Wrzos - rozdział I (fragment powieści; wersja poprawiona)

Przedstawiam wam fragment tasiemca, który chodzi za mną wiele lat. Fantasy w stylistyce dworskiej (po poprawkach).

Długa proza: fragmenty powieści, długie opowiadania i inne teksty dużej objętości. Mile widziane wszelkie możliwe gatunki literackie i teksty, które nie mieszczą się w dziale Miniatury i drabble. Prosimy o odpowiednie tagowanie tekstów!
Regulamin forum
W tym dziale należy publikować opowiadania, powieści oraz inne długie formy prozatorskie. Utwory krótkie (drabble, miniatury, krótkie opowiadania) publikujemy w dziale "Miniatury i drabble". 

 

Przydatne definicje 

drabble – krótka forma literacka licząca dokładnie sto słów 

 

miniatura literacka (short story) – krótki utwór składający się z mniej niż 7 500 znaków 

 

opowiadanie – krótki utwór epicki o prostej akcji, niewielkich rozmiarach, najczęściej jednowątkowej fabule, pisany prozą 

 

powieść – długi utwór narracyjny opisujący rozbudowany ciąg zdarzeń 

 

Jeżeli twój tekst jest dłuższy niż objętość dopuszczalna przez skrypt, należy go podzielić na części. Każda część musi znaleźć się w osobnym temacie i nie przekraczać ww. objętości. 

Nazwa tematu powinna składać się z tytułu tekstu. Dodatkowo, dla tekstów wieloczęściowych, w tytule należy podać numer części, na przykład "Tytuł - część 1". W przypadku publikowania fanfiction, należy podać źródło w nawiasie kwadratowym, przykładowo: "[Harry Potter] Tytuł opowiadania".  

Każdy tekst należy odpowiednio otagować. Tagi wybieramy z pola pod tytułem tematu. Listę tagów oraz ich podział można znaleźć na podstronie. Dla publikacji wieloczęściowych funkcjonuje dodatkowy tag tekst wieloczęściowy, a dla fanfiction fandomowe (np. fanfiction-harry-potter).

Awatar użytkownika
Cam
Random Cruelty Generator
Random Cruelty Generator
Posty: 6431
Zobacz teksty użytkownika:

Wrzos - rozdział I (fragment powieści; wersja poprawiona)

Post#1 » 30 sty 2020, o 10:58

Przedstawiam wam fragment tasiemca, który chodzi za mną wiele lat. Wiele razy zabierałam się, by poprawić to, co mam, i pisać dalej, ale zawsze prędzej czy później stopowały mnie rozterki. Obecnie podejmuję n-tą próbę, tym razem pisząc wszystko od zera, w związku z tym radosnym wydarzeniem wrzucam rozdział pierwszy, który jest niekrótki, ale dzielenie go na części mijałoby się z celem. 

Enjoy! Będę bardzo dźwięczna za wszystkie uwagi i choćby najmniejsze myśli.  

PS Wrzos to pierwotny tytuł całości.  

 

Rozdział I Zmierzch dawnego porządku 

(aktualizacja z 26 marca - treść uległa lekkiej zmianie, doszedł bodajże jeden całkiem nowy fragment, parę zmieniło formę) 

 

Poranki rozpoczynały się na długo przed świtem.  

Nadejście nowego dnia zawsze zwiastował cichy chlust wody wlewanej do pięknie zdobionej balii. Gdy służące rozsuwały ciężkie kotary baldachimu, w komnacie już płonęły świece we wszystkich kandelabrach. Za witrażowymi oknami wciąż panowała ciemność. 

Ledwie po wstaniu z łoża, które kusiło spokojem — nie snem, sen był przywilejem, ale zdecydowanie nie dla niej — zręczne ręce pomagały wyzwolić się z jedwabnych koszul nocnych, które swoimi misternymi wyszyciami mogły zawstydzić suknie niejednej damy dworu. Jak każdego z dziesiątek poprzednich razy, pantofelki z czerwonej satyny czekały tuż obok, by kontakt jej stóp z zimnym marmurem posadzki był jak najkrótszy.  

Gorąca kąpiel pachniała mlekiem i cynamonem, a kolorem przypominała niemal niezdrową bladość cery cesarzowej, której nie śmiało dotknąć słońce i o którą dbano bardziej, niż nakazywałby to ludzki rozsądek.  

Zaczynały się pierwsze szepty.  

Służące powolnymi ruchami myły jej stopy, plecy, włosy ciemne jak kora dębu i zresztą przyciemniane wywarem z niej przy każdej kąpieli. Spłukiwały, wycierały, nakrapiały perfumami. Zanim cesarzowa zdążyła choćby odejść dwa kroki, już rozczesywano i układano gęste pukle. Balia została wyniesiona z pokoju tak szybko, jak się tam znalazła. Gdy tylko cesarzowa wyzwoliła się z tkanin, którymi wycierano jej ciało, już przyszła służąca z muślinowymi pończoszkami, gorsecikiem sznurowanym jedynie na dwadzieścia otworów, całymi warstwami spódnic i narzutek.  

Halka chłodem swojego materiału spowodowała dreszcze na nagrzanym ciele, gorset odebrał na moment oddech. Cesarzowa stała jak lalka ubierana przez zdecydowanie za duże dziewczęta. 

Często zastanawiała się, kto komu służył.  

Później już tylko przyrumienić policzki, podkreślić węgielkiem brwi i linię rzęs. Napachniono jej szyję, kark, wewnętrzne strony nadgarstków.  

W lustrze widziała już nie siebie, lecz cesarzową.  

Za oknem powoli świtało. Dzień dopiero wstawał, a jego koniec zwieńczony letnim balem maskowym wydawał się tak odległy, jak gdyby miał wydarzyć się dopiero za rok.  

Najpierw jednak miało odbyć się ścięcie.  

 

 

 

 

Wiatr szarpał sztandarami, jakby skumulował całą wściekłość w swoje podmuchy. Jeszcze gniewniej szarpał burą szatą, w którą odziali skazanego. Piach podnosił się w powietrze, sunął po placu falami. Smagał w policzki i wpadał w oczy.  

Cesarzowa osłaniała twarz wachlarzem, jednak kolejne porywy miotały nim jak zabawką. W końcu zrezygnowała, mrużąc oczy. Skinięciem głowy zezwoliła służącemu, który stał za nią z wyciągniętą parasolką, by ją zamknął. Przez chmury zakrywające niebo i tak nie przedzierało się słońce. 

Dzień zrobił się zaskakująco szary, jakby wszystkie barwy straciły nasycenie. 

Rozana Dusana szybko powlokła spojrzeniem po zgromadzonych na wybrukowanym granitem dziedzińcu w szerokim półkolu ludziach. Był to barwny dworski tłum, wielokolorowa masa; wpatrywali się w centrum niepełnego kręgu, które tego dnia było ciekawsze niż ona i cesarz. Nie było to byle ścięcie, tylko ścięcie hrabiego, a Rozana wiedziała, że cały ten zmanierowany, fałszywy twór w głębi duszy traktował tę okazję jak święto. Okrutne, ale święto.  

Perfekcyjną pożywkę dla plotek.  

— Ponoć zdradził cesarza. — Usłyszała wcześniej, gdy półgębkiem rozmawiały ze sobą służące. 

— Oczywiście, że zdradził, głupia. Za wierność nie skazują.  

— Słyszałam, że jest miłośnikiem ptactwa. Tak to określili. Co to znaczy? 

— Te pany i ich fantazje. Czego nie wymyślą. Ale za to chyba nie skazują?  

— Chyba nie, ale kto to wie. Znaleźli przy nim listy.  

— Jakie listy? 

— Listy. Po prostu listy. 

— To za to też skazują?  

Rozana otrząsnęła się z zamyślenia i przełknęła ślinę. Kuriozalność rozmowy żenowała ją do tej chwili, jak zresztą inne dyskusje, które słyszała, gdy służącym wydawało się, że mówią dość cicho, by ich słowa uszły uszom cesarzowej.  

Utkwiła wzrok przed sobą. Patrzyła gdzieś w punkt ponad podestem otoczonym strażnikami i postacią skuloną pomiędzy nimi, na nieistniejącą kropkę na tle błękitu nieba, na poszarpane chmury przetaczające się szybko po niebie. Nie znosiła Placu Cichych. Jeszcze bardziej nie znosiła tych chwil i gdyby mogła, znalazłaby się gdziekolwiek indziej; jednak cesarskie obowiązki nie akceptowały wyjątków. Plac znajdował się w obrębie murów zamku, od jego strony północnej, ograniczony z jednej strony skarpą, na której wzniesiono całość warowni, z drugiej ogromnymi ogrodami – nawet teraz dobiegało ich ćwierkanie i melodyjne śpiewy ptaków, co wydawało się Rozanie obsceniczne przy tej okoliczności. Całe szczęście, że ani z okien jej komnaty, ani z większości zamkowych nie było widać choćby skrawka tego miejsca, więc na co dzień skutecznie ignorowała jego istnienie. Nigdy przy zdrowych zmysłach nie przyszłaby tu z własnej woli, jak pewnie reszta dworzan, bo, choć nikt by nie powiedział tego wprost, Plac uważano za pechowy. I, choć dwór miał zamiłowanie do emfazy, przesady i dramatyzmu, coś mogło w tym być.  

Mówiono, że tylko raz można było się znaleźć tu jako gość h o n o r u. I nigdy już z placu nie wyjść. A złapanie przeciągłego spojrzenia cesarza mogło okazać się zwiastunem nadchodzącej nieprzyjemności, więc unikano patrzenia mu w oczy jak klątwy.  

Ona, oczywiście, nie mogła sobie na to pozwolić. 

Cesarz stał obok, na wyciągnięcie ręki. Rozana kątem oka widziała, jak kolejne powiewy wiatru szarpią poły jego podbitego białym futrem płaszcza, a ciemne włosy pod koroną falują. Nie chciała odwracać głowy, by spojrzeć prosto na niego, ale była pewna, że mimo wszystko ma niewzruszoną maskę na twarzy.  

Cesarz Dormianu, król pozorów jednocześnie. 

Wreszcie zabrzmiały dzwony wybijające nadejście dziewiątej. Rozanie dreszcz przebiegł po plecach. Zacisnęła na wachlarzu dłoń skrytą w jedwabnej rękawiczce. Im dłużej wyczekiwali, tym większe czuła zdenerwowanie, choć przecież jej samej miało nie stać się nic złego. Nawet go nie znała, był istotą, której istnienia nigdy nie odczuła i też nie odczuje braku. Widocznie nie tylko ona odczuwała stres, bo słyszała chrzęszczący żwir, gdy stojące za nią dwórki przystępowały z nogi na nogę.  

Wtedy dźwięk ciężkich butów wyłamał się z reszty odgłosów i Rozana spojrzała na kata w atłasowej masce kryjącej większość twarzy. Mogłaby przysiąc, że ostrze, które trzymał, migotało ostrzegawczo w świetle słońca. On oczywiście czekał na skinięcie cesarza. Wtedy strażnicy pchnęli hrabiego Semiage, wychudzonego, z posiwiałymi włosami i pustymi oczami, i zaczęły się głośniejsze szepty, potem rozmowy. Wszystko potoczyło się złowrogo szybko.  

Słuchanie ostatnich słów zawsze było torturą. Nawet gdy ginęli zdrajcy.  

— Dobrzy ludzie — zaczął Semiage powoli głosem tak zachrypniętym, jakby nie mówił nic od dawna. — Jeżeli czymkolwiek uchybiłem swemu panu, oddam się jego woli. Swoim życiem za to zapłacę. Jednak... 

Cesarzowa nie słuchała. Wiedziała, że liczył na łaskę, której nie otrzyma. 

Nie odwróciła wzroku, gdy szarpnięciem mu przerwano i zmuszono, by skłonił głowę, a potem odsłonięto jego szyję. Wiedziała, że gdyby to zrobiła, nie umknęłoby to uwadze cesarza. Patrzyła, nie widząc. Myśląc o czymkolwiek innym. 

Ostrze opadło z cichym mlaśnięciem.  

Rozana przełknęła ślinę, wypuściła powoli powietrze. Przed oczami pociemniało, ale kolejny podmuch orzeźwił pobladłe policzki. Zacisnęła pięści. Gdyby zemdlała, straciłaby szacunek cesarza na zawsze. Patrzyła pusto, jak deski podestu wybarwiają się na czerwono, a strużka spływa wartko i zatrzymuje się na granicie.  

Choć przecież nic takiego nie miało miejsca, Rozana miała wrażenie, jakby jej pantofelki zabrudziła krew. 

Cisza zapadła na krótko, potem rozpoczęła się wrzawa.  

Zdrajcy zawsze odchodzili w akompaniamencie gwaru.  

 

 

 

Tłum w pysznych sukniach i zdobnych kaftanach zafalował jakby instynktownie.  

Spojrzenia skierowały się w stronę Rozany, jeszcze zanim jej stopa zdążyła stanąć na marmurowej posadzce w wielkiej sali balowej. Dworzanie skupieni przy wrotach, krążący wcześniej jak pszczoły przy ulu, przystanęli, dygając. Jej wejście zapowiedziały fanfary, które echem odbiły się od sklepienia.  

Z początku traktowała to jako największe pochlebstwo, jakie mogła sobie wyobrazić — wzrok wszystkich, westchnienia i słodkie jak miód komplementy, zawistne spojrzenia, podziw i nienawiść, które karmiły ego satysfakcją, że każdy, nawet ten, który kryje wszystko pod słowami największej niechęci, w głębi duszy zazdrości. Każdy chciałby być na jej miejscu, ale nie może, bo to właśnie ona dostąpiła tego zaszczytu. Później zaczęło to przytłaczać. Uśmiechała się prawie wymuszenie. Towarzyszył jej tupot pantofelków druhen i „Wasza Cesarska Mość” wtórujące dygnięciom i ukłonom.  

Rozana wiedziała, że stanowi epicentrum zdarzeń. Środek tego małego wszechświata. Wpatrywali się w nią, jakby była najważniejszą istotą na świecie. I choć duma krzyczała z radości, Rozana czuła ciężar, który nagle przygniatał barki. Omiotła spojrzeniem salę balową. Splendor, piękno, rozmach, muzyka. Hrabiowie, lordowie, arystokraci. Piękne suknie, haftowane misternie kaftany i maski tak bogate, że tylu klejnotów nie widziały niektóre z jej tiar. Wszystko krzyczało o chwale i świetności.  

— Pani — odezwała się do niej szeptem Katia, dwórka w bławatkowej sukni niewiele mniej zdobnej niż samej cesarzowej. Uśmiechnęła się chytrze, a gdy odwróciła głowę, jej długi warkocz spięty wielką broszą z perłami zafurkotał w powietrzu. Dwie pozostałe dwórki momentalnie zaczęły nasłuchiwać. — Nie zgadnie pani, kto wrócił. 

Cesarzowa uśmiechnęła się, mimo woli sarkając w myślach. Zaczynają się plotki. 

— Nie zgadnę, mów. 

— Och, pani, ale gdzie tu zabawa?  

Rozana wywróciła oczami, ale podjęła grę. Poprawiła jeszcze zakrywającą pół twarzy maskę ozdobioną piórami i perłami, a potem wyjęła wachlarz, rozłożyła go i skryła się za nim, rzucając spojrzenia znad jedwabnego materiału.  

— Masz na myśli hrabinę Gorsnę? Przecież to oczywiste, że tu przyszła. Wepchnie się wszędzie, choćby miała przejść lochami. — Cesarzowa popatrzyła chłodno na starszą kobietę mającą na dekolcie wisior tak wielki, że mógłby złamać jej szyję w pół. — Cesarz mógłby ściąć ją, nie Semiage, nie obraziłabym się. 

Dwórka zaprzeczyła z lisim uśmiechem. 

— Nie i tak, pani. 

— Gordiev? Nikt go nie lubi, pewnie nawet jego charty, ale co w tym dziwnego? — zaśmiała się. Jego też nie znosiła. — Nie? Niech cię, Katio. To nie zabawa, jeżeli tylko jedna osoba się bawi. 

Katia zaśmiała się cichutko, ale cesarzowa wymieniła jeszcze parę nazwisk, irytując się tym bardziej za każdym kolejnym, gdy dwórka kręciła głową z coraz większym zadowoleniem.  

Powtórzyła w końcu: 

— Mów.  

Katia podbródkiem wskazała kierunek. Cesarzowa szybko powlokła tam spojrzeniem, przeskakując wzrokiem z jednej osoby na drugą. Nie zauważyła w pierwszej chwili.  

Wśród kolorowego tłumu stał mężczyzna w szkarłacie i masce zdobionej białymi piórami. Znała go tylko z opowieści, a jednak rozpoznała w jednej chwili.  

— Hrabia Mrozow. Ciekawe. 

Mimo upływu lat wyglądał jak okaz zdrowia, udawało mu się utrzymywać formę, jakiej wielu mogło pozazdrościć. Rudoblond włosy przetykane siwizną wiązał w kucyk nad karkiem, co pewnie go odrobinę odmładzało, ale nie potrafił oszukać, że swoje najlepsze lata już przeżył.  

Przeniosła spojrzenie na Katię.  

— Kiedy cesarz zgodził się na jego powrót? Nic nie słyszałam. Mogłaś powiedzieć wcześniej.  

— Nie zgodził się. — Dwórka szepnęła, również zasłaniając się wachlarzem. — On go zaprosił, pani. Wraz z jego synem. 

Rozana pierwszym odruchu aż otworzyła usta ze zdziwienia, ale szybko nakazała sobie spokój. Nie mogła pozwalać sobie na odkrywanie uczuć. Wszyscy patrzą, przypomniała sobie w myślach.  

Najpierw ścięcie jednego, teraz zaproszenie drugiego. Poczuła ukłucie piersi jak za każdym razem, gdy natykała się na kolejny ruch cesarza, którego nie przewidziała. Dragomir rozgrywał niekończącą się potyczkę szachów, a pionków było więcej, niż ona mogłaby zliczyć.  

Nie znała Mrozowa jako osoby, ale gdzieś w głębi siebie poczuła podziw, a może też nutkę zazdrości o odwagę? Nie potrafiłaby jej w sobie znaleźć. Choćby chciała, nie potrafiłaby postępować jak Mrozow. Nikt inny nie sprzeciwiałby się cesarzowi tak otwarcie jak on. Rozana musiała przyznać, że imponowało jej to jak mało co na dworze.  

— To dziwne — powiedziała powoli. — Kiedy? Kiedy tu przybył? 

— Rankiem. Po ścięciu Sermiage.  

Skinęła głową. Nie była nawet zaskoczona. Tu nie istniały przypadki.  

 

 

 

 

 

Najpierw zapadła cisza, a zaraz potem dźwięk fanfar jakby przeciął ją wpół. Wszystkie spojrzenia skierowały się w jedną stronę. Tłum ponownie zafalował.  

Złożyła wachlarz i zacisnęła na nim pięść, ale zaraz rozluźniła dłoń. Nie bądź głupia, pomyślała. Uśmiechnęła się tak czarująco, jak potrafiła się zdobyć, gdy na salę weszła postać w stroju koloru srebra. Przystanęła, a potem zamaszystym krokiem skierowała się w jej stronę. Twarz mężczyzny zasłaniała biała maska, a korona zdobiona we wzór liści dębu, które obejmowały dwie rubinowe obręcze, błyszczała w świetle płomieni. 

Cesarzowa dygnęła z gracją. W odpowiedzi Dragomir obdarzył ją uśmiechem nieobejmującym zimnych oczu i wyciągnął rękę.  

Wdech, pomyślała, i uśmiech. Jak zawsze. 

Gdy dotknęła dłoni Dragomira, znów poczuła dreszcz. Spojrzała ukradkiem zza maski, stając u jego boku. Był wysokim, dość barczystym mężczyzną, co dodatkowo podkreślały rozbudowane ramiona kaftanu. Wiedziała, że nawet w butelkowozielonej robronie ze sztywnej tafty, w której zdawała się ginąć, wyglądała przy nim krucho.  

W końcu ruszyli ku końcowi sali. Wszyscy w ich otoczeniu kłaniali się lub dygali, przypominając falę wyprzedzającą każdy ich krok. Trzy dwórki podążały za nimi jak cienie. Wtedy rozbrzmiała muzyka lutni i harf.  

— Pięknie wyglądasz, pani.  

— Dziękuję. — Nieco kokieteryjnie odgarnęła pukiel loków z czoła, ale cesarz zdał się tego nie zauważyć. Kontynuowała niezrażona: — Nie mogę uwierzyć, jak pięknie wygląda sala balowa. Nigdy nie wyglądała piękniej, panie. Ile musiało to kosztować wysiłku! 

Wskazała na ściany sali, na które przez barwne witraże padało światło zachodu słońca. Te wielokolorowe plamy wyglądały jak skrzące się fale, a podkreślały to jeszcze setki ogników pływających w powietrzu nad nimi. Dzięki ich delikatnej poświacie sali nie dosięgał wieczorny półmrok. Te właśnie obrazy wykonane z tysięcy, może setek tysięcy szklanych płytek, i towarzyszące im magiczne płomienie były najpiękniejszą rzeczą, jaką Rozana Dusana widziała w całej stolicy. Do tej pory czuła zachwyt za każdym razem, gdy pomarańczowe promienie zachodu igrały na ścianach i posadzce.  

Uniósł kącik ust z rezerwą.  

— Wiesz, pani, że cesarz potrafi uczynić wiele, by zadowolić cesarzową i dwór.  

— Oczywiście, nigdy w to nie wątpiłam. — Zachichotała niemal teatralnie. — To przecież oczywiste, że nikt nie wyprawia wspanialszych bali, wie to całe cesarstwo! Wszyscy czekali miesiącami. Nie można było też wybrać piękniejszej pory, jest tak pięknie na zewnątrz.  

Kątem oka widziała, że Dragomir nie był zainteresowany tym, co mówiła. Nie mogła też powiedzieć, że to ją zaskoczyło, mimo to poczuła znajomą gorycz rozczarowania w ustach. Cesarz z uwagą omiatał spojrzeniem salę, jakby rejestrował, kto pojawił się i w czyim towarzystwie stoi. Miał na twarzy uprzejmy uśmiech, dobrze jej znany z mimiki ludzi, którzy lubili zachowywać pozory słuchania grzecznościowych rozmów, ale nie zauważył, gdy zamilkła.  

Idąc przez salę, powoli obserwowała wszystkich, kiwała głową na każde dygnięcie, starała się uśmiechać. Przemknęła jej myśl, że nie cieszą ją nawet dźwięki harf, na której jako dziecko uczyła się grać i za czym tęskniła, śpiew czy cała ta uwaga wszystkich, kiedyś będące obiektem jej snów i marzeń.  

Rola, do której była szykowana całe swoje życie, okazała się niewiele warta na deskach tego rzeczywistego teatru.  

— W tym roku chyba nikt nie odrzucił zaproszenia, zebrało się tyle osób… — odezwała się po chwili. — Szkoda, że hrabia Semiage nie mógł tego dożyć. To byłoby piękne ostatnie wspomnienie. 

Powiedziała to z rozmysłem, jednak tak lekko, jak potrafiła, i z niewinnym uśmiechem. Cesarz rzucił jej spojrzenie, jednak szybko wrócił do lustrowania obecnych; nie zdążyła odczytać, co oznaczało. Cokolwiek myślał, pozostawało dla niej zagadką.  

— Jakaś łaskawa, pani.  

— To ty jesteś łaskawy, panie. Kara ścięcia to wyjątkowo dobra śmierć dla zdrajcy — odpowiedziała. Nie była pewna, czy wierzy w to, co mówi. Nie dowiedziała zbyt wiele o samym hrabim poza enigmatycznym: “To zdrajca!”. W kuluarach szeptano głównie o tym, że zaaresztowano go w niecodziennej sytuacji; przywiązanego szalem do zagłowia łoża, łaskotanego pawimi piórami w stopy przez służącego. Czy było to prawdą? Pewnie tak, bo gdyby chciano skompromitować Sermiage’a, wystarczyłaby mniej barwna historia. A jeżeli nie? Kto miałby to potwierdzić? Plotka zachwyciła dworzan i rozprzestrzeniła się jak gorączka. Kim ten służący był, nikt nie wiedział, bo przepadł jak kamień w wodę, pewnie naprędce wtrącony do lochu. 

Ale faktycznie poszeptywano też o pliku kopert i niewysłanych listów znalezionych przy hrabim. Cokolwiek było treścią, stało się powodem śmierci.  

Rozana jednak pamiętała, że rzadko kiedy wszystko było tak proste, jak mówiono na dworze.  

— Cóż takiego zrobił Semiage, panie?  

Cesarz przeniósł na nią wzrok na dłużej.  

— Nie sądziłem, że jesteś plotkarą, pani. Skupmy się na zabawie. — To stwierdzenie sprawiło, że poczuła gorąco na policzkach. — Dość… przykrych zdarzeń na dzisiaj.  

— To niechybnie wina moich dwórek. Tyle plotkują, że i mi zaczyna się udzielać. — Zaśmiała się i pochyliła głowę, wpatrując się w niego. Kątem oka zauważyła jednak znajomy szkarłatny strój i rudblond włosy. Okazja nadarzyła się sama. — O, kto by się spodziewał! Jest nawet hrabia Mrozow, panie.  

Gdy przeszli obok, hrabia ukłonił się, uśmiechnął uprzejmie i schylił głowę. Usłyszał, co mówiłam? To ją zastanowiło przez moment, ale zaraz wróciła do obserwowania reakcji cesarza. Nie zareagował, nie drgnął nawet mięsień na jego twarzy. Było to jednak aż zbyt beznamiętne.  

— To miłościwe z twojej strony, panie. Nie sądziłam, że Mrozow będzie tu jeszcze mile widziany. Trzeba mieć ogromną siłę, by wyciągnąć dłoń do ludzi, którzy mają inne racje. Mało kto by się odważył!  

Z początku nie spostrzegła, że coś w oczach Dragomira pochłodniało. Szybko odwróciła wzrok. Jej serce przyspieszyło tak, że szarpnęło jak ptak zamknięty w klatce.  

Cesarz nie odpowiedział od razu.  

— Wiesz, pani, jak miłościwy jest władca. Potrafi wiele wybaczyć. Naprawdę wiele.  

Rozana spojrzała na niego, wachlując się nieco zbyt nerwowo. Poczuła na sobie wzrok dwórek. Popatrzyła na nie nieprzytomnie, orientując się, że zupełnie zapomniała o ich obecności. Katia, Olga i Cassia wyglądały jak zające strzygące uszami. Pod naporem jej wzroku, prawie jak na znak odwróciły głowy, udając, że zajmuje je coś w innym kącie sali. Katia, najwyższa i najsmuklejsza z nich, najbardziej teatralnie udawała brak zainteresowania. 

— Wiem, panie. Nigdy w to nie wątpiłam — szepnęła Rozana.  

Gdy cesarz uśmiechnął się z rezerwą, po części poczuła ulgę. Dragomir nie był porywczy — był za to pełen chłodu, który potrafił przeszyć na wskroś i przerazić mimo pozornie spokojnych odpowiedzi. Wiedziała, że irytowało go wtrącanie się w politykę. Podejrzewał ją o bycie częścią małych intryg wielu mniej znaczących ludzi, chcących przyznania tytułu czy majątku, ale nie spodziewał się pewnie niczego więcej. I być może to było prawdą, ale jednocześnie siłą. Całe życie powtarzano jej, że lekceważenie kogokolwiek, nawet najsłabszej i najbardziej niepozornej osoby, jest proszeniem się o śmierć. 

W tym momencie jednak Dragomir dodał, jakby czytając w jej myślach:  

— Nie martw się polityką, pani. Nie taka twoja rola. Jest tyle ciekawszych rzeczy, którymi mogłabyś się zająć. — Wpatrywał się w nią intensywnie, a Rozana na chwilę znieruchomiała. Przerwał, osłaniając usta, gdy wstrząsnął nim krótki kaszel. Potem znów spojrzał na nią chłodno. — Szkoda tracić na to urodę.  

Poczuła, jak dreszcz przebiega po jej ciele i, choć trudno było utrzymać twarz pełną sztucznych emocji wymalowanych jak na płótnie, odpowiedziała mu uśmiechem, gdy podał jej dłoń, zapraszając do pierwszego tańca tego balu. 

Tylko tyle mogła. 

 

 

 

Coś złowrogiego wisiało w powietrzu, coś, co sprawiało, że Rozana nie potrafiła dać się ująć chwili. Nie wierzyła w przeczucia, ale nie mogła ignorować nieznośnego kamienia ciążącego na piersi.  

Niebo zaczynało ciemnieć. Cesarzowa była niemalże pewna, że w kolorowych przyzamkowych ogrodach, otwartych dla bogatszych mieszkańców stolicy, nikt się już nie przechadza, a ulice powoli cichły. Bal za to trwał w najlepsze. Niektórzy bez pardonu już słaniali się na nogach. Po kątach coraz głośniej mówiono o wojnie i Rozana była ciekawa, czy te wychylone kielichy wynikają z toastów za powodzenie sprawy lub za świetność cesarstwa, czy ze strachu przed tym, jak rozwój sytuacji zmieni pozycje i układy na dworze.  

Stłumiła ziewnięcie. Większość gości zasiadła już przy ławach ustawionych wzdłuż dłuższego boku sali, a trubadurzy grali spokojniej. Zakołysała leniwie pucharem, patrząc w wino, jakby miało odpowiedzieć na jakieś pytanie. Podniosła wzrok, gdy kątem oka dostrzegła, jak nieopodal ich stołu wyłania się jeden z heroldów. Dragomir już szedł w jego stronę.  

— ...Wasza Cesarska Mość będzie chciał usłyszeć wieści. — Doszło jej uszu przez szum śmiechów, brzdękających kielichów i dźwięków harfy.  

Nachyliła się, podpierając głowę na dłoni, starając się jednak, by nie było to zauważalne. Zmarszczyła nos. Nagle zza herolda wyszedł mężczyzna; wciąż w podróżnym ubraniu zabrudzonym błotem i przesiąkniętym zapachem konia chłonął widok sali i gości. Wyglądał jak wyrwany z innego świata. Cesarz ponaglająco skinął na niego ręką. 

Instynktownie wyprostowała się na tronie, ale zanim zdążyła zrobić cokolwiek więcej, mężczyźni zniknęli, wszedłszy w ukryte za czerwonymi kotarami drzwi nieopodal cesarskiego tronu. 

Rozana mimowolnie zacisnęła pięści. Zawsze pominięta, zawsze nieobecna. Pal ich licho, pomyślała. Niech bogowie strzelą w nich piorunem lub cokolwiek! Wiedziała, że dla cesarza nie stanowiła osoby godnej nawet porady, jednak niezmiennie irytowało ją, z jak wielkim lekceważeniem spotykała się na każdym kroku. Nawet nie spojrzał na nią, była tak nieistotna jak powietrze. Pokręciła głową, a perły i kamienie wszyte w jej maskę zabrzęczały ostrzegawczo, szybko jednak z powrotem przywołała na usta uśmiech. Wszyscy obserwują, przypomniała sama sobie w myślach. Poprawiła rękawiczki z tej samej butelkowozielonej tafty wybroszowanej w liście i serpentyny, z której uszyto jej suknię, i klasnęła w dłonie.  

— Czas na tańce! — zawołała, wydymając usta. 

Po chwili zaczęły formować się pary i z udawaną uwagą śledziła, kto kogo prosi, choć akurat to interesowało ją najmniej. Westchnęła i zatopiła się w myślach. 

W pewnym momencie poczuła dreszcz na karku. Instynktownie rozejrzała się po sali. Pary wciąż poruszały się na środku, wirując i prowadząc ten odwieczny taniec godowy na oczach dworu, ale wielu zaproszonych znów prowadziło rozmowy – i nic dziwnego, cesarzowa wiedziała, że lwia część przybyła tu po to, by zyskać nowe, a stare znajomości odnowić. Złowiła wtedy spojrzenie granatowych oczu. Wpatrywały się w nią, wręcz skanowały. Rozana mimowolnie zacisnęła dłoń na trzonie kielicha. Gdyby miała więcej siły, przysięgłaby, że szkło mogłoby pęknąć pod jej naciskiem.  

— Pani? 

Rozana prawie podskoczyła. Z roztargnieniem spojrzała na Katię, która pojawiła się nagle tuż obok. Aż tak się zamyśliła?  

Szybko uśmiechnęła się i rzuciła lekko: 

— Katio, gdzie zgubiłaś Cassię i Olgę?  

Debrova dygnęła, pokazując w uśmiechu drobniutkie zęby. Niebieskie oczy potrafiły wyrazić więcej niż słowa i w tym momencie wyglądała jak lis, którego nikt nie zdążył złapać podczas wyprawy do kurnika.  

— Och, nie wiem, pani — wyznała z ironicznym grymasem na twarzy. — Ostatni raz widziałam Olgę, gdy jakiś bard układał poemat o jej pięknych włosach i gładkim licu. Cassia im towarzyszyła, oczywiście. Nie odstępowała na krok. Prawie jakby chciała bronić względów Olgi, a przecież to bez sensu, głównie myślą o tym, jak zdobyć bogatych mężów — zachichotała złośliwie. — Na pewno nic im nie grozi. Oldze na pewno, Cassia bardzo jej pilnuje. 

— O to się nie martwię. — Rozana uśmiechnęła się z przekąsem.  

Katia nie znosiła Olgi, nie kryjąc się z tym przed cesarzową, bo ona przecież również nie miała do niej ogromnej sympatii. Olga Percela grała pozornie naiwne i płytkie dziewczę. To akurat Rozana rozumiała, była to jedna z bardziej typowych masek, jakie przybierały te bystrzejsze kobiety na dworze, ale coś w zachowaniu Olgi irytowało ją do głębi. Może te przesadnie teatralne, egzaltowane gesty, jakby spędziła z ojcem za dużo czasu w operach i teatrach? Rozana zresztą nie wątpiła, że Olga wszystko, co działo się w jej pobliżu, obserwowała uważnie, odnotowywała w pamięci i podszeptywała ojcu, jednemu z bardziej wpływowych i lojalnych ludzi Dragomira. Rozana niewiele więcej zaufania miała do Katii czy Casii, ale przynajmniej Katia nie ukrywała, że lubi dramaty i intrygi, najlepiej takie, które działy się obok i nie dotyczyły bezpośrednio jej. Debrova kryła w sobie pełno słodko-gorzkich skrajności, może wręcz odrobinę sadyzmu, gdy rozkochiwała w sobie młodych arystokratów i porzucała jak niemodny płaszczyk. Ckliwość i urok bywały bardzo przydatne, ujmowały kogo trzeba, gdy była posyłana z drobnymi sprawami czy liścikami. Potrafiła wiele zrobić i jeszcze więcej się dowiedzieć.  

— Słyszałaś coś ciekawego? 

Królowa plotek wreszcie była w swoim żywiole. Kata uśmiechnęła się jak mały diablik. Miała klasyczne rysy twarzy z wydatnymi ustami i może przesadnie pulchnymi policzkami, nadające jej nieco zbyt dziecinny wygląd, ale Rozana dobrze wiedziała, że to właśnie dzięki temu pozornie niewinnej aparycji dwórka niesamowicie szybko zyskiwała sobie sympatię ludzi.  

— Słyszałam parę dość interesujących rzeczy — przyznała powoli — ale wiele nieprzydatnych. Chyba że interesuje cię, pani, to, że baronowa Nester już całkowicie opuściła swojego męża.  

— Naprawdę? — Wzruszyła ramionami. — Co się stało?  

— Miała dość. Kto by się biedaczce dziwił, ja na pewno nie. Nester zdziwaczał, słyszałam, że zaczął modlić się do leśnych drzew i dalej nosi żałobę po dwóch synach. Po ośmiu latach! Ale podobno nie zniósł hańby, gdy baronowa go rzuciła, i teraz jest już gdzieś na Oriencie. Pewnie uczy się tańca brzucha z jakąś niewolnicą.  

Zabrzmiało to tak absurdalnie, że cesarzowa zachichotała.  

— Niegodnie tak mówić o baronostwie, Katio. 

— Co poradzę, pani, przecież to sama prawda! Ja tylko powtarzam, naprawdę! — podkreśliła Katia. Zaraz wskazała delikatnie dłonią nieco na zachód, na jeden z krańców wielkiej sali. Stała tam lady Gorsna. Rozana skrzywiła się. — To cię pani, zainteresuje. O lady Gorsnej mówią, że zachciała być dzisiaj kurwą, i nie dziwię się, nigdy nie widziałam tak obwieszonej biżuterią kobiety. Może obrabowała cesarski skarbiec? Kto wie. — Uśmiechnęła się z politowaniem. — Jej nowy kochanek nie pochodzi z cesarstwa, ponoć zręczny z niego mężczyzna, na pewno młodszy o połowę, może więcej. Może liczy na jej majątek? Trochę czcze życzenie, hrabia Gorsny przecież żyje i ma się dobrze. Ale, co ciekawe, ten jej kochanek ma zaskakująco gładką skórę. To dość zabawne przejęzyczenie. 

— Ach, tak? 

— Jak myślisz, pani, ile osób myli słowo „dekoracja” z „depilacją”?  

Rozana zaśmiała się nieco wymuszenie. Katia to dostrzegła, bo widocznie postanowiła dać spokój. Zapytała ciszej:  

— Interesuje cię, pani, hrabia Mrozow? 

Rozana spojrzała na nią z ożywieniem. Wreszcie coś konkretnego, pomyślała z ulgą. Ileż można słuchać bzdur.  

— Mów. 

— Specjalnie cały wieczór spędziłam z jego synem. — Katia zaśmiała się dla niepoznaki, ale zaczerwieniła aż po linię brązowych włosów upiętych w zgrabny koczek. — Rozmawiałam z nim długo, opowiedział mi o ich rodzinnej posiadłości, o podróży, ale unikał tematu ojca, nie chciał o nim mówić. — Coś więcej, Katio? Bo samo to, że flirtowałaś z przyszłym hrabią, nie jest twoim szczególnym wyczynem. 

— Oczywiście! — żachnęła się zawstydzona. — Aleksiej dostał imienne zaproszenie na bal, pani. To nie jest tak, że ojciec zabrał go z własnej woli. Nie, cesarz sobie tego zażyczył. — Spojrzała na cesarzową z urazą. — To jego pierwsza wizyta na dworze, pani, od czterech lat, gdy zmarł stary cesarz. Nie mówi o tym chętnie. Czuję, że coś się za tym kryje.  

Rozana powoli skinęła. Z pewnością kryło się za tym coś więcej; na dworze nic nie działo się przypadkiem, każde wydarzenie, słowo i decyzja połączone były ze sobą całą siecią zależności. Kto pozwalał sobie na nieostrożność, ginął.  

— To faktycznie ciekawe, Katio — przyznała lekkim tonem, chcąc udobruchać urażone ego Debrovej. — Nikt inny nie mówił o ich powrocie na dwór? — zapytała właściwie bardziej samą siebie, marszcząc brwi. — Cokolwiek twierdzi Dragomir, nie wybacza tak łatwo. Niemożliwe, by nikt tego nie komentował. Na bogów, to przecież niepodobne do Dragomira, by tak lekko przywrócił kogoś na dwór. Na pewno mają mnóstwo teorii na ten temat.  

— Nikt nie wie nawet tego, co ja, pani. Ale obiecuję, postaram się bardziej. — Katia spuściła teatralnie głowę.  

— Staraj się, staraj — zaśmiała się Rozana. — Może jeszcze zostaniesz przyszłą hrabiną, kto wie?  

Może to i lepiej, że młody Mrozow najwidoczniej się jej spodobał, pomyślała Rozana. Nie będzie musiała sama sugerować Katii, by trzymała się blisko i słuchała uważnie wszystkiego, co powie. Sama nie odstąpi go na krok, nie da też żadnej innej kobiecie się zbliżyć. To dawało duże możliwości. Katia wzbudzała zaufanie, a przede wszystkim była młodą, ładną arystokratką bez oficjalnie ogłoszonych zaręczyn, choć podobno jej ojciec nieustannie dostawał propozycje wydania córki. Rodzina wkładała ogromne fundusze w jej prezencję i Rozana nie wątpiła, że to zaprocentuje. Byleby tylko Aleksiej Mrozow dał się na to złapać.  

Zamilkły na chwilę. Rozana pogładziła bezmyślnie trzonek kielicha.  

— Mówią coś o Maurii Tyrone? 

Katia spojrzała na nią z zastanowieniem. Wydawała się zaskoczona pytaniem.  

Rozana spojrzała w stronę, gdzie wcześniej stała dworska magini. Mogłaby przysiąc, że jeszcze przed momentem wciąż ją obserwowała swoim granatowym, ciężkim spojrzeniem, ale teraz stała odwrócona plecami.  

— Magini? Niewiele. Tylko tyle, że odesłała kolejnego adoratora. Kłębią się przy niej i kłębią, ale odrzuca wszystkich. Mówią, że ma serce ze stali.  

Rozana przytaknęła. Nie oczekiwała informacji tego rodzaju, ale sama tak naprawdę nie wiedziała, co chciałaby usłyszeć.  

Mauria była zawsze obecna na wszelkich balach i wydarzeniach, a mimo to Rozana nie miała żadnej sposobności zamienić z nią choćby słowa. Wiedziała o niej tyle, ile mówiono w plotkach. Młoda, ambitna magini ponoć zjawiła się kilka lat temu jakby znikąd, a jednak błyskawicznie wyniesiono ją na dwór jako jedyną dworską maginię. Z rudymi włosami ściętymi na pazia wyróżniała się tle innych kobiet na sali, bo te miały zmyślnie, czasem karykaturalnie utrefnione koki i upięcia. Jej granatowa suknia była też dużo skromniejsza w kroju, nietypowo uszyta z atłasu; materiał z daleka wydawał się głęboki i mroczny. Jedyne, co Rozanie zawsze nie pasowało w jej stroju, to rękawiczki tak długie, że sięgały pod rękaw sukni. Nigdy nie widziała, by którakolwiek dama nosiła takie.  

Na pewno nie mogła dziwić się powodzeniu magini, bo, choć nieszczególnie urodziwa, biła od niej pewna aura tajemniczości i siły, która mogła przyciągać mężczyzn. Przyciągnąć mogła też jej oczywista pozycja na dworze – żaden inny mag nie mógł przekroczyć muru zamku bez osobistego zaproszenia cesarza, trudne byłoby więc zastąpienie jej bez uknucia intrygi obejmującej samego władcę.  

— Podobno miała wizję — odezwała się nagle Katia, a Rozana drgnęła. — O wojnie.  

— O wojnie — powtórzyła nieco bezmyślnie.  

Nic nie wydawało się przypadkowe. 

Kiedy dwórka odeszła, Rozana nie mogła opędzić się od wrażenia, że jest nieustannie obserwowana przez ołowiane spojrzenie Maurii Tyrone.  

 

 

 

 

— Pochlebco! — Zaśmiała się nieco wymuszenie. Zaczynały ją boleć policzki od nieustannego uśmiechania się.  

— Po cóż szukać Królowej Balu, skoro najpiękniejszą jesteś ty, Wasza Wysokość?  

Idź już, błagam, przemknęło jej przez myśl, ale uśmiechnęła się promiennie. Ilekroć patrzyła na swojego rozmówcę, wydawało jej się, iż widziała setki podobnych mężczyzn; choć postawny i zadbany, wyglądał jak każdy i jednocześnie nikt konkretny. Bardziej wyróżniało go jego imię Alastar i dziwnie zimne zielononiebieskie oczy. 

— Nie godzi się tak schlebiać nawet cesarzowej. 

Rozłożyła wachlarz i zasłoniła nim dolną połowę twarzy, z udawaną uwagą patrząc na mężczyznę. Nie mogła skupić się nawet na chwilę. Kątem oka zauważyła szkarłatnoczerwony strój Mrozowa ledwie kilkadziesiąt kroków dalej; przyciągał jej wzrok z nie mniejszą siłą niż Mauria Tyrone. Zaciskała więc dłonie w pięści, zabawiana rozmową przez ludzi, którzy najmniej ją interesowali.  

Dlaczego cesarz miałby go zaprosić na bal? Po co ściągnął jego syna? By pokazać, kto dysponuje władzą? Czemu więc nie kazał go ściąć? Wiedziała, że każdy arystokrata obecny na sali miał pewne sekrety — jak małe rysy na szkle, które widać jedynie wtedy, gdy się o nich wie. Dragomir o owych skazach na przeszłości pamiętał, ba, wykorzystałby je właśnie w takich sytuacjach.  

Tylko jaką rysę miał na sobie Mrozow? 

Sama na miejscu hrabiego zapadłaby się pod kamień w najdalszym końcu kraju, ukryłaby się nawet przed oficjalnym zaproszeniem na dwór. Spojrzała na starego Mrozowa w czerwonym stroju, a potem na syna ubranego w granatowy wams ze srebrnymi spodniami. Nie mogła się dziwić, że zainteresował Katię; był wysoki, szczupły, a przy tym wyglądał na silnego i zdecydowanego. Nie odmówiłaby mu przystojnej twarzy, którą odsłonił, wiążąc jasnobrązowe włosy na karku jak ojciec, niekoniecznie zgodnie z tym, co stanowiła dworska moda. Aleksiej miał zresztą nazwisko i bogatą historię rodową, więc Katia i w tym pewnie widziała niezwykłe zalety przyszłego hrabiego.  

Zatopiła się w myślach do tego stopnia, że najpierw zlekceważyła ciche kliknięcie ukrytych za tronem drzwi, a potem milczące wycofanie jej rozmówcy. Odwróciła się dopiero, gdy usłyszała za sobą głos.  

— Cóż tak zaprząta waszą głowę, pani? 

Przebiegł jej zimny dreszcz po plecach, gdy spojrzała prosto w twarz Dragomira. Świdrował ją wzrokiem.  

Jeżeli nie zapytam, nie dowiem się wcale, przemknęło jej przez myśl. To jedyna okazja.  

— Jakież wieści przyniósł posłaniec? — Starała się jak mogła, by zabrzmiało to od niechcenia.  

— Żadne, które by cię zainteresowały — odparł zdawkowo. — Sprawy moje i rady są twoim ostatnim zmartwieniem. Nieistotne dla ciebie.  

— Ależ jak to nieistotne, wieści ważne dla kraju dla mnie również są ważne, zwłaszcza woj... — zaczęła, ale nie zdążyła dokończyć. Poczuła szarpnięcie i ciepły oddech na szyi. Sapnęła ze zdziwienia, gdy dotarło do niej, jak mocno trzymał jej dłoń i z jaką stanowczością przyciągnął do siebie, lecz tak, by inni nie zauważyli gwałtownego ruchu. 

— Powiedziałem już. I mówiłem wcześniej — szepnął ostro nad jej uchem. — To nie twoja rola.  

Nie moja, powtórzyła w myślach Rozana. I choć wiedziała od dawna, że cesarz sprowadza ją do jednej jedynej powinności i niczego więcej, coś ciężkiego osiadło na jej piersi.


Tagi:

Awatar użytkownika
Briala
Kieszonkowy dyktator
Kieszonkowy dyktator
Posty: 434
Zobacz teksty użytkownika:

Zmierzch dawnego porządku (fragment powieści)

Post#2 » 30 sty 2020, o 12:09

Nie wątpiła, że cesarz rozgrywa niekończącą się potyczkę szachów, w której pionków było więcej, niż ona mogłaby zliczyć, i że aby osiągnąć cel, postąpiłby zawsze zgodnie ze swoim zdaniem, nie licząc się nawet z opiniami możnych, ale spodziewała się, że cesarz prędzej znajdzie powód, by Mrozowa ściąć za zdradę[,] niż by go sprowadzić do stolicy.
 

 

— Jak miłościwie z twojej strony, Panie.
 

To nie forma epistolarna, piszemy małymi literkami. :D 

 

Poczuła dreszcz biegnący wzdłuż kręgosłupa, uśmiechnęła się niewinnie i odwróciła wzrok, wachlując się nieco zbyt nerwowo. Gorąco rozlało się po jej policzkach, a serce przyspieszyło tak, że odczuła je szarpiące się jak ptak zamknięty w klatce, którą dla niej był gorset. Czuła na sobie wzrok cesarza. Bała się nawet spojrzeć.
 

 

Cesarz nie był porywczy ani głośny - był za to mistrzem chłodu, który potrafił zmrozić i przerazić mimo pozornie spokojnych odpowiedzi.
 

Mistrz chłodu brzmi trochę patetycznie w zły sposób (moim zdaniem) 

 

— Nigdy nie martw się polityką, pani. Nie taka twoja rola. Jest tyle ciekawszych rzeczy, którymi mogłabyś się zająć - wycedził przez zęby. - Szkoda tracić na to urodę.
 

Warto poprawić na pauzy. :P 

 

Zabrzmiało to jak ostrzeżenie.
 

Wydaje mi się, że to zbędna łopatologia. Wiemy po samych słowach Dragomira i tym, w jaki sposób to powiedział, że to brzmi jak groźba. 

 

Nie była nawet zainteresowana tym, co znajdowało się w półmisach, na talerzach i w dzbanach przed nią, nie miała zamiaru nawet sprawiać pozorów, że, jak większość, myślała tylko o tym, by zjeść i napić się tyle, ile tylko jest się w stanie.
 

 

Gdy większość gości zasiadła przy długich ławach ustawionych wzdłuż dłuższego boku sali, a trubadurzy grali coraz spokojniej, nieopodal ich stołu wyłonił się jeden z heroldów. Rozana usłyszała, jak herold, szepcząc, zapowiedział mężczyznę, który stał parę kroków za nim.
 

Drugi herold niepotrzebny, wiemy, że to on go zapowiedział, bo na to wskazuje ostatni podmiot. 

 

Nawet nie spojrzał na nią, kogoś tak nieistotnego jak powietrze.
 

Chyba czegoś tu zabrakło. 

 

— To ciekawe, ale niekoniecznie przydatne, Katio. Dlaczego Mrozow dostał zaproszenie? Nikt inny nie mówił o tym? - zmarszczyła brwi. - Cesarz nie wybacza tak łatwo, na pewno obeszło to innych.
 

Pauzy. 

 

Wiedziała, że każdy arystokrata obecny na sali miał pewne sekrety — jak małe rysy na szkle, które dostrzega się jedynie wtedy, gdy się o nich wie. I była pewna, że Dragomir o owych rysach na przeszłości pamiętał, ba, wykorzystałby je właśnie w takich sytuacjach.
 

Wcześniej powtarzasz te same zdania. :P 

 

Mówiłam Ci już wcześniej, że uwielbiam sposób, w jaki piszesz. Strasznie podoba mi się Twoja narracja, pięknie ją prowadzisz, a jednocześnie nie męczysz przesadyzmem. Bardzo lubię też tematy polityczne i podoba mi się sposób przedstawienia Rozany. Byłoby wybornie, gdyby cesarzowa okazała się nieco bardziej groźna na dworze, niż myśli o tym Dragomir. :D

I do not over-intellectualise the production process. I try to keep it simple: Tell the damned story. 

—Tom Clancy


Awatar użytkownika
Cam
Random Cruelty Generator
Random Cruelty Generator
Posty: 6431
Zobacz teksty użytkownika:

Zmierzch dawnego porządku (fragment powieści)

Post#3 » 30 sty 2020, o 12:52

Dzięki ślicznie! Bardzo się cieszę, że ci się podobało. To miły kop, aż chce się poprawiać i pisać dalej. Nawet przysiadłam do pisania kolejnej sceny, na którą nie mogę patrzeć od dawna :D  

Uff, błędy już poprawiłam w swoim pliku, po pracy wrzucę poprawioną wersję na forum.


Awatar użytkownika
Woogi
zaczarowane ostrze
zaczarowane ostrze
Posty: 156
Zobacz teksty użytkownika:

Zmierzch dawnego porządku (fragment powieści)

Post#4 » 30 sty 2020, o 13:44

Przeczytałam i czekam na ciąg dalszy. :) 

Fajnie zarysowujesz fabułę, relację między postaciami (ach, ten "mistrz chłodu" :D ). Czuć atmosferę dworu z jego niepublicznym, podskórnym życiem.


Awatar użytkownika
Gorgiasz
gladius tytanów
gladius tytanów
Posty: 1481
Zobacz teksty użytkownika:

Zmierzch dawnego porządku (fragment powieści)

Post#5 » 30 sty 2020, o 15:51

Będę bardzo dźwięczna za wszystkie uwagi i choćby najmniejsze myśli. 
 

Do usług. Obrazek 

 

Poranki rozpoczynały się na długo przed świtem.  
 

Ładne zdanie na początek. 

 

której nie godziło dotknąć słońce i o którą dbano bardziej,
 

Tutaj jest coś nie tak. Mogłoby być „nie godziło się” albo „nie śmiało dotknąć słońce”. (?) 

 

Balia została wyniesiona z pokoju tak szybko, jak się tam znalazła. Gdy tylko cesarzowa wyzwoliła się z tkanin, którymi wycierano jej ciało, już pojawiła się służąca z muślinowymi pończoszkami,
 

Za dużo „się”. 

 

Często zastanawiała się, kto komu służył.  
 

Bardzo trafna refleksja. 

 

Dzień dopiero się zaczynał, a jego koniec zwieńczony balem wydawał się tak odległy, jak gdyby miał wydarzyć się dopiero za rok.  Spojrzenia skierowały się w stronę cesarzowej,
 

„się” 

 

Cesarz rzeczywiście nie był zainteresowany, widziała to po tym, że z większą uwagą omiatał spojrzeniem salę, jakby rejestrował, kto pojawił się i kto w czym towarzystwie stoi.
 

„czyim” 

 

Myślała, że Mrozow swoim byciem pod prąd wobec nie tylko cesarza,
 

„byciem pod prąd” nie brzmi najlepiej. 

 

Nie wątpiła, że cesarz rozgrywa niekończącą się potyczkę szachów, w której pionków było więcej, niż ona mogłaby zliczyć, i że aby osiągnąć cel, postąpiłby zawsze zgodnie ze swoim zdaniem, nie licząc się nawet z opiniami możnych, ale spodziewała się, że cesarz prędzej znajdzie powód, by Mrozowa ściąć za zdradę niż by go sprowadzić do stolicy. Wszystko w końcu dało się sfabrykować tak, by nawet najbardziej honorowy człowiek okazał się knującym przeciw cesarstwu łgarzem, którego skazano by na śmierć ku uciesze tłumu. Wiedziała, że każdy arystokrata obecny na sali miał pewne sekrety — jak małe rysy na szkle, które dostrzega się jedynie wtedy, gdy się o nich wie.
 

„się” 

 

uśmiechnęła się niewinnie i odwróciła wzrok, wachlując się nieco zbyt nerwowo. Gorąco rozlało się po jej policzkach, a serce przyspieszyło tak, że odczuła je szarpiące się jak ptak zamknięty w klatce, którą dla niej był gorset. Czuła na sobie wzrok cesarza. Bała się nawet spojrzeć.  
 

„się” 

Dalej bywa czasem podobnie, ale nie będę już na to zwracał uwagi. 

 

Dwórki za to wyglądały jak zające strzyżące uszami.
 

„strzygące” 

 

Cesarz nie był porywczy ani głośny
 

Głośny cesarz? Hm... 

 

Wiedziała, że nie zadowalało go w jej wtrącanie się w politykę, co robiła najczęściej celowo, ale czasem też nieopatrznie.
 

„w” niepotrzebne. 

Nie wiem też, czy określenie "zadawalało" jest tutaj właściwe (odpowiednie).  

 

Wiedziała, że podejrzewał ją o bycie częścią małych intryg wielu mniej znaczących ludzi, którzy chcieliby przyznania jakiemuś szlachcicowi tytułu czy majątku, ale przy tym lekceważeniu, jakim ją obdarzał, nie spodziewał się pewnie niczego więcej. Miał ją za za naiwną dziewczynę, która, choć przygotowywano ją przez całe życie do zostania żoną kogoś znaczącego,
 

Cztery razy „ją”. 

 

I być może to częściowo było prawdą, ale jednocześnie jej siłą. Całe życie powtarzano jej, że lekceważenie kogokolwiek,
 

Powtórzone „jej”. Pierwsze bym usunął. 

 

Rozana poczuła, jak zimny dreszcz przebiega po jej ciele, i choć trudno było jej utrzymać twarz bez emocji wymalowanych na niej jak na płótnie, odpowiedziała mu uśmiechem. 
 

jw. 

 

Gdy większość gości zasiadła przy długich ławach ustawionych wzdłuż dłuższego boku sali,
 

„długich – dłuższych”: powtórzenie. 

 

jednak niezmiennie irytowało ją, z jak wielkim lekceważeniem traktował ją na każdym kroku.
 

„ją” - powtórzone. 

 

Jej niebieskie oczy potrafiły wyrazić więcej niż jej słowa i w tym momencie wyglądała jak lis, którego nikt nie zdążył złapać podczas wyprawy do kurnika. Miała klasyczne rysy twarzy z wydatnymi ustami i może nieco zbyt pulchnymi policzkami, nadające jej zupełnie niewinny wygląd,
 

„jej” 

 

choć podobno jej ojciec nieustannie dostawał propozycje wydania córki. Jej rodzina wkładała ogromne fundusze w prezencję córki i Rozana nie wątpiła, że to zaprocentuje. Dziś miała na sobie suknię niewiele mniej zdobną niż sama cesarzowa, a we włosach wpięto jej ogromną spinkę wysadzaną perłami.
 

„jej” 

 

nie dość, że były ciaśniejsze i sztywniejsze niż jakiekolwiek, jakie znała, to były tak przesadnie zdobione, że aż można było dostać oczopląsu.
 

Były – były – było  

 

więc cichy szelest włosia pędzla płótna towarzyszył Rozanie od rana.
 

W trakcie malowania obrazów nigdy nie słychać szelestu pędzla. 

 

Natomiast ogólnie trudno mi coś powiedzieć, gdyż nie jest to moja bajka. Może tylko poświęciłbym więcej uwagi przedstawieniu scenerii, uzupełniającej nastrój stosowny do okoliczności. Opis balu – jak rozumiem ważnego wydarzenia – wydał mi się nazbyt powierzchowny, pozbawiony splendoru, wspomnianego przepychu (jak brzmiała muzyka? jakie odtwarzano figury taneczne? jakie stroje? etc) – trochę bym rozwinął. Pogłębiłbym też opis relacji między cesarstwem, a także wnikliwej scharakteryzował obie postacie (skąd wynika ich taki, a nie inny wzajemny stosunek? - choć może to będzie później uzupełnione).


Awatar użytkownika
Karen
Mistrzyni tortur narzędziami dentystycznymi
Mistrzyni tortur narzędziami dentystycznymi
Posty: 1867
Zobacz teksty użytkownika:

Zmierzch dawnego porządku (fragment powieści)

Post#6 » 31 sty 2020, o 19:35

Technikalia wymienili poprzednicy, więc ja pozwolę sobie ograniczyć się do wrażeń typowo czytelniczych, czyli tych odnoszących się do ogólnych wrażeń dotyczących lektury. :D 

Zgadzam się z Brialą - ja również lubię Twój styl pisania i sposób narracji. 

Jednak nie ukrywam, że rozdział był dla mnie trochę nużący, ale tu zapewne spore znaczenie ma fakt, że nadworne życie, bale i polityczne intrygi to zupełnie nie moja bajka. Mimo to udało Ci się zainteresować mnie na tyle, żebym chciała dać tekstowi szansę i sprawdzić, co dalej. 

Przede wszystkim dlatego, że interesuje mnie zarówno postać cesarzowej, jak i cesarza. Mam cichą nadzieję, że z czasem pokażą się z innej strony, a może i ich relacja ukaże się w ciekawszym świetle albo dojdzie do jakiś ciekawych interakcji, gdzie cesarzowa pokaże trochę rogów, a cesarz odsłoni nieco więcej swojej osobowości spod chłodnej maski władcy. Mogę się mylić, czas pokaże. ;)

Jeśli nie wiesz, co masz dalej zrobić, to zrób sobie kawę.

szczepantrzeszcz
Szczepan I Złotousty
Szczepan I Złotousty
Posty: 2860
Zobacz teksty użytkownika:

Zmierzch dawnego porządku (fragment powieści)

Post#7 » 31 sty 2020, o 22:17

Co można powiedzieć, kiedy niedokończone? Chyba tylko tyle, że pragnienie władzy w każdych czasach i na każdym szczeblu takie samo. Z tego, co przeczytałem, owa uniwersalna prawda wynika w sposób jasny i prosty, poza tym czytało się lekko. 

 

Gorgiasz i Bri wykonali solidną robotę, jak naniesiesz poprawki, ja również wpiszę się do książki życzeń i zażaleń :))


Awatar użytkownika
Cam
Random Cruelty Generator
Random Cruelty Generator
Posty: 6431
Zobacz teksty użytkownika:

Zmierzch dawnego porządku (fragment powieści)

Post#8 » 1 lut 2020, o 09:45

Gorgiasz pisze:Natomiast ogólnie trudno mi coś powiedzieć, gdyż nie jest to moja bajka. 

 

Karen pisze:Jednak nie ukrywam, że rozdział był dla mnie trochę nużący, ale tu zapewne spore znaczenie ma fakt, że nadworne życie, bale i polityczne intrygi to zupełnie nie moja bajka. Mimo to udało Ci się zainteresować mnie na tyle, żebym chciała dać tekstowi szansę i sprawdzić, co dalej.
 

 

Zabawne jest to, że odkąd przybłąkał mi się ten pomysł z dziesięć lat temu (a może więcej), to też przestała być moja bajka :D Niemniej staram się go wreszcie dokończyć, poza tym to też jakieś wyzwanie, by coś, co jest mało strawnym, spróbować zrobić całkiem przyjemnym. Wychodzi, jak wychodzi, ale teraz na pewno więcej wiem o tym, w jaką stronę pójść, i chyba wrócę do jednej koncepcji, którą wycięłam z tego tekstu przy pisaniu poprzedniej wersji.  

Ślicznie dzięki za komentarze!  

 

Szczepanie, wrzuciłam wersję poprawioną, ale wprowadzałam poprawki nieco na szybko, bo dziś wyjeżdżam i przez najbliższy tydzień byłoby mi ciężko do tego przysiąść. Jeżeli coś nabroiłam po drodze, należy bić :D


Awatar użytkownika
Monone
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 87
Zobacz teksty użytkownika:

Zmierzch dawnego porządku (fragment powieści)

Post#9 » 26 mar 2020, o 11:13

Bardzo podoba mi się język i sposób narracji.  

Świetnie przedstawiłaś postać cesarzowej - widać, że bycie pionkiem jej przeszkadza, ma ambicje.  

Generalnie bardzo klarowni bohaterowie, mimo, że fragment krótki. Nawet Dragomir, choć pojawia się tylko parę razy, jest wyraźny.  

 

Co do potknięć, niezgrabności. Spójrz proszę na ten akapit: 

Dusana wiedziała, że stanowi epicentrum zdarzeń. Środek tego małego wszechświata. Wpatrywali się w nią, jakby była najważniejszą istotą na świecie. I choć duma krzyczała z radości, czuła ciężar, który nagle przygniótł barki. Omiotła spojrzeniem salę balową. Splendor, piękno, rozmach, muzyka. Hrabiowie, lordowie, arystokraci. Pyszne suknie, haftowane misternie kaftany i maski tak zdobne, że tylu klejnotów nie widziały niektóre z jej tiar. Wszystko, co tylko krzyczeć o chwale i świetności.
 

Czytałam go kilkukrotnie na głos i ostatnie zdanie trzeszczy w uszach. Z kontekstu, rzecz jasna, wiadomo o co chodzi, ale może lepiej zamiast "co tylko" myślę, że lepsze byłoby "zdawało się" lub zwyczajnie "Wszystko krzyczało". 

 

Druga kwestia: czasami budujesz bardzo rozbudowane zdania. Nie raz dobrze to wychodzi, ale jest taki moment, gdzie aż się proszą by je rozdzielić. 

Na przykład tutaj: 

Nie wątpiła, że cesarz rozgrywa niekończącą się potyczkę szachów, w której pionków było więcej, niż ona mogłaby zliczyć, i że aby osiągnąć cel, postąpiłby zawsze zgodnie ze swoim zdaniem, nie bacząc nawet na opinie możnych, ale spodziewała się, że cesarz prędzej znajdzie powód, by Mrozowa ściąć za zdradę, niż by go sprowadzić do stolicy.
 

Wstawiłabym tam kropkę. 

 

Co trzeba jednak oddać. 

Całość wciągająca, czyta się bardzo dobrze.  

Liczę na więcej.


Awatar użytkownika
Cam
Random Cruelty Generator
Random Cruelty Generator
Posty: 6431
Zobacz teksty użytkownika:

Zmierzch dawnego porządku (fragment powieści)

Post#10 » 26 mar 2020, o 11:47

Ślicznie dziękuję za komentarz. Dzięki za uwagi, poprawiłam już w tekście.  

Zastanawiałam się nad wrzuceniem kontynuacji, ale od momentu dodania tego na forum przerobiłam rozdział I, a przez to, że rozszerzyłam go o parę rzeczy i nie do końca jest to ten sam tekst, siłą rzeczy wypadałoby go wrzucić jako nowy temat, a to już... Nie do końca mi się uśmiecha zadręczać forumowiczów kolejną wersją balu maskowego :D  

Ale dziękuję jeszcze raz, naprawdę się cieszę, że spodobało ci się. Od razu chce się pisać dalej.


szczepantrzeszcz
Szczepan I Złotousty
Szczepan I Złotousty
Posty: 2860
Zobacz teksty użytkownika:

Zmierzch dawnego porządku (fragment powieści)

Post#11 » 26 mar 2020, o 11:54

Warto w tym samym wątku wrzucić. Taki zabig przyniesie informację, jak Twój tekst się rozwija. Z punktu widzenia kogoś, kto analizować lubi, informacja może być wartościowa.

Awatar użytkownika
Monone
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 87
Zobacz teksty użytkownika:

Zmierzch dawnego porządku (fragment powieści)

Post#12 » 26 mar 2020, o 12:00

Zawsze możesz wrzucić dla chętnych. Pewnie się znajdzie parę osób, które zweryfikują ze starą wersją. Osobiście czekam jednak na jakiś ciekawy zwrot :D. Dobrze byłoby teraz kopnąć jakoś w żyć Rozanę hehe

Awatar użytkownika
Cam
Random Cruelty Generator
Random Cruelty Generator
Posty: 6431
Zobacz teksty użytkownika:

Zmierzch dawnego porządku (fragment powieści)

Post#13 » 26 mar 2020, o 12:16

W takim razie wrzuciłam :D  

Będę wdzięczna za każde uwagi, bo tyle razy czytałam już ten tekst, że aż w oczach mi się mieni od literek i pewnie przegapiłam oczywiste babole. 

 

Swoją drogą póki co pisanie idzie obiecująco (nie wliczając ostatnich paru dni, bo mam zastój), mam już pewnie ponad 200k zzs tekstu (dziewięć rozdziałów). Bardzo chętnie bym wrzuciła jeszcze parę początkowych fragmentów, ale wiecie, jak jest z tasiemcami - nie czyta ich się najprzyjemniej w sieci, więc nie nastawiałam się na publikowanie na forum ze względu na czytelników ;)


Jerzy Sowiński
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 35
Zobacz teksty użytkownika:

Zmierzch dawnego porządku (fragment powieści; wersja poprawiona z 26 marca)

Post#14 » 26 mar 2020, o 12:59

Namalowany słowami obraz życia dworskiego, tak, by mógł zawładnąć wyobraźnią. Na razie klimat jest jeszcze w miarę spokojny, ale już coś czuć, że będą rozwijały się intrygi i romans. 

Chciałem dopisać, że Mrozow jest napisany w wersji spolszczonej a Katia Debrovska w wersji zanglizowanej, ale po poprawce Katia straciła swoje nazwisko, więc to już jest nieaktualne. 

Widać sporo serca (a zapewne też i czasu) włożone w tą powieść.


Awatar użytkownika
Monone
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 87
Zobacz teksty użytkownika:

Zmierzch dawnego porządku (fragment powieści; wersja poprawiona z 26 marca)

Post#15 » 26 mar 2020, o 13:47

Bardzo dobrze, że dodałaś scenkę egzekucji. 

Oprócz dworskich intryg, przepychu i sztuczności pojawiła się też groza. 

Teraz też, dzięki temu, że dodałaś kilka dialogów, akcja idzie szybciej.  

Dobrze to wyszło. 

Widać, że Rozana bardzo interesuje się państwem i robi co może, żeby jednak być na bieżąco. 

 

Nie wiem czy tylko mnie wieje tutaj carską Rosją - może przez nazwiska? Podoba mi się ten klimat. 

 

Na koniec jedno, co rzuciło mi się w oczy: 

Kim ten służący był, nikt nie wiedział, bo zaginął jak kamień w wodę, pewnie naprędce wtrącony do lochu.
 

"przepadł" - brzmiałoby zgrabniej. 

 

Co do tasiemców.  

Osobiście nie robi mi różnicy na jakim nośniku czytam. Ktoś kiedyś doradzał mi, żeby większe teksty wrzucać na Wattpad ale szczerze nie jestem do niego przekonana. Widzę, że na tym forum ludzie starają się jednak o merytoryczne komentarze.


Wróć do „Opowiadania i fragmenty powieści”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 4 gości