Zachęcamy do czytania naszych poradników!

Historia Ulher-ek (fragment)

Długa proza: fragmenty powieści, długie opowiadania i inne teksty dużej objętości. Mile widziane wszelkie możliwe gatunki literackie i teksty, które nie mieszczą się w dziale Miniatury i drabble. Prosimy o odpowiednie tagowanie tekstów!
Regulamin forum
W tym dziale należy publikować opowiadania, powieści oraz inne długie formy prozatorskie. Utwory krótkie (drabble, miniatury, krótkie opowiadania) publikujemy w dziale "Miniatury i drabble". 

 

Przydatne definicje 

drabble – krótka forma literacka licząca dokładnie sto słów 

 

miniatura literacka (short story) – krótki utwór składający się z mniej niż 7 500 znaków 

 

opowiadanie – krótki utwór epicki o prostej akcji, niewielkich rozmiarach, najczęściej jednowątkowej fabule, pisany prozą 

 

powieść – długi utwór narracyjny opisujący rozbudowany ciąg zdarzeń 

 

Jeżeli twój tekst jest dłuższy niż 25000 tysięcy znaków ze spacjami, należy go podzielić na części. Każda część musi znaleźć się w osobnym temacie i nie przekraczać ww. objętości. 

Nazwa tematu powinna składać się z tytułu tekstu. Dodatkowo, dla tekstów wieloczęściowych, w tytule należy podać numer części, na przykład "Tytuł - część 1". W przypadku publikowania fanfiction, należy podać źródło w nawiasie kwadratowym, przykładowo: "[Harry Potter] Tytuł opowiadania".  

Każdy tekst należy odpowiednio otagować. Tagi wybieramy z pola pod tytułem tematu. Listę tagów oraz ich podział można znaleźć na podstronie. Dla publikacji wieloczęściowych funkcjonuje dodatkowy tag tekst wieloczęściowy, a dla fanfiction fandomowe (np. fanfiction-harry-potter).

exom
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 1
Zobacz teksty użytkownika:

Historia Ulher-ek (fragment)

Post#1 » 10 gru 2019, o 20:04

Witam, 

Jest to mój debiut, także im więcej krytyki, tym lepiej :-D  

*** 

Agerym przy pomocy wielkiego miecza Zasta wymierzał na początku sprawiedliwość nieprawym, z czasem jednak stał się żądną krwi istotą, która w niczym już nie przypominała człowieka, a była tylko bestią. Agerym zmarł jednak, i Zast przeszedł w ręce jego syna, Amitirosa, a jeszcze później w ręce syna Amitirosa, Tromtika.  

Tysiące lat mijały, a ród demonów pustoszył ziemię, mordował i zjadał ludzi, których nikt już nie bronił, ani oni sami bronić się przed demonami nie umieli. Dawno upadły wielkie królestwa, więzy krwi przestały mieć znaczenie, a człowiek w oczach demonów był tylko żałosnym źródłem rozrywki i pożywienia. Demonami władał najokrutniejszy z nich, i najstraszniejszy spośród swych przodków, rogaty, czarny, skrzydlaty demon zwący się Bargall, czyli ten który rozdziera ludzi. Masakrował on ludzkie wioski dla zabawy, a żadna z wielkich armii zgromadzonych przez człowieka nie była w stanie wyrządzić mu krzywdy. Jego okrucieństwo nie miało granic, straszny los spotykał mężów którzy znaleźli w sobie dość odwagi by rzucić weń włócznią, Bargall ucinał im nogi, i zjadał je na oczach jeszcze żywego ich właściciela, by jego samego, unieruchomionego, i pozbawionego wszelkiej nadziei porzucić na pewną i bolesną śmierć. Tych którzy postanowili uciekać, przenosił na jałowe pustkowia, i zrzucał z wysokości. Na oczach synów zabijał matki, a na oczach ojców zabijał córki. Ci którzy przeżyli najazdy Bargalla sami kończyli swój nędzny żywot, nie mogąc znieść okropieństw które ich spotkały. Na całym świecie znana była żarłoczność Bargalla, a ludzie wszystkich krain czuli wielką trwogę gdy ten znajdował się w pobliżu.  

Bargall niszczyciel zaatakował niegdyś pewną wioskę, zabijając większość jej mieszkańców. Jednym z nielicznych ocalałych był Epileor, spokrewniony z wodzem wioski. Mówiło się że pochodził z królewskiej dynastii, której założycielem był jeden z synów Symeuna, ojca Demona. Tracąc w ataku wszystkich bliskich, ojca, żonę, każdego z synów, i każdą z córek zapragnął straszliwej zemsty. Tytułując się pokrewieństwem z królewskim rodem, przemierzał wielkie krainy, i po dwudziestu latach wędrówki, zdołał zjednoczyć dwadzieścia cztery plemiona wielkich pustyń, i ruszyć na demoniczne armie, w ostatniej, rozpaczliwej próbie zabicia bestii.  

Obie armie spotkały się na piaszczystej równinie, która od wschodu ograniczona była rzeką Tonal, a od zachodu rzeką Sydy. Bargall na polu bitwy zjawił się z zastępem swych synów, i braci, a także stryjów i wujów. Razem siły ich liczyły trzysta piętnaście potworów, reszta demonów, głównie dalszych krewnych Bargalla nie uczestniczyło w bitwie, nie chcąc ryzykować życia, a jednocześnie uznając że zwycięstwo nad nędznymi siłami ludzi jest pewne. Epileor tymczasem zebrał największe od czasu wielkiej wojny z Tromtikiem siły. Liczyły one po tysiąc ludzi z każdego z plemion, razem dwadzieścia cztery tysiące, z czego więcej jak połowa walczyła konno.  

Lewym skrzydłem armii dowodził Palos, stary i mądry wódz jednego z najpotężniejszych plemion pustyń. W przeddzień bitwy ostrzegł Epileora że przegrana w tej bitwie spowoduje wyginięcie rodzaju ludzkiego, a całkowitą władzę nad światem przejmą demony które z nikim już nie będą musiały walczyć, bowiem każdy ich przeciwnik leżeć będzie martwy. Epileor tymczasem odpowiedział mu: 

-Dwie dekady temu straciłem w krwawym najeździe demonów wszystkich moich krewnych. Gdy nasze ciała legną martwe na tym polu, to niech każdy wolny jeszcze człowiek wie że jeśli nie chwyci za broń to spotka go podobny los który i mnie spotkał. Drogi Palosie, nasza porażka będzie nasieniem przyszłego zwycięstwa, a przyszłe pokolenia wspominać będą bitwę między dwoma rzekami, jako wielkie zwycięstwo, którą my, głupi, uznaliśmy za naszą największą porażkę. 

Pierwsze promienie słońca rozświetliły ludzkie twarze, gdy zew rogu Epileora dał sygnał ku rozpoczęciu szarży. Tysiące uzbrojonych w włócznie i tarcze wojowników ruszyło na wroga. Każdy biorący udział w tej chwalebnej chwili wiedział że rozpoczyna się nowa era, gdzie wolny człowiek, stworzony przez samego pana słońca, pokona bestię powstałą z ludzkich dążeń do uporządkowania wszystkiego, i niszczenia tego co nieuporządkowane. Demony spostrzegły ruszającą na nich konnicę, jednak żaden z nich nie ruszył z miejsca swego plugawego kopyta, ani też żadne skrzydło nie zatrzepotało. Dopiero gdy ludzie zbliżyli się na odległość rzutu włócznią, zza chmur wyłonił się niszczyciel życia - Bargall krwawy. Ledwo co został zauważony, tak z impetem uderzył w samo centrum zwartej masy ludzkiej kawalerii, zbierając od razu krwawe żniwo. W tej chwili Zast, zlodowaciałe ostrze, zmieniło się w żarzącom się klingę spływającą krwią. Reszta demonów, ruszyła biegiem do ataku. Ludzie odpowiedzieli rzucając w rogate bestie włóczniami i oszczepami, trafiając od razu wiele z nich. Nic to było jednak na potęgę sił ciemności. Jeden cios dzierżoną przez demonów maczugą zabijał od razu piętnastu wojowników. Szczególnie jednak bezwzględny był Bargall, bezlitośnie masakrował wszystkich którzy stali w zasięgu jego miecza, żądny krwi zabił nawet kilku swoich pobratymców próbujących przejąć część należnej mu chwały i starających się dorównać mu okrucieństwem.  

Gdy armia ludzka topniała w oczach, a z pozostałych przy życiu ludzi żaden już nie miał tyle odwagi by stanąć w szranki z Bargallem, to Palos, ostatni spośród odważnych wskoczył na swego konia, i z włócznią w ręce spróbował swoich sił. Zaiste, ze wszystkich zgromadzonych tu ludzi, ten był najodważniejszy. Gdy jednak zbliżył się do bestii, i rzucił weń włócznią, najmocniej jak tylko potrafił, tak ta trafiając go w szyję odbiła się od niej. W następnej chwili spadł na niego cios Zasta, trafiając jego wierzchowca. Bargall zbliżył się do jedynego który był blisko zabicia go, chwycił za szyję, i wymawiając plugawe słowa, oddalił się z pola bitwy. Powiadają że krzyk torturowanego Palosa niósł się echem jeszcze osiem poranków po bitwie. Pozostały na polu bitwy Epileor dał znak do odwrotu. Jednak tylko garstce ocalałych było dane go usłyszeć, większość armii bowiem leżała martwa na polu bitwy. Żywi zaś rozpierzchli się we wszystkie strony, porzucając tym samym swojego zhańbionego wodza, który nie znalazł w sobie tyle woli by stanąć do walki, i legnąć martwym jak nakazuje tradycja. Bitwa która miała być początkiem nowych dziejów została przegrana. Epileor uciekł jak najgorszy tchórz na południe, gdzie odnalazł pustynną jaskinię w której to spędzić miał następne siedem lat życia. Wbrew temu co sądził, po porażce żaden człowiek nie chwycił więcej za broń, drżąc o swe marne życie, które może zostać tak łatwo odebrane przez demoniczne siły.  

Siedem lat Epileor bił się z myślami, kilkakrotnie był bliski odebrania sobie życia. Jedynym co go powstrzymało był strach przez osądem zmarłych w podziemnej krainie. Jego sędziami byli by bowiem ci których opuścił w godzinie największej próby. Szczególnie bał się osądu Palosa, który cierpiał straszne męki, i spotkała go śmierć, której nikt nie pomścił. Setki razy Epileor przypominał sobie chwalebną szarżę Palosa, moment w którym grot jego włóczni spotkał się z ciałem Bargalla, i moment w którym ów włócznia odbiła się od jego szyi. Nie mógł tego zrozumieć, jak można zabić potwora którego nie ima się żadna broń? Nad Sydą i Tonalem padło kilka demonów, jak one zginęły skoro rzucane weń oszczepy odbijały się od ich łuskowatej skóry? Niezniszczalnymi łuskami pokryte było całe ich ciało, prócz.....głowy? Głowa tych bestii nie składa się z łusek, a ze zwykłej skóry, takiej jaką posiada każdy śmiertelnik. Jakże jednak ugodzić Bargalla w głowę, gdy ten nigdy nie śpi, jest zawsze czujny na wszelkie zagrożenie, i po trzykroć przewyższa wzrostem człowieka? Na to pytanie przez siedem długich lat Epileor nie mógł znaleźć odpowiedzi.  

Odpowiedź przyszła dopiero mroźną nocą ósmego roku po bitwie. Tej bowiem nocy wypełzł Epileor, brudny, zarośnięty, śmierdzący z daleka hańbą ucieczki; w niczym nie przypominał siebie samego sprzed ośmiu lat, gdzie jako dumny wódz, ten który zebrał większość ludzkości, szedł po wieczną chwałę na spotkanie z samym mrokiem. Głód sprawił że zmuszony został zapolować na pustynną bestię - Anaptasa. Ten stwór, występujący jedynie na południe od Ulherku, w krainie zwanej jako Silau, słynie ze swych gigantycznych rozmiarów, i wielkiej nagrody jaka spotka tego kto zdoła go zabić. Mięso anaptasa bowiem ma dawać siłę na trzydzieści dni podróży, a jego skóra uchroni przez najstraszliwszym pustynnym żarem, i najbardziej srogim mrozem. Anaptas jednak nie jest łatwą zdobyczą, jest bardzo szybki, a cios jego mocarnych łap pozbawił niejednego myśliwego życia.  

Epileor, po wyjściu z jaskini skierował się ku oazie Saio, znajdującej się na południe od jego pustelni, a która słynęła od dawnych czasów jako miejsce wypoczynku tych bestii. Po dotarciu na miejsce, niedługo po zachodzie słońca, zhańbiony wódz ujrzał drzemiącego potwora, który, sądząc po ciemnym futrze, znajdował się u kresu swych dni. Myśliwy podkradł się powoli, stąpając po gorącym piasku pustyni tak cicho jak tylko potrafił, aż do miejsca w którym poczuł ciepły oddech bestii. Wtedy stanął na chwilę, zamknął oczy, a kiedy zdał sobie sprawę z czynu który musi dokonać, mocniej ścisnął swój naostrzony kij, zaraz potem otworzył oczy, i spojrzał na głowę potwora, który to musi zostać w nią trafiony, inaczej to on stanie się posiłkiem. Gdy jednak zamachnął się swym orężem, to zwierz w tym samym momencie ocknął się ze zdradliwego snu, i podniósł łapę by wymierzyć swemu niedoszłemu oprawcy sprawiedliwość. Epileor jednak w ostatnim momencie uchylił się przed ciosem, i rozpoczął kolejną w swym marnym żywocie ucieczkę.  

Po dwóch następnych nocach, gdy łowy za każdym razem kończyły się podobnie, a głód już sięgał po jego żywot, to trzeciej nocy, zamiast udać się na polowanie, usiadł, i oddał się głębokiej medytacji. Minął długi czas nim w końcu otworzył oczy, i rozejrzał się po jaskini; ciasta, ciemna, w niej to stwór nie mógłby tak swobodnie używać swych łap, i nie byłby tak szybki jak na otwartej pustyni.  

Piątej nocy zakradł się do potwora, tym razem jednak bez kija, za to z kamieniem. Z oddali rzucił nim w anaptasa, trafiając potwora w głowę, i powodując w nim wielką wściekłość. Ile sił w nogach Epileor rzucił się do ucieczki do swego azylu, a potwór gnał za nim, unosząc do góry wielkie tumany kurzu. Gdy Epileor znalazł się w jaskini, chwycił szybko za kij, i schował się w niewielkim wgłębieniu w skale. Przywykłe do mroku oczy ujrzały jak zwierze zdołało włożyć do środka tylko swoją głowę i przednie łapy. Bez światła wzrok anaptasa zdał się na nic, i otumanione zwierze zdane było tylko na łaskę swego myśliwego. Nie myśląc wiele Elipteor wbił swą włócznię w głowę potwora, przynosząc mu śmierć. W tej samej chwili zamiast anaptasa ujrzał swego wielkiego, dawnego wroga - Bargalla, i wiedział już co musi zrobić. 

Bargall poza wrażliwą głową miał jeszcze jedną wielką wadę - pychę. Gardził wszelkim życiem poza nim samym, a za najgorsze ze wszystkich rozumnych istot uważał ludzi; myślał o nich jako o słabych, zdeprawowanych, nie znających odwagi robakach. Uważał się jednocześnie za najdoskonalszą z istot, która ma rządzić zarówno światem, jak i wszystkimi jego mieszkańcami. Protoplasta Bargalla - Petegamun, niosący sprawiedliwość, był tym który pilnuje przestrzegania zasad i surowo każe tych którzy ich nie szanują. Bargall uważał że ludzie nigdy nie uszanują żadnych zasad, ani porządku, jedyne co może trzymać ich w ryzach jest lęk i brutalna siła, tylko tak można ich okiełznać. Gdyby więc jakiś człowiek rzucił wyzwanie panu świata, i wyzwał go na pojedynek, najlepiej było by go zabić w bardzo okrutny sposób, by dać świadectwo tym którzy spróbowali by go naśladować. By władać ziemią nikt nie może kwestionować dominacji demonów. A tak właśnie uczynił Elipteor, dziewiątej nocy, ósmego roku po bitwie. Zjadł swoją zdobycz, uczynił z jej futet swe przywdzianie, wyszedł przez swą pustelnię i głośno oznajmił: 

-Bargallu! Mroczne demony! Elipteor, syn Gesita, wódz ludzkiej armii, ostatni z wielkiej dynastii Symeuna, prawowity władca Ulherku wciąż oddycha, i gotów jest stanąć do walki by udowodnić swe prawa do tych ziem. Niech lękliwy Bargall przybędzie do mnie udowodnić że przestał bać się ludzkiej odwagi, i pozbawi mnie życia, jeśli zdoła.  

Słysząc te słowa, Bargall poczuł jak Elipteor trafił w najczulsze miejsce - w nieprzebrane pokłady dumy, i uczucia wyższości nad wszystkim co oddycha. Chwycił więc swój miecz, i wzniósł się ponad chmury lecąc na południe. Po trzech dniach podróży ujrzał z przestworzy wejście do jaskini, a przed nią człowieka, który w jednej ręce trzymał naostrzony kij, a w drugiej głowę anaptasa. Zniżył lot, i dopiero po upewnieniu się że ów człowiek to rzeczywiście ten którego szuka, runął na ziemię. Podniósł swój rogaty łeb, obejrzał go swymi blado-niebieskimi oczyma, i powiedział: 

-Pamiętam cię. Osiem lat temu, zniszczyłem te żałosne siły które przeciwko mnie zgromadziłeś. Ja, i moi bracia kilka dni rozkoszowaliśmy się ludzkim mięsem. A kilka następne dni słuchaliśmy jak ci którzy przeżyli krzyczeli, i błagali o śmierć, w trakcie gdy my raczyliśmy ich najbardziej wymyślnymi torturami, patrząc który z tych nędzników skona szybciej. W tym czasie ty - który nazwałeś się władcą Ulherku kuliłeś swe nogi z przerażenia. To co powiedziałeś, jest obrazą nie tylko dla mnie lecz także dla tych których zostawiłeś na moją łaskę. Gdy pozbawię cię jedynego ziemskiego życia, to twoi ludzie będą cię raz za razem pozbawiali twoich nieskończonych żyć w zaświatach. Tam twoje męki nigdy się nie skończą. Od czasu gdy ich porzuciłeś, przestałem być tym czego najbardziej powinieneś się obawiać, a stałem się tylko nikłą zapowiedzią tego co czeka cię gdy ja z tobą skończę.  

Kończąc te słowa, chwycił za żarzące się ostrze, i zamachnął się nim. Elipteor jednak uniżył się, i szybko wpełzł do pieczary, zostawiając za sobą jedynie głośny śmiech Bargalla. Ten nie zamierzał jednak gonić swego przeciwnika. Zaciągnął do swego wnętrza gorące powietrze zgromadzone wokół Zasta, i wypuścił je wprost do jaskini. W jednej chwili wszystko w środku zmieniło się w popiół i pył. Wszystko poza odzianym w skórę anaptasa Elipteora, której żar nie był straszny. Gdy demon oddalał się już przekonany o swym łatwym zwycięstwie, z wnętrzna jaskini dobył go krzyk: 

-Ja Żyję!  

Demon zerwał się na równe nogi, i z impetem uderzył swym rogatym łbem w otwór do środka. Popełnił jednak ten sam błąd co bezmyślne zwierze przed nim, dał się pozbawić ruchu. Trzymający się sklepienia jaskini Elipteor, zbrojny w zaostrzony kij puścił się skał, i z wielką siłą wbił grot swej broni w sam środek głowy diabła. W ostatniej chwili Bargall spojrzał na niego, i w ostatnim spojrzeniu dało się odczytać strach przed końcem. Niszczyciel ludzi padł martwy na ziemię. Jego śmierć uwolniła nieprzebrane ilości dusz zgromadzonych w klindze jego miecza, który to najpierw rozżarzył się, wpierw zrobił się czerwony, później biały, a na końcu jego barwa przypominała już niebieską. W tej chwili zmienił się w popiół, podobnie jak ciało martwej bestii.  

Wszystkie demony całego świata poczuły śmierć swego pana, i rozpad jego prastarego miecza. Przerażone potęgi tego który go zabił uciekły we wszystkie strony, większość jednak na wschód, za wielkie morze, zza którego już nigdy miały nie powrócić. Tak to, Elipteor wyzwolił ludzkość, i był jedynym który z pozbawionego honoru tchórza zmienił się w wielkiego bohatera całej ludzkości. Przyszłe pokolenia nadadzą mu przydomek “Maloges” co znaczy Wielki. Nie nacieszył się jednak długo swym zwycięstwem. Potężna magia sprawiła że piaski pustyni zaczęły falami spadać na jaskinię, grzebiąc go żywcem, gdzie żyje do tej pory, i gdy przyjdzie godzina próby i Ulherek znajdzie się w chwili potrzeby, wielki wyzwoliciel ludzkości wyjdzie przez piaski, Zast powstanie z popiołów, i razem bronić będą Ulherku przed wieczną czernią.


Tagi:

Wróć do „Opowiadania i fragmenty powieści”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Sławomir i 6 gości