Anna. Poezja Anny Kamieńskiej w Jej imię wpisana

Rozmowy o książkach, filmie, serialach, muzyce i na inne tematy związane z kulturą. Oglądałeś ciekawy horror, przesłuchałeś fenomenalną płytę? A może wręcz przeciwnie i chcesz podzielić się swoją opinią? Zapraszamy do dyskusji w odpowiednich poddziałach.
kresowa pani

Anna. Poezja Anny Kamieńskiej w Jej imię wpisana

Post#1 » 26 lip 2019, o 11:58

Choć tekst niniejszy w żadnym wypadku nie rości sobie jakichkolwiek pretensji do miana tekstu ściśle naukowego, jednak według subiektywnej oceny autorki szkicu, gdyby ująć go w muzyczne ramy, wówczas można by zaliczyć go do etiud, ponieważ właśnie ten rodzaj utworu w pełni odzwierciedla kreatywny wizerunek Anny Kamieńskiej. 

Ponadto warto zaakcentować i ten fakt, że w całej Biblii, której A. Kamieńska przez długie lata była wierną czytelniczką a także tłumaczką, wszelkie w niej zamieszczone imiona czy nazwy własne zawsze zawierają profetyczno charakterologiczne przesłanki. 

W przypadku analizowanego imienia Anna jest to imię wielce szlachetne, melodyjne i zarazem uniwersalne. To o nim napisał cudowną łacińską fraszkę nasz największy Pan Jan Kochanowski: 

 

Lubię to imię, które równe brzmienie,  

Chocia sposób czytania tak i wspak odmienię (tłum. Julian Ejsmond)  

 

natomiast Jan Parandowski w ofiarowanej Annie Iwaszkiewiczowej laurce po swojemu, czyli mistrzowsko opowiedział jego genezę: 

 

"Imię Pani urodziło się na Wschodzie w godzinie mitów i czarów, łącząc w swoim brzmieniu początek i kres, jak wąż w pierścień zwinięty, symbol wieczności; odzywało się w zaklęciach magicznych w rośne, księżycowe noce. 

Nosiła je siostra Dydony, bogini fenicka, która pod stopami heksametrów Eneidy utraciła swą boskość. 

W przedłacińskiej Italii to imię tajemnicze szło z prądem rzek, póki nie wpłynęło w strumień Czasu: Rok Nieustający, Anna[1] Perenna.  

Bóstwo bez wizerunków i świątyń oczekiwało swoich wyznawców w odwiecznym gaju nad Tybrem w porze pierwszej zieleni wiosennej. I znów powróciło na Wschód, skąd ścieżkami Galilei dotarło do wielkiej drogi, którą garść rybaków ruszyła na podbój świata. 

Na kształt gemmy antycznej w średniowiecznym relikwiarzu jej prastare imię wprawiono w aureolę Świętych Pańskich. Dzwoniło ono po łukach dziedzińców klasztornych[2], pod sklepieniami zamków książęcych, wreszcie pachnące kadzidłem, ciężkie od krwi i złota spadło na nasze pola[3] i odżyło na nich w chłodzie letnich wieczorów i poranków - lekkie, dźwięczne, z przekornym przydechem, jak kwiat maku na szorstkiej szypułce. 

Któregoś dnia zerwano je dla Pani.  

W dniu św. Anny 1941" [4] 

 

Powracając wszak do ujętego w tytule tematu, w tym miejscu autorka szkicu posłuży się swym wcześniejszym tekstem pt. Magia kobiecości[5], w którym usiłowała sporządzić charakterologiczny portret nieodżałowanej pamięci poetki Anny Kamieńskiej, gdzie Anna Kamieńska: kobieta oraz Anna Kamieńska, czyli poetka to zdaniem autorki szkicu, kwintesencja typowej polskiej kobiecości. Ewentualnie: rodzimej pani- baby, istoty nie mniej niezniszczalnej niż wyrastający spod betonowej wylewki, chwast.  

W świetle lektury wybranych utworów poetki, A. Kamieńska jest niewiastą łagodną i impulsywną, upartą a jednocześnie ustępliwą, niezrównaną znawczynią ludzkich zachowań i człowieczej fizjognomiki. Łatwowierną, lecz o ścisłym, dociekliwym umyśle, która w strofach wiersza Jak się ubieram na wiosnę opowiada czytelnikowi: 

 

Ubieram się w strój , w jakim chodzi się do niewidomych,  

siadam tak obok starych aktorek umazanych szminką  

nie jestem nawet osobą, kimś, w kim można się kochać,  

nawet kimś , do kogo się mówi: koleżanko, pani czy żono  

(...)  

Ubieram się w strój zalecony, żeby nie było nadziei  

na radość, która mogłaby minąć wcześniej,  

na smutek, który by mnie uczynił szlachetniejszą niż jestem.  

Nawet broszkę - twoją czułość skryłam pod kołnierzem. 

 

Gdy spróbuje się przeanalizować przytoczony fragment, być może niejeden zwróci uwagę na swoisty solidaryzm oraz solidarność poetki z każdą, podobną doń kobietą: zwyczajną, buro szarą poczwarką, która w momencie najbardziej nieoczekiwanym przeistacza się w kobiecego, o jedwabistych, szafirowo rubinowych skrzydłach, motyla. Anna Kamieńskiej niezmiennie umie cieszyć się swym codziennym, miłością wypełnionym, życiem. A kiedy w wiekuistą ciszę odejdzie ten jej najdroższy, wówczas Anna niby nocny ptak nadaremno przywoływać go będzie z płonną nadzieją na to najkrótsze z krótkich, spotkanie. 

Bywa też, że uczuciowość Anny potrafi ją przemienić we wzorową matkę: 

 

Zaśnij w kropli bursztynowej,  

luli, garsteczko powietrza.  

(...)  

Zaśnij w ostrej igle szronu,  

luli w lodu kolebeczce 

 

i w chorą z miłości oblubienicę: 

 

Czy warto żyć? Zapytała.  

Jak to? Przecież ziemia jest gorąca od macierzanki.  

I jeszcze strumienie biegną z gór.  

 

Choć nie jest to takie pewne ... 

 

Nie na długo zresztą potrwa miłosne zauroczenie Anny, ponieważ przygodne namiętności są jej raczej obce. Kobiecość Anny nie pogubi się też w odnajdywaniu prawdy cudzego serca, bowiem nieodmiennie kieruje się ona mądrością serca własnego. Jej inteligencja potrafi być refleksyjna, konkluzje roztropne, a mijające lata płyną nurtem szeroko rozlanej rzeki nizinnej. Stosunkowo mocnej kondycji fizycznej, cierpi bezobjawowo, odchodząc nagle i niepostrzeżenie: 

 

Za twoją dobrą wolą, którąś w domu swoim  

Zawżdy okazywała, Anno, gościom twoim,  

Za dobrą myśl i one ućciwe biesiady  

Godna byś przetrwać była trzystoletnie dziady.  

Ale nam tych rozkoszy sroga śmierć zaźrzała,  

A ciebie prawie z naszych rąk nagle porwała.  

I chodzisz teraz brzegiem niepamiętnej wody,  

A my nieszczęścia płaczem i swej znacznej szkody.  

 

[Jan Kochanowski: Nagrobek Annie] 

 

pozostawiwszy po sobie pustkę i zachodem prześwietlone powietrze. 

 

[1] Przypuszczalnie Autor powinszowań umyślnie nie przypomniał Solenizantce, że imię jej również da się skojarzyć z innymi podobnymi doń słowami łacińskimi typu: anicula (stara baba, czyli babka) albo: anilis (pogardliwie: babski). 

[2] Por.: ciemny głos dziewczyny / wznosi się jak cyprys / pod sklepieniem z bursztynu (Janusz St. Pasierb: święta Anna krzyżowców. W: "doświadczanie ziemi", Kraków 1989, s. 28).  

[3] Por.: To imię przybyło z bardzo daleka, / A ma smak naszego chleba i mleka. / Jak malwa jest lub dziewanna: / Anna. (Ludwik Jerzy Kern: Anna. W: "Księga imion". Warszawa 1975, s.23). 

[4] Irena Parandowska: "Dzień Jana". Warszawa 1983, s.147 

[5] Echo Krakowa nr 74 / 1993, s. 10


witka
gladius tytanów
gladius tytanów
Posty: 1343
Zobacz teksty użytkownika:

Anna. Poezja Anny Kamieńskiej w Jej imię wpisana

Post#2 » 27 lip 2019, o 09:14

Czterdzieści pięć lat temu, jako szczawik, w technikum za wygrane w karty pieniądze kupiłem tomik jej wierszy. 

Pamiętam dwie frazy ; 

 

pisz tak abyś prześwitywał przez piszącą rękę 

 

kamienie o które rozbiją się nadzieje uratują was


kresowa pani

Anna. Poezja Anny Kamieńskiej w Jej imię wpisana

Post#3 » 27 lip 2019, o 17:44

Samotność Prorokini Anny (Wokół książeczki: Czytamy Annę Kamieńską. Szczecin 1992) 

 

Nawet nie przypuszczałam, że mój tekst Anna (Poezja Kamieńskiej w jej imię wpisana) zostanie tak życzliwie przyjęty, mimo iż zapewne sporo z Czytelników pamięta, że jej książki, zwłaszcza z lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych ubiegłego wieku, należały do najważniejszych lektur owych trudnych dekad. Jednak, jak to czasem oraz z czasem bywa, coś podziało się niedobrego. Poetka bowiem, tak najpierw komentowana, opłakiwana, żałowana, po 8 latach swej pośmiertnej recepcji (a liczyłam dokładnie) w 1995 roku zapadła raptem w swoiste zapomnienie, jedynie od przypadku do przypadku, jeszcze ktoś o niej coś wzmiankował, na nią się powołał względnie o niej napisał.  

To że odeszła przedwcześnie (urodzona 12 kwietnia 1920 roku, zmarła nagle 10 maja Roku Pańskiego 1986) wcale nie oznacza, że dzieło życia Kamieńskiej w jakiś bliżej nieokreślony sposób zostało niedokończone. Kamieńska pozostawiła po sobie naprawdę spory dorobek, który teraz po latach odczytany, w miarę uważnemu, a co najważniejsze: empatycznemu czytelnikowi zezwala na odtworzenie jej wyjątkowo oryginalnej osobowości. 

Na przełomie roku 1991/1992 zwróciła się do mnie [tylko nie pamiętam, czy Pani Ludmiła Marjańska czy Wydawczyni: Pani Barbara Arsoba] z prośbą o wyrażenie zgody na fragmenty przedruku mojego artykułu pt. Służba r11; Refleksje o Annie Kamieńskiej, której nie znałam osobiście [druk w miesięczniku W Drodze, nr 7-8/1986) po czym 9 grudnia 1992 roku otrzymałam książeczkę z nader sympatycznym dopiskiem: 

Pani Anieli Bireckiej egzemplarz autorski dedykuje z radością wydawnictwo BARBARA, w dzień św. Mikołaja 1992. 

 

Natomiast Barbara Arsoba w swojej Nocie Wydawcy w taki oto sposób scharakteryzowała analizowaną publikację: 

 

Anna Kamieńska nie potrafiła unieść swojej samotności, towarzyszyła jej często obsesja śmierci. Prezentowane w tej książce teksty wybrane zostały pod kątem tej właśnie tematyki. Książka zawiera zapiski z Notatników, wiersze z tomów: Biały rękopis, Wiersze jednej nocy,, W pół słowa, Milczenia i psalmy najmniejsze, Dwie ciemności i Wiersze ostatnie oraz fragmenty artykułów różnych autorów, drukowane wcześniej. 

 

A tekst mój dotyczył (o czym wyżej) tak zwanej służby poety oraz służebności samej poezji: 

 

Motto: 

Gdy wszedł tam anioł śmierci 

zastał bieliznę leżącą w nieładzie 

sztywny pas do podwiązek 

i ręce z których jedna 

sięgała po coś do podłogi 

stłuczona szklanka 

długopis pod stołem 

 

Anioł schylił się i pokornym gestem 

podniósł zmiętą pończochę 

pomny że śmierć to także służba 

 

(Anna Kamieńska, Służba) 

 

Wobec tego: [...] Czy można się zaprzyjaźnić z kimś, kogo się nigdy nie widziało, nie znało, prócz przekazanych przez niego dzieł? Widocznie można, jeżeli całkiem zwyczajny i przeciętny czytelnik odbiera śmierć Poetki jak odejście kogoś bardzo mu bliskiego.Zamieszczona w Tygodniku Powszechnym notatka-nekrolog znalazła się w mojej poczcie łącznie z awizem dotyczącym wykupienia książki Na progu słowa, uprzednio zamówionej w Wydawnictwie. W chwili obecnej autointerpretację Kamieńskiej odbieram niczym testament. Głos Poetki odbija się utrwalonym w podświadomości echem, bo jej cielesne jestestwo przejęła ziemia, duszę: sam Bóg. 

Moja przyjaźń z Kamieńską datuje się dokładnie od 1 czerwca 1975 roku: wówczas bardziej żartem niż serio ofiarowano mi z okazji tzw. Dnia Dziecka Pamiętnik ze współczesnej poezji polskiej zatytułowany: Horoskop, który ułożyła na każdy dzień roku Anna Kamieńska [...] 

Poezja Kamieńskiej pulsuje we mnie jak tętno: ta obecność Autorki teraz boleśnie przejrzysta przeźroczystością umarłych zajęła w mojej świadomości miejsce trwałe, nieusuwalne. Myślę jej wierszami, gdy np. podczas bezsenności w trakcie nieostatniej choroby, wbrew przejmującym perswazjom z Czuwania, sięgam po proszek. Gdy obserwuję drzewa, liść rabarbaru, kiedy w czasie zagrożeń i momentów niewiary patrzę na wizerunek Pani Jasnogórskiej [...] 

 

I na tym chwilowo urywa się moja refleksja. Swoista recenzja po przeszło dwudziestu latach. Teraz zaś trzeba ponownie sięgnąć do wierszy Prorokini Anny, jak niegdyś był mawiał X Prof. Janusz St. Pasierb, aby przypomnieć sobie wypowiedzianą przez Twórczynię prawdę, że: Tu, w poezji naprawdę nie ma nic, gdy nie ma biografii.


Wróć do „Kulturalnik”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość