Strona 1 z 1

Postal 3. W imię miłości

: 11 sie 2020, o 12:29
autor: Bordo
Gołdap, 2003 

 

Zajdel wyrwał kręgosłup najbliższemu Niemcowi, po czym niczym mieczem samurajskim zaszlachtował pozostałych trzech, nim ci zdążyliby wyjąć pepeshe. 

 

- Hilfe... - wychrypiał jeden z nich, wykrwawiając się. Zajdel z uśmiechem dobił go tupnięciem w głowę z całej siły. Spojrzał na swoje dzieło jeszcze raz i ruszył w kierunku przyczepy. 

 

17 lat później 

 

Zajdel siedział roztrzęsiony na kanapie i wpatrywał się w telewizor. Tydzień temu w złości zabił Olę, po czym zamroził jej ciało i wciąż zjada jego kawałki. Sygnał w telewizorze padł. Zajdel rozluźnił się, położył głowę na splecionych dłoniach i wrócił wspomnieniami do przygody z detektywem Mańkowskim. Nagle zadzwonił dzwonek. 

 

- Wlazł! - krzyknął. 

 

Drzwi się otworzyły i do środka wszedł mężczyzna dobijający do 70-tki. 

 

- Kawy? Herbaty? - spytał ironicznie Zajdel. 

- Potrzebuję twojej pomocy, Jurek - powiedział, po czym usiadł na kanapie. 

- A może byś się najpierw przedstawił. 

- Andrzej Rękawik, ale wszyscy mówią na mnie Okej. 

- Okej? Słyszałem różne chujowe ksywy, ale ta przebija wszystkie. Jak można traktować poważnie kogoś o pseudo Okej? To jest kurewsko daleko od okej! 

- Do rzeczy - uciął Rękawik. - Słyszałem, że jesteś dobry. Że załatwiłeś Kiełbasę, tego ćwoka z telewizji, ministra Popuśkiewicza... 

- Popuśkiewicz miał wypadek samochodowy - przerwał Zajdel. Okej uśmiechnął się. 

- Mam dla ciebie pewną misję.  

- Oby tylko nie było to znalezienie chłopaka dla twojej córeczki. 

- Sprawa jest poważna, Zajdel. Nie wiedzieć czemu nagle kilku skurwysynów, którzy zginęli, wciąż działa. Nie wiem, jakim cudem wrócili, ale trzeba ich wyeliminować po raz drugi. 

- Co to za jedni? 

- Michaił Artak, Ryszard Śrubowski ps. Śruba, Tomasz Barbasiewicz ps. Babcia, Remigiusz Puchalski ps. Cukier i Mieczysław Gawroński ps. Gawron. Wszyscy zginęli lata temu z rąk nadkomisarza Goca, znanego szerzej jako Gebels, oraz jego współpracowników. 

- Więc czemu nie zwrócimy się do tego Gebelsa? 

- Jest w Katowicach. Zanim tam dotrzemy, sytuacja będzie już poważnie zesrana. Poza tym to pies. 

- Dobra, w takim razie bez zbędnego pierdolenia, gdzie ich znajdę? 

- Śruba, Babcia i Gawron ostatnio byli widziani na przedmieściach Warszawy, Cukier zabunkrował się gdzieś na Ursynowie, a Artak... 

- A Artak jest tutaj! 

Zajdel odwrócił się i powalił Okeja na ziemię, nim Artak wystrzelił z glocka z tłumikiem. Rosjanin przeładował, lecz nim zdążył wycelować, Jerzy kopnął go w głowę, a następnie wziął nóż i zabił go kilkunastoma dźgnięciami. 

- Jeden z głowy - Zajdel wrzucił brudne od krwi ubrania do kosza na pranie. - Jak on tu wlazł? 

- Drzwi były otwarte - wzruszył ramionami Okej. 

- Dobra, przebiorę się, rozpuszczę zwłoki kwasem i ruszę poszukać reszty. 

 

W tym samym czasie 

 

Starszy sierżant Kacki wbiegł zdyszany do gabinetu naczelnika Białołęki. Naczelnik w tym czasie podziwiał Kołyskę Newtona. 

- Szefie... uciekli... 

- Uspokój się, Kacki i wytłumacz, o co chodzi. 

- Strachu i Zupa uciekli, naczelniku. 

- Kto? 

- Marcin Opałka i Oskar Niekłański. 

- No to trzeba było tak od razu, przecież nie muszę znać ich kurewskich ksyw. Kiedy uciekli? 

- Nie wiem... przed chwilą... na apelu jeszcze byli... 

 

Kilkanaście kilometrów dalej 

 

Zupa i Strachu wraz z Cukrem opijali ucieczkę w pubie i rozmyślali, co dalej. 

- Po pierwsze, odjebmy Knygę, tego śmiecia co się rozpruł przed Gebelsem - powiedział Niekłański. 

- Najpierw pozbądźmy się zdrajców z GTM, którzy mnie odstrzelili. 

Zupa i Strachu wzięli kolejny łyk piwa. Cukier w tym czasie przysłuchiwał się wiadomościom w telewizji, jednak słyszał tylko urywki słów prezenterki przez gwar, jaki panował w pubie. 

- Trasa... Jarosław... 

- Znowu o tym PiSie pierdolą. Weź przełącz - rzucił Strachu do barmana. 

Barman, dawny znajomy mokotowskich, skinął głową, chwycił pilota i przełączył na kolejny kanał. 

- Dobra wiadomość dla fanów Adolfa Ciuciubabki! Jak donieśli nasi dziennikarze, druga dziewczyna Adolfa jest w ciąży. A już za chwilę porozmawiamy z profesorką Maczek o tym, ile orgazmów może mieć kobieta podczas stosunku oraz o tolerancji dla osób homoseksualnych... 

- Telewizja śniadaniowa jest do dupy! Daj dalej! 

- Zobaczyłeś fajną dupcię w klubie, ale twój drągal nie staje na baczność? Nie przejmuj się! Nowy lek Ultra Phallus sprawi, że wszystkie twoje problemy przejdą do historii! 

- Reklamy! Przełącz! 

- Będę twoim aniołem, będę ci śpiewał, słońce, napoję cię, jabolem, a potem cię pierdolnę... 

- Jakiś chujowy ten rap! Dalej! 

- Szkorbulant Total czyści totalnie... 

- Znowu reklamy! Dalej! 

- ...3 lata temu byli zamieszani zastrzeleni przez policję członkowie niemieckiego gangu GTM MC. 

- Co kurwa, tak mało kanałów macie? Znowu te wiadomoś... 

- Zostaw! - krzyknął Cukier. 

- Aspirant Jarosław *Soczek* Wojnarowicz pozostawił ciężarną żonę Reginę. A teraz kolejne wiadomości. Donald Trump... 

- Teraz wyłącz - rzucił Puchalski, po czym zwrócił się do Stracha i Zupy. - Słyszeliście? Jeden problem z głowy. Motocykliści gryzą piach. 

- Więc pozostał Żandarm, a właściwie szanowny pan starszy sierżant Olgierd Knyga - powiedział Zupa. 

 

Zajdel, będąc w połowie drogi od Warszawy,odebrał telefon od Okeja. Równocześnie upewnił się, że nigdzie w okolicy nie ma radiowozów drogówki. 

 

- Babcia, Gawron i Śruba są na stacji Warszawa Wschodnia!  

- Na stacji kolejowej? 

- Tak! Chcą dostać się do Katowic, by zabić Gebelsa! 

- A ty skąd to wszystko... halo? - Zajdel spojrzał na wyświetlacz. Okej rozłączył się. 

 

Tymczasem trzech gangsterów właśnie szukało pustego przedziału w pociągu. Był to stary, brudny, PRLowski wagon, nie wspominając o opadającej klapie w toalecie. Jednak Gawron, Babcia i Śruba nie narzekali, gdyż chcieli jak najszybciej dotrzeć do Goca. 

- Kurwa, w każdym ktoś jest - warknął Gawron. 

- Gdzieś na końcu widziałem, że siedział tylko jeden ćwok. Chodźmy tam - odparł Śruba. 

- Ja tam w ogóle nie mam za dobrych wspomnień z pociągami - powiedział Babcia. 

- Tomek, gdzieś mamy teraz twoje wspomnienia i czy były kurwa dobre czy smętne! Idziemy na koniec wagonu! - odpowiedział Gawron, po czym ruszyli w kierunku wspomnianego przedziału. 

 

Siedział tam niski, gruby mężczyzna koło pięćdziesiątki. Uśmiechnął się i poprawił podziurawione po papierosach spodnie dresowe. 

- Cześć! - powiedział na ich widok. - Jestem Naplecik! Macie może ochotę na bzykanko?! Lubię takich chłopczyków jak wy! 

Babcia udusił Naplecika torebką foliową, po czym przykrył go kocem, by w razie czego wyglądał tak jakby spał.  

- No to teraz możemy porozmawiać o planie. 

Wtem do przedziału wszedł Arab ubrany na biało i w czerwonym turbanie. 

- Nie zamawialiśmy pakietu multikulti - powiedział Gawron. 

Nagle Arab odsłonił ukryty pod ubraniem pas szachida. 

- O kurwa! 

- Allach Ackbar! - wrzasnął, wciskając detonator.  

 

Kilka minut później Zajdel, słuchając radia, dowiedział się o eksplozji. Po przyjechaniu na dworzec wschodni zadzwonił do Rękawika, by powiadomić go o zagadkowej śmierci gangsterów. W radiu usłyszał, że przyczyną wybuchu w pociągu była wadliwa instalacja elektryczna, jednak nie bardzo chciało mu się w to wierzyć. W momencie, gdy czekał na odebranie połączenia, potrąciła go nieznana kobieta. 

 

- Przepraszam - rzuciła. 

Zajdel przyjrzał się jej uważnie i omal nie krzyknął. 

- Kasia... Kasia Mróz... 

- Jurek.. 

- Wszędzie poznam te oczy... choć nie masz już 16 lat... 

 

Zajdel podszedł do Kasi i objął ją ramieniem. Kasia faktycznie wyglądała inaczej niż za podczas ich ostatniego spotkania. Chuda nastolatka o brązowych oczach zmieniła się w sympatyczną, dobijającą do czterdziestki kobietę z włosami pofarbowanymi na biało. Pozostały jej jednak śliczne oczy o tęczówkach w kolorach morza, które Zajdel zapamiętał na całe życie. 

- Przypominam, że to ty mnie zabiłeś... bad boyu... - szepnęła mu do ucha. 

- Wiesz, dlaczego to zrobiłem? 

- Zakochałeś się we mnie... a ja cię odrzuciłam... 

- Wybaczysz mi? 

- Już dawno ci wybaczyłam - Kasia pocałowała Zajdla w policzek. 

- Jak wróciłaś do życia?  

- Jak to jak? Wskrzesił mnie Rękawik. 

- Zaraz... co?! 

- Chodźmy do mojego domu tam ci wszystko wytłumaczę. Wynajmuję niewielkie mieszkanie na Mokotowie. Konkubent odszedł ode mnie pół roku temu, a jego syn, Filip, właśnie spędza u mnie weekend. 

 

Godzinę później byli już w domu Kasi. Nie był zbyt przestronny ani nazbyt nowoczesny, ot zwykłe mieszkanie w blokowisku. Zaparzyła Zajdlowi cytrynową herbatę, po czym zaczęła wszystko wyjaśniać. 

- Dziadkiem Rękawika od strony matki był Kavias - o, kosmita z galaktyki oddalonej wiele lat świetlnych od nas. Dowiedział się o tym niedawno, jak i tego, że odziedziczył po dziadku nadprzyrodzoną umiejętność - potrafi wskrzesić dowolną osobę. 

- Ale dlaczego wskrzesił gangsterów? Jeśli chciał przejąć władzę nad światem, mógł wskrzesić Józefa Dżugaszwili, Hidekiego Tojo, Leonidasa, Aleksandra Macedońskiego, kogokolwiek. A przywrócił do życia jakichś bandyckich obwiesiów. 

- Rękawik przez pewien czas był słupem dla mafii paliwowej, na czele której stali Bartłomiej Wolski ps. Szelka i Remigiusz Puchalski ps. Cukier. 

- Cukier... teraz wszystkie puzzle zaczynają się układać w logiczną całość... ale skąd ty to wszystko wiesz? 

- Okej pochwalił mi się swoim planem po wskrzeszeniu. 

- No właśnie, tylko dlaczego ciebie wskrzesił? I czy to miało jakiś związek ze mną? Dlaczego w ogóle zlecił mi zabójstwo swoich kumpli? 

- Niestety, na te pytania nie mam odpowiedzi. 

- Kurwa, czyli jednak zamiast odpowiedzi powstaje głównie coraz więcej pytań... 

- Jest jeszcze jedno... Rękawik potrafi wskrzesić dowolną osobę, ale... tylko na dwa lata. Po tym czasie jej dusza ponownie opuszcza ciało.  

- Mamo, jestem głodny - podszedł do nich Filip. 

- Zaraz ci coś zrobię, synku, poczekaj... 

Do Zajdla zadzwonił telefon. Rękawik. 

- Namierzyłeś już Cukra, Zupę i Stracha? - usłyszał w słuchawce. 

- Powiedz mi, Okej, dlaczego mnie oszukałeś? 

- Eee? 

- To ty od początku pociągałeś za sznurki. 

- Ta szmata ci wszystko powiedziała, jeste... 

Zajdel rozłączył się. 

 

W tym samym czasie w innej dzielnicy Cukier, Strachu i Zupa udali się na strzelnicę. Cukrowi i Zupie zależało na tym, by Marcin poprawił swoje umiejętności strzeleckie. 

- Skoro Babcia i reszta nie żyją, odstrzelenie Gebelsa pozostaje nam? - spytał Zupa. 

- Tak - odparł Cukier. - Ale najpierw Knyga. Chodź, Strachu, nauczę cię jak obsługiwać magnuma. 

Opałka chwycił rewolwer i czekał na instrukcje. 

- Odbezpieczasz, palec ponad kabłąkiem, przykładasz, celujesz i wio. 

Strachu strzelił, jednocześnie tracąc palec, którym zakrył lufę. 

- Kurwa, coś ty narobił, debilu? Te sterydy naprawdę zmieniły ci mózg w rzadkie gówno? 

Strachu, sycząc z bólu, spojrzał z wściekłością na Cukra. 

- Masz, Remek... to od debila - Strachu wycelował i zabił Puchalskiego dwoma strzałami w brzuch. 

- Marcin, co ty odpierdalasz? - Zupa spojrzał na martwego towarzysza. 

- Czekaj, telefon - Strachu odebrał. - Halo? Szefie? Niestety, Cukier potknął się na szkle z butelki po harnasiu i nieźle sobie ryj poharatał. Zabrali go już do szpitala, a my jedziemy odjebać Knygę. 

- Nie odjebiecie żadnego Knygi. Mam dla was nowe zadanie. 

- Jakie? 

- Katarzyna Paulina Mróz, lat 38, rok temu przywrócona przeze mnie do życia. Wyślę ci adres SMSem, spotkamy się pod budynkiem. 

 

Pół godziny później cała trójka wtargnęła do mieszkania Kasi. Kobieta poprosiła ich, by nie budzili Filipa, po czym udali się do salonu. Rękawik rzucił Kasię na kanapę, po czym uderzył z całej siły w głowę. 

- Powiedziałaś Zajdlowi! Zdradziłaś nas!  

- Proszę, nie zabijaj mnie... mam dla kogo żyć... 

- Wiem. Dlatego właśnie oszczędzę cię. Ale musisz zapłacić za zdradę. 

- Jak? 

- Opierdolisz nam kiełbasy - Okej, Strachu i Zupa rozpięli rozporki. - A jak powiesz cokolwiek psom, wrócimy i obetniemy palce małemu. Który najpierw? Wybieraj! 

- Strachowi skurczył się od koksu, a tobie od starości, więc biorę Zupę. 

Rękawik i Strachu zaczęli okładać Kasię pięściami.  

Po brutalnym zgwałceniu Kasia chwyciła telefon i zadzwoniła do Zajdla. 

- Halo? - powiedziała drżącym głosem. 

- Halo, co się dzieje? 

- Rękawik tu był... mam wybite dwa zęby... połamaną rękę... i strasznie mnie boli brzuch...i jeszcze kazali mi robić sobie dobrze... - Kasia rozpłakała się. 

- No to tym gorzej dla niego. Zajmę się tym.  

 

Następnego dnia Zajdel z samego rana udał się na pobliskie złomowisko i zadzwonił do Okeja. 

- Rękawik? Przyjedź do mnie na Batorego 19. Musimy porozmawiać. 

- Tylko żadnych numerów, bo odbije się to na gówniarzu tej przeklętej zdziry. 

- Bez obaw, jestem bez żadnego wsparcia. 

 

Rękawik, Strachu i Zupa przyjechali luksusowym fordem na złomowisko niedługo później. 

- Siema, pizdy!- wrzasnął Zajdel, celując do nich z kałasznikowa. 

- O kurwa... - jęknął Rękawik. 

- Były sobie pizdy trzy, pizdy trzy... znacie to? 

Zupa wyjął glocka i wycelował w Zajdla, jednak ten był szybszy i zabił go strzałem w głowę. 

- Czego chcesz? - spytał Okej. 

- Żebyś opierdolił pałę Strachowi. 

- Co? 

- Słyszałeś, dziadygo. Sssij mu pałę! 

- Popierdoliło cię do reszty?! 

Zajdel postrzelił Rękawika w nogę 

- Ssij!!! 

- Chuj, jakoś to będzie - Strachu rozpiął rozporek, po czym Rękawik zaczął robić mu loda. - O ja pierdolę! 

- Brawo! Właśnie staliście się sobie bliżsi niż kiedykolwiek! - roześmiał się Zajdel. - A teraz, Okej, zadanie dla ciebie. Widzisz tą piłę, co leży obok ciebie. 

- Ta...widzę... 

- Ujeb Strachowi nogę. 

Teraz Zajdel postrzelił Stracha. 

- Sorry! - powiedział Rękawik, po czym zaczął ciąć Strachowi ranną nogę. 

- Aaaaaa! Ja pierdolę!!! - wrzeszczał ze strachu Opałka. 

- Nie drzyj tak tego ryja! - Zajdel ogłuszył Stracha, uderzając kolbą karabinu. - A teraz, gdy Marcinek będzie się wykrwawiał, powiedz mi, Okej... po chuj kazałeś mi zabić tych, których wskrzesiłeś? 

- Myślisz, że ci się rozpruję, ćwoku?! - Rękawik uderzył Zajdla piłą w szyję, powodując olbrzymi krwotok. 

- Ty chuju... - Zajdel przed utratą przytomności oddał strzał w klatkę piersiową Okeja. 

- Precz z komuną! Solidarność! - wrzeszczał Rękawik, umierając. 

 

Zajdel myślał, że również umarł. Wydawało mu się, że jest w jakiejś nieskończonej przestrzeni. Że szybuje miedzy gwiazdami i mgławicami. Myślał, że to koniec. Jak się okazało, nie do końca. 

 

- Jurek... - usłyszał przyjemny głos Kasi i poczuł dotknięcie jej palców na głowie. Otworzył oczy. Stała nad nim, uśmiechając się. 

- Co się... 

- Byłeś w śpiączce przez dwa tygodnie. Lekarze cudem cię uratowali.  

- Kasiu... chciałem ci to powiedzieć już wcześniej... moje życie składa się głównie z zabijania... ale ty... ty wypełniłaś pewną pustkę, która była we mnie od 40 lat.. 

- Jurek... boli mnie na samą myśl o tym, ale... 

- Zamkną mnie, tak?  

- Na zewnątrz jest policjant. Ma cię pilnować i gdy wyjdziesz, czeka cię od razu proces... dostaniesz dożywocie, Jurek... 

- Czyli... 

- Więcej się nie zobaczymy. Nie na wolności. Poza tym... za rok już mnie tu nie będzie. 

Gdy tylko Zajdel uświadomił sobie tu uświadomił , poczuł kłucie w sercu. 

- Na pewno nie można nic zrobić? Absolutnie? 

- Nie... tym bardziej, że Rękawik nie żyje. 

- Gdybym tylko mógł, oddałbym swoje życie, żebyś tylko ty mogła żyć - po policzku Zajdla spłynęła łza. 

- A ja nie mogę bez ciebie żyć, Jurek. I nie chcę spędzać tego roku bez ciebie. Za nic. Dlatego... - Kasia odwróciła się i podeszła do okna. 

- Zaraz... co ty robisz?! - Zajdel chciał wyrwać wszystkie kable i podbiec do Kasi, ale gdyby to zrobił, już byłoby po nim. 

- Może jeszcze kiedyś się zobaczymy... ale nie w tym świecie... 

Kasia wyskoczyła przez okno. Po kilku sekundach Zajdel usłyszał potężny huk z dołu i krzyki jakichś ludzi. 

Ból w jego klatce piersiowej nasilał się. Zajdel doskonale wiedział, co to oznacza. Zawał serca. 

 

KONIEC