żeby spojrzeć na tyłek kobiety. Możesz go nazywać jak chcesz, czytelniku, ale taka jest prawda. Gerarde udawał ból i głośno krzyczał, trzymając brzuch prawą ręką. Lekarka spojrzała na niego i zareagowała łagodnie, jakby nie dbała o pacjenta. 

- Nie jesteś najlepszym aktorem, wiesz Gerarde? To lewa ręka powinna cię boleć, nie żołądek, nigdzie indziej cię nie trafili! 

Zaczęła się śmiać i nie mogła przestać tego robić, podczas gdy Gerarde w końcu ujrzał jej twarz w szczegółach. Miała bardzo długie czerwone włosy, kilka naszyjników z kości zwierzęcych, jasnoczerwone szaty i kilka pierścieni na obu rękach. I czarujący uśmiech. Nigdy nie przegap patrzenia na śmiejącą się kobietę. Uśmiech mówi wiele. 

- Chciałem tylko powiedzieć, że ładnie wyglądasz Kathrine....w tych wszystkich miksturach medycznych, środkach dezynfekujących i w ogóle. 

- Och, nie bądź taki głupi Gerarde.... Zszywam cię już od lat... Zawsze musisz się zranić, prawda? Ale powinnam podziękować, czy mam rację? Dziękuję! 

Jeszcze więcej myśli przychodziło mu do głowy. Pamiętał, że każdego dnia był traktowany ostrożnie, gdy był leczony. W rzeczywistości widzieli się dość regularnie, co doprowadziło do tego, że obaj mieli więcej skłonności do tajemniczej miłości. Lewa ręka Gerarde'a została przecięta na tyle sposobów, że nawet on nie mógł zliczyć. A był całkiem dobry w liczbach i proporcjach. Gerarde nie mógł już dłużej - musiał coś zrobić, bo inaczej by zwariował. 

- Czy mogę cię o coś zapytać? To może być dziwne, ale mogę zaprosić cię na kolację czy coś takiego? 

- Mnie? Ale dlaczego? Jestem tu, by opiekować się tobą tylko w znaczeniu medycznym. 

Nie chciała zaakceptować tej prośby. 

- A dlaczego nie? Po tym, jak już wszystko będzie ze mną w porządku, możemy iść. 

- Nie słyszałeś mnie? Pokaż mi teraz swoją rękę. 

Starannie zbliżyła się do niego, widziała go przez całe życie jako uwodziciela, który chce tylko jednej rzeczy - dobrać się do łóżka na jedną przygodę i ruszyć dalej. Naprawdę tak nie było. Gerarde był po prostu niezręcznym mężczyzną i zawsze zawodził, gdy rozmawiał z kobietami. Chciał tylko sprawdzić, czy to się uda. Kathrine pochyliła się nad nim, pozostawiając widoczne piersi. Gerarde oparł się tej okazji i nie spojrzał na nie. Medyczka zobaczyła, w jakim stanie jest jego lewa ręka. Miała tylko jeden sposób, żeby sobie z tym poradzić - odciąć ją. 

- Obawiam się, że muszę amputować ci rękę. Nie ma możliwości przywrócenia jej tak, aby działała tak dobrze, jak wcześniej. Ponadto, nie dostaniesz żadnych infekcji, które mogłyby Cię zabić. 

- Amputować? Huh, w porządku, zrób to. 

Była zaskoczona tym, jak łatwo to zaakceptował. Podeszła do swojego stolika i wzięła piłę ręczną. 

- Będzie cię bolało, krzycz jak najmniej, nie chcę odcinać więcej niż trzeba, bo musiałbyś się wykręcać z bólu. 

Położyła mu piłę na rękę i powoli zaczęła ją obcinać. Gerarde w tym czasie patrzył na jej twarz i na to jak skupiała się na zadaniu. Uśmiechnął się i nie widział, że jego ręka właśnie została wrzucona do kosza na kończyny. 

- Dobra, już po wszystkim. Teraz pozwól mi ją zabandażować. 

Po tym, jak to zrobiła, zapytała go o obiad i sprawy z tym związane. 

- Wiesz....przepraszam za moje zachowanie. Nie chciałam cię odepchnąć.... To po prostu dziwne i wszystko co przychodzi mi do głowy....Czy...kochasz mnie? 

- Oh, uhh....powiem prawdę. Nigdy nie miałem sukcesu, jeśli chodzi o kobiety. Zawsze próbowałem zbyt mocno lub wybierałem niewłaściwą osobę i tak dalej.... Więc pomyślałem, że może przynajmniej samotna kobieta medyczka może się ze mną umówić. Ponieważ z tego, co widziałem, żadna z medyczek nie miała ze sobą mężczyzny. Zazwyczaj zostają same przez całe życie. 

Kathrine była zaniepokojona, ale widziała sens w jego słowach. Przestraszyła się, bo to, co powiedział o lekarkach, było prawdą. Miała kilku przyjaciół, którzy również byli medykami i oni wszyscy byli samotnikami. Nie wiedziała, co powiedzieć, a Gerarde był niecierpliwy. 

- Wiesz, prześpij się, sprawdzę cię jutro, muszę już iść. 

Kłamała. Nie było żadnego "Sprawdzę cię jutro". Gerarde skinął głową i poszedł spać na 12 godzin. Kathrine miała mnóstwo czasu na spakowanie swoich rzeczy i ucieczkę. Myślała o Gerardzie przez całą drogę, gdy jechała. Kiedy Gerarde się obudził, nie widział wokół siebie nikogo. Żadnych strażników, czy Kathrine. Pochodził trochę wokoło i próbował uderzyć się lewą ręką, ale zapomniał, że jest już amputowana. Zaczął odczuwać więcej bólu, ale na szczęście ręka nie krwawiła. Chodząc dookoła, myślał o całej sytuacji i o tym, że znowu zawiódł.  

Zaszedł nawet do Meihanu (który już nie istnieje, został całkowicie zniszczony wiele lat temu) i zapytał ludzi, czy nie widzieli Kathrine. Nikt jej nie widział. Kobieta w tym czasie przebyła również długą drogę, cały czas myśląc. 

"Może nie powinnam była być dla niego taka surowa? Chciał tylko zjeść ze mną kolację, a ja uciekłam. Chyba popełniłam błąd. Po raz pierwszy ktoś porozmawiał ze mną poza ciągłymi rozmowami medycznymi....To nie jest tak, że jestem introwertykiem, lubię rozmawiać z ludźmi, ale najwyraźniej nie jest to wspólne. Nie wiem, czy on nadal tam jest, czy nie.... 

TO BYŁ TYLKO GŁUPI OBIAD TY DURNA KATHRINE, nie mogę po prostu tam wrócić i powiedzieć wymówkę, nienawidzę wymówek, być może znajdę go ponownie w przyszłości". 

I to zrobiła. 3 miesiące później. W pobliżu wioski Meihan. 

Więc Gerarde, z każdym kolejnym sunięciem osełki po ostrzu, dostawał wspomnienia z przeszłych wydarzeń związanych ze śmiercią kolegi i jego "gorączką berserka". Każda iskra osełki czyniła go coraz słabszym i słabszym, ponieważ ta część jego przeszłości była bolesna do przypomnienia. Słyszał krzyki i wrzaski w głowie z tamtych czasów. Kobieta zauważyła cierpienie tego mężczyzny nie wiedząc, do kogo za chwilę przemówi. Wstała, podeszła w kierunku mężczyzny, który nic nie słyszał i rozmawiała z nim widząc tylko jego plecy. 

- Uciążliwa przeszłość przynosi bolesne wspomnienia ? 

W końcu rozpoznał ją po głosie. "Mój Boże, to Kathrine!" 

- Kathrine? KATHRINE! Szukałem cię przez jakiś czas i nie mogłem cię znaleźć....Myślałem, że już nigdy cię nie zobaczę! 

- Ge~Gerarde? Czy to Ty?! ŚWIĘTA MATKO BOSKA. 

Była zszokowana i szczęśliwa w tym samym czasie. Miała co nieco do powiedzenia. 

- Popełniłam fatalny błąd, wybaczysz mi? Szukałam Cię. Następnego dnia zrozumiałam, że nie powinnam była tego robić.... W kolejnych dniach czułam się coraz gorzej... A potem... a potem.... 

- A potem? 

- I wtedy nie mogłam przestać o tobie myśleć. Nie wiem, jak to możliwe, ale Gerarde....kocham cię. 

Gerarde zemdlał po jej słowach. Kathrine nie patrzyła na niego mówiąc to, ale słyszała odgłos czegoś w rodzaju kłody spadającej na ziemię. Odwróciła się i zobaczyła Gerarde`a leżącego na ziemi. Szybko do niego dotarła i lekko go spoliczkowała. 

- Co się stało? 

- Och, to nic takiego....Możesz powtórzyć ostatnie zdanie? 

- Kocham cię. 

- Ooooh.... 

Znowu zemdlał. Został mocniej spoliczkowany. 

- Obudź się Gerarde! 

- Tak, nic mi nie jest, po prostu nie mogę uwierzyć, że ktoś w końcu to powiedział....czekałem na tę chwilę całe moje życie. 

- Jeśli będziesz dla mnie dobry, zostanę z tobą do samego końca. 

- Tak, rozumiem ten warunek, Kathrine. 

Nie znam więcej szczegółów, przepraszam. Ale wiem, że nie zaplanowali wszystkiego doskonale. Kilka miesięcy później znaleźli się w złej sytuacji. Gerarde, z powodu posiadania tylko jednej ręki, nie mógł znaleźć żadnej pracy. Nawet jako najemnik. To i tak było już zabronione dla ludzi z Ziem Neutralnych, ale nie obchodziło go to zbytnio. Chciał tylko pieniędzy na życie. Pamiętam, że Kathrine nadal pracowała jako sanitariuszka, dopóki jej brzuch nie powiększył się. Tak, powiększył, bo była w ciąży. Okazało się, że to była biedna, ale szczęśliwa rodzina. Nawet wtedy, gdy tak naprawdę nie dali sobie czasu na lepsze poznanie się nawzajem. Kiedy ich dzieci wreszcie przyszły na świat, byli to dwaj chłopcy. Wybrali "Maxim" na imię pierwszego, a "Craisen" na imię drugiego dziecka. Nie wiem, jak wyglądał Gerarde. Nawet nie znam jego wieku. Sam Maxim nie pamięta tych szczegółów. Widział wiele różnych twarzy w swojej przeszłości. Ale przynajmniej pamiętał, że jego matka była ruda. Wiele kobiet z Ziem Neutralnych są rudowłose. Nie potrafił wyjaśnić, dlaczego tak jest. Ale wróćmy do czasów, kiedy był małym dzieckiem. W ogóle nie płakał. To był szybki uczeń. Kiedy skończył 3 lata, dostał pierścionek. Tak, jego ojciec nie był najmądrzejszym człowiekiem na świecie. Ale mały Maxim trzymał go przy sobie, nie próbował go połykać ani nigdzie wyrzucić. To było dziwne, ale przynajmniej sprawiło, że Gerarde był dumny ze swojej "pracy". Gerarde dostał ten pierścionek od ojca, ojciec od dziadka i tak dalej.... rodzinna pamiątka. Najcenniejszą rzeczą, jaką miał Gerarde, "po swojej kobiecie", jak kiedyś powiedział, tak myślę. A Craisen? To był "ten śmieszek", rozumiesz, taki, który robi żarty rodzeństwu, rodzicom, przyjaciołom. Mieli normalne dzieciństwo, jak przystało na mężczyznę z Ziem Neutralnych. Kiedy chłopiec kończy 10 lat, ma możliwość wyboru broni, której chce używać. Może to zabrzmi dziwnie, ale dziewczyny mają ten sam wybór 2 lata wcześniej. Jest to rzeczywiście dziwne na pierwszy rzut oka, ale ma to sens - są bardziej podatne na ataki niż mężczyźni, może to być napaść na tle seksualnym lub cokolwiek innego. Muszą być przygotowane szybciej na walkę. Maxim i Craisen dość szybko zaczęli się dogadywać. Kiedy jeden potrzebował pomocy, drugi z nią przychodził. Czy zawsze tak było? Nie wiem. Tak to właśnie pamiętam. Poza tym, Kathrine była główną osobą zarabiającą pieniądze. Gerarde czasami "patrolował", aby zapobiec śmierci ludzi z rąk napastników lub banitów. Zwykle dostawał jakieś drobiazgi z martwych ciał i w ten sposób starał się pomóc rodzinie z problemami finansowymi. Craisen raz ukradł pierścionek od Maxima, który szukał go przez jeden dzień. Okazało się, że próbował go sprzedać. Nie rozumiał wartości sentymentalnej tego pierścionka. Maxim złapał go na gorącym uczynku. Mroczny "typek" oferował tylko kilka złotych monet za pierścionek. Stało się to, gdy Maxim i Craisen mieli 16 lat, o ile dobrze pamiętam. Maxim zapamiętał twarz nieznajomego. To, co wydarzyło się później....Craisen, po mocnym opierdolu od ojca, uciekł w nocy z domu. Rodzina była przerażona tym faktem i Maxim został wysłany, aby go poszukać. Znalazł go tydzień później wśród wilków. Jego brat "zdziczał" w tym czasie. Maxim był ostrożny i pokazał mu pierścionek. Craisen spojrzał na pierścień z ciekawością, ale potem się zatrzymał. Zawył głośno, a wilki odsunęły się na bok. Podniósł swój prymitywny topór i uniósł go w stronę księżyca. Maxim otworzył oczy jeszcze szerzej i czekał, aż coś się wydarzy. 

- Nie bój się mnie, bracie. Próbuję zobaczyć moją starą twarz w toporze. 

- Ty co? Po prostu....na miłość boską, Craisen, opamiętaj się! Przestań mówić jak dziki człowiek! Wróć ze mną do domu. 

- Zrobię to. Pozwól mi przypomnieć sobie, jak wyglądałem. 

Dziwność tejże sytuacji prześladowała Maxima przez chwilę. 

- Nie bądź głupi Craisen! 

Maxim zauważył wtedy, jak Craisen śmiał się pod swoimi długimi włosami. 

- Aaaah, MAM CIĘ! HAHA! Naprawdę myślałeś, że jestem dzikusem?! Nabijałem się z ciebie! 

- Jezu, Craisen....Przyznaję, masz mnie, ale na razie przestań. Rodzice martwią się i czekają.  

W każdym razie, wrócili do domu bez szwanku. Ale to nie znaczy, że Craisen nie bał się własnego ojca, pomyślał, że dostanie kolejne "bicie", tym razem za ucieczkę. Ale nie dostał. Gerarde przytulił go do siebie mocnym ojcowskim przytulasem. Nie wiem, czy coś mu powiedział, czy nie. Moja pamięć nie jest najlepsza, zresztą, było to dawno temu. Craisen znał się na jakichś szamańskich rytuałach, więc udzielał "błogosławieństw" różnym ludziom, ułatwiając w ten sposób życie rodziny, z powodu kolejnego napływu pieniędzy. Zapomniałam wspomnieć, jaką broń wybrał Maxim, prawda? To był prosty miecz i tarcza. Gerarde powiedział mu, że wygląda z nią jak rycerz. Brakuje tylko zbroi. Tak właśnie Maxim zainteresował się rycerzami. Całe dnie przeszkadzał ojcu tylko po to, by mówić o rycerzach. Miał obsesję na ich punkcie. Tak to się zaczęło - kochane marzenie, by zostać rycerzem. Gerarde miał jednak wątpliwości. Nie chciał, żeby Maxim stał się jednym z nich, bo bał się, że pod czyimś sztandarem może zaatakować swoich ludzi. Maxim zapewnił ojca, że nigdy tego nie zrobi, co nie wystarczyło Gerardowi. Kiedy ziemie były atakowane, Maxim patrzył na to, jak ludzie walczą z bezpiecznej odległości, widząc swojego ojca w walce z tylko jedną ręką i toporem. Nigdy nie dostał, co wydawało się jak prawdziwa opiekuńcza ręka boża. Maxim, patrząc tylko na walki, nauczył się prawidłowo używać miecza i tarczy. Czasami nawet przeszukiwał pole bitwy po sprzęt. W ten sposób dostał mocną zbroję, której później używał. Postanowił zostawić rodziców i brata, nie pożegnał się z nimi. Rodzina i tak już wiedziała, jak bardzo chce zostać rycerzem. Po dwóch ciężkich latach wędrówek po ziemiach, Maxim dotarł do bardzo małej wioski i zobaczył plakat na jednej ledwo trzymającej się ścianie. "Arthur Ashtar - twój najlepszy kredyt zaufania! Głosuj na mnie, a dostaniesz miejsce do życia, o którym zawsze myślałeś". 

Maxim po prostu wybuchł śmiechem, ponieważ wiedział, że nikt nie może dać aż tyle i przeniósł się do pobliskiego biednego domu nieznanej mu rodziny i zapytał, czy może tam spędzić noc. Nie chcieli go wprowadzić, ponieważ byli oni z Ziem Neutralnych i nie mieli zaufania do przypadkowych podróżnych, ale wykazali sympatię, po tym jak dowiedzieli się, że jest on ich "bratem" i pozwolili mu spać w ich domu. Następnego dnia, kiedy obudził się z powodu dziwnych odgłosów postukującej zbroi, zauważył dwóch mężczyzn stojących obok niego, którzy powiedzieli, że jest wzywany do kogoś bardzo ważnego. Był jeszcze śpiący, ale chciał wiedzieć, dlaczego i po co. Mamrotali do siebie trochę i nie dali faktycznej odpowiedzi poza tym, że nie ma żadnego wyboru jak tylko iść razem z nimi. Jechali w góry taszcząc przyczepę. Maxim położył się wygodnie na jej tyłach do snu. Kiedy przyjechali, potrząsnęli młodym człowiekiem i powiedzieli mu, żeby poszedł "tą drogą". Zgodził się zrobić, co chcieli, zabrał swoje rzeczy i zaczął iść. W drodze napotkał człowieka. 

- Kolejny został wezwany ? Ilu ludzi chce ten człowiek? 

- Co masz na myśli, nieznajomy ? 

- Tak naprawdę nic, twoje imię ? 

- Maxim Avangarda, twoje ? 

- Maxim ?! HAHA, Kopę lat! Bernie Olinder tutaj! Byłeś małym dzieckiem, kiedy po raz pierwszy cię poznałem! Co się dzieje chłopie ? Możesz mi opowiedzieć więcej o sobie ? 

- Och....uhm...To trudne pytanie. I tak, myślę, że spotkaliśmy się w bitwie o las Dernar. Bałem się, banici byli wszędzie, ukryłem się w małej jaskini i czekałem aż się to wszystko skończy. Potem się zjawiłeś i po prostu usłyszałem głośny krzyk, potem ciszę. Powiedziałeś mi, żebym wyszedł i uciekł. Zrobiłem, co chciałeś i wróciłem do domu. Nie pamiętam, jak wylądowałem w tym rozlewie krwi. Urodziłem się w pół-biednej rodzinie, ale moi rodzice mieli problemy finansowe, więc musiałem podjąć decyzję. Kiedy miałem 18 lat, opuściłem dom, by zostać rycerzem. Była to jedyna rozsądna rzecz do zrobienia w mojej opinii po tym, co widziałem w Dernarze. Przez te 2 lata trenowałem trochę z mieczem samemu, patrząc jak inni robią to samo, ucząc się metodą prób i błędów, teraz stoję tutaj i rozmawiam z tobą. 

 

Koniec podrozdziału 1.1 

 

Zapewne tekst ma trochę niezgrabności stylistycznych i gramatycznych. Tłumaczyłem to z angielskiego (który pewnie też ma sporo błędów). Tak właśnie wygląda podrozdział 1.1 w wersji obecnej, czyli bez poprawek, wydłużeń, ciekawszych określeń i tak dalej. Postaram się oczywiście to wydłużyć, bo jak na razie, to co napisałem, nie podoba Mi się tak bardzo jakbym chciał. Kiedy stwierdzę, że osiągnąłem satysfakcję, to po prostu na koniec następnego podrozdziału wam o tym powiem. Lub kiedy indziej.  

Poczytajcie sobie to co jest, dajcie znać, co o tym myślicie. Każda pozytywna opinia upewnia mnie, że powinienem pisać dalej, i że ma to w ogóle sens. (chodzi o opinię na temat fabuły, nie stylistyki)  

Mam nadzieję, że nie popełniłem zbyt wielu "byków" lub czegoś w tym stylu. 

 

Trochę dużej wagi, tak zwany, edit : 

Tekst nie jest już do końca ważny. Zacząłem go modyfikować (wydłużać), więc to co widzicie tu, jest już nieaktualne.

Pisał to ktoś, kto siebie nienawidzi. 

Obrazek


Tagi:

Awatar użytkownika
Cam
Ukryta Opcja Imperialna
Posty: 6438
Zobacz teksty użytkownika:

Matylda : Podrozdział 1.1

Post#2 » 29 sty 2020, o 14:51

Wnioskując po informacji na samym końcu nie bardzo jest sens czytać i oceniać całość, skoro poprawiasz i zmieniasz, ale mam jedną ważną radę na przyszłość - unikaj jak ognia rozpoczynania tekstu czymś, co wygląda jak streszczenie. Beletrystyka to beletrystyka, nie streszczenie, opis jak z karty postaci etc. 

Wymowa imion w nawiasach to też dziwny zwyczaj z blogów, a nie książkowy. Coś takiego można wyjaśnić poprzez przypis, ale generalnie jest to zbędne.  

Masz dużo potknięć i niedbałości, więc zadbaj też o to. Dialogi z zasady potrzebują didaskaliów, zapis znajdziesz podlinkowany w moim podpisie. Co jeszcze? Rzuć okiem na poradnik Briali o tym, jak tworzyć opisy, wisi w dziale Jak pisać. Powinien bardzo pomóc.  

 

Tyle mogę powiedzieć na podstawie szybkiego rzucenia okiem na tekst.


Awatar użytkownika
Gorgiasz
gladius tytanów
gladius tytanów
Posty: 1481
Zobacz teksty użytkownika:

Matylda : Podrozdział 1.1

Post#3 » 29 sty 2020, o 15:11

więc to co widzicie tu, jest już nieaktualne.
 

To po wstawiasz!? Kpinki z czytelnika? 

bo jak na razie, to co napisałem, nie podoba Mi się tak bardzo jakbym chciał.
 

"Mi" - dużą literą. Wzruszające.


Awatar użytkownika
Cam
Ukryta Opcja Imperialna
Posty: 6438
Zobacz teksty użytkownika:

Matylda : Podrozdział 1.1

Post#4 » 29 sty 2020, o 15:20

Jeszcze dodam coś od siebie a propos tego: 

 

Postaram się oczywiście to wydłużyć, bo jak na razie, to co napisałem, nie podoba Mi się tak bardzo jakbym chciał. Kiedy stwierdzę, że osiągnąłem satysfakcję, to po prostu na koniec następnego podrozdziału wam o tym powiem. Lub kiedy indziej.
Następnym razem wrzucaj cokolwiek do oceny, gdy będzie to finalna wersja, z której będziesz zadowolony. Inaczej, po pierwsze, to w ogóle nie ma sensu, ktoś poświęci dużo czasu, a ty nie skorzystasz z pomocy, bo może coś już zdążyłeś poprawić sam. Po drugie, nie jesteśmy darmową korektą, by czytać i oceniać coś, co za dwa dni może wyglądać zupełnie inaczej. Autor powinien szanować czytelników, a przejawia się to między innymi poprzez publikowanie dopracowanych fragmentów, tylko wtedy ma to sens.  

 

Poza tym z zasady ludzie oceniają wszystko, nie tylko pomysł. Apelowanie, by pomijać warsztat i styl, też jest trochę głupiutkie, bo tekst to nie tylko fabuła. Język jest tak samo, a może nawet ważniejszy.


Awatar użytkownika
DysArt
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 10
Zobacz teksty użytkownika:

Matylda : Podrozdział 1.1

Post#5 » 30 sty 2020, o 00:22

Cam pisze:Wnioskując po informacji na samym końcu nie bardzo jest sens czytać i oceniać całość, skoro poprawiasz i zmieniasz, ale mam jedną ważną radę na przyszłość - unikaj jak ognia rozpoczynania tekstu czymś, co wygląda jak streszczenie. Beletrystyka to beletrystyka, nie streszczenie, opis jak z karty postaci etc. 

Wymowa imion w nawiasach to też dziwny zwyczaj z blogów, a nie książkowy. Coś takiego można wyjaśnić poprzez przypis, ale generalnie jest to zbędne.  

Masz dużo potknięć i niedbałości, więc zadbaj też o to. Dialogi z zasady potrzebują didaskaliów, zapis znajdziesz podlinkowany w moim podpisie. Co jeszcze? Rzuć okiem na poradnik Briali o tym, jak tworzyć opisy, wisi w dziale Jak pisać. Powinien bardzo pomóc.  

 

Tyle mogę powiedzieć na podstawie szybkiego rzucenia okiem na tekst.

 

 

Nie wrzuciłem razem z początkiem. Który jest informacją od autora. Zwyczajnie pominąłem tę część i przeszedłem od razu do początku opowieści. Wymowę imion wpisałem tylko dlatego, iż tekst oryginalny jest w języku angielskim. To tylko informacja jak chciałem, byście czytali konkretne imiona. W angielskiej wersji tego nie ma. 

 

A o didaskaliach mówiąc. W niektórych momentach się pojawiają, tekst ten dalej jest tylko wczesnym "build`em". 

 

Bazuję go na własnym "cierpieniu" i tym co siedzi w mojej głowie. Wyjawię, że każda postać i rzeczy, które się dzieją w książce, mają swoją własną alegorię. A także to, iż każda postać ma cząstkę mojego charakteru. Nie chcę rozwiewać więcej mgły, popsuło by to samą "filozoficzną" myśl i cel tej książki. 

 

Dodano po 14 sekundach: 

Gorgiasz pisze:
więc to co widzicie tu, jest już nieaktualne.
 

To po wstawiasz!? Kpinki z czytelnika? 

bo jak na razie, to co napisałem, nie podoba Mi się tak bardzo jakbym chciał.
 

"Mi" - dużą literą. Wzruszające.

 

 

Ale dlaczego od razu tak ostro z buta we mnie ? 

Ja mogę zrozumieć gniew, ale czy takie zachowanie jest odpowiednie ? 

 

Można było napisać bardziej łagodnie. Taka ostrość i sarkazm jest odpychające, jak bardzo bym nie chciał o tym powiedzieć. 

 

Dodano po 17 sekundach: 

Cam pisze:Jeszcze dodam coś od siebie a propos tego: 

 

Postaram się oczywiście to wydłużyć, bo jak na razie, to co napisałem, nie podoba Mi się tak bardzo jakbym chciał. Kiedy stwierdzę, że osiągnąłem satysfakcję, to po prostu na koniec następnego podrozdziału wam o tym powiem. Lub kiedy indziej.
Następnym razem wrzucaj cokolwiek do oceny, gdy będzie to finalna wersja, z której będziesz zadowolony. Inaczej, po pierwsze, to w ogóle nie ma sensu, ktoś poświęci dużo czasu, a ty nie skorzystasz z pomocy, bo może coś już zdążyłeś poprawić sam. Po drugie, nie jesteśmy darmową korektą, by czytać i oceniać coś, co za dwa dni może wyglądać zupełnie inaczej. Autor powinien szanować czytelników, a przejawia się to między innymi poprzez publikowanie dopracowanych fragmentów, tylko wtedy ma to sens.  

 

Poza tym z zasady ludzie oceniają wszystko, nie tylko pomysł. Apelowanie, by pomijać warsztat i styl, też jest trochę głupiutkie, bo tekst to nie tylko fabuła. Język jest tak samo, a może nawet ważniejszy.

 

 

W tym wypadku nie mam nic do obrony ani dodania. To jest moja pierwsza poważna próba pisania. Mam tylko 17 lat i nie jestem synem pisarza, muzyka, czy innej osoby, która zajmuje się rzeczami związanymi z kulturą, lecz rolnika. Nie chcę przez to powiedzieć, że dlatego wolno mi robić błędy i pisać nadzwyczaj pospolicie, ale moje korzenie po prostu, w mojej opinii, trochę utrudniają wejście w takie sfery. 

 

Nie mam umysłu geniusza, tylko taki "chłopski", można rzec. I tak, wiem, że pracą można go wyrobić na lepiej funkcjonujący. 

 

Ale i tak nie oczekiwałem takiego sukcesu z, całkiem niezłą jak na pierwszy raz, ilością odsłon. 

 

Rzeknę na zakończenie jeszcze, że od dawna tego tekstu nie ruszyłem. Nic nie poprawiałem. Coś zawsze mnie odciągało. Czy to myśli, które powodowały, że nie byłem we właściwym "stanie bycia", czy to szkoła, czy zwykły brak chęci. Dalej nie jestem w dobrym na tyle humorze, by kontynuować pisanie.

Pisał to ktoś, kto siebie nienawidzi. 

Obrazek


Awatar użytkownika
Cam
Ukryta Opcja Imperialna
Posty: 6438
Zobacz teksty użytkownika:

Matylda : Podrozdział 1.1

Post#6 » 30 sty 2020, o 07:34

DysArt pisze: Nie wrzuciłem razem z początkiem. Który jest informacją od autora. Zwyczajnie pominąłem tę część i przeszedłem od razu do początku opowieści. Wymowę imion wpisałem tylko dlatego, iż tekst oryginalny jest w języku angielskim. To tylko informacja jak chciałem, byście czytali konkretne imiona. W angielskiej wersji tego nie ma. 

 

A o didaskaliach mówiąc. W niektórych momentach się pojawiają, tekst ten dalej jest tylko wczesnym "build`em". 

 

Pamiętaj, że czytelnik nie idiota, to nie Sentinel Północny i większość tutaj zna angielski. Gdybyś stworzył swój własny język ze słowami w stylu "Bdjasjskolyj" (rzuciłam kota na klawiaturę), w którym niektóre litery są nieme lub czyta się je inaczej niż w naszym alfabecie, okej, ale twoja wymowa nie różni się od "normalnej", więc nie musiałeś tego robić, a wygląda to bardzo amatorsko.  

 

DysArt pisze:Bazuję go na własnym "cierpieniu" i tym co siedzi w mojej głowie. Wyjawię, że każda postać i rzeczy, które się dzieją w książce, mają swoją własną alegorię. A także to, iż każda postać ma cząstkę mojego charakteru. Nie chcę rozwiewać więcej mgły, popsuło by to samą "filozoficzną" myśl i cel tej książki.
 

Witaj w gronie piszących, my wszyscy to robimy ;)  

 

Co mogę powiedzieć, na przyszłość pamiętaj o pewnych rzeczach, nie od razu Rzum zbudowano, ale staraj się pisać najlepiej, jak możesz, nie chodź na skróty. Czytaj też bardzo dużo i próbuj analizować, co podoba ci się w czytanych książkach, a co nie podoba - wierz mi, to pomaga rozwijać pióro. Wena bywa kapryśna, ale na pewno wróci.


Awatar użytkownika
DysArt
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 10
Zobacz teksty użytkownika:

Matylda : Podrozdział 1.1

Post#7 » 30 sty 2020, o 12:20

Cam pisze:
DysArt pisze: Nie wrzuciłem razem z początkiem. Który jest informacją od autora. Zwyczajnie pominąłem tę część i przeszedłem od razu do początku opowieści. Wymowę imion wpisałem tylko dlatego, iż tekst oryginalny jest w języku angielskim. To tylko informacja jak chciałem, byście czytali konkretne imiona. W angielskiej wersji tego nie ma. 

 

A o didaskaliach mówiąc. W niektórych momentach się pojawiają, tekst ten dalej jest tylko wczesnym "build`em". 

 

Pamiętaj, że czytelnik nie idiota, to nie Sentinel Północny i większość tutaj zna angielski. Gdybyś stworzył swój własny język ze słowami w stylu "Bdjasjskolyj" (rzuciłam kota na klawiaturę), w którym niektóre litery są nieme lub czyta się je inaczej niż w naszym alfabecie, okej, ale twoja wymowa nie różni się od "normalnej", więc nie musiałeś tego robić, a wygląda to bardzo amatorsko.  

 

DysArt pisze:Bazuję go na własnym "cierpieniu" i tym co siedzi w mojej głowie. Wyjawię, że każda postać i rzeczy, które się dzieją w książce, mają swoją własną alegorię. A także to, iż każda postać ma cząstkę mojego charakteru. Nie chcę rozwiewać więcej mgły, popsuło by to samą "filozoficzną" myśl i cel tej książki.
 

Witaj w gronie piszących, my wszyscy to robimy ;)  

 

Co mogę powiedzieć, na przyszłość pamiętaj o pewnych rzeczach, nie od razu Rzum zbudowano, ale staraj się pisać najlepiej, jak możesz, nie chodź na skróty. Czytaj też bardzo dużo i próbuj analizować, co podoba ci się w czytanych książkach, a co nie podoba - wierz mi, to pomaga rozwijać pióro. Wena bywa kapryśna, ale na pewno wróci.

 

 

Co do tego własnego języka. To nie jest aż takie fantasy, bazuję to na względnym realizmie. Jasne, będzie magia i tak dalej, ale wszystko to zostanie wyjaśnione, jak już mówiłem - alegoria. 

 

Staram się pisać jak najlepiej. Zwyczajnie mam problem z bogatymi opisami, bo pomysły na fabułę, jej przebieg, postacie w niej występujące, po prostu wszystko przychodzi samo. Tylko te opisy...I ja...nie czytam książek. Jedynie lektury szkolne, ale tak...one odepchnęły mnie skutecznie i na daleki zasięg, od czytania poza szkołą i jej wymaganiami.  

 

Zapomniałem jeszcze określić jednej rzeczy o didaskaliach - książka nie dzieje się w momencie czytania, teraźniejszości. To jest odległa przeszłość, pisana przez kogoś, kogo nie chcę "spoilerować". A ta postać nie zna każdego cala i zachowania postaci podczas dialogów. W mojej opinii, dodaje to tylko realizmu. Pamięć ludzka jest zawodna i potrafi przekręcić parę faktów "w tę i we w tę". Co jedyne bym zrobił to bardziej aktualne wydarzenia (o tytułowej Matyldzie), które będą miały miejsce opisać dokładniej. Bo wtedy są one bardziej bliskie postaci, która właśnie zna Matyldę "od podszewki". Ta książka to tak jakby zwyczajne spisanie historii Matyldy i jej rodziców a nawet dalej. Dla mnie to robi sens, ale nie znaczy, że musi dla każdego. 

 

Mam tylko 17 lat. Co ja, ktoś kto musiał samodzielnie zgłosić się do terapeuty, może zdziałać w pisaniu. Nie, nie jest to wymówka. Jeno określenie sytuacji, jaka nade mną panuje. 

A jak mówiłaś o tym, że nie jesteście darmową korektą. Dobrze to wiem. Nie prosiłem o poprawę błędów stylistycznych, bo te można łatwo poprawić kiedykolwiek, jak już zauważyłaś. 

Mnie jedynie chodzi, czy ludziom podoba się fabuła, jej zarys. Bo jak to "kliknie", to stylistykę się poprawi i jest sprawa załatwiona. Jak zająłbym się na odwrót, to byt dużo czasu spędziłbym na sprawdzaniu błędów, ich poprawianiu i pisaniu poprawnie, aniżeli na dobrej, kompletnej fabule. Wolę mieć zarys czegoś, a dopiero potem go poprawiać. 

 

Można by robić oba - fabułę i stylistykę, jednocześnie, tak, ale nie jestem geniuszem, wielu rzeczy jeszcze nie widzę. W ten sposób siebie nie zdemotywuję się ciągle pogarszającym nastawieniem typu "Dobra, to jest poprawio~jeszcze tu ?! Ile tego...a tam ? Jezu, teraz to całkiem nie ma sensu !". Tylko na spokojnie zajmę się tym, kiedy będę żył satysfakcją z dobrej, solidnej fabuły. (bo mam gotowy zarys i nie muszę się tym już więcej przejmować) Jeżeli coś nie pokrywa się z tym co sam mówię, to tylko przejaw mojego skrajnego hipokryzmu (czasami mi się zdarza).

Pisał to ktoś, kto siebie nienawidzi. 

Obrazek


Awatar użytkownika
Briala
Kieszonkowy dyktator
Kieszonkowy dyktator
Posty: 436
Zobacz teksty użytkownika:

Matylda : Podrozdział 1.1

Post#8 » 30 sty 2020, o 13:13

Nie chcę przez to powiedzieć, że dlatego wolno mi robić błędy i pisać nadzwyczaj pospolicie, ale moje korzenie po prostu, w mojej opinii, trochę utrudniają wejście w takie sfery.
 

Żyjemy w XXI wieku i globalnej wiosce. Dostęp do edukacji oraz informacji ma każdy. Ogólnie dostęp do wiedzy leży na ulicy. Mój tata jest operatorem kotła sodowo-potasowego, a mama pracowała w sklepie na kasie. Patrząc na to, też niespecjalnie powinnam mieć łatwe wejście w „takie sfery”. Ale ja się po prostu nad sobą nie użalam, tylko się uczę. 

 

Staram się pisać jak najlepiej. Zwyczajnie mam problem z bogatymi opisami, bo pomysły na fabułę, jej przebieg, postacie w niej występujące, po prostu wszystko przychodzi samo. Tylko te opisy...I ja...nie czytam książek. Jedynie lektury szkolne, ale tak...one odepchnęły mnie skutecznie i na daleki zasięg, od czytania poza szkołą i jej wymaganiami.
 

Też nie czytam książek. Nie mam na to czasu. Jeśli już, to jedną męczę przez pół roku. Ponownie: to żadne wytłumaczenie. 

 

Mam tylko 17 lat. Co ja, ktoś kto musiał samodzielnie zgłosić się do terapeuty, może zdziałać w pisaniu. Nie, nie jest to wymówka. Jeno określenie sytuacji, jaka nade mną panuje.
 

Każdy z nas miał kiedyś siedemnaście lat. Tutaj nie ma innej recepty niż po prostu przyjmować krytykę, pisać, ćwiczyć warsztat. Przestań się w końcu zasłaniać życiowymi niepowodzeniami i problemami. Też chodzę do terapeuty, ale nie wyjaśniam tym wszystkich pierdół w swoich opkach. 

 

Mnie jedynie chodzi, czy ludziom podoba się fabuła, jej zarys. Bo jak to "kliknie", to stylistykę się poprawi i jest sprawa załatwiona.
 

Można mieć super pomysł na fabułę i zniszczyć go źle poprowadzoną narracją oraz masą błędów. To jest system naczyń połączonych. Jedno bez drugiego po prostu nie działa. 

 

Rzeknę na zakończenie jeszcze, że od dawna tego tekstu nie ruszyłem. Nic nie poprawiałem. Coś zawsze mnie odciągało. Czy to myśli, które powodowały, że nie byłem we właściwym "stanie bycia", czy to szkoła, czy zwykły brak chęci. Dalej nie jestem w dobrym na tyle humorze, by kontynuować pisanie.
 

A mówisz nam to, bo...? Żeby usprawiedliwić to, że niczego nie poprawisz? Nie masz weny na poprawianie? To nie pisz. Bo pisanie i późniejsze poprawki to główna belka, która podpiera tworzenie jakiegokolwiek tekstu. Nie można mieć ciastko i zjeść ciastko.

I do not over-intellectualise the production process. I try to keep it simple: Tell the damned story. 

—Tom Clancy


Awatar użytkownika
Woogi
zaczarowane ostrze
zaczarowane ostrze
Posty: 156
Zobacz teksty użytkownika:

Matylda : Podrozdział 1.1

Post#9 » 30 sty 2020, o 14:07

Nie wiem, czy zarówno wiek jak i pochodzenie mają jakikolwiek związek z pisaniem... Może kiedyś, gdy dostęp do edukacji był ograniczony stanem społecznym i/lub miejscem zamieszkania, a kwestiami artystycznymi zajmowali się ludzie "odpowiednio usytuowani", często nie tyle z powodu talentu, co za sprawą panującej w sferach wyższych mody. 

Ale i wtedy każdy mógł pisać, tworzyć, próbować swoich sił w sztuce. Algorytm sukcesu pozostaje niezmienny - praca, ćwiczenie, uczenie się od lepszych od siebie. Dla mnie nie ma znaczenia, skąd pochodzi Autor, jakie ma korzenie i kim są jego rodzice. Dla mnie jako odbiorcy sztuki liczy się wartość tekstu, obrazu, utworu muzycznego... A na wartość składa się wiele czynników, a jednym z nich jest jakość. Najlepszy pomysł może zginąć w kiepskiej jakości.  

Wyobraź sobie np koncert. Utwory z pomysłem, orkiestra ładnie ubrana, ale instrumenty rozstrojone. Ja bym nie była w stanie takiego czegoś ocenić pozytywnie, mimo najlepszych chęci.


Awatar użytkownika
Gorgiasz
gladius tytanów
gladius tytanów
Posty: 1481
Zobacz teksty użytkownika:

Matylda : Podrozdział 1.1

Post#10 » 30 sty 2020, o 14:47

Można było napisać bardziej łagodnie.
 

To było bardzo łagodnie.


Wróć do „Opowiadania i fragmenty powieści”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości