ISET - rozdział Xb

Długa proza: fragmenty powieści, długie opowiadania i inne teksty dużej objętości. Mile widziane wszelkie możliwe gatunki literackie i teksty, które nie mieszczą się w dziale Miniatury i drabble. Prosimy o odpowiednie tagowanie tekstów!
Regulamin forum
W tym dziale należy publikować opowiadania, powieści oraz inne długie formy prozatorskie. Utwory krótkie (drabble, miniatury, krótkie opowiadania) publikujemy w dziale "Miniatury i drabble". 

 

Przydatne definicje 

drabble – krótka forma literacka licząca dokładnie sto słów 

 

miniatura literacka (short story) – krótki utwór składający się z mniej niż 7 500 znaków 

 

opowiadanie – krótki utwór epicki o prostej akcji, niewielkich rozmiarach, najczęściej jednowątkowej fabule, pisany prozą 

 

powieść – długi utwór narracyjny opisujący rozbudowany ciąg zdarzeń 

 

Jeżeli twój tekst jest dłuższy niż objętość dopuszczalna przez skrypt, należy go podzielić na części. Każda część musi znaleźć się w osobnym temacie i nie przekraczać ww. objętości. 

Nazwa tematu powinna składać się z tytułu tekstu. Dodatkowo, dla tekstów wieloczęściowych, w tytule należy podać numer części, na przykład "Tytuł - część 1". W przypadku publikowania fanfiction, należy podać źródło w nawiasie kwadratowym, przykładowo: "[Harry Potter] Tytuł opowiadania".  

Każdy tekst należy odpowiednio otagować. Tagi wybieramy z pola pod tytułem tematu. Listę tagów oraz ich podział można znaleźć na podstronie. Dla publikacji wieloczęściowych funkcjonuje dodatkowy tag tekst wieloczęściowy, a dla fanfiction fandomowe (np. fanfiction-harry-potter).

Awatar użytkownika
Vampircia
zaklęty miecz
zaklęty miecz
Posty: 283
Zobacz teksty użytkownika:

ISET - rozdział Xb

Post#1 » 22 gru 2019, o 11:36

Rozdział I: viewtopic.php?f=122&t=8097 

Rozdział II: viewtopic.php?f=122&t=8136 

Rozdział IIIa: viewtopic.php?f=122&t=8181 

Rozdział IIIb: viewtopic.php?f=122&t=8182 

Rozdział IV: viewtopic.php?f=122&t=8221 

Rozdział Va: viewtopic.php?f=122&t=8271 

Rozdział Vb: viewtopic.php?f=122&t=8272 

Rozdział VI: viewtopic.php?f=122&t=8314 

Rozdział VII: viewtopic.php?f=122&t=8331 

Rozdział VIII: viewtopic.php?f=122&t=8348 

Rozdział IXa: viewtopic.php?f=122&t=8410 

Rozdział IXb: viewtopic.php?f=122&t=8411 

Rozdział Xa: viewtopic.php?f=122&t=8444 

 

----- 

 

Skojarzenia z grą w podchody byłyby na miejscu, gdyby nie stawka znacznie wyższa niż radość z wygranej. Podróżnicy leżeli w krzakach i obserwowali zamek Gildora. Znajdowali się na wzniesieniu, więc widok mieli stamtąd całkiem dobry. Nie zaobserwowali niczego szczególnie dziwnego. Zamek nie był zbyt duży. Z tyłu otaczało go jezioro, a z przodu fosa. Murów strzegli rozmieszczeni na wieżach strażnicy. Niestety Gareth nie miał zbytniego doświadczenia w prowadzeniu oblężeń na tego typu obiekty.  

- Sami raczej go nie zdobędziemy – stwierdził. - Rany, ile bym dał za lornetkę.  

- Z zamkiem raczej nie pójdzie tak łatwo jak z rabusiami. Przydałaby się dobra strategia – zauważył Chen. 

Nagły szelest wytrącił przyjaciół ze stanu względnego spokoju. Nerwowo rozejrzeli się po okolicy, ale nie zauważyli niczego podejrzanego. Możliwe, że jakieś zwierzę poruszyło gałęziami, ale nie należało bagatelizować takich sytuacji. Gareth dobył swego miecza i wstał. Choć swego czasu sporo trenował z kolegami, teraz czuł się idiotyczne. Był oficerem sił lotniczych Wielkiej Brytanii, nie średniowiecznym rycerzem. Mimo swego zamiłowania do broni białej chętnie zamieniłby ją na karabin. Nie mógł jednak tego zrobić, więc wszedł między drzewa z tym, co miał, rozglądając się dookoła. Refleks go nie zawiódł, gdy niespodziewanie rzucił się na niego wojownik z mieczem. Garethowi udało się zablokować cios, ale szybko przekonał się, że walka nie będzie należała do łatwych. Nawet będąc silnym żołnierzem, major nie przywykł do wymachiwania tak ciężką bronią. Znał technikę, ale jego ruchy były za wolne. Kilka razy odparł atak, ale w końcu przeciwnik wytrącił mu miecz z dłoni i skierował ostrze w stronę gardła.  

- Rzuć broń! - dało się nagle słyszeć głos Hildy.  

Przyjaciele szybko znaleźli swego dowódcę. Lekarka celowała we wroga z łuku, a Chen z kuszy, i już wydawało im się, że wygrali.  

- To wy rzućcie broń – usłyszeli za swymi plecami.  

Odwrócili się na chwilę zaskoczeni i ujrzeli grupę żołnierzy mierzących do nich z kusz.  

 

 

Sprawy nie miały się źle. Miały się paskudnie. Po tym jak brutalnie zaciągnięto ich na zamek, badacze zostali w równie mało delikatny sposób wtrąceni do zimnego, wilgotnego lochu. Jedynym źródłem światła był mały otwór blisko stropu, przez który na pewno nie dało się uciec. Poza tym znajdowała się tam jeszcze dziura w posadzce, z której wydobywał się potworny swąd. Prawdopodobnie służyła do odpływu szamba. W porównaniu z wyidealizowaną sielską wioską, symulacja średniowiecznego lochu okazała się nad wyraz trafna. Świadomość, że to wszystko może nie dziać się naprawdę wcale nie pomagała w zwalczeniu strachu, który w takiej sytuacji ogarnąłby każdego. Abz skulił się w kącie, a Joanna usiadła przy nim, podczas gdy wojskowi dokładnie sprawdzali wszystkie ściany. Nie wyglądało jednak na to, by istniała jakakolwiek droga wyjścia z lochu.  

Dźwięki zbliżających się kroków sprawiły, że przyjaciele na chwilę zamarli. Kilka sekund później na miejsce przybył człowiek, prawdopodobnie przyboczny króla, bo przyjaciele już raz go widzieli, gdy pobierał podatek. Był potężnym mężczyzną z twardo ociosaną twarzą i blizną na lewym policzku, a w dłoni dzierżył halabardę. Towarzyszyło mu dwóch strażników, z których jeden otworzył celę.  

- Król Gildor z przyjemnością zada wam kilka pytań – powiedział z wrednym zadowoleniem osiłek.  

Gareth zerwał się na równe nogi.  

- Jestem dowódcą tych ludzi i odpowiadam za nich. Czegokolwiek by chciał wasz król, niech załatwia to ze mną – powiedział stanowczo.  

Odwaga majora zaimponowała Joannie, ale też wywołała u niej dodatkowy strach o zdrowie kolegi. Kobieta z bólem obserwowała, jak strażnicy zakuwają Garetha w kajdany i wyprowadzają z celi.  

 

 

W swej wojskowej karierze Gareth jeszcze nigdy wcześniej nie trafił do niewoli. Niejednokrotnie zastanawiał się, czy któregoś dnia czeka go taki los. A gdy już nastąpi, czy będzie potrafił znieść to po męsku? Przeszedł wiele testów psychologicznych i był rzekomo osobą, która umiała poradzić sobie w skrajnych sytuacjach, ale nie wszystkie zachowania dało się przewidzieć. Podczas misji zawsze starał się być przygotowany psychicznie na każdą ewentualność i na razie zachowywał spokój, choć serce mu waliło. Powtarzał sobie w duchu, że cokolwiek się stanie, nie może zawieść swoich ludzi i samego siebie. Ale wiedział, że istnieją pewne naturalne odruchy, których w sobie nie stłamsi. Liczył tylko na to, że strach nie weźmie nad nim góry.  

Został zaprowadzony do sali, w której siedział król Gildor na swym tronie. Władca nosił ciemne szaty. Do tego miał długie czarne włosy, brodę i wąsy oraz chudą twarz. Jego stereotypowy wygląd wcale nie zaskoczył Garetha.  

- Uklęknij przed swoim panem! - rozkazał przyboczny z blizną.  

- On nie jest moim panem – powiedział major i szybko tego pożałował, bo dostał halabardą w łydki, co szybko sprowadziło go na kolana.  

- Słyszałem, że mnie szpiegowaliście – oznajmił król, wstając z tronu.  

- Kręciliśmy się tylko w okolicy.  

Gareth otrzymał potężny cios w twarz stalową rękawicą, co przewróciło go na ziemię. Poczuł w ustach smak własnej krwi i zrozumiał, że zabawa się skończyła. Bez względu na to, czy to wszystko działo się naprawdę, czy nie, ból był prawdziwy, a ci ludzie mogli dotkliwie go skrzywdzić.  

- Wiem, że coś knujecie. Inaczej nie obserwowalibyście tego zamku z ukrycia. Powiedz mi, kto was przysłał, a oszczędzę ci cierpień – powiedział król, nachylając się nad Garethem.  

- Nikt nas nie przysłał... - wycedził major, co było zreszyą zgodne z prawdą.  

Najwyraźniej nie zabrzmiał przekonująco, bo po chwili jego kajdany zostały przypięte do haka, przez co wisiał teraz powieszony za ręce, z trudem dotykając palcami stóp podłogi. Król nacisnął jeden z kamieni w ścianie, a ta rozsunęła się, odsłaniając wnękę. W środku znajdowało się palenisko i stół z różnymi narzędziami, które bez wątpienia służyły do zadawania kaźni. Na ich widok Gareth zaczął szybciej oddychać i zadawać sobie pytanie, czy udział w tym spektaklu jest wart takiej męki. Szybko jednak sobie uświadomił, że wyznanie całej prawdy w niczym mu nie pomoże. Nie dość, że mógłby zniweczyć jedyną szansę na wydostanie się z tego świata, to istniało też duże prawdopodobieństwo, że król zabiłby jego i pozostałą część załogi. Musiał coś wymyślić, i to szybko.  

- Spytam jeszcze raz. Kto was przysłał?  

- Nikt nas nie przysłał! - krzyknął Gareth ze zdenerwowaniem.  

- W końcu zaczniesz mówić – odparł król spokojnie, skinął na jednego ze swych ludzi, a ten sztyletem rozciął podkoszulek więźnia.  

Major milczał i przygotowywał się na najgorsze. Jeszcze nigdy nie był torturowany, ale powiedział sobie, że nie okaże słabości bez względu na wszystko. Patrzył, jak mężczyzna wyciąga z paleniska rozżarzony pręt i zaczął myśleć o ojczystej Walii, by tylko odwrócić swoją uwagę od tego, co miało nastąpić. Kiedy gorąca końcówka zetknęła się z jego brzuchem, odruchowo wrzasnął. Ból był potworny, zwłaszcza że oprawca nie oderwał pręta od skóry majora od razu, tylko przeciągnął nim wzdłuż jego ciała, zostawiając smugę spalonej tkanki. Gareth zacisnął zęby, gdy uświadomił sobie, że przyjaciele mogli usłyszeć jego krzyki. Nie chciał, by przez to bali się jeszcze bardziej.  

- No i? Bardziej skory do rozmowy? - spytał król z rozbawieniem.  

- Dla nikogo nie pracujemy. Obserwowaliśmy zamek z mojego rozkazu – wydyszał major.  

- Dlaczego?  

Niełatwo było wymyślić sensowne uzasadnienie. Do tego takie, które spowodowałoby ich ułaskawienie. Mimo to Gareth postanowił spróbować.  

- Jesteśmy nowi w tej krainie. Chciałem dowiedzieć się czegoś więcej na temat tego miejsca.  

- Kłamiesz!  

Gildorowi nie spodobała się odpowiedź i kat znowu potraktował majora rozgrzany prętem, w podobny sposób co wcześniej. Tym razem Garethowi udało się stłumić krzyk, ale syknął przez zaciśnięte zęby. Przebywał w tej sali dopiero od kilku minut, a już czuł się wyczerpany.  

 

 

Kiedy strażnicy przybyli ponownie pod celę, serca podróżników podeszły pod gardło. Wiedzieli, że ktoś z nich będzie następny, a zgrzyt klucza w zamku sprawił, że Abz jeszcze bardziej wcisnął się w kąt. Nim przyboczny króla zdążył cokolwiek powiedzieć, Chen zebrał się w sobie, zacisnął pięści i podjął męską decyzję.  

- Weźcie mnie – powiedział, choć w jego głosie słychać było niepewność.  

- Chen, siadaj! To rozkaz! - Hilda próbowała go powstrzymać.  

- Z całym szacunkiem, nie jestem wojskowym... - postawił się geolog, mając nadzieję, że kobieta nie będzie miała mu tego za złe.  

- Bohater – przyboczny oblizał wargi. - Jego wysokość lubi takich łamać.  

Chen wiedział, że już nie ma odwrotu, ale nie żałował swojej decyzji. Jeśli uda mu się z tego wyjść cało, przynajmniej będzie w stanie spojrzeć w lustro.  

Został zakuty w kajdany i wyprowadzony z celi, podobnie jak jego poprzednik. Nie chciał myśleć o tym, co go czeka. Powtarzał sobie, że to tylko gra. Trochę realistyczna, ale nic więcej. Wszystko musiało się dobrze skończyć, wystarczyło tylko poznać zasady kierujące tym światem. Musiał sobie poradzić. Po prostu musiał.  

Widok majora wiszącego za nadgarstki, z dwoma długimi ranami na brzuchu, przywrócił Chena do rzeczywistości. Momentalnie przestał myśleć o otaczającym go świecie jak o grze i zdał sobie sprawę, w jak opłakanej sytuacji się znalazł. Wciąż jednak nie żałował, że chociaż udało mu się zdobyć na odrobinę bohaterstwa.  

- No dobra, zobaczymy, który z was zacznie mówić pierwszy. - Król najpierw spojrzał z uśmieszkiem na Garetha, potem przeniósł wzrok na przybocznego i skinął na niego.  

Chen został rzucony na kolana, a następnie dostał w twarz metalową rękawicą, po czym od razu przyszedł następny cios. Azjata zdołał się utrzymać na nogach, więc oprawca uderzył go po raz trzeci, tym razem tak mocno, że go przewrócił. Chen wypluł trochę krwi oraz jeden ze swoich zębów i popatrzył rozpaczliwie na swego dowódcę, który z przerażeniem przyglądał się poczynaniom przybocznego. Jednak po chwili geolog pokiwał głową, dając majorowi do zrozumienia, że za wszelką cenę nie może zaprzepaścić misji, nawet kosztem jego zdrowia. Padły kolejne ciosy. Tym razem mężczyzna zaczął bić leżącego kijem od halabardy. Kiedy przewrócił go na plecy i przycisnął końcówkę do jego gardła, Gareth nie wytrzymał.  

- Dość! - wrzasnął. - Chcecie znać prawdę?! Świetnie, powiem wam prawdę! Jesteśmy załogą statku kosmicznego Odyseja, której celem było zbadanie tej planety, ale niestety wbrew naszej woli zostaliśmy wrzuceni w to szambo! Zadowolony?!  

O dziwo król zachował spokój i przez chwilę wpatrywał się we wzburzonego oficera.  

- Zabierzcie ich do celi. Może jak będą mieli więcej czasu, zdadzą sobie wreszcie sprawę z sytuacji, w której się znaleźli. Z torturami nie ma co się spieszyć. Mniej przyjemności – powiedział z przekąsem.  

 

 

Gareth i Chen zostali wrzuceni do celi jak dwa worki z kartoflami. Kobiety natychmiast do nich podbiegły i szybko zdały sobie sprawę, jak brutalnie zostali potraktowani ich koledzy.  

- Gdzie cię boli? Co wam zrobili? - spytała z przejęciem Hilda i dokładnie przyjrzała się geologowi.  

Jego oko zdążyło już spuchnąć, a z ust wciąż sączyła się krew.  

- To nic takiego... Wybity ząb... - stęknął Chen.  

- Mój Boże... - wymamrotała Joanna na widok ran Garetha.  

- Uwierz mi, mogło być znacznie gorzej – pocieszył ją oficer i zdobył się na lekki uśmiech. - Powiedzcie mi lepiej, czy znaleźliście sposób, żeby się stąd wydostać.  

- Próbowałem majstrować przy zamku, ale... nic z tego, a bez broni i tak byśmy daleko nie zaszli...- wyznał Abz zrezygnowany, a widok obrażeń kolegów jeszcze bardziej podkopał jego morale.  

- Musi istnieć sposób... Jak na razie wszystko było jak w grze... A w grze nic nie dzieje się bez przyczyny... - wydyszał Chen. - Możliwe, że rozwiązanie jest bardzo proste.  

Po chwili namysłu Gareth podszedł do otworu na ścieki. Mimo wydobywającego się zeń smrodu, powstrzymał odruch wymiotny i zaczął badawczo dotykać kamiennych płytek wokół dziury. Nagle wstał i skoczył, mocno uderzając o podłogę. Po paru próbach Hilda dołączyła do niego i również zaczęła kopać płytki. Po paru minutach kilka z nich się oderwało i wpadło do ścieku, uwalniając jeszcze więcej smrodu.  

- Chyba żartujesz... - wymamrotała Joanna patrząc na Garetha, gdy zdała sobie sprawę, co ten ma na myśli.  

- Wyobraźcie sobie, że to holograficzne szambo – powiedział major.  

- Albo wirtualne – dodał Chen.  

Po dłużącej się przeprawie przez ścieki, zwróceniu wszystkiego, co tego dnia zjedli i przepłynięciu przez jezioro, badacze wreszcie przypomnieli sobie, jak smakuje wolność. Niestety był to smak zabarwiony goryczą, bo wracali ranni, pokonani i pozbawieni broni. A co najgorsze, uświadomili sobie, jak ciężkie czeka na nich wyzwanie. 

 

----- 

 

Rozdział XIa: viewtopic.php?f=122&t=8507

Obrazek

Tagi:

Wróć do „Opowiadania i fragmenty powieści”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Google [Bot] i 1 gość