morderstwo w czasach zarazy (izolatka edition) cz. 1

Długa proza: fragmenty powieści, długie opowiadania i inne teksty dużej objętości. Mile widziane wszelkie możliwe gatunki literackie i teksty, które nie mieszczą się w dziale Miniatury i drabble. Prosimy o odpowiednie tagowanie tekstów!
Regulamin forum
W tym dziale należy publikować opowiadania, powieści oraz inne długie formy prozatorskie. Utwory krótkie (drabble, miniatury, krótkie opowiadania) publikujemy w dziale "Miniatury i drabble". 

 

Przydatne definicje 

drabble – krótka forma literacka licząca dokładnie sto słów 

 

miniatura literacka (short story) – krótki utwór składający się z mniej niż 7 500 znaków 

 

opowiadanie – krótki utwór epicki o prostej akcji, niewielkich rozmiarach, najczęściej jednowątkowej fabule, pisany prozą 

 

powieść – długi utwór narracyjny opisujący rozbudowany ciąg zdarzeń 

 

Jeżeli twój tekst jest dłuższy niż objętość dopuszczalna przez skrypt, należy go podzielić na części. Każda część musi znaleźć się w osobnym temacie i nie przekraczać ww. objętości. 

Nazwa tematu powinna składać się z tytułu tekstu. Dodatkowo, dla tekstów wieloczęściowych, w tytule należy podać numer części, na przykład "Tytuł - część 1". W przypadku publikowania fanfiction, należy podać źródło w nawiasie kwadratowym, przykładowo: "[Harry Potter] Tytuł opowiadania".  

Każdy tekst należy odpowiednio otagować. Tagi wybieramy z pola pod tytułem tematu. Listę tagów oraz ich podział można znaleźć na podstronie. Dla publikacji wieloczęściowych funkcjonuje dodatkowy tag tekst wieloczęściowy, a dla fanfiction fandomowe (np. fanfiction-harry-potter).

Awatar użytkownika
Mszczuj
zaklęty miecz
zaklęty miecz
Posty: 298
Zobacz teksty użytkownika:

morderstwo w czasach zarazy (izolatka edition) cz. 1

Post#1 » 19 mar 2020, o 23:04

Otwieram Worda i patrzę na komunikat w dolnym rogu ekranu. Mówi „witamy ponownie” a ja myślę sobie „jacy, kurwa panowie?”. Myślę, że kiedyś zabrnę tak głęboko w swojej chorej głowie w myśli, które nikogo nie obchodzą, że sam się ugryzę w język i nie przeleję ich na papier. Kiedyś. 

 

 

Antoni Gagatek wyszedł z mieszkania. Starannie zamknął drzwi na oba zamki. Zszedł po schodach. Z najbliższego przystanku złapał autobus do pracy. Wszedł do biura, powiedział kilka razy „dzień dobry”. 

Na lunch kupił sobie zestaw obiadowy. Zjadł z kolegami i koleżankami przy stole w kuchni. Opowiedział śmieszną historię, którą opowiedziała mu żona. 

O szesnastej wyłączył komputer i wyszedł z biura. Wsiadł w autobus powrotny. 

Jego żona Jadwiga Gagatek czekała w domu z obiadem do siedemnastej. Spróbowała zadzwonić kilka razy. Miał wyłączony telefon. Zadzwoniła na policję. 

 

Komisarz Juś z wydziału zabójstw przyjechał na miejsce zbrodni pół godziny po północy. Powietrze było zimne i wilgotne. Wysiadł z Forda Focusa na miękki piasek i ostrożnie stawiając kroki na ciemnym podłożu, poszedł w stronę rozstawionych przez techników lamp. 

Zwłoki były zmaltretowane. Ofiara została uderzona wielokrotnie ciężkim przedmiotem. Mogła to być metalowa rurka, pałka, klucz francuski albo coś w tym stylu. Raczej nie młotek, bo smugi po uderzeniach nie były zakończone wielkimi siniakami, jakie zostawia główka młotka. 

Denat leżał na boku, miał otwarte usta i oczy. Był ubrany w kurtkę, koszulę, materiałowe spodnie i skórzane tenisówki. Spodnie były podarte na kolanach, co sugerowało, że upadł na nie na jakąś twardą powierzchnię, na przykład betonowy chodnik. Kurtka i koszula były obryzgane krwią z licznych ran na twarzy. Buty były czyste, nie oblepione piaskiem. 

Komisarz założył gumowe rękawiczki i obszukał kieszenie denata w poszukiwaniu portfela. Nic. 

- Znaleźliście w pobliżu portfel? – Zapytał jednego z kolegów badających miejsce zbrodni. 

- Nic. 

- Ślady opon? 

- Kilka, sporo tu w dzień wędkarzy. 

- Pożyczysz mi latarkę? 

Ktoś podał mu małą, ledową latarkę. Zapalił ją i odszedł w stronę swojego auta, bacznie badając grunt pod nogami. Nie dostrzegł nic interesującego. Liczył na jakiś upuszczony przedmiot. Wrócił do zwłok. Denat warzył na oko ponad sto kilo. Gdyby przywieziono go w bagażniku zwykłego auta, auto odcisnęłoby wyraźne ślady na miękkim, nadwiślańskim piasku, tuż obok miejsca, gdzie leżał. Byłyby też dziury po wciśniętych w ziemię butach osoby wyjmującej go z bagażnika. Nie wyglądało na to, że ktoś ciągnął zwłoki po ziemi. Buty były czyste, a spodnie podarte. Tak jakby napaść odbyła się gdzie indziej, a potem przywieziono go tutaj. 

Spróbował sobie wyobrazić, że wysiada z furgonetki i wyrzuca z niej ciało. Następnie, że nie wysiada z furgonetki, tylko wyrzuca ciało stojąc w środku. 

- Ślady butów dwóch osób od strony wody i później w stronę wody. – Podpowiedział mu jeden z kolegów. 

Rzeczywiście. Sprawcy musieli przypłynąć łódką. 

 

- Czy mąż miał jakiś wrogów? 

Patrzył w oczy żony denata i zadawał zestaw standardowych pytań. Jedno po drugim. Odpowiadała sensownie, tylko czasami wybuchając płaczem. Czekał cierpliwie i zadawał kolejne pytanie, albo ponawiał to, na które nie udało jej się odpowiedzieć. Zapytał, czy może sobie zapalić. Przyniosła mu słoiczek z wodą, żeby miał do czego kiepować. 

Na kuchennym zegarze dochodziła czternasta. Liczył, że zdąży puścić u bukmachera kupon przed meczem o piętnastej. 

- Proszę do mnie zadzwonić, gdyby przypomniała sobie pani coś, co wydaje się pani istotne. 

- Może chce pan jeszcze herbaty? 

Biedaczka nie miała z kim posiedzieć. Komisarz wstał i oznajmił, że niestety brak mu na to czasu. Zszedł na dół i wsiadł do auta. Postawił dziesięć złotych na przygotowaną wcześniej kombinację dwunastu meczów. Przyjął ostatnio taktykę obstawiania mało prawdopodobnych, wysoko wycenianych wyników. Za te dziesięć złotych mógł wygrać wkład własny do kredytu na mieszkanie. 

 

Poniedziałek mijał mu pod znakiem kaca. Stary ekran wyrzucał z siebie jaskrawe światło z odległości pół metra prosto w jego przekrwione spojówki. Zjadł śniadanie, przez co rozbolała go głowa. Ściskając skronie pięściami i zamykając oczy próbował wyeliminować część bólu. Bez skutku. 

Podkomisarz Czajka, siedząca przy biurku obok zapytała czy medytuje. Cha cha. Zapanowała ogólna wesołość. Tylko na chwilę. Potem każdy pogrążył się w swoich morderstwach na swoich własnych komputerach. 

 

- Wiedziała pani, że mąż miał romans? 

Żona denata zdębiała. 

- Nie. 

- Spotykał się z koleżanką z pracy. Wczoraj zadzwoniła, żeby nam powiedzieć. 

- Która? 

- Chmielewska. Spotykali się u niej, kiedy była sama w domu. Z tego co zrozumiałem mieszka ze współlokatorem. 

- Ta ruda? 

- Nie spotkałem jeszcze. Możliwe, że ruda. Pani rozumiem dobrze jej nie zna? 

- Wydaje mi się, że to ta ruda. Zawsze wyglądała mi na kurwę. 

 

- Często się spotykaliście? 

- Raz, dwa razy w tygodniu. 

- Zawsze u pani? 

- Najczęściej, jego żona nie pracuje i zawsze jest w domu. 

- Chodziliście razem do restauracji, w jakieś miejsca publiczne? Robiliście sobie wspólne wycieczki? 

- Nie. Pracujemy razem. Po pracy jechaliśmy razem do mnie, a potem on wracał do niej. 

- Mieliście znajomych, którzy o was wiedzieli? 

- Antoni nie chciał, żeby ktokolwiek się dowiedział o naszym związku. Wolał ogłosić, że jesteśmy razem dopiero, gdy rozwiedzie się z żoną. 

- A czy Antoni wspominał, że podejrzewa, że ktoś wie o waszym związku? Może ktoś go straszył, szantażował? 

- Nic mi o tym nie wiadomo. 

- Farbowała pani jakoś niedawno włosy? 

- Nie. 

 

- Witam. Dostał pan badga od dziewczyn z recepcji? 

- Dzień dobry. Dostałem plakietkę. 

- Proszę tutaj przyłożyć, powinno przepuścić pana przez bramkę. O tak. 

Wysoki, ubrany w elegancką marynarkę z łatami na łokciach. Z zaczesanymi do góry włosami i starannie przystrzyżoną brodą. Na nosie miał okrągłe okulary. Buty za kilka stów. Spodnie młodzieżowe. Pod marynarką czarny golf w stylu Steve’a Jobsa. Senior team leader w projekcie obsługującym klienta z branży IT. 

- Pana nazwisko piszemy przez jakie „ż”? 

- Z kropką. Stare, szlacheckie nazwisko z Zamościa. Gdyby pan komisarz kiedyś się znalazł w tamtych stronach, polecam odwiedzić stary park za miastem. Stoi w nim opuszczona ruina posiadłości rodziny Żupnickich. Niegdyś prawdziwa perła architektury. Proszę tutaj do salki. 

- Jakim pracownikiem był Antoni Gagatek? 

- W mojej ocenie bardzo dobrym. Sumiennie wypełniał swoje obowiązki. Zawsze miał wszystkie SLAe na zielono. Wyrabiał wymagane sto dziesięć procent targetu. Co kwartał odbierał bonus dla top performera. Nigdy nie spóźniał się do pracy, brał nadgodziny, kiedy to było potrzebne. 

- A jakim był kolegą? 

- Takim… Bardzo dobrym. Wie pan, musiałby pan tak naprawdę zapytać ludzi na jego levelu… To znaczy zatrudnionych na podobnym stanowisku w jego teamie. Ja mam dobre kontakty ze swoimi pracownikami, ale rozumie pan, że jako leader nie wiem do końca jacy oni są. Po prostu nie mam z nimi na co dzień tak dużo kontaktu. W mojej pracy raczej zadaję się z menedżerami, niż specjalistami. Ja muszę zapewnić tym specjalistom, żeby ich zadania były jasno sprecyzowane, dlatego raczej słucham menedżerów i tak to organizuję, żeby wszystko było tip top. Rozumie pan? Pan jest komisarzem, to chyba też dosyć wysoko, prawda? 

- Rozumiem, tak komisarz to dosyć wysoko. Ten jego team, czy oni są dzisiaj w pracy? 

- Oczywiście. Chciałby pan z nimi porozmawiać? 

- Tak, tylko pojedynczo jeśli, można. Mógłby pan kogoś tutaj zawołać? Panu już podziękuję. 

- Ja również dziękuję. Zaraz kogoś przyślę. 

Wyszedł z salki i zamknął za sobą drzwi. Juś spoglądał przez szklaną ścianę na siedzących przy biurkach pracowników firmy. Co jakiś czas któraś twarz odrywała się od ekranu komputera, żeby zerknąć w jego stronę. Pomacał się po kieszeni i wyczuł prostokątny kształt paczki Chesterfieldów. Na recepcji upomniano go o bezwzględnym zakazie palenia na terenie całego budynku. 

- Dzień dobry. 

- Dzień dobry. Proszę usiąść, to nie potrwa długo. Pana godność? 

- Domieniuk. Stanisław. 

- Panie Domieniuk. Znał pan dobrze Antoniego Gagatka? 

- Raczej słabo. 

- Czy w waszym zespole pracuje kobieta o rudych włosach? 

- Tak, dlaczego pan pyta? 

- Chciałbym z nią porozmawiać, czy ona jest dzisiaj w pracy? 

- Tak, pracuje z domu. 

- Nie ma jej w biurze? 

- Nie. 

- A mógłby mi pan dać do niej numer telefonu? 

- Służbowy? Mamy wspólny, może pan zadzwonić i zapytać o Martynę i ktoś pana przekieruje. 

- Myślę, że będzie łatwiej, jak mi pan da prywatny. 

- Prywatnego nie mam. 

- A mógłby pan iść i zapytać kolegów i koleżanki, czy ktoś nie ma? Bardzo mi na tym zależy. 

- Mógłbym… To znaczy. Czy to jest zgodne z RODO? 

- Panie Domieniuk... Idź pan po ten numer. 

 

- Pani zdaje się jest niezłą kurwą. 

- Skądże znowu, porządna ze mnie dziewczyna. 

- Na pewno nie daje pani dupy komu popadnie? 

- Na pewno. Musiał mnie pan z kimś pomylić. 

- Chodź tu suko, pokażę ci, jak bardzo się mylisz. 

Komisarz Juś obudził się i wciągnął łapczywie powietrze. Chyba dusił się od jakiegoś czasu, bo miał podniesione tętno i nie mógł uspokoić oddechu. Położył się na boku i ponownie zasnął. 

 

Przyjechał pod adres podany mu przez telefon na drugi dzień przed południem. Zadzwonił domofonem. Światełko przy kamerze na panelu zaświeciło się i kobiecy głos zaprosił go do środka. Ogródek przed domem był przystrzyżony, schludny. Wyglądał, jakby ogrodnik, który o niego dbał zarabiał ponad średnią krajową. 

- Chce pan kawy, herbaty? 

Martyna była ubrana w luźny sweter. Miała na głowie burzę rudych, kręconych włosów. Była niemal tak wysoka jak komisarz Juś. Chodziła po domu na bosaka. Poruszała się z gracją, miała bystre spojrzenie. Jasną karnację, dołeczki gdy się uśmiechała. 

- Poproszę kawy. 

- Może być espresso? 

Zrobiła mu espresso. Postawiła przed nim miniaturową filiżankę na miniaturowym podstawku. Siorbnął trochę z wierzchu wypijając połowę zawartości. 

- Znała pani dobrze Antoniego Gagatka? 

- Nie bardzo. Zawsze uważałam go za dziwaka. Lubiłam go, ale nie byliśmy ze sobą blisko. 

- Czyli nie spotykała się pani z nim po pracy? 

- Co pan sugeruje? Panie komisarzu? 

- Standardowe pytania. Czasami współpracownicy widują się po pracy. Wie pani, piwo po pracy, czasami jakieś imprezy , imieniny… 

Zastanowił się przez chwilę co wygaduje. Powinien powiedzieć prosto z mostu co ma na myśli. W dodatku powiedzieć o romansie denata i podejrzeniach jego żony na temat romansu męża w rudowłosą kurwą z pracy. Czasami świadka trzeba złamać jak podejrzanego. A jednak miał wrażenie, że w tego typu konfrontacji, Martyna zgniotłaby go jak robaka. Dopił kawę. 

- Czy Antoni wspominał o tym, że ma jakiś wrogów? 

- Antoni? Co pan, to był taki spokojny chłopak. Nie wydaje mi się, żeby mógł narobić sobie wrogów. 

- A o czym on rozmawiał? 

- Za dużo nie mówił. Był czasami na diecie, ale nie trzymał się jej, nie widziałam, żeby chudł. Czasami mówił coś o swojej żonie, jakieś historyjki, żarty, wie pan… Jak każdy. To był bardzo spokojny człowiek. Przyjazny, wszyscy go lubili. 

Komisarz Juś nie miał więcej pytań. Głupio było mu jednak wstać po pięciu minutach rozmowy. Czuł się jak szkodnik, który wpadł na darmowe espresso. 

- Jeśli pan chce, mogę zapytać koleżanki i kolegów, czy nie słyszeli czegoś podejrzanego. 

- To by było bardzo pomocne. Dziękuję. 

- Mogę dzwonić na ten numer, z którego pan do mnie dzwonił?


Tagi:

Shiloh
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 84
Zobacz teksty użytkownika:

morderstwo w czasach zarazy (izolatka edition) cz. 1

Post#2 » 21 mar 2020, o 12:47

Jakby pisane na szybko, urywanym stylem, że tak powiem. Natłok dialogów, o głównym bohaterze nie wiemy prawie nic. Wygląda na pisane tak, aby czytało się łatwo, niestety ze skutkiem odwrotnym do (chyba) zamierzonego. Spróbuję jeszcze z drugim rozdziałem, ale nie gwarantuję, że dotrwam do końca.
Miej nadzieję na najlepsze, szykuj się na najgorsze. - Jack Reacher

Awatar użytkownika
Monone
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 92
Zobacz teksty użytkownika:

morderstwo w czasach zarazy (izolatka edition) cz. 1

Post#3 » 25 mar 2020, o 23:33

Cześć, 

Pierwsze, co rzuca mi się w oczy to dialogi. Nie obraź się, ale straszne. Zdaje mi się, że oni stoją sobie twarzą w twarz i gadają. Żadnych emocji, nic się nie dzieje wokół. Śledczy też, raczej powinien przyglądać się przesłuchiwanym osobom. I tutaj: 

 

- Wiedziała pani, że mąż miał romans?  

 

Żona denata zdębiała.  

 

- Nie.  

 

- Spotykał się z koleżanką z pracy. Wczoraj zadzwoniła, żeby nam powiedzieć.  

 

- Która?  

 

- Chmielewska. Spotykali się u niej, kiedy była sama w domu. Z tego co zrozumiałem mieszka ze współlokatorem.  

 

- Ta ruda?  

 

- Nie spotkałem jeszcze. Możliwe, że ruda. Pani rozumiem dobrze jej nie zna?  

 

- Wydaje mi się, że to ta ruda. Zawsze wyglądała mi na kurwę.  

 

 

 

- Często się spotykaliście?  

 

- Raz, dwa razy w tygodniu.  

 

- Zawsze u pani?  

 

- Najczęściej, jego żona nie pracuje i zawsze jest w domu.  

 

- Chodziliście razem do restauracji, w jakieś miejsca publiczne? Robiliście sobie wspólne wycieczki?  

 

- Nie. Pracujemy razem. Po pracy jechaliśmy razem do mnie, a potem on wracał do niej.  

 

- Mieliście znajomych, którzy o was wiedzieli?  

 

- Antoni nie chciał, żeby ktokolwiek się dowiedział o naszym związku. Wolał ogłosić, że jesteśmy razem dopiero, gdy rozwiedzie się z żoną.  

 

- A czy Antoni wspominał, że podejrzewa, że ktoś wie o waszym związku? Może ktoś go straszył, szantażował?  

 

- Nic mi o tym nie wiadomo.  

 

- Farbowała pani jakoś niedawno włosy?  

 

- Nie.

 

 

Na prawdę myślałam, że to cały czas ta sama rozmowa. Tym czasem on rozmawia z dwoma paniami o ile się nie mylę. Żoną i kochanką.  

Dialogi są trudne. Można w nich choćby pokazać charakter postaci, pobawić się językiem (bez podtekstów proszę) 

Mógłbyś zrobić to np tak: 

 

- Wiedziała pani, że mąż miał romans? - zapytał chamsko, wprost. 

 

Żona denata zdębiała. Właściwie patrzyła na niego przez chwilę z rozchylonymi ustami.  

 

- Nie. - powiedziała to prawie bezgłośnie. 

Kobieta mogla być w szoku, ale cholera takie wie. Zaryzykował.  

 

- Spotykał się z koleżanką z pracy. Wczoraj zadzwoniła, żeby nam powiedzieć. - wyznał, drapiąc się za uchem końcówką długopisa. 

Wkurzy się? Rozpłacze? 

 

- Która? - prawie szepnęła. 

Jej twarz pobladła. Sięgnęła na stolik po paczkę papierosów. Jej palce drżały, ledwo odpaliła zapalniczkę. 

 

- Chmielewska. Spotykali się u niej, kiedy była sama w domu. Z tego co zrozumiałem mieszka ze współlokatorem. (Tutaj wątpię, by śledczy zdradził nazwisko, przynajmniej na początkowym etapie dochodzenia - serio, pomijam) 

 

- Ta ruda? - ciągnęła wdowa. 

Może i rzeczywiście była w szoku. Najpierw dowiedziała się o śmierci męża. Teraz o zdradzie. Parszywa robota. 

 

Nie jest to może perełka ale już pokazuje co się dzieje ;)


Wróć do „Opowiadania i fragmenty powieści”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość