Pióro w dłoń

Konkursy, pojedynki i plebiscyty organizowane przez i dla Artefaktowiczów. Każdy użytkownik może zorganizować event literacki (więcej informacji: tutaj).
Kostucha
Ostrze Armageddonu
Ostrze Armageddonu
Posty: 1811

Re: PIÓRO W DŁOŃ - seria V

Post#31 » 25 lut 2011, o 22:22

Powiem szczerze, że nie spodziewałam się, że skończę to jeszcze dzisiaj. :lol:
Moja wizja okazała się zbyt obszerna, a i tak ograniczyłam się.
Wyszedł mi z tego ni z owego tandetne romansidło. :lol:



Inne życie Emily Rustle

Szuru. Szuru. Szuru.
Emily Rustle z zaciętą miną szorowała szmatą po drewnianej podłodze. Musiała zmyć te naniesione przez ostatnich klientów brudy, które kalały nieskazitelnie czyste wnętrze sklepiku. Gdy skończyła, pozostała na ziemi w pozycji siedzącej, wrzucając wcześniej szmatkę do wiadra z wodą.
Dziś jest czwartek, przemknęło jej przez myśl. Dziś on tu przyjdzie.
I odpłynęła, cofając się do momentu, w którym poznała Gregory’ego McKinleya, mężczyznę pełnego tajemnic i niedopowiedzeń.

Stał bokiem do niej, przywiązując konia o maści koloru pszenicy do balustrady „Rustle & Rustle”, sklepu jej ojca. Emily akurat wracała od starej wdowy, dostarczając jej osobiście potrzebne produkty; zwróciła uwagę na jego wyświechtany, jasny płaszcz i zniszczone buty oficerki. Trafnie odgadła, że przybysz przyjechał z bardzo daleka i najwyraźniej ma interes do jej ojca.
Myślała, że minie go z wielką obojętnością wypisaną na twarzy zanim mężczyzna nie rzucił jej tego badawczego spojrzenia, które później prześladowało ją tej nocy. I drugiej. Trzeciej. Czwartej. I każdej następnej.
Spojrzenie jasnozielonych oczu, przeszywające na wskroś, zabijające jednym, celnym strzałem.

Emily ocknęła się z tych majaków i czym prędzej wstała z podłogi. Złapała za wiadro i wyszła na zewnątrz, wylewając na uboczu mydliny zmieszane z ziemią. Zasłoniła dłonią oczy, które niemiłosiernie raziło słońce i spojrzała w kierunku wjazdu do miasteczka. Zobaczyła to, co zwykle – znanych jej ludzi, krzątających się tu i ówdzie, udając, że pracują, siedząc na gankach domów i speluny, zabawiając się rozmową z młodą damą, kawalerem, doświadczonym seniorem, który zawsze udzieli dobrej i mądrej rady.
Szara codzienność, nigdzie śladu McKinleya, zajeżdżającego do sklepu jej ojca co tydzień, w każdy czwartek, lecz o różnych porach. Emily nie sprawiało to problemu, pracowała od rana do wieczora, nie mogłaby go przegapić. Za nic w świecie!
Bo on budził w niej coś, czego jeszcze nie odkryła.

Pojawił się na progu w blasku ostatnich promieni słonecznych. W skórzanym płaszczu, butach oficerkach i kowbojskim kapeluszu rzucającym cień na twarz. Ciemne, wystające spod ronda, proste, szpakowate włosy, gdzieniegdzie wchodziły za szeroką koszulę w kratę, w miejscu niedbale wyprasowanego kołnierzyka. Przy pasie miał po obu stronach jednakowe kabury na broń.
Emily dostrzegła, że Gregory uśmiecha się do niej. Inaczej. Jak straceniec. Przeszedł ją dreszcz.
- To, co zawsze, panie McKinley? – spytała czym prędzej, odwracając wzrok. Stała sama za ladą, ojciec pracował w ogródku.
- Jasne, dodaj do tego jeszcze mydło i paprykę. – Jego głos był chropawy, bardziej niż zwykle.
Dziewczyna nie ociągała się, szybko zrealizowała zamówienie i z ugrzecznionym uśmiechem, oddała je klientowi. Przy tym omal nie wypuściła paczki z rąk, gdy ciekawie zajrzała pod rondo kapelusza; jasnozielone oczy świdrowały ją na wskroś.
- To wszystko? - wykrztusiła.
Gregory McKinley skinął głową i wyszedł bez pożegnania. Ona jak ta głupia po kilku minutach wyszła za nim, kierowana impulsem i zostawiając sklep pusty.

Podążała za nim w coraz większych, zapadających ciemnościach. Już dawno zniknął jej z oczu, przemieszczając się od niej kilka razy szybciej na koniu, podczas gdy ona szła na piechotę.
Nie martwiła się, że zgubi drogę lub ktoś ją napadnie. Rodzinne okolice od zawsze, jak sięgała pamięcią, były bezpieczne. Prawdopodobieństwo, że teraz miałby ktoś ją napaść było bliskie zeru.
Kierowała się na wschód, w stronę rzeki – ludzie w miasteczku gadali, że tam właśnie mieszka McKinley. Nie wiedziała po co tam idzie i nie wiedziała, co zrobi, gdy już dotrze na miejsce. W jej umyśle zatarł się obraz jego oczu i uśmiechu, tak niezwyczajnego, a głupie, młode serce biło w tej chwili tylko dla niego.
Dla człowieka, o którym nic nie wiedziała. O którym nikt nic nie wiedział. Nie miał przeszłości i znikąd nagle się pojawił. Jego zawód, rodzina i dom były tajemnicą. A co z przyjaciółmi i wrogami? Na to pytanie także nikt nie potrafił odpowiedzieć. McKinley pojawiał się w miasteczku w każdy czwartek.

Już dawno zapadł zmierzch, gdy usłyszała szmer rzeki. Zmęczona pospieszyła ku niej i napiła się, nabierając w dłonie jak do miseczki. Woda była zimna i orzeźwiająca, od razu poczuła się lepiej. Rozejrzała się na miejscu i dostrzegła w oddali słup dymu. Z bijącym sercem poszła dalej.

Zatrzymała się przy małym zagonie dla koni przed małą, drewnianą chatką, gdzie dostrzegła aż cztery wierzchowce. Jednego rozpoznała bez trudu, dwa kolejne widziała po raz pierwszy w życiu, a ostatni wydał się znajomy. Miał ledwo widoczne plamki, które widziała jedynie w snopie światła rzucanym z okien chatynki. Resztę spowijał mrok.
- Czego tu szukasz? – Usłyszała za sobą chropawy głos, a zaraz potem szczęk towarzyszący odbezpieczaniu broni. Odwróciła się jak przyłapana na złym uczynku i wstrzymała oddech; między nią a strzelbą było jedynie dwa kroki odległości.
- J-ja… - zaczęła jąkać się, patrząc się wszędzie tylko nie na rozmówcę. Przy tym jej dłonie spociły się, a policzki pokrył szkarłatny rumieniec.
McKinley zaśmiał się cicho.
- Nasza mała Emily wybrała się na małą wycieczkę, nieprawdaż? – Brzmiało to bardziej jak stwierdzenie niż pytanie. Dziewczyna mimowolnie cofnęła się o krok. Nagle cały ten pomysł z przyjściem tutaj nie wydawał się teraz takim wspaniałym. Chyba po raz pierwszy w życiu poczuła strach. A co jeśli ją zabije? I to z własnej głupoty?
Szukając pomocy znikąd, zerknęła jeszcze raz na konie i… doznała olśnienia.
- Jesteś koniokradem – wypaliła na jednym wydechu. – A ta klacz zniknęła ostatnio z zagrody Harveya!
McKinley ponownie zaśmiał się cicho, zaraz potem spoważniał, przechylając głowę w bok, patrząc na nią z ukosa.
- Bystra jesteś. – Zabezpieczył broń i zawiesił na ramieniu. – Bystrzejsza niż myślałem.
- Co zamierasz teraz zrobić?
Wzruszył ramionami.
- Mogę zabić cię tu i teraz lub zmusić wszelkimi sposobami do zachowania milczenia, ale sądzę, że nie muszę niczego robić. Mylę się? – Błysnął w ciemności zębami.
- Nie.
- A teraz pozwól, że odwiozę cię do domu. Ojciec na pewno martwi się o swoją kochaną córeczkę.
Emily jedynie kiwnęła głową.

Mijały tygodnie, a ona nie pisnęła ani słówka o nielegalnej profesji Gregory’ego McKinleya. Wciąż pracowała w sklepie i wciąż spotykała go w każdy czwartek. On udawał, że nic nie zaszło tamtej nocy i tak naprawdę jego kontakty z Emily ograniczały się tylko do interesów w „Rustle & Rustle”. Jednak rzeczywistość była taka, że to w dziewczynie coś pękło. Poczuła się nagle samotna i pusta, a swoją pracę zaczęła odbierać jako nudną i mało emocjonującą. W dodatku nadal żywiła gorące uczucia względem koniokrada.
Była w rozsypce.
Dlatego pewnego dnia podjęła decyzję, która odmieniła jej życie. Ponownie wybrała się nad rzekę, do znanej jej chatki. McKinley nie wydawał się być zdziwiony, nawet z nonszalancją powiedział: - Wiedziałem, że w końcu przyjdziesz do mnie.
- A więc domyślasz się w jakiej sprawie?
- Tak. – Skinął głową, lecz nie powiedział nic więcej. Czekał, aż ona sama się przyzna.
- Pokaż mi, jak pracujesz.
Posłał jej szeroki uśmiech.
- Jak sobie życzysz.

Pewnego dnia Emily spytała się Gregory’ego, dlaczego tak szybko się zgodził, bardziej spodziewała się kłótni niż aprobaty. Wtedy on położył dłonie na jej ramionach i powiedział chropawym głosem: - Od początku dostrzegałem w tobie osobę pragnącą wyrwać się z rutyny, pragnącej innego, bardziej emocjonującego życia. Miałaś to wręcz wypisane na twarzy.
- Z litości – podsumowała urażona.
- Nie, jesteś po prostu podobna do mnie.
Emily Rustle wybrała podwójne życie. Ma dwadzieścia jeden lat, a jej partner trzydzieści cztery i razem kradną konie, choć ich życie mogłoby wyglądać całkiem inaczej.
Po prostu robię za zły charakter.

Awatar użytkownika
Camenne
Jawna opcja Mandaloriańska
Jawna opcja Mandaloriańska
Posty: 5024

Re: PIÓRO W DŁOŃ - seria V

Post#32 » 27 lut 2011, o 15:30

Głupi jest uroczy, o tekście Lai jakoś nie umiem napisać niczego - wiadomo, ładna miniaturka, ale nie odnajduję się w temacie i pewnie stąd zupełna pustka w głowie. A koniokrady są uroooocze, naprawdę spodobał mi się ten tekst, mój faworyt w tej rundzie :D I chropowaty głos, kupiłaś mnie od razu.
Po-ta-toes! Boil them, mash them, stick them in a stew. Lovely big golden chips with a nice piece of fried fish.


Skróty: Jak poprawnie zapisywać dialogiMyślnik, półpauza i dywiz (łącznik) – jak je poprawnie stosowaćJak wstawić wcięcia akapitowe:piorko: Piórko

Kostucha
Ostrze Armageddonu
Ostrze Armageddonu
Posty: 1811

Re: PIÓRO W DŁOŃ - seria V

Post#33 » 27 lut 2011, o 15:35

Lailerosse - Tekst fajny, można wczuć się w nastrój bohatera, podsumowującego swój żywot. Strasznie podobał mi się ten fragment:
Zawsze robił więc wszystko, czego nie powinien. Pił, choć nie powinien, palił, choć nie powinien, grał, choć nie powinien. Był z kobietą, z którą być nie powinien. Bo powinien… co? Położyć się i umrzeć?

to lekko dołujące dla człowieka tego pokroju, że umiera w łóżku, a nie z rewolwerem w dłoni. Szkoda mi go.

Zastanawia mnie jedno:
Choroba odebrała mu możliwość wykonywania zawodu, uczyniła z niego człowieka, którego lękano się, podziwiano, nienawidzono, a potem na powrót pokazała mu jego miejsce.

to choroba zrobiła też z niego super gostka? Czy może profesja...

Lira - Nie wiem, co ci się nie podoba w tekście, bo mi wszystko! Cały koncept z wpleceniem między opisami postaci opinii typu "głupi" i sam koniec szalenie przypadło mi do gustu *-*

Oeone - klasyczny pojedynek. :D Nie mam nic do zarzucenia. Trochę uczuć bohatera, trochę jego historii i ta walka, której rozstrzygnięcie jest dwuznaczne. albo było po Blakeyu, albo tym drugim. ;)


Widzę, że każda z nas miała zupełnie inny koncept na western xD
Po prostu robię za zły charakter.

Lira
Wójt gminy Artefakty
Wójt gminy Artefakty
Posty: 1338

Re: PIÓRO W DŁOŃ - seria V

Post#34 » 27 lut 2011, o 15:48

Lai - kupiłaś mnie już samym doborem postaci, bo, ojej, gruźlica. A ja mam słabość do chorób układu oddechowego, jakkolwiek dziwnie by to nie brzmiało. Szczerze mówiąc ten tekst chyba najbardziej mi się podobał z eventowych, miał w sobie to coś, co mnie całkowicie zauroczyło. Też nie wiem o co chodzi, ale jest AW!

On - bardzobardzo ładna miniaturka, więcej takich! <3 Było klimatycznie, było dobrze rozrysowane i ładnie zakończone, mra!

Kostucha - jej! Spojrzałaś na to z trochę innej strony i, szczerze mówiąc, nie spodziewałam się takiego zakończenia. Podobało mi się, naprawdę.
Hell hath no limits, nor is circumscrib'd in one self place; but where we are is hell,
And where hell is, there must we ever be.

Awatar użytkownika
Camenne
Jawna opcja Mandaloriańska
Jawna opcja Mandaloriańska
Posty: 5024

Re: PIÓRO W DŁOŃ - seria V

Post#35 » 27 lut 2011, o 15:58

Spojrzałaś na to z trochę innej strony i, szczerze mówiąc, nie spodziewałam się takiego zakończenia.
O tak, już myślałam, że skończy się śmiercią typu "nie mogę żyć z tą tajemnicą, zabij mnie!", a tu proszę. Niespodzianki jak najbardziej na plus + nietypowe podejście do tematu, dlatego tak mi się podobało :D
Po-ta-toes! Boil them, mash them, stick them in a stew. Lovely big golden chips with a nice piece of fried fish.


Skróty: Jak poprawnie zapisywać dialogiMyślnik, półpauza i dywiz (łącznik) – jak je poprawnie stosowaćJak wstawić wcięcia akapitowe:piorko: Piórko

Awatar użytkownika
Lailerosse
Ukryta Opcja Imperialna
Posty: 1997

Re: PIÓRO W DŁOŃ - seria V

Post#36 » 27 lut 2011, o 16:49

Ja od dziecka byłam fanką westernów, więc bardzo mi się spodobał ten prompt :D

Każdemu, kto chciałby się bliżej zapoznać z postacią, którą opisywałam polecam Tombstone, western z 1993 roku. Val Kilmer był tam zadziwiająco absolutnie genialny, no i przede wszystkim uważa się, że najlepiej udało mu się uchwycić charakter Doca ze wszystkich dotychczasowych ekranizacji.

Kostucha pisze:Zastanawia mnie jedno:
Choroba odebrała mu możliwość wykonywania zawodu, uczyniła z niego człowieka, którego lękano się, podziwiano, nienawidzono, a potem na powrót pokazała mu jego miejsce.

to choroba zrobiła też z niego super gostka? Czy może profesja...

Choroba uczyniła z niego... no tego, z czego jest znany. Z zawodu to był dentystą, ale z powodu gruźlicy nie mógł się tym zajmować - chyba niezbyt jasno to wplotłam, wybaczcie :)

Lir - jak zawsze uroczo. Nie wiem, o kogo, ani o co właściwie chodziło, ale było tak ciepłe i miłe, że nie dało się nie uśmiechnąć :D

Onek - samo południe nigdy się nie starzeje xD I wyszło Ci - miodzio, naprawdę. Blakey ma taki rys dobrego bohatera westernowego w takiej sytuacji - szczególnie spodobała mi się ta jego rezygnacja, że może zginąć z powodu baby i po co mu to w ogóle było :lol: Super!

Kostucha - oj, zaraz tandetne :D Wprawdzie ja się spodziewałam akurat takiego zakończenia - chociaż nie, jak w zasadzie liczyłam na takie zakończenie, bo mam dość bohaterów (bohaterek, w zasadzie, szczególnie bohaterek), którzy zawsze wybierają dobrą i prawą drogę, dlatego się ucieszyłam, że tak to wyszło, o xD
"I'm not evil, I'm just differently moral."

"Life's a bitch, now so am I."

“To be a Sith is to taste freedom and to know victory."

Kostucha
Ostrze Armageddonu
Ostrze Armageddonu
Posty: 1811

Re: PIÓRO W DŁOŃ - seria V

Post#37 » 27 lut 2011, o 18:16

Lailerosse pisze:
Kostucha pisze:Zastanawia mnie jedno:
Choroba odebrała mu możliwość wykonywania zawodu, uczyniła z niego człowieka, którego lękano się, podziwiano, nienawidzono, a potem na powrót pokazała mu jego miejsce.

to choroba zrobiła też z niego super gostka? Czy może profesja...

Choroba uczyniła z niego... no tego, z czego jest znany. Z zawodu to był dentystą, ale z powodu gruźlicy nie mógł się tym zajmować - chyba niezbyt jasno to wplotłam, wybaczcie :)


Jak tak, to teraz rozumiem. :D


Miło, że spodobał wam się mój tekst. Dzięki.
Byłam przekonana, że zakończenie jest baaardzo przewidywalne :D
Po prostu robię za zły charakter.

Wróć do „Konkursy, plebiscyty i pojedynki”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość