Wszyscyśmy się zbiesili (cz. V)

Długa proza: fragmenty powieści, długie opowiadania i inne teksty dużej objętości. Mile widziane wszelkie możliwe gatunki literackie i teksty, które nie mieszczą się w dziale Miniatury i drabble. Prosimy o odpowiednie tagowanie tekstów!
Regulamin forum
W tym dziale należy publikować opowiadania, powieści oraz inne długie formy prozatorskie. Utwory krótkie (drabble, miniatury, krótkie opowiadania) publikujemy w dziale "Miniatury i drabble". 

 

Przydatne definicje 

drabble – krótka forma literacka licząca dokładnie sto słów 

 

miniatura literacka (short story) – krótki utwór składający się z mniej niż 7 500 znaków 

 

opowiadanie – krótki utwór epicki o prostej akcji, niewielkich rozmiarach, najczęściej jednowątkowej fabule, pisany prozą 

 

powieść – długi utwór narracyjny opisujący rozbudowany ciąg zdarzeń 

 

Jeżeli twój tekst jest dłuższy niż objętość dopuszczalna przez skrypt, należy go podzielić na części. Każda część musi znaleźć się w osobnym temacie i nie przekraczać ww. objętości. 

Nazwa tematu powinna składać się z tytułu tekstu. Dodatkowo, dla tekstów wieloczęściowych, w tytule należy podać numer części, na przykład "Tytuł - część 1". W przypadku publikowania fanfiction, należy podać źródło w nawiasie kwadratowym, przykładowo: "[Harry Potter] Tytuł opowiadania".  

Każdy tekst należy odpowiednio otagować. Tagi wybieramy z pola pod tytułem tematu. Listę tagów oraz ich podział można znaleźć na podstronie. Dla publikacji wieloczęściowych funkcjonuje dodatkowy tag tekst wieloczęściowy, a dla fanfiction fandomowe (np. fanfiction-harry-potter).

Awatar użytkownika

Autor tematu
WiatrŚwietlny
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 22
Zobacz teksty użytkownika:

Wszyscyśmy się zbiesili (cz. V)

Post#1 » 20 lip 2020, o 11:21

Część poprzednia 

 

Zebrani oczekiwali medium, około dwudziestka ludzi siedziała na krzesłach pod ścianą, tworząc formację podkowy. Wojciech czuł się, jakby cofnął się do czasów szkolnych i teraz grzecznie razem z innymi uczniami czekali w klasie na występy zaproszonego do placówki edukacyjnej magika.  

– Nie wierzę, że to kosztowało pięć dyszek – mamrotał. Pani zawoalowana w chusty siedząca obok zezowała złowrogo na młodziana. 

– To niski koszt jak na doznania pozazmysłowe – Jessika pouczyła brata. Kąciki ust pani w chustach uniosły się i spokojniejsza ponownie wlepiła spojrzenie w otwór drzwiowy przysłonięty zasłonką z koralików. Bramą dla medium. 

– Przepadła mi jazda – zrzędził dalej. – Jeszcze się uwstecznię jako kierowca i naprawdę spowoduję wypadek. Albo będę musiał dokupywać dodatkowe jazdy, żeby się poczuć pewniej na egzaminie. 

– Na razie to się uwsteczniasz jako człowiek. 

Natalia, podobnie jak pani w chustach, przyglądała się zasłonce z koralików. Nawilżała co rusz usta pomadką, poprawiała rzęsy, spoglądając w lusterko. Sama nie wiedziała, czy bardziej ją ekscytuje seans ezoteryczny czy to, że ujrzy swego przewodnika od tarota w zupełnie nowych okolicznościach. A może najważniejsza była ta intymna nić, która wiązała ze sobą ich żywoty coraz grubszymi splotami. 

Nagle światła przytłumiły się samoistnie. Parę kobiet nowicjuszek westchnęło z emocji, weteranki przyglądały się temu z pobłażliwością. Jeden mężczyzna przysypiał. 

Koraliki zaklekotały. Do pomieszczenia wsunęła się kobieta po czterdziestce z turbanem na głowie. Tuż za nią, z dłonią ułożoną na jej plecach, szedł przewodnik ezoteryczny Natalii. W drugiej dłoni niósł słój, tak wielki jakby miał pomieścić z pięć tuzinów pikli. 

Kobieta w turbanie zasiadła ostrożnie po środku dłuższej krawędzi stołu. Przewodnik usiadł obok niej, słój postawił na blacie obok. 

– Zanim zaczniemy i skupimy energię, proszę, aby oddzielić ziarna od plew – głęboki, donośny głos. 

Parę weteranek zrozumiało w lot. Podeszły do pochrapującego faceta i zrzuciły go z krzesła. Biedak miał nieprzyjemną pobudkę. Nie zdążył przetrzeć oczu, a babeczki wzięły go za ramiona, przeciągnęły po miękkim dywanie, w którym żłobił kolanami koleiny, i wyrzuciły przez drzwi poza obszar ezoterycznej energii. „Głupi samiec” – warknęła gdzieś w trakcie przeprawy jedna z zaangażowanych. 

– Dziękuję za zapał, następnym razem jednak proszę o więcej wyrozumiałości. Samce są, a priori, mniej pojętnymi jednostkami w materii ducha. Bądźmy wyrozumiałe dla ich okaleczonych, upośledzonych jaźni. 

Przewodnik skłonił głowę z pokorą. 

– Suka – szepnął Wojtek. 

– Proszę wszystkich o skupienie energii, utwórzmy ciaśniejszy krąg. Mhm, mhm, widzę wśród nas nowe twarze. 

Przysunęli sobie krzesła do stołu. Weteranki i, nieliczni, weteranie, nadawali tempo spotkaniu. Złapali się za dłonie, dając przykład nowicjuszom. 

Sznur ramion otaczał stół, pośrodku płonęła ogromna, bąblasta świeczka. Wojciechowi chciało się śmiać. Uuu, zaraz zobaczy duchy, uuu. Bawił go też kształt świeczki, przywodził na myśl dzban, a więc jakby zupełne żywiołowe przeciwieństwo. Świeca to ogień, a dzban to woda. Kontrast bawił i zajmował samczy umysł chłopaka bardziej niż jakieś niezrozumiałe szepty medium, które lawirowały teraz nad stołem. 

Płomień świecy zadrgał mocniej, nowicjuszka wyrwała dłoń z uścisku sąsiada i zakryła nią usta.  

– Proszę nie przerywać kręgu – pouczył przewodnik, wyręczając medium, które lawinowo wyrzucało z siebie niepokojące szepty, jakby babeczka miała atak. – Obwód musi pozostać zamknięty, żeby cyrkulacja energii trwała, nadając zdarzeniu siłę i moc – pouczał dalej, a blada „buntowniczka” powoli zanurzyła dłoń w uścisku, z którego tak panicznie się wyrwała. 

Nieskazitelna cera medium zdawała się lśnić, ale to może tylko gra ciepłego światła. Drobny meszek na przedramionach lekko się elektryzował. 

Wojciech musiał się zgodzić, poczuł to, długie, nieintensywne ciarki, trwały osobliwie długo. Przeniósł uwagę z bąblastej świecy i całą skupił na „wróżce” i seansie. Wsłuchiwał się w ciało, w oddziaływanie energii ezoterycznej, mógłby zaryzykować stwierdzenie, że czuje jak przepływa przez jego lewe dłoń i ramię, bark, klatkę, przecina sutki, prawy bark i kończy bieg przez prawe ramię w prawej dłoni, przeskakując ostatecznie do dłoni sąsiada.  

– Nasza przewodniczka przechodzi przez pierwszą bramę – wyszeptał przewodnik, nie mogąc oderwać wzroku od mentorki. Mocniej złapał jej dłoń, poprawiając chwyt. – Jeśli teraz ktoś czuje mrowienie, jakby we włosach – przewodnik silił się na wyjaśnienia – znaczy, że ma dar kontaktu przez bramy niebios. Znajdują się one w Komnacie Inicjacji, którą opuściliśmy inną bramą, my idziemy dzisiaj głębiej.  

Przewodnik zerknął na Jessikę, ale natychmiast wrócił do obserwowania poruszających się warg mentorki. Czyżby, wiedział? Jessika przez chwilkę poczuła iskierki energii na czubku głowy, które spłynęły kaskadowo aż do jej wycieniowanych końcówek. 

Znów zerknął! Tym razem, zakotwiczając wzrok na dłużej. Spojrzeniem przezierającym przez przytłaczający półmrok pytał: „Poczułaś to? Energię we włosach?” 

Ogniki tańczyły w białkach. Wreszcie cichym głosem spytał, by nie rozpraszać mentorki: 

– Czy ktoś ze zgromadzonych poczuł to, o czym mówiłem? 

Potoczył po zebranych wzrokiem, ale nikt nie dał żadnego znaku, ani słowem, ni gestem drobnym. Jessika włosy dałaby sobie maszynką wyzerować, że specjalnie zatrzymywał przy tym na niej spojrzenie. Ten słój, który przewodnik wniósł na stół – wydawał się jej teraz trochę nie na miejscu, przez co wręcz przerażający. Wyglądał jak siekiera w ręku kogoś schowanego za maską króliczka. 

Brak odzewu nie wpłynął nijak na strukturę spokoju przewodnika. 

– Druga brama – szepnął, domyślali się, że nieobce mu były formuły wypowiadane przez medium i wiedział na jakim etapie drogi ezoterycznej obecnie się znajdują. 

Pięć dyszek? Wojciech mógłby dać nawet sześć! Podobało mu się coraz bardziej, wyobrażał sobie, że wszyscy tu zebrani to piechurzy ezoteryczni, wirują jako okrąg i przemierzają pozapojmowalne wiry, których ściany wypełnione są mozaikami fraktali. Przymykał czasem oczy, aby skupić się mocniej na doznaniach ciała, ciarkach, ale nie na długo, żeby jak najmniej stracić z wizualnych aspektów, które podsycały żar wewnętrznego paleniska mistycyzmu. Nosem wychwytał delikatny zapach ozonu. Coraz bardziej mu się podobało. 

Żałował, że nie puścili do seansu żadnej ezo-muzyki, ale starał się sobie taką wyobrażać. 

– Trzecia brama – szept przewodnika zlewał się z gęstą atmosferą, ledwie ją przecinając. 

Medium zamarło, głowa opadła na piersi. 

Jeden z obrazków spadł ze ściany, gruchnął, ale nie stłukł się. Kobieta-medium podniosła głowę, otworzyła oczy, które zaszły bielmem. Otworzyła również usta, trwała tak, bezgłośnie, ale każdy tylko wyczekiwał, aż wydobędzie się z tej wielkiej jamy charkot albo jazgot. 

Biały, półprzezroczysty patyk wynurzył się z czerni otworu, wygiął się elastycznie i zaparł na dolnej wardze. Wypełzł i drugi, trzeci, czwarty i piąty, wszystkie zbudowane z takiej samej efemerycznej materii. Pięć małych obiektów oplatało teraz dolną wargę. Minęło chyba dziesięć sekund, przez które zupełnie nic więcej się nie stało. 

Pięć patyczków puściło wargę i wynurzyło się dalej, okazało się, że były to palce dłoni, która teraz w całej okazałości wystawała z ust medium. Zawisła w powietrzu, celowała w Wojtka. Wypełzła trochę dalej, ukazało się całe przedramię i łokieć. Ręka mogła sobie pozwolić na trochę więcej ruchu. Manewrowała, chwilę celowała w Jessiką, potem w Natalię, ominęła Kamilę i przez parę momentów białe, półprzezroczyste paliczki mierzyły w panią w oddali, siedzącą przy brzegu stołu. Znów jednak przefrunęła w powietrzu, aby celować w Wojtka. Otworzyła się jak do ucisku. Ozon szturmował zmysł powonienia. 

Chwila przedłużała się. Wojciech zerknął na przewodnika, ale ten pokręcił delikatnie głową. 

Przewodnik delikatnie puścił dłonie mentorki i uczestniczki obok. Wyjął nożyk z kieszonki stroju i ciachnął białą materię raz a dobrze tuż za łokciem. Ręka padła na stół, palce powoli, jak odnóża umierającego owada, zacisnęły się w pięść. Mężczyzna odkręcił wieko słoja i zbliżył wylot ku odciętej kończynie. Ta od łokcia aż po palce przemieniła się w niewielkie drobiny i pozwoliła wessać się do wnętrza naczynia. Przewodnik tylko lekko przesuwał słoikiem w poprzek stołu, jak rurą odkurzacza. 

Zakręcił wieko, usiadł i obdarzył zebranych uśmiechem. Reszta białej materii uciekła w głąb kobity. Medium się ocknęło, światło zwiększyło płynnie natężenie, nieco oślepiając uczestników, a w każdym razie wytrącając z oczarowania czy też zamyślenia. 

Pięć dyszek? Warto było! Wojciech czuł się całkowicie spełniony, ale też narodziło się w nim łaknienie kolejnych ezoterycznych przeżyć, bardzo przyjemnie dopełniające się uczucia. Już go korciło, żeby zadać parę pytań przewodnikowi. 

I niebawem miał po temu sposobność. Po seansie zaproszono wszystkich na poczęstunek, szwedzkie stoły stały w mniejszej sali obok. Wojciech stał przy jednym z nich i wpakowywał do ust tyle jedzenia, ile tylko dawał rady. Nie był nawet specjalnie głodny, zajadał emocje. Natalia, Kamila i Jessika raczyły się o wiele gustowniej, racjonując pokarm racjonalnie i jeszcze na dodatek wymieniając przy tym kulturalne uwagi dotyczące niedawnych wydarzeń w kręgu energetycznym.  

Wojciech słuchał ich jednym uchem tylko i nie przyłączał się do żartów. Lustrował przewodnika obleganego obecnie przez stado babeczek, do których przemawiał, posiłkując się spokojnymi gestami i urokliwymi uśmiechami. No niech już sobie pójdą, niech go zostawią! Wojciech niemożebnie łaknął ezoteryczności. Czuł się jak czarna dziura gotowa zassać nie tylko niezliczone ilości udek kurczaka czy małych pączuszków, ale i również wiedzę o zdarzeniach pozazmysłowych. 

Wreszcie wyłapał lukę w tych turnusach charyzmatycznych spotkań. Kolejne babki przychodziły i odchodziły, a teraz przewodnik został sam i wykorzystał moment, by skubnąć nieco sałatki dietetycznej. Uwaga, w jego kierunku zmierzyła jakaś parka. Wojciech wybił się z pięty, aby wykorzystać lukę. Wbił się w charyzmatyczny bąbel wytworzony naokoło przewodnika ezoterycznego, ubiegając parę o dobrych kilka kroków.  

– Witaj, nazywam się Wojtek, i seans dzisiaj bardzo, bardzo, bardzo mi się podobał. Choć muszę przyznać, że na początku byłem dość sceptycznie nastawiony. Nawet z początku bardziej uwagę moją przyciągała bąblastość świeczki niż jakby sam seans, ale to chyba nic złego! 

– Witam, Wojtku. Oczywiście, sceptycyzm oraz wątpliwości w przypadku nowicjusza to, zaryzykowałbym, powszechne podejście do takich i podobnych tematów. 

– I „podobnych”? Próbował pan może okultyzmu? 

– Nie mogę powiedzieć, że nie próbowałem. 

– Ale u mnie już sceptycyzm przepadł, naprawdę! Taki klimat i ta ręka z ust medium, no wow! Ta ręka, to był duch? 

– Była to forma zbudowana z ektoplazmy. Każda istota pozacielesna może istnieć w ludzkim świecie dzięki siłom plazma-duchowym. W kręgu zamykamy energię naszych ciał, dużo z nas, ezoteryków, nazywa ją ki. Medium potrafi przetworzyć naszą energię życiową w siłę plazma-duchową. To jak zaproszenie dla formy ektoplazmatycznej, aby przekroczyła bramy i zawitała tutaj.  

– O co chodzi z tymi bramami? Medium zagląda do jakiegoś konkretnego świata? 

– Istotnie. Medium przechodzi przez różne Komnaty, w każdej Komnacie jest co najmniej para bram. Jednak dla bezpieczeństwa medium przechodzi przez przetarte już szlaki, staramy się nie zaglądać w te rzadziej uczęszczane „krainy”. To zabawa dla niezwykle utalentowanych ezoteryków, nie umniejszając mojej mentorce. 

– Mhm. Czyli w tym świecie za trzecią bramą istniała taka ręka i twoja mentorka ją tu ściągnęła? 

– Przypuszczamy raczej, że świat tamten skrywa niespożyte ilości ektoplazmy, która dryfuje w przestrzeni, tak to obrazujemy przynajmniej, raczej nie jest to nic fizycznego, bardziej coś jak pole elektromagnetyczne, jak światło. Medium potrafi przyciągnąć siłą plazma-duchową niewielki ułamek tej ezo-zawiesiny i ona, po naszej stronie, przyjmuje jakiś kształt. Często są to ręce. 

– Dlaczego? 

– Tego nie wiemy. Są przesłanki, że duchy przekradają się jeszcze z innego świata i używają ektoplazmy do trójwymiarowej wizualizacji. Może chcą nawiązać z nami kontakt. Sam zresztą widziałeś, forma ektoplazmatyczna chciała uścisnąć ci rękę. 

Przewodnik ułożył dłoń na barku młodziana i powiedział, że zamieniłby słowo z jego siostrą. O, Natalia musiała ze szczegółami zapowiedzieć, z kim przyjdzie. Udali się we dwóch do stolika, przy którym stała. 

– Witajcie, panie. 

Natalia sączyła akurat napój z plastikowego kubeczka. Siostry i kuzynka przerwały rozmowę. 

– Jessika, prawda? 

– Tak. 

– Zastanawiam się, czy jesteś osobą nieśmiałą. 

– Raczej nie. Skąd takie pytanie? 

Takie niecharyzmatyczne, podejrzane pytanie. Natalia patrzyła znad krawędzi szklanki na przewodnika, skrywając za nią pikantny uśmiech. 

– Jeśli czułaś mrowienie, gdy mentorka znajdowała się w Komnacie Inicjacji, możesz śmiało się przyznać, to nie oznacza nic złego. 

Jessice wydał się jeszcze bardziej podejrzany. 

– Samice już tak mają, są bardziej wyczulone na energię. 

Teraz już na pewno mu nic powie. 

– Nie, nic nie czułam. Byłam wielce zaabsorbowana seansem. 

Wojtek wyczuł, że dialog umarł. Skorzystał, że mają jeszcze przewodnika przy sobie i zadał kolejne pytanie: 

– Zastanawia mnie też, dlaczego wkrajacie te ektoplazmatyczne formy do słoja? Zawsze tak robicie? – Użył zbitki „ektoplazmatyczne formy” z nieukrywaną dumą. Mógł się popisać fachowym zasobem słownictwa przed siostrą i kuzynkami. 

– To taki projekt, mój i mojej mentorki, prowadzimy badania. 

– Ale czy to etyczne? – Jessika się wtrąciła. – Tak odkrawać duszkowi ramię? 

– Każdy badacz w obliczu wielkich odkryć nigdy nie zwraca uwagi na takie stygmatyzujące uprzedzenia. – Przewodnika trochę ubodła ta ignorancja rozmówczyni. Duchowi nic się raczej nie dzieje, ramię jest tylko wizualizacją energetyczną, nie jest częścią ducha. Przynajmniej według dotychczasowych badań. 

Wojtek znów wykazał zainteresowanie: 

– A czy wyszedł kiedyś cały człowiek? Czekaliście na tyle długo żeby to sprawdzić czy zawsze ucinacie ramię i kończycie seans? 

Przewodnik uśmiechnął się i spojrzał tajemniczo na Jessikę. 

– Z niektórymi rzeczami nie należy igrać. Pewne zabawy przerwać lepiej zawczasu.


Tagi:

Wróć do „Opowiadania i fragmenty powieści”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 22 gości