ISET - rozdział XIa

Długa proza: fragmenty powieści, długie opowiadania i inne teksty dużej objętości. Mile widziane wszelkie możliwe gatunki literackie i teksty, które nie mieszczą się w dziale Miniatury i drabble. Prosimy o odpowiednie tagowanie tekstów!
Regulamin forum
W tym dziale należy publikować opowiadania, powieści oraz inne długie formy prozatorskie. Utwory krótkie (drabble, miniatury, krótkie opowiadania) publikujemy w dziale "Miniatury i drabble". 

 

Przydatne definicje 

drabble – krótka forma literacka licząca dokładnie sto słów 

 

miniatura literacka (short story) – krótki utwór składający się z mniej niż 7 500 znaków 

 

opowiadanie – krótki utwór epicki o prostej akcji, niewielkich rozmiarach, najczęściej jednowątkowej fabule, pisany prozą 

 

powieść – długi utwór narracyjny opisujący rozbudowany ciąg zdarzeń 

 

Jeżeli twój tekst jest dłuższy niż objętość dopuszczalna przez skrypt, należy go podzielić na części. Każda część musi znaleźć się w osobnym temacie i nie przekraczać ww. objętości. 

Nazwa tematu powinna składać się z tytułu tekstu. Dodatkowo, dla tekstów wieloczęściowych, w tytule należy podać numer części, na przykład "Tytuł - część 1". W przypadku publikowania fanfiction, należy podać źródło w nawiasie kwadratowym, przykładowo: "[Harry Potter] Tytuł opowiadania".  

Każdy tekst należy odpowiednio otagować. Tagi wybieramy z pola pod tytułem tematu. Listę tagów oraz ich podział można znaleźć na podstronie. Dla publikacji wieloczęściowych funkcjonuje dodatkowy tag tekst wieloczęściowy, a dla fanfiction fandomowe (np. fanfiction-harry-potter).

Awatar użytkownika
Vampircia
zaklęty miecz
zaklęty miecz
Posty: 283
Zobacz teksty użytkownika:

ISET - rozdział XIa

Post#1 » 11 sty 2020, o 18:21

Rozdział I: viewtopic.php?f=122&t=8097 

Rozdział II: viewtopic.php?f=122&t=8136 

Rozdział IIIa: viewtopic.php?f=122&t=8181 

Rozdział IIIb: viewtopic.php?f=122&t=8182 

Rozdział IV: viewtopic.php?f=122&t=8221 

Rozdział Va: viewtopic.php?f=122&t=8271 

Rozdział Vb: viewtopic.php?f=122&t=8272 

Rozdział VI: viewtopic.php?f=122&t=8314 

Rozdział VII: viewtopic.php?f=122&t=8331 

Rozdział VIII: viewtopic.php?f=122&t=8348 

Rozdział IXa: viewtopic.php?f=122&t=8410 

Rozdział IXb: viewtopic.php?f=122&t=8411 

Rozdział Xa: viewtopic.php?f=122&t=8444 

Rozdział Xb: viewtopic.php?f=122&t=8445 

 

----- 

 

Rozdział XI - „Bunt” 

 

Obrażenia Chena i Garetha nie okazały się bardzo poważne. Hilda była w stanie opatrzyć rany przy użyciu prymitywnego wyposażenia, ale dałaby wiele, by mieć do dyspozycji swoje ambulatorium. Na wyszukane środki przeciwbólowe poszkodowani też nie mieli co liczyć. Musieli być dzielni i sami poradzić sobie z bólem. Na razie jakoś się trzymali. 

- Chyba powinnam się przekwalifikować i zostać zielarką – powiedziała sarkastycznie Hilda, zakładając Garethowi opatrunek. 

- Będziesz mieć na to dużo czasu – stęknął Chen, który póki co wolał nie wstawać, bo każdy ruch sprawiał mu ból. 

Joanna przez chwilę stała, opierając się o ścianę, i obserwowała rannych. Wciąż do końca nie otrząsnęła się po ciężkich przejściach w zamku. Niby nic się jej nie stało, a jednak bardzo przeżyła ostatnie wydarzenia. Gdyby nie odwaga kolegów, to ona mogłaby leżeć teraz poturbowana. Kto wie, może spotkałoby ją nawet coś jeszcze gorszego. 

Wyszła, bo wyglądało na to, że jej towarzysze potrzebują trochę odpoczynku. Zobaczyła, że Abz siedzi w cieniu werandy, i postanowiła zająć miejsce obok niego. 

- Jak twoje oparzenia? - spytała z troską. 

Albinos popatrzył na nią tak, jakby nie mógł uwierzyć, że kobieta pyta poważnie. 

- Bardzo śmieszne – mruknął. 

- O co ci chodzi? 

- Major i Chen byli torturowani, a ty się mnie pytasz o oparzenia słoneczne – rzucił Abz z niesmakiem. 

Teraz Joanna zrozumiała, o co mu chodziło. 

- Ta męska duma... A już miałam nadzieję, że na obcych planetach faceci nie muszą dać się obić, żeby zrobić wrażenie na kobiecie – stwierdziła półżartem. 

- Nie o to chodzi. Przyjaciół się chroni. A ty jesteś moją przyjaciółką. Powinienem był coś zrobić – westchnął mężczyzna i podciągnął kolana bliżej klatki piersiowej. 

- Nic się nie stało... Właściwie cieszę się, że jesteś cały. Czasami nie warto zgrywać bohatera – zapewniła Joanna i położyła Abzowi dłoń na ramieniu. Uśmiechnął się. 

- Jak myślisz, co postanowi major? - spytał. 

 

 

- Zbierzemy armię i zaatakujemy zamek – oznajmił Gareth podczas wieczornej narady z załogą. 

- Z czego zbierzemy armię? Z tych mało realistycznych wieśniaków? - spytała Joanna z dezaprobatą. 

- Chociażby. Po coś tu muszą być. Przeszkolimy ich – wyjaśnił major. 

- To potrwa miesiące! 

Mocny sprzeciw Joanny nie przypadł do gustu dowódcy. Nie pierwszy raz zresztą. Niepokorna kobieta znowu pokazała, że z trudem idzie jej podporządkowanie się do zasad panujących w drużynie. Gareth musiał ją przywołać do porządku. 

- Myślisz, że dla mnie to zabawa? Że chcę się tu zadomowić? Zależy mi na powrocie tak samo jak tobie. Tylko że w przeciwieństwie do ciebie próbuję zrobić coś, żeby się stąd wydostać. Jak na razie naszym jedynym punktem zaczepienia jest teoria Chena, więc wolę zaryzykować, bo siedzenie z założonymi rękami na pewno nas stąd nie zabierze. Ale jeśli pani doktor ma lepszy pomysł, to chętnie go wysłucham! 

Przez chwilę w pomieszczeniu było tak cicho, że aż przerażająco. Jak w klasie, w której nauczyciel zrugał wszystkich uczniów. Joanna spuściła wzrok zawstydzona, bo rzeczywiście nie miała żadnego pomysłu. Abz wyglądał na równie zażenowanego co ona. 

- Gdybym tylko miała swoje przyrządy... - westchnęła. 

- Ale ich nie masz, a ja nie mam karabinu, dlatego musimy improwizować – powiedział Gareth już spokojniej. - Jeszcze dziś pogadam z wodzem o naszym planie. 

- Może mają tu jakichś wojowników? - zasugerowała Hilda 

- Oni również mogliby nas czegoś nauczyć – zauważył Chen. 

- I właśnie o to mi chodzi. Musimy użyć wszystkich dostępnych środków. - Major poklepał geologa po ramieniu. 

Teraz przynajmniej mieli jakiś plan. Nie byli pewni, czy się powiedziecie, ale postawienie jasno określonego celu pomagało zwalczyć uczucie rezygnacji. Perspektywa spędzenia dłuższego czasu w tym dziwnym świecie mogła przerażać, ale Gareth dodawał załodze otuchy, przekonując, że musi się udać. Na tym po części polegała jego praca. 

Wódz dość szybko dał się przekonać do planu, co tym bardziej dało podróżnikom nadzieję, że wybrali właściwą opcję, tak jak to bywa w grze. Znalezienie najsilniejszego wojownika w wiosce również wskazywało na to, że symulacja jest zaprogramowana tak, by pomóc im w realizacji planu. 

Jon Miażdzykuśka był prawie dwumetrowym mężczyzną o brązowej brodzie i długich włosach, zadziwiająco czystych i lśniących jak na wojaka. Nosił czarne spodnie ze skóry, równie ciemną tunikę i kolczugę. Wyglądał groźnie i liczący sobie zaledwie metr siedemdziesiąt cztery centymetry wzrostu Gareth trochę zląkł się na widok swego nowego nauczyciela. Przynajmniej nie był osamotniony. Chen uznał, że mimo ran również musi dać z siebie wszystko, jeśli mają się stąd wydostać, zaś Abz nie chciał być gorszy od swoich kolegów. Przynajmniej kobiety nie uważały, że ich duma zależy od umiejętności machania mieczem. Przyszły jednak obejrzeć sparring kolegów, podobnie jak połowa wioski. 

- Dobra, jak mam was szkolić, to muszę najpierw wiedzieć, co potraficie. Kto pierwszy? - przemówił Jon donośnym głosem. 

- Ja! - szybko zgłosił się Chen. Doszedł do wniosku, że lepiej mieć to jak najszybciej za sobą. 

Wojownik rzucił mu drewniany miecz, a geolog bardzo się ucieszył, gdy udało mu się go złapać. To jednak była ta prostsza część. Musiał jeszcze jakoś zaatakować przeciwnika. Nie bardzo wiedział, jak zacząć. Gareth pokazał mu parę technik, ale generalnie był zielony. 

- No na co czekasz?! - huknął wojownik. 

Raz kozie śmierć, pomyślał Chen. Uniósł drewnianą broń i rzucił się na przeciwnika z okrzykiem bojowym zasłyszanym ze Skyrima. Poszło szybko. Jon zablokował cios, następnie wytrącił oponentowi miecz z dłoni, a swoim przyłożył geologowi prosto w krocze. I nie zrobił tego delikatnie. Na sam widok Gareth i Abz poczuli dyskomfort i niewiele brakowało, a zaczęliby się skręcać z bólu jak ich kolega. Nawet kobiety przeszył dreszcz. Ponieważ Chen nie przestawał jęczeć i wić się na ziemi w cierpieniu, Hilda szybko do niego podbiegła. 

- Następny! - oznajmił wojownik. 

W tym momencie Abz był bliski ucieczki. Jedyne, co trzymało go na „polu walki”, to myśl o hańbie, która by go czekała, gdyby uciekł. Spojrzał na Garetha z przerażeniem, a ten uśmiechnął się do niego, jakby chcąc powiedzieć: „wszystko będzie dobrze”. Jednak widać było, że sam jest spięty. 

Rana Garethowi jeszcze dokuczała, ale jako na przywódcy spoczywała na nim wielka odpowiedzialność, więc nie mógł stchórzyć. Przestąpił parę kroków do przodu i podniósł leżący na ziemi miecz. Zaatakował w sposób bardziej przemyślany niż jego poprzednik. Pewnie trzymał broń i nie zamierzał dać jej sobie tak szybko wytrącić. Spodziewał się bloku, więc sparowanie ataku przez oponenta go nie zniechęciło. Uchylił się od ciosu i zatrzymał kolejny. Udało mu się na chwilę przejść do ofensywy, ale było to raczej spowodowane tym, że przeciwnik dał mu fory. Po paru bardziej zdecydowanych atakach wojownika, uwaga Garetha zaczęła całkowicie skupiać się na tym, by osłonić się przed ciosami i nie stracić miecza. Jednak Jon Miażdżykuśka miał dużą przewagę. Mocno przyłożył Garethowi w nadgarstek, a gdy ten wypuścił broń, wynik był już przesądzony. Major dostał w krocze równie mocno co Chen, i to z podobnym efektem. Joanna wzdrygnęła się na samą myśl, jak to musiało boleć, i zauważyła, że Abz zaczyna się trząść. 

- Bierz miecz! - zwrócił się wojak do przerażonego kosmity. 

Abz przełknął ślinę, podniósł broń i stwierdził, że nie ma zbyt wiele do stracenia. Wiedział, że spotka go los podobny do kolegów, ale wolał to od poczucia wstydu. Rzucił się na Jona, celując w jego krocze, ale skończyło się to zgodnie z przewidywaniami. Joanna aż zamknęła oczy, kiedy drewniane ostrze zetknęło się z przyrodzeniem jej przyjaciela. A potem usłyszała jęki, które mówiły same za siebie. 

- Ty! - Wojownik wskazał na Garetha, który wciąż zwijał się z bólu. - Jutro zaczynamy trening. 

Jednak w tej chwili do majora nic nie docierało. 

 

 

Mężczyźni jakoś dowlekli się do chaty, ale wciąż wyglądali na mocno sponiewieranych. Hilda postanowiła im pomóc, ale nie było to łatwe, bo koledzy jakoś niechętnie dawali się obejrzeć. 

- Nie, nie... Proszę...- Chen zasłonił swój rozporek. 

- Och, dajcie spokój! Jestem waszym lekarzem, już widziałam was wszystkich nago – powiedziała kobieta, zirytowana postawą jej pacjentów. Kątem oka zauważyła, że Joanna wciąż stoi w drzwiach. - Może lepiej będzie, jak wyjdziesz – zasugerowała koleżance. 

Uczona przytaknęła i spełniła prośbę lekarki. Niespecjalnie pomogło to poturbowanym. Wciąż nie chcieli dać się obejrzeć. Nawet Abz, wychowany w kulturze, w której nagość nie wywoływała wstydu czy zażenowania. 

- Myślałam, że dla Anahibian to nie problem - skomentowała Hilda, gdy kosmita nie chciał dać sobie zdjąć spodni. 

- Bo tak jest, ale... boję się, że coś mi amputujesz... - stęknął. Wyglądało na to, że ich wszystkich przerażała ta myśl. 

Podczas gdy Hilda męczyła się ze swymi pacjentami, Joanna siedziała na werandzie i przypominała sobie, co powiedział jej Gareth. Miał rację, nie robiła nic, by przyspieszyć powrót do domu. Po raz pierwszy czuła się w drużynie całkowicie bezużyteczna. Musiała pokazać, że jest z niej jakiś pożytek, bo inaczej mogła do reszty stracić nadzieję. 

Lekarka wyszła z chaty i usiadła obok koleżanki. 

- Nic im nie będzie. Mężczyźni jak zwykle przesadzają, zwłaszcza jeśli chodzi o ich klejnoty – skomentowała. 

Jej stwierdzenie trochę poprawiło Joannie humor. 

 

 

Chcąc nie chcąc, podróżnicy musieli się zadomowić w nowym miejscu, gdyż nie wyglądało na to, by mieli prędko je opuścić. Na szczęście nie martwili się zaopatrzeniem, bo wszystko, co niezbędne, by przetrwać, było w zasięgu ręki: jedzenie, dach nad głową, ubrania... Co do tych ostatnich tylko Chen i Gareth zdawali się zadowoleni. 

- Nawet w tym wygodnie – skomentował major, który przed chwilą przywdział jasną lnianą koszulę, przewiewne brązowe spodnie i narzutkę, przypominającą trochę skórzaną kurtkę. 

- Ubrałem kiedyś coś podobnego na konwencie – stwierdził Chen. 

Miał na sobie czarny kubraczek i pozostałe elementy odzienia podobne jak u Garetha. 

- A ja się czuję w tym idiotycznie – mruknęła Joanna. 

Nieczęsto nosiła tego typu rzeczy. Założyła to, co otrzymała od gospodarza, czyli kremową suknię do kostek i żółty gorset, który zawiązała najluźniej, jak się dało. 

- Moim zdaniem ci w tym do twarzy – uśmiechnął się major. - Powinnaś jeszcze rozpuścić włosy. 

- Chyba żartujesz! 

W ramach drobnego psikusa Abz zsunął Joannie gumkę z włosów, które opadły jej na policzki. Jeszcze nigdy nie wyglądała tak kobieco, a przynajmniej nie przed oczami załogi. Mężczyźni zagwizdali przekornie, doprowadzając ją do rumieńców. 

- Wam się chyba tu za bardzo podoba – stwierdziła i pochwyciła gumkę od kolegi. 

Choć ubranie się w nowe stroje było ciekawym doświadczeniem, do treningów badacze i tak zakładali swoje uniformy. A były im potrzebne dość często, bo Gareth nikomu nie odpuszczał, nawet nim całkowicie zagoiły się jego rany. Każdego dnia jego nową armię czekały pompki, przysiady i tor z przeszkodami. Podróżnicy, którzy przywykli już do tego typu treningów, świecili przykładem, ale nie można było powiedzieć tego samego o wieśniakach. Musieli jeszcze wiele się nauczyć. 

Hilda również prowadziła niektóre ćwiczenia. Jej specjalność stanowiły sztuki walki, zwłaszcza aikido i krav maga, więc pokazywała różne techniki walki wręcz. Oprócz tego podróżnicy spędzali sporo czasu na indywidualnych treningach. Gareth prowadził sparringi z Jonem Miażdżykuśką, tym razem zaopatrzony w ochraniacz na krocze, a Hilda i Chen ćwiczyli strzelanie ze swych nowych prymitywnych broni. Joanna czuła się coraz bardziej bezużyteczna. Niby dobrze sobie radziła podczas tradycyjnych treningów, ale nie widziała się w roli wojowniczki. Próbowała wymyślić jakiś alternatywny sposób wydostania się z symulacji, ale za każdym razem dochodziła do wniosku, że jednak teoria Chena jest najbardziej prawdopodobna, a plan majora ma największą szansę powodzenia. Miała nadzieję, że może chociaż Abz coś wykombinuje, ale okazało się, że znalazł już sobie inne zajęcie. Raz przypadkowo nakryła go na tym, jak ćwiczy rzucanie nożem w drzewo. Nie szło mu zbyt dobrze, ale i tak ją zaskoczył. 

- Co robisz? - spytała zdumiona. 

- Cokolwiek. Myślałem, że tego będzie najłatwiej się nauczyć, ale chyba się myliłem – odparł i podniósł nóż z ziemi. 

- Nie powinniśmy zająć się wykombinowaniem, jak się stąd wydostać? - zasugerowała kobieta. 

- Jak do tej pory nic nie wymyśliliśmy, to już nie wymyślimy. Jedyne co nam pozostaje, to chociaż odrobinę przydać się w walce. Albo przynajmniej spróbować się przydać – westchnął kosmita, gdy ponownie nie udało mu się trafić w cel. 

Nie było nawet o co się spierać. Joanna spuściła głowę, zrobiła kwaśną minę i ruszyła w kierunku, z którego przyszła. Po chwili jednak się zatrzymała, jakby zastanawiała się, co dalej. Jeszcze raz spojrzała na Abza, który z uporem maniaka próbował trafić w drzewo. 

- Mogę z tobą poćwiczyć? - spytała. 

 

----- 

 

Rozdział XIb: viewtopic.php?f=122&t=8508

Obrazek

Tagi:

Wróć do „Opowiadania i fragmenty powieści”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 3 gości