Wszyscyśmy się zbiesili (cz. VI)

Długa proza: fragmenty powieści, długie opowiadania i inne teksty dużej objętości. Mile widziane wszelkie możliwe gatunki literackie i teksty, które nie mieszczą się w dziale Miniatury i drabble. Prosimy o odpowiednie tagowanie tekstów!
Regulamin forum
W tym dziale należy publikować opowiadania, powieści oraz inne długie formy prozatorskie. Utwory krótkie (drabble, miniatury, krótkie opowiadania) publikujemy w dziale "Miniatury i drabble". 

 

Przydatne definicje 

drabble – krótka forma literacka licząca dokładnie sto słów 

 

miniatura literacka (short story) – krótki utwór składający się z mniej niż 7 500 znaków 

 

opowiadanie – krótki utwór epicki o prostej akcji, niewielkich rozmiarach, najczęściej jednowątkowej fabule, pisany prozą 

 

powieść – długi utwór narracyjny opisujący rozbudowany ciąg zdarzeń 

 

Jeżeli twój tekst jest dłuższy niż objętość dopuszczalna przez skrypt, należy go podzielić na części. Każda część musi znaleźć się w osobnym temacie i nie przekraczać ww. objętości. 

Nazwa tematu powinna składać się z tytułu tekstu. Dodatkowo, dla tekstów wieloczęściowych, w tytule należy podać numer części, na przykład "Tytuł - część 1". W przypadku publikowania fanfiction, należy podać źródło w nawiasie kwadratowym, przykładowo: "[Harry Potter] Tytuł opowiadania".  

Każdy tekst należy odpowiednio otagować. Tagi wybieramy z pola pod tytułem tematu. Listę tagów oraz ich podział można znaleźć na podstronie. Dla publikacji wieloczęściowych funkcjonuje dodatkowy tag tekst wieloczęściowy, a dla fanfiction fandomowe (np. fanfiction-harry-potter).

Awatar użytkownika

Autor tematu
WiatrŚwietlny
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 22
Zobacz teksty użytkownika:

Wszyscyśmy się zbiesili (cz. VI)

Post#1 » 24 lip 2020, o 09:09

Część poprzednia 

 

Jessika zapragnęła wziąć regenerującą kąpiel z olejkami. Czuła się nieco odrealniona po dzisiejszym seansie ezoterycznym. Minęły już z cztery godziny, ale nadal jak żywe słyszała szepty medium. Oraz widziała formę ektoplazmatyczną i czuła zapach ozonu. 

Kąpiel trochę zajmie, przeszła przez przedpokój na piętrze do pokoju Kamili. 

– O, Kama. Ty znowu z ręcznikiem na nogach, to jakiś rytuał? 

– Nie, zimno tak w samych gatkach. – Kamila poprawiła ręcznik, żeby lepiej zasłaniał uda i obróciła monitor, żeby mieć pewność, że Jessika nie widzi ekranu. 

– Spodnie istnieją na tym świecie – wymądrzała się. – Chcesz się teraz myć? Weszłabym na, och, godzinkę. 

– Korzystaj. 

Była dwudziesta druga, ale Kamila i tak była nocnym markiem. Zaczytywała się w księgach fantasy czy thrillerach, niepomna na bodźce z zewnątrz. 

Jessika w wannie przysypiała. Woń kokosu, lawendy i goździków przenosił dziewczę na rajską wyspę. Otwierała tam serce dla umięśnionych niewolników, którzy wachlowali ją liśćmi. I Jess wiedziała – nie tylko liście dzierżyli w swych ciałach ogromne. Również serca. Pierś dziewczyny rozsadzała agape, czysta miłość.  

Wokół unosiły się bąble kąpielowe, a ona przekłuwała je palcem, robiły donośne „plum”. Tak naprawdę tkwiła sobie w wannie, w zwykłej łazience. Jakże zapragnęła, żeby jakiś przystojniak wspierał się o przeciwległą ściankę bali.  

Zsunęła ogórki z oczu, oparła wygodniej tył głowy o krawędź wanny. Zawinęła włosy ręcznikiem, więc miała miękko. Obróciła głowę w bok, obserwowała jak para się przemieszcza. 

Nigdy jeszcze nie widziała, żeby kropelki tak zabawnie fruwały. Tak wyraźne, obijały się o siebie, swoiście skupiały, tworząc coś na wzór… kaloryfera? Nad kaloryferem zaczął się formować poziomo ułożony baleron, zaś pod kaloryferem – dwie smukłe kolumny? Potem nad baleronem jeszcze kula do kręgli, a obok niego, skośnie w dół – kolejne kolumienki. 

Co te kropelki wyczyniają? Dlaczego poczuwały się do tak odrębnej egzystencji od reszty pary i skupiały się w formacje przypominające zupełnie niepowiązane ze sobą przedmioty. 

I naraz, w tumanach gęstych oparów, przedmioty te nabrały ciała, dosłownie, i już zagadki wyjaśniły się. „Przedmioty” wcale nie były ze sobą niepowiązane, a krople te rozszalały się i zaczęły żyć własnym życiem, gdyż zmaterializował się z nich rosły mężczyzna! 

Kula do kręgli była głową o masywnej szczęce, którą przysłaniał kask (pozostawiając wyłącznie szczękę na widoku, taki model już, futurystyczny ździebko). Baleron to napęczniała klata piersiowa skryta za dopasowaną kamizelką kuloodporną. Kaloryfer to kaloryfer, ale utworzony z mięśni i smakowicie nieprzysłonięty kamizelką, która, dzięki Bogu, poczuwała się do chronienia tylko klatki. Kolumny wszystkie cztery zaś to nic innego jak kończyny. 

Jessika aż wstała z wrażenia, bezwiednie ukazując mężczyźnie swą nagość. Jak tylko zreflektowała się, że zrodziła się niestosowna zależność, plusnęła ciałem o wodę, rozbryzgując płyny kąpielowe naokoło, na podłogę i naścienne również mokrości czyniąc.  

– Wybacz mi tę nagość! – skrzeknęła. – Jakże cieszy mnie, że masz kamizelkę tylko na piersi. – Wgapiała się w idealne ABS-y. – To znaczy miałam na myśli – dlaczego masz tylko kamizelkę na piersi? 

– Niczego nie muszę ci wybaczać. Niejedna już różne figle wyczyniała, widząc moje musculi abdominis. – Stuknął pięścią w rzeźbione wysiłkiem wrota brzuszne. – Co do kamizelki, chroni me serce i więcej u mnie chronić nie potrzeba. Nawet nie wiesz, jak jest delikatne. – Zdjął kask. Fale jasnych loków spłynęły na barki. Uśmiechnął się, prezentując urocze dołeczki, i puścił nagiej młódce perskie oko. 

– Kim ty jesteś? – Zbierała mydliny i pianę wokół siebie, żeby skrywać nagość, lecz czyniła to bez przekonania. – Kim ty, mój piękny, jesteś? 

– Jestem Michał Archanioł, prosto z Królestwa Niebieskiego. 

– Nie… niemożliwe! Anioły, Archanioły – mają skrzydła! 

– Jakże miałbym nie mieć? 

Pojedynczy, pełen gracji łopot. Przybysz rozłożył skrzydła. Uśmiechał się do panienki nonstop – doprawdy urocze dołeczki, czyniły z niego Amora Młodzieńczej Rozkoszy. Wnet jednak zainteresowała go unosząca się para. Smagnął palcem w przestrzeni, nabierając nań jej trochę i wsadził do ust. 

– Mmm! – Delektował się. Wyjął palec z subtelnym cmoknięciem. – Ta para to rarytas! Jest przewyborna! Tylko wielce bogobojna i uczciwa białogłowa w swej kąpieli wydałaby tak smaczną parę! Znam się na tym! – Znów perskie oko. 

– Och, nic takiego. – Zarumieniła się. 

– Wprost przeciwnie! Musimy się bliżej poznać. Nie rozumiem tylko, dlaczego mnie sprowadziłaś? To rzadki dar u śmiertelników, potrafisz otwierać bramę niebios, tym bardziej podziwiam twa osobę. Masz jakieś życzenie czy potrzebę? Dla tak czystej, wykąpanej damy mógłbym zrobić niemal każdą niemożliwość. Gwarantuję. – Nadużywał perskich oczek. – To będzie dla mnie przyjemność. 

Jessika wstała, dłoń powędrowała do ust. Z uniesienia ponownie zapomniała o nagości ciała. 

– Pragnęłabym, żebyś pokazał mi Niebo! – Ogołociła przed nim duszę i swe ciągoty. – Przedstaw mnie swoim kolegom! Aniołom, archaniołom! Chciałabym zobaczyć, jak sobie żyjecie. 

Perskie oko. 

– Przyodziejesz się wpierw? 

Szczęście wyciekało z Jessiki, spływało do wody w wannie. Płyny mieszały się i kąpiel zaczęła wydzielać zapach eukaliptusa z miętą. Dziewczyna nigdy nie miała świeższej duszy. 

I już parę odzieżowych perypetii później Michał nałożył sobie anielską uprząż. Paski układały się idealnie na wklęsłościach jego czaszki, znać było, że ogłowie zrobiono na miarę. 

– Nie bardzo jeszcze ogarniam bramy, w sumie nie bardzo chce mi się tego uczyć. Bóg męczy mnie, żebym wreszcie zaliczył egzamin, ale te kursy to nuda nad nudy i wszystko nuda. Zawiozę cię na swoich plecach. 

Zszedł na czworaka, włożył wędzidło do ust i klepnął dla zachęty lędźwie. 

Wsiadła na wierzchowca. 

– Złap dobrze wodze – wyseplenił, język walczył z oporem wędziła. 

Jak tylko pochwyciła, Michał wybił się skośnie do góry. Patataj, patataj! Przefiltrowali się bez żadnych szkód przez sufit łazienki. Archanioł gnał niczym rumak, dopóki domek w dole nie stał się plamką. Na tej wysokości przedstawiciel Nieba wyprostował się i zaczął machać skrzydłami. Jessika puściła wodze i obłapiła go za szyję. Michał zaś zdjął uprząż i cisnął nią nonszalancko, gdzie tylko miał ochotę. Oby tylko nie spadła komuś na głowę, z takiej wysokości mogłaby zabić, zawierała metalowe pierścienie. 

Nie musiała trzymać się mocno, jakby energia niebios zwierała ją z psychopompem. Ciało Archanioła kusząco falowało, gdy z każdym ruchem skrzydeł wznosił się na coraz wyższe poziomy atmosfery. 

Wiatr we włosach słabł wraz z nabieraniem wysokości i stopniem rozrzedzenia powietrza. Wylecieli wreszcie ponad atmosferę, niebo pociemniało. Jessika oniemiała – widziała to na zdjęciach, nigdy na żywo. Ogromny fragment kuli ziemskiej majaczył pod nimi, spowity charakterystyczną mgiełką atmosfery. 

I mknęli dalej, poprzez gwiazdy i nierzadko ciemność. Mijali planety, mgławice, komety furkotały, oślepiając blaskiem ogonów. 

Czas i przestrzeń przestały istnieć.


Tagi:

Wróć do „Opowiadania i fragmenty powieści”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 7 gości