"Łzy życia"-ciąg dalszy- rozdział 53

Teksty niespełniające wymogów regulaminu.
Krzytawy
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 124

"Łzy życia"-ciąg dalszy- rozdział 53

Post#1 » 7 lis 2018, o 15:56

„A może po prostu nierozgarnięcie autora, który pisze rzeczy nieprawdziwe, konkretnie, że niby forum zablokowało publikację tematu, co jest oczywistą nieprawą, bo temat został opublikowany, ale - zgodnie z prawdą - w dziale tekstów nieregulaminowych. Prawda jest taka, że teksty nieregulaminowe mogą być kasowane przez administrację, ale z dobrej woli rzadko to robimy.”.

No dobra, otaguję znowu (jak i ostatnich parę razy) pod „Proza: opowiadania i fragmenty powieści” i zobaczymy , czy znowu znajdę się pod „Teksty nieregulaminowe”.
Jestem teraz pod "Proza:opowiadania i fragmenty powieści". Bezpośrednio pod tym jest regulamin forum i niżej NOWY TEMAT, i dalej ["Łzy życia"-ciąg dalszy- rozdział 53]
Z opcji "Dozwolone tagi" wybrałem "tekst- wieloczęściowy".
Ołki- dołki, ciekawym, czy znowu jestem zdany na łaskę i dobrą wolę administracji, czy też wreszcie wszystko będzie w porządku.
A TERAZ KOLEJNY FRAGMENT "ŁEZ ŻYCIA":

Był piątek.
W najbliższy czwartek – 9 lutego o godzinie osiemnastej – Ralf miał spotkanie z profesorem Nguyenem Anh Liamem.
W Bostonie.
Ten uczony chińskiego pochodzenia (i o wietnamskich korzeniach) urodził się w Stanach i należał do czołowych w świecie nauki genetyków eksperymentujących. Uchodził też za absolutnie uczciwego człowieka o niepodważalnej moralności.
Jedna z przeczytanych publikacji naukowca uświadomiła Niemcowi, że w zasadzie można by ich nazwać rówieśnikami – genetyk był zaledwie trzy lata starszy.
Nie należał natomiast do ludzi wierzących.
Storch znał światopogląd Nguyena z rozlicznych jego prac, więc wiedział, że profesorowi nie wiązały rąk w pracy naukowca przemyślenia natury religijnej. W swoich próbach „eksploatowania” genetyki miał na względzie przede wszystkim dobro człowieka. Istniała tu jednak pewna sprzeczność: laboratoria, w których pracował uchodziły za półlegalne czy raczej półoficjalne, a ich funkcjonowanie umożliwiały grube ryby polityki i biznesu wiążące z nimi prawdopodobnie im tylko znane plany.
Była to, nawiasem mówiąc, ta sama placówka, która usiłowała go skaptować natychmiast po tym, jak ukończył studia medyczne.
Ralf, zaraz po opuszczeniu zakładu karnego, przez parę tygodni próbował nawiązać kontakt z tym imponującym mu genetykiem. Nie było to proste. Raz, że instytut nie prosperował w pełni oficjalnie, dwa, że profesor pracował, jak mówiono, dwadzieścia pięć godzin na dobę. Pogrążony w eksperymentach, zabraniał przeszkadzać sobie w laboratorium. Poza tym pełnił on zarazem funkcję dyrektora naukowego placówki.
Upór się jednak w końcu opłacił i Ralf zdołał przed godziną telefonicznie zamienić z naukowcem parę słów. Jak mu uczony później wyznał, odebrał w końcu telefon, by pogonić upierdliwego chirurga z Niemiec.
Lekarz przedstawił się, po angielsku oczywiście, i z miejsca wyczuł irytację Nguyena: Storch? Chirurg? Nie znał! Pewno jeszcze jeden nawiedzony, pragnący oświecić siebie lub jego.
Ralf szybko napomknął genetykowi ogólnikowo o swojej idei, nie zdradzając sedna oryginalnego pomysłu. Nazwał jednak parę istotnych – drobiazgowo „przefiltrowanych” – specjalistycznych terminów i ukrytych, dostrzeżonych przez niego ciekawych korelacji między różnymi, zdawałoby się niekoniecznie powiązanymi ze sobą, dziedzinami nauki. Miał nadzieję zainteresować tym profesora.
Postawa genetyka rzeczywiście się zmieniła; wyrafinowana przynęta skusiła go istotnie. Zadał Ralfowi parę pytań sprawdzających jego kompetencje w temacie. Musiał wypaść dobrze, gdyż Amerykanin azjatyckiego pochodzenia natychmiast począł go traktować jak równego sobie.
– Proszę mi wybaczyć, panie doktorze… naprawdę jestem w tym momencie bardzo zajęty, robię coś, czego nie da się odłożyć na potem. Wie pan, jak to jest… – Ralf nie wiedział, ale przytaknął. – Czy nie zechciałby mnie pan odwiedzić w laboratorium w przyszłym tygodniu? Dajmy na to… hmmm… w czwartek wieczorem między osiemnastą a dziewiętnastą?
– Jak mam się do pana dostać, profesorze? O ile wiem, pańska placówka jest dość pilnie strzeżona.
Ralf nie pozwolił sobie na sarkazm, dodając, że znacznie pilniej niż słynne na cały świat, ale zarejestrowane instytuty naukowe. Zbyt słabo znał profesora, więc wolał nie ryzykować zaprzepaszczenia nawiązanego właśnie kontaktu zbędną ironią.
– Proszę się nie obawiać. Uprzedzę o pańskiej wizycie wartownię… dr Ralf Storch, prawda? Dobrze zrozumiałem?
Był więc piątek i Ralf postanowił w nadchodzący weekend, po raz pierwszy od wyjścia na wolność, omijać skromne laboratorium, które urządził w piwnicy. W sąsiedztwie ich dawnej salki bokserskiej. Tuż za ścianą pomieszczenia, z którego pochodziło tak wiele miłych wspomnień z Benem, i w którym zamienił życie Elvisa Mustafy w piekło na ziemi.
Od pewnego czasu nie odczuwał więcej satysfakcji na myśl o tym, że pomścił najbliższych. Z drugiej strony jednak też się nie potępiał. Już sama myśl, iż zabójca jego syna do dziś mógłby bezkarnie zajmować się swoją kryminalną działalnością, uspokajała skutecznie jego sumienie. Kto wie, ile dusz ludzkich uratował przed podobnymi cierpieniami, jakie za sprawą Mustafy tak ciężko doświadczały go przez lata?
Jeszcze w więzieniu uświadomił sobie, iż zmianie uległy jego poglądy dotyczące przemocy w życiu człowieka. Nie uważał już, że wszystko należało załatwiać na drodze pokojowej, bez uciekania się do siły i gwałtu. Dokonał okrutnego samosądu, więc nie mógł w dalszym ciągu – jak to niegdyś czynił – potępiać wszystkich, którzy stawiali na prawo pięści. Bądź co bądź nie znał motywów innych ludzi, wybierających przemoc jako właściwą odpowiedź na ich problemy… A nawet gdyby – nie miał prawa osądzać (teraz już nie!) gdzie leży granica i kiedy można ją przekroczyć, przechodząc od dyplomacji do terroru, czyli z praworządności w bezprawie.
Wspomniał, jak wbrew sobie nie mógł tak do końca nie przyznać racji Adamowi, kiedy ten porównywał CIA, KGB czy izraelski Mossad… ze sobą. Zazwyczaj i dla nich, i dla Degambe nie istniała osobista uraza względem niewygodnych, eliminowanych z tego świata istnień ludzkich. Tam chodziło wyłącznie o polityczny interes, a więc pośrednio o budżet państwa, w jego przypadku o to samo: o kasę.
Sema…
Przeczuwał, że mógłby pokochać tę kobietę! Wiedział już, wierzył w to, że była nie tylko atrakcyjną dziewczyną, ale i uczciwym, dobrym człowiekiem o gołębim sercu. Wtedy, po opuszczeniu zakładu karnego, po krótkim, acz jednak tak intymnym z nią spotkaniu, zaczął myśleć o Elvisie z nieco innej perspektywy. Za jej przyczyną. Najpierw, kiedy powrócił do swojej willi, znalazł po paru dniach w kieszeni marynarki wizytówkę z adresem i numerem telefonu Semy. Uśmiechnął się teraz na myśl o wytrwałości tej kobiety w próbach zmiękczenia go, wygrania jego akceptacji najpierw dla siebie… a potem pewno – tu twarz Ralfa mimowolnie spochmurniała – dla swojego brata. Sema miała jego akceptację, absolutnie! I na pewno już o tym wiedziała. Elvis…? Nie! Nigdy mu nie przebaczy, to niemożliwe!
Skwapliwie zawrócił myśli ku siostrze tamtego.
W dniu znalezienia jej wizytówki nie wytrzymał w końcu i wybrał numer zapisany na kartonowym prostokąciku. Była zaskoczona. Początkowo jąkała się, przeszła do innego pokoju (w tamtym momencie Ralf nie wiedział jeszcze, że mieszka razem z bratem) i wreszcie rozmowa potoczyła się całkiem dobrze. Obydwoje zdawali sobie sprawę, że zepsuć może ją jedynie wtargnięcie na temat tabu, jakim był Elvis. Jedyna w tym względzie, odważna i inteligentnie zawoalowana, konkluzja Semy ujawniła mu, że opiekuje się ona kaleką.
– Czy wygodnie siedzę? Ano bardzo wygodnie… Właściwie na wpół leżę na fotelu z nogami rozwalonymi na podnóżku wózka inwalidzkiego.
Uśmiechnął się ciepło na wspomnienie telefonicznej pogawędki z Semą. A raczej z Sem. W rozmowie, która trwała prawie godzinę, nazwał ją znowu – jak to już uczynił niezamierzenie przed więzieniem – Sem. Roześmiała sie i poprosiła, by ją już zawsze tak nazywał.
– Lubię to! Tylko koleżanka w podstawówce tak się do mnie zwracała.
Od tej rozmowy wiedział też, że Sem była bardzo do niego podobna w uporze, z jakim potrafiła dążyć do raz obranego celu. Już wcześniej rozmyślał nad tym, w jaki sposób siostra Elvisa zdołała wejść w posiadanie informacji o terminie opuszczenia przez niego zakładu penitencjarnego o zaostrzonym rygorze – nie mówiąc już o tym, skąd w ogóle wiedziała, gdzie siedzi!
Informacje takie należały zwykle do poufnych i bardzo często do ostatniej chwili w niewiedzy o swoim szczęśliwym dniu pozostawał sam więzień. Efektywność działań Semy zrobiła na nim wrażenie.
Odnalezienie „jego” więzienia okazało się dla Albanki mniejszym problemem.
W Niemczech znajdowało się ponad dwieście zakładów karnych.
Ralf popełnił przestępstwo i został skazany w Dolnej Saksonii.
Dlatego wyszła z założenia, iż również w tym samym landzie odsiaduje zasądzoną mu karę pozbawienia wolności. Dolna Saksonia dysponowała szesnastoma zakładami penitencjarnymi, w tym przeznaczonymi wyłącznie dla młodocianych, dla kobiet i dla więźniów od 63 roku życia.
Po dokonaniu logicznej selekcji według własnego uznania, pozostało jej zaledwie pięć więzień!.
Zaczęła tam wydzwaniać, prosząc o wyznaczenie terminu odwiedzin u wujka Ralfa Storcha, obecnie więźnia tego zakładu karnego. W dwóch pierwszych przypadkach urzędnicy poinformowali ją uprzejmie, że w ich zakładzie nikt o takim nazwisku nie odbywa kary pozbawienia wolności. Za trzecim razem usłyszała, że proszę bardzo, może bez zapowiedzi odwiedzić krewnego – tego a tego dnia w tygodniu, w takich to a takich godzinach; ma tylko mieć ze sobą do okazania ważny dowód tożsamości.
Z wyłuskaniem informacji o wyjściu Ralfa na wolność było już o wiele trudniej. Wyznała, że pracowała nad tym (tak to określiła) parę długich miesięcy, prawie rok. Wytrwałość Semy była zdumiewająca! Podobnym uporem wykazał się i on, szukając kontaktu z Nguyenem… Przy czym jej samozaparcie było bez porównania bardziej imponujące! Osiem godzin przeczekała wtedy przed więzieniem! I nie pozwoliła sobie nawet na parę minut opuścić „posterunku”, żeby na przykład coś przekąsić czy wypić kawę – w obawie, iż w tym właśnie momencie mogłaby przegapić jego wyjście na wolność.
Dużo dumał nad ich wszystkimi dotychczasowymi rozmowami. I to do dziś. I będzie snuł te refleksje jutro i pojutrze… i później. I nie zaprzestanie zadawać sobie pytań, na które nie znał bądź nie był pewien odpowiedzi.
DO CZEGO POTRZEBNE JEST ELVISOWI MOJE PRZEBACZENIE?!
I jak właściwie chłopak radzi sobie z „podarowanym” mu przez Ralfa kalectwem? Jak bardzo i czy w ogóle zmienił się jako człowiek? Od popełnionego przez Kosowo-Albańczyka zabójstwa minęło… grubo ponad 11 lat.
„O nieba… więcej niż połowa życia mojego chłopca! Benjamin obchodziłby niebawem dwudzieste dziewiąte urodziny… a przed paroma tygodniami Maria już czterdzieste dziewiąte”. Urodziła się 8 stycznia.
Niemożliwe, by w psychice Mustafy nie zaszły żadne zmiany. Jakieś musiały nastąpić! Albo na gorsze, i wtedy niewątpliwie Elvis odczuwałby obecnie nienawiść do całego świata… Albo na lepsze, i wtedy… no właśnie: co wtedy? Hm… pewnie jednak wtedy musiałyby go dręczyć wyrzuty sumienia.
I tu nieodparcie przychodziła Ralfowi na myśl refleksja, że taki właśnie stan psychiczny Elvisa zdaje się potwierdzać zachowanie jego siostry.

Krzytawy
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 124

"Łzy życia"-ciąg dalszy- rozdział 53

Post#2 » 7 lis 2018, o 19:30

O, nie!!! Tylko mi nie wciskajcie administratorzy, że znowu coś zrobiłem żle. Opisałem całą procedurę wklejania tekstu, i wszystko uczyniłem według Waszych wskazówek- mimo to "Tekst nieregulaminowy" (???)

Wasz Nierozgarnięty, Komplemenciarze

Awatar użytkownika
Karen
Mistrzyni tortur narzędziami dentystycznymi
Mistrzyni tortur narzędziami dentystycznymi
Posty: 1493

"Łzy życia"-ciąg dalszy- rozdział 53

Post#3 » 7 lis 2018, o 21:52

Krzytawy, wrzucony przez Ciebie rozdział nie ma ani jednego tagu.
I szczerze, o ile Camenne ma serce anioła, to mi się powoli kończy cierpliwość i jeśli dalej będziesz dodawał teksty niezgodne z regulaminem, a następnie zarzucał nam, jako administracji forum, że przenosimy je do nieregulaminowych na złość, bo niby Ty robisz wszystko dobrze, to po prostu zamiast przenosić zacznę je kasować. Nie mam już na to cierpliwości.

Edit: punkt z regulaminu, który ciągle łamiesz:
Każdy tekst prozatorski należy odpowiednio otagować[/b]; tagi wybiera się spośród opcji wymienionych pod polem "Tytuł" w trakcie zakładania tematu. Są one podzielone między innymi gatunkowo (np. obyczajowe, kryminał) oraz ze względu na formę (np. opowiadanie, powieść) i należy wybrać przynajmniej po jednym tagu z powyższych kategorii. Dla publikacji wieloczęściowych funkcjonuje dodatkowy tag tekst wieloczęściowy, a dla fanfiction fandomowe (np. fanfiction - Harry Potter).
Jeśli nie wiesz, co masz dalej zrobić, to zrób sobie kawę.

Wróć do „Publikacje nieregulaminowe”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość