ISET - rozdział XIIb

Długa proza: fragmenty powieści, długie opowiadania i inne teksty dużej objętości. Mile widziane wszelkie możliwe gatunki literackie i teksty, które nie mieszczą się w dziale Miniatury i drabble. Prosimy o odpowiednie tagowanie tekstów!
Regulamin forum
W tym dziale należy publikować opowiadania, powieści oraz inne długie formy prozatorskie. Utwory krótkie (drabble, miniatury, krótkie opowiadania) publikujemy w dziale "Miniatury i drabble". 

 

Przydatne definicje 

drabble – krótka forma literacka licząca dokładnie sto słów 

 

miniatura literacka (short story) – krótki utwór składający się z mniej niż 7 500 znaków 

 

opowiadanie – krótki utwór epicki o prostej akcji, niewielkich rozmiarach, najczęściej jednowątkowej fabule, pisany prozą 

 

powieść – długi utwór narracyjny opisujący rozbudowany ciąg zdarzeń 

 

Jeżeli twój tekst jest dłuższy niż objętość dopuszczalna przez skrypt, należy go podzielić na części. Każda część musi znaleźć się w osobnym temacie i nie przekraczać ww. objętości. 

Nazwa tematu powinna składać się z tytułu tekstu. Dodatkowo, dla tekstów wieloczęściowych, w tytule należy podać numer części, na przykład "Tytuł - część 1". W przypadku publikowania fanfiction, należy podać źródło w nawiasie kwadratowym, przykładowo: "[Harry Potter] Tytuł opowiadania".  

Każdy tekst należy odpowiednio otagować. Tagi wybieramy z pola pod tytułem tematu. Listę tagów oraz ich podział można znaleźć na podstronie. Dla publikacji wieloczęściowych funkcjonuje dodatkowy tag tekst wieloczęściowy, a dla fanfiction fandomowe (np. fanfiction-harry-potter).

Awatar użytkownika
Vampircia
zaklęty miecz
zaklęty miecz
Posty: 283
Zobacz teksty użytkownika:

ISET - rozdział XIIb

Post#1 » 16 sty 2020, o 10:53

Rozdział I: viewtopic.php?f=122&t=8097 

Rozdział II: viewtopic.php?f=122&t=8136 

Rozdział IIIa: viewtopic.php?f=122&t=8181 

Rozdział IIIb: viewtopic.php?f=122&t=8182 

Rozdział IV: viewtopic.php?f=122&t=8221 

Rozdział Va: viewtopic.php?f=122&t=8271 

Rozdział Vb: viewtopic.php?f=122&t=8272 

Rozdział VI: viewtopic.php?f=122&t=8314 

Rozdział VII: viewtopic.php?f=122&t=8331 

Rozdział VIII: viewtopic.php?f=122&t=8348 

Rozdział IXa: viewtopic.php?f=122&t=8410 

Rozdział IXb: viewtopic.php?f=122&t=8411 

Rozdział Xa: viewtopic.php?f=122&t=8444 

Rozdział Xb: viewtopic.php?f=122&t=8445 

Rozdział XIa: viewtopic.php?f=122&t=8507 

Rozdział XIb: viewtopic.php?f=122&t=8508 

Rozdział XIIa: viewtopic.php?f=122&t=8534 

 

----- 

 

- Wciąż uważam, że to było żenujące – komentowała Joanna przygodę w barze, gdy szli ulicami miasteczka. 

- E tam, przecież to nie było na poważnie – bronił się Gareth. - Prawda, chłopaki? 

Abz i Chen spuścili wzrok. Do tego albinos zasunął jeszcze niżej kaptur swojego nowego ubioru. Majorowi chciało się śmiać. 

- Najważniejsze, że zasięgneliśmy języka i mamy już określony cel – powiedział. 

Wiedzieli już, gdzie odbywa się największy targ niewolników. Jednak po sprawdzeniu na mapie okazało się, że to kawał drogi i nie będą w stanie dojść tam pieszo w takich warunkach. Musieli zdobyć transport. Dlatego po wypytaniu mieszkańców, udali się do człowieka sprzedającego poduszkowce. 

- To nada się w sam raz na dalekie podróże. Zmieści się nawet sześć osób. Jest klimatyzacja, kibelek, prysznic. Jest nawet przetwarzarka. Siku przerabia na wodę, a kupkę na żarcie. Bardzo przydatne na pustyni – tłumaczył handlarz, oprowadzając badaczy po pojeździe. 

Barwne szczegóły trochę ich zniesmaczyły, ale ogólnie wóz im się podobał. Przypominał wielkie samochody kempingowe, w których mieściła się cała rodzina, z tą różnicą, że nie miał kółek. 

- Podoba nam się. Ile kosztuje? - spytał Gareth. 

- Milion upi-upi. 

Po podliczeniu wszystkich pieniędzy okazało się, że mają ich niewiele ponad tysiąc. Musieli znaleźć jakiś sposób na szybki zarobek, albo pozostawało pożegnać się z wymarzonym środkiem transportu. Ewentualnie mogli spróbować ukraść pojazd, ale domyślali się, że symulacja wymaga od nich prawych działań, więc woleli tego nie robić. 

Zeszli całe miasto wzdłuż i wszerz, zastanawiając się, co zrobić, aż Hildzie rzucił się w oczy kolisty budynek z wielkim szyldem, mówiącym: „Coroczny Wielki Turniej, do wygrania milion upi-upi”. Jak mogliby to zignorować? 

 

 

Do turnieju należało zgłaszać pięcioosobowe drużyny, więc wzięcie w nim udziału musiało być dla badaczy przeznaczeniem. Problem leżał w tym, że zaliczka wynosiła niemalże równowartość pieniędzy, które posiadali, dlatego było to jak stawianie wszystkiego na jedną kartę. Wiedzieli, że jeśli przegrają, będą mieli kłopoty. 

Eliminacje składały się z serii zadań zarówno zręcznościowych, jak i logicznych, które wydały się podróżnikom bardzo łatwe. Albo ludzie w symulacji byli idiotami, albo oni zdążyli tak bardzo się wyszkolić. Do finału trafiła załoga Odysei oraz drużyna o enigmatycznej nazwie X5. Ona również składała się z dwóch kobiet i trzech mężczyzn. Wszyscy nosili czarne skórzane stroje i mieli włosy ufarbowane na różne kolory. Badaczy jednak nie interesował ich image, chcieli tylko jak najszybciej wygrać i mieć święty spokój. 

Zawody odbywały się na dużej arenie otoczonej widzami. Do tego na wielkim telebimie można było dokładniej przypatrywać się poczynaniom uczestników. Drużyny siedziały w specjalnych sektorach po przeciwległych stronach areny i czekały na instrukcje gospodarza imprezy, który uderzająco przypominał im hologram z jaskini. 

- Przypominam, że będzie pięć konkurencji, w których zawodnicy biorą udział pojedynczo. Za każdą wygraną konkurencję drużyna otrzymuje punkt. Naturalnie wygrywa ta, która uzbiera ich więcej – wytłumaczył gospodarz, zarówno widowni jak i zawodnikom. - Zaczniemy od tych mniej widowiskowych konkurencji. Na początek coś z matematyki. Uczestniczy otrzymają kartki ze zbiorem liczb. Ich zadaniem jest rozszyfrować ukrytą wiadomość. Mają na to dziesięć minut. 

- No dobra, mózgowcy, kto z was się tego podejmie? - spytał Gareth uczonych. 

- Ja to zrobię – zgłosiła się Joanna. Stwierdziła, że woli mieć to jak najszybciej z głowy. 

Na arenę spod podłogi wjechały dwa stoły, w wystarczającej odległości od siebie, by zawodnicy przeciwnych drużyn nie mieli wglądu do pracy oponenta. Joanna podniosła kartkę i zobaczyła, że cała zapisana jest cyframi, które jak na razie nic jej nie mówiły. Jednak nie zniechęciło jej to, bo w liceum sama lubiła układać tego typu zagadki. 

- Przepraszam, czy można korzystać z kalkulatora? - zwróciła się do prowadzącego. 

Mężczyzna natomiast zwrócił się z tym samym pytaniem do komisji, która szybko przejrzała regulamin i przytaknęła. Joanna ucieszona wyjęła swoje urządzenie. Była święcie przekonana, że zadanie mieści się w granicach jej możliwości, więc w ogóle nie zwracała uwagi na mijający czas, poczynania mężczyzny z przeciwnej drużyny czy komentarze gospodarza. Całkowicie skupiła się na rozwiązaniu łamigłówki. Najtrudniej było znaleźć zależność między liczbami. Potem poszło już jak za górki. Po sześciu minutach miała już gotową odpowiedź. 

- To informacje na temat prostego systemu gwiezdnego. Ilość planet, odległości między nimi, masa... Proszę bardzo – pokazała swoją pokreśloną kartkę, którą można było zobaczyć na telebimie. Komisja, po krótkiej konsultacji uznała zadanie za wykonane. 

Rozległy się brawa. Joanna w podskokach wróciła do przyjaciół i zauważyła, że ci również klaszczą. Wyglądali na oszołomionych. Najwyraźniej nikt nie spodziewał się, że pójdzie jej z taką łatwością. Możliwe, że zadania wcale nie były dużo trudniejsze od tych z eliminacji. To dodało pozostałym otuchy. 

- Robi się coraz bardziej ekscytująco – kontynuował gospodarz. - Pora na dyscyplinę pod tytułem „rozbrajanie bomby”. Oczywiście nie prawdziwej. Na stołach zaraz pojawią się atrapy bomb. Zawodnicy muszą je rozbroić w ciągu dziesięciu minut. 

Spojrzenie Garetha padło na albinosa, który miał ochotę się przed nim jak najszybciej schować. 

- Coś dla ciebie, Abziu – uśmiechnął się major z przekąsem. 

- Nie jestem saperem, tylko inżynierem. 

- To prawie to samo. 

- Ale ja... 

- Joannie się udało, to tobie też się uda. Widziałeś, jakie to proste – z tymi słowy Gareth pchnął Abza na arenę. 

Teraz Anahibianin nie mógł się już wycofać. Podszedł do stołu i z trwogą spojrzał na znajdujący się na nim przedmiot. Miał on wielkość i kształt podobny do opakowania na taśmę filmową, tylko był trochę grubszy. Na górze znajdował się uchwyt. Abz przełknął ślinę i delikatnie przekręcił go, otwierając wieko. W środku znajdowała się maszyneria. Jakieś migające na kolorowo symbole, kable i dziwnie wyglądające przezroczyste kulki. Albinos podrapał się po głowie i poczuł, że nieźle się poci. Zegar nieubłaganie odliczał czas, więc lepiej było wziąć się do roboty. Dopiero teraz Abz zauważył, że obok leżały różne narzędzia, jak nożyce, śrubokręt czy obcęgi. Nie zmieniało to jednak faktu, że nie wiedział, od czego zacząć. Logika podpowiadała, żeby przeciąć któryś przewód, ale który, nie miał pojęcia. Jego przeciwnik intensywnie majstrował przy swojej bombie, zaś Abz tylko spoglądał na zegar i zauważył, że została mu ledwie połowa czasu. Nie docierały do niego ekscytacja gospodarza i doping przyjaciół. Wpatrywał się w maszynerię, próbując coś wymyślić, aż została mu mniej niż minuta. W końcu dał za wygraną, przeciął wszystkie kable naraz i spuścił głowę. 

- Co za niesamowicie przemyślana akcja. Zawodnik drużyny Odysei wygrywa! - oznajmił prowadzący. 

Abz zgłupiał. Otworzył usta i zauważył, że przyjaciele biją mu brawo. Gdy wracał do nich jak w transie, wciąż nie do końca rozumiał, co się stało. 

- To było świetne. Przez chwilę naprawdę uwierzyliśmy, że nie wiesz, co robić - pogratulował mu major. 

Kiedy emocje nieco opadły, gospodarz ogłosił ostatnią z dyscyplin logicznych. Tym razem na arenie utworzono jakby dwie ogromne szachownice, na których człowiek sam mógłby udawać pionek i wypełniono je w niektórych miejscach sześcianami o wielkości pól, na których się znajdowały. Niektóre przestrzenie miały barwę zieloną, inne czerwoną. Na samym końcu szachownicy, jedno z pól zajmowało krzesło. Okazało się, że wygra ten, kto pierwszy dojdzie do niego i na nim usiądzie. Jednak by to zrobić, należało utorować sobie drogę między sześcianami, a można je było przesuwać tylko po zielonych polach. Tym razem na wykonanie zadania przewidziano tylko pięć minut czasu i trzy podejścia. 

- Dobra, geniuszu, dajesz. - Gareth zaprosił Chena na scenę. 

Geolog westchnął i poczłapał na brzeg szachownicy. Gracze otrzymali wyświetlacze, na których mieli mapkę całej planszy. Wydawało się to pomocne, ale łatwo było zapędzić się w kozi róg. Początkowo Chen wybrał trasę, na której znajdowało się najmniej sześcianów, ale szybko utknął. Na szczęście miał jeszcze dwa podejścia. Tym razem więc przesuwał sześciany po drugiej stronie od pól, którymi się przemieszczał. Zakończyło się to jednak podobnie. Widząc, że przeciwniczka zaszła zdecydowanie dalej, postanowił zapomnieć o limicie czasu i bardziej przemyśleć trasę. Tym razem dokładnie przeanalizował mapkę, wyobrażając sobie, że przesuwa sześciany w różne możliwe miejsca. Początkowy fragment okazał się najtrudniejszy, a potem poszło mu już z łatwością. Doskonale wiedział, którędy wiedzie droga i brakowało mu dwóch pól, by dotrzeć do krzesła, gdy nagle usłyszał dźwięk gwizdka. 

- Drużynie Odysei niewiele brakowało, ale tym razem to X5 była szybsza – przemówił gospodarz. 

Chen nie mógł uwierzyć w to, co się stało. Tak głupio przegrać i skompromitować się przed całą drużyną? Uchodził za najinteligentniejszego z nich wszystkich, a tymczasem jako jedyny zawiódł. 

Kiedy wracał do swojego sektora, wyglądał na mocno zszokowanego. Przyjaciele go pocieszali i zapewniali, że wciąż mają przewagę, ale w tej chwili o niczym nie chciał słuchać. Musiał usiąść i trochę ochłonąć. 

- Zaczynamy część zręcznościową – oznajmił prowadzący. - Pierwsze zadanie może wydawać się proste. Mamy dwa stoły, na których stoją wiadra i do tego jeden kubek. Trzeba chodzić od jednego stołu do drugiego, tak żeby przy pomocy kubka przelać wodę z jednego wiadra do drugiego. Brzmi jak dziecinna zabawa? No nie bardzo, ponieważ tutaj co pół minuty będzie wzrastać grawitacja o pół g. Gdy dojdzie do pięciu, gra zostanie automatycznie przerwana, a wygra ten, kto przeleje więcej wody. Chyba że komuś do tej pory uda się przelać wszystko. 

- Brzmi jak zabawa w sam raz dla mnie – mruknął Gareth z pewną niechęcią. Nie paliło mu się do udziału w głupich grach przed publicznością, ale był najlogiczniejszym wyborem. 

- A czy to nie jest niebezpieczne? - spytała Joanna z niepokojem. 

- Poza tym, że może być nieprzyjemne, to raczej nie. Szkolili mnie na wytrzymywanie takich rzeczy, więc... - major urwał i wyszedł na arenę. 

Czuł się idiotycznie, kursując z kubeczkiem między dwoma wiadrami, ale pocieszał się myślą, że robi to po to, żeby wydostać się z tego zapomnianego przez Boga miejsca. Sygnał dźwiękowy dał mu znać, gdy zmieniła się grawitacja. 

- No proszę, półtora g nawet nie spowolniło naszych zawodników. Idą łeb w łeb – skomentował prowadzący. 

Mimo zmieniającej się grawitacji zadanie było dość monotonne. By umilić sobie czas major wspominał, jak będąc jeszcze młodym kadetem, licytował się z kolegami, kto dłużej wytrzyma na wirówce. Robili zakłady, który ostatni straci przytomność. Gareth z reguły wygrywał. Ale raz trafił na przeciwnika, którego za nic nie mógł pokonać, i zastanawiał się, czy tym razem będzie podobnie. Teraz gra szła o większą stawkę. 

Przy dwóch i pół g zaczęły się problemy. Gareth mógł jeszcze chodzić, ale jego wydajność znacznie spadła. Przy trzech wiedział już, że musi zmienić strategię. Zaczął się czołgać po podłodze, która na szczęście była śliska i dało się pchać po niej kubek. Przeciwnik jednak podłapał jego pomysł i zrobił to samo, co znowu wyrównało ich szanse. Najtrudniej było nabierać wodę i ją wlewać do wiadra. Dobrze, że chociaż wysokość stolików nie zmuszała do pełnego wstawania, bo przy tych przeciążeniach było to już niemożliwe. 

- Naprawdę się martwię, że coś się mu może stać – szepnęła Joanna do Hildy. 

- Raczej nie grożą mu żadne większe urazy, ale obawiam się, że może dojść do chwilowej ślepoty – rzekła lekarka z powagą. 

Gareth doskonale wiedział, czego się spodziewać. Już teraz z trudem oddychał, a pole widzenia coraz bardziej mu się zawężało. Nie zamierzał jednak przegrać. Jego zwycięstwo w tej rundzie oznaczałaby zwygraną dla całej drużyny. Jednak miał spore problemy z poruszaniem się. Udało mu się co prawda doczołgać do stolika, ale nie wyobrażał sobie, by zdołał podnieść kubek, nie mówiąc już o przelaniu jego zawartości. Zawodnik przeciwnej drużyny dał za wygraną, więc obaj poczekali, aż tortura się skończy. W końcu grawitacja wróciła do normy, a Gareth jeszcze przez chwilę leżał oszołomiony. 

- Trwa liczenie przelanej wody – skomentował prowadzący. - I... mamy już wyniki. Zawodnik X5 wygrywa minimalną różnicą. 

Major zaklął i nawet nie chciało mu się wstawać. Dopiero Hilda podeszła do niego i pomogła mu zejść z areny. Przyjaciele skupili na nim swoją uwagę, zaniepokojeni jego stanem, ale wyglądało na to, że Gareth zaczyna dochodzić do siebie. 

- Co za emocjonujące starcie. Jest remis. Ostatnia runda rozstrzygnie wszystko. Zapraszam na wielki finał, czyli walkę – ogłosił gospodarz, a cała widownia zaczęła wiwatować. - Technika jest tu dowolna. Przegrywa ten, kto pierwszy się podda albo straci przytomność. 

- Albo zginie – dodał Abz, gdy zobaczył zawodnika przeciwnej drużyny. 

Na arenę wyszedł najbardziej masywny i umięśniony mężczyzna. Miał jakieś metr dziewięćdziesiąt wzrostu i jaskrawoczerwone włosy. Zacierał z zadowoleniem ręce. 

- Dobra, regulamin nie zabrania wzięcia udziału jednej osobie w dwóch dyscyplinach – westchnął Gareth i wyglądało na to, że zamierza wstać. 

- Majorze... ja się tym zajmę, pan powinien odpoczywać... - powstrzymała go Hilda. 

- Z tego co mi wiadomo, do mnie należy ostateczna decyzja. 

- Ale lekarz może wydać rozkaz wyższemu stopniem, jeśli uzna, że w grę wchodzi jego zdrowie. Proszę odpoczywać. 

Gareth postanowił się nie kłócić. 

- Nie popisuj się. Jak się zrobi niebezpiecznie, to się poddaj – polecił. 

Hilda przytaknęła, zdjęła wierzchnią część uniformu i wzięła głęboki oddech. Była z grubsza gotowa. Weszła na arenę i stanęła naprzeciwko górującego nad nią zawodnika. 

- Nie myśl sobie, że będę ci dawać fory tylko dlatego, że jesteś kobietą – zaznaczył. 

Dla Hildy nie liczyło się, co ma do powiedzenia jej przeciwnik. Chciała go jedynie położyć na łopatki. Wygrywała już z większymi od siebie. Trenowała sztuki walki od czasów szkoły podstawowej, więc uważała, że ma szansę. Nie znaczyło to, że bagatelizowała zagrożenie. Stała się czujna, gdy wróg tylko uniósł pięści. Pozwoliła, by ją okrążył, przemieszczając się wraz z nim. Dała też mu wykonać pierwszy ruch. Przeciwnik zamachnął się na nią, ale zrobiła unik. Uchyliła się też przed dwoma kolejnymi ciosami. Mężczyzna natarł na nią całym ciałem, a ona płynnie usunęła mu się z drogi i powtórzyła to kilka razy, aż oponent się znudził. 

- Uderzysz mnie wreszcie? - warknął, mając dosyć jej ciągłych uników. 

Znowu postanowił wymierzyć jej prosty. Tym razem Hilda pochwyciła jego ramię i zapodała mu kopniaka w kroczę. Zdziwiła się jednak, gdy jej noga natrafiła na coś bardzo twardego, a ból przeszył jej ciało. Jęknęła i złapała się za kończynę, a mężczyzna zaczął się śmiać. 

- Nigdzie nie ruszam się bez ochraniacza – stwierdził. 

- Za to powinna być dyskwalifikacja! - krzyknął oburzony Gareth. 

Komisja szybko zajęła się tą sprawą, ale jej werdykt nie było korzystny dla Hildy. Walka trwała dalej. Rozochocony mężczyzna atakował dalej, a ponieważ lekarkę wciąż bolała noga, miała problem z robieniem uników. W końcu dostała w twarz z taką siłą, że się wywróciła. Wszyscy jej przyjaciele wstali jak jeden mąż. Co prawda kobieta nie straciła przytomności, bo uniosła się na przedramionach, ale była nieźle oszołomiona. Krew ciekła jej z nosa oraz z ust, bo straciła jednego zęba. 

- Poddaj się, to rozkaz! - wrzasnął Gareth. 

Słowa przywódcy najwyraźniej nie dotarły do świadomości Hildy. Wstała i spojrzała na przeciwnika rozwścieczonym wzrokiem. Wytarła krew przedramieniem i przybrała pozycję bojową. Przeciwnik uśmiechnął się złowieszczo i przeszedł do ataku. Kobieta zapomniała o bólu i pozwoliła, by adrenalina przejęła kontrolę. Kiedy oponent natarł na nią, pochwyciła jego rękę, podobnie jak przy ciosie w krocze, ale tym razem użyła jego własnej masy, by go przewrócić. Mężczyzna wstał zdenerwowany i zaczął atakować bardziej brutalnie i chaotycznie. Dla Hildy jego skupienie na sile i brak przywiązywania wagi do techniki było korzystne. Kilka razy boleśnie wykręciła jego ramię. Raz udało jej się dotkliwie uderzyć go w nos, przez co jego twarz wyglądała teraz podobnie jak jej. Po chwili mężczyzna był tak wściekły, że nie dbał już o wygraną, a chciał jedynie rozszarpać przeciwniczkę na strzępy. Wyjął z kieszeni coś, co wyglądało jak drewniany uchwyt. Po chwili wysunęło się z niego ostrze. Mężczyzna podbiegł do przeciwniczki i zamachnął się na nią. Na ułamek sekundy każdy na sali zamarł, a przyjaciele Hildy aż wstrzymali oddech. Jeśli zaś chodzi o samą lekarkę, dla niej wszystko działo się jakby w spowolnionym tempie. Chwyciła ostrze w złączone dłonie i wytrąciła z rąk przeciwnika. Wymierzyła mu kopniaka w brzuch, w którego włożyła całą swoją energię. Mężczyzna upadł z wielkim hukiem na plecy i już nie wstał. 

Gdy ogłoszono zwycięstwo Hildy, jej przyjaciele wybiegli na arenę i zaczęli ją ściskać w wielkim szczęściu. Gareth nawet zapomniał o tym, że nie wykonała jego rozkazu. Aż wziął ją na ręce i podrzucił. Widowni najwyraźniej udzieliło się ich szczęście, bo również zaczęła wydawać okrzyki radości. 

Jeszcze tego dnia przyjaciele odjechali swym nowym wozem. 

 

----- 

 

Rozdział XIII: viewtopic.php?f=122&t=8539

Obrazek

Tagi:

Wróć do „Opowiadania i fragmenty powieści”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 4 gości