Zachęcamy do czytania naszych poradników!

CIAŁO / WIĘZIENIE (Część II)

Długa proza: fragmenty powieści, długie opowiadania i inne teksty dużej objętości. Mile widziane wszelkie możliwe gatunki literackie i teksty, które nie mieszczą się w dziale Miniatury i drabble. Prosimy o odpowiednie tagowanie tekstów!
Regulamin forum
W tym dziale należy publikować opowiadania, powieści oraz inne długie formy prozatorskie. Utwory krótkie (drabble, miniatury, krótkie opowiadania) publikujemy w dziale "Miniatury i drabble". 

 

Przydatne definicje 

drabble – krótka forma literacka licząca dokładnie sto słów 

 

miniatura literacka (short story) – krótki utwór składający się z mniej niż 7 500 znaków 

 

opowiadanie – krótki utwór epicki o prostej akcji, niewielkich rozmiarach, najczęściej jednowątkowej fabule, pisany prozą 

 

powieść – długi utwór narracyjny opisujący rozbudowany ciąg zdarzeń 

 

Jeżeli twój tekst jest dłuższy niż 25000 tysięcy znaków ze spacjami, należy go podzielić na części. Każda część musi znaleźć się w osobnym temacie i nie przekraczać ww. objętości. 

Nazwa tematu powinna składać się z tytułu tekstu. Dodatkowo, dla tekstów wieloczęściowych, w tytule należy podać numer części, na przykład "Tytuł - część 1". W przypadku publikowania fanfiction, należy podać źródło w nawiasie kwadratowym, przykładowo: "[Harry Potter] Tytuł opowiadania".  

Każdy tekst należy odpowiednio otagować. Tagi wybieramy z pola pod tytułem tematu. Listę tagów oraz ich podział można znaleźć na podstronie. Dla publikacji wieloczęściowych funkcjonuje dodatkowy tag tekst wieloczęściowy, a dla fanfiction fandomowe (np. fanfiction-harry-potter).

Bart_Liry
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 2
Zobacz teksty użytkownika:

CIAŁO / WIĘZIENIE (Część II)

Post#1 » 14 sty 2020, o 17:50

Wdech, wydech, robiłeś to już wiele razy, to zupełnie, jak z kodowaniem. Wystarczy wprowadzić pierwszy ciąg, a reszta sama popłynie. Tak, tak, trzeba tylko dać się ponieść. Popłynąć i cieszyć się, pomyślał. Więc podniósł delikatnie kącik ust i rozpoczął pierwsze cięcie. 

 

Rozcinał jej ciało powoli. Skalpel ledwo musnął jej śnieżnobiałą skórę, a krew zatoczyła się sznurem dookoła jej nadgarstka, spływając powoli do odpływu. Poczuł metaliczny zapach, równie ostry co mroźne powietrze, które wpadło tutaj jakiś czas temu. Kolejne cięcia były znacznie głębsze, jakby zadawane z pasji, układające się we wzory, przecinające najważniejsze żyły, jednak nierozcinające ich śmiertelnie. Co czuł Dukan? A co czuje dewiant zjadający ciało niewinnego dziecka? Gwałciciel zaraz po gwałcie? Mąż zdradzający żonę? Kat chwilę po egzekucji? Polityk wypowiadający wojnę? Wierny, sprzeciwiający się stwórcy? Naukowiec tworzący śmiercionośnego wirusa? Czuł obrzydzenie do samego siebie, jak i niebezpieczną chęć powtórzenia tego, zatopienia się w odmętach własnego umysłu i poddania się psychopatycznej żądzy krzywdzenia innych; siania tego strachu, który sam odczuwał każdego dnia. W jednym momencie poczuł się jak Ziemia, która obserwując tysiące lat bratobójczej walki ludzi, zasmakowała w ich krwi. To działo się bez jego woli, on był tylko kolejnym trybikiem w maszynie, którego emocje są równie szkodliwe co wadliwe oprogramowanie w robo-ochroniarzu. Choć wiedział, że nie powinien, czuł do tego pasję, dziką fascynację robienia tego, czego inni ludzie by się nie podjęli; kochał kraść dusze. Dlatego właśnie nacinał jej żyły finezyjnie, obserwował, jak powoli ulatuje z niej życie, jak pierwsze rysy na szkle będą zwiastować głuche pęknięcia. Widok jej krwi, szkarłatnej, a nie błękitnej jak większości mieszkańców, wprawiał go w ekstazę, czuł, jak każda kropla oznacza kolejną przegraną walkę jej organizmu, jak żyły powoli wysychają, przypominając pustynne wąwozy. Widział ją całkowicie nagą, zdaną na jego łaskę, stworzoną tylko po to, by dawać przyjemność. Mężczyzna wiedział, że czuła ból, że jej świadomość lub coś na jej kształt cierpiała. I to mu się najbardziej w tym wszystkim podobało, poczucie, że nie tylko on cierpi; nie tylko on się boi. Dlatego właśnie upodabniają ich do nas Ludzka potrzeba bliskości w cierpieniu stworzyła istoty z metalu, tylko po to, żeby cierpiały równie mocno co my. To właśnie o tym myślał rozcinając jej czaszkę, wciąż gdzieś z tyłu głowy powracał również motyw, że nie narodziliśmy się, by umrzeć, a tylko po to, by cierpieć. Czuć ból jako najdoskonalszą formę istnienia fizycznego. Nienawidzić i kochać to, co nas tak torturuje; nienawidzić i kochać życie. 

 

Tuż za płatem czołowym natrafił na mechaniczny stabilizator, przeciął delikatnie jego wierzchnią warstwę i sięgnął po własnej roboty przełącznik, małe urządzenie przypominające kleszcza, który podłącza się pod wszystkie sterowniki humanoidalnego robota. I tym sposobem chwile później Dukan mógł wejść do rdzenia dziewczynki zdalnie, zobaczyć jej wszechświadomość. Jednak zanim usiadł za monitor, podłączył rozcięte żyły pod rurki wpompowujące powoli syntetyczną krew. Miała być na granicy, jedną nogą po tamtej stronie, jednak wciąż jeszcze oddychająca, tylko wtedy proces przebiegłby bez wykrycia. Mężczyzna przemył rękawice w specjalnym roztworze, który rozpuszczał krew i zasiadł za ekran, obserwując, jak przełącznik hakuje jej świadomość. Po kilku minutach oczekiwania cyborg odezwał się: 

 

— Znasz jakiegoś dobrego implantatora mięśniowego? 

 

Dukan ze zdenerwowaniem obrócił się w stronę gościa. Wdech, wydech. Rozmowa nie mogła być przecież aż tak trudna, pomyślał.  

 

— Za-zależy co chcesz sobie wszczepić, nie ka-każdy podejmie się wszczepiania broni, rozruszniki tak, ale jeśli chodzi o broń... 

 

— Nie chodzi o mnie, jeszcze jedno żelastwo i bez egzoszkieletu nie będę mógł się nigdzie ruszyć. 

 

— Dukan odczuł w tej wypowiedzi nutkę... humoru? — Chodzi o delikatną sprawę dla młodej osoby. 

 

Dukan znowu dał się wplątać w rozmowę, a w jego głowie tysiące głosów zdawało się przeklinać moment naciśnięcia zielonego guziku. 

 

— Jak-k młodej? 

 

— Dziesięć. 

 

— Rozumiem, nie wie-wiem... — Neurony szukały kogokolwiek, ktoś przecież musiał się tym zajmować — Ribik powinien się takim zabiegiem zająć, a-ale nie należy on do najtańszych, ro-ro-rozumiem, że chcesz zabezpieczyć swoją przyszłość? — ugryzł się w język. 

 

— Tak, córka musi działać szybko, żeby nie zginąć na rynku. Powiem ci, że masz szczęście, że w twoim fachu jest wciąż tak mało specjalistów, w większości branży już jest takie przepełnienie, że ludzie z zawodem lądują na ulicy, nie wiem, czy w ogóle dochodzą do ciebie takie informacje z powierzchni? 

 

Nastąpił moment ciszy, przerywany jedynie zduszonymi dźwiękami ofiary. Wciąż była blisko rozpadnięcia się na tysiące kawałków, jednak Dukan za dużo razy to robił, żeby nie wiedzieć kiedy przestać, znał ich organizmy na pamięć. Po kilku minutach cyborg znów się odezwał, wyrywając mistrza od kontrolowania parametrów życiowych. 

 

— Dziwne to czasy. Stworzyliśmy roboty na swoje podobieństwo, a teraz sami musimy upodobnić się do nich, żeby przetrwać. Boję się jednak, że jest już na to trochę za późno. Znów źle oszacowaliśmy zagrożenie, zupełnie, jak przy topnieniu lodowców i wojnie grzybów. Ludzie nic się nie uczą... 

 

Dukan nie mógł się z tym nie zgodzić. Wiedział, że ludzkość stworzyła sobie przeciwnika, który rozgrywa partię szachów, znając nasze schematy i wszystkie możliwe ruchy. Sztuczny umysł powstał, by rozumiał nas lepiej niż my sami siebie, jednak nikt nie uwzględnił, że ten twór pewnego dnia może wykorzystać te informacje przeciwko nam samym. Bunt maszyn lub jak kto woli, rewolucja Homo Ferro, nie jest już tak odległym zjawiskiem, jak by się zdawało. A fakt, że coraz częściej dochodzi do mieszania syntetycznego materiału z różnymi rodzajami stopów, nie przemawia na korzyść ludzi. Najtęższe mózgi współczesnego świata od lat tworzą jak najbardziej podobną do człowieka istotę, a tymczasem jesteśmy w przededniu samouświadomienia sobie maszyn, że są czymś więcej niż zabawkami w naszych rękach. Więc jedyne co pozostało, to obserwować, jak toniemy, pomyślał Dukan. Dziura w okręcie, którą sami zrobiliśmy, zaczyna wpuszczać coraz więcej wody, a ląd jest zbyt daleko, żeby się na nim skryć. 

 

— Ży-żyję sobie w sa-sa-samotni i nie narzekam. Poza tym wą-wątpię, żeby kiedykolwiek było duże za-a-apotrzebowanie na fachowców mojego za-a-awodu, sam rozumiesz, nie każdy lubi babrać się w krwi i być od-odpowiedzialnym za delikatne dane... — Dukan wrócił wygodniejszy wątek i wskazał głową na zakrwawiony stół. 

 

— Racja — przyznał. — Szczęściarz z ciebie. Na powierzchni jest coraz gorzej, powietrze trujące, jedzenie paskudne, wszędzie dookoła stawiają nowe świątynie. A wojny o tereny w Młocie i Labiryncie wciąż przybierają na sile. Już niedługo nic tam nie zostanie, jeśli rząd nie zainterweniuje. Źle się dzieje... 

 

— Nie wiem. Podziemia cią-ciągle pulsują, a tam na górze jest straszny tłok, to ni-nie dla mnie. Fanatycy, re-re-represje, baroni narkotykowi, to nie mój świat. - Delikatnie westchnął. 

 

— Rozumiem aż za dobrze. Jeszcze do tego roi się od zbawców, którzy mordują dilerów i ćpunów. Ostatnio dostałem zlecenia na Szczurołapa, słyszałeś coś o nim? 

 

— Echo jakieś wieści prz-przynosi, ale szczątkowe. Jeśli nie za-za-zależy ci na nagrodzie, odpuść sobie, człowiek robi wszystkim przysługę. Go-gorsze od plagi samotności jest już tylko ten syf, zagłuszający świa-świadomość. 

 

— Może masz rację, zastanowię się jeszcze. Sam nie chciałbym, żeby moja córka brała coś tego pokroju... — Gdy znów miał zahaczyć jakiś temat, rozległo się miarowe pikanie. Dukan momentalnie zaczął wpisywać ciągi komend, na co cyborg zarzucił tylko: — Pracuj w spokoju, nie będę cię rozpraszał. 

 

Po kilkunastu minutach stapiania szklanego ciała, udało się przełącznikowi zhakować wszechświadomość, urządzenie wysunęło się, delikatnie bucząc. Dukan nachylony nad czaszką powoli wyciągnął mały, skrzący się kryształ i włożył do probówki wypełnionej płynem izolującym. Na jego miejsce ułożył czysty chip kryształowy prosto z produkcji, bez skaz czy niebezpiecznych wspomnień. Cała operacja, choć z daleka niezbyt skomplikowana wymagała dużo wprawy. Człowiek chcący pozbyć się wszechświadomości w legalny sposób, może oddać maszynę do autoryzowanych punktów rozlokowanych w lepszych dzielnicach, gdzie kopiowane są wszystkie wspomnienia i zapisywane w bazie danych. Podobnie jest w momencie zniszczenia głównego urządzenia, które w ostatnim przebłysku świadomości przesyła wszelkie dane do tej samej bazy. Jednak klienci, którym zależy na dyskrecji wolą posłużyć się osobami pokroju Dukana, które zamiast niszczyć, przechowują wszechświadomość w specjalnych urządzeniach blokujących inwigilacje. Jednak coraz to nowsi gracze w hakerstwie robotów, zaczynają opracowywać programy przesyłające ostateczny sygnał do swoich sieci i w ten sposób blokować wyciek danych. Na korzyść Dukana, proceder ten jest obarczony sporym ryzykiem błędu i przy tym kosztowny na tyle, że klienci, wolą korzystać ze sprawdzonej usługi. 

 

Mężczyzna podszedł do jedynej szafy w pokoju i zza metalowego wieka wyciągnął słoik pełen zielonego śluzu, którym pokrył rozcięcia i zalepił czaszkę ofiary, następnie zawiązał te miejsca bandażem i włożył ciało do worka, który scalił się po zamknięciu. Jego praca była wykonana, teraz zostało czekać na powiększenie liczby zer na koncie. 

 

— Z mojej strony byłoby na tyle. — zarzucił. 

 

— Z mojej również. Żegnaj. 

 

Na chwilę utrzymali kontakt wzrokowy, jako specyficzną formę pożgania w podziemiu, ostatni okruch pokazujący, że ludzie wciąż jakkolwiek sobie ufają. Trwali tak przez krótką chwilę, po czym cyborg chwycił worek i wyszedł z pomieszczenia. Powietrzu wciąż unosiła się atmosfera zawodowego napięcia, jednak słabła z każdą sekundą. Mężczyzna powoli zaczynał mieć dosyć bezpośredniego kontaktu z ludźmi zewnątrz, dlatego coraz częściej myślał nad przejściem w stan pracy całkowicie zdalnej, gdzie przejmując dostęp nad sztucznym ciałem, mógłby przeprowadzać takie zabiegi bez bezpośredniego kontaktu i do tego z większą ilością dostępnych środków, na które nie było miejsca w jego klitce. Jednak wciąż powstrzymywał go jeden czynnik, mały szczegół, który zawsze zaważał na szali zmiany. Była to jego niechęć do nowego, zburzenie ustanowionego ładu przez choćby jedną małą rzecz. Zbyt bardzo lubił swoją bezpieczną przystań i żywienie się strachem do tego, co obce, żeby wychylać głowę za własne podwórko.  

 

Strach był dla niego wszystkim, był powietrzem, którym oddychał i ostatnią myślą przed odpłynięciem w kapsule. Miarowo wyznaczał tempo jego życia, pobudzał go do działania i był jednym z nielicznych uczuć, które tak naprawdę darzył szacunkiem. W pewnym momencie wpadł w taką paranoję, że bał się nie bać. To zjawisko przypominało moment, w których zakochana osoba kocha kogoś kochać. Błędne koło jednego uczucia zawijało kręgi w jego życiu, doprowadzając go do obecnego stanu. Nie wiedział, kim nawet jest, żył życiem, które obrał sobie z niewiadomych przyczyn i trzymał się zasad, których nie pamiętał, dlaczego ustalił. Cała konstrukcja jego osoby opierała się na zręcznie zszytych niciach strachu, które podsycało pozostawanie przy tym, co jedynie znane i bezpieczne. Czy był w tym jakiś cel? Mężczyzna nie widział celu praktycznie w niczym, był zwolennikiem, jak znaczna większość podziemia, tego, iż świat istnieje tylko po to, by istnieć, a my mamy na tyle pecha, że posiadamy emocje, ewolucyjny błąd. Więc zupełnie jak fanatycy, nie potrzebował racjonalnego powodu, by trwać w swojej bańce. Jego serce biło, by biło, krew płynęła sama dla siebie, a jego umysł trwał w letargu przez większość czasu w komorze. Tym sposobem mężczyzna gwarantował sobie szczęście, ze strachu uczynił piękno, którym rysował zero jedynkowe obrazy, zamykając w nich setki drogocennych informacji. Marzyłby pewnego dnia po prostu rozpłynąć się w wodach swojej kapsuły, stać się kodem przemierzającym sieć bez końca. Zostać czymkolwiek byle nie człowiekiem, byle nie sobą. 

 

Stanął przy pustej ścianie po przeciwnej stronie od komory i zaczął powoli zsuwać się na ziemię. Jego przylegający, cielisty kombinezon delikatnie zaczął się fałdować na brzuchu. Mężczyzna od tyłu zaczął macać ścianę w poszukiwaniu przycisku, w drugiej ręce wciąż ściskając wszechświadomość. Małe wybrzuszenie na szarej płaszczyźnie docisnęło się, tworząc wnękę, do której wsunął się mężczyzna. Dwie strzałki niebieskiego światła przecięły wnękę, gdy ta zaczęła się obracać. Chwilę później oczom Dukana ukazał się tunel, który został rozdzielony przez te same światła co na początku. Wąski szyb był zbudowany z myślą o niskich i raczej szczupłych osobach, więc idealnie nadawał się dla Dukana. Czołganie się przez tunel trwało dłuższą chwilę, jednak światełko na końcu dodawało mu otuchy. Znów widział powiązanie z kręgiem życia, narodzinami na nowo, zupełnie, jakby cały świat był jednym wielkim cyklem. Takie myśli jednak nie fundamentowały jego osoby, czuł, że to wszystko dzieje się tak po prostu. Chwile, gdzie mógł znaleźć odnośnik do jakiś konkretnych momentów, jako axis mundi, powodowały u niego filozoficzny nastrój, jakby na jeden moment znów był tym zapomnianym przez siebie kimś. 

 

Wychodząc z szybu trafił do pokoju, delikatnie oświetlanego przez pulsujące, błękitne pajęczyny rozwieszone po zataczającym się w kopułę stropie. Na jego środku migotała spora żarówka imitująca światło ognia, skrząca się i zmieniająca częstotliwość blasku. W samym pokoju królowały wnęki pełne niewielkich, przeźroczystych słoików, w których latały małe owady. Uderzały w szyby miarowo, jakby wierzyły, że z każdym następnym uderzeniem, są bliższe pobicia szkła. W jednym z rogów pokoju leżał mała komoda a obok niej krzesło. Mężczyzna podszedł do mebli i wyciągnął z szuflady mechaniczną ćmę, szepcząc: 

 

— Już niedługo będziesz bezpieczna... 

 

Wyciągnął pęsetą skrzący się kryształek wszechświadomości i delikatnie umieścił go w ciele małego robo-owada. Ten zamigotał dwa razy, zanim jego skrzydła zaczęły się ruszać. Jednym, szybkim machnięciem dłoni zgarnął istotę do słoika. Zanim odłożył ją na wnękę, spojrzał na nią, przykładając twarz blisko szkła. Nie mógł się nadziwić, jak tak niewielkie i wątpliwe ciało mogło udźwignąć tak wielki potencjał, jaki posiadała. Zamknięta w mechanicznym ciele wszechświadomość jedyne co mogła to dostosować się do warunków i pomimo boskiego umysłu, żyć w ciele robaka. Przerażenie i zachwyt, jaki wyrażało to stworzenie względem Dukana, przejawiło się w postaci kwaśnego grymasu, który zagościł na jego twarzy. Czuł z tymi istotami dziwny rodzaj więzi, coś na kształt mistrza i ucznia, choć te role nie były do końca określone, nie wiedział, kto jest kim. Ale cieszył się, że mógł dawać im te blaszane więzienia, że mógł widzieć to, czego sam doświadczał, zamknięcia w kokonie bezradności, posiadania potęgi wykraczającej poza strefę prostych zmysłów. Poniekąd przeglądał się w lustrze. 

 

Uśmiechnął się pod nosem, widząc ogrom swoich małych niewolników, były ich setki i wszystkie, choć na inne sposoby, starały za przebić się zza szklane więzienie, tylko po to, by spłonąć od ciepła żarówki. Pomyślał, że ta sytuacja jest zabawnie prawdziwa, że ludzie robią podobnie, zamknięci w okowach cielesności są trzymani z daleka od tego, o czym naprawdę marzą. O ziszczeniu snów, o poznaniu niepoznanego, wielkiej światłości, której zmysłami nie są w stanie pojąć. Jednak to więzienie jest dobre, to ono trzyma ich przy życiu, uczy perspektywy obserwowania swojego celu i choć nigdy nie daje możliwości wzlecenia do niego, wciąż trzyma przy życiu. Jest naszym cierpieniem, ale również i mądrością, dzięki której możemy opisać znanym nam słowem cudowne zjawisko. Cielesność determinuje świadomość, daje możliwość zrozumienia pozycji, w jakiej się znajdujemy. Materia bezsprzecznie stopuje historie, by ta nie wydarzyła się cała w jednym momencie. Jednak nie daje nic poza tym. Nie pozwala opuścić więzienia, nie szuka klucza, a jedynie opisuje wygląd kajdan. Więc po co wciąż tkwić w takich więzieniach? Czy nie lepiej byłoby po prostu opuścić je i złączyć się z marzeniem? Nie, Dukan wiedział, że byłoby to unicestwienie wszystkiego, każdej możliwości. Rzeczywistość umysłu przestałaby mieć znaczenie, nic poza kosmicznym ładem nie zmieniałoby świata. Forma inteligentnego istnienia byłaby tylko błędem wszechświata, kolejnym spapranym projektem pośród zamglonych meandrów czasu. I choć człowiek często dąży do autodestrukcji, nie jest to jego głównym celem. Więc co nim jest? Oto jedna z największych zagadek, pomyślał. Dla niego nie było sensu żył, bez powodu i bez chęci jego poznania. Był przecież tylko kolejną wszechświadomością włożoną do białkowego więzienia, które gdy wybije czas, zostanie starte z kart historii. Więc bał się, bał się wszystkiego, a przede wszystkim utracenia cielesnej powłoki, swojego sacrum, Orbis interior, tego, co jest mu znane i dobre. Był współczesnym niewolnikiem; niewolnikiem strachu.


Tagi:

Wróć do „Opowiadania i fragmenty powieści”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 3 gości