Opowieść z piekła rodem

Wyróżnione teksty z 2016 roku.
Piotrek84
zaczarowane ostrze
zaczarowane ostrze
Posty: 163

Opowieść z piekła rodem

Post#1 » 2 sie 2016, o 19:08

Nawet nie pamiętam, kiedy umarłem, a już znalazłem się w piekle. Cały problem z niepamiętaniem polega na tym, że małe robaczki powoli wyżerają ci mózg. Thango mówi, że jak zeżrą cały, nie będę już nawet pamiętał, że jestem w piekle. Wczoraj za karę dostałem od oprawcy cztery batogi, choć niestety nie pamiętam, co przeskrobałem. Dzisiaj pytałem o to Thanga, ale zapomniałem, że jemu robaki już dawno mózg wyżarły.
Od tygodnia czas mija strasznie wolno. Już nie pozwalają nam grać w Dwa Kamienie. Kiedy odkryją, że coś zaczyna sprawiać człowiekowi przyjemność, odbierają mu to. Bo w piekle największą karą jest właśnie nic nierobienie. Znajdowanie zajęcia też pochłania sporo czasu, chociaż nie można tego nazwać czymś przyjemnym, ani pożytecznym. Ostatnio tylko bez celu łazimy i puszki zbieramy, a pogoda do dupy – wiecznie albo zimno, albo gorąco.
Wieczorami chodzimy z Thangiem do Latryny, lokalnego baru, gdzie śmierdzi tanim piwskiem i gorącymi szczynami, ale przynajmniej towarzycho niczego sobie. Za barem stoi Sara, jej nagie, obwisłe piersi nikogo już nie podniecają, ale widać, że kiedyś, zanim tu trafiła, musiała z niej być niezła sunia.
– To, co zwykle? – pyta, choć nie ma tu nic poza cierpkim sikaczem i gorzkim Wermuthem.
– Taa – odburknął Thango, odpalając swoje śmierdzące cygaro zrobione chyba ze starej, zużytej opony. Na blacie wylądowały dwa wyglancowane kufle z najprawdziwszymi sikami w środku.
Ed-Samobójca pokuśtykał do gramofonu i puścił "Devil Got My Woman".
Thango zaciągnął się, a kiedy oczy zaszły mu łzami, wypuścił z dziurawych płuc kłąb czarnego dymu.
– I jak Młody, chcesz dzisiaj pociupciać? – spytał z tym swoim chytrym, szelmowskim uśmieszkiem, który kiedyś musiał powalać laski na kolana, ale teraz, po nadgniłej, złuszczonej przez piekło twarzy wyglądał dość żałośnie.
– No jasne – odparowałem przekornie - co proponujesz?
– Może Rebeka? – Zerknąłem przelotnie na rozkładające, przegniłe do samych żeber truchło, które uśmiechało się do nas z drugiego końca baru.
– Może, ale najwcześniej po trzecim sikaczu i dwóch gorzkich – odpowiedziałem gardłowym śmiechem i w zamyśleniu ponownie utkwiłem wzrok na moim lśniącym od żółci kuflu. Niestety seks w piekle ma to do siebie, że nigdy, ale to nigdy nie dochodzisz. Im większe masz pragnienie, tym gorzej je ugasić. Potem tygodniami chodzisz ze sterczącym wackiem w kieszeni, jakbyś na śniadanie połknął beczkę viagry. Chociaż babki mają inaczej, ponoć dochodzą, ale potem są jeszcze bardziej napalone. Taki jebany, piekielny paradoks, od którego można łatwo zwariować. Kobiety, zwłaszcza te mniej powściągliwe, dostają od tego istnej głupawki. Chodzą słuchy, że nocami w Lexington całe hordy napalonych kobiet polują na facetów. Ponoć zbiorowe gwałty są tam na porządku dziennym. Na szczęście ja i Thango nie chodzimy do lustrzanego miasta.
Rebeka wciąż patrzy na nas tym maślanym wzrokiem, od którego łatwo można zwymiotować. Thango uśmiechnął się paskudnie i wsadził swój owrzodziały nos do pustego kufla. Z gramofonu dobiegał głos Skipa Jamesa:

[center]I laid down last night, laid down last night
laid down last night, tried to take my rest
.[/center]
– Cholerne potępienie na każdym kroku, człowiek w spokoju sikacza wypić nie może – wybełkotał głośno, obracając się taboretem w moją stronę. Rebeka nagle spoważniała i zrobiła minę histerycznie urażonej wiedźmy. Zabawne, pomyślałem, mimo ignorancji seksualnej u mężczyzn, kobiety zachowywały swe pozory i dumę. Sara nalała nam po następnym sikaczu i na nowo zapachniało ciepłym moczem.
Drzwi nagle uderzyły o framugę i z zewnątrz wpadło mroźne powietrze. Padał rzadki śnieg, a noc przypominała wypełnioną ciemnością pustkę. Do środka zajrzał facet podobny do diabła. W jego powierzchowności nie było nic, z czego można by się zaśmiać. Może to efekt sikacza, ale daję słowo, że ściana za nim wznosiła się i opadała. Wcale nie wyglądał na straceńca. Nosił długi, ciasno zawiązany wełniany płaszcz i kapelusz naciągnięty na czoło. W lewej ręce trzymał walizkę. Zwinnym ruchem omiótł ramiona ze śniegu i zdjął kapelusz. Z jego poczerniałej, podłużnej twarzy patrzyły pokryte bielmem oczy, które dobrze szyfrowały stan jego myśli.
– Czy w tej zaszczanej spelunce można się napić czegoś mocniejszego? – spytał w stronę Sary.
– Mamy tylko cierpkiego sikacza i gorzkiego jak piekło Wermutha – odpowiedziała, nerwowo wycierając suchą szmatką wciąż ten sam kufel.
– W takim razie Wermutha – powiedział sucho i usiadł między Thangiem a Rebeką. Sara szybko postawiła obok obcego napełniony po brzegi kubek, a Rebeka śliniąc się, co chwilę przysuwała swój tyłek o kilka centymetrów bliżej.
– Mam propozycję nie do od-rzu-ce-nia – zaakcentował z osobna każdą sylabę. – Pijmy, aż nas piekło pochłonie!
– Odkąd tu jesteśmy, nie robimy nic innego. – Zauważył roześmiany Thango.
– I dobrze! – wykrzyknął przybysz, podnosząc do góry kubek gorzkiego. – Pijemy za twe zdrowie Szatanie, Zbawicielu Piekła, Ciemności nad Ciemnościami! - zaintonował.
– Zdrowie! – odkrzyknęliśmy wszyscy.
– Jak masz na imię przystojniaku? – spytała Rebeka, niecenzuralnie muskając obcego kolanem.
– Samuel Norton.
– Och, jakie wspaniałe imię, kto ci je nadał? – Drążyła dalej tonem rozanielonej prostytutki, teraz otwarcie kładąc mu rękę na kolanie. Samuel poluzował krawat i rozchylił kołnierzyk, pokazując wisielcze znamię.
– Generał Robert Lee, zaraz po tym, jak zostałem powieszony przez bandę konfederatów. To on wprowadził mnie do piekła.
– Walczyłeś w wojnie secesyjnej? – spytałem zaskoczony.
Gość pokiwał głową, popijając Wermutha.
– W tej na ziemi, czy w piekle? – dopytywała Sara.
– W obu – odparł dumnie, jeszcze bardziej obnażając swe wisielcze znamię. - Ale dopiero w piekle poczułem smak prawdziwej wolność.
– Walczyłeś z Lucyferem, czy przeciwko niemu? – zagadnął Thango. Samuel odpiął rękaw koszuli i kładąc rękę na blacie, obnażył przeklęte znamię w kształcie litery L. Nawet Ed-Samobójca podszedł bliżej kuśtykając i jak my wszyscy patrzył z niedowierzaniem. Czarne znamię uosabiało postać Lucyfera, a właściwie było jego wiecznym namaszczeniem. Potępieńcy z tym znamieniem są traktowani w piekle inaczej, niemal jak demony. Rebeka podniecona jak nigdy, korzystając z okazji, otworzyła gościowi rozporek i ukradkiem wsunęła tam rękę. Samuel kompletnie nie zwracał na nią uwagi, chociaż przyklejała się do niego jak ślimak. Zacisnął pięść, a znamię od razu zalśniło czarnym, chłonącym światło odmętem. Najpierw usłyszeliśmy szmer, a potem wrzask, straszny, potworny, pochodzący z samego dna czeluści. Był to jęk palonych na stosach ciał, dusz przybijanych do odwróconych krzyży, rozczłonkowywanych, podtapianych w rozgrzanej smole.
– Czemu nam to pokazujesz! – wykrzyknąłem z całych sił, chcąc by przestał.
– Żebyście wiedzieli, w jak miłym zakątku przyszło wam odbywać karę. – powiedział z okropnym spokojem i uśmiechem na ustach, na widok którego Rebeka niemal mdlała z rozkoszy. Nawet Sara, która nauczona jest powściągać swe emocje, patrzyła na obcego z wielkim pożądaniem, co rusz wysuwając i wsuwając do ust zrolowany język.
Drzwi znów uderzyły o framugę i do środka wpadło dwóch napompowanych sterydami oprawców. Ten z krzywą, szczurzą mordką nazywa się Salik, a drugi, jeszcze szerszy w barach, przypominający goryla, to Morgan. Zanim podeszli do baru Samuel przykrył znamię rękawem i nadal udawał, że nie czuje cudzej reki w rozporku.
– Oj, widzę chłopaki, że ładnie się bez nas zabawiacie. – powiedział prześmiewczo Salik.
– Nieco co nieco – odburknął pod nosem Thango, znów zaglądając do pustego kufla.
– Co tu tak cicho? – rzucił Salik. – Morgan, rozbujaj tę cholerną budę.
Wielki, napompowany goryl walnął pięścią w drewniany automat, który natychmiast zamrugał szalenie, jakby faktycznie odczuł cios. W szafie coś zachrobotało i po chwili usłyszeliśmy „Bad To The Bone”.
– To jak chłopcy, który dzisiaj nic nie przeskrobał? – powiedział rozjątrzony Salik, któremu w nerwach włosy stawały dęba. – No, przyznać się do cholery, bo i tak komuś spuścimy łomot. No, dawać, dawać, piekło to nie żłobek! – wykrzyczał prędko.
Siedzieliśmy potulnie ze spuszczonymi głowami, nie bardzo chcąc się wychylić. Zaczęło mi coś świtać z wczorajszej nocy, jak Morgan walił moją głową o blat, a potem wymierzył kilka ciosów batogiem. Przeklęte, piekielne życie, pomyślałem, ktoś dzisiaj znowu dostanie baty. Już czułem na sobie szukające zwady, szczurze oczka Salika.
– A ten, to kto? – zawołał, wskazując palcem Samuela.
– Samuel Norton – odpowiedział z niepokojącym uśmiechem.
– A czemu on się tak głupio śmieje? – spytał naburmuszony Morgan. - Może trzeba mu kilka batogów na plecach zostawić, albo swastykę na czole nożem wyciąć?
– Te, Rebeka, wyciągnij mu rękę z rozporka, to nie Kinder Niespodzianka, jak szukasz ptaszka, to rozejrzyj się po lesie, może któryś sam wfrunie ci w rozwarte łono! – rzekł jadowicie Salik, który włosy miał już ostre niczym madejowe łoże.
Rebeka ledwo ruszyła nadgarstkiem, gdy Samuel chwycił ją za przedramię.
– Zostaw – powiedział do niej, cały czas wpatrując się ponuro w Salika, któremu z wściekłości zafalowały ostre igły na głowie.
Morgan rozwinął swój gruby bat i świsnął nim, rozrywając powietrze tuż przed twarzą Samuela. Wszyscy drgnęliśmy na ten dźwięk, tylko Samuel siedział niewzruszony, co jeszcze bardziej rozwścieczyło naszych oprawców.
– Wygląda na to, że trafiliśmy na twardziela – rzekł Salik. – Na pieprzonego masochistę! – dodał, wyciągając zza pleców nóż.
– Lepiej odłóż tę kosę chłopcze, bo się skaleczysz. – powiedział przybysz głosem, w który zagrzechotały diabelskie moce.
Salik drgnął, słysząc to coś w głosie Samuela, coś, co wysłało do mózgu krótki impuls, by zostawił to w spokoju i odpuścił. Ale Salik do tej pory znał jedynie tych, których łatwo można ustawić, złoić batem, albo wyciąć swastykę na czole, nigdy nie doświadczył w piekle zagrożenia, bo sam zawsze był zagrożeniem, więc potraktował ten impuls jako zwykłą przestrogę.
Gdy przystawiał ostrze noża do czoła przybysza, chcąc go tym na dobre oszpecić, nagle znieruchomiał. Nogi się pod nim ugięły i bezwładnie upadł na kolana. Nóż wypadł mu z ręki.
– Przepraszam, zdołał jeszcze wyjąkać, kiedy z oczu Samuela wypłynęła ciemna, bulgocząca materia, lżejsza od powietrza, która chwyciła oprawcę, podnosząc go pod sam sufit. Drewniana podłoga mocno zaskrzypiała, gwoździe wystrzeliły z niej, a deski rozsunęły się pod same ściany. Z wnętrza dziury zakipiał piekielny żar, od którego dymiły nam końcówki włosów. Ciemna materia wskoczyła do kipiącej dziury, zabierając ze sobą Salika. Deski i gwoździe błyskawicznie wróciły na swoje miejsce, zakrywając tę szatańską czeluść.
– O, rety! – wykrztusił Thango.
Morgan stał pod ścianą ze zwiniętym batem w ręce i trząsł się jak galareta. Samuel wskazał w jego stronę kościstym palcem zakończonym długim paznokciem. Wypowiedział jakieś słowo i Morgan zaczął kurczyć się na naszych oczach. Kiedy zmalał do rozmiarów drozda, odstający palec przyległ do mocno zaciśniętej pięści, a malutki Morgan wpełzł pod szafę grającą „Bad To The Bone”.
Kiedy zabrzmiała ostatnia nuta, wszyscy stłoczeni przy barze odetchnęliśmy z ulgą. Samuel odwrócił się w naszą stronę z niewinną miną dziecka, które popsuło cudzą zabawkę.
– A mówiłem, żeby nie zaczynał. – Wyszczerzył ostre kły i przechyli na raz druga kolejkę Wermutha.
– No to jak chłopaki, pijemy? – zapytał. – Jeszcze długa noc przed nami.
– Pijemy! – odpowiedzieliśmy zgodnie.
Później o całe lata świetlne, gdy wypiliśmy pełne wiadro sików i jeszcze kilka kolejek gorzkiej, Ed-Samobójca znów podciął sobie żyły tępym nożem. Leżał na końcu baru z wyciągniętą szczęką i udawał, że umiera, choć kołysał jeszcze biodrami w rytm melodii z automatu. Rebeka podbiegła z wystającą piersią i udawała, że go cuci, wcierając się swym mokrym łonem w jego rozchwiane udo. Depresja Eda zawsze dodawała nam otuchy, bo w rzeczywistości była niezmąconą wiarą we własne życie. Nawet tu, na dole ludzie potrzebowali odrobiny otuchy i złudnej nadziei, że to piekło kiedyś się skończy.

Awatar użytkownika
Gorgiasz
Zdobywca Artefaktu 2014 i Autor Lata 2018
Posty: 1042

Życie z piekła rodem

Post#2 » 2 sie 2016, o 21:16

Dobrze napisane, jest pomysł, dość ciekawy i nieszablonowy, ale odnoszę wrażenie, że nie do końca wykorzystany - można było rozbudować i dodać trochę przemyśleń natury filozoficzno-teologicznej o podłożu egzystencjalnym. Końcówka dobrze oddaje nastrój beznadziei i swoistego fatalizmu.

Nawet nie pamiętam kiedy umarłem, a już znalazłem się w piekle.

Nawet nie pamiętam, kiedy umarłem, a już znalazłem się w piekle.

Wczoraj za karę dostałem od oprawcy cztery batogi, choć niestety nie pamiętam co przeskrobałem.

Wczoraj za karę dostałem od oprawcy cztery batogi, choć niestety nie pamiętam, co przeskrobałem.

– To co zwykle? – pyta, choć nie ma tu nic poza cierpkim sikaczem i gorzkim Wermutem.

– To, co zwykle? – pyta, choć nie ma tu nic poza cierpkim sikaczem i gorzkim Wermutem.

Chodzą słuchy, że nocami w Lexington całe chordy napalonych kobiet polują na facetów. Ponoć zbiorowe gwałty są tam na porządku dziennym.

"hordy"

Nawet tu, na dole ludzie potrzebowali odrobiny otuchy i złudnej nadziej, że to piekło kiedyś się skończy.

"nadziei"

szczepantrzeszcz
Ostrze Armageddonu
Ostrze Armageddonu
Posty: 1963

Życie z piekła rodem

Post#3 » 2 sie 2016, o 21:34

Kawałek zdrowej codzienności postrzeganej przez malkontenta... mówisz, Piotrze, że to się piekło nazywa?

Nawet tu, na dole ludzie potrzebowali odrobiny otuchy i złudnej nadziej, że to piekło kiedyś się skończy.
Wszyscy umrzemy. To jeden z uroków życia, prawda?

Piotrek84
zaczarowane ostrze
zaczarowane ostrze
Posty: 163

Życie z piekła rodem

Post#4 » 2 sie 2016, o 22:06

szczepantrzeszcz pisze:Kawałek zdrowej codzienności postrzeganej przez malkontenta... mówisz, Piotrze, że to się piekło nazywa?

No cóż, ta zdrowa codzienność przybiera czasem rozmaite formy i czasem trudno ją rozpoznać pod płaszczykiem rzeczywistości. Kiedyś ktoś napisał, że żaden żywy organizm nie może długo funkcjonować normalnie w warunkach absolutnej realności. Czy nie dlatego uciekamy w światy fikcyjne, które o dziwo w pewnych warunkach nawet mogą okazać się prawdą?
szczepantrzeszcz pisze:Wszyscy umrzemy. To jeden z uroków życia, prawda?

Prawda.

Dodano po 7 minutach 7 sekundach:
Gorgiasz pisze: można było rozbudować i dodać trochę przemyśleń natury filozoficzno-teologicznej o podłożu egzystencjalnym.

Oj, można by tu bardzo dużo dodać. Chcę tylko powiedzieć, że rozumiem, co masz na myśli.

Dziękuje, za Twoje cenne poprawki, zawsze coś mi umknie. :roll:

Fedojo
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 8

Życie z piekła rodem

Post#5 » 2 sie 2016, o 22:28

Jestem twoim fanem drogi autorze. Świetny pomysł! Czekam na więcej .. Nie mogę się nadziwić, że "jakiś anonim z internetu" potrafił wymyślić coś tak świeżego. Gratulacje. ;p
"Najstarszym i najsilniejszym uczuciem znanym ludzkości jest strach, a najstarszym i najsilniejszym rodzajem strachu jest strach przed nieznanym."

Lovecraft

Piotrek84
zaczarowane ostrze
zaczarowane ostrze
Posty: 163

Życie z piekła rodem

Post#6 » 4 sie 2016, o 02:11

Dzięki Fedojo.
Fajnie, że się podobało. Zgodnie ze wskazówką Gorgiasza rozbuduję ten tekst, wiec niedługo będziesz mógł przeczytać uzupełnione opko.

Dodano po 8 godzinach 27 minutach 32 sekundach:
Gorgiasz pisze: można było rozbudować

Gorgiaszu, rozbudowałem, choć chyba nie do końca w nurcie jaki wskazałeś, ale sam powiedz: ile filozofii egzystencjalnej można zmieścić się w prostym, żołnierskim marszu?

Awatar użytkownika
Gorgiasz
Zdobywca Artefaktu 2014 i Autor Lata 2018
Posty: 1042

Opowieść z piekła rodem

Post#7 » 4 sie 2016, o 11:45

Gorgiaszu, rozbudowałem,

No i dobrze. ;))
ale sam powiedz: ile filozofii egzystencjalnej można zmieścić się w prostym, żołnierskim marszu?

Nie wiem; ale ja pcham filozofię (niekoniecznie egzystencjalną) wszędzie gdzie się da (albo i nie). :mrgreen:

Piotrek84
zaczarowane ostrze
zaczarowane ostrze
Posty: 163

Opowieść z piekła rodem

Post#8 » 5 sie 2016, o 00:05

Gorgiasz pisze:Nie wiem; ale ja pcham filozofię (niekoniecznie egzystencjalną) wszędzie gdzie się da (albo i nie). :mrgreen:


Mam taką krótką refleksję na temat prób mojego pisania w ciągu ostatnie kilka miesięcy. Lubię bawić się językiem, literackim, żeby nie było. :oops: Próbuję pisać od niedawna, chociaż miałem już jakiś tam grunt wcześniej przygotowany. Sprawia mi to przyjemność, chociaż czasem bywa też udręką, ale i tak z przewagą tej pierwszej. Właściwie za każdym razem, gdy angażuję się w jakiś tam nowy projekt, odkrywam w sobie coś nowego, często coś, czego w ogóle się nie spodziewałem. Nie mam tu tylko na myśli kwestii językowo-literackich, ale zwłaszcza wyobraźnię. Mary Shelley, autorka Frankensteina napisała kiedyś coś w tym stylu: „Wyobraźnia to najwspanialsza z rzeczy podarowana człowiekowi”, wyobraźnia to początek i koniec tworzenia. Po którejś tam próbie zrozumiałem, że nie chcę angażować w pisanie żadnej filozofii, żadnych tam filozoficznych czy teologicznych dogmatów. One mogą posłużyć wyobraźni w procesie pisania, stać się solidnym narzędziem w jej ręku, ale nic ponad to. Chodzi mi o to, że jeśli przyjąłbym jakąś filozofię, jakąś tam wiarę, to może straciłbym z oczy więcej, niż dzięki temu zobaczył. To trochę jakby patrzeć na świat przez lunetę i widzieć wyraźnie, co jest sto kilometrów dalej, a nie widzieć tego, co się ma na wyciągniecie ręki.
I znowu wyszło długo, czemu nic nie mogę przekazać w jednym zdaniu :?: O.o

szczepantrzeszcz
Ostrze Armageddonu
Ostrze Armageddonu
Posty: 1963

Opowieść z piekła rodem

Post#9 » 5 sie 2016, o 09:53

Piotrek84 pisze:Lubię bawić się językiem, literackim, żeby nie było.
Data: 2016-08-05, godzina: 09:28 mamy na forum dziewięćset siedemdziesięciu ośmiu użytkowników, którzy lubią się bawić (lub przynajmniej tak twierdzą) literackim językiem. Pomijając krótkoterminowych i konta zdublowane, to mimo wszystko sporo. Możesz nabrać przekonania, że jesteś we właściwim miejscu :))

Piotrek84 pisze:Próbuję pisać (...) Sprawia mi to przyjemność, chociaż czasem bywa też udręką, ale i tak z przewagą tej pierwszej.
Szczepan ma tak samo, jednak od dość dawna nie usiadł do pisania, a udręki nie czuje. Tak czy inaczej w wyobraźni krążą historie, krążą wątki rozmaite (zwłaszcza pani Alina z "Buszującej") i czasem kusi, aby napisać... ale świat podsuwa inne pomysły. Macie tak samo? Odpowiedź będzie ciekawa, o ile nie użyjecie sformułowań "brak czasu", "nawał roboty" i temu podobnych.

Piotrek84 pisze:(...)gdy angażuję się w jakiś tam nowy projekt
Projekt? Czy ktoś zna jakieś słowo zastępcze?

Piotrek84 pisze:...odkrywam w sobie coś nowego, często coś, czego w ogóle się nie spodziewałem.
Ja też odkrywam, jednak (tym razem jak najbardziej serio) twierdzę, że odkrywam w otaczającym mnie świecie, który postrzegam tak, a nie inaczej.

Piotrek84 pisze:Mary Shelley, autorka Frankensteina napisała kiedyś coś w tym stylu: „Wyobraźnia to najwspanialsza z rzeczy podarowana człowiekowi”
Piękny cytat.

Piotrek84 pisze:...wyobraźnia to początek i koniec tworzenia.
Czasem drugi człowiek stoi obok, człowiek uwagi warty. Czasem świat, przyroda, pokazuje takie rzeczy przy których największa wyobraźnia (o ile jest wyobraźnią, a nie zapatrzeniem w siebie) przysiada na zadzie i nosiciel owej wyobraźni stwierdza, że... i tutaj powstają te najwspanialsze twory ludzkiego umysłu.

Piotrek84 pisze:Po którejś tam próbie zrozumiałem, że nie chcę angażować w pisanie żadnej filozofii, żadnych tam filozoficznych czy teologicznych dogmatów.
Twoje opowiadanie (mam na myśli wariant zmodyfikowany) jest najlepszym przykładem, że warto. To nie jest wielka literatura, ale język dobry, lekki, czyta się z zainteresowaniem. Jeden taki tekst świata nie zmieni, tysiąc tekstów zmieni bardziej, niź ktokolwiek przypuszcza.

Piotrek84 pisze:...jeśli przyjąłbym jakąś filozofię, jakąś tam wiarę, to może straciłbym z oczy więcej, niż dzięki temu zobaczył. To trochę jakby patrzeć na świat przez lunetę i widzieć wyraźnie, co jest sto kilometrów dalej, a nie widzieć tego, co się ma na wyciągniecie ręki.
Grzebię (to prawda, że niezbyt gorliwie) w "filozofiach" i od czasu do czasu przyjmuję coś dla siebie. Wiarę (a może tylko pragnienie wiary) przyjąłem dawno temu i wydaje mi się, że dzieki temu lepiej widzę to, co obok i sceptyczniej podchodzę do tego, co zobaczyłem przez lunetę.

Piotrek84 pisze:I znowu wyszło długo, czemu nic nie mogę przekazać w jednym zdaniu.
To chyba wynika z przebłysków normalności, których chcąc nie chcąc niekiedy doświadczamy ;))

Awatar użytkownika
Gorgiasz
Zdobywca Artefaktu 2014 i Autor Lata 2018
Posty: 1042

Opowieść z piekła rodem

Post#10 » 5 sie 2016, o 12:45

Chodzi mi o to, że jeśli przyjąłbym jakąś filozofię, jakąś tam wiarę, to może straciłbym z oczy więcej, niż dzięki temu zobaczył.

To prawdopodobne. Ale dlaczego masz przyjmować "jakąś filozofię" (czy "jakąś tam wiarę"), czyli jak rozumiem, jedną, określoną i już istniejącą? Taką, która już funkcjonuje, jest dla Ciebie czymś danym a'priori, czyli nie jest Twoja. Sądzę, że lepiej przyjrzeć się co najmniej większości (bo wszystkim praktycznie się raczej nie uda) i na tej bazie, bo jakieś podstawy i materiał trzeba mieć, stworzyć coś własnego, bądź trwać w akcie owego stwarzania jako ciągłego, otwartego procesu, przez całe życie. Bo w przypadku jego zakończenia (uznania, że jest zakończony) łatwo popaść w dogmatyzm - rzecz z natury szkodliwą. I nie wierzyć żadnym autorytetom, to podstawa (przejąłem to od Krishnamurtiego, niezwykle silnie to artykułował). Wszystko co możliwe, co jesteś w stanie, sprawdzać i przyjąć tylko to, co Tobie odpowiada, oczywiście w ramach dziedziny, która Cię interesuje. Bo jeśli nałożysz czyjeś okulary, które nie są Twoje, nie są przystosowane dla Ciebie i dla Ciebie ukształtowane - to rzeczywiście, wiele spraw i rzeczy, możesz przestać dostrzegać.
A tych okularów, nikt za Ciebie nie zrobi.

Wróć do „Proza 2016”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości