Prześwit

Długa proza: fragmenty powieści, długie opowiadania i inne teksty dużej objętości. Mile widziane wszelkie możliwe gatunki literackie i teksty, które nie mieszczą się w dziale Miniatury i drabble. Prosimy o odpowiednie tagowanie tekstów!
Regulamin forum
W tym dziale należy publikować opowiadania, powieści oraz inne długie formy prozatorskie. Utwory krótkie (drabble, miniatury, krótkie opowiadania) publikujemy w dziale "Miniatury i drabble". 

 

Przydatne definicje 

drabble – krótka forma literacka licząca dokładnie sto słów 

 

miniatura literacka (short story) – krótki utwór składający się z mniej niż 7 500 znaków 

 

opowiadanie – krótki utwór epicki o prostej akcji, niewielkich rozmiarach, najczęściej jednowątkowej fabule, pisany prozą 

 

powieść – długi utwór narracyjny opisujący rozbudowany ciąg zdarzeń 

 

Jeżeli twój tekst jest dłuższy niż objętość dopuszczalna przez skrypt, należy go podzielić na części. Każda część musi znaleźć się w osobnym temacie i nie przekraczać ww. objętości. 

Nazwa tematu powinna składać się z tytułu tekstu. Dodatkowo, dla tekstów wieloczęściowych, w tytule należy podać numer części, na przykład "Tytuł - część 1". W przypadku publikowania fanfiction, należy podać źródło w nawiasie kwadratowym, przykładowo: "[Harry Potter] Tytuł opowiadania".  

Każdy tekst należy odpowiednio otagować. Tagi wybieramy z pola pod tytułem tematu. Listę tagów oraz ich podział można znaleźć na podstronie. Dla publikacji wieloczęściowych funkcjonuje dodatkowy tag tekst wieloczęściowy, a dla fanfiction fandomowe (np. fanfiction-harry-potter).


Autor tematu
Kasia Mielcarek
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 4
Zobacz teksty użytkownika:

Prześwit

Post#1 » 8 maja 2020, o 16:28

Kaisu leży krzyżem na łóżku. Igra z kulą białej energii. Każdy jej ruch wywołuje ruch przeciwny świała. W sumie zaś, tych formalnych ruchów i drgań, wyraża się swoiste nastrojenie duszy état d’âme. W liczbie mnogiej fraza ta implikuje pojęcie moralnego sumienia, niepokoju i poczucia winy. Działanie bez wahania polega na działaniu bez skrupułów. Dzisiaj znowu nie zmruży oka. Bez niego i bez oksytocyny, którą on mógłby wzbudzać nie umie już zasypiać. Życie bez snu bywa męczące. A jego jak nie było, tak nie ma. 0 6:00 rano wstała. Ubrała kwieciste legginsy, szamański węzeł szczęścia i różową marynarkę w pasy. Strój miał symbolizować symbiotyczną więź pomiędzy naturą a cywilizacją, interfejs o którym marzyła, a który nie istnieje. Podjęła decyzję, że gdziekolwiek on jest, to dzisiaj go odnajdzie. Kaisu uwielbia biegać boso po ostrych kamieniach, a potem stąpać po mchu. To ją uziemia. Głowę wystawia wysoko w chmury. Uśmiecha się cyckami do słońca. I przeciąga się. I piękna jest. Te usta, nos, oczy bazyliszka. Opuściła wieś i udała się do miasta. Wnikała w przester upalnego lata. Przy stolikach siedzieli ludzie i pili piwo. Było przyjemnie ciepło. Spacerowała tak cały dzień. 0 2. w nocy weszła do Klubu “Piękny Pies” na krakowskim Kazimierzu. Usiadła przy barze i kartą zapłaciła za piwo. Obok niej siedział elegancki mężczyzna w okularach. Wystawił do niej rękę i przedstawił się:  

-Mirosław Maler. Poznamy się? Maler znaczy po niemiecku malarz. I tak się składa, że ja jestem malarzem.  

-Miło mi, Kaisu Miel. Miel znaczy po francusku: Miód.  

Uśmiechał się tajemniczo niczym kot. Patrzyła na niego jak zahipnotyzowana. Miał w sobie glamour – magnetyczny wdzięk, urok i czar, który skłania do odkrywania tego, co dalekie, egzotyczne i nieznane.  

-W mojej alchemii wszystkie noże są ostre. Wszystkie moje obrazy są szare.  

Nie wiedziała, dlaczego, ale te słowa sprawiły, że podnieciła się.  

-Takiego modelu kobiety jak Ty jeszcze nie miałem, a kiedyś spałem z jedną taką, która miała Heinego Medina.  

Wstali z wysokich barowych krzeseł.  

Przy drzwiach wyjściowych objął ją ramieniem i powiedział:  

-Nie lubię grubych. Nie jesteś w moim typie.  

Zaczerwieniła się.  

Usiedli na krawężniku. Zapytał:  

-Czym się zajmuje Twój ojciec?  

-Jest konstruktorem maszyn - odpowiedziała. A w duchu sobie pomyślała, że najlepszą maszyną jaką skonstruował, jest ona sama.  

Maler znowu specyficznie się uśmiechnął, tak jakby wiedział o niej już wszystko. Mieszkam niedaleko. Chodźmy do mnie. To była ulica męczennika - świętego Sebastiana. Mieszkanie znajdowało się na strychu. Było małe i całe wypełnione abstrakcyjnymi obrazami Malera. Rozejrzała się dookoła i zapytała?  

-Czy ja dostałam zaproszenie do loży masońskiej?  

Zaczął się głośno śmiać.  

-Możesz Nam nalać wódki słońce?  

Podeszła do aneksu kuchennego i zrobiła 2 drinki. Poruszała się jak mechanizm w zegarku. Potem usiedli naprzeciwko siebie, na dwóch szarych fotelach. Maler włączył muzykę Tricky’ego - “Hell is on the corner”. Na biurku leżała książka Byt i Nicość Nietzschego. Poczuła jednocześnie fascynację i strach. On przybliżył się do niej i jednym, zwinnym ruchem zerwał jej z szyi naszyjnik z liściem, mówiąc: zerżnę Cię i będziesz bardzo cierpieć. To ‘bardzo’ rozpękło się dźwięcznie na całą wieczność. Wstała i delikatnym, zatroskanym głosem zapytała:  

-Dlaczego chcesz, żebym cierpiała?  

Znowu tak, dziwnie się uśmiechnął. Był perfidny.  

-Dziwny znaczy cudowny po chorwacku – Taka mała dygresja - dopowiedziała.  

-Skoro znasz chorwacki, to wiesz też, co po słowiańsku znaczy moje imię? Spytał.  

-Mirosław - w języku staro - cerkiewno - słowiańskim oznacza “sławiący pokój”. Spojrzała na niego i wzdrygnęła się. Enigma nie schodziła z jego twarzy. Nie zdawała sobie sprawy z tego, dlaczego to robi, ale powiedziała:  

-Mam kręgosłup w kształcie litery S.  

Tak jakby, bezwiednie wymsknęło jej się.  

-Rodzice dali mi to imię, chyba z przekory, bo nigdy nie byłem pokojowo nastawiony do otoczenia. SS - to się nazywa – przewijaniem taśmy od tyłu. Umiesz grać na jakimś instrumencie?  

-Nie.  

-To rozbierz się i zrób mi laskę.  

-Nie.  

-To kto jest twoim ideałem? Masz jakiś ideał mężczyzny?  

-Kazimierz Malewicz, mógłby nim być.  

-A jak Ci się podobają moje obrazy. Wstał wziął jedną ze swoich abstrakcji i ustawił vis à vis niej, po czym usiadł obok i założył nogę na nogę.  

-W dzieciństwie, po wypadku samochodowym, przez długi czas śniła mi się szara, wirująca masa plasteliny, która otwierała się jak kalejdoskop w mojej głowie i próbowała wchłonąć jaźń, pożreć całe moje jestestwo. Ta plastelina była nieznośnie nieprzyjemna. Kręciło mi się pod kopułą, zupełnie tak, jak w początkowej fazie picia alkoholu. Czuć było podły swąd. Jeśli przyjąć, że tło jest właśnie tą zagadkową szarą, bliżej nieokreśloną, żarłoczną masą-strukturą, ciekawą funkcję na obrazie spełnia ta biała, pozioma, cienka kreska. Ona niczym akcentowana figura świetlistości zjawia się tutaj jak szrama. Wjeżdża jak ból, bez którego rzeczywistość jest nie do ścierpienia. Jest jak szrapnel, który dotknął nieba. Odpowiedz, jak można sobie coś takiego powiesić w sypialni, i to nad łóżkiem?  

Maler nagle wstał. Oddalił się od Kaisu na znaczną odległość. Stanął w kącie, odwrócony do niej plecami. Napięcie między nimi narastało. Było tak, jakby ktoś rozpiął między nimi plastikową linkę i naciągał ją do granic wytrzymałości. Zobaczyła łzę na jego policzku. Wstała, po długiej chwili oczekiwania i podeszła. Tylko raz widziała płaczącego mężczyznę. Nie miała pojęcia, jak się postępuje w takich sytuacjach. Podeszła do niego, żeby go przytulić, chociażby słownie. Jego oczy, w jej oczach zamieniły się w gwiezdną konstelację.  

-Przykro mi. Nie chciałam Cię zranić. Jak to możliwe, że nie pracujesz, że całymi dniami siedzisz w domu bezczynnie. Umierasz. Dręczy Cię niemożność działania. Brakuje Ci poczucia sensu, élan vital, radości życia.  

Zamachnął się żeby uderzyć ją plaskaczem po dojkach, jednak zdążyła się zasłonić oburącz, wylewając mu przy tym odrobinę różowej farby na spodnie. Uśmiechnął się na widok tej sublimacji. Ona też się śmiała. Odebrała to bowiem jak małe zwycięstwo, które przyniosło cień satysfakcji.  

-Wybacz, ja nie chciałam - Powiedziała.  

-Mogę Cię teraz pobić?  

-Nie pozwalam Ci.  

Odszedł od niej. Wziął saksofon do ręki i zaczął grać. Jego muzyka miała silny aspekt melodyjności, wzbudzała w niej ogromny niepokój. Sprawiał wrażenie, jakby był mistycznie zżyty z instrumentem. Potem położył się na łóżku i powiedział:  

-wskakuj, na co czekasz.  

Leżeli obok siebie. Bała się go. Czuła, jak z każdą minutą coraz bardziej boli ją głowa. Położyła sobie kawałek materiału na czole.  

-Co robisz - zapytał.  

-Udaję, że mnie to leczy.  

Maler podniósł się lekko i założył na siebie jej marynarkę w pasy.  

-Cały czas chciałem to zrobić.  

-Pasuje Ci.  

Chichotała, gdy nagle zbił ją z pantałyku.  

-Ja nigdzie dzisiaj nie wychodziłem.  

-To jak się spotkaliśmy?  

Milczał przeciągle.  

-Przecież przyprowadziłeś mnie tutaj, więc musiałeś wyjść?  

Dalej milczał  

-Widziałeś moją aurę?  

Milczał.  

-Jak to możliwe, że nie wychodziłeś z mieszkania?  

-Od dawna nie wychodzę. Z nikim się już nie spotykam. Nudzę się. Byłem w związku z kobietą 8 lat. Wypaliło się. Ta suka już prawie do mnie nie przyjeżdża, a ja nie mogę znaleźć alternatywy na nic bardziej satysfakcjonującego. Gdy dwie osoby są razem, wzajemnie się modulują.  

Słowo suka na określenie kobiety wywołało w niej kolejny raz ambiwalencję uczuć. Z jednej strony czuła się żywo dotknięta i mocno pobudzona, z drugiej pojawiał się cierń lęku. Czuła go na skórze jak rdzę.  

Czy inspiracją było dla was Trio Emerson, Lake & Palmer?  

-Tak.  

Ucieszył się, że ona ich kojarzy, co widać było po jego rozpromienionej mimice.  

-Gdy miałam 17 lat i byłam dziewicą, szłam na autobus przez aleję, wśród jesiennych kasztanów. Była wichura i padał dżdżysty deszcz. Miałam na uszach słuchawki z Promenadą Emerson Lake & Palmer. Wiatr smagał mnie po plecach. Tarmosił włosy. Krople deszczu przylgnęły do ubrania. Ściekały po sutkach. Przylepiały się do ud. Barwna konstelacja liści wirowała w powietrzu. Ułożyłam wtedy wiersz dla kochanka z przyszłości:  

W obrazie Turnera  

Iszkur Adad przybądź jak wiatr, a złapię Cię w żagle.  

Wśród burz i zamieci nabieram fantastycznego przyspieszenia,  

by zderzyć się czołowo z tramwajem,  

bo piękna może być tylko Nike z Samotraki.  

Napis na kadłubie dzioba : 11/29  

: P.N.E.U.M.A.T.H.I.C. T.R.A.N.S.F.O.R.M.A.T.O.R.  

-Promenada to piękny utwór, melodyjny, emocjonalny, potargany. Wydawało mi się wtedy, że tylko mężczyzna może mnie ocalić od “koszmarów z marzeń, motywów z dzieciństwa, samotnych nocy, zetrzeć niekończące się latami łzy dzieciństwa - tak suche jak kamień.”  

-Jesteś taka słodka. W ogóle mi nie smakujesz.  

-Skoro Ci się nie podobam, to po co mnie tutaj przyprowadziłeś?  

-Bo czuję, jak życie pulsuje w Tobie. Miałaś jakieś doświadczenia mistyczne?  

-We śnie widziałam twarz mojej siostry, która przysiadła nade mną jak stria-marcale. Mówiła do mnie ty szmato. Dusiła mnie. Przebudziłam się w tym śnie, odzyskując świadomość nad ranem i ciągle nie mogąc złapać oddechu, odmawiałam modlitwę “Ojcze Nasz”  

-Jak trwoga, to do Boga, co?  

Kolejny raz zawstydziła się, ale postanowiła kontynuować opowieść.  

-I wtedy przeszedł przeze mnie obłok elektryzującej się, drażniącej energii, który poczułam najpierw na czubku głowy, potem na skroniach, na twarzy, i kolejno na szyi, piersiach, biodrach, udach, goleniach, stopach, czubkach palców. Miałam niezwykłe uczucie mrowienia w całym ciele. Byłam kijem, który ktoś włożył w mrowisko. Ten obłok odpłynął w eter, zdematerializował się. Tego ranka poczułam wielką ulgę, tak jakby ktoś zdjął mi jeden kamień z serca. Mam większą potencjalność do wzbudzania w sobie radości. Wiesz może, co to było?  

-II. Matryca transpersonalna.  

-Możesz mi przybliżyć ten temat?  

-Razi mnie Twoja głupota. Nie czytałaś książki Stanisława Grofa pt. Poza Mózg? Idę do sklepu po alkohol. Z wami - ludźmi, nie da się wytrzymać na trzeźwo.  

-Mam od samego początku koślawe wrażenie, że Ty nie jesteś człowiekiem.  

Odwrócił się na pięcie i wyszedł. Kaisu siedziała przed monitorem komputera i wczytywała się w lekturę Grofa, chłonąc treść z otwartymi ustami jak ślinę duchowego katharsis. Maler wrócił z dużym zapasem wódki i zapiekanką.  

-Kupiłem ją dla Ciebie.  

-Nie będę tego jadła. Zaraz sama pójdę do sklepu, po coś normalnego.  

 

Chciała pobyć chwilę sama i poukładać sobie wrażenia na temat Grofa. Wiedziała, że Maler nie pozwoli jej teraz przeczytać książki do końca. 

Miała ochotę na zanurzyć się na chwilę w samotności, by poukładać wrażenia. Wiedziała, że Maler nie pozwoli jej teraz przeczytać książki do końca. Schodząc po schodach myślała o średniowiecznych anorektyczkach, anachoretkach, prostytutkach, o ekstazie i św. Teresie z Avilla. Padał deszcz i szumiał wiatr. Wyobrażała sobie, że kroczy wzdłuż krawędzi peronu w różowym kombinezonie z lateksu, że napędza ją śruba energii i że nie ma wcale skazy, którą ukrywała we wspomnieniach. Maler zarzekał się, że jej biografia go nie interesuje. Tuż za nią szło libido, sędzia główny, różowy lip stick i teatralny makijaż. Minęła witrynę sklepową z lukrem i pączkami i weszła do małego warzywniaka, gdzie kupiła 10. wiejskich jajek, czosnek, cytrynę, majeranek, buraki i 1 pomarańczę. W sklepie przyszła pierwsza uderzeniowa fala gorąca. Było tam gęsto od kobiecych ciał - ni to gosposie, ni to kurtyzany, wcielenia narzeczonych Fausta, kochanice Lautrec’a na jedną noc. Za ladą stała chuda hrabina, którą Kaisu odziała oczyma wyobraźni w średniowieczny tren i lufkę. Gdy wróciła do mieszkania Maler dżemał. Uporządkowała cicho brudne naczynia w zlewie i zabrała się do gotowania. Skórkę z buraka ściągała precyzyjnie obierakiem, zaciskając przy tym uda. Maler obudził się i podszedł do komputera.  

-Zaparz mi słońce kawę, a potem chodź tu. Pokażę Ci kobietę, która mnie jara.  

Kaisu przgotowała kawę i podeszła, żeby obejrzeć film, wstrząśnięta i zmieszana. Maler włączył obraz muzyczny, na którym młoda japonka energicznie naparzała w perkusję. Piersi miała małe i ponętne. Jędrne ciało w zestawieniu z nabitą tężyzną Kaisu wypadało jak nieosiągalny ideał, wymasowane i przegimnastykowane. A zachłanność rytmu tej nowoczesnej panny nie pozostawiła Kaisu cienia wątpliwości.  

-tak nigdy nie będę wyglądała, przecież to 16-letnia Azjatka.  

Wzięła do ręki pomarańczę i włożyła sobie niechlujnie do ust. Soczysty nektar ściekał jej po wargach, sączył się po podbródku. Otwartą dłonią zaczęła zmysłowo rozcierać owoc po całej twarzy. Po kilku minutach zadzwonił dzwonek. I chwilę później w drzwiach pojawiła się atrakcyjna, szczupła blondynka w długich dredach do pasa. Kaisu zapytała czy zrobić jej coś do picia. Okazało się, że to Anu, która wymyśliła sobie, że Maler zaprojektuje jej tatuaż. Usiadła na krześle i opowiadała o swoich dalekich podróżach. Maler kazał jej zdjąć rajstopy i pokazać nogę, ale powiedziała, że się wstydzi, bo jest zarośnięta.  

-ile dni już pijecie? - zainteresowała się, ni to z troską, ni to z wyższością.  

-Maczu Pikczu - odpowiedziała Kaisu.  

Po czym zapragnęła się odświeżyć i zdjąć przemoknięte ubrania. Weszła do łazienki. Ściągnęła bluzkę i patrzyła na swoje odbicie w lustrze, zastanawiając się, czy jest ładna. Nieoczekiwanie Maler pojawił się w progu i zawiesił wzrok na jej nagich piersiach z triumfującym ryjkiem.  

-Dlaczego mi to robisz? - zapytała. Nic nie odpowiedział.  

Oddalił się w stronę dziewczyny.  

-Co to ma być? Chodziło w domyśle o tatuaż.  

-św.Krzsztof-zoombie.  

Kaisu wróciła do czynności kuchennych, a dziewczyna zaczęła włączać kawałki z youtube. Maler usiadł obok niej i zrobił jej niedwuznaczną propozycję. Odmówiła, zadając pytanie retoryczne.  

-No co Ty, tak jak zwierzęta?  

Powiedziała, że musi już iść. Mocno nalegała, by Maler wyznaczył jakiś konkretny termin - czas oczekiwania na rysunek. Kiedy wyszła skwitował jej odwiedziny dość krótko, mówiąc, że laska jest z plebsu. Co to znaczy, że laska jest z plebsu? - zamyśliła się Kaisu, czy to znaczy, że my nie jesteśmy z plebsu? Zupa była gotowa. Kaisu nalała ją do dwóch misek i jedną z nich podała Malerowi.  

-Zjem później.  

-Ostygnie Ci.  

Odstawił miskę z wywarem na biurko.  

-Ty się chciałeś z nią kochać, na moich oczach.  

-Nie. Gdyby się zgodziła, musiałabyś wyjść.  

-Wykąpiemy się razem?  

-Tak.  

Nalali gorącej wody i weszli do wanny w ubraniach. Kaisu bawiła się strumieniem, polewając ich głowy. Maler siedział zblazowany i sprawiał wrażenie, że zaraz zaśnie.  

Przestało ją to w jakikolwiek sposób zadowalać. Poczuła rezygnację i chiała złożyć dymisję. Kiedy wyszła z kąpieli cała była mokra chodząc po mieszkaniu zostawiała wodniste, tęskne plamy. Także jej buty przesiąkły wilgocią. Kręciła się siłą inercji, to w lewo, to w prawo, próbując odnaleźć utracone części garderoby, spięta i poddenerwowana. Maler owinął się w pled i położł na łóżku, próbując odpalić papierosa. Żar z tytoniu upadł mu na koc.  

-Zniszczyłeś mój naszyjnik i mam mokre buty. Jak ja teraz wrócę do domu.  

-Podejdź tu i odpal mi papierosa.  

-Sam nie możesz tego zrobić?  

-Chciałem wzbudzić Twoje zainteresowanie.  

Spojrzała na jego seksowną twarz z jaskółkami w głębinach, z bandażami przenikliwego smutku, na jego usta zaciśnięte kablem. Patrzyli sobie głęboko w oczy, latając szybciej od drionów.  

Pchnął ją na łóżko. Położył się na niej i zdecydowanym ruchem wszedł w nią głęboko, wkładając jej palec w odbyt. Ledwo to zrobił, piekielnie się rozrzewniła.  

-Płaczesz?  

-Myślałem, że kobiety lubią seks analny.  

-Nie o to chodzi.  

-A o co?  

-Poczułam twoją gorycz. Zgodzisz się, żebym namalowała tego wieczoru obraz?  

Dał jej blejtram i farby. Zaczęła akcję od nałożenia delikatnej, ekliptycznej poświaty.  

-Całkiem mi się to ładne wydaje, ale spróbuj w tą stronę. Zwrócił jej uwagę, jak wykwintny znawca opium. Idę spać. Nakrył się kocem i skulił. Malowała, co chwilę zerkając na niego. Wyglądał rozkosznie i nieustannie wypadała mu poduszka spod głowy. Powoli nakładała plamy barwne jedną po drugiej, robiąc sobie przerwy przed komputerem, szukając informacji na temat polio i katatonii. Płótno wypełniło się plątaniną zawiłych symboli, z których niektóre przypominały fragment drogi Mlecznej, inne znaki Zodiaku: Skorpiona i Barana. Gdy skończyła posprzątała po sobie i wtuliła się w jego stopy. Głaskała i całowała je. Maler przebudził się, zwracając jej uwagę, że jak już go dotyka, to mogłaby to robić tak, żeby to było dla niego przyjemne. Pod wpływem Grofa, Kaisu dotknęła nieśmiało jego męskości.  

-A ty zdrowy jesteś?  

-Ty i twoje wyimaginowane choroby.  

Usiadła na nim okrakiem i uśmiechnęła się. Był twardy.  

-Śmiało, poużywaj sobie.  

-Nie mogę.  

Dotknęła jeszcze raz jego penisa. Lekko go masowała, odciągając skórkę. A potem włożyła sobie do ust i brała głęboko, aż po same migdałki. On się w ogóle się nie ruszał, ani jej nie dotykał. Leżał tylko sztywny i próbował wziąć rozkosz. Posuwała się w górę, to w dół, nadziewając się na jego kutasa, aż w końcu zrobiła to tak mocno, że się zadławiła.  

-co się stało?  

-Porzygałam się. Powiedziała roześmiana, trzymając się ręką za pełne plwocin usta. Skończyłam płótno.  

-Zobaczmy.  

Usadowił się na krześle, mając przed sobą jej obraz.  

-Nazywa się Feniks i Smok.  

Parsknął z pogardą. Jest brzydki, tak jak ty, przedtem mi się bardziej podobał.  

-Czy coś Ci to przypomina?  

-Dużo motywów fallicznych tu można odnaleźć, a przede wszystkim twarz Twojego ojca. Powiedział ze wyrafinowaną wściekłością.  

Znowu nieswojo się poczuła i zrobiło jej się niezmiernie przykro.  

-Podoba mi się, za to sposób, w jaki poukładałaś farby.  

-Z czułością Piety i dbałością o szczegóły.  

-Nie raz byłem w miejscu, w którym nie ma już różnicy pomiędzy mną, a przedmiotami.  

-Chcesz mi powiedzieć, że byłeś w miejscu, gdzie nie było różnicy pomiędzy Tobą, a butelką, którą trzymam teraz w dłoni.  

-Na pewno jest różnica pomiędzy mną, a przedmiotem, którym Ty jesteś.  

-Ja nie jestem żadnym przedmiotem. 

-Czy jest coś złego w byciu przedmiotami?  

Tego już było za wiele. Z żalu nie wytrzymała napięcia. Weszła do łazienki, żeby nie widział jej łez. Poczuła, że musi zamienić smutek w pogardę, bo inaczej zacznie szlochać jak bóbr. Spojrzała w lustro i znienawidziła wykrzywiony grymas na twarzy, która wydała jej się cudzą maską. Ukłuło ją nagłe uczucie lęku, gdy obserwowała swoje, a tak obce odbicie. W zwierciadle zjawiła się pusta twarz błazna. Męczył ją kac. I znalazła się w szczelinie. Pomiędzy jego doświadczeniem, a jej doświadczeniem rozciągała się czarna noc supremacji.  

-Pożegnaj się chociaż adekwatnie.  

-Nie ma czegoś takiego jak adekwatne pożegnanie. Zabieram swój cyrk i wychodzę.  

Kołysała się jak trzcina na wietrze, lekko stąpając po pokoju, tak by niczego już nie zbudzić. Schowała resztę pieniędzy, które jej zostały, do kieszeni, pozbierała rozrzucone ubrania i wzięła obraz pod pachę. MAler siedział na krześle i przyglądał się. Ukłoniła się nisko w pas i wyszła. Wszystko, co się wydarzyło, wydawało jej się idiotyczne. Czuła się jak głupek, który dał się zrobić w bambuko. Myśli biegły szybko i szybciej, sklejając się w jedno ciasto. Ten mężczyzna bawił się mną jak laleczką wuDu. Kaktus pewnie czuje się nabuzowany, gdy może takiej słodkiej kurze jak ja, odcisnąć deliczne znamię na psyche.


Tagi:


Mszczuj
rapier
rapier
Posty: 486
Zobacz teksty użytkownika:

Prześwit

Post#2 » 8 maja 2020, o 22:23

Bardzo mi się podobało. Gdzieś w środku masz powtórzone zdanie.

Awatar użytkownika

MostWanted
Komentator Miesiąca
Komentator Miesiąca
Posty: 214
Zobacz teksty użytkownika:

Prześwit

Post#3 » 8 maja 2020, o 23:51

A mnie tak średnio. To znaczy, mam mieszane uczucia. Moja Mama opisałaby to opowiadanie słowem 'psychodeliczne', a ja od siebie dodałabym 'absurdalne'. Może gdybym przeczytała je innego dnia, o innej godzinie, bardziej by mi się spodobało, ale nie dziś, niestety. 

Masz BARDZO dużo błędów, rodzaju wszelakiego, że nie wspomnę o niechlujnej edycji. No, ale to zawsze można zmienić, choć na ten moment mocno utrudnia odbiór tekstu. Zrób coś zwłaszcza z samym początkiem - mnogość błędów, zapis, pomieszanie czasów... To zniechęca, mnie przynajmniej, a uważam jednak, że Twoje opowiadanie warte jest uwagi.  

Nie wiem, może to wina długości, czy też winnam rzec: krotkości tekstu, ale odczuwam przesyt tych wszystkich wzniosłych, mądrych słów, których użyłaś, a które w niektórych miejscach wydały mi się niepotrzebne, może nawet trochę wydumane. Niby świadczy to o o czytaniu autora (już nie mówię tylko o konkretnych wyrazach w tym momencie, ale o całości, porównaniach, metaforach etc. ), ale ten tekst zanadto epatuje tym wszystkim. Według mnie, oczywiście. 

Z drugiej strony, znalazło się całkiem sporo trafnych, zręcznie skonstruowanych zdań, zwłaszcza tych z porównaniami. Do gustu przypadły mi często stosowane i dość zręcznie stworzone kontrasty. Odnośnie Twojego stylu też odczuwam pewną ambiwalencję... Napotkałam tu wiele prostych pod każdym względem zdań, które nie brzmią dobrze, ale z kolei parę linijek dalej grają ze sobą wyśmienicie i stwarzają niepowtarzalny klimat. Hmm. Zwłaszcza w dialogach ma to swoje odzwierciedlenie, które chyba najbardziej z całości mi się podobały; lubię takie wymiany zdań na granicy absurdu i groteski. Duży plus (: 

Podsumowując, chętnie przeczytam coś jeszcze Twojego autorstwa, aby zobaczyć, czy ten tekst to wyjątek, czy po prostu poruszasz się w takich klimatach. 

Pozdrawiam,  

M.

Jesteśmy ludźmi tylko w takim stopniu, w jakim chcemy nimi być.


Autor tematu
Kasia Mielcarek
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 4
Zobacz teksty użytkownika:

Prześwit

Post#4 » 9 maja 2020, o 11:06

Dziękuję wszystkim za komentarze, a zwłaszcza MostWanted. Nie wiem, czy jesteś kobietą, czy mężczyzną, ale jesteś moim kandydatem w wyborach na komentatorów miesiąca. Bardzo to miłe, że nie tylko chciało Ci się przeczytać tekst, ale chciało Ci się też podzielić swoimi wrażeniami. Uwagi dużo dla mnie znaczą. Pozdrawiam i obiecuję zamieścić coś jeszcze (...) 

Pozdrawiam 

Kasia


Wróć do „Opowiadania i fragmenty powieści”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 13 gości