Zachęcamy do czytania naszych poradników!

ISET - rozdział XIb

Długa proza: fragmenty powieści, długie opowiadania i inne teksty dużej objętości. Mile widziane wszelkie możliwe gatunki literackie i teksty, które nie mieszczą się w dziale Miniatury i drabble. Prosimy o odpowiednie tagowanie tekstów!
Regulamin forum
W tym dziale należy publikować opowiadania, powieści oraz inne długie formy prozatorskie. Utwory krótkie (drabble, miniatury, krótkie opowiadania) publikujemy w dziale "Miniatury i drabble". 

 

Przydatne definicje 

drabble – krótka forma literacka licząca dokładnie sto słów 

 

miniatura literacka (short story) – krótki utwór składający się z mniej niż 7 500 znaków 

 

opowiadanie – krótki utwór epicki o prostej akcji, niewielkich rozmiarach, najczęściej jednowątkowej fabule, pisany prozą 

 

powieść – długi utwór narracyjny opisujący rozbudowany ciąg zdarzeń 

 

Jeżeli twój tekst jest dłuższy niż 25000 tysięcy znaków ze spacjami, należy go podzielić na części. Każda część musi znaleźć się w osobnym temacie i nie przekraczać ww. objętości. 

Nazwa tematu powinna składać się z tytułu tekstu. Dodatkowo, dla tekstów wieloczęściowych, w tytule należy podać numer części, na przykład "Tytuł - część 1". W przypadku publikowania fanfiction, należy podać źródło w nawiasie kwadratowym, przykładowo: "[Harry Potter] Tytuł opowiadania".  

Każdy tekst należy odpowiednio otagować. Tagi wybieramy z pola pod tytułem tematu. Listę tagów oraz ich podział można znaleźć na podstronie. Dla publikacji wieloczęściowych funkcjonuje dodatkowy tag tekst wieloczęściowy, a dla fanfiction fandomowe (np. fanfiction-harry-potter).

Awatar użytkownika
Vampircia
zaklęty miecz
zaklęty miecz
Posty: 283
Zobacz teksty użytkownika:

ISET - rozdział XIb

Post#1 » 11 sty 2020, o 18:25

Rozdział I: viewtopic.php?f=122&t=8097 

Rozdział II: viewtopic.php?f=122&t=8136 

Rozdział IIIa: viewtopic.php?f=122&t=8181 

Rozdział IIIb: viewtopic.php?f=122&t=8182 

Rozdział IV: viewtopic.php?f=122&t=8221 

Rozdział Va: viewtopic.php?f=122&t=8271 

Rozdział Vb: viewtopic.php?f=122&t=8272 

Rozdział VI: viewtopic.php?f=122&t=8314 

Rozdział VII: viewtopic.php?f=122&t=8331 

Rozdział VIII: viewtopic.php?f=122&t=8348 

Rozdział IXa: viewtopic.php?f=122&t=8410 

Rozdział IXb: viewtopic.php?f=122&t=8411 

Rozdział Xa: viewtopic.php?f=122&t=8444 

Rozdział Xb: viewtopic.php?f=122&t=8445 

Rozdział XIa: viewtopic.php?f=122&t=8507 

 

----- 

 

Przyjaciele siedzieli przy stole w swej izbie, do którego przywykli prawie tak bardzo, jak do kantyny w bazie. Jedli gulasz z dzika, którego upolowała Hilda, i popijali świeżą wodą ze studni. To zadziwiające, jak szybko człowiek może przywyknąć do nowych okoliczności. Życie w tych prymitywnych warunkach stawało się dla nich coraz bardziej naturalne. 

- W lesie pojawiają się już pożółkłe i czerwonawe drzewa, idzie jesień – powiedziała lekarka, by przerwać ciszę. 

- Jak długo tu już jesteśmy, dwa miesiące? - spytała Joanna. 

- Straciłem rachubę – westchnął Gareth. 

- Na pewno pobiliśmy już rekord Ikara 1 – zauważył Chen, przypominając sobie i pozostałym do tej pory najdłuższy ich pobyt na obcym świecie. 

- Pobiliśmy rekord tylko z naszego punktu widzenia. Na Ziemi minęło zaledwie kilka godzin od naszego zniknięcia. Nie mają pojęcia, co się z nami dzieje – westchnęła Joanna, dłubiąc w jedzeniu. 

- Przestańcie. Taka gadka obniża morale – wtrącił się major. 

Załoga momentalnie zamilkła. 

Po obiedzie Abz pozbierał talerze, bo tym razem wypadała jego kolej w zmywaniu. Hilda i Chen poszli po swój łuk i kuszę, by trochę potrenować. Joanna siedziała markotnie przy stole i podpierała się łokciem. 

- Co cię ugryzło? - spytał Gareth, opierając się łokciami o stół. 

- Dobrze wiesz – mruknęła kobieta. - Moja wiedza i umiejętności są tu całkowicie nieprzydatne. 

- Słyszałem, że idzie ci coraz lepiej z tymi nożami. 

- Rzucanie do drzewa to jedno. Rzucanie do ludzi w czasie bitwy to coś zupełnie innego. 

Wyglądało na to, że Joanna naprawdę straciła wiarę w siebie. Gareth prawie jej nie poznawał. Zawsze była przekonana, że nie ma dla niej rzeczy niemożliwych i czasami nawet przesadzała z pewnością siebie, a teraz uważała się za całkowicie bezradną. Major przysunął się do niej i przyjacielsko otoczył ją ramieniem. 

- Twoje umiejętności zawsze okazują się przydatne. Pewnie znowu nas czymś zaskoczysz – powiedział. 

- Przestań! Jak tak mówisz, to tym bardziej się boję, że was wszystkich zawiodę. 

- Nie zawiedziesz. Mam najlepszą załogę na świecie. Nikt z was mnie nigdy nie zawiódł i nie zawiedzie. Ale każdy może mieć chwile zwątpienia. Nawet ty. 

Ponieważ z ust Joanny dobyło się tylko głośne westchnienie, Gareth postanowił zmienić strategię. Wstał i pociągnął koleżankę za rękę. 

- Chodźmy na spacer. Może to odwróci twoją uwagę od problemów. 

Kobieta nie protestowała. Było jej już wszystko jedno. Wraz z kolegą opuściła terytorium wioski i weszła do lasu. Hilda miała rację, liście zmieniały barwę, zwiastując jesień. Niektóre drzewa zrobiły się złociste, a gdzieniegdzie zdarzały się pomarańczowe i czerwone, kontrastując z zielonymi sosnami i świerkami. Już teraz wyschnięte liście trzeszczały pod stopami, a nowa pora roku dopiero się zaczynała. 

- Potrzebujesz chwili olśnienia – zauważył Gareth. 

- To znaczy? 

- No wiesz... Czasami człowiek nie wie, co ze sobą zrobić, aż tu nagle bam, eureka! 

- To trwa za długo... Chyba już się wypaliłam... 

Zamiast poczuć się lepiej, Joanna zatroskała się jeszcze bardziej. Do tego stopnia, że oparła się o drzewo ze spuszczoną głową i pociągnęła nosem, powstrzymując łzy. 

- Co ci jest? - zaniepokoił się Gareth. 

- A jak to wygląda? Rozklejam się – powiedziała tonem, jakby miała do majora pretensje. - Wiesz, co jest najgorsze? Że jak stąd nie wrócimy, moja rodzina nigdy się nie dowie, co się stało. Nikt się nie dowie. 

- Wrócimy – zapewnił ją mężczyzna i położył jej ręce na ramionach. 

Przez chwilę Joanna nie chciała patrzeć mu w oczy, ale gdy to wreszcie zrobiła, ujrzała w nich pewność siebie i determinację. 

- Ty się nigdy nie poddajesz, prawda? - spytała z pewną dozą podziwu. 

- Prawda. Nie wolno mi się poddawać. Tobie też nie wolno, to rozkaz. 

Głos Garetha był tak przekonujący, że Joanna odruchowo potrząsnęła głową, zapatrzona w jego władczy wyraz twarzy. Major cmoknął ją w czoło i przytulił, dodając jej w ten sposób otuchy. Sama nie wiedziała czemu, ale poczuła się lepiej. Jej problemy nie zniknęły, ale przy swym dowódcy czuła się bezpieczniej. Można by rzecz, że cząstka jego pewności siebie przeszła na nią. 

- Nie wiem, jak ty to robisz... - szepnęła Joanna, ponownie patrząc mu w oczy. - Naprawdę nadajesz się do tego zawodu. 

Gareth nie mógł oderwać od niej wzroku. Znowu trzymał dłonie na jej ramionach, ale po chwili przesunął je wyżej, ujmując jej twarz. Nie zaprotestowała. Nic nie powiedziała. Tak jakby czekała na jego następny krok. W końcu ją pocałował, tym razem w usta. Odwzajemniła to rozchylając wargi i pozwalając mu na wszystko. Wykorzystał daną mu szansę z dziką namiętnością, a zarówno jej jak i jego ręce nie próżnowały, łapiąc i ściskając, co się tylko dało.  

Po chwili, której długości nawet nie umiała określić, Joanna poczuła suche liście pod plecami. 

 

 

Chmura przysłoniła słońce i zrobiło się dość chłodno, ale nie dla każdego było to odczuwalne. Joanna nie zdążyła jeszcze ochłonąć, więc nawet nie zadrżała. Strzepnęła z ramion połamane liście i przysunęła się bliżej drzewa, by mieć jakieś oparcie. Gareth leżał na wznak z założonymi za głową rękami i żuł końcówkę wyschniętego źdźbła jakiejś rośliny. Celowo nie zapiął spodni, by wiatr szybciej osuszył jego ciało. Kobieta byle jak zawiązała swój gorset i wytrzepała z włosów resztki trawy. 

- Jeszcze nigdy nie czułam czegoś takiego z mężczyzną – przyznała bez cienia zażenowania. 

- Bo jeszcze nigdy nie byłaś z Walijczykiem – powiedział major. - Już ci lepiej? 

Joanna nawet nie musiała odpowiadać. 

- To twój sposób na podnoszenie morale załogi? - spytała z rozbawieniem. 

- To mój sposób na podnoszenie różnych rzeczy. 

Joanna zachichotała i przylgnęła do Garertha, a on otoczył ją ramieniem. 

- Tylko wiesz... wciąż czuję się jak piąte koło u wozu. Wszystko sprowadza się do siły i walki, a ja bym chciała, żeby dało się tu jakoś wykorzystać naukę – wyznała. 

- No to stwórz bombę atomową. Będzie po problemie – zażartował Gareth. 

Wbrew jego oczekiwaniom, Joanna nagle zamyśliła się, a potem gwałtownie zerwała na równe nogi. 

- Co jest? - zdumiał się major. 

- Chwila olśnienia – oznajmiła kobieta ochoczo i pognała do wioski. 

- Ej, chyba nie chcesz zrobić bomby atomowej?! - krzyknął za nią Gareth, ale Joanna nie zatrzymała się i biegła dalej. 

W pierwszej kolejności odnalazła Abza, któremu rzucanie nożami szło już całkiem nieźle, ale w tej chwili jej to nie interesowało. 

- Gdzie jest Chen? - spytała zdyszana. 

- Chyba też trenuje. A co? 

- Chodź, to bardzo ważne. – Pociągnęła Abza za rękaw. 

Mężczyzna nie zdążył nawet zadać więcej pytań. Wyglądało na to, że Joanna nie wyjaśni, co się stało, póki nie będą w pełnym składzie, ale na szczęście długo Chena nie szukali. Rzeczywiście trenował strzelanie. 

- Znasz się na chemii? - spytała go bez owijania w bawełnę. 

- Pewnie, każdy dobry geolog musi znać się na chemii – wytłumaczył Azjata. 

- Jakie materiały wybuchowe są najłatwiejsze do wyprodukowania? 

- Hmmm... Na pewno saletra. Proch strzelniczy też da się zrobić bez skomplikowanego laboratorium – powiedział i wtedy dotarło do niego, co planuje Joanna. - Zaraz... myślisz, żeby... 

- Jak będziemy mieć środki wybuchowe, to da nam znaczną przewagę. A skoro ludzie setki lat temu potrafili je wyprodukować, to czemu nam miałoby się nie udać? - powiedziała podekscytowana. 

Abz również się ożywił. 

- Nigdy nie budowałem broni, ale chyba umiałbym zrobić prymitywną strzelbę. A z pomocą wieśniaków może nawet armatę uda się zrobić – ucieszył się. 

- No, panowie, to w takim razie czeka nas pracowity tydzień – oznajmiła Joanna pewnym siebie głosem. 

 

 

Nikt w wiosce nie mógł narzekać na nudę. Oprócz gromadzenia zapasów na zimę, trwały intensywne przygotowania do buntu. Najważniejsze było dobre zorganizowanie. Nie wystarczyło trenować i wyrabiać broń, należało też uważać, by ludzie króla niczego nie podejrzewali. Za każdym razem, gdy strażnik wypatrzył zbliżających się wysłanników władcy, podróżnicy chowali się i maskowali wszelkie dowody swej bytności. Opanowali to do perfekcji. 

Naukowcy poza treningami pracowali nad wyrobem środków wybuchowych. Szopę przerobili na laboratorium, a wieśniaków, którzy nie garnęli się do wali, wykorzystali do wydobycia siarki, kredy i innych potrzebnych produktów. Badaczy nie zdziwił fakt, że znaleźli w okolicy wszystko, co potrzebne. Ten świat zdawał się zaprogramowany pod kątem ich planu. Nie znaczyło to jednak, że łatwo było stworzyć broń, o której marzyli. Czasem pracowali do późnych godzin nocnych. Zwłaszcza Joanna, która, choć nie specjalizowała się w chemii, z determinacją dążyła do celu. 

- Wiesz, która jest już godzina? Wszyscy już poszli spać. - Gareth wszedł do laboratorium. 

Joanna jako jedyna pozostała na warcie. Rozcierała jakieś minerały i nie wyglądało na to, by miała przestać. 

- Och... Przepraszam, straciłam poczucie czasu – przyznała i ze zmieszaniem odłożyła moździerz. 

- Ty albo masz doła, albo całkowicie wpadasz w wir pracy – powiedział major i słychać było po jego głosie, że jest zatroskany. 

Dopiero teraz Joanna uświadomiła sobie, że nie rozmawiali sam na sam od czasu ich przygody pod drzewem. Zrobiło jej się przykro, że tak zbyła swego przyjaciela, i to po tym, jak dzielili bardzo intymną chwilę. Zrozumiała, że mógł poczuć się przez to zraniony. Co gorsza, bała się, że może go zranić jeszcze bardziej. 

- Powinnam była z tobą wcześniej porozmawiać – przyznała. - Pewnie myślisz, że celowo cię unikam, ale to nie tak... Jakby to powiedzieć? Nie żałuję tego, co między nami zaszło. Jesteśmy dorośli i w ogóle, ale chyba będzie lepiej, jak zostawimy sprawy po staremu. 

- Masz rację, tak będzie lepiej – odparł ze spokojem mężczyzna. 

Joanna nie spodziewała się, że Gareth tak szybko się z nią zgodzi. Sama nie wiedziała czemu, ale trochę ją to zmartwiło. Powinna raczej się cieszyć, że obyło się bez kłótni i ciężkich rozmów. 

- Chyba nie jesteś na mnie zły? - spytała z obawą. 

- Oczywiście, że nie – uśmiechnął Gareth się i pogłaskał ją po policzku. - Tak to już jest, jak się ma taką pracę – westchnął i wyszedł. 

Zabrzmiał przekonująco. Joanna uwierzyła mu. A jednak w pewnym sensie poczuła się zawiedziona. 

 

 

Dni stawały się coraz krótsze i zimniejsze, a liście opadły, zostawiając drzewa ogołocone. Nastała zima i zbliżał się czas bitwy, która miała zadecydować o wszystkim. Zaplanowanie buntu na ten właśnie okres nie było przypadkowe. Wojny prowadziło się latem, więc o tej porze roku atak stanowił większe zaskoczenie. Do tego jezioro zamarzało, co ułatwiało przeprawienie się na zamek. 

Zima była ciężkim okresem dla ludzi, ale nie dla Abza, który dopiero teraz w pełni zdał sobie sprawę, że może być jeszcze z niego wiele pożytku. Lato mu nie sprzyjało, ale teraz zaistniała okazja, by inni czegoś się od niego nauczyli. 

- Nie prowadzicie wojen w zimie, bo zimę ciężko przetrwać, ale ja wam pomogę zwalczyć tą słabość – powiedział do zgromadzonych na placu ludzi. 

Nawet jego przyjaciele nie wiedzieli, co planuje, i z uwagą mu się przysłuchiwali. Było dość nieprzyjemnie. Padał śnieg i wszystko zdążyło się pokryć warstwą białego puchu. Temperatura oscylowała w granicach zera, jednak Abzowi to nie przeszkadzało. Miał na sobie tylko lnianą koszulę i cienkie spodnie. Do tego po chwili zdjął buty łącznie ze skarpetami i zrobił parę powolnych kroków w śniegu, by znaleźć się trochę bliżej zebranych. Zimno nie robiło na nim wrażenia. 

- Moi przodkowie od wieków musieli zmagać się z mrozem, czasami tak silnym, że nawet oni byli na granicy wytrzymałości – powiedział. - Dlatego znaleźli sposób, by uodpornić się na mróz, technikę, która pomagała zwiększyć ich wytrzymałość. Do tej pory każde anahibiańskie dziecko uczy się jej w szkole i myślę, że wy też możecie się jej nauczyć. Zdejmijcie wierzchnie ubranie. 

Podróżnicy postanowili zaufać swemu koledze i postąpili zgodnie z jego wytycznymi, co zachęciło wieśniaków, by zrobić podobnie. Na razie efekt nie był zbyt przyjemny, nawet dla badaczy, którzy wiele czasu spędzili na Antarktydzie. Jednak dzielnie czekali na dalsze instrukcje. 

- Najważniejszy jest stan umysłu – kontynuował Abz. - Potem liczy się odpowiednia praca mięśni, pobudzająca krążenie. Zaczniemy od pierwszego kroku: zapanowanie nad odruchami. Wyobraźcie sobie jakieś przyjemnie miejsce. Miejsce, w którym jest wam ciepło i wygodnie. Musicie uwierzyć, że się w nim znajdujecie. Na początku łatwiej jest, jak się zamknie oczy... 

Każdy wykonał polecenie i choć na razie było za wcześnie, by kompletnie zwalczyć uczucie chłodu, nikt nie myślał o odejściu. Badacze i mieszkańcy wioski byli gotowi na następny krok. 

 

 

Po kilku nieudanych próbach i zmianie szopy, gdyż poprzednia wyleciała w powietrze, odpowiednia ilość środków wybuchowych była gotowa do użycia. Uczeni dopracowywali jeszcze model strzelby zaprojektowany przez Abza i mieli nadzieję, że tym razem będzie działać, jak należy. 

- Ja już wolałbym tego nie testować. Ostatnio prawie urwało mi rękę – powiedział Chen. 

- Ech... - westchnął albinos, który również nie chciał stracić żadnej kończyny. - No dobra, ja to zrobię. 

Abz wyszedł na zewnątrz i od razu ubrał okulary, co miał już w nawyku. Wycelował w pobliskie ośnieżone drzewo. Joanna zatkała sobie uszy i przygryzła wargę, kiedy naciskał na spust. Broń wystrzeliła, i choć miała spory odrzut, mężczyźnie nie stała się żadna krzywda. Za to w drzewie została wyraźna dziura. Przyjaciele wydali triumfalny okrzyk. Test zakończył się powodzeniem. 

- Hej, chodźcie szybko na plac! - krzyknęła Hilda, która pojawiła się tak nagle, że pozostali nawet nie zdążyli zauważyć, kiedy przybiegła. 

Kobieta wyglądała na bardzo poruszoną, więc przyjaciele szybko popędzili za nią. A gdy wreszcie dotarli na miejsce, i oni się przejęli. Wyglądało na to, że Gareth wyzwał Jona Miażdżykuśkę na pojedynek, bo właśnie walczyli, otoczeni wianuszkiem gapiów. Nie przeszkadzał im mróz i śnieg, dawali z siebie wszystko. Najwyraźniej major był już na tyle pewny swych umiejętności, że postanowił je wszystkim zademonstrować, bo nawet nie ubrał ochraniacza na krocze. Szło mu dobrze, bardzo dobrze. Dużo lepiej niż za pierwszym razem. Jon nie był łatwym przeciwnikiem, ale tym razem Gareth nie dawał się zepchnąć do defensywy. Co prawda drewniany miecz był lekki i walka jedną ręką nie stanowiła problemu, ale Joanna wierzyła, że i z prawdziwym major by sobie poradził. Blokował wszystkie ciosy przeciwnika, a uniki przychodziły mu z łatwością, prawie jakby umiał przewidzieć, jaki ruch nastąpi. W końcu szala przechyliła się na jego stronę. Wielka postura Jona tym razem działała na jego niekorzyść. Gareth był mniejszy i szybszy. Przeciwnik miał coraz większe problemy z nadążaniem za jego atakami. Dlatego major nie ustępował mimo zmęczenia. Wiedział, że to okazja, której nie może zmarnować. Zaczynało brakować mu sił, ale się nie poddawał. Ciął jeszcze szybciej, aż przyłożył przeciwnikowi w palce. Spowodowało to natychmiastowe wypuszczenie miecza. Resztę można już nazwać poprawką kosmetyczną. Gareth wycelował prosto w krocze oponenta, który po chwili leżał w śniegu i zwijał się z bólu. Zewsząd rozległy się okrzyki zwycięstwa. 

Joanna podeszła do zziajanego kolegi i mu pogratulowała. 

- Jesteś naprawdę dobry – rzekła. 

- Musimy to uczcić... Zjadłbym coś... - wydyszał Gareth. 

O jedzenie nie było łatwo o tej porze roku, ale dzięki zastawianiu sideł badaczom głód nie groził. Musieli tylko sprawdzić, czy coś się złapało. Kiedy major odpoczął, udał się z Joanną do lasu, by zebrać schwytaną zwierzynę. Na śniegu widać było świeże tropy, co dawało sporą nadzieję na sukces. Kobieta znalazła parę pustych sideł, ale to jej nie zniechęciło. Rzadko udawało się coś złapać we wszystkie jednocześnie. 

- Haha! - ucieszył się Gareth i pokazał koleżance zająca, którego przed chwilą wyplątał z wnyków. 

- Kiedyś do głowy by mi nie przyszło, że będę się cieszyć na widok martwego zwierzaka – stwierdziła kobieta. 

Po przeszukaniu wszystkich sideł okazało się, że złapały się dwa zające, co było niezłym wynikiem. Gareth przyczepił je sobie do pasa. 

- Nie ruszać się! - usłyszeli nagle głos. 

Przyjaciele zaczęli nerwowo rozglądać się dookoła i wkrótce zdali sobie sprawę, że są otoczeni. Zza drzew wyszli uzbrojeni ludzie. Było ich siedmiu, niektórzy celowali do nich z kuszy i wyglądało na to, że nie mają dobrych zamiarów. Gareth i Joanna utwierdzili się w tym przekonaniu, gdy rozpoznali w jednym z nich przybocznego króla. 

 

----- 

 

Rozdział XIIa: viewtopic.php?f=122&t=8534

Obrazek

Tagi:

szczepantrzeszcz
Szczepan I Złotousty
Szczepan I Złotousty
Posty: 2665
Zobacz teksty użytkownika:

ISET - rozdział XIb

Post#2 » 12 sty 2020, o 00:28

Długo jeszcze? Bo chciałbym już zacząć czytać. :))

Awatar użytkownika
Vampircia
zaklęty miecz
zaklęty miecz
Posty: 283
Zobacz teksty użytkownika:

ISET - rozdział XIb

Post#3 » 12 sty 2020, o 12:13

Pierwszy tom ma 18 rozdziałów. Mogłabym wrzucać częściej, ale wiem, że niektórzy mogliby się zdenerwować, że spamuję forum.
Obrazek

szczepantrzeszcz
Szczepan I Złotousty
Szczepan I Złotousty
Posty: 2665
Zobacz teksty użytkownika:

ISET - rozdział XIb

Post#4 » 12 sty 2020, o 13:00

Vampircia pisze:Pierwszy tom ma 18 rozdziałów.
Z tego wynika, że skończyłaś i teraz wrzucasz. Dzisiaj nie zacznę, bo takie małe, wesołe lata po mieszkaniu, spustoszenia czyniąc, ale w przysłym tygodniu wezmę się do czytania. 

Vampircia pisze:Mogłabym wrzucać częściej, ale wiem, że niektórzy mogliby się zdenerwować, że spamuję forum.
Skoro trzeba po kawałeczku, to trudno. Podobno od klikania jeszcze nikt nie umarł. :))

Awatar użytkownika
Woogi
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 126
Zobacz teksty użytkownika:

ISET - rozdział XIb

Post#5 » 12 sty 2020, o 13:41

Vampircia pisze:Mogłabym wrzucać częściej, ale wiem, że niektórzy mogliby się zdenerwować, że spamuję forum.
 

A mnie cieszy widok nowej prozy w sporej ilości nowych wątków poetyckich. :)


Wróć do „Opowiadania i fragmenty powieści”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 5 gości