Opowieści pradawne. Rozdział 1: Jedyna taka noc (cz.1)

Długa proza: fragmenty powieści, długie opowiadania i inne teksty dużej objętości. Mile widziane wszelkie możliwe gatunki literackie i teksty, które nie mieszczą się w dziale Miniatury i drabble. Prosimy o odpowiednie tagowanie tekstów!
Regulamin forum
W tym dziale należy publikować opowiadania, powieści oraz inne długie formy prozatorskie. Utwory krótkie (drabble, miniatury, krótkie opowiadania) publikujemy w dziale "Miniatury i drabble". 

 

Przydatne definicje 

drabble – krótka forma literacka licząca dokładnie sto słów 

 

miniatura literacka (short story) – krótki utwór składający się z mniej niż 7 500 znaków 

 

opowiadanie – krótki utwór epicki o prostej akcji, niewielkich rozmiarach, najczęściej jednowątkowej fabule, pisany prozą 

 

powieść – długi utwór narracyjny opisujący rozbudowany ciąg zdarzeń 

 

Jeżeli twój tekst jest dłuższy niż objętość dopuszczalna przez skrypt, należy go podzielić na części. Każda część musi znaleźć się w osobnym temacie i nie przekraczać ww. objętości. 

Nazwa tematu powinna składać się z tytułu tekstu. Dodatkowo, dla tekstów wieloczęściowych, w tytule należy podać numer części, na przykład "Tytuł - część 1". W przypadku publikowania fanfiction, należy podać źródło w nawiasie kwadratowym, przykładowo: "[Harry Potter] Tytuł opowiadania".  

Każdy tekst należy odpowiednio otagować. Tagi wybieramy z pola pod tytułem tematu. Listę tagów oraz ich podział można znaleźć na podstronie. Dla publikacji wieloczęściowych funkcjonuje dodatkowy tag tekst wieloczęściowy, a dla fanfiction fandomowe (np. fanfiction-harry-potter).

Jerzy Sowiński
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 35
Zobacz teksty użytkownika:

Opowieści pradawne. Rozdział 1: Jedyna taka noc (cz.1)

Post#1 » 21 mar 2020, o 17:19

Był rok 600 naszej ery. Na terenie obecnych Moraw znajdowała się niewielka słowiańska wioska Witczyn. Stamtąd też, pewnej nocy, wyruszyła z wioski grupka pięciu mężczyzn. Oświetlali sobie drogę pochodniami aż dotarli nad bagna. Czuli się pewnie w okolicy, którą dobrze znali, każdy z nich wychowywał się tutaj od małego. Jednak pobliskie mokradła zawsze napełniały ich niepokojem. Nie wróżyły niczego dobrego, szczególnie w ciemną noc. Dopóki na tych ziemiach nie zostało zaprowadzone chrześcijaństwo, to po polach, lasach, bagnach włóczyły się przeróżne płanetniki, latawice, utopce, porońce i inne istoty.  

- Doszliśmy do bagien – oznajmił Dziwisław, pomimo, że każdy o tym wiedział. – Zastanów się Biezdar, czy warto iść dalej. Możemy się jeszcze teraz zawrócić. 

Dziwisław i Biezdar byli najstarsi w tej grupie. Do młodzieży już od kilkudziesięciu lat się nie zaliczali. Pozostali trzej byli jeszcze dość młodzi. 

- Nie bójcie się – uspokoił pozostałych Biazdar. – Przecież jest z nami Zdamir. A to, po co się udajemy, jest warte wszystkich niebezpieczeństw.  

Wszyscy spojrzeli się na Zdamira. To była ich jedyna gwarancja, że nic złego im się nie stanie. Zdamir niczego się nie bał, miał sporo siły i potrafił się bić. Żadne leśne licho nie było mu straszne. Gdyby nie udało się namówić jego na obecną wędrówkę, to wyprawa nie doszłaby do skutku. 

- Musimy pogasić pochodnie, żeby Damroka nas nie dostrzegła – oznajmił przezornie Biezdar. 

- Co tata wygaduje? Mamy się poruszać po ciemku? Na tych bagnach? – przestraszył się Miłobor, młodszy syn Biezdara.  

Miłoborowi zawsze marzyły się bohaterskie czyny. Zawsze żałował, że musi mieszkać na jakimś zadupiu, gdzie nic nie dzieje się, zamiast być bohaterskim wojem u boku jakiegoś władcy.  

– Damroki prawdopodobnie nie ma. Widziano ją jak udała się gdzieś w podróż – dodał, mając nadzieję na zachowanie zapalonej pochodni. 

- „Prawdopodobnie” nie znaczy to samo, co „na pewno” – rzekł jego ojciec. – Licho wie czy nie siedzi teraz w tej swojej chatce. Lepiej by nie wiedziała, że się zbliżamy. Jeszcze rzuciłaby na nas jakiś czar, czy coś w nas pozamieniała.  

Damroka była miejscową zielarką i znachorką. Mówiono jednak, że jest potężna jak wiedźma a nawet, że nią jest. Z Damroką nikt nie chciał zadzierać. Nikt nie wiedział ile ma lat. Pamiętała podobnież bardzo stare dzieje, których nie pamiętał już nikt. Często pojawiała się we wiosce, gdzie ludzie zwracali się do niej po pomoc. Czasami ktoś zachodził do jej chatki na bagnach, ale tylko w ciągu dnia. 

- Marzą ci się bohaterskie czyny a zwykłych głupich topielców się boisz – Biezdar próbował zawstydzić Miłobora. 

- Chyba bagienników – poprawił go Dziwisław. 

- Jakich bagienników? Nikt nigdy tu nie widział żadnego bagiennika. Tu roi się od utopców. – podzielił się swą wiedzą Miłobor. 

- A ja kiedyś wodnika tu widziałem – pochwalił się Radomił. – Nie bójcie się, damy radę. W razie czego pomogę wam. 

- W drogę – Biezdar uznał, ze czas iść dalej i zgasił swoją pochodnię. Inni postąpili tak samo. Udali się w bagna trzymając się blisko siebie. Musieli przystosować wzrok do światła Księżyca. Znali te nieprzyjazne tereny, wiedzieli którędy iść, by się nie potopić. Po kilku minutach najpierw słychać było bulgotanie w wodzie a następnie coś wyskoczyło z wody. Zdamir walnął to coś porządnie pięścią w łeb i to coś znalazło się szybko pod wodą. 

- Jednego utopca mniej – ucieszył się Zdamir. 

- To był wodnik – poprawił go Radomił. 

- Nieważne co to było. I to i to plugastwo. Mam nadzieję, że dużo tego tutaj nie ma. – Dziwisław zaczynał się irytować.  

Jakże się mylił ze swoją nadzieją. Zanim doszli do chatki to Zdamir zdążył ubić ze dwadzieścia takich stworów. 

- Skąd to się tyle bierze? – zdziwił się Dziwisław, tylko szeptem, bo byli już blisko chatki. 

- Z dusz topielców – podzielił się swoją wiedzą Biezdar, również szeptem. 

- Aż tylu ludzi się tu potopiło? Po cholerę włazili w te bagna? Nie mogli gdzie indziej się potopić?  

Biezdar wypatrywał, czy coś niepokojącego nie kręci się wokół chatki. Było pusto. 

- Teraz cicho, bo Damroka może nas usłyszeć – oznajmił.  

Zaczęli się skradać. Słychać było chrapanie Damroki, co potwierdziło wariant pesymistyczny. Zielarka nie udała się w podróż. Po cichutku weszli do środka. Biezdar wskazał na kociołek wiszący nad paleniskiem. Radomił zdjął ze ściany pusty bukłak i zanurzył go w kociołku. Gdy bukłak był już pełen, zakorkował go, poczym ostrożnie wszyscy wyszli na zewnątrz. Za chatką dopadł ich wodnik głośno skrzecząc. Zanim doskoczył do niego Zdamir, Radomił uciszył stwora toporem. 

- Jest tu kto? – zawołała Damroka. 

Nikt nie czekał aż wyjdzie ona z chaty. Każdy rzucił się pędem w drogę powrotną. Wszyscy biegli co tchu przez bagna. Zauważyli w powietrzu jakiś błysk i słup światła. To Damroka leciała na miotle i próbował snopem światła wykryć intruzów. Zrobiło się nieciekawie, tym bardziej, że wszyscy uświadomili sobie, że to czarownica. Bo któżby potrafił latać na miotle, jeśli nie czarownica? Tym bardziej przyśpieszyli i udało im się upuścić mokradła niezauważeni.  

Padli na ziemię, na polanie za bagnem i głęboko dyszeli. Gdy Biezdar co nieco się wysapał, rzekł: 

- W sumie to do Damroki nic nie mam. To porządna kobiecina, pomimo, że jak każdy zauważył, to wiedźma. Niech żyje sobie w zdrowiu sto lat a nawet więcej. Jednak, jakby teraz spadła z tej miotły i sobie gnaty obtłukła, to nie było by mi jej żal. Co za wstrętne babsko. Tak nas gonić na miotle. Mało co ducha nie wyzionąłem. Mam już swoje lata, nie mogę już tak szybko biegać, nie jestem młodzieniaszkiem.  

- W dodatku skąpiradło – dorzucił swoją uwagę Dziwisław. – Ma w chacie pełen kociołek, sama tego nie wypije a z innymi się nie podzieli. 

- Udało się – Biezdar czuł jak napełnia go radość. – Odpocznijmy jeszcze kapkę i wracajmy do wioski. 

Odpoczęli kapkę i wrócili do wioski. Była to nieduża wieś składająca się głównie z drewnianych chat jednoizbowych z klepiskiem, pokrytych słomianą strzechą. Domostwa dwuizbowe były rzadkością. W centrum był placyk, przy którym poustawiane były ławy. Wędrowcy usiedli na nich.  

Pomimo, że była już późna pora, to niektórzy mieszkańcy wioski pobudzili się, rozbudzeni głośnym zachowaniem się Biezdara i Dziwisława. 

- Radomił, dawaj ten bukłaczek. Mam nadzieję, że nic się nie wylało – Biezdar był w wesołym nastroju. – No to po jednym łyczku, by dla każdego starczyło. 

- Skąd wiedziałeś co sporządziła Damroka? – spytał się go Dziwisław. 

- Zwierzyła się komuś a ten ktoś zwierzył się mnie – odparł Biezdar wlewając sobie odrobinkę napoju do gardła. – Nieważne kto, nie ujawniam swoich informatorów. Ważne, że się udało. Teraz ty weź łyczka.  

Dziwisław wziął bukłaczek. Już chciał się z niego napić, jednak się wstrzymał. 

- Czy mnie to jakoś nie zamroczy? – spytał się. – Damroka to czarownica. Czort wie co tam nawrzucała do kociołka.  

- Ja nic nie poczułem. Łyknij sobie. Na pewno cię nie zamroczy – Biezdar podsunął mu bukłaczek do ust. 

Dziwisław wypił troszkę. Poczym nagle otrzymał cios glinianym garnkiem w głowę i go zamroczyło. Osunął się na ziemię, ale nie stracił przytomności. Rozejrzał się wkoło chcąc się dowiedzieć, kto ośmielił się go walnąć.  

- Tu cię mam pijaku – krzyknęła jego żona, Smysława, trzymając resztki glinianego garnka w dłoni. – To ty po nocy wykradasz się z domu, by pić z kolegami? A ostrzegała mnie mamusia bym nie wychodziła za ciebie. Co mam teraz naszym córkom powiedzieć? Że ich ojciec to pijak? 

- Jaki pijak? Kochanie, co ty wygadujesz? – Dziwisław złapał się za głowę, próbując dojść do siebie. 

- A co teraz robiłeś? Właśnie widziałam jak chlałeś z Biezdarem , nie kłam. 

- To nie alkohol. To wywar od Damroki. Żebyś ty tylko wiedziała cośmy niedawno przeszli by go zdobyć. A teraz możesz mnie przeprosić, za to, że narobiłaś mi przedstawienia przy kolegach. 

- Ziółka? Chory jesteś, że wywar popijasz? I Biezdar też jest chory, że to popija? Obaj jesteście pijaki. Powiem Mojmirze, że jej mąż to chlejus i moczymorda. 

- Spokojnie, Smysława – wtrącił się Biezdar. – Dziwisław mówił prawdę. To wywar Damroki. Ale to nie jest zwykły wywar, jakim Damroka leczy chorych. To wywar niezwykły. 

- Co w nim takiego niezwykłego? – zaciekawiła się Smysława. 

- To wywar bogactwa – objaśnił Biezdar. - Kto weźmie łyczka ten będzie bogaty. Co tam bogaty. Będzie obrzydliwie bogaty. Bogatszy niż niejeden książę a nawet bogatszy niż król Franków, bogatszy niż cesarz z Konstantynopola. Będziemy żyć jak paniska. Wyobraź to sobie. 

- Akurat Damroce udało się coś takiego przyrządzić – Smysława była sceptyczna. – Jesteście głupi jak w to wierzycie.  

- Nie chcesz to nie pij – Biezdar wzruszył ramionami. – Będziesz żyć całe życie w biedzie. Będziesz cały czas na utrzymaniu męża, bo on już wypił i będzie bogaty. 

- Daj łyczka – przerwał rozmowę Zdamir. Zdamir wypił troszkę, po nim Radomił i Miłobor. 

- A ty nic nie dostaniesz, synu marnotrawny – Biezdar zauważył nadchodzącego swojego starszego syna, Niesiebora.  

Niesiebor nie bał się iść na wyprawę. Był waleczny. Nie aż tak waleczny i silny jak Zdamir, ale też potrafił walczyć. Zdamir w walce był bardziej wyluzowany natomiast Niesiebor był bardziej zacięty. W życiu też był zawzięty i miał swoje zasady. Jego młodszy brat, Miłobor, słabo walczył, natomiast marzyło mu się być bohaterskim wojownikiem.  

- Ze złodziejem pić nie będę – Niesiebor spojrzał z pogardą na swego ojca. 

- Co? Jak ty się do swego ojca zwracasz? – oburzył się Biezdar. – Od złodziei mnie publicznie wyzywasz? 

- A jak mam cie inaczej nazwać? „Złodziej” jest odpowiednim słowem. Ukradłeś Damroce wywar. Jak ci nie wstyd? Gdzie twój honor? Ona sprzedaje nam napary na choroby, wywary na wywołanie miłości, odczynia złe uroki. Teraz zobaczysz jak nam będzie chętnie pomagała. 

- Nie ukradłem. Zostało w jej kociołku jeszcze sporo tego wywaru. Może go sobie pić ile chce. A nie tak jak my, po jednym łyczku, by dla każdego starczyło. Wiesz co, Niesiebor? Zawiodłem się na tobie. Nie chciałeś mnie ochraniać. A co by było jakby mnie jakiś utopiec utopił? Miałbyś mnie na sumieniu. 

- Byłoby o jednego złodzieja mniej. Ostrzegałem cię byś tego nie robił? Ostrzegałem. Po co mamy zadzierać z Damroką. Mówiłem ci, że idziesz na swoją odpowiedzialność, skoro jesteś taki głupi.  

- Warto było ryzykować za taką cenę. Nie chciałeś iść z nami to nie dostaniesz wywaru. Będziesz żył w biedzie. Będziesz chodził w podartych łachach na żebry, od grodu do grodu. Jak będę cię przypadkiem mijał na białym rumaku, to może ci rzucę jakąś monetę. Miłobor zachował się honorowo idąc ze mną. Co prawda chował się ze strachu za mną, ale przeszedł te cholerne bagna. Nie nazywaj już mnie więcej złodziejem, żebraku. 

Biezdar uśmiechnął się szyderczo w stronę Niesiebora, po czym dobry humor mu przeszedł, bo i on oberwał glinianym garnkiem poprzez łeb. 

- Jak śmiesz! – zawołała Mojmira, próbując go jeszcze raz trafić resztą garnka, ale Biezdar przezornie odskoczył. – Swojego syna chcesz w żebry wpędzić? Nie chcesz, by był bogaty? Nie zależy ci na dobru i przyszłości swego dziecka? 

- Zależy mi, złotko moje, zależy. Uspokój się – Biezdar próbował ją uspokoić, zasłaniając się ręką, na wszelki wypadek, przed potencjalnym ciosem glinianego naczynia - Nie zrozumiałaś dobrze kontekstu tej rozmowy. Nie chciałem, by był naprawdę biedny. Chciałem mu dać coś do przemyślenia, bo zachował się niegodnie wobec ojca. Niech przeprosi tatę za złodzieja a dostanie łyczka. 

- Jakbym rzekł żeś nie złodziej, to bym zełgał – oznajmił Niesiebor. Mojmira wzięła bukłak i mu go podała. 

- Synku, weź łyczka – zachęciła syna.  

Niesiebor wypił troszkę, potem Mojmira. Mojmira podała bukłak Smysławie. Potem to już każdy z wioski podchodził i wypijał po trochę wywaru. Starczyło dla każdego. Była już późna pora. Część ludzi poszła spać a część balowała przy beczce miodu do rana, by uczcić tak ważne wydarzenie w ich życiu. Każdy się cieszył, że już niedługo będzie bogaczem. Ludzie zdawali sobie sprawę, że pieniądze szczęścia nie dają i że pieniądze to nie wszystko, ale wiedzieli też, że ich brak szczęścia nie przynosił. Nie żałowali sobie toastów. Niestraszne im były utopce na bagnach, tak i nie straszny był im poranny kac.  

 

W roku 600 n.e. wciąż istniało Cesarstwo Rzymskie ze stolicą w Konstantynopolu. Obecnie nazywa się je Bizancjum. Cesarstwo jeszcze wtedy silnie stało na terenach okalających Morze Śródziemne. Dopiero za kilkadziesiąt lat zacznie stopniowo tracić swoje tereny na rzecz wyznawców proroka Mahometa. Na terenie Francji i w zachodniej części dzisiejszych Niemiec panowali Frankowie, będący już od dawna chrześcijanami. Niemcy północne i Skandynawię zamieszkiwali ludy germańskie, którym nie spieszno było wtedy zostać chrześcijanami i wierzący w starogermańskie bóstwa. W Skandynawii wtedy jeszcze nie było Wikingów. Obecną środkową i wschodnią Europę zamieszkiwali głównie Słowianie wyznający starosłowiańskie wierzenia. Natomiast tereny obecnych Węgier i ich przygranicznych terenów, od strony wschodniej i południowej, zamieszkiwali, pochodzący ze stepów Azji, Awarowie. Kaganat Awarów stał się dużym zagrożeniem dla Franków i dla Słowian. A szczególnie dla Cesarstwa, które wielokrotnie najeżdżał z mniejszym lub większym skutkiem. 

 

Następnego ranka niektórych mieszkańców Witczyna dopadł kac. Dziwisław odwiedził Biezdara. Widać było, że i on źle się czuł. 

- Masz może jeszcze te ziółka na kaca, które kupiłeś niedawno od Damroki? – spytał na dzień dobry. 

- Właśnie je parzę. Dla ciebie też starczy – odpowiedział Biezdar, który siedział przy kociołku i parzył ziółka. Ucieszył się na widok przyjaciela. Przypatrzył się jemu i rzekł: 

– Strasznie wyglądasz. Chyba przesadziłeś z tym piciem. Nie masz tak mocnego łba jak ja. Dopóki zioła nie zadziałają, to lepiej żeby cię Smysława nie widziała. Wiesz jak ona jest przewrażliwiona na alkohol. 

Dziwisław wziął stołeczek i przysiadł się. Wyciągnął spod koszuli bukłaczek. 

- To może po jednym łyczku. Przyda się klinik. Zanim ziółka zadziałają, to trochę minie czasu – zaproponował. 

- Czemu nie. To po jednym łyczku – odpowiedział Biezdar.  

Wypili odrobinę i poczuli się lepiej. Nagle drzwi otworzyły się i do chatki weszły ich żony. 

- To teraz będziecie się tłumaczyć – oznajmiła Smysława. 

- Co tu się tłumaczyć? Taką okazję trzeba było uroczyście uczcić miodem – wyjaśnił zaskoczony Biezdar. – Już nie przesadzajcie. 

Machnął ręką, by podkreślić, że to sprawa niewarta awantury. 

- Nie nam się tłumacz, tylko Damroce – odpowiedział mu Mojmira. – Ona jest w naszej wiosce. Jest strasznie na was zła. Lepiej przygotujcie sobie dobrą wymówkę.  

Biezdar podrapał się bezradnie po głowie. Popatrzył z głupią miną na Dziwisława. Dziwisław wzruszył ramionami.  

- Trudno, chodźmy się tłumaczyć. Chyba nie pozamienia nas w padalców – rzekł. 

Cała czwórka wyszła z chałupy. Biezdar i Dziwisław szli, jakby mieli iść na szafot. Nie spieszno im było do Damroki. Zielarka stała pośrodku wioski, wokół niej zebrali się ciekawscy. Wszyscy byli ciekawi, co się stanie, bo Damroka stała ze wściekłą miną, a jak każdy wiedział, z nią nie ma żartów. W końcu dwóch przyjaciół stanęło przed zielarką, ale bali się podejść zbyt blisko. Biezdar padł na kolana. 

- Kochana Damroko , nie wiem jak usprawiedliwić swoje głupie zachowanie – przepraszał. – Nie wiedziałem, że zawartość twego kociołka była tak dla ciebie ważna. Zresztą wzięliśmy sobie troszkę, sporo ci pozostawiając. 

Dziwisław również padł na kolana. 

- Damroko, zanim nas osądzisz to wysłuchaj mnie najpierw. Muszę coś ważnego powiedzieć – rzekł. – Bieda to straszna rzecz. Nie jesteśmy teraz biedni, ale na świecie tyle się teraz dzieje. Niepewne są czasy. A tak wypiliśmy po łyczku i teraz będziemy bogaci, nie musimy się już obawiać nędzy. Miej wyrozumiałość. 

- Myślicie, że po wypiciu mojej mikstury będziecie teraz bogaci? – spytała się Damroka, zdziwiona tymi wyjaśnieniami. 

- A to tak nie działa? – do Biezdara zaczęło docierać, ze jego wczorajszy trud był nadaremny. – A w ogóle to był wywar bogactwa? 

- Wywar bogactwa? – Damroka była zaskoczona. – Jak wy sobie to wyobrażacie? Że jak się go wypije, to zaraz ktoś wam przyniesie pieniądze? A może złote monety spadną z nieba? Takie idiotyzmy może sądzić ktoś, kto nie ma rozumu. Wywar bogactwa nie istnieje i nigdy nie będzie istniał. Kto wam takich głupot naopowiadał? 

- Zaraz, zaraz. Jak to nie był wywar bogactwa, to co to było? – chciał się dowiedzieć Dziwisław. – Coście tam Damroka dodali do tego kociołka? Chyba nie jakieś trujące rośliny? 

- Chyba nie – Biezdar spojrzał na Dziwisława. – Jak na razie żadnej sraczki ani wymiotów nie dostałem. To chyba nie jest to nic trującego. Chociaż smakowało jak jakieś szczyny. Myślę, że to jakieś zioła na reumatyzm albo na migrenę albo na jakąś inną chorobę. Co to było? 

Biezdar stanął otrzepując sobie kolana. Dziwisław uczynił podobnie. 

- Dziesięć lat zajęło mi opracowanie tej receptury – wyjaśniała zielarka. – Dziesięć lat prób i błędów. Udało się. Ale ludzie nie powinni tego pić. To nie dla was. 

- No powiedz w końcu, co to takiego – prosił Dziwisław nie mogąc się doczekać wyjaśnienia. 

- Wywar przeciwko łysieniu – zaspokoiła jego ciekawość. 

- E, co wy, Damroka? To źle, jak ktoś nie chce wyłysieć? - zdziwił sie Biezdar. 

- Nie, nie uważam, że ludzie nie powinni łysieć. Po to pracowałam nad wywarem, by powstrzymać łysienie. Zanim zacznę sprzedawać jakiś specyfik ludziom, to najpierw muszę sprawdzić, czy nie ma on jakichś efektów ubocznych. Wszystko co wam sprzedaję, jest przeze mnie sprawdzone pod względem bezpieczeństwa. Nie zdążyłam jeszcze przebadać tego wywaru do końca a już mi go podkradliście. Właśnie sprawdziłam, że on ma skutek uboczny. Każdy, kto to wypił, stanął w miejscu. Nie będzie wam przybywało lat. Lata będą mijać a wy cały czas będziecie wyglądać tak samo. 

- A, to taki eliksir nieśmiertelności – domyślił się Dziwisław. – Będziemy żyć wiecznie, nigdy nie umrzemy. 

- A powiedziałam, że nie umrzecie? Każdy kiedyś umrze. Jeden wcześniej, inny później, ale każdego to czeka. To, że zatrzymane zostało starzenie, to nie znaczy, że jesteście nieśmiertelni. Każdy może was zabić. Będziecie żyć tak długo, aż ktoś albo coś was zabije. Albo dopadnie was śmiertelna choroba. 

- To chyba dobrze – uśmiechnął się Miłobor. – Będę wiecznie piękny i młody.  

- Jeszcze tego nie wiecie, ale to nie jest dobre – Damroka próbowała gasić entuzjazm. – Kiedyś zdacie sobie z tego sprawę. A kto wie, czy ten wywar nie ma jeszcze innych efektów ubocznych? Jeszcze go do końca nie przebadałam. 

- A niech to szlag trafi – Biezdar wywinął pięścią w powietrzu. 

- Zdałeś sobie już sprawę z tego, co Damroka rzekła? – spytał się go Dziwisław. 

- Nie, chodzi mi o to, że tyle się narażaliśmy całą noc, a z bogactwa wyszły nici. 

- Nie chcesz długo żyć?  

- A co mi po długim życiu? Lepiej żyć krótko, jako bogacz, niż wiele lat męczyć się, jako gołodupiec. 

- A co, jesteś gołodupcem? Albo zamierzasz nim być? 

- Nie, ale różnie w życiu bywa. A tak, miałbym gwarancję, że nie zabraknie mi nigdy pieniędzy. 

- To weź się do dodatkowej roboty, jak brakuje ci pieniędzy – poradziła Damroka. 

- Nie brakuje mi pieniędzy. Nie o to mi chodzi. Szlag, szlag to trafił! 

Niezadowolony Biezdar udał się do swojej chałupy, po czym trzasnął drzwiami. 

- Nie gniewaj się na nas Damroko – Dziwisław próbował ją obłaskawić. 

- Ja się na was nie gniewam. Ja wam współczuję – odpowiedziała. 

- To dobrze, że się na nas nie gniewasz. Masz może przy sobie do sprzedania ziółka na kaca?  

- Nie. Ale za to mam dla ciebie dobrą radę. Nie pij tyle. 

- Nie jestem pijakiem. 

- Jesteś, jesteś – powiedziała mu Smysława. 

Dziwisław machnął zrezygnowany ręką i udał się do swojej chaty.


Tagi:

Awatar użytkownika
Cam
Random Cruelty Generator
Random Cruelty Generator
Posty: 6431
Zobacz teksty użytkownika:

Opowieści pradawne. Rozdział 1: Jedyna taka noc (cz.1)

Post#2 » 22 mar 2020, o 10:32

Największą bolączką i problemem tego tekstu jest sama narracja.  

 

Idąc po kolei, tekst rozpoczyna się niemalże encyklopedyczną notką - informacja o roku, miejscu akcji. Przechodzimy już do akcji, mamy parę zdań opisu bagien i postaci, które je przemierzają, ale nagle znów wracamy do encyklopedycznego zacięcia. I znów do opisów.  

To wszystko w ramach jednego akapitu. Trzeba to uporządkować, to z pewnością. 

 

Podzielmy akapit: 

Był rok 600 naszej ery. Na terenie obecnych Moraw znajdowała się niewielka słowiańska wioska Witczyn. Stamtąd też, pewnej ciemnej nocy, wyruszyła z wioski grupka 5 mężczyzn. Oświetlali sobie drogę pochodniami aż dotarli nad bagna. Czuli się pewnie w okolicy, którą dobrze znali, każdy z nich wychowywał się tutaj od małego. Jednak bagna zawsze napełniały ich niepokojem.Europa w tym czasie dzieliła się na dwie części. Pierwsza z nich była cywilizowana i chrześcijańska. Natomiast ta druga była pogańska a Słowianie podlegali wtedy pod tą drugą cześć. Każde plemię miało swoje wierzenia, które przekazywano z dziada pradziada na przyszłe pokolenia oraz wiarę w nadprzyrodzone istoty i byty, które wtedy były realne. Dopóki na tych ziemiach nie zostało zaprowadzone chrześcijaństwo, to po polach, lasach, bagnach włóczyły się przeróżne płanetniki, latawice, utopce, porońce i inne istoty. Właśnie teraz grupka wędrowców zatrzymała się przy bagnach a bagna nie wróżyły niczego dobrego, szczególnie w ciemną noc. Wodne stwory były szczególnie groźne przed Nocą Kupały. Jak ktoś się chciał wykąpać w rzece lub jeziorze, to musiał poczekać do Nocy Kupały, po niej niebezpieczeństwo było minimalne. Był czerwiec, lecz do przesilenia letniego pozostało jeszcze trochę czasu.
 

Na żółto mamy część, nazwę tak dla uproszczenia, "beletrystyczną", druga to encyklopedyczna. Kupy się to nie trzyma, że zostało to napisane w ten sposób, jest to pomieszanie konfundujące czytelnika.  

 

A można by tak, po prostu przemieszczając zdania tak, by tworzyły bardziej logiczny ciąg, a część usuwając (zaznaczone skreśleniem): 

Pewnej ciemnej nocy, wyruszyła z wioski [tu można by zawrzeć informacje o wiosce] grupka 5 mężczyzn. Był czerwiec, lecz do przesilenia letniego pozostało jeszcze trochę czasu. Oświetlali sobie drogę pochodniami aż dotarli nad bagna. Czuli się pewnie w okolicy, którą dobrze znali, każdy z nich wychowywał się tutaj od małego. Jednak bagnamokradła [synonim, by uniknąć powtórzeń] zawsze napełniały ich niepokojem.Właśnie teraz grupka wędrowców zatrzymała się przy bagnach. bagna Nie wróżyły one [bagna - wtedy unikasz powtórzenia, a podmiot jest jasny] niczego dobrego, szczególnie w ciemną noc. Wodne stwory były szczególnie groźne przed Nocą Kupały. Jak ktoś się chciał wykąpać w rzece lub jeziorze, to musiał poczekaćdo Nocy Kupały, po niej niebezpieczeństwo było minimalne. 

[I jako nowy nowy akapit informacje o Europie, jeżeli są konieczne] 

Europa w tym czasie dzieliła się na dwie części. Pierwsza z nich była cywilizowana i chrześcijańska. Natomiast ta druga była pogańska a Słowianie podlegali wtedy pod tą drugą cześć. Każde plemię miało swoje wierzenia, które przekazywano z dziada pradziada na przyszłe pokolenia oraz wiarę w nadprzyrodzone istoty i byty, które wtedy były realne. Dopóki na tych ziemiach nie zostało zaprowadzone chrześcijaństwo, to po polach, lasach, bagnach włóczyły się przeróżne płanetniki, latawice, utopce, porońce i inne istoty.

 

I tak dalej. Musisz być sam sobie redaktorem.  

Oczywiście to przykład, zdania trzeba by ogładzić i uporządkować, by to dodatkowo brzmiało, nie tylko było spójne. Robisz też dużo powtórzeń, to na pewno.  

 

Poza tym opisujesz, jakbyś sam nie zwracał uwagi na to, co piszesz. Przykład: 

- W drogę – rzekł Biezdar i zgasił swoją pochodnię. Inni też pogasili pochodnie.
 

Po co te powtórzenia? Wystarczy "Inni też to zrobili" lub "Inni postąpili jego śladem", cokolwiek. 

 

I przyznam, że przestałam czytać przy dojściu do chatki Damroki. Nie jest to łatwa lektura ani do czytania, ani do komentowania, bo różnych problemów jest bardzo dużo i trudno je wypisać wszystkie. Może tu wrócę, ale myślę, że nawet bez tego można się pokusić o parę stwierdzeń.  

 

Widać, że to twój pierwszy tekst. Nie ma w tym niczego złego, bo każdy od czegoś zaczyna. Zacznijmy od podstaw (a z podstawami jest tak, że gdy się z nimi uporać, efekty są szybkie i widoczne, więc polecam.)  

  • O robieniu misz-maszu narracyjnego już pisałam wyżej. Wystrzegaj się, naprawdę. Postaw się czasem w roli czytelnika - gdyby to nie był twój tekst, tylko byś go czytał jak czytelnik, co byś o tym fragmencie sądził?
  • Poprawiaj to, co piszesz. Widać, że robisz dużo powtórzeń, a zauważyłbyś pewnie większość z nich, gdybyś po napisaniu dał tekstowi przeleżeć parę dni, a potem byś go poprawiał.
  • Opisujesz stwierdzeniami, nie de facto "opisami". Powinieneś bardziej pokazywać niż informować. Gorąco polecam ten poradnik: viewtopic.php?f=10&t=7856. Powinien ci wiele rozjaśnić, szkoda, bym przepisywała to, co tam już zostało napisane.
  • Dalej - dialogi. Twoje postaci nie rozmawiają, one przerzucają się informacjami. Są sztywne, poza tym każdy z mężczyzn mówi w ten sam sposób. Musisz to urozmaicić. Poza tym operujesz ciągle "powiedział", "oznajmił", "zdziwił się" - nie lepiej "Brwi Dziwisława poszły w górę w zdziwieniu"? Mamy mimikę, postaci również.
  • Liczebniki zapisujemy słownie.
  • Masz też baaardzo dużo powtórzeń.
 

Nie wiem, ile już napisałeś tego tekstu, ale naprawdę polecam ci przysiadanie do poprawek. Poprawianie może bardzo dużo nauczyć. Czasem lepiej wrócić się do tego, co już się napisało, niż lecieć dalej.  

 

 

Można by napisać dużo więcej, ale, szczerze, aż nie wiem, co w komentarzu zawrzeć. Kwestię historyczną całkowicie zostawiam dla kogoś zorientowanego. Za to zapis masz całkiem schludny jak na osobę początkującą, to trzeba oddać. Niby drobiazg, ale bardzo miły.


Jerzy Sowiński
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 35
Zobacz teksty użytkownika:

Opowieści pradawne. Rozdział 1: Jedyna taka noc (cz.1)

Post#3 » 22 mar 2020, o 14:22

Dziękuję za uwagi. Jak się dopiero zaczyna przygodę z pisaniem, nie zwraca się uwagi na niektóre aspekty. A chciałbym, żeby te opowiadanie przyjemniej się czytało. Już poprawiam. Cieszę się, że Artefakty potrafią wesprzeć radą kogoś, kto dopiera zaczyna pisać. Jakby ktoś miał jakieś sugestie, to chętnie poczytam. Mam nadzieję, że uda mi się podnosić swój poziom pisarki, z każdym opowiadaniem.

Awatar użytkownika
Mszczuj
zaklęty miecz
zaklęty miecz
Posty: 293
Zobacz teksty użytkownika:

Opowieści pradawne. Rozdział 1: Jedyna taka noc (cz.1)

Post#4 » 22 mar 2020, o 16:17

W ogóle nie jestem fanem wyjaśniania czytelnikowi miejsca i akcji w taki dosadny sposób. Rok był taki a działo się to tutaj. Tekst traci trochę klimat (szczególnie, że czytelnik wie, że zmyślasz i odruchowo myśli sobie - co ty gadasz gościu? Wcale tak nie było). Ale szanuję Twój wybór. Rosyjscy klasycy wprowadzali w ten sposób każdą z postaci i jak już się przez to przebrnęło, łatwiej było utożsamić się z bohaterami. 

 

Co do dziwnych sformułowań w tekście, to rozumiem, że próbowałeś wprowadzić staropolski język, żeby dodać magii. W sumie słabo wyszło, ale popracujesz trochę nad tym i wypracujesz własny styl. Nie czepiałbym się też powtórzeń. Powtórzenia są były i będą a jak wpadniesz w powtórzeniofobię stracisz radość z pisania i pewność siebie. Polecam odłożyć tekst przed publikacją na 1-2 dni i przeczytać go jeszcze raz. Jak coś będzie brzmiało krzywo, to kasuj/poprawiaj. Jak nie, zostaw. 

 

Kiedyś przeczytałem książkę "Szalbierz" i wpadłem na pomysł takiej historycznej powieści, ale poległem na samym początku. Brak mi zaplecza językowego, to po pierwsze. Nie wiem jak ludzie w tamtych czasach rozmawiali, nawet w przybliżeniu, a wydaje mi się, że jak będę używał współczesnej polszczyzny, to będzie wyglądało komicznie. Po drugie mało wiem o życiu na wsi, na bagnach, w zamku i tak dalej. Nie wiem co ci ludzie robili na co dzień, jakie mieli obyczaje, społeczeństwo, nawyki. Przez to bałem się, że będzie to słabe pod względem merytorycznym. Sam nie miałem wiary w to co piszę. I myślę, że sumienny research jest lekarstwem na tę bolączkę. Życzę ci, żebyś nie miał tych problemów i tchnął w swoją historię prawdziwe życie. Z tego co widzę, wrzuciłeś już cały pierwszy rozdział, więc jak na razie idzie świetnie. Trzymam kciuki. 

 

PS Artefakty potrafią wspierać nowych pisarzy jak nikt inny.


Jerzy Sowiński
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 35
Zobacz teksty użytkownika:

Opowieści pradawne. Rozdział 1: Jedyna taka noc (cz.1)

Post#5 » 22 mar 2020, o 18:52

Staropolskiego języka tutaj nie ma. To co na ogól jest rozumiane jako język staropolski, to język sztucznie zarchaizowany (głównie przez Sienkiewicza), by wydawał się językiem dawnym a równocześnie był zrozumiały dla czytelnika. Jakbym poprowadził dialogi w prawdziwym języku średniowiecznym, nikt by ich nie rozumiał. W "Opowieściach pradawnych" dialogi są współczesne.  

Wiem że opisy historyczne są raczej nużące, umieściłem taki w pierwszym rozdziale, by można było się dowiedzieć co się w Europie wtedy działo. Sytuacja polityczna nie była zmyślona. Fikcyjne było dodanie słowiańskich stworów. 

Może spróbujesz napisać powieść historyczną? Językiem nie musisz się przejmować. Zauważyłem, że w książkach i filmach odchodzi się od języka zarchaizowanego, dialogi brzmią coraz bardziej współcześnie. Wiedza o życiu i zwyczajach bardzo się przydaje, ale jak jej nie posiadasz, to możesz napisać, że bohater udał się na zamek, bez opisywania jak ten zamek wyglądał. Albo stwórz jakiś fikcyjny świat, jak Sapkowski w Wiedźminie, wtedy nikt nie będzie się czepiał, że nie jest to zgodne z prawdą historyczną.


Awatar użytkownika
Mszczuj
zaklęty miecz
zaklęty miecz
Posty: 293
Zobacz teksty użytkownika:

Opowieści pradawne. Rozdział 1: Jedyna taka noc (cz.1)

Post#6 » 22 mar 2020, o 19:10

Współczesne książki i filmy nie są dla mnie wyznacznikiem tego co jest w literaturze dozwolone lub nie. Pisałem też trochę takiej grafomanii, o której tutaj wspominasz, że język współczesny, wszyscy wzięci z życia a kraina bajkowa i tak dalej. Wychodzi straszna kupa. Wstyd pokazać czytelnikowi świat, w którym nie będzie mógł się poczuć jakby tam był, bo wszytko jest bez sensu. Wolę trzymać się współczesności. No i tak w ogóle wspomniałem tylko, że kiedyś naszła mnie taka ochota a ty proponujesz, żebym spróbował teraz? Nie mam na to najmniejszej ochoty.

Awatar użytkownika
Cam
Random Cruelty Generator
Random Cruelty Generator
Posty: 6431
Zobacz teksty użytkownika:

Opowieści pradawne. Rozdział 1: Jedyna taka noc (cz.1)

Post#7 » 23 mar 2020, o 10:59

Jerzy Sowiński pisze:Dziękuję za uwagi. Jak się dopiero zaczyna przygodę z pisaniem, nie zwraca się uwagi na niektóre aspekty. A chciałbym, żeby te opowiadanie przyjemniej się czytało. Już poprawiam. Cieszę się, że Artefakty potrafią wesprzeć radą kogoś, kto dopiera zaczyna pisać. Jakby ktoś miał jakieś sugestie, to chętnie poczytam. Mam nadzieję, że uda mi się podnosić swój poziom pisarki, z każdym opowiadaniem.
 

 

Nie ma za co. Gdy już poprawisz, wrzuć na forum poprawioną wersję (nawet podmieniając obecne, nie musisz zakładać nowych tematów, chyba że poprawione wersje będą się diametralnie różnić od pierwotnych); będzie łatwiej czytać i komentować, kiedy już te problemy będą rozwiązane. Skupimy się wtedy na innych rzeczach ;) 

 

 

Mszczuj pisze:W ogóle nie jestem fanem wyjaśniania czytelnikowi miejsca i akcji w taki dosadny sposób. Rok był taki a działo się to tutaj. Tekst traci trochę klimat (szczególnie, że czytelnik wie, że zmyślasz i odruchowo myśli sobie - co ty gadasz gościu? Wcale tak nie było). Ale szanuję Twój wybór. Rosyjscy klasycy wprowadzali w ten sposób każdą z postaci i jak już się przez to przebrnęło, łatwiej było utożsamić się z bohaterami.
 

Pod tym się podpisuję.  

Jeżeli nie jest to zgrabnie napisane i w jakiś sposób spójne z resztą, może bardziej szkodzić niż być korzystne, bo wygląda po prostu siermiężnie. Zawsze można spróbować przemycania takie informacje z rozmysłem w treści.


Jerzy Sowiński
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 35
Zobacz teksty użytkownika:

Opowieści pradawne. Rozdział 1: Jedyna taka noc (cz.1)

Post#8 » 23 mar 2020, o 13:12

Już poprawiłem cztery wszystkie cztery części. Chyba trochę lepiej to już wygląda. Uff, czasami trudno dobrać jakiś synonim, tak by się wyrazy nie powtarzały. Weźmy na przykład takie słowo "wianek".  

Tak się zastanawiałem, czy nie zlikwidować opisu historycznego. Takie opisy są nużące, jeśli ktoś nie interesuje się historią. Zmniejszyłem opis, pozostawiając w nim tylko ludy, które będą pojawiały się w "Opowieściach pradawnych". Chodzi o to, by opisać jakiś naród tylko raz, na początku. By za każdym razem, gdy wspomnę o jakimś kraju, nie będę opisywać go już więcej. By było wiadomo, że jak napiszę "Cesarstwo" to będzie chodziło o Bizancjum. Jak napiszę "Frankowie", to będzie wiadomo, że nie chodzi mi o mężczyzn z imionami Franek. Jak napiszę "Kaganat" to będzie chodziło o Awarów.


Awatar użytkownika
Cam
Random Cruelty Generator
Random Cruelty Generator
Posty: 6431
Zobacz teksty użytkownika:

Opowieści pradawne. Rozdział 1: Jedyna taka noc (cz.1)

Post#9 » 23 mar 2020, o 13:41

Z eliminowaniem powtórzeń trzeba być sprytnym ;) Nabierzesz wprawy z czasem, jak to robić w przypadku problematycznego słowa, które nie ma dobrego synonimu. Możesz posiłkować się słownikami synonimów typu synonimy.pl lub wbudowanym w Worda, który ma całkiem pokaźną bibliotekę, też bywają pomocne.  

Potem zajrzę do tekstu, ale byłabym za eliminacją opisu w tej formie. Ceni się rozszerzanie tekstu też o tło etc., ale jeżeli ma się to robić w podobnej formie, czasem lepiej zrezygnować. To oczywiście twoja decyzja. 

 

Ale! Możesz też wprowadzać takie informacje w formie dialogów - co może być utrudnione, bo raczej nie masz postaci wydających się na dość wykształconych i zorientowanych, by o tym dyskutować - ale też w formie myśli postaci.  

Bo to ty decydujesz, kim są twoi bohaterowie. Ty decydujesz, co robią, o czym myślą etc. I właściwie jest to ważne, bo tekst nie powinien prowadzać się do "Bohater A zrobił to, a bohater B tamto". 

Członkiem wyprawy może być np. zarządzający wioską lub ktokolwiek inny, który orientuje się, jak obecnie wyglądają sprawy polityczne (jeżeli można tak to określić) w kraju i u bliskich sąsiadów. I wtedy na przykład ta postać może przedzierać się przez bagna, w strachu rozglądając się, czy nie atakuje ich wodnik lub inny stwór, myśląc o własnych wierzeniach etc., dla kontrastu może też rozmyślać o chrześcijaństwie uważającym to wszystko za pogańskie bujdy. Jesteś tu gawędziarzem historii. Ty decydujesz, jaką będzie miała formę.  

 

Jeszcze inna opcja przychodzi mi teraz do głowy, czasem wykorzystywana w książkach fantasy, zwłaszcza z gatunku magii i miecz. Z tego, co pamiętam, coś podobnego stosował też Sapkowski w Wiedźminie - każdy rozdział poprzedzał fragment stylizowany na wpis z ksiąg/kronik/bestiariusza pisanych przez jakiegoś skrybę/kronikarza, w których były przemycone informacje o sytuacji politycznej, o innych ważnych dla tekstu treści. Sposobów jest dużo. Dlatego warto dużo czytać, by na podstawie tego, jak temat ugryźli inni pisarze, wiedzieć, jakie ma się możliwości. 

Swoją drogą, czytałeś może sagę husycką Sapkowskiego? Zupełnie inna epoka, ale to bardzo dobry przykład na to, jak można pisać książki historyczne.


Jerzy Sowiński
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 35
Zobacz teksty użytkownika:

Opowieści pradawne. Rozdział 1: Jedyna taka noc (cz.1)

Post#10 » 23 mar 2020, o 15:44

Od drugiego rozdziału na szczęście opisy, jeśli okażą się konieczne, będą złagodzone, np. w formie dialogów. Opis ograniczę do wyjaśnienia, dlaczego Serbowie postanowili osiedlić się na Bałkanach, ponieważ wędrówka Serbów będzie kluczowa dla późniejszych wydarzeń.  

Sagę husycką mam zamiar przeczytać. Tym bardziej, ze to co ja pisze, to powieść historyczno-fantastyczna. W Polsce praktycznie tylko Sapkowski pokusił się napisać w tym gatunku literackim ową sagę. Poza tym praktycznie nie ma więcej pozycji w tym gatunku. Czyli elementy fantastyki na tle prawdziwych wydarzeń historycznych, zamiast w jakimś świecie fantasy. 

Odkąd się wziąłem za pisanie, to praktycznie nie miałem jeszcze czasu przeczytać swoich ulubionych książek, które sobie ostatnio kupiłem. Pisanie to taki złodziej czasu. A Sapkowskiego cenię, czasy husyckie uważam za ciekawe, tak więc prędzej czy później sagę przeczytam.


Awatar użytkownika
Monone
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 87
Zobacz teksty użytkownika:

Opowieści pradawne. Rozdział 1: Jedyna taka noc (cz.1)

Post#11 » 25 mar 2020, o 23:00

Bardzo cenne uwagi wniosła Ci już Cam I inni, nie będę więc odnosić się do powtórzeń.  

Co do siebie mogę powiedzieć - trochę zarzynasz klimat. 

1. Bagna, wiedźmy, utopce - nie czuć tego za bardzo. Postaraj się na przyszłość więcej pokazywać świat, zamiast go opisywać. Może któremuś z wędrowników kiedyś zdarzyło się coś w ich pobliżu? Wpleść takie smaczki. 

2. Wydaje mi się, że jak na początek, za dużo informacji o świecie na raz - to 1 rozdział dopiero. Wyłap najbardziej kluczowe kwestie. 

3. Historia wydaje się ciekawa - serio, popracuj nad nią. 

 

Nie wiem czy czytałeś Cykl "Wilcza dolina" Marty Krajewskiej. Polecam, lekko napisana w podobnym świecie do Twojego.


Jerzy Sowiński
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 35
Zobacz teksty użytkownika:

Opowieści pradawne. Rozdział 1: Jedyna taka noc (cz.1)

Post#12 » 26 mar 2020, o 14:15

Zanim przystąpiłem do pisania Opowieści pradawnych miałem dylemat. Co z opisami? Bo założenia to powieść przygodowa. Bałem się, że jak zacznę wstawiać tu opisy i przemyślenia, to spowolni to akcję.  

Poza tym, nie założyłem, dla jakiego czytelnika ma być tyn utwór skierowany. Dla wyrobionego czytelnika ceniącego głębszą treść, czy dla masowego, wychowanego na komiksach i serialach. Próbowałem kiedyś coś napisać i od polonisty usłyszałem, że daję za mało opisów, głównie dialogi. Równocześnie poskarżył się, że młodzież obecnie unika opisów w książkach, przeskakuje od razu do dialogów i akcji. I bądź tu mądry. I jak tu wyważyć, by każdemu dogodzić.  

W drugim rozdziale popracuję nad opisami, tak by były bardziej klimatyczne. Chyba nie spowolni to akcji a ubarwi historię.


Awatar użytkownika
Cam
Random Cruelty Generator
Random Cruelty Generator
Posty: 6431
Zobacz teksty użytkownika:

Opowieści pradawne. Rozdział 1: Jedyna taka noc (cz.1)

Post#13 » 26 mar 2020, o 14:29

Poza tym, nie założyłem, dla jakiego czytelnika ma być tyn utwór skierowany. Dla wyrobionego czytelnika ceniącego głębszą treść, czy dla masowego, wychowanego na komiksach i serialach. Próbowałem kiedyś coś napisać i od polonisty usłyszałem, że daję za mało opisów, głównie dialogi. Równocześnie poskarżył się, że młodzież obecnie unika opisów w książkach, przeskakuje od razu do dialogów i akcji. I bądź tu mądry. I jak tu wyważyć, by każdemu dogodzić.
 

Tak naprawdę "oszacowanie" targetu to podstawa. Musisz choć mniej więcej wiedzieć, do kogo chcesz kierować tekst. Nie dogodzisz wszystkim, ale o to się nie martw; mówi się, że to, co jest dla wszystkich, jest jednocześnie dla nikogo. Wystarczy, że mniej więcej zawęzisz grono odbiorców - np. do tych, którzy lubią czytać, lubią wątki historyczne, ale których za dużo informacji może przytłoczyć, za to nie zrażą się dłuższymi opisami. Albo wręcz przeciwnie, do pasjonatów historii, którzy będą oczekiwać bardzo szczegółowych informacji itd. Albo złoty środek gdzieś pomiędzy, choć to może być trudniejsze. 

Swoją drogą jest też młodzież, która lubi czytać i czyta, sama do niej należałam. Dużo się o niej nie mówi, bo zawsze wyraźniej widzi się negatywy niż pozytywy, ale szczerze? Myślę, że takich osób jest mnóstwo.  

 

Zanim przystąpiłem do pisania Opowieści pradawnych miałem dylemat. Co z opisami? Bo założenia to powieść przygodowa. Bałem się, że jak zacznę wstawiać tu opisy i przemyślenia, to spowolni to akcję.
 

Ale z drugiej strony opisy i przemyślenia to to, co dodaje "barwy" tekstowi - bo bez tego, jeżeli nie pokażesz, dlaczego coś jest straszne, dlaczego postać się boi, i nie opiszesz tych uczuć, czytelnik niekoniecznie odczuje te przygody. 

 

Moim zdaniem w twoim przypadku lepiej przesadzić z nadmiarem opisów niż niedomiarem - w najgorszym razie usuniesz z tekstu to, co jest zbędne. Z czasem nauczysz się to wyczuwać. Więc się nie bój opisywać. Nawet to, czego nie wykorzystasz w tekście, będzie ćwiczyło twoje pióro. A to już bardzo dużo.


Jerzy Sowiński
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 35
Zobacz teksty użytkownika:

Opowieści pradawne. Rozdział 1: Jedyna taka noc (cz.1)

Post#14 » 26 mar 2020, o 20:48

Drugi rozdział wychodzi dwa razy dłuższy od pierwszego. A jak jeszcze rozwinę opisy, to strach pomyśleć jak będzie się ciągnął :)

Jerzy Sowiński
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 35
Zobacz teksty użytkownika:

Opowieści pradawne. Rozdział 1: Jedyna taka noc (cz.1)

Post#15 » 31 mar 2020, o 14:22

Znów troszkę poprawiłem tekst, by lepiej się to czytało.

Wróć do „Opowiadania i fragmenty powieści”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość