Sakwenów deluwium - epizod I

Długa proza: fragmenty powieści, długie opowiadania i inne teksty dużej objętości. Mile widziane wszelkie możliwe gatunki literackie i teksty, które nie mieszczą się w dziale Miniatury i drabble. Prosimy o odpowiednie tagowanie tekstów!
Regulamin forum
W tym dziale należy publikować opowiadania, powieści oraz inne długie formy prozatorskie. Utwory krótkie (drabble, miniatury, krótkie opowiadania) publikujemy w dziale "Miniatury i drabble". 

 

Przydatne definicje 

drabble – krótka forma literacka licząca dokładnie sto słów 

 

miniatura literacka (short story) – krótki utwór składający się z mniej niż 7 500 znaków 

 

opowiadanie – krótki utwór epicki o prostej akcji, niewielkich rozmiarach, najczęściej jednowątkowej fabule, pisany prozą 

 

powieść – długi utwór narracyjny opisujący rozbudowany ciąg zdarzeń 

 

Jeżeli twój tekst jest dłuższy niż objętość dopuszczalna przez skrypt, należy go podzielić na części. Każda część musi znaleźć się w osobnym temacie i nie przekraczać ww. objętości. 

Nazwa tematu powinna składać się z tytułu tekstu. Dodatkowo, dla tekstów wieloczęściowych, w tytule należy podać numer części, na przykład "Tytuł - część 1". W przypadku publikowania fanfiction, należy podać źródło w nawiasie kwadratowym, przykładowo: "[Harry Potter] Tytuł opowiadania".  

Każdy tekst należy odpowiednio otagować. Tagi wybieramy z pola pod tytułem tematu. Listę tagów oraz ich podział można znaleźć na podstronie. Dla publikacji wieloczęściowych funkcjonuje dodatkowy tag tekst wieloczęściowy, a dla fanfiction fandomowe (np. fanfiction-harry-potter).


Autor tematu
Willuu
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 5
Zobacz teksty użytkownika:

Sakwenów deluwium - epizod I

Post#1 » 26 sie 2020, o 14:00

„Sakwenie, nie będzie łatwo. Zaraz puszczają obchód. Plan jest taki: udajesz, że śpisz, ja oddaję się oblechowi. Nie patrz tak na mnie… To fortel. Rzucę klucze pod twoje kraty. Nasze mają trójkątne trzonki”. 

„Królowo, przecież on mnie usłyszy”. 

„Bez obaw, zatkam mu uszy”. 

„Jak to”? 

„Niedosłownie. Zobaczysz”. 

Nadanie tych znaków sprawiło, że na twarzy kobiety pojawił się szelmowski uśmiech. Zniknął jednak natychmiast, gdy ścianami budynku zatrząsł trzask ciężkich drzwi. 

„Nie pozwolę mu się dobrać do mojej królowej”! 

„Więc musisz być błyskawiczny. To Lud Pożądania. Oni nie tracą czasu na świece czy kadzidełka. Liczy się dla nich tylko akt. Często nieważne z kim lub z czym”. 

Przez cały czas przekazywania informacji w obu celach nie padło ani jedno słowo, a ruszały się tylko dwie ręce i jeden dziób. Mimo to, obie strony wiedziały, że zrozumiały się doskonale. Przecież były dla siebie jak matka i młode. 

Na najniższych stopniach schodów rozległy się dźwięki ciężkich buciorów. Więźniowie kiwnęli ku sobie głowami i zajęli wyznaczone pozycje. 

Sakwen złożył czarne skrzydła i skulił się w kącie. Kobieta 

opuszczając nieco dekolt, również się położyła, ale na swoim sienniku. Spod przymrużonych oczu obserwowała wkraczającego do pomieszczania strażnika. Wyglądał niczym dopiero co narodzone niemowlę, które ktoś uświadomił, że narodziny to i tak nie najgorsze, co spotka go w życiu. Twarz miał wykrzywioną w ciągłym grymasie, był mokry, nie miał brwi, a na głowie pozostało mu tylko kilka włosków. 

Kobieta zwarła powieki, udając, że twardo śpi. Usłyszała wsuwający się do zamka klucz i jęk popychanych drzwi celi. Gdy tylko do jej uszu doszedł dźwięk odpinanego pasa ze spodni, otworzyła oczy... 

Zdezorientowana potrząsnęła głową. 

Mężczyzna wcale nie stał przy niej. 

Znajdował się w celi obok. Z opuszczonymi do kostek spodniami rzucał już cień na Sakwena, który to ze schowaną w piórach głową wytrwale odgrywał rolę pogrążonego w głębokim śnie więźnia. 

Kobieta skoczyła do wspólnej ściany celi i zastukała w kraty. Strażnik obrócił się w jej stronę i wskazując na swoje podbite oko, zamlaskał bełkotliwie kilka słów. Nie znała jego języka, więc jedynie wnioskowała, że nazwał ją niezbyt przyzwoicie. Jej przypuszczenia potwierdziły się, gdy strażnik pokazał jej język. Żałowała, że nie mogła zrobić tego samego. 

Mężczyzna zatarł ręce, a Sakwen nie reagował. Kobieta przeraziła się, czy ptak aby naprawdę nie przysnął. Znając go, było to bardzo możliwe. Gdy strażnik na niego wszedł i zamierzał się, by założyć mu coś w rodzaju kagańca na długi dziób, wtedy zawołała: 

– Ae! 

Sakwen element zaskoczenia trzymał do ostatniej chwili. Naraz kłapnął dziobem, a dłoń strażnika poszybowała w powietrze, ciągnąc za sobą krwawy szlak. 

Mężczyzna zawył wniebogłosy. Ptak już gotował się, by zwalić go z nóg, gdy zaciskające się mimowolnie nogi przeciwnika przygwoździły go do ziemi. 

Siłowali się tak przez chwilę, aż oprawca szybkim ruchem zdrowej ręki spod pazuchy dobył krótkich rozmiarów noża i zamachnął się nim na Sakwena. Broń ze świstem przecięła powietrze, ale nagle zatrzymała się w miejscu. Kobieta zamknęła nadgarstek strażnika w żelaznym uścisku. 

Na nóż działały dwie potężne przeciwstawne siły, a ich wypadkowa była równa zeru. Mimo to mężczyzna nie przestawał zgniatać Sakwena nogami. Mało tego, postawił na nim nogę, przyciskając go ciężkim butem do podłoża. Ptak chwilę się opierał, ale wtem coś w jego żebrach gruchnęło. Wydarł z siebie głośny skrzek i gwałtownie opadł brzuchem na ziemię. Przez tak nagły ruch przeciwnik zachwiał się, tracąc równowagę. Dokładnie w tym samym momencie kobieta puściła nóż, a ten kierowany impetem zatopił się w jego brzuchu. Więźniarka przez kraty wyszarpnęła broń i szybkim ciosem w kark ukróciła męki strażnika. 

Zerknęła na Sakwena, na co ten tylko skinął dziobem. Wiedziała, że nie było z nim zbyt dobrze, ale da radę pójść. Sięgnęła więc po klucze i pootwierała ich cele. Od razu skoczyła również ku jednej z szaf, do których widziała, że chowano ich rzeczy. 

Do niej należała tylko niewielkich rozmiarów księga, którą kilka dni temu otrzymała od Ludu Tęsknoty, ale to Sakwenowi strażnicy odebrali o wiele cenniejszą rzecz – złoty naszyjnik z jego imieniem. Ptak natychmiast pochwycił łańcuch i sam przewiesił go sobie przez długą szyję. Mimo żgających żeber od razu stanął dumniej. 

Nagle z dołu schodów dobiegły ich krzyki i głośne tupanie. Kobieta i Sakwen jednym susem wskoczyli za framugę drzwi. Gdy tylko strażnicy wbiegli do pomieszczenia, oni ukradkiem wyszli, zamykając zbaraniałych mężczyzn w środku. 

„Bardziej niż jaj mogliby używać głów” – zakomunikowała kobieta, przekręcając klucz. 

„Zgoda, królowo. Co ten łysol sobie myślał? Pomylił mnie z samicą, czy co?” – odpowiedział Sakwen, na co kobieta uśmiechnęła się z lekka. 

Pędem ruszyli w górę schodów, a za ich plecami rozchodziło się stłumione dudnienie pięściami o drzwi. 

„Nawet nikogo w odwecie nie zostawili” – poinformowała kobieta, gdy wbiegali na szczyt wieży, zupełnie nie zdając sobie sprawy z czyhającego tam niebezpieczeństwa. 

Słuch miała bardzo ostry i to uratowało jej życie. Przecinający powietrze świst dotarł do niej w ostatnim momencie, przez co ostrze raniło jedynie jej nogę. Upadła na ziemię i mimo pchających ją do dalszego biegu emocji mogła się tylko czołgać. Wtedy zobaczyła, że z jej uda tryska jasna krew. 

– Ae!... – wydusiła z siebie. 

Sakwen w tym momencie mocował się ze strażnikiem, trzymając w dziobie jego miecz, niczym pies walczący o patyk. Słysząc krzyk, uświadomił sobie powagę sytuacji i niespodziewanie puścił broń, a strażnik zatoczył się z hukiem na ścianę. Ptak wciągnął kobietę na swój grzbiet i rozpędzony wyskoczył z okna wieży. 

Ogromne skrzydła dumnie rozpostarły się w powietrzu i Sakwen wzleciał wysoko. Tak, że żadne krzyki, bełty czy strzały nie miały szansy dotrzeć do niego i jego królowej. 

Mimo to wisiało nad nimi o wiele poważniejsze zagrożenie. Jasna krew zalała już całą nogę kobiety i nie przestawała cieknąć. W pewnym momencie Sakwen otrzymał polecenie, by przystanąć na którymś z drzew. Tam kobieta splotła sobie prowizoryczny opatrunek uciskowy, wykorzystując do tego kilka kosmyków czarnych włosów oraz parę bujnych piór Sakwena. W ten sposób zdołała nieco zatamować krwawienie, jednak ta czynność wyczerpała ją doszczętnie. Mimo wszystko zdobyła się na kilka ruchów rękoma, by poinformować Sakwena, gdzie ma lecieć. 

Skierowała go do Ludu Charyeta, ostrzegając, by nie zniżał lotu. Bardzo długo będą lecieć nad Bezbarwią, czyli lasem o czarnych drzewach, gdzie znajdowały się więciotarze tworzące potworności. Nie wiedziała, jak przyjmie ją Lud Charyeta. Nie miała pojęcia, czy w ogóle zdąży tam dolecieć żywa, ale była im winna to poświęcenie jak nikomu innemu. 

Przed Ludem Pożądliwości zjawiła się u Ludu Tęsknoty, który mimo panującego w ich kraju chłodu przyjął ją nader ciepło. Wzięli jej przestrogę do serca i nawet podarowali swoją księgę, by przekazała ją innemu ludowi. 

Ale kobieta nie miała co do nich złudzeń. Ich państwo stanowiły dosłownie cztery miasta, do tego żyli w krainie skutej lodem – prędzej czy później zostaną zdobyci. Właśnie dlatego musiała ostrzec również innych. 

 

 

Słabli. Z każdą przebytą stają Sakwen zlatywał coraz niżej, a kobieta osuwała się na jego grzbiecie. W końcu ptak zatrzymał się na koronie któregoś z wyłysiałych drzew Bezbarwi. Pamiętał o ostrzeżeniu, ale musiał chwilę odsapnąć. Nie dość, że od prawie tygodnia nic nie jedli, to złamane żebro coraz mocniej dawało mu się we znaki. 

Siadając na gałęziach, złapał kobietę w swe skrzydła, bo ta prawie zsunęła się prosto w czerń. 

„Królowo”?... 

Sakwen przez chwilę masował dziobem jej głowę, ale ze strony kobiety nie było żadnej reakcji. Zobaczył, że w rytm słabych pulsów z rany na nodze wciąż sączyła się krew. 

Szybkim ruchem zarzucił królową na grzbiet, wzbijając się jednocześnie w powietrze. 

Przyspieszył. Leciał nisko, dużo ryzykując, ale w ten sposób tracił najmniej sił. W pewnym momencie poczuł, że kobieta poruszyła się niespokojnie, chwilę później coś jakby go uszczypnęło. Znał ten ból – wyrywane pióro. 

„Królowo, co się dzieje”? 

„Piszę”. 

W pewnym momencie Sakwen usłyszał zamykającą się księgę i poczuł, że kobieta wtula się w niego. Najpierw odebrał to jako oznakę zmęczenia, ale gdy jej ręce zawisły luźno, zaczął się niepokoić. 

„Królowo”?... 

Nie otrzymując żadnej reakcji, powtarzał ruchy dziobem 

coraz gwałtowniej. Nagle przed jego oczami zamajaczyła dłoń. Była otwarta, wszystkie palce miała złączone. 

Wskazywała gest, którego obawiał się najbardziej. 

„Żegnaj, Sakwenie”... 

„Królowo...!? Królowo! Patrz, szara ziemia przed nami. Kończą się Bezbarwia!”. 

Rzeczywiście, chwilę później sylwetka wielkiego ptaka zawisła nad ziemiami Ludu Charyeta. Sakwen wymachiwał dziobem, próbując uzyskać od kobiety jakąkolwiek reakcję – najprostszy ruch czy gest. 

Jednak czuł, że było to zbędne… ponieważ czuł. 

Nie tylko, że ona nie trzymała się już jego piór i leżała na nim, jakby miała zaraz spaść. Jej śmierć dosłownie poczuł w sobie. 

Sakwen zadecydował. Nie leciał dalej. Ostro opuścił swój lot, nabierając ogromnej, drapieżczej prędkości. Bez opamiętania pruł prosto ku twardej ziemi. Wydał z siebie pisklęcy pisk, który przeciął wiatr, aż w pewnym momencie ucichł... 

Gdy umiera matka, umierają też jej młode.


Tagi:


verbena
gladius
gladius
Posty: 1215
Zobacz teksty użytkownika:

Sakwenów deluwium - epizod I

Post#2 » 26 sie 2020, o 14:28

Nawet jeśli zamysł jest interesujący, to wykonanie skrzeczy. Widziałam trochę... trochę dużo błędów typu źle dobrane słowa, albo wyrażenia. "Nie" pisane łącznie i rozłącznie i inne. 

Niestety w tej chwili nie mam już czasu na korektę. Może ktoś inny się skusi. Pozdrawiam :)



Autor tematu
Willuu
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 5
Zobacz teksty użytkownika:

Sakwenów deluwium - epizod I

Post#3 » 26 sie 2020, o 14:37

verbena pisze:Nawet jeśli zamysł jest interesujący, to wykonanie skrzeczy. Widziałam trochę... trochę dużo błędów typu źle dobrane słowa, albo wyrażenia. "Nie" pisane łącznie i rozłącznie i inne. 

Niestety w tej chwili nie mam już czasu na korektę. Może ktoś inny się skusi. Pozdrawiam :)

 

 

 

Dziękuję serdecznie za odzew. Będę musiał przeanalizować tekst raz jeszcze pod opisanym przez Ciebie kątem, choć nie ukrywam, że czyjaś pomoc w wychwyceniu owych błędów byłaby nieoceniona. Również pozdrawiam ;]


Awatar użytkownika

Medea33
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 24
Zobacz teksty użytkownika:

Sakwenów deluwium - epizod I

Post#4 » 2 wrz 2020, o 17:33

Piszesz płynnie, nie ma większych błędów które by bardzo przeszkadzały w podążaniu za akcją. Dobrze łączysz zdania. Co do uwagi verbeny, polecam korektory w Internecie, łatwiej wyłapiesz drobiazgi. 

 

Musisz jednak bardziej zwracać uwagę na znaczenie pewnych wyrażeń i połączeń wyrazowych: 

Willuu pisze:Zaraz puszczają obchód.
 

– obchodów raczej się nie „puszcza” 

 

Willuu pisze:gdy ścianami budynku zatrząsł trzask ciężkich drzwi. 
 

- „trzask” to wrażenie słuchowe i nie może trząść, prędzej „gdy trzaśnięcie ciężkimi drzwiami zatrzęsło ścianami budynku. (i powtórzenie)  

 

Willuu pisze:„Nawet nikogo w odwecie nie zostawili”
 

– na pewno? 

 

Willuu pisze:Słuch miała bardzo ostry
 

– chyba „wyostrzony” 

 

Willuu pisze:splotła sobie prowizoryczny opatrunek uciskowy,
 

– tu trzeba uważać na słownictwo tego wyobrażonego świata. Jeśli to jest fantasy, to czy w tamtym świecie znają takie „techniczne” określenie jak „prowizoryczny opatrunek uciskowy,”? 

 

Jeszcze co do tekstu, znalazłam w nim parę niedociągnięć. 

Willuu pisze:Przez cały czas przekazywania informacji w obu celach
 

– osoby w tych celach musiały się widzieć, czyli jak? Przez ścianę? Przydałoby się wspomnieć już na początku, że to kraty 

 

Willuu pisze:„Bardziej niż jaj mogliby używać głów” – zakomunikowała kobieta, przekręcając klucz. 
 

– oni używali kończyn do komunikacji, to jak ona mogła gestykulować przekręcając klucz? „ zakomunikowała kobieta, jednocześnie przekręcając klucz.” 

 

Mała uwaga do przemyślenia na przyszłość.  

Willuu pisze:Zerknęła na Sakwena, na co ten tylko skinął dziobem. Wiedziała, że nie było z nim zbyt dobrze, ale da radę pójść. Sięgnęła więc po klucze i pootwierała ich cele. Od razu skoczyła również ku jednej z szaf, do których widziała, że chowano ich rzeczy. 
 

- taki przykład. Osobne zdania opisujące/wyliczające poszczególne sytuacje. To nie jest błąd, ale to przypomina strzały z karabinu, można to zrobić inaczej, bardziej płynnie, np.: 

„ Zerknęła na Sakwena. Wiedziała, że nie było z nim zbyt dobrze, ale ten tylko skinął dziobem: da radę pójść. Sięgnęła więc po klucze, pootwierała cele i zaraz skoczyła ku jednej z szaf, do których widziała, że chowano ich rzeczy.”

Dream Dancer

Wróć do „Opowiadania i fragmenty powieści”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 6 gości