Tydzień później, rozdział 1

Długa proza: fragmenty powieści, długie opowiadania i inne teksty dużej objętości. Mile widziane wszelkie możliwe gatunki literackie i teksty, które nie mieszczą się w dziale Miniatury i drabble. Prosimy o odpowiednie tagowanie tekstów!
Regulamin forum
W tym dziale należy publikować opowiadania, powieści oraz inne długie formy prozatorskie. Utwory krótkie (drabble, miniatury, krótkie opowiadania) publikujemy w dziale "Miniatury i drabble". 

 

Przydatne definicje 

drabble – krótka forma literacka licząca dokładnie sto słów 

 

miniatura literacka (short story) – krótki utwór składający się z mniej niż 7 500 znaków 

 

opowiadanie – krótki utwór epicki o prostej akcji, niewielkich rozmiarach, najczęściej jednowątkowej fabule, pisany prozą 

 

powieść – długi utwór narracyjny opisujący rozbudowany ciąg zdarzeń 

 

Jeżeli twój tekst jest dłuższy niż objętość dopuszczalna przez skrypt, należy go podzielić na części. Każda część musi znaleźć się w osobnym temacie i nie przekraczać ww. objętości. 

Nazwa tematu powinna składać się z tytułu tekstu. Dodatkowo, dla tekstów wieloczęściowych, w tytule należy podać numer części, na przykład "Tytuł - część 1". W przypadku publikowania fanfiction, należy podać źródło w nawiasie kwadratowym, przykładowo: "[Harry Potter] Tytuł opowiadania".  

Każdy tekst należy odpowiednio otagować. Tagi wybieramy z pola pod tytułem tematu. Listę tagów oraz ich podział można znaleźć na podstronie. Dla publikacji wieloczęściowych funkcjonuje dodatkowy tag tekst wieloczęściowy, a dla fanfiction fandomowe (np. fanfiction-harry-potter).

Shiloh
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 84
Zobacz teksty użytkownika:

Tydzień później (WSTĘP)

Post#1 » 25 mar 2020, o 18:26

Jack Reacher, były major żandarmerii w stanie spoczynku, jest postacią stworzoną przez angielskiego pisarza publikującego pod pseudonimem Lee Child. Reacher to człowiek bardzo wysoki, ma 195 centymetrów wzrostu, waży (od 3 książki z serii) około 110 kilogramów oraz jest ciemnym blondynem. 

 

Wszelkie prawa do postaci Jacka Reachera (i jeszcze kilku, jednej występującej, dwóch wspomnianych i dwóch zasugerowanych) należą do Childa. Kiedy dowiedziałem się, że między akcją mojej ulubionej książki z serii, pt. "Nocna runda" (org. "The Midnight Line"), a nastepną jest blisko 8 lat różnicy, zdecydowałem, że sam napiszę opowiadanie, którego akcja będzie działa się krótko po "Nocnej rundzie". Uznałem to za konieczność, jako że w książce "61 godzin" autor spowolnił proces starzenia Reachera. Reacher ma w niej 49 lat i niecałe 4 miesiące. Akcja następnej, pt. "Czasami warto umrzeć" rozgrywa się jakiś tydzień później. Kolejna książka, pt. "Ostatnia sprawa" opisuje ostatnie dni Reachera przed odejściem z wojska. Książka "Poszukiwany" kontynuuje wątek drugoplanowy, który rozpoczął się w czternastej z serii, pt. "61 godzin", rozpoczyna się na dzień po zakończeniu akcji "Czasami warto umrzeć". Wątek zamyka książka "Nigdy nie wracaj", w której Reacher jest blisko wojska. Następna - "Sprawa osobista" - również wiążę się z wojskiem, acz jest sequelem i Reacher nadal nie jest żołnierzem w służbie czynnej. Następna w serii jest "Zmuś mnie", a po niej "Night School", w Polsce wydana pod niefortunnym tytułem "Sto milionów dolarów" i jest to kolejny prequel, dziejący się na krótko przed "Ostatnią sprawą". Dalszą jest właśnie moja ulubiona "Nocna runda", po której niestety autor przeskoczył o kilka lat w przód. Nie powiedział tego nigdzie, ale powód jest prosty - umieścił akcję większości opowiadań z tomu "Too Much Time", wydaną w Polsce pod tytułem "Adres nieznany" po "Nocnej rundzie" i tak uzasadnił. Mnie jednak sie takie posunięcie nie spodobało, a że nie chciałem opisywać Jacka Reachera, który ukończył już 50 lat, akcja opowiadania rozgrywa się we wrześniu (Reacher urodził się 29 października).  

 

Zachęcam do lektury mojego opowiadania, jednak nieobeznanych z twórczością Childa odsyłam do serii jego książek. Pierwszą napisał w 1997 roku i w polsce nosi ona tytuł "Poziom śmierci" (org. Killing Floor). Książki należy czytać w kolejności napisania, ze względu na to, jak zostały przedstawione pewne wydarzenia z życia Reachera. Dodam, że moje opowiadanie jest najprawdopodobniej jedynym polskim o tej postaci. 

 

Kolejne rozdziały będą pojawiać się co tydzień, a może częściej. Rozsiądźcie się wygodnie i rozpocznijcie czytanie siedmioczęściowego opowiadania.

Miej nadzieję na najlepsze, szykuj się na najgorsze. - Jack Reacher

Tagi:

Shiloh
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 84
Zobacz teksty użytkownika:

Tydzień później, rozdział 1

Post#2 » 25 mar 2020, o 18:37

Życie to czas niespodzianek. Pasmo niespodzianek. A Jack Reacher żył niespodziankami. Przez prawie całe życie był w ruchu. Dzień tu, dzień tam. Co prawda zdarzało się, że zatrzymywał się gdzieś na nieco dłużej, ale to były wyjątki. O ile wyjątkami można było nazwać co najmniej kilkanaście przystanków w ciągu ostatnich czternastu lat, bo niemal tyle minęło, odkąd opuścił wojsko. Chciał żyć tak jak dotąd, a może nie chciał. W końcu niespełna półtora roku po opuszczeniu armii spotkał kogoś, kogo kochał i zamierzał z nią zostać na dłużej, ale gdy przyszło co do czego i powiedziała, że przeprowadza się, by rozpocząć nową pracę, on powiedział, że z nią nie jedzie. Czy żałował? Sam do końca nie wiedział. Może tak, może nie. Nie mógł jednak zaprzeczyć, że odpowiadało mu to, jak spędzał swój wolny czas. Był wolnym człowiekiem, a jak sam twierdził, Amerykanie walczyli o swoją wolność, zaś on swoimi nieustannymi przenosinami dawał temu wyraz i poklask. Kiedy mógł, martwił się tylko o siebie. Kiedy pomagał, robił to z własnej woli i wtedy często zabijał.  

Ledwie przed tygodniem rozstał się z kimś takim jak on. Major Serena Rose Sanderson z piechoty lądowej, została potrójnie skrzywdzona: najpierw zgodziła się dowodzić misją za kolegę, który udał się na randkę z afgańską prostytutką (a że ten przy okazji dostał syfilisu to inna sprawa), potem razem z cały oddziałem wpadła na bombę – pułapkę umieszczoną w martwym psie, a gdy ledwie pozszywano jej twarz robiąc z niej coś gorszego niż oblicze potwora Frankensteina, nafaszerowali lekami przeciwbólowymi, od których się uzależniła i nie przestawała brać po opuszczeniu wojska. Wkrótce miała zacząć terapię, na razie jednak musiała być podtrzymywania w stanie „odjazdowym”.  

Umył się, ogolił, przebrał w nowe ubrania, stare wyrzucił do kosza, oddał klucz recepcjonistce i wyszedł, po czym powolnym krokiem udał się w stronę szosy. Stanął na jej brzegu i wystawił kciuk. Był początek września, słońce od rana prażyło niemiłosiernie. Przypomniał mu się moment, jak ponad dziesięć lat temu stał przy teksaskiej trasie, desperacko licząc, że ktoś go zabierze. Musiał się wtedy wydostać stamtąd jak najszybciej, bo uderzył człowieka, który, jak się okazało, był szeryfem, więc mógł za to odpowiedzieć. Zupełnie przypadkiem w odbiciu szyby zobaczył, jak stróż prawa parkuje przed motelem i uciekł przez okno. Teraz na szczęście uciekać nie musiał, jednak upał przypomniał mu to wszystko. Akurat teraz zaczął nostalgicznie wspominać ostatnie czternaście lat wolności. Wspominać wszystko po kolei, rozbierać na czynniki pierwsze. To nie było w jego stylu. Czyżby stawał się sentymentalny?  

Nim się obejrzał, minęło go już pięć samochodów. Żaden nie zwolnił, żaden nie przyspieszył, każdy przejeżdżający kierowca utrzymał tą samą prędkość. Nikt się nawet nie obejrzał.  

Z lasu wyłonił się zarys szóstego samochodu. Stąd Reacher nie mógł jeszcze rozpoznać marki. Lewą ręką starł pot z czoła i przymknął na chwilę oczy. Miał nadzieję, że ktokolwiek znajduje się w tym aucie, zatrzyma się. W przeciwnym razie usmaży się, a to byłaby najgłupsza śmierć, jaka mogłaby go spotkać. Czyżby bał się śmierci? Oczywiście, że się bał. Tylko nierozważny głupiec mógł ze spokojem o sobie powiedzieć, że się nie boi. Najgorzej jest bać się żyć.  

Pięćdziesiąt metrów. Zwolni czy nie? Zamrugał oczami i skupił się. Stający się coraz wyraźniejszym obiekt dał się rozpoznać jako samochód terenowy. Prawdopodobnie Ford Explorer. Reacher odetchnął. Samochód najwyraźniej zwalniał. Kierowca już z dala oceniał człowieka, którego potencjalnie weźmie na stopa. Oprócz postury Jacka – blisko dwa metry wzrostu, potężna budowa ciała i złamany nos (to ostatnie właściciel pojazdu miał zobaczyć dopiero za chwilę) decydował jeszcze przynajmniej jeden czynnik – płeć osoby siedzącej za kółkiem. Jeśli był to mężczyzna, to, o ile nie spodziewał się kłopotów, zatrzyma się. Jednak z kobietą za kierownicą może być różnie. Może przyspieszyć lub po prostu przemknąć obok niego. Ale może również zatrzymać się na chwilę, otaksować go wzrokiem i ruszyć od razu, uciąć krótką pogawędkę i odjechać, bądź uciąć krótką pogawędkę i otworzyć mu drzwi. Ktokolwiek by jednak nie kierował samochodem, on chętnie wsiądzie, choć przecież nie będzie się narzucał. Nie zamierzał co prawda tu stać szczególnie długo, wolał znaleźć się w klimatyzowanym wnętrzu auta, ale przecież nie zmusi nikogo, by wpuścił go do środka. 

Trzydzieści metrów. W ułamku sekundy, dokładnie w taki sam sposób, w jaki zdarza się człowiekowi zobaczyć całe swoje życie przed oczami, przypomniał sobie wszystkie osoby, które go podwoziły, odkąd uzyskał swoim sposobem od Jimmy’ego Szczura informację stanowiącą pierwsze istotne ogniwo w łańcuchu prowadzącym ku prawdzie o pani Major Sanderson. Zaczęło się od szeryfa, potem była kobieta z psem… 

Dwadzieścia metrów. Samochód cały czas się zbliżał, poruszając się jednostajnym tempem. Reacher zamrugał. Auto zbliżyło się do niego na piętnaście metrów i już teraz były żandarm był pewien, że za kierownicą siedzi mężczyzna. Czyli nie jest źle. Jeszcze dwanaście metrów. Pojazd ponownie zwolnił, ale chwilowo nic to nie znaczyło, mógł przecież znowu zacząć przyspieszyć. Nie przyspieszył jednak, lecz raz jeszcze zwolnił. Po ujechaniu pięciu metrów stanął.  

Dzieliło ich teraz sześć metrów. Kierowca najwyraźniej dawał znak, że chce, aby Reacher do niego podszedł. Tym sposobem starał się okazać swoją wyższość. Było to nieco irytujące, ale biorąc pod uwagę warunki atmosferyczne, nie było sensu się tym zajmować. Przecież nie każe mu ruchem ręki podjechać kilku metrów, ani po przejściu kilku metrów nie zacznie rzucać obelgami, gdy kierowca opuści szybę. Ruszył umiarkowanym tempem i pochylił się nad szybą. Dopiero wtedy mężczyzna siedzący w środku raczył nacisnąć przycisk. 

- Daleko pan jedzie? – Spytał. Był dość bezpośredni. I odważny, a może nierozważny. Nie powiedział, jaki jest cel jego podróży, ale spytał wprost. Reacher nie zastanawiał się dłużej. 

- Po prostu jadę w tę stronę. 

- Jak to? – zdziwił się kierowca i zbliżył kciuk prawej dłoni do przycisku sterującego szybą. 

- Ktoś mnie wziął na stopa. Przespałem się w motelu i teraz jadę dalej. 

- Tak bez celu?  

- Podróżuję. W końcu mam do tego prawo. 

Kierowca przez chwilę nic nie mówił. Reacher, który do tej pory był zajęty jedynie rozmową, teraz przyjrzał się mężczyźnie. Łysiał i był barczysty, fotel miał odsunięty do tyłu, co oznaczało, że prawdopodobnie jest mniej więcej tak samo wysoki, jak on. 

- Ja jadę do Nevady – oznajmił kierowca. 

Oznaczało to przejazd przez trzy – cztery stany. Wciąż znajdował się w Dakocie północnej. Kierowca mógł wybrać trasę prowadzącą przez Montanę i Idaho i była to najkrótsza trasa. Mógł również pojechać przez Montanę, Wyoming i Utah, albo przez Dakotę Południową, Wyoming i Utah. Pozostałe trasy prowadziły przez Dakotę Południową, Nebraskę, Wyoming i Utah, przez Dakotę Południową, Nebraskę, Kolorado i Utah, bądź przez Dakotę Południową, Nebraskę, Kansas, Kolorado i Utah. Zapytał, którą trasą zmierzać będą do celu podróży i otrzymał odpowiedź, że tą najkrótszą. Mężczyzna swoje wyjaśnienie zakończył słowami „Wsiada pan?”, więc Reacher odpowiedział, że tak i wsiadł. Cofnął fotel, by mu było wygodniej. Gdy zapinał pasy, już jechali. Kierowca przez dłuższą chwilę nie odzywał się. Reacher uznał, że albo mężczyzna mało mówi, albo coś jest nie tak. Postanowił być czujny, ale póki co uznał, że nie ma się czym przejmować. Mogło być też tak, iż jego wybawca po prostu był zmęczony i krótka pogawędka, którą ucięli, wyczerpała jego ochotę na rozmowę. 

Teraz Reacher najbardziej cieszył się z działającej klimatyzacji. Po chwili zauważył, że mężczyzna bacznie mu się przygląda. Koncentrował się na drodze, ale równie uważnie wpatrywał się w niego. Nie podobało mu się to, ale postanowił, że póki co nic nie powie, ale zaczeka, jak rozwinie się sytuacja. Kierowca przypominał go budową ciała i wyglądał na tak samo czujnego. Przewaga Reachera polegała na tym, że nie trzymał kierownicy. Pomimo zapiętego pasa miał większą swobodę ruchów. 

- Był pan w wojsku, prawda? – tym pytaniem został zaskoczony całkowicie. Normalnie Reacher odpowiedziałby albo „Tak”, albo „Skąd pan wie?”, ale nastąpiło to tak niespodziewanie, że podniesionym nieco głosem rzekł „Słucham?”. 

- Bo ja byłem – wyjaśnił jego rozmówca. – A swój pozna swego. 

- Faktycznie, byłem w wojsku – przyznał wciąż skołowany Reacher. Chciał spytać w jakiej formacji był właściciel samochodu, ale nie zdążył, bo sam usłyszał to pytanie. Uznał, że dobrze będzie powiedzieć prawdę. 

- W żandarmerii. 

- Ja byłem w Delta Force. Odsłużyłem tam dwadzieścia osiem lat. Odszedłem do cywila w stopniu pułkownika rok temu. A pan? 

- Jako major. Służyłem trzynaście lat. 

- Trzynaście? – upewnił się kierowca. 

- Tak, a o co chodzi? 

-A niech mnie! – wykrzyknął kierowca. 

- Co się stało? 

- Czy pan jest tym kim myślę? 

- Słucham? 

- Pan jest Jack Reacher. Wszystko się zgadza. Żandarmeria. Trzynaście lat służby. Wysoki, potężny blondyn. W latach dziewięćdziesiątych dowódca Sto Dziesiątej Specjalnej Jednostki Dochodzeniowej.  

- Tak – Reacher wciąż był w szoku. 

- Żywa legenda – ciągnął mężczyzna. – Wsadził pan dwóch naszych. Bez obrazy. Nie mam panu tego za złe. Schneider i Wilkins to byli dranie i wcale mi ich nie żal. 

Reacher nie odezwał się. Nie wiedział, co powiedzieć. Trafił na eks – żołnierza z oddziału, z którym kiedyś miał do czynienia. I ten sam człowiek rozpoznał go. Pierwszy raz od czasu, gdy opuścił armię, ktoś rozpoznał go ot tak. Wystarczyło powiedzieć, iż był w żandarmerii i że służył przez trzynaście lat, a ten mężczyzna, jak się okazało, również weteran, już wiedział, kim jest jego pasażer. 

- Plotka głosi, że na początku tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątego roku został pan zdegradowany do kapitana, a niecałe cztery lata później ponownie awansował na majora. Czy to prawda? 

- Owszem – przyznał Reacher. Uznał, że nie ma sensu zaprzeczać. Wyglądało na to, że ze strony byłego komandosa nic mu nie groziło. 

- Tak się zastanawiałem, czy kiedyś pana spotkam – kontynuował pułkownik. – Pan wybaczy, zapomniałem się przedstawić. Nazywam się Robert Thomson. 

Podał Reacherowi rękę. Krótki uścisk ich dłoni był jednakowo mocny.  

- Miło mi poznać – odparł Reacher i rozluźnił się nieco. – Dokąd pan jedzie? 

- Do córki. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z terminem, urodzi za kilka dni. A pan dokąd się wybiera? 

- Tak jak mówiłem, podróżuję. Może się zdarzyć, że pojadę z panem do końca, ale może też być tak, że wysiądę na pierwszej stacji benzynowej, na jakiej się pan zatrzyma.  

- O wszystkim od czternastu lat w pańskim życiu decyduje przypadek? 

- Właśnie. 

- Ciekawy sposób na życie. Ale ja nigdy bym tak nie potrafił. I nigdy bym nie chciał. Jeśli chodzi o moje życie, wszystko lubię planować. I jak dotąd wszystko układa po mojej myśli. 

- To dobrze. 

- No proszę, Jack Reacher jest moim pasażerem. 

Były pułkownik wydał się Reacherowi sympatycznym i porządnym człowiekiem. Mówi co myślał otwarcie, z pewną dozą podniecenia. Jack uznał więc, że prędzej czy później trzeba będzie wysiąść. Może nawet prędzej niż później. Nawet jeśli ten mężczyzna mu nie zagrażał, to nie miał pewności, czy wytrzyma z nim podróż przez trzy stany.  

- Był Pan kiedyś w Newadzie? – zagadnął Thomson. 

- Przejazdem – odpowiedział lakonicznie Reacher. Nie zamierzał dodawać, że w Las Vegas leży w betonie człowiek, którego uśmiercił cztery lata temu.  

- Gdzie konkretnie? – Drążył Robert. 

-W Las Vegas – uściślił nieco zirytowany Reacher. - Spotkałem tam kilkoro starych znajomych.  

Czuł, że ta rozmowa zaczyna wymykać się spod kontroli. Jeśli przyjdzie mu powiedzieć kilka słów za dużo, wysiądzie natychmiast, choćby za cenę potu. Już to lepsze niż wygadać się pierwszemu lepszemu facetowi, choćby żołnierzowi w stanie spoczynku. A właściwie zwłaszcza takiemu. Gość był mniej więcej w jego wieku, takich samych rozmiarów, służył w siłach specjalnych, a z takimi nie ma żartów nawet w cywilu. Jego następnym krokiem musi być przejęcie kontroli nad rozmową.  

- Właśnie tam jadę. – oznajmił Thomson. 

- Dlaczego wstąpił pan do wojska? – spytał Reacher. 

- Z tego samego powodu co pan. 

- Słucham? 

- Z tego co mówili, pański ojciec był w piechocie morskiej. Mój był w siłach powietrznych.  

- Rzeczywiście dużo pan o mnie wie. Ale ja nie wiem o panu nic. 

- Nie ma co opowiadać. Brałem udział w wielu operacjach Oddziału Delta. Z perspektywy czasu każda równie nudna. W latach służby zakochałem się i doczekałem trójki dzieci. Teraz są już dorosłe. Uznałem, że muszę być bliżej rodziny bez munduru. Żałuję, że zwlekałem z tym tyle lat. Może powinienem był zrezygnować jakieś dziesięć lat temu albo i wcześniej. 

- I tak należą się panu gratulacje. Wytrwał pan znacznie dłużej ode mnie. 

- Mówi panu coś Leon Garber? 

- Był moim dowódcą. 

-I dobrym przyjacielem mojego wujka, który do osiem lat temu dosłużył się w żandarmerii trzeciej generalskiej gwiazdki. Był prawdziwą chlubą swojej sekcji. Edwin Thomson, może słyszał pan o nim? 

- Niestety nie. 

- Wspominał niedawno, że spodziewa się wkrótce otrzymać czwartą gwiazdkę. 

- Proszę przekazać mu ode mnie gratulacje. 

Reacher sam nie wiedział, dlatego te słowa wyszły z jego ust. Wcale nie chciał, nic go nie obchodził czyjś awans, zwłaszcza że nie miał z nim nic wspólnego. Chciał je nawet odwołać, ale teraz, kiedy rozmowa nabrała tempa, nie wypadało się z niczego wycofywać. 

- Na pewno się ucieszy – stwierdził Thomson. – Raz kiedy byłem na trzydniowej przepustce, odwiedziłem go. Wyrażał się wówczas o panu w samych superlatywach. 

Na to Reacher nic nie odpowiedział. Thomson również uznał, że czas pomilczeć. Póki co, chyba wyczerpali temat. Ostatecznie nie poszło tak źle. Przyjemna pogawędka kolegów po fachu. Ułożył głowę wygodnie na oparciu. Zegar na desce rozdzielczej auta pokazywał wpół dziewiątej rano i zegar w jego głowie też. Zamknął oczy, puścił składankę „Eagles”, zaczynając od „Hotel California” i nastawił budzik w głowie na dziewiątą.

Miej nadzieję na najlepsze, szykuj się na najgorsze. - Jack Reacher

Wróć do „Opowiadania i fragmenty powieści”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 4 gości