Zachęcamy do komentowania! Co miesiąc na zwycięzcę tytułu Komentatora Miesiąca czeka nagroda książkowa!

Sol i stalker cz. 1

Stare teksty z działu Teksty wieloczęściowe.
AnnKate
Użytkownik zbanowany
Posty: 227

Sol i stalker cz. 1

Post#1 » 6 gru 2016, o 23:48

część pierwsza

Zdarzyło się to parę lat temu. Byłam jeszcze wtedy w miarę świeżo upieczoną morderczynią.
Niewiele różniłam się od siebie dzisiejszej. No, może w mniejszym stopniu przewidywałam konsekwencje swoich czynów. Powiedzmy, że byłam trochę bardziej szalona. Mieszkałam sama i do tej pory tak jest. Na swoim ulubionym odludziu. W parterowym, przestronnym domu, otoczonym drzewami. Gdy nie zajmowałam się likwidacją ani utylizacją celów, siadałam na małym tarasiku i bujałam się na dużej, trzyosobowej huśtawce. Potem robiłam się senna, przynosiłam poduszkę i koc, którym okrywałam się, położywszy na huśtawce. W zanadrzu miałam książkę oraz kubek uprzednio przygotowanej, chłodnej już herbaty z imbirem i cytryną. Gdy tak któregoś wieczoru oddawałam się rozkoszom błogiego relaksu, mój telefon „rozpikał” się na dobre. Nawet moje pupile wylegujące się na tarasie zaczęły się denerwować, wstały i podbiegły, po czym uraczyły moje dłonie i twarz "lizem" swoich jęzorów.
- Spokój, paskudy! Siadać grzecznie na dupach! - krzyknęłam do nich „pieszczotliwie”.
Co chwilę przychodził jakiś esemes.

Co jest?! - Zastanawiałam się.

Po sprawdzeniu treści wiadomości byłam przekonana, że ktoś się pomylił. Sama pornografia, i to porządnie wulgarna – zdjęcia i filmiki. Postanowiłam nie reagować, pewnie jakiś zbok pomylił numer i zamiast swojej nowo poznanej napalonej nastolatki z czatu, wysyłał je do mnie. Po godzinie miałam już niestety całą zapchaną skrzynkę, będąc zmuszona na bieżąco kasować. Zastanawiałam się nad odpisaniem temu komuś, by się łaskawie odczepił. Numer jednak był zastrzeżony. Obawiałam się, że może to jacyś naciągacze, liczący właśnie na odpisywanie. Tak więc, odpuściłam. Wieczór zamiast na bujaniu się z książka i herbatą z imbirem, minął na kasowaniu esemesów. Wściekła położyłam się spać. Rano czekała mnie niemiła niespodzianka. Także moja skrzynka mailowa pękała w szwach od coraz bardziej obrzydliwych zdjęć i filmików. Owe dantejskiej sceny już przestawały mnie bawić. Okazało się jednak, że jest jeszcze gorzej. Ktoś zaczął adresować do mnie te maile i sms-y imiennie , grożąc, że zrobi ze mną to, co w tych filmikach.

No zobaczymy żartownisiu, zadarłeś z niewłaściwą osobą... - pomyślałam.
Na policję nie pójdę. Nie zamierzam. Jeszcze by zaczęli się tu kręcić, a ja nie mogę pozwolić sobie na coś takiego.

Postanowiłam sprawdzić adres IP tego delikwenta.
Niestety, okazało się, że wszystko zostało wysłane z kawiarenki internetowej, znajdującej się w pobliskim Miasteczku. Bystrzak, ale nie na tyle. Jest stamtąd, czuję to. Jeżdżę do Miasteczka na zakupy oraz załatwiam tam kilka innych drobnych spraw. Ma mój oficjalny adres email i numer telefonu. Dysponuję jeszcze kilkoma innymi mejlami, tamtych nie zna. Więc to raczej nie ktoś z pośredników ani klientów. Niestety, okazało się, że to nie koniec na liście danych, które ten zbok posiada.

Gdy następnego dnia przyjechałam z martwym celem w bagażniku, zauważyłam, że od zewnętrznej strony furtki, na trawniku leży mnóstwo porozrzucanych zdjęć pornograficznych oraz list z pogróżkami. Psy, wszystkie trzy, siedziały przy ogrodzeniu, próbując wsadzać łeb między pręty i obwąchiwać rozsypane „ulotki”.
„Dorwę cię suko.” „Zrobię z tobą, co zechcę” - itd.
Rozejrzałam się. Tego dnia pogoda była deszczowa. Na błotnistej drodze dojazdowej, moje auto wyrzeźbiło solidne koleiny. Tyle że, wcześniej żadnych kolein nie było.
Przyszedł tu na pieszo albo przyjechał rowerem.
Mój „Romeo” albo jest z zamiłowania ekologiem, albo nie ma własnego auta. Albo to i to. Do najbliższego miasteczka było trzynaście kilometrów. Żadne autobusy tu nie dojeżdżają. Mieszkam wśród połaci lasów, rozległych łąk i ugorów. Najbliżej jest stąd do Miasteczka, które również otoczone jest lasami i polami, dopiero kilka kilometrów za nim znajdują się następne miejscowości, ale do nich nie jeżdżę, nic tam nie załatwiam. No więc on raczej jest z Miasteczka i prawdopodobnie jego środkiem lokomocji jest rower. Chwilę potem dostrzegłam cienki jednoślad biegnący pod furtkę. A jednak ekolog, kurwa! Poszłam za tropem. Urywał się na znajdującej się półtora kilometra dalej asfaltowej szosie. Mamy dzień powszedni. Dochodzi południe. Delikwent zapewne pracuje na popołudniowej zmianie. Przynajmniej dzisiaj. Chyba, że jest bezrobotny. Wie, że w przedpołudnia jestem w Miasteczku.

Dorwę cię cwaniaczku, a wtedy zobaczymy, kto z kim co zrobi...

Tego dnia byłam zajęta. Musiałam zutylizować cel. Był to niewierny mąż mojej klientki. Wyszedł za nią dla pieniędzy. Dzieliło ich jakieś dwadzieścia lat, ona bardziej mogłaby być jego matką.
Wtedy dopiero raczkowałam w branży. Jeszcze nie brałam zleceń od nieco grubszych ryb czy też agentury. Tych ostatnich do tej pory staram się unikać i nie wchodzić im w drogę, ale to nie takie łatwe. Gdy człowiek ma więcej niż dwadzieścia trzy lata, zaczyna rozumieć, że marzenia o idealnej wolności i odcięciu się od systemu są tylko naiwną mrzonką. Skończyłam chemię, bo lubiłam robić coś z niczego, zmieniać właściwości substancji, to dawało mi poczucie mocy, namiastki boskości.
Jakiś wymyślony przeze mnie filozof pewnie ująłby to w ten sposób: Wszystko, co myślimy, czujemy i widzimy to czysta chemia okraszona fizyką”. Zupełnie jak mój skromny w tamtych czasach obiad: ziemniaki okraszone skwarkami. Mieszkanie dostałam w spadku od bezdzietnej kuzynki. Ucieszyłam się, że znajdowało się tak daleko od mojej rodziny. Gdy matka żyła, upierała się, żebym została na uczelni. Ale ja nijak wyobrażałam sobie wspinanie się po szczeblach kariery uniwersyteckiej. To nie dla mnie. Mało brakowało, a za pyskowanie wyleciałabym ze studiów. Byłam zbyt zbuntowana i bezkompromisowa. Nadal taka jestem. Gdy powiedziałam, że nie zamierzam być drugą Curie-Skłodowską, rodzicielka zapiła się na śmierć. Była nadopiekuńcza, bardzo nerwowa i władcza, nieraz potrafiła mi brutalnie przylać, gdy coś przeskrobałam. Ale mnie kochała. Po swojemu. Ojca nie znałam. Matka powiedziała tylko, że zostawił ją, gdy była w ciąży i wyjechał za granicę. Nie tęskniłam za nim jakoś specjalnie. W ogóle niespecjalnie tęskniłam za płcią męską. Raz na jakiś czas wybierałam sobie któregoś do numerku i natychmiast porzucałam. Później nawet i z tego zrezygnowałam, bo robili mi sceny, byli namolni, zazdrośni, mściwi i ogólnie wkurwiający oraz męczący. Może to któryś z moich byłych? O cholera... W Miasteczku takich nie ma. Przeprowadziłam się tu półtora roku temu. Nikt mnie tu nawet dobrze nie zna. Nie jestem kontaktowa. Pani z biblioteki kiedyś zaprosiła mnie na kawę, a to dlatego, że zagadałyśmy się o jakiejś książce i tak nam się dobrze dyskutowało, że bardzo chciała mnie poznać. Grzecznie odmówiłam. Nie wiem czemu. Stresowała mnie, przyłapałam się na patrzeniu się w jej dekolt. Później to wyparłam. Nie chciałam, sądzić, że jest ze mną coś nie tak. Mama mówiła, że tylko hiv-owcy zadają się z tą samą płcią. Bo to mądra kobieta była, ale łatwo puszczały jej nerwy.

Nazajutrz, jak co rano, wybrałam się do Miasteczka by zrobić zakupy.
Ledwie zaparkowałam na dużym parkingu przed supermarketem, zaczęłam porządkować sobie w głowie codziennie załatwiane sprawy. Najpierw robię zakupy, ale w sklepie nie podaję przecież żadnych danych. Co kilka dni natomiast chodzę do biblioteki. Czasem w urzędzie załatwiam jakieś sprawy. Raz na tydzień biorę kilka filmów z miejscowej wypożyczalni.
A kawiarenka internetowa? Za pół roku mieli ją zamknąć. One już wtedy odchodziły do lamusa.

Myślałam przez chwilę. I chyba coś wymyśliłam. Albo ktoś z urzędu Miasteczka, albo ktoś z biblioteki, albo ktoś... z wypożyczalni filmów. W tej ostatniej potrzebowali mojego adresu zameldowania telefonu i maila jako zabezpieczenia na wypadek nieoddania filmów. A kawiarenka znajdowała się dokładnie naprzeciwko rzeczonej. Mogłam się oczywiście mylić, ale... intuicja już podpowiedziała mi swoje.
cdn...
"Rozebrany cały świat,
A ja chcę patrzeć.
A ja popatrzeć chcę.
Wszystkim piątej klepki brak..."

Ross_Rabiaka
gladius tytanów
gladius tytanów
Posty: 1036

Sol i stalker cz. 1

Post#2 » 7 gru 2016, o 20:58

Nie ukrywam, że czytałem już wcześniej. Sam pomysł na cykl ciekawy. Stalking pokazany w dość osobliwy a niekiedy żartobliwy sposób. Jak rozumiem, cały czas coś poprawiasz w poszczególnych częściach. Ale to dobrze. Przy kolejnych podejściach edytorskich, odleżany tekst może tylko zyskać. Czekam na ciąg dalszy. Pozdróweczki,
Matt C.

Deneve

Sol i stalker cz. 1

Post#3 » 8 gru 2016, o 00:43

Gdzie są akapity? :(
Zacznę od tego, że cały pierwszy dłuższy akapit to niepotrzebna zapchajdziura. Kojarzy mi się to z takimi typowo blogaskowymi kliszami, gdzie bohaterka, nieważne czym by się parała, była zawsze wrażliwą wewnętrznie istotką, która siada na parapecie z kakałkiem i piła je, wpatrując się w deszcz i rozmyślając nad sensem życia... Tego typu ekspozycje są złe.

- Spokój, paskudy! Siadać grzecznie na dupach! - krzyknęłam do nich „pieszczotliwie”.

Domyślam się, że miało być zabawnie. Niestety jest sucho.

Po godzinie miałam już niestety całą zapchaną skrzynkę, będąc zmuszona na bieżąco kasować.

Po pierwsze inwersja: zapchaną całą skrzynkę. Po drugie ze zdania wynika, że przez to, że była zmuszona kasować wiadomości, miała zapchaną całą skrzynkę, a zapewne nie o to chodziło. Dlatego lepiej pozbyć się tego imiesłowu na rzecz "więc byłam". I od razu będzie z sensem.

Numer jednak był zastrzeżony.

Z zastrzeżonego można tylko dzwonić, przy pisaniu smsów numer jest zawsze widoczny.

Tak więc, odpuściłam.

Bez przecinka.

Wieczór zamiast na bujaniu się z książka i herbatą z imbirem, minął na kasowaniu esemesów.

Wspominałaś przed chwilą o książce i herbacie z imbirem, czytelnik do nie idiota, zapamięta takie rzeczy. Ładniej wyglądałoby np. "Wieczór zamiast na relaksie, minął na kasowaniu esemesów".

Ktoś zaczął adresować do mnie te maile i sms-y imiennie , grożąc, że zrobi ze mną to, co w tych filmikach.

Nadprogramowa spacja przed przecinkiem. I skoro wcześniej piszesz "esemesy", to utrzymaj konsekwencję zapisu. Poza tym, jak już to SMS-y (bo SMS to skrót, który zwyczajowo zapisujemy dużymi literami).

No zobaczymy żartownisiu, zadarłeś z niewłaściwą osobą

Przecinek przed "żartownisiu", bo to wołacz, a te zawsze oddzielamy przecinkami od reszty zdania.

Na policję nie pójdę. Nie zamierzam. Jeszcze by zaczęli się tu kręcić, a ja nie mogę pozwolić sobie na coś takiego.

Głupie rozumowanie. Przecież bez pójścia na policję i tak mógłby zacząć ją nachodzić pod domem/w domu. Tym bardziej jest to niebezpieczne, że nikt o takim stalkerze nie wie, więc nikt nie dbałby o jej bezpieczeństwo.

Postanowiłam sprawdzić adres IP tego delikwenta.
Niestety, okazało się, że wszystko zostało wysłane z kawiarenki internetowej, znajdującej się w pobliskim Miasteczku.

CO. Przecież po pierwsze w mailach nie da się sprawdzić IP (chyba że udostępniłby je dostawca usług mailingowych, np. WP, Onet czy tam Gmail jakiś). Nawet dysponując czyimś IP, kiedy wrzuci się je w wyszukiwarkę, co najwyżej zawęża pole poszukiwań do kraju, w lepszych wypadkach województwa lub większego miasta, skąd jest dostawca siedzi internetowej (np. Netia, Orange, Multimedia, czy cokolwiek innego). Dlatego to namierzanie po IP rodem z CSI albo innego pseudokryminalnego serialu...

„Dorwę cię suko.”

Ponownie, przecinek przed "suko", bo wołacz.

Na błotnistej drodze dojazdowej, moje auto wyrzeźbiło solidne koleiny. Tyle że, wcześniej żadnych kolein nie było.
Przyszedł tu na pieszo albo przyjechał rowerem.

Po pierwsze bez obu tych przecinków, po drugie na błotnistej drodze rower też zostawiłby ślad. Powiem więcej, stopy też byłoby widać.

Chwilę potem dostrzegłam cienki jednoślad biegnący pod furtkę.

Za sjp.pl:
jednoślad
Jednoślad: pojazd jednośladowy: rower, motorower lub motocykl
I co, ten rower tam sobie radośnie biegł pod furtkę?

Mamy dzień powszedni. Dochodzi południe. Delikwent zapewne pracuje na popołudniowej zmianie. Przynajmniej dzisiaj. Chyba, że jest bezrobotny. Wie, że w przedpołudnia jestem w Miasteczku.

Sherlocku! Nie no, na poważnie, dedukcja pierwsza klasa... Wybacz, ale jej rozważania są totalnie wyssane z palca. Poza tym w konstrukcjach typu "mimo że" oraz "chyba że" nie stawiamy w środku przecinka.

Dorwę cię cwaniaczku

Przecinek przed "cwaniaczku", bo wołacz.

Wtedy dopiero raczkowałam w branży. Jeszcze nie brałam zleceń od nieco grubszych ryb czy też agentury. Tych ostatnich do tej pory staram się unikać i nie wchodzić im w drogę, ale to nie takie łatwe. Gdy człowiek ma więcej niż dwadzieścia trzy lata, zaczyna rozumieć, że marzenia o idealnej wolności i odcięciu się od systemu są tylko naiwną mrzonką. Skończyłam chemię, bo lubiłam robić coś z niczego, zmieniać właściwości substancji, to dawało mi poczucie mocy, namiastki boskości.

Skopiowałam cały akapit, bo tkwię w stuporze. Co ma piernik do wiatraka? Najpierw piszesz o pracy jako płatny zabójca, a potem wyjeżdżasz nagle z "no, a tak w ogóle to studiuję prawo". :roll:

Jakiś wymyślony przeze mnie filozof pewnie ująłby to w ten sposób: Wszystko, co myślimy, czujemy i widzimy to czysta chemia okraszona fizyką”.

Zabrakło ci otwierającego cudzysłowu.

Mieszkanie dostałam w spadku od bezdzietnej kuzynki. Ucieszyłam się, że znajdowało się tak daleko od mojej rodziny.

Nie wpadła na to, że mogła je sprzedać i przeprowadzić się gdzie indziej? Np. jeszcze dalej?

Raz na tydzień biorę kilka filmów z miejscowej wypożyczalni.
A kawiarenka internetowa? Za pół roku mieli ją zamknąć. One już wtedy odchodziły do lamusa.

Zaraz, kawiarenki internetowe odchodziły do lamusa, ale wypożyczalnia jeszcze istniała? W dobie Internetu? Gdzie są internetowe wypożyczalnie, strony z filmami i torrenty? Serio?

W tej ostatniej potrzebowali mojego adresu zameldowania telefonu i maila jako zabezpieczenia na wypadek nieoddania filmów.

Przecinek przed "telefonu".

Mam okropne wrażenie, że bohaterka to straszna Mary Sue, piękna, nieskazitelna, wspaniała i och, co to nie ona. Opkowych starych oczywiście się pozbyłaś, jak to zwykle bywa, bo przecież przeszłość bohaterki koniecznie musi być traumatyczna. Pachnie blogaskową sztampą. Miałaś jakiś tam pomysł, ale zupełnie go w tym tekście zabiłaś wykonaniem. Co z tego, że pomysł był ok, skoro cała reszta leży? Sherlockowa dedukcja jest w tym tekście śmieszna i naiwna, a imperatyw opkowy zupełnym przypadkiem działa, ma się dobrze i stawia kawiarenkę internetową naprzeciw wypożyczalni filmów. This is so wrong on so many levels. Tekst jest do całkowitego przepisania, o ile nie porzucenia, niestety. Narracja jest nijaka, wszędzie wciskasz niepotrzebne ekspozycje. To narracja pierwszoosobowa, powinniśmy czuć wszystko to, co bohaterka - tymczasem ta wydaje się pustą kukłą, lalą wykonującą polecenia bez pomyślunku, żadnej wątpliwości, chwili strachu, gniewu, czegokolwiek.

Ross_Rabiaka
gladius tytanów
gladius tytanów
Posty: 1036

Sol i stalker cz. 1

Post#4 » 8 gru 2016, o 00:56

Jeśli mogę dodać, w poszczególnych częściach opowieści wyczuwam fajny klimat i mam ciąg ku temu, ażeby poczytać kolejne epizody, w oczekiwaniu, co będzie dalej. Każdy z odcinków jest o czymś. Ciekawie poderotyzowany zresztą. Przyrównanie do bloga jest imho trochę naciągane i w pewien sposób nawet krzywdzące. Tak też sobie myślę, że pewna groteskowość, która przebija z opowieści jest zamierzona, jakby z filmów Bessona, co najfajniej odzwierciedliło się w trzeciej odsłonie opka. Po poprawieniu problematycznych miejsc w tekście, wydaje mi się, że zyska na wartości:)
Matt C.

Deneve

Sol i stalker cz. 1

Post#5 » 8 gru 2016, o 01:02

Na blogach też są dobre teksty (zdarza mi się czytać, chociaż ostatnio mam na to coraz mniej czasu :| ). Pomysł jakiś jest, ale zdecydowanie mocno do oszlifowania, bo nie ma tu zasady "show, don't tell". Właściwie całe jest określone jako "tell". Gdzieś dzwoni, ale nie wiadomo, w którym kościele. To naprawdę nie jest dobry tekst. Średni, co najwyżej – w miarę poprawnie zapisany, ale jednak to zapis nadal bardzo kolokwialny (mimo narracji pierwszoosobowej).
Ja tej groteskowości niestety nie odczułam, ale może to moja wina, nie wiem.
O, zyska, to na pewno. Na tym polegają poprawki i ćwiczenia, żeby się doskonalić. Przecież nikt nie rodzi się literackim geniuszem. :D

AnnKate
Użytkownik zbanowany
Posty: 227

Sol i stalker cz. 1

Post#6 » 8 gru 2016, o 20:30

„Zacznę od tego, że cały pierwszy dłuższy akapit to niepotrzebna zapchajdziura. Kojarzy mi się to z takimi typowo blogaskowymi kliszami, gdzie bohaterka, nieważne czym by się parała, była zawsze wrażliwą wewnętrznie istotką, która siada na parapecie z kakałkiem i piła je, wpatrując się w deszcz i rozmyślając nad sensem życia... Tego typu ekspozycje są złe. „

Trochę zbyt szybko czytasz, bo dopowiadasz, to czego zdecydowanie tam nie ma. Bohaterka nie jest nazbyt wrażliwa, lubiąca ludzi – o czym także mówi ten fragment. I ja go zostawiam.





- Spokój, paskudy! Siadać grzecznie na dupach! - krzyknęłam do nich „pieszczotliwie”.

„Domyślam się, że miało być zabawnie. Niestety jest sucho”

Niekoniecznie miało być zabawnie.





Po godzinie miałam już niestety całą zapchaną skrzynkę, będąc zmuszona na bieżąco kasować.

Po pierwsze inwersja: zapchaną całą skrzynkę. Po drugie ze zdania wynika, że przez to, że była zmuszona kasować wiadomości, miała zapchaną całą skrzynkę, a zapewne nie o to chodziło. Dlatego lepiej pozbyć się tego imiesłowu na rzecz "więc byłam". I od razu będzie z sensem.

Inwersję mogę zmienić, ale reszta wygląda na zrozumiałą.





Numer jednak był zastrzeżony.

Z zastrzeżonego można tylko dzwonić, przy pisaniu smsów numer jest zawsze widoczny.

To mogę zmienić, niech zatem nie będzie zastrzeżony.





Wieczór zamiast na bujaniu się z książka i herbatą z imbirem, minął na kasowaniu esemesów.

„Wspominałaś przed chwilą o książce i herbacie z imbirem, czytelnik do nie idiota, zapamięta takie rzeczy. Ładniej wyglądałoby np. "Wieczór zamiast na relaksie, minął na kasowaniu esemesów".”


Czytelnik z dobrą pamięcią powinien również zapamiętać, że ona na huśtawce czytała tę książkę :) Musisz wolniej wertować ten „naiwny kryminał”.





Na policję nie pójdę. Nie zamierzam. Jeszcze by zaczęli się tu kręcić, a ja nie mogę pozwolić sobie na coś takiego.

„Głupie rozumowanie. Przecież bez pójścia na policję i tak mógłby zacząć ją nachodzić pod domem/w domu. Tym bardziej jest to niebezpieczne, że nikt o takim stalkerze nie wie, więc nikt nie dbałby o jej bezpieczeństwo.”

Czytaj wolniej. Chodzi jej o to, że policja mogłaby się zacząć kręcić koło jej domu w poszukiwaniu tego stalkera. A ona przecież nieraz zwozi tam ciała i za pomocą piesków oraz małego laboratorium chemicznego piwnicy je „utylizuje”. Tego, czego najbardziej boi się morderczyni to bycie złapaną, ujawnioną. Taki stalker nie robi na niej specjalnego wrażenia i jest zdecydowanie mniejszym powodem do zmartwień.




To jest obyczajówka, a nie kryminał, ale miło mi, dzięki, że utwór dostał tak zaszczytne miano.



Bohaterka nie boi się, nie panikuje. Pewnie większość bohaterek umierałby ze strachu, ale ona to nie większość. Poza tym byłoby nudno i przewidywalnie.
Nie wiem na ile zaznajomiona jesteś z psychologią, ale Sol posiada znamiona osobowości psychopatycznej. Wspomnianą charakteryzuje ciekawa właściwość: ten typ osobowości odznacza się deficytami w odczuwaniu strachu oraz wysoką potrzebą stymulacji i ryzyka oraz bezwzględnością.




Postanowiłam sprawdzić adres IP tego delikwenta.
Niestety, okazało się, że wszystko zostało wysłane z kawiarenki internetowej, znajdującej się w pobliskim Miasteczku.

CO. Przecież po pierwsze w mailach nie da się sprawdzić IP (chyba że udostępniłby je dostawca usług mailingowych, np. WP, Onet czy tam Gmail jakiś). Nawet dysponując czyimś IP, kiedy wrzuci się je w wyszukiwarkę, co najwyżej zawęża pole poszukiwań do kraju, w lepszych wypadkach województwa lub większego miasta, skąd jest dostawca siedzi internetowej (np. Netia, Orange, Multimedia, czy cokolwiek innego). Dlatego to namierzanie po IP rodem z CSI albo innego pseudokryminalnego serialu...


Zmenię.No więc, niech ma znajomego informatyka/hakera. Akurat tego, że taki ktoś jest w stanie namierzyć właściciela IP , jestem pewna. Dzięki Tobie mój tekst będzie lepszy! Hurra!





Na błotnistej drodze dojazdowej, moje auto wyrzeźbiło solidne koleiny. Tyle że, wcześniej żadnych kolein nie było.
Przyszedł tu na pieszo albo przyjechał rowerem.

Po pierwsze bez obu tych przecinków, po drugie na błotnistej drodze rower też zostawiłby ślad. Powiem więcej, stopy też byłoby widać.

Chyba, ze rower jechał pobliską ścieżką (skrótem). Zaznaczę to. I znowu tekst będzie lepszy.




Chwilę potem dostrzegłam cienki jednoślad biegnący pod furtkę.

Za sjp.pl:
jednoślad
Jednoślad: pojazd jednośladowy: rower, motorower lub motocykl
I co, ten rower tam sobie radośnie biegł pod furtkę?


Tak jak wszystkie drogi prowadzą do Rzymu, tak ślady rowerowe biegną. Nie widzę tutaj problemu. Nie upieram się żeby dowiedzieć się, kto dał drogom prawo jazdy.




Mamy dzień powszedni. Dochodzi południe. Delikwent zapewne pracuje na popołudniowej zmianie. Przynajmniej dzisiaj. Chyba, że jest bezrobotny. Wie, że w przedpołudnia jestem w Miasteczku.

Sherlocku! Nie no, na poważnie, dedukcja pierwsza klasa... Wybacz, ale jej rozważania są totalnie wyssane z palca.


A mogłabym uprzejmie się zapytać, dlaczego, predatorko? Bo nie widzę tutaj uzasadnienia.




Wtedy dopiero raczkowałam w branży. Jeszcze nie brałam zleceń od nieco grubszych ryb czy też agentury. Tych ostatnich do tej pory staram się unikać i nie wchodzić im w drogę, ale to nie takie łatwe. Gdy człowiek ma więcej niż dwadzieścia trzy lata, zaczyna rozumieć, że marzenia o idealnej wolności i odcięciu się od systemu są tylko naiwną mrzonką. Skończyłam chemię, bo lubiłam robić coś z niczego, zmieniać właściwości substancji, to dawało mi poczucie mocy, namiastki boskości.

Skopiowałam cały akapit, bo tkwię w stuporze. Co ma piernik do wiatraka? Najpierw piszesz o pracy jako płatny zabójca, a potem wyjeżdżasz nagle z "no, a tak w ogóle to studiuję prawo".

A to ma piernik, że część pierwsza pt. „Sol” może by Ci to wyjaśniła, ale ja rozumiem, że nie masz czasu. Czas to pieniądz.





Mieszkanie dostałam w spadku od bezdzietnej kuzynki. Ucieszyłam się, że znajdowało się tak daleko od mojej rodziny.

Nie wpadła na to, że mogła je sprzedać i przeprowadzić się gdzie indziej? Np. jeszcze dalej?


Zastanwiam się, po co je sprzedawać, jak jest pod krewnego w dobrym stanie i daleko, a także na odludziu a potem próbować coś kupić nie wiadomo, gdzie od kogo i z czym??? Może żyłka kupiecka? Tak?





Raz na tydzień biorę kilka filmów z miejscowej wypożyczalni.
A kawiarenka internetowa? Za pół roku mieli ją zamknąć. One już wtedy odchodziły do lamusa.

Zaraz, kawiarenki internetowe odchodziły do lamusa, ale wypożyczalnia jeszcze istniała? W dobie Internetu? Gdzie są internetowe wypożyczalnie, strony z filmami i torrenty? Serio

Parę lat temu na moim osiedlu istniała taka wypożyczalnia, która dałą mi nspirację, więc, tak, zgadza się. Istniała.





Mam okropne wrażenie, że bohaterka to straszna Mary Sue, piękna, nieskazitelna, wspaniała i och, co to nie ona. Opkowych starych oczywiście się pozbyłaś, jak to zwykle bywa, bo przecież przeszłość bohaterki koniecznie musi być traumatyczna. Pachnie blogaskową sztampą. Miałaś jakiś tam pomysł, ale zupełnie go w tym tekście zabiłaś wykonaniem. Co z tego, że pomysł był ok, skoro cała reszta leży? Sherlockowa dedukcja jest w tym tekście śmieszna i naiwna, a imperatyw opkowy zupełnym przypadkiem działa, ma się dobrze i stawia kawiarenkę internetową naprzeciw wypożyczalni filmów. This is so wrong on so many levels. Tekst jest do całkowitego przepisania, o ile nie porzucenia, niestety. Narracja jest nijaka, wszędzie wciskasz niepotrzebne ekspozycje. To narracja pierwszoosobowa, powinniśmy czuć wszystko to, co bohaterka - tymczasem ta wydaje się pustą kukłą, lalą wykonującą polecenia bez pomyślunku, żadnej wątpliwości, chwili strachu, gniewu, czegokolwiek

Ke?

Chyba już wspominałam, że bohaterka posiada znamiona osbowści psychopatycznej, która ma upośledzone odczuwanie strachu. Osobowść psychopatyczna w jkimś tam procencie wypadków jest skutkiem przemocy i chłodu w rodiznie. Dlatego wątek jej rodizny musi być. Nie podałaś zadnych uzasadnień, dlaczego dedukcja jest zła. Sol woli działać niż płakać. Żaden morderca nie rozłoży rąk i nie zacnzie płakać, a już na pewno nie pójdzie na policję, słoneczko! Na takim odludziu znacznie łatwiej wytropić sprawcę. Tu ludzie się znają i patrzą sobie na ręce, to nie jest duże miasto. Poza tym Morderca ma większe powody do strachu – np. o to, zę policja lub inne służby wytropią go, niż lokalni stalkerzy, których brak profesjonalizmu szybko wyczuje.
Nie widiząłam prawa budowlanego, które zakazuje budowania kawiarenek internetowych naprzeciwko wypożyczlani filmów. Ludize w małych miejscowościach są zazwyczaj biedniejsi niż w dużych miastach, szczególnie kilka lat temu mogli nie mieć własnych koputerów, a wtedy mogli chadzać do kawiarenki i tam oglądać filmy - to nawet odbry interes te pare lat tamu mógł być by postawić te dwie naprzeciwko siebie.

„This is so wrong on so many levels.”

A można translację, bo tak w zasadize, to nie rozumiem języka polskiego, coś tu jakeś dizwen wyrazy.


Nie widzę tu merytorycznego komentarza. Miałaś recenzentko pomysł na krytykę, ale wykonanie... No niestety nie wyszło.

Dziękuję za komentarz, orty i przecinki poprawię. Przepraszam za niechlujną pisownię w komentarzu, ale taka moja uroda.
"Rozebrany cały świat,
A ja chcę patrzeć.
A ja popatrzeć chcę.
Wszystkim piątej klepki brak..."

AnnKate
Użytkownik zbanowany
Posty: 227

Sol i stalker cz. 1

Post#7 » 8 gru 2016, o 20:36

A, Ross, dziękuję za ponowne wizyty!

:D
"Rozebrany cały świat,
A ja chcę patrzeć.
A ja popatrzeć chcę.
Wszystkim piątej klepki brak..."

Deneve

Sol i stalker cz. 1

Post#8 » 9 gru 2016, o 00:12

Trochę zbyt szybko czytasz, bo dopowiadasz, to czego zdecydowanie tam nie ma. Bohaterka nie jest nazbyt wrażliwa, lubiąca ludzi – o czym także mówi ten fragment. I ja go zostawiam.

Nie mówię, że jest, mówię, jak źle wygląda ta powielona milion razy w tekstach klisza.

Inwersję mogę zmienić, ale reszta wygląda na zrozumiałą.

Gdybyś przebudowała to zdanie, pozbywając się imiesłowu: Kiedy byłam zmuszona kasować, miałam zapchaną całą skrzynkę (ergo wynika, że nie była zmuszona kasować, gdy miała zapchaną skrzynkę, tylko odwrotnie, skrzynka zapełniła się jakby przez to, że musiała kasować).

To mogę zmienić, niech zatem nie będzie zastrzeżony.

Dobrą opcją jest pomyślenie o numerze na kartę (chociaż teraz jest obowiązek rejestracji), którą można za chwilę zmienić i wyrzucić.

Czytelnik z dobrą pamięcią powinien również zapamiętać, że ona na huśtawce czytała tę książkę

Nie wiem, co ma piernik do wiatraka.

Czytaj wolniej. Chodzi jej o to, że policja mogłaby się zacząć kręcić koło jej domu w poszukiwaniu tego stalkera.

W tym wypadku przepraszam, mój błąd.

To jest obyczajówka, a nie kryminał, ale miło mi, dzięki, że utwór dostał tak zaszczytne miano.

???? Gdzie ja nazwałam ten tekst kryminałem?

Bohaterka nie boi się, nie panikuje. Pewnie większość bohaterek umierałby ze strachu, ale ona to nie większość.

Bo jest Mary Sue.

Poza tym byłoby nudno i przewidywalnie.

W 90% opek z blogasków przedstawia się ten sam schemat walecznej, dzielnej i pyskującej Mary Sue, więc tak, to jest nudne i przewidywalne.

Nie wiem na ile zaznajomiona jesteś z psychologią, ale Sol posiada znamiona osobowości psychopatycznej. Wspomnianą charakteryzuje ciekawa właściwość: ten typ osobowości odznacza się deficytami w odczuwaniu strachu oraz wysoką potrzebą stymulacji i ryzyka oraz bezwzględnością.

Sol nie jest tu w ogóle w jakikolwiek sposób określona, jest po prostu kukłą wypluwającą z siebie kolejne słowa. Oczywiście mogła się nie bać, ale w takim razie wypadałoby zarysować inne emocje, jakieś samozadowolenie, czy coś. Powinno się dać widzieć w niej zuchwałość. A jeśli nie czuła niczego, bo była tak zobojętniona na wszystko, to to też powinno być jakoś opisane. A tego tam nie ma. Ta bohaterka jest po prostu nijaka.

No więc, niech ma znajomego informatyka/hakera.

Wiesz, że argument "wujek informatyk/haker" to argument większości internetowych kłótni między piętnastolatkami? Nie chcę być w tym momencie uszczypliwa. Po prostu o wiele ciekawsze byłoby wyjście z tej sztampy i zamiast znajomy informatyk, człowiek-wtyczka pracujący w jednym z tych miejsc, które mogłoby jej to IP podać.

Tak jak wszystkie drogi prowadzą do Rzymu, tak ślady rowerowe biegną. Nie widzę tutaj problemu. Nie upieram się żeby dowiedzieć się, kto dał drogom prawo jazdy.

Czytaj ze zrozumieniem. Podałam ci definicję jednośladu. Jednoślad to rower/motor, nie sam ślad. Może być ślad jednośladu (mimo że brzmi to jak masło maślane, jest poprawne).

A mogłabym uprzejmie się zapytać, dlaczego, predatorko? Bo nie widzę tutaj uzasadnienia.

Bo ta dedukcja na niczym się w zasadzie nie opiera? Równie dobrze mógł pracować na nocki. Równie dobrze mógł wziąć tego dnia wolne/chorobowe. Mógł też przypadkiem trafić na moment, w którym Sol nie było w domu lub ukryć się gdzieś i obserwować, czekając, aż wyjedzie z domu i wtedy się zakraść. Mogłabym dalej obalać to łączenie faktów, ale nie widzę sensu.

A to ma piernik, że część pierwsza pt. „Sol” może by Ci to wyjaśniła, ale ja rozumiem, że nie masz czasu. Czas to pieniądz.

Nie chcę, żeby to zabrzmiało jak plucie z piedestału, ale tak, nie mam czasu. To, że komentuję i w zasadzie robię ci korektę i redakcję tekstu za darmo, to moja dobra wola. Bo generalnie za to się płaci i to niemałe pieniądze. Co z tym zrobisz - twoja sprawa.

Chyba już wspominałam, że bohaterka posiada znamiona osbowści psychopatycznej, która ma upośledzone odczuwanie strachu.

To pokaż to w tekście, bo zamiast strachu powinna odczuwać przykładowo pewność siebie i chęć dokopania stalkerowi (gdzieś tam jest jakieś jedno zdanie ogólnikowo o tym wrzucone, ale to niesamowicie mało).

Żaden morderca nie rozłoży rąk i nie zacnzie płakać, a już na pewno nie pójdzie na policję, słoneczko!

Daruj sobie te kąśliwe i pobłażliwe wstawki typu "słoneczko", naprawdę nie robi to na mnie wrażenia.

Nie widiząłam prawa budowlanego, które zakazuje budowania kawiarenek internetowych naprzeciwko wypożyczlani filmów.

Chodzi mi o ten przypadek wyciągnięty rodem z CSI, gdzie imperatyw narracyjny zawsze działa i podsuwa bohaterowi wszystko to, czego tylko potrzebuje, by ułatwić mu zadanie. Nie o sam fakt tego, gdzie ta kawiarenka miała prawo być lub nie.

A można translację, bo tak w zasadize, to nie rozumiem języka polskiego, coś tu jakeś dizwen wyrazy.

Witamy w Internecie. To jest złe/niepoprawne na wielu poziomach.

Nie widzę tu merytorycznego komentarza. Miałaś recenzentko pomysł na krytykę, ale wykonanie... No niestety nie wyszło.

No oczywiście, że nie ma merytorycznego komentarza, bo przecież niczego nie uzasadniłam. :roll:

AnnKate
Użytkownik zbanowany
Posty: 227

Sol i stalker cz. 1

Post#9 » 9 gru 2016, o 02:23

Najpierw piszesz, że bohaterka nadwrażliwa w pierwszym akapicie, potem że wcale lęku nie czuje – zdecyduj się recenzencie.
Czyżbyś nawet nie zdążyła scalić swoich przemyśleń ?

"Nie mówię, że jest, mówię, jak źle wygląda ta powielona milion razy w tekstach klisza."

A mogłabym listę tego „miliona tekstów”?
Klisza, którą sama dopowiedziałaś: że bohaterka jest wrażliwa dobra, rozmyśla nad sensem życia – gdy w teksie jest zupełnie na odwrót?
Czytaj ze zrozumieniem, krytyk powinien tę umiejętność mieć opanowaną.


Po godzinie miałam już niestety całą zapchaną skrzynkę, będąc zmuszona na bieżąco kasować
Miałam zapachną skrzynkę, będąc zmuszona na bieżąco kasować – nie widzę tu błędu. ( w jednym czasie ma tę skryznkę zapchną i w jednym czasie jest zmuszona ją opróżniać)

Dobrą opcją jest pomyślenie o numerze na kartę (chociaż teraz jest obowiązek rejestracji), którą można za chwilę zmienić i wyrzucić

To jedyna przydatna twoja propozycja.



Bohaterka nie boi się, nie panikuje. Pewnie większość bohaterek umierałby ze strachu, ale ona to nie większość.

"Bo jest Mary Sue"
???


Nie znam żadnej Mary Sue, wybacz.
Moja bohaterka jest płatną morderczynią. Do tego zawodu nie idą, szczególnie z własnej woli, strachliwi.


"W 90% opek z blogasków przedstawia się ten sam schemat walecznej, dzielnej i pyskującej Mary Sue, więc tak, to jest nudne i przewidywalne"

Nie poznałaś w ogóle psychiki bohaterki. Pobieżne przeczytanie jednej cześci Tobie tego nie da. Nie potrafisz nic o niej powiedizeć, próbujesz podpiąć pod nią coś, co by ci pasowało akurat do „twoich blogosków”.
Ja, AnnKate, również mogę powiedizeć, że 90% Polaków jada jajka na śniadanie, i to będzie podbny poziom jak w twojej wypowiedzi.


"Sol nie jest tu w ogóle w jakikolwiek sposób określona, jest po prostu kukłą wypluwającą z siebie kolejne słowa. Oczywiście mogła się nie bać, ale w takim razie wypadałoby zarysować inne emocje, jakieś samozadowolenie, czy coś. Powinno się dać widzieć w niej zuchwałość. A jeśli nie czuła niczego, bo była tak zobojętniona na wszystko, to to też powinno być jakoś opisane. A tego tam nie ma. Ta bohaterka jest po prostu nijaka."


Mam wrażenie, ze czytałś wyrywkami, zeby jak najszybciej przejść tekst.Czytasz jedną z wyrywek i wszystko wiesz? Nikt tak by nie wiedizął. W konsekwencji sama sobie wymyślasz i dopowiadasz jak jest bohaterka, być może pomogły ci w tym twoje blogoski, nie wiem.Ośmieszasz się jako krytyk w tym momencie, ponieważ w ogóle tu nie ma merytoryki, widać wręcz, że nie wiesz nawet, co czytałaś i o czym. Podpowiem ci: dłużesze teksty dążą do pokazania czegoś, ale nie od razu i nie na raz.



"Wiesz, że argument "wujek informatyk/haker" to argument większości internetowych kłótni między piętnastolatkami? Nie chcę być w tym momencie uszczypliwa. Po prostu o wiele ciekawsze byłoby wyjście z tej sztampy i zamiast znajomy informatyk, człowiek-wtyczka pracujący w jednym z tych miejsc, które mogłoby jej to IP podać."

Człowiek wtyczka? W JEDNYM Z TYCH MIEJSC? Znaczy się człowiek-wytczka z kawiarenki internetowej w małym miasteczku? Jak to się nazywał ten imperatyw jakiśtam?
To nie jest dobra rada.

"Bo ta dedukcja na niczym się w zasadzie nie opiera? Równie dobrze mógł pracować na nocki. Równie dobrze mógł wziąć tego dnia wolne/chorobowe. Mógł też przypadkiem trafić na moment, w którym Sol nie było w domu lub ukryć się gdzieś i obserwować, czekając, aż wyjedzie z domu i wtedy się zakraść. Mogłabym dalej obalać to łączenie faktów, ale nie widzę sensu."

Nie obaliłaś niczego kompletnie.
Powiem szczerze, że ktoś, chcący dokonac jakiegoś czynu karalnego raczej przypadkiem nie natrafia... Planuje to.

Czekanie aż wyjdzie z domu w okolicy odległej o kilkanście kilometrów to też nie jest dobry pomysł. Tak mozę zrobic bezrobotny, ale ona tez wzięła pod uwagę taką możliwość.



A to ma piernik, że część pierwsza pt. „Sol” może by Ci to wyjaśniła, ale ja rozumiem, że nie masz czasu.
"Nie chcę, żeby to zabrzmiało jak plucie z piedestału, ale tak, nie mam czasu. To, że komentuję i w zasadzie robię ci korektę i redakcję tekstu za darmo, to moja dobra wola. Bo generalnie za to się płaci i to niemałe pieniądze. Co z tym zrobisz - twoja sprawa."


Sama spontanicznie wyszłaś z korektą.
Jak już chciałaś mi zrobić "prezent" ( to z okazji Mikołaja?), to albo robisz komuś korektę porządnie, albo jej wcale nie robisz.

To wytłuszczone przeze mnie na niebiesko twoje zdanie nie świadczy o Tobie dobrze, jako o krytyku. Jeśli zabierasz się za nie tylko korektę ortograficzną, ale dogłębną analizę utworu i postaci, to... należałoby przeczytać wszystko. W tym momencie porządnie się ośmieszyłaś.


To pokaż to w tekście, bo zamiast strachu powinna odczuwać przykładowo pewność siebie i chęć dokopania stalkerowi (gdzieś tam jest jakieś jedno zdanie ogólnikowo o tym wrzucone, ale to niesamowicie mało).


Wyżej pisałaś, ze dziwne, że się nie boi, że czuje jest zbyt pewna siebie. Teraz, gdy ci wyjaśniłam, piszesz, że jest za mało pewna siebie. Pogrążasz się tym komentarzem.
Zdecyduj się więc jak jest (według ciebie). Ale może zachowaj to dla siebie, bo wyjdzie jakaś trzecia możliwość.


Żaden morderca nie rozłoży rąk i nie zacnzie płakać, a już na pewno nie pójdzie na policję, słoneczko!

"Daruj sobie te kąśliwe i pobłażliwe wstawki typu "słoneczko", naprawdę nie robi to na mnie wrażenia"


Nie potrafisz merytorycznie odpowiedizeć – wskazałam ci, zę twoja sugestia, iż morderczyni miałaby się bać i wyzywać policję – to absurd i kompletna nieznajomość branży/gatunku.



Nie widiząłam prawa budowlanego, które zakazuje budowania kawiarenek internetowych naprzeciwko wypożyczlani filmów.

"Chodzi mi o ten przypadek wyciągnięty rodem z CSI, gdzie imperatyw narracyjny zawsze działa i podsuwa bohaterowi wszystko to, czego tylko potrzebuje, by ułatwić mu zadanie. Nie o sam fakt tego, gdzie ta kawiarenka miała prawo być lub nie."


Mogła kawiarenka wręcz współpracować z wypożyczlanią jeśli ludzie z lokalnych wsi nie mieli włąsnych komputerów jeszcze parę lat temu, na co ci wskazałam.



"No oczywiście, że nie ma merytorycznego komentarza, bo przecież niczego nie uzasadniłam."

No niestety - nie ma. Żeby zabierać się za recenzję, trzeba chociaż minimalnie znać utwór, który się tej recenzji poddaje.
"Rozebrany cały świat,
A ja chcę patrzeć.
A ja popatrzeć chcę.
Wszystkim piątej klepki brak..."

Deneve

Sol i stalker cz. 1

Post#10 » 9 gru 2016, o 14:19

Nie wierzę, że się do tego zniżam, bo nie lubię kopać się z koniem, ale niech będzie:
Kojarzy mi się to z takimi typowo blogaskowymi kliszami, gdzie bohaterka, nieważne czym by się parała, była zawsze wrażliwą wewnętrznie istotką, która siada na parapecie z kakałkiem i piła je, wpatrując się w deszcz i rozmyślając nad sensem życia... Tego typu ekspozycje są złe.

Gdzie ty tu widzisz nazwanie TWOJEJ bohaterki wrażliwą? Pisałam o zjawisku. Naucz się wreszcie po pierwsze czytać ze zrozumieniem, a po drugie przyjmować do siebie coś więcej niż peany pochwalne na cześć swojej twórczości, bo prawda jest taka, że piszesz źle, nieciekawie, a twój tekst jest najeżony głupotami i błędami.

A mogłabym listę tego „miliona tekstów”?

Take a pick. U ciebie zamiast parapetu jest huśtawka, a zamiast kakao jest herbata.

Klisza, którą sama dopowiedziałaś: że bohaterka jest wrażliwa dobra, rozmyśla nad sensem życia – gdy w teksie jest zupełnie na odwrót?

Nie rozumiem, dlaczego odwracasz kota ogonem. Jeśli ktoś nie potrafi tu czytać ze zrozumieniem, to jesteś to ty. Problem w tym, że uparcie próbujesz zdyskredytować rozmówcę, bo nie potrafisz przyjąć do siebie tego, że nie piszesz dobrze. Ja wiem, że krytyka boli, przykro mi, że rozjechałam twoje dzieło, ale od czegoś trzeba zacząć naukę.

Miałam zapachną skrzynkę, będąc zmuszona na bieżąco kasować – nie widzę tu błędu. ( w jednym czasie ma tę skryznkę zapchną i w jednym czasie jest zmuszona ją opróżniać)

Wytłumaczyłam ci to tak łopatologicznie, że już bardziej się nie da. Musiałabym to chyba rozrysować, ale naprawdę nie mam siły na to, by dyskutować z kimś, kto w dyskusji potrafi jedynie pluć i tupać nóżką.

To jedyna przydatna twoja propozycja.

W przeciwieństwie do ciebie, ja staram się z tobą rozmawiać na poziomie i nie obrażam cię w co drugiej linijce odpowiedzi (ba, nie obrażam cię wcale), a poza tym staram się ci jakoś doradzić, żebyś mogła popracować nad tekstem. Bo naprawdę nie robię tego z czystej złośliwości.

Nie znam żadnej Mary Sue, wybacz.

Rozumiem, że wpisanie tej frazy w Google przerasta twoje możliwości researchu?

Nie poznałaś w ogóle psychiki bohaterki.

Bo się nie da. Nie pozwalasz na to czytelnikowi.

Mam wrażenie, ze czytałś wyrywkami, zeby jak najszybciej przejść tekst.

Tak, czytałam na wyrywki i dlatego właśnie odnosiłam się do tylu kwestii, bo tyle było tych wyrywek, że ostatecznie przeczytałam cały tekst. :roll:

Ośmieszasz się jako krytyk w tym momencie, ponieważ w ogóle tu nie ma merytoryki, widać wręcz, że nie wiesz nawet, co czytałaś i o czym.

Generalnie to ty taplasz się w bagienku swojego jadu i zacietrzewienia, wierzgasz, plujesz i próbujesz kąsać, chociaż każdy przyglądający się z boku czytelnik powiedziałby ci, że nie masz racji. Jeśli odpowiadasz na jakiekolwiek moje argumenty, które staram się popierać przykładami oraz dość obrazowo je opisywać, to tylko w sposób emocjonalny i na zasadzie "moja racja jest najmojsza" plus prezentujesz podejście: "jeśli fakty są sprzeczne z moimi poglądami, to tym gorzej dla faktów". Nie ma sensu z tobą generalnie dyskutować (i dlatego też będzie to moja ostatnia odpowiedź), bo nie dorosłaś do umiejętności dyskusji. Potrafisz tylko pluć. Tak samo nie dorosłaś do tego, by krytycznie spojrzeć na swój tekst, umieć oddzielić się od niego jako autorka. Wszystko traktujesz niesamowicie personalnie, w tej złości nie potrafisz nawet przeczytać moich komentarzy ze zrozumieniem. Zaczynasz się zapowietrzać przy klawiaturze i jesteś tak wściekła, że aż musisz na różne sposoby pogrubić tekst, żeby twoje argumenty wydawały się "mocniejsze", bo brakuje ci prawdziwych argumentów, które same z siebie mogłyby się obronić. Błagam cię, tylko się pogrążasz i pokazujesz swoją niedojrzałość.

Podpowiem ci: dłużesze teksty dążą do pokazania czegoś, ale nie od razu i nie na raz.

Niesamowite. Podpowiem ci coś, w krótkich tekstach też trzeba umieć zawrzeć osobowość, idiolekt oraz psychikę bohatera. Chętnie przeczytam resztę twoich tekstów, żeby faktycznie sprawdzić, bo może się mylę i nie mam racji (w przeciwieństwie do ciebie, nie wstydzę się przyznania się do błędu). Ale szczerze wątpię, żebym zmieniła zdanie. Skoro tu jest taka bieda w tworzeniu bohatera, to podejrzewam, że w reszcie też tak będzie.

Zacytuję siebie:
człowiek-wtyczka pracujący w jednym z tych miejsc, które mogłoby jej to IP podać.

A teraz ciebie:
Człowiek wtyczka? W JEDNYM Z TYCH MIEJSC? Znaczy się człowiek-wytczka z kawiarenki internetowej w małym miasteczku? Jak to się nazywał ten imperatyw jakiśtam?
To nie jest dobra rada.

Wybacz, ale padłam ze śmiechu. W jednym z tych miejsc, to jest np. znajomy pracujący w frmie Google, WP, O2, Onecie czy gdzieś tam, który mógłby ci podać adres IP, jakim posługiwał się użytkownik ich serwisu. Ten przykład pokazuje tylko, jak bardzo nie potrafisz czytać ze zrozumieniem. Już sam fakt, że pisałam o tym, że "jednym z tych miejsc", nie miejscu, pojedynczym, którym jest kawiarenka, powinien sprawić, żebyś ruszyła trochę szare komórki.

Nie obaliłaś niczego kompletnie.

I tak wyglądają twoje "argumenty". Piszesz, że nie, bo nie, pogrubiasz tekst i pękasz z dumy, bo oooo, aleś zaorała dyskutanta. Tyle że nie. Skoro ja niby nie zawieram żadnej merytorycznej treści w moich komentarzach, to nie wiem, u ciebie ta wartość jest już chyba ujemna.

Powiem szczerze, że ktoś, chcący dokonac jakiegoś czynu karalnego raczej przypadkiem nie natrafia... Planuje to.

Ale skąd czytelnik ma wiedzieć, że ten ktoś to planuje? Ludzie czasem rzucają groźby bez pokrycia. Mało jest tego typu psycholi na świecie? Czasem próbują tylko kogoś nastraszyć. Jeśli koleś faktycznie planował zrealizować swoje groźby, to powinnaś dać czytelnikom jakąś ku temu wskazówkę. Zaskoczę cię, ale czytelnik nie siedzi w twojej głowie i na niektóre rzeczy trzeba go nakierować, inne natomiast trzeba skutecznie okroić, żeby nie było łopatologii. Ot, sztuka wyważenia tego wszystkiego, na tym polega między innymi pisanie. Ty tego nie potrafisz, bo albo walisz łopatologią, albo strumieniem świadomości, którego nie da się pojąć, dopóki go nie wytłumaczysz, tak jak teraz, w komentarzu. Problem w tym, że jak ci ktoś zwróci uwagę to, ponownie, plujesz, kopiesz i wierzgasz. Bo nic innego nie potrafisz.

Czekanie aż wyjdzie z domu w okolicy odległej o kilkanście kilometrów to też nie jest dobry pomysł.

Nikt nie mówił, że jest. Ale różne motywy kierują różnymi ludźmi w zależności od tego, co chcą osiągnąć.

Jak już chciałaś mi zrobić "prezent" ( to z okazji Mikołaja?), to albo robisz komuś korektę porządnie, albo jej wcale nie robisz.

Podkreśl to jeszcze bardziej, bo nie zauważyłam, co tam napisałaś. Z okazji minionych już mikołajek mogłabyś nieco spuścić z tonu i nauczyć się dyskutować bez strzelania fochów i rozpaczliwego podkreślania "argumentów", które są z palca wyssane.

To wytłuszczone przeze mnie na niebiesko twoje zdanie nie świadczy o Tobie dobrze, jako o krytyku.

Niby dlaczego? Chcę komuś pomóc (zwykle wybieram teksty losowo lub takie, które mają mało komentarzy), poświęcam na to swój wolny czas, robię to za darmo, z dobrej woli. To, że staram się komuś pomóc udoskonalić, ma o mnie źle świadczyć? Tym bardziej jako o krytyku?

Jeśli zabierasz się za nie tylko korektę ortograficzną, ale dogłębną analizę utworu i postaci, to... należałoby przeczytać wszystko

Ten argument jest tak bardzo absurdalny, że aż nie wiem, jak go skomentować (ale się postaram). Nie ty będziesz mi mówić, co mam czytać, kiedy i po co, bo na szczęście nie masz takiej władzy. Poza tym prezentujesz tu tekst, jakiś jego fragment, do niego się odnoszę. Nie do całej reszty. Skoro w tym fragmencie pewne rzeczy nie grają i zgrzytają, to chodzi mi o ten fragment, nie całość (bo tam może być przecież inaczej, ale jestem prawie pewna, że niewiele by się te teksty różniły od tego tutaj). Poza tym tu nie ma czego analizować, jeśli chodzi o postać, powtarzam to po raz kolejny, bo ta postać jest po prostu nijaka.

Wyżej pisałaś, ze dziwne, że się nie boi, że czuje jest zbyt pewna siebie. Teraz, gdy ci wyjaśniłam, piszesz, że jest za mało pewna siebie. Pogrążasz się tym komentarzem.
Zdecyduj się więc jak jest (według ciebie). Ale może zachowaj to dla siebie, bo wyjdzie jakaś trzecia możliwość.

Ponownie zacytuję siebie:
żadnej wątpliwości, chwili strachu, gniewu, czegokolwiek.

Piszę tu o zestawie emocji, wybranym na podstawie tego, co mógłby odczuwać jakiś losowy człowiek w takiej sytuacji. Bo okej, Sol się nie boi, bo (niech będzie) ma upośledzone odczuwanie strachu, ale w takim razie powinna przejawiać (podkreślę ci to) jakiekolwiek inne emocje. I uczepiłaś się tego jednego słowa, "strachu", jak rzep psiego ogona, ale o gniewie, "czegokolwiek" czy wątpliwościach już nie wspomnisz, bo przecież zburzyłyby ci twoją i tak żałosną argumentację. Potrafisz przyssać się tylko do jednego słowa, w dodatku wyjętego z kontekstu i kręcić wokół niego dramę, nawet znaczenia tego słowa w zdaniu nie rozumiejąc.

Nie potrafisz merytorycznie odpowiedizeć – wskazałam ci, zę twoja sugestia, iż morderczyni miałaby się bać i wyzywać policję – to absurd i kompletna nieznajomość branży/gatunku.

Nie, ty się cały czas czepiasz jednego wyrwanego z kontekstu słowa i błędu, do którego zresztą się przyznałam, bo źle przeczytałam jedno słowo, co zmieniło sens zdania. I tak cały czas się o to pieklisz.

Mogła kawiarenka wręcz współpracować z wypożyczlanią jeśli ludzie z lokalnych wsi nie mieli włąsnych komputerów jeszcze parę lat temu, na co ci wskazałam.

Mogła. Nie musiała. Komputery mogą być też w lokalnych filiach bibliotecznych na wsiach, bo takie też się zdarzają.

No niestety - nie ma.

Nie ma tylko dlatego, że ty tak chcesz to widzieć i nie potrafisz przyjąć do siebie krytyki, niestety.

Żeby zabierać się za recenzję, trzeba chociaż minimalnie znać utwór, który się tej recenzji poddaje.

Niestety go poznałam.

A teraz kończę dyskusję, bo nie będę kopać się z koniem oraz przepychać się z zacietrzewioną autoreczką, która w odpowiedzi potrafi tylko pluć jadem. Idę przeczytać resztę tekstów o Sol i, o zgrozo, niemerytorycznie je skomentować.

Wróć do „Szuflada tasiemcowa”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość