Przygoda

Długa proza: fragmenty powieści, długie opowiadania i inne teksty dużej objętości. Mile widziane wszelkie możliwe gatunki literackie i teksty, które nie mieszczą się w dziale Miniatury i drabble. Prosimy o odpowiednie tagowanie tekstów!
Regulamin forum
W tym dziale należy publikować opowiadania, powieści oraz inne długie formy prozatorskie. Utwory krótkie (drabble, miniatury, krótkie opowiadania) publikujemy w dziale "Miniatury i drabble". 

 

Przydatne definicje 

drabble – krótka forma literacka licząca dokładnie sto słów 

 

miniatura literacka (short story) – krótki utwór składający się z mniej niż 7 500 znaków 

 

opowiadanie – krótki utwór epicki o prostej akcji, niewielkich rozmiarach, najczęściej jednowątkowej fabule, pisany prozą 

 

powieść – długi utwór narracyjny opisujący rozbudowany ciąg zdarzeń 

 

Jeżeli twój tekst jest dłuższy niż objętość dopuszczalna przez skrypt, należy go podzielić na części. Każda część musi znaleźć się w osobnym temacie i nie przekraczać ww. objętości. 

Nazwa tematu powinna składać się z tytułu tekstu. Dodatkowo, dla tekstów wieloczęściowych, w tytule należy podać numer części, na przykład "Tytuł - część 1". W przypadku publikowania fanfiction, należy podać źródło w nawiasie kwadratowym, przykładowo: "[Harry Potter] Tytuł opowiadania".  

Każdy tekst należy odpowiednio otagować. Tagi wybieramy z pola pod tytułem tematu. Listę tagów oraz ich podział można znaleźć na podstronie. Dla publikacji wieloczęściowych funkcjonuje dodatkowy tag tekst wieloczęściowy, a dla fanfiction fandomowe (np. fanfiction-harry-potter).


Autor tematu
Konrad Mazur
kozik
kozik
Posty: 122
Zobacz teksty użytkownika:

Przygoda

Post#1 » 1 kwie 2020, o 22:17

W sierpniu dni zazwyczaj są ciepłe, kobiety chodzą lżej ubrane, odsłaniając nogi, ramiona, biusty, czasem i pośladki, jeśli któraś z dam jest nieco odważniejsza. Mniejsza o to. Akurat wchodziłem w lekki zakręt, jaki znajduje się pośrodku tej uliczki, gdy z pustego placu, gdzie kiedyś stała opuszczona kamienica, wybiegły trzy osoby i otoczyły mnie. Zaskoczony, zatrzymałem się, chwytając dłonią za pojemnik z gazem, jaki miałem w kieszeni spodni. Lubię mieć środki ochrony osobistej, różne rzeczy mogą się przecież wydarzyć podczas kontaktów z innym ludźmi. Nie wszyscy są tacy kulturalni jak ja czy Ty. Wielu już tego doświadczyło, kończąc spokojne spacery po mieście w szpitalu, na komisariacie, czy, w najgorszym przypadku, na cmentarzu. Ja wolę być zabezpieczony. 

Zacisnąłem palce na pojemniku, spoglądając na twarze otaczających mnie ludzi. Dwóch mężczyzn i kobieta, w wieku może około czterdziestu lat, wszyscy uśmiechnięci, rozradowani, szczęśliwi, z pozytywną energią bijącą od ich ciał. Trochę się rozluźniłem, lecz wciąż trzymałem w pogotowiu rozpryskiwacz gazu. Na wszelki wypadek, gdyby coś miało się stać. Przecież mogli być narkomanami na głodzie albo psychopatami, skąd mogłem wiedzieć? 

- Podążaj za nami, chodź z nami... – szeptali mi w twarz, ich oddechy pachniały miętą i rumiankiem. Kobieta była roznegliżowana, miała odsłonięte ramiona i połowę smukłych ud, spod krótkiej bluzeczki widać było pępek z kolczykiem w kształcie serduszka.  

- No chodź, nie bój się – mężczyzna podobny do aktora grającego w filmie „W krzywym zwierciadle: Wakacje”, tylko nie nosił okularów i brak mu było trzech górnych zębów. Delikatnie chwycił mnie pod ramię i zaczął ciągnąć w swoją stronę. Opierałem się, lecz nie robiłem tego z przekonaniem. Pchany siłą trzech dorosłych osób, już po kilku sekundach znalazłem się przy ogrodzeniu broniącym dostępu osobom nieupoważnionym na teren placu. Był tam głęboki dół po fundamentach, do którego włożono drabinę. 

- Mamy tam świetną zabawę, zobaczysz. Przecież jest to sławna Exchange Street, hahaha – kobieta zaśmiała się, odsłaniając biel swoich zębów. Jej też brakowało trzech górnych jedynek. Pomyślałem wtedy, że to może narkomani, którzy stracili uzębienie po notorycznym zażywaniu jakichś środków chemicznych o wątpliwej jakości. Jakże się jednak myliłem. 

- Tak, na Exchange Street dzieje się zawsze coś niesamowitego – drugi mężczyzna, który do tej pory nie odzywał się, był w typie młodego Liama Neesona z „Listy Schindlera”. Jemu zaś brakowało dwóch zębów, ale w dolnej szczęce. Od niego zaś wyczuwałem delikatną nutkę zapachu kocimiętki. Od razu poczułem do tego człowieka nić sympatii.  

- O co chodzi? - zapytałem w końcu. Przez cały okres popychania mnie w stronę wykopu nie byłem w stanie wykrztusić z siebie pojedynczej sylaby. - Gdzie mnie prowadzicie? Czego wy ode mnie chcecie? 

- Zobaczysz. Nie pożałujesz – kobieta pogłaskała mnie po policzku. Poczułem na skórze przyjemne mrowienie. - Zabawa, impreza, musimy tylko zejść po drabinie. 

- Ale ja nie chce – próbowałem się bronić, lecz kiepsko mi to wychodziło. Czułem, że nic złego mi się nie stanie i nawet byłem zaciekawiony rozwojem sytuacji. Co mogło mi się stać nieprzyjemnego w centrum miasta, w biały dzień, wśród setek ludzi kręcących się w pobliżu? Nic. No bo przecież... 

- Oj ty, ty – ten, co wyglądał jak Chevy Chase, puścił do mnie oczko i pokazał kciuk w górę – Nic się nie przejmuj, zobaczysz fajną zabawę, rozluźnisz się, a potem pójdziesz w swoją stronę. Jestem Mike. A ty jak ma na imię? 

- Arthur – odpowiedziałem lekko speszony. 

- To jest Lucy, a ten przystojniak to Ambroży.  

- Miło mi. 

- Nam też jest miło. Uważaj przy tej drabinie, szczebelki mogą być śliskie od częstego używania. 

- Kim jesteście? - zapytałem, podchodząc do wielkiego dołu, jaki pozostał po kamienicy. Wszędzie była czerwona cegła, a na dnie widziałem spore kamienie i kałuże wody. 

- Lubimy zabawę, imprezy – Lucy poklepała mnie po ramieniu – No, schodź pierwszy, my za tobą. 

- Ale... 

- Nie marudź, ładniutki, zobaczysz, jak fajnie będzie tam na dole. 

Zacząłem powoli schodzić, zastanawiając się, czy dobrze robię. Jeszcze przed chwilą szedłem sobie spokojnie w stronę dublińskiego zamku, w którego ogrodzie miałem zjeść kanapkę z szynką i serem, a teraz schodzę do piwnic jakiejś starej kamienicy z ludźmi, których kompletnie nie znam. Chociaż mój instynkt podpowiadał mi, że nie mają złych zamiarów i mogę im ufać. Instynkt jeszcze nigdy mnie nie zawiódł. Nawet w wojsku, gdy byłem na misji w Iraku. Ale o tym nie mogę wspominać, bo są to tajne informacje. 

- Jak zejdę, to co dalej? - spytałem, spoglądając pod szorty Lucy. Byłem już na piątym szczebelku drabiny i głowę miałem na wysokości gruntu. 

- Zobaczysz drzwi w ścianie po lewo. Stań tam i poczekaj na nas. 

- Ok – zamruczałem. Lucy nie nosiła majtek, co zdążyłem zauważyć przez dwie sekundy wpatrywania się w jej miejsca intymne. Każdy facet skierowałby tam wzrok, nieprawdaż? 

Zaraz stanąłem na kamiennej płycie i rozejrzałem się po fundamentach. Na moje oko były głębokości trzech metrów, poczułem przyjemny chłód bijący od ścian wyłożonych starą cegłą. Nie zdążyłem mrugnąć trzy razy, gdy już moi towarzysze zameldowali się obok mnie.  

- Za tymi drzwiami jest zabawa, chodź – Ambroży wskazał palcem na czerwone, masywne drzwi, wbudowane w jedną ze ścian. Paznokcie miał pomalowane na kolor czarny, ten wskazujący był długi i ostry. Wcześniej tego nie zauważyłem. Teraz zastanowiło mnie to. 

We czworo podeszliśmy bliżej do wejścia, stanęliśmy tak blisko, że widziałem pojedyncze zadrapania farby i małe rysy. Lucy zapukała delikatnie, musnęła knykciami w czerwone drewno, tuż nad klamką.  

Usłyszałem cichą muzykę, dochodzącą do moich uszów gdzieś z daleka. Spojrzałem w niebo, zobaczyłem tam ciemne chmury pędzące szybko w stronę morza. Dachy pobliskich kamienic zasnute były mgłą. Z tego co pamiętałem, to idąc niedawno przez centrum Dublina, pogoda była raczej słoneczna, upał dopisywał a powietrze stało w miejscu. Więc skąd teraz...? 

- Witaj, nieznajomy – kobieta o bladej twarzy i zielonych oczach pojawiła się nagle obok nas. Patrzyła wprost we mnie, dłonie miała złożone jak do modlitwy. Drzwi były otwarte. - Zapraszam cię do naszej zabawy. Exchange Street oferuje wiele przyjemności, sam będziesz miał okazję przekonać się sam. Już niedługo, niedługo. – oblizała swoje palce i uśmiechnęła się zalotnie w moją stronę. Odpowiedziałem jej niepewnym grymasem, imitującym zadowolenie i tajemniczość. Coś, co próbuję robić, gdy jestem speszony. 

- To jest Klaudia – Ambroży przedstawił swoją koleżankę, kładąc dłoń na jej ramieniu – Klaudia jest bardzo uroczą kobietą, która potrafi zaskoczyć każdego swym obyciem i wiedzą. Prawda, kochanie? 

- Si senior – po hiszpańsku odpowiedziała Klaudia, ukazując mi biel swoich zębów. Poczułem przyjemne mrowienie w podbrzuszu, zwiastujące możliwość przeżycia chwil szczęścia. Francuski umiem i kocham, lecz język z Półwyspu Iberyjskiego działa na mnie wyjątkowo podniecająco. 

- Zapraszam do środka – Mike wepchnął mnie do ciemnego pomieszczenia, piwnicy, hali, rozciągającej się pod powierzchnią tkanki miejskiej. W nosie poczułem zapach kadzideł, a na skórze powiew ciepłego powietrza. Z głębi ciemności dochodziły dźwięki rytmicznie wybijanego rytmu na bębnach. Chciałem krzyczeć ze szczęścia, a potem zemdlałem 

 

Ocknąłem się w pozycji leżącej. Nogi i ręce miałem skrępowane, w klatce piersiowej przewiązany byłem dodatkowo sznurem, który przeszkadzał mi w oddychaniu. Zacząłem płakać, z nosa pociekła woda, która spłynęła po moim policzku, drażniąc skórę. Chciałem się podrapać, lecz nie mogłem. 

- Ratunku! - krzyknąłem wreszcie, gdy w miarę uspokoiłem się. - Ratunku! 

- Witaj młodzieńcze – Klaudia pojawiła się niespodziewanie przy moim węzgłowiu, źrenice miała czerwone. „Pewnie ze zmęczenia” pomyślałem, patrząc na jej twarz. Była taka, taka, drapieżna? Nieludzka? 

Podniosła górną wargę, ukazując rząd ostrych kłów. Były żółte i przerażające, zacząłem więc krzyczeć jak opętany i zamknąłem oczy, odsuwając od niej głowę jak mogłem najdalej. Już czułem jej oddech w pobliżu swojego ucha, gdy ktoś krzyknął: 

- On nie. 

Głos ten tłukł mi się w głowie, był taki donośny i nieludzki, nierzeczywisty, obłędny, demoniczny, diabelski, może też obcy, dochodzący z daleka, jakby zza zaświatów. 

Gdy podniosłem powieki, leżałem na dnie fundamentów po starej kamienicy. Zobaczyłem nad sobą błękitne niebo, czerwoną cegłę na ścianach wykopu, dachy pobliskich domów i łeb psa, który z ciekawością obserwował moją postać. Zwierzę zaszczekało i zniknęło mi zaraz z pola widzenia. Wstałem z lekkością, która wręcz mnie zaskoczyła. Nigdzie nie widziałem towarzyszy, którzy mnie tu sprowadzili. Czerwonych drzwi również nie było. Była za to drabina, po której wdrapałem się na górę. 

- Czego tu szukasz, łobuzie?! - starsza pani z pustą reklamówką w jednej dłoni, a papierosem w drugiej, podeszła niebezpiecznie blisko, aż poczułem nieprzyjemny zapach jej przepoconego ciała. - Wynoś się stąd, to teren prywatny! Zaraz zawołam ochroniarzy i budowlańców. 

- Już idę, idę, babciu. Spokojnie, bez zbędnej napinki – odpowiedziałem, posyłając w jej stronę jeden z moich najmilszych uśmiechów. 

- Zjeżdżaj stąd! Natychmiast! - śmierdząca pani zamierzyła się na mnie pustą reklamówką, a ja wtedy uciekłem w stronę Temple Baru.  

Kim byli ci ludzie, którzy zaczepili mnie na Exchange Street? To prawdziwe osoby, czy wyśnione? Realne, czy projekcje umysłu? Rzeczywiste, czy jednak ułudne? Zastanawiam się do tej pory, różne pomysły przychodzą mi do głowy, lecz zupełnej pewności nigdy mieć nie będę. Może ktoś z Was wpadnie na prawdziwy trop? A jeśli inna osoba przeżyła podobną przygodę w tym miejscu? Jestem ciekawy Waszych historii.


Tagi:

Awatar użytkownika

Lucky Pea
Pogromca liter
Posty: 106
Zobacz teksty użytkownika:

Przygoda

Post#2 » 2 kwie 2020, o 09:17

O rety, bohater nosi ze sobą gaz pieprzony, a pakuje się w coś, co chyba największy optymista powinien uznać za - co najmniej - mocno podejrzane... Przykro mi to mówić, ale trudno mi dopatrzyć się jakiegokolwiek sensu w jego działaniu. Wygląda na to, jakby kierowała nim skończona bezmyślność, chyba że to sprawka opętania lub hipnozy. W dodatku ta uwaga o instynkcie...  

 

Z drobnych czepiajek, to wydaje mi się, że strasznie poszedłeś na łatwiznę z opisami postaci, nawiązując do aktorów, zwłaszcza że wspominając naprawdę wybitną kreację Liama Neesona tak naprawdę nie powiedziałeś o nim nic (i jeszcze go pozbawiłeś zębów:P). Truizm na początku - "w sierpniu dni zazwyczaj są ciepłe" - mnie osobiście razi. No i jedna z moich "ulubionych" zbrodni ortograficznych - "choć", zamiast "chodź". Jeszcze mam uwagę merytoryczną - o ile wiem, to narkomanom psują się wszystkie zęby (błe), a nie tylko wybrane. 

 

Miałeś pomysł, ale troszkę wyłożyłeś się z realizacją. Główny bohater oraz jego uwagi mnie irytowały i nawet nie dziwię się tym straszydłom, że go nie chciały.

Can you please spell 'Gabbana'?

Awatar użytkownika

Monone
kozik
kozik
Posty: 94
Zobacz teksty użytkownika:

Przygoda

Post#3 » 3 kwie 2020, o 00:20

Tak, tutaj zgodzę się z vvrzosek - mało realistycznie Ci wyszło to opowiadanie. Jak na byłego żołnierza w Iraku, zachował się jak strzaskana małolata :P A jeśli chciałeś pokazać, że został omotany - powinieneś lepiej to zaznaczyć... 

Druga rzecz, która mnie osobiście przeszkadza: Choć piszesz w pierwszej osobie, ciężko jest mi poczuć sympatię, więź do bohatera. Taka narracja wymaga dużej wprawy - chodzi trochę o osobisty język ale też o to, żeby wyróżnić czymś postać. 

Np: 

Usłyszałem cichą muzykę, dochodzącą do moich uszów gdzieś z daleka.
 

Jaką muzykę, z czymś mu się kojarzy?  

Lubię mieć środki ochrony osobistej, różne rzeczy mogą się przecież wydarzyć podczas kontaktów z innym ludźmi.
 

Brzmi sztucznie, zastanów się, czy realna osoba myśłi/mówi w ten sposób. To jest przecież uwaga co do tego, że nosi ze sobą gaz, a tu takie zdanie bardzo ogólnikowe. 

Ta sama sytuacja tutaj: 

Przez cały okres popychania mnie w stronę wykopu nie byłem w stanie wykrztusić z siebie pojedynczej sylaby.
 

Lepsze byłoby: "Cały czas popychał mnie niestrudzenie" - wiesz chodzi o takie osobiste uwagi. 

 

W całym tekście mnóstwo takich niuansów. 

 

Może lepiej poszłoby Ci z inną narracją?



Autor tematu
Konrad Mazur
kozik
kozik
Posty: 122
Zobacz teksty użytkownika:

Przygoda

Post#4 » 10 kwie 2020, o 21:39

Bardzo dziękuję Wam za uwagi


szczepantrzeszcz
Szczepan I Złotousty
Szczepan I Złotousty
Posty: 3244
Zobacz teksty użytkownika:

Przygoda

Post#5 » 25 kwie 2020, o 15:02

To byłby niezły fragment, który w jakąć akcję wprowadza, intryguje. Sam jeden sprawia wrażenie wyrwanego z kontekstu i niedosyt pozostawia. 

 

- Tak, na Exchange Street dzieje się zawsze coś niesamowitego – drugi mężczyzna, który do tej pory nie odzywał się, był w typie młodego Liama Neesona z „Listy Schindlera”. Jemu zaś brakowało dwóch zębów, ale w dolnej szczęce.
"zaś" mi nie leży i zastanawiam się, dlaczego nie leży. Chyba dlategio, że zbyt wiele napisane pomiędzy słowami dialogu, a informacją o braku dwóch zębów. Ciekaw jestem opinii tych, którzy przeczytali.


jkornell
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 3
Zobacz teksty użytkownika:

Przygoda

Post#6 » 25 kwie 2020, o 19:18

Pozwolę sobie na drobną uwagę. 

 

Lekturę tekstu zakończyłem po chyba trzecim zdaniu. Do mnie narracja pierwszoosobowa w ogóle nie trafia. Winy Autora w tym, naturalnie, nie ma. Ot, taki mój gust i tyle. 

 

Ale już w pierwszym zdaniu natrafiłem na coś, co mnie po prostu uderzyło. Nie będę się czepiał tych gorących dni (może i truizm, ale mnie to akurat nie razi), natomiast w jednym zdaniu czytamy, że "kobiety chodzą lżej ubrane, odsłaniając (...) biusty, czasem i pośladki, jeśli któraś z dam jest nieco odważniejsza.". 

 

Dla mnie dama to kobieta z pewną klasą, o pewnym guście, z pewnym obyciem, itd.. Nie nazwałbym damą kobiety, która chodzi z "cyckami na wierzchu", względnie "świeci dupą". A z tym mi się właśnie skojarzył opis podany przez Autora. 

 

Ale pal licho moje zdanie na ten temat (a nawet moje skojarzenia). SJP PWN podaje, że "dama to kobieta wytworna", choć również "o kobiecie z szacunkiem lub żartobliwie". Moim zdaniem albo z szacunkiem, albo z cyckami na wierzchu, czy odkrytym tyłkiem. Więc jeśli to drugie znaczenie, to nadaje słowu zabarwienia ironicznego, czy wręcz sarkastycznego. 

 

Pamiętam scenę z serialu "07 zgłoś się", pewien drobny epizod. Grał tam chyba Buczkowski, takiego pijaczka. Razem z innym kolegą, również pijaczkiem, urządzili sobie popijawę jeszcze z dwiema towarzyszkami. W pewnym momencie pijaczek chyba zobaczył trupa, albo coś innego, co go przeraziło, bo stwierdził, że pora się zbierać. Zawołał kolegę, a o towarzyszkach wyraził się właśnie "damy". Miało to świetny wydźwięk ironiczny, ale dobrze pasowało do sceny i do postaci. 

 

Możliwości są dwie. Albo to taki punkt widzenia głównego bohatera (do czego ma on prawo; każdy może używać słowa "dama" w takim kontekście, w jakim tylko zechce, nadaje to jednak określony klimat opisywanej postaci), albo błąd Autora, który użył niewłaściwego słowa.



szczepantrzeszcz
Szczepan I Złotousty
Szczepan I Złotousty
Posty: 3244
Zobacz teksty użytkownika:

Przygoda

Post#7 » 25 kwie 2020, o 20:46

...zapomniałbym zupełnie. Konradzie, bardzo przypadło mi do gustu zdanie:  

...kobiety chodzą lżej ubrane, odsłaniając nogi, ramiona, biusty, czasem i pośladki, jeśli któraś z dam jest nieco odważniejsza.
Jak każda męska szowinistyczna świnia Szczepan lubi, kiedy Autor okazuje szacunek kobietom i docenia ich odwagę :))


Autor tematu
Konrad Mazur
kozik
kozik
Posty: 122
Zobacz teksty użytkownika:

Przygoda

Post#8 » 5 maja 2020, o 16:42

"Przygoda" jest częścią dużego projektu, nad którym pracuję. Dlatego może wyglądać na nieco oderwaną od rzeczywistości.  

Po Waszych uwagach, muszę mocniej i ciężej popracować nad całością.  

Dziękuję


Awatar użytkownika

Memoria
kozik
kozik
Posty: 125
Zobacz teksty użytkownika:

Przygoda

Post#9 » 6 maja 2020, o 12:50

Tekst z pomysłem, intrygujący, ale niestety rzucają się w oczy uwagi wymienione przez moich poprzedników.  

 

Trochę miałam wrażenie, że klimat nie może się zdecydować, jaki ma być - tajemniczy, imprezowy czy buntowniczy/thrillerowy? 

 

I kilka uwag, które rzuciły mi się w oczy: 

 

amy tam świetną zabawę, zobaczysz. Przecież jest to sławna Exchange Street, hahaha
 

Darowałabym sobie "hahaha" - przecież we wtrąceniu piszesz, że się roześmiała. 

 

Dlaczego wszyscy mają angielskie imiona oprócz Ambrożego? I dlaczego Arthur (nie Artur) pisze to po polsku? 

 

do moich uszów
 

do moich uszu?? 

 

Pozdrawiam 

M :)

Voice is part of your body, it needs your presence. Writing, on the other hand, only needs a reader. I doesn't need you. - Elena Ferrante

Wróć do „Opowiadania i fragmenty powieści”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 5 gości