Sol i stalker cz.3 :D

Stare teksty z działu Teksty wieloczęściowe.
AnnKate
Użytkownik zbanowany
Posty: 227

Sol i stalker cz.3 :D

Post#1 » 1 year temu (6 gru 2016, o 16:15)

Część trzecia

Punkt dwudziesta moje psy dopadły drzwi i zaczęły wściekle szczekać. Wyszłam na zewnątrz. Pupile przecisnęły się w drzwiach wyjściowych jeszcze przede mną. Antypatia, jaką darzyły przybysza była, nawet jak na nie, intensywna. Kłusem wyrwały się ku ogrodzeniu.
Przy furtce stał mój „wielbiciel”. Ubrany był całkiem nieźle – w sztruksową marynarkę i eleganckie spodnie. Intensywnie pachniał wodą kolońską.
Pokiwałam wątpiąco głową.
- Zmień strój na mniej wyjściowy... Szkoda, żebyś sobie go zniszczył – rzekłam.
Spojrzał na mnie pytająco.
- No nie rób takich oczu. Później ci wszystko wyjaśnię. Zasada pierwsza, jeśli przychodzisz w gości, powinieneś coś ze sobą przynieść, nie uczono cię tego?
Na jego twarzy pojawił się grymas złości.
- No nie patrz tak, zrobisz jeszcze jedną rundkę, sport to zdrowie.
- Jesteś pojebana - warknął.
- Czyżby coś niekulturalnego ci się wymsknęło? - to mówiąc, rozpięłam bluzkę i przez moment pokazałam nagie piersi. - Trzeba sobie na to zapracować – dodałam.
- Mogę ci zapłacić – stwierdził.
- O nie, chyba pomyliłeś osobę do której przyszedłeś!
- To czego ode mnie chcesz?! - warknął, rozzłoszczony.
- Uważasz się za bystrego, ale twój mózg wyraźnie niedomaga. Jedź, wróć i zachowaj się jak gość.
- Jesteś na maksa pojebana – syknął.
Odwrócił się na pięcie, po czym wsiadł na rower i odjechał.
- Ubierz się mniej elegancko! - rzuciłam za jego plecami.

Psy, machnąwszy z zadowoleniem ogonami, przestały szczekać. Uświadomiłam sobie, że od tego hałasu niemal rozbolała mnie głowa.

Wyglądało na to, że chyba jednak nie odpuści. Za jakąś godzinę powinien tu być z powrotem. Nie myliłam się.
Psy „powitały” go podobnie jak przedtem. Kazałam im się uspokoić. Trzymał w ręce bukiet piwonii. Zauważywszy, że taksuję go wzrokiem, powiedział:
- Nie podoba się? Sklepy są zamknięte.
- Może być. Mam tylko nadzieję, że nie opierdykałeś ich z ogródka siostry
- Może opierdykałem. Bierz je sobie - rzekł, podając mi kwiaty.
- Zapraszam, usiądź – powiedziałam, otwierając drzwi do domu, a sama poszłam wstawić kwiaty do wazonu.
Położył się na kanapie, buty zahaczył o stół. Wróciłam z kuchni, widząc to wszystko z niedowierzaniem pokręciłam głową.
- Pokazałaś cycki, pokaż resztę, potem zrobisz mi laskę i przejdziemy do rzeczy - do dwóch dziur, które masz niżej.
- Przejdziemy. A mianowicie. Wczoraj rąbałam drewno. Należy je przenieść do wiaty.
Spojrzał na mnie ze zdziwieniem i niesmakiem.
- Jesteś jakaś popierdolona... - wysyczał.
- W tej chwili, laleczko, spierdalaj z tej kanapy i do roboty! - To mówiąc złapałam go za nogi i kudły, po czym ściągnęłam na podłogę. Przez chwilę leżał niczym oniemiały.
- Puść mnie, pojebana idiotko! - krzyknął.
Gwizdnęłam na psy. Podleciały natychmiast i zaczęły warczeć, nieco śliny z ich pysków kapnęło mu na bluzę. Zasłonił głowę rękami.
- Wstawaj i chodź, chyba, że chcesz , żeby moje psy odgryzły ci co nieco.
Burknął coś pod nosem, ale nie zdołałam usłyszeć co, po czym podniósł się i grzecznie poszedł za mną.

Usiadłam sobie na pieńku, pupile otoczyły mnie psią świtą.
- Jezus Maria, ile, kurwa, tego... - jęknął, zobaczywszy wysoką na dwa metry górę drewna.
- Mniej pierdol, więcej rób.
- Normalne kobiety to chcą żeby im wiersze miłosne i romantyczne piosenki przysyłać! Jesteś beznadziejna! Jesteś nudną wieśniarą! Powinnaś być mi wdzięczna, że zakręciłem się za tobą!
- Do roboty, lala – skwitowałam go.
Po około dwóch godzinach widać było, że ledwo zipie. No cóż, oglądanie porno i rozsyłanie filmików oraz piosenek miłosnych w Internecie nie sprzyja zachowaniu kondycji.
Wstałam i zaczęłam mu pomagać.
Minęła jeszcze z godzina. Nagle położył się na ziemi i warknął:
- Nic już więcej nie robię, wariatko! Język mi zasechł w ustach!
- Zmęczony... A co byś powiedział na szklaneczkę rozkosznej herbatki z cytrynką?
- Dawaj – rzekł z gigantycznym entuzjazmem.
- Złe słowo. Mówi się "poproszę".
- Poproszę. Zadowolona?
Niekoniecznie zadowolona. Prezent wyrzygany, to nie prezent ofiarowany.
- Co? Niewyruchana jesteś i sama nie wiesz czego chcesz!
- Doskonale wiem, czego chcę. Chcę usłyszeć twoje przepraszam. Wisisz mi przeprosiny.
- Wal się!
Zostawiłam go na moment, w dalszym ciągu ciężko dyszącego ze zmęczenia. Wyciągnęłam ze spiżarki szpadel i wbiłam obok niego. Wzdrygnął się.
- Chcesz mnie tym zatłuc, psychopatko?
- Nie. To kolejna robota dla ciebie. Potrzebuję dołka na bio-odpady. Niech będzie raptem metr na metr. Ponieważ z tamtego... – to mówiąc wskazałam mu poprzedni dołek, już niemal całkowicie zapełniony obierkami warzywno-owocowymi i skorupkami po jajkach – Z tamtego już wszystko wyłazi – dokończyłam.
- Nie mam siły – jęknął.
- Możesz zaraz nie mieć jakiejś części ciała, one cię bardzo nie lubią – wskazałam na moich pupili. Po czym dałam im znak, żeby go nastraszyły. Podeszły i nieznacznie poszarpały mu nogawki.
- Zabierz je!
- Zatem do kopania, laleczko.
- Dobra już. Tylko je zabierz. Wstał, lekko chwiejąc się i wziął szpadel.
- Kurwa! Kurwa! - wrzasnął po chwili. - Co ty masz za ziemię?!
- To gilna pomieszana z ziemią, laleczko. Ale na górze jeszcze nie jest tak źle. Zejdziesz trzydzieści centymetrów i musisz ją cierpliwe odłupywać.
- Tak się nie da!
- Owszem, da się. Nieraz już tak robiłam.

Po upływie piętnastu minut wyglądał jakby miał zjechać na zawał. Widząc, w jak marnym jest stanie powiedziałam:
- Usłyszę, jak prosisz o herbatę?
- Wal się!
- Nie, to nie.
- Proszę, proszę, kurwa, o herbatę!
- A bez kurwy się da?
- Proszę o herbatę!
- Odpocznij sobie trochę, przyniosę ci zaraz.
Skinęłam na psy, żeby go pilnowały.
Po kilku minutach przyniosłam dzbanek. Widząc go, niemal rzucił się w moim kierunku.
- Chwileczkę, dostaniesz jak przeprosisz.
- Przepraszam, zadowolona?
- Nie, z większą skruchą by się przydało.
- Przepraszam.
Podałam mu dzbanek wypił niemal jednym haustem.
- Przynieś jeszcze, proszę.
- I co? Teraz życie smakuje znacznie ciekawiej. Po melancholii i nudzie ani śladu. Popatrz jakże łatwym sposobem masz coś o czym w tej chwili marzysz najmocniej na świecie – dzbanek herbaty.
- Jesteś poje... - zaciął się.- Przyniesiesz mi tę herbatę? Przepraszam i proszę - dodał po chwili.
"Rozebrany cały świat,
A ja chcę patrzeć.
A ja popatrzeć chcę.
Wszystkim piątej klepki brak..."

Ross_Rabiaka
gladius tytanów
gladius tytanów
Posty: 1036

Sol i stalker cz.3 :D

Post#2 » 1 year temu (6 gru 2016, o 19:09)

Faceta trzeba sobie wychować? ;) Podoba mi się ten uwspółcześniony motyw Lady Makbet. Dużo dialogów, w których sporo wplotłaś wulgarów, ale wydaje mi się, że wymagała tego przyjęta konwencja. Może potrzeba by trochę więcej opisów (np. miejsca akcji, czy użytej rekwizytorni)? Dialogi umiesz budować zgrabnie. Pozdrawiam.
Matt C.

AnnKate
Użytkownik zbanowany
Posty: 227

Sol i stalker cz.3 :D

Post#3 » 1 year temu (6 gru 2016, o 21:05)

Niektórych niestety trzeba.
Motyw Lady Makbet to chyba zbyt zaszczytne określenie, ale dziękuję.
Zastanowię się nad tymi opisami.

Dziękuję za wizytę
Pozdrawiam
"Rozebrany cały świat,
A ja chcę patrzeć.
A ja popatrzeć chcę.
Wszystkim piątej klepki brak..."

Deneve

Sol i stalker cz.3 :D

Post#4 » 1 year temu (9 gru 2016, o 14:37)

Jeśli już pojawiają się u ciebie dialogi, to zastępują praktycznie całą resztę tekstu. Nie poświęcasz czasu na opis sytuacji. Bohaterowie co najwyżej mogą syknąć lub warknąć, ewentualnie pojawia się grymas złości na ich twarzach, ale nic więcej nie wiemy. Oczywiście narracja jest pierwszoosobowa, więc trudno wymagać, żeby Sol wszystko widziała i siedziała każdemu w głowie. Problem polega na tym, że teoretycznie, biorąc pod uwagę narrację, jaką się tu posługujesz, siedzimy w głowie Sol. Ale ta głowa jest w pewnym sensie pusta. Nie zawierasz absolutnie żadnych emocji, kiedy Sol zwraca się do swojego stalkera. Żadnych. Ot, pojawia się beznamiętne "rzekłam/rzuciłam/dodałam/skwitowałam/powiedziałam", nic więcej. Nawet scena z rozpięciem bluzki jest spłycona do czynności tak trywialnej jak jedzenie chleba.

Nadal jest trochę błędów (np. w konstrukcji "chyba że" oraz "mimo że" stawiamy przecinek przed całym wyrażeniem, nie w środku; gdzieś tam brakuje przecinka przed "żeby", myślnika zaczynającego dialog, przecinka przed "czego", mimo że później się pojawia w odpowiednim miejscu itp.).

Dalej jest już tylko bezpłciowe przerzucanie się dialogami...

AnnKate
Użytkownik zbanowany
Posty: 227

Sol i stalker cz.3 :D

Post#5 » 1 year temu (9 gru 2016, o 15:57)

"Jeśli już pojawiają się u ciebie dialogi, to zastępują praktycznie całą resztę tekstu."
Taki mam styl.

"siedzimy w głowie Sol. Ale ta głowa jest w pewnym sensie pusta. Nie zawierasz absolutnie żadnych emocji, kiedy Sol zwraca się do swojego stalkera. Żadnych. Ot, pojawia się beznamiętne "rzekłam/rzuciłam/dodałam/skwitowałam/powiedziałam", nic więcej. Nawet scena z rozpięciem bluzki jest spłycona do czynności tak trywialnej jak jedzenie chleba."

Taki mam styl. A emocje tam są, tyle że czytający na prędce faktycznie mało co dostrzega. Wymagam od czytelnika, aby nieco myślał i nieco wyobrażał sobie. Ponieważ staram się, aby to była proza psychologiczna, a w tej, nie ma dopowiedzeń, jest niepewność, nieścisłość, czytelnik musi sam konstruować postać.
"Rozebrany cały świat,
A ja chcę patrzeć.
A ja popatrzeć chcę.
Wszystkim piątej klepki brak..."

Deneve

Sol i stalker cz.3 :D

Post#6 » 1 year temu (9 gru 2016, o 16:37)

AnnKate pisze:
Deneve pisze:Jeśli już pojawiają się u ciebie dialogi, to zastępują praktycznie całą resztę tekstu.

Taki mam styl.

No właśnie. Ubogi.

AnnKate
Użytkownik zbanowany
Posty: 227

Sol i stalker cz.3 :D

Post#7 » 1 year temu (9 gru 2016, o 16:51)

No właśnie. Ubogi.

Nie reprezentuje typowo "kobiecego kanoanu" pisania. Będziesz musiała jakoś z tym żyć.
"Rozebrany cały świat,
A ja chcę patrzeć.
A ja popatrzeć chcę.
Wszystkim piątej klepki brak..."

Wróć do „Szuflada tasiemcowa”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość