Tydzień później, rozdział 2

Długa proza: fragmenty powieści, długie opowiadania i inne teksty dużej objętości. Mile widziane wszelkie możliwe gatunki literackie i teksty, które nie mieszczą się w dziale Miniatury i drabble. Prosimy o odpowiednie tagowanie tekstów!
Regulamin forum
W tym dziale należy publikować opowiadania, powieści oraz inne długie formy prozatorskie. Utwory krótkie (drabble, miniatury, krótkie opowiadania) publikujemy w dziale "Miniatury i drabble". 

 

Przydatne definicje 

drabble – krótka forma literacka licząca dokładnie sto słów 

 

miniatura literacka (short story) – krótki utwór składający się z mniej niż 7 500 znaków 

 

opowiadanie – krótki utwór epicki o prostej akcji, niewielkich rozmiarach, najczęściej jednowątkowej fabule, pisany prozą 

 

powieść – długi utwór narracyjny opisujący rozbudowany ciąg zdarzeń 

 

Jeżeli twój tekst jest dłuższy niż objętość dopuszczalna przez skrypt, należy go podzielić na części. Każda część musi znaleźć się w osobnym temacie i nie przekraczać ww. objętości. 

Nazwa tematu powinna składać się z tytułu tekstu. Dodatkowo, dla tekstów wieloczęściowych, w tytule należy podać numer części, na przykład "Tytuł - część 1". W przypadku publikowania fanfiction, należy podać źródło w nawiasie kwadratowym, przykładowo: "[Harry Potter] Tytuł opowiadania".  

Każdy tekst należy odpowiednio otagować. Tagi wybieramy z pola pod tytułem tematu. Listę tagów oraz ich podział można znaleźć na podstronie. Dla publikacji wieloczęściowych funkcjonuje dodatkowy tag tekst wieloczęściowy, a dla fanfiction fandomowe (np. fanfiction-harry-potter).

Shiloh
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 84
Zobacz teksty użytkownika:

Tydzień później, rozdział 2

Post#1 » 2 kwie 2020, o 09:17

Zazwyczaj budził się zgodnie z planem. Tak też było i tym razem, jednak zaraz jak tylko otworzył oczy, poczuł, że ktoś krótko dotknął jego lewe ramię. To był Thomson.  

- Niedługo stacja benzynowa, panie Reacher – uprzedził. - Jeśli pan chce coś załatwić, najlepiej będzie, jeśli zrobi pan to, gdy do niej dojedziemy.  

Nie otrzymał odpowiedzi. Spojrzał badawczo na pasażera, próbując odgadnąć, co ten może właśnie myśleć. Jak by nie patrzeć, był to tajemniczy człowiek. Od czternastu lat nikt, kto go znał z czasów wojska, albo ktokolwiek stamtąd o nim słyszał, nie zobaczył go więcej. Znikł. Jak sam twierdził, podróżował. I pewnie nie zatrzymywał się nigdy na długo. Przyzwyczajeni do przenosin wojskowi tak mają.  

Minęli znak drogowy z namalowanymi dwoma dystrybutorami paliwa i podpisem „1”.  

- Mam nadzieję, że trafimy na porządną stację – odezwał się znienacka Reacher. 

- Dlaczego? 

- Nie na wszystkich stacjach benzynowych mają dobrą kawę. Zdarzało mi się w takich miejscach pić kawę w miarę smaczną, ale często była to straszna lura.  

Gdy tak mówił, przypomniało mu się, jak trzy lata temu w Kolorado trzech facetów próbowało wyrzucić go z kawiarni siłą. Tego jednak nie zamierzał Thompsonowi opowiadać, przynajmniej do czasu, aż będzie całkowicie pewien, że może mu zaufać. Już i tak mu dużo powiedział. Znowu wzbierało mu się na wspominki. Sentymentalizm czy starość? 

- Wysiądzie Pan, czy pojedzie dalej ze mną? – drążył Thomson. 

- Wysiądę na pewno, ale nie wiem jeszcze, czy wsiądę z powrotem. 

Thomson chciał coś odpowiedzieć, ale ostatecznie tego nie zrobił. Powstrzymał się też przed wzruszeniem ramion, nie chcąc, by zostało to zrozumiane jako oznaka wrogości. Wiedział, że z Jackiem Reacherem nie ma żartów. 

Skręcił w stronę stacji benzynowej. Był to budynek średniej wielkości, nie stary, ale i nie nowy. Pomalowany na biało, ale wyraźnie dało się zobaczyć, że owal biel była już co najmniej drugą warstwą farby. Przed stacją stały trzy rzędy dystrybutorów, po dwa w każdym. Te najbliżej szosy zawierały benzynę niskooktanową. Thomson podjechał do środkowego rzędu. Wysiedli jednocześnie i skoordynowanym ruchem zamknęli drzwi. Thomson ruszył przodem poinformować właściciela stacji, z którego dystrybutora będzie korzystał.  

Reacher wybrał okrężną trasę. Szedł trzy metry za pułkownikiem i gdy ten stanął w drzwiach, skręcił w prawo, by obejść budynek stacji dookoła. Utrzymywał regularny odstęp dwóch i pół metra od ściany. Obejrzał się ostrożnie w prawo. Nikogo. Po chwili skręcił w lewo, na tyły stacji. Kilka metrów od ściany stał około dwudziestoletni mężczyzna, o wzroście niespełna stu osiemdziesięciu centymetrów. Reacher zwolnił kroku i spoglądał na niego przez chwilę.  

- Te, pedale! – zawołał chłopak. 

Reacher odwrócił się w jego stronę, jednak pozostał na miejscu. 

- Ogłuchłeś, cioto? – powiedział znów chłopak. Z rękawa wysunął nóż sprężynowy i go otworzył. – Mówię do ciebie! 

- A ja na Ciebie patrzę, cwaniaczku. 

- No proszę, pedryl się odezwał! – wciąż trzymał wyciągnięty przed siebie nóż, jednak chwilowo nie robił nic więcej. 

- Jak mnie teraz nazwiesz? – odparł Reacher. – Znasz jeszcze jakieś inne określenia? Czy na tym twój słownik się kończy? 

- Ostrzegam cię, pedziu! – gadał dalej nieznajomy. – Mogę powiedzieć jeszcze więcej. Nic o mnie nie wiesz. 

- Ty o mnie też nie. Idź i zobacz, czy nie ma Cię gdzie indziej. 

Chłopak nie wytrzymał. Ruszył rozwścieczony na Reachera. Ten nie ruszając się z miejsca sięgnął prawą ręką nadgarstka napastnika i ścisnął go mocno. Nóż wypadł z ręki. Zaskoczony chłopak zawył i zastygł w miejscu, a Reacher kopnął go szybko w brzuch. Gdy ten się zgiął i złapał w zaatakowane miejsce sprawną ręką, Reacher doprawił go z byka i chłopak udadł. Reacher schylił się po nóż, zamknął go i schował do kieszeni spodni, po czym wrócił tą samą drogą do auta pułkownika, który właśnie wkładał wąż od dystrybutora na miejsce. Teraz Reacher mógł zauważyć, że Thomson jest od niego wyższy o jakieś pięć centymetrów. 

- Idzie pan teraz po kawę? – spytał Robert. 

- Nie. – zaprzeczył Reacher. - Mogłaby tylko podwyższyć buzującą adrenalinę. 

- Co się stało? – zaniepokoił się Thomson. 

- Musiałem spacyfikować takiego jednego – wyjaśnił i widząc, że z twarzy pułkownika nie schodzi napięcie, dodał: 

- Jakiś chłystek zaatakował mnie nożem. Prędko się nie podniesie. Jedźmy.  

Thomson nic na to nie odpowiedział, tylko wsiadł do samochodu i zatrzasnął drzwi, a zaraz potem zrobił to Reacher. Thomson ruszył i wjechał z powrotem na szosę. Reacher liczył, że znowu pomilczą. Miał dość wrażeń, jak na jeden dzień, a nie było nawet jedenastej rano.  

. . . 

Tymczasem w Las Vegas kobieta rozmawiała z mężczyzną. Coś było nie tak i musiała rozwiązać tę sprawę. Wiedziała, że jej się uda. Miała dar przekonywania, umiała wpływać na innych i nie tolerowała niektórych działań. Zawsze jednak twardo dążyła do celu i wygrywała. Nieraz otarła się o śmierć, ale zawsze wychodziła z opresji bez szwanku, choć czasem ktoś jej w tym pomagał. Grała według własnych zasad i nie lubiła, jak ktoś robił pewne rzeczy bez uzgodnienia z nią. Na szczęście miała lojalnego podwładnego, który nigdy nie posunął się za daleko. 

Mężczyzna, z którym rozmawiała w tej chwili, nie stanowił dla niej zagrożenia, zwłaszcza że był jej zleceniodawcą. Nie zmieniało to faktu, że nie mogła przestać mieć się na baczności. Zawsze mogła mu nastukać, gdyby tylko przyszła taka potrzeba. Ten człowiek jednak był raczej zdesperowany, zrozpaczony. Potrzebował jej pomocy, a dotarł do niej dzięki znajomej, która już kiedyś korzystała z jej usług. Niemal wbiegł do jej biura, a teraz, po trzech dniach od chwili, gdy ujrzała go po raz pierwszy, spoconego, ledwo dyszącego, niemal zapłakanego, mówiła mu, czego się dowiedziała.  

- Póki co, mogę panu powiedzieć, że jestem na dobrym tropie. Z mojego śledztwa i doświadczenia wynika, że pańska córka żyje. 

- Zniknęła tak nagle – wcale nie poczuł się pocieszony jej słowami. Odniosła wrażenie, że ledwo ją słyszy. – Muszę wiedzieć gdzie jest! Co mam robić? 

- Podejmę dalsze kroki – zapewniła go Pani Detektyw. – Ma pan moje słowo, że w ciągu najdalej dwunastu godzin dowiem się więcej. 

- Nie zażądali okupu – zauważył zrozpaczony ojciec. – To już prawie cztery dni. Jakie jest prawdopodobieństwo, że nadal żyje? 

- Mój człowiek uruchomił swoje znajomości – oznajmiła Pani Detektyw. – Polegam na nim jak na mało kim zarówno w życiu zawodowym, jak i prywatnym. Nigdy mnie nie zawiódł. Zrobi wszystko, by odnaleźć Natalie. 

W tym samym momencie zadzwonił telefon komórkowy Pani Detektyw. Dzwonił jej pracownik. Odebrała połączenie i spytała, co ustalił. Słuchała przez dłuższą chwilę, po czym odpowiedziała, by informował ją na bieżąco, a następnie zwróciła się do swojego klienta: 

- Mój podwładny ustalił, że pańska córka nie opuściła Las Vegas. Jego informator doniósł, że wpadł na trop. Będę z panem szczera. Ten trop nie jest pewny, ale przynajmniej wiemy, co robić dalej. Niech pan nie traci nadziei. Zadzwonię do pana, jak dowiem się czegoś więcej. Proszę iść do domu. 

Klient wycofał się powoli i zamknął drzwi, roztrzęsiony, nie powiedział nawet słowa podziękowania. Pani Detektyw nie mogła jednak go winić. Postanowiła, że sama też już pójdzie do domu, gdzie czekał na nią mąż i trzyletnia córeczka. 

 

Thomson zbliżał się do granicy stanu. Do granicy z Wyoming została niecała godzina. Reacher siedział zamyślony i właśnie wspominał Mary Ellen Froelich. Z rozmyślania wyrwał go jednak Thomson, mówiąc mu gdzie są. Pułkownik, widząc że jego pasażer nic nie odpowiedział, zaniechał próby ponownego nawiązania rozmowy. Pojął ten nieprzyjemny fakt, że żołnierze na emeryturze jednak nie dogadują się tak łatwo.  

Reacher, nie wiedzieć czemu, pochylił się i otworzył bez pytania schowek. Jedynym, co w nim zobaczył, by Colt Magnum. Natychmiast zamknął, ze wstydem. Spojrzał na pułkownika, ten jednak nie zamierzał mu się tłumaczyć. Bo niby czemu miał? Tak samo, jak niejeden sprzedawca, każdy kierowca miał prawo do zabezpieczania się przed potencjalnym niebezpieczeństwem, które przychodzi z zewnątrz. I nie mógł zaprzeczyć, że sam był uosobieniem niebezpieczeństwa. Mimo początkowej przyjaznej rozmowy, zdołał się zorientować, że Thomsonowi być może wcale nie odpowiada jego towarzystwo. 

Była punkt trzynasta i słońce wciąż prażyło, ale nie w aucie. W obecnej chwili Reacherowi zdawało się, że schronienie się w aucie Pułkownika było motywowane jedynie tym upałem. Mógłby co prawda poprosić, aby ten się zatrzymał, ale złapanie następnej okazji graniczyło z cudem, zwłaszcza że odkąd wsiadł do Forda, nie minął ich żaden samochód. Dziwna rzecz w Dakocie Północnej. I tym samym potencjalnie niefortunna dla Reachera.  

- Za co oberwał ten facet? – zainteresował się Thomson. 

- Nazwał mnie pedałem. Kazałem mu spadać, to zaatakował mnie sprężynowcem. 

Wsunął dłoń do prawej kieszeni kurtki wyjął zamknięty nóż i pokazał Pułkownikowi.  

- Jeśli jeszcze komuś przyłoży, to przynajmniej nikogo nie ciachnie – podsumował i schował broń. 

 

Pani Detektyw zmierzała do domu swoją dziesięcioletnią Hondą Accord o bordowym lakierze. Po drodze odebrała jeszcze telefon od Chrisa, który poinformował ją, że z samego rana jego kontakt zdobędzie dla niego miejsce pobytu Natalie. Wtedy ustali z nią plan działania i odbicia dziewczyny. Podziękowała mu i życzyła dobrej nocy. 

To nie do uwierzenia, pomyślała, że jeszcze cztery lata temu nie mogłabym być z kimś tak blisko. A teraz jestem nie tylko szczęśliwą mężatką, ale i matką. Jednak życie to pasmo niespodzianek. 

 

Reacher znów spał. Śpij kiedy możesz.  

Thomson prowadził pewną ręką, koncentrował się na drodze. Nagle zawibrowała jego komórka. Włożył słuchawki do uszu, podłączył je i nacisnął zielony przycisk. 

- Stary, wszystko w porządku? – powiedział półszeptem, aby nie obudzić Reachera. – Mów wolniej, nic nie rozumiem. 

Potok słów po drugiej stronie słuchawki. Thomson uznał, że musi go przerwać. 

- Nie martw się, wszystko będzie dobrze. W ciągu czterdziestu ośmiu godzin wszystko się skończy. Na pewno się znajdzie. Zadbam o to. 

Rozłączył się i odłożył telefon. Reacher wciąż spał. Pułkownik nacisnął gaz do dechy. Musiał znaleźć się w Las Vegas jak najszybciej.

Miej nadzieję na najlepsze, szykuj się na najgorsze. - Jack Reacher

Tagi:

Wróć do „Opowiadania i fragmenty powieści”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość