Pióro w dłoń

Konkursy, pojedynki i plebiscyty organizowane przez i dla Artefaktowiczów. Każdy użytkownik może zorganizować event literacki (więcej informacji: tutaj).
Giwi

Re: PIÓRO W DŁOŃ - seria III

Post#11 » 19 lut 2011, o 23:08

Ja się poddaje, prompt mnie totalnie pobił :D

Awatar użytkownika
Lailerosse
Ukryta Opcja Imperialna
Posty: 1997

Re: PIÓRO W DŁOŃ - seria III

Post#12 » 20 lut 2011, o 01:44

Ha! HA! Wiem, że trochę późno, ale przemogłam się i dokończyłam, co zaczęłam :D Naprawdę, szkoda mi było tak dobrego prompta.
Tym razem coś tylko i wyłącznie mojego. Poświęcenieverse, wersja 1.5-prawie-poprawiona, gdzie Acumen przynajmniej próbuje ukrywać, jak tak naprawdę zarabia na życie ;P


[center]Obsesja[/center]

Trudno jakąkolwiek obsesję nazwać niewinną, czy nieszkodliwą, tym bardziej, jeśli u jej źródeł leży nieudana próba zabójstwa dokonana przez kobietę, którą niektórzy uważali co najwyżej za miejską legendę. Początkowo mógł tłumaczyć się ciekawością, chęcią odwetu, potem próbą zbliżenia się poprzez nią do magów, aż w końcu, gdy uparcie udawała zwykłą szlachciankę znajdującą się pod opieką starszego lorda i nic nie wskazywało na to, że w najbliższym czasie odkryje przed nim swoją prawdziwą tożsamość, czuł, że zabrnął w ślepy zaułek, gdzie zwyczajnie brakowało mu wymówek.
Aleksander nie był człowiekiem, którym łatwo manipulować, ale mimo to nie zorientował się, w którym momencie go przejrzała, ani kiedy dokładnie wciągnęła go w swoją grę. Dopiero, gdy zaczęła nawiedzać go w snach, uśmiechając się tryumfująco, z figlarnym błyskiem w antracytowych oczach, musiał przyznać, że w gdzieś w międzyczasie najwyraźniej stracił kontrolę nad całą sytuacją.
Dziesiątki razy analizował wszystkie swoje ruchy, począwszy od nocy, gdy zobaczył ją po raz pierwszy, zszokowaną i wściekłą, kiedy jej pocisk chybił celu. Potem pozwolił sobie spojrzeć na nią jeszcze raz oczami swojego sługi, zanim, niezbyt finezyjnie, trzeba przyznać, ogłuszyła go kawałkiem cegły. Jednak przez tę krótką chwilę zastygł, niczym zahipnotyzowany wpatrując się w jej smukłą sylwetkę, śledząc kocie ruchy, obserwując jak kącik pełnych warg unosi się w lekkim uśmiechu. Gdy spojrzała w oczy Kruka, Aleksander miał wrażenie, że tak naprawdę patrzy prosto na niego i natychmiast wyskoczył ze świadomości swojego sługi, bez żalu zostawiając go na jej łasce. Prawdopodobnie powinien był wziąć pod uwagę to, iż najwyraźniej zyskała nad nim przewagę już od samego początku i pozwalając się wciągnąć w tę rozgrywkę od razu znalazł się na przegranej pozycji. A z drugiej strony, być może gdzieś w głębi duszy ten jeden jedyny raz wcale nie chciał wygrywać…
Wypatrywał jej oczami swych szpiegów i zdumiał się, gdy zobaczył, jak spokojnie, w biały dzień, przechadza się po ulicy, w wytwornej kremowej sukni i małym, przekrzywionym zawadiacko koronkowym kapelusiku, rozprawiając o czymś wesoło z towarzyszącymi jej kobietami. Przez chwilę myślał, że się pomylił, ale poruszała się z identyczną, niewymuszoną gracją, a jej antracytowe oczy, pozornie skupione na rozmówczyni, ukradkiem sondowały otoczenie. Aleksander zrozumiał, że prawdopodobnie jest jedną z nielicznych wciąż żyjących osób, które widziały ją przy pracy, być może nawet jej pierwszą osobistą porażką od lat. Miał nadzieję przyłapać ją na tym, że prowadzi podwójne życie, ale zdawała się wyczuwać, kiedy jest śledzona. Mimo to nigdy nie wyglądała na przestraszoną, najwyżej nieco spiętą i trochę ostrożniejszą. Kiedy to wszystko się zmieniło?
Och, popełnił kilka błędów, podświadomie dając się zwieść masce beztroskiej panny. Zapomniał, że ona także jest doskonałym tropicielem, a w dodatku wie, za czym się rozglądać. Parę razy przyłapała go, zanim zdążył kazać Krukowi odlecieć w bezpieczniejsze miejsce. Czy już wtedy zaczęła obmyślać kontratak? Albo po konfrontacji z Vertim, kiedy przekonała się, że Aleksander może osobiście kontrolować swoje sługi? Czy to w tym momencie postanowiła na odległość owinąć go sobie wokół palca?
Nie, nie mógł sobie przypomnieć, kiedy to się dokładnie zaczęło… Może tylko mu się wydawało, może wcześniej też nosiła sukienki z odrobinę głębszym dekoltem i opuszczała nieco niżej szal, odsłaniając zgrabne ramiona? Może przedtem też tak wysoko upinała włosy… Jeśli tak, dlaczego dopiero teraz zaczął przyłapywać się na tym, że wpatruje się w jej smukłą szyję albo kontempluje sposób, w jaki ciemne loki zwijają się w miękkie sprężynki tuż nad karkiem? A kiedy pomyślał, że kiedyś, z czasem prawdopodobnie uda mu się uodpornić na ten widok, przestała nosić upięte fryzury, pozwalając, by włosy opadały jej czarną, jedwabistą kurtyną na plecy. Od tej pory miał ochotę wpleść palce w te jedwabiste fale, pragnął odgarnąć je z jej ramion, by z powrotem mieć dostęp do tego zagadkowo hipnotyzującego miejsca tuż nad obojczykiem.
Widział, jak rozmawia z innymi kobietami, uśmiechając się grzecznie i przytakując, choć najczęściej wyraźnie udawała zainteresowanie. To, że znał jej sekret, a pozostali nie, napawało go beznadziejnie niedojrzałą satysfakcją, a równocześnie na moment potrafiło wyrwać z tego dziwacznego otumanienia. Z zażenowaniem przypominał sobie wtedy, że nie ma powodów do radości, bo przecież właśnie po to ją śledzi - by przyłapać ją na czymkolwiek, czym odkryłaby swoją tożsamość. Zrozumiał, że wszystko wymknęło mu się spod kontroli, kiedy zaczął odnosić wrażenie, iż mogłaby zabić kogoś na jego oczach, a on nawet nie zwróciłby na to uwagi, gdyby akurat miała na sobie pewną specyficzną sukienkę w kolorze czerwonego wina, obszywaną czarną koronką, ewidentnie balansującą na granicy przyzwoitości.
Obserwował, jak flirtuje z mężczyznami, uśmiecha się lekko lub przechyla delikatnie głowę, pozwalając im się zbliżyć i szeptać do ucha, jednak zaraz odsuwa się, niezmiennie trzymając ich na dystans. W takich momentach z jednej strony im współczuł, widząc, iż nie tylko jego ma zwyczaj tak torturować, a z drugiej, zazdrościł tej bliskości, nawet tak ostrożnie dawkowanej. Zanim się zorientował, zaczął pragnąć smaku, zapachu, dotyku i choć wiedział, że nigdy nie będzie tego miał, nie mógł oderwać wzroku.
Nawet, gdy była całkiem sama w posiadłości lorda Limericka, nie przerywała swojej gry. Tak, wtedy już zorientował się, że to gra przeznaczona specjalnie dla niego, lecz postanowił poudawać przed samym sobą, iż zwyczajnie jest ciekaw, co takiego jeszcze wymyśli. Jej pokoje, w których czasem zostawała na noc, znajdowały się w oddalonej części pałacu, wchodzącej w rozległe, na wpół dzikie ogrody, daleko od ciekawskich oczu pozostałych mieszkańców, pracowników, a nawet służby. Panująca tam atmosfera intymności doprowadzała go do szaleństwa, a każdy jej gest wydawał się wyjątkowo… osobisty.
Gdy piła wino, pozwalała, by kilka kropel zwilżało jej usta, nadając im kolor głębokiej czerwieni, a on potem śnił, jak spija tę wilgoć z warg, smakuje ciężkiej słodyczy na jej języku.
Wychodząc na taras, powoli rozsznurowywała suknię, lecz kiedy zaczynał się zastanawiać, czy postanowiła stoczyć bitwę z jego poczuciem przyzwoitości, znikała we wnętrzu pałacu, dokładnie w momencie, gdy materiał miał zsunąć się z jej ramion.
Pewnego popołudnia przyszła prosto z miasta, ściągnęła kapelusz i rzuciła go na stół. W zamyśleniu wyplotła z niego czerwoną jedwabną wstążkę i zaczęła okręcać ją wokół nadgarstka ściskając delikatnie, wciąż z tym samym, na wpół świadomym wyrazem twarzy. Po chwili pozwoliła jej się rozwinąć i, wijąc się między smukłymi palcami, powoli spłynąć na podłogę tarasu. Westchnęła cicho i weszła z powrotem do środka, zaś Aleksander kazał Krukowi odlecieć, niepewny, co to wszystko miało oznaczać. Jeszcze tej samej nocy przyśniła mu się czerwona jedwabna wstążka owinięta wokół smukłych nadgarstków i czarne oczy spoglądające na niego z wyzwaniem.
Zaś raz chyba zapomniała o jego obecności, bo jedynie siedziała na tarasie w zwiewnej, letniej sukience, z bosymi stopami i kolanami podciągniętymi pod brodę, wpatrując się smutnym, zmęczonym wzrokiem w drzewa kołyszące się na wietrze. Zostawił ją, zanim całkowicie opanowało go pragnienie, żeby ją przytulić i pomóc zapomnieć o wszystkich zmartwieniach.
Nigdy nie zrobiła niczego jednoznacznie wyzywającego, wyraźnie bawiąc się jego wyobraźnią i, musiał przyznać, udało się jej, bo ta ostatecznie całkowicie wymknęła mu się spod kontroli.
Chciał móc patrzeć na nią w nieskończoność. Pragnął wpaść do posiadłości Limericka, wziąć ją w ramiona i spełnić każdą fantazję, którą kazała mu przeżywać. A potem spędzić jedno z tych złotych popołudni na skąpanym w słońcu tarasie, dzieląc leniwe pocałunki smakujące chłodnym winem i zapomnieć o całym świecie...
Gdy kilka dni po tym, jak ostatecznie przestał ją śledzić, zjawiła się na zjeździe Rady Królewskiej ubrana w tę niemal-skandaliczną suknię i z czerwoną wstążką wplecioną we włosy, na moment zaniemówił. Na szczęście zanim ogarnęła go ochota, żeby się uszczypnąć i sprawdzić, czy to nie sen, przypomniał sobie, że jest w towarzystwie.
- Proszę nie zwracać na nią uwagi. – Usłyszał zniesmaczony głos lady Milette. - Zawsze lubiła prowokować.
Aleksander odwrócił się z powrotem do swojej rozmówczyni, ze wszystkich sił próbując powstrzymać uśmiech.
"I'm not evil, I'm just differently moral."

"Life's a bitch, now so am I."

“To be a Sith is to taste freedom and to know victory."

Awatar użytkownika
Camenne
Jawna opcja Mandaloriańska
Jawna opcja Mandaloriańska
Posty: 5024

Re: PIÓRO W DŁOŃ - seria III

Post#13 » 20 lut 2011, o 14:12

Lai, zdążyłaś :D I nie mam słów do tego tekstu, jest naprawdę świetny, równie świetny jak potterowski na serię II, ale w zupełnie innym klimacie, tamten był rozbrajający, ten pełen ukrytych westchnięć, aż nie wiem, co podobało mi się bardziej :shock: Ale na pewno podoba mi się drugie oblicze Acumen, smutne spojrzenia i westchnięcia, jak dotąd była dla mnie tylko świetną, nieco sukowatą (ale w tym pozytywnym książkowym znaczeniu :lol:) i twardą skrytobójczynię.

Dalej się już tak nie rozpiszę, nie miałam jakiś ciekawych spostrzeżeń, a oba mi się podobały :lol:
Lir - fajna zabawa kolorami, na to zwróciłam uwagę, podoba mi się taki motyw :D
Kostucha - po prostu ładny tekst, ładna pointa, ładnie wyważony - niczego za mało, niczego za dużo, tak akurat :)
Po-ta-toes! Boil them, mash them, stick them in a stew. Lovely big golden chips with a nice piece of fried fish.


Skróty: Jak poprawnie zapisywać dialogiMyślnik, półpauza i dywiz (łącznik) – jak je poprawnie stosowaćJak wstawić wcięcia akapitowe:piorko: Piórko

Awatar użytkownika
Camenne
Jawna opcja Mandaloriańska
Jawna opcja Mandaloriańska
Posty: 5024

PIÓRO W DŁOŃ - seria IV

Post#14 » 20 lut 2011, o 14:53

Wreszcie czas na mojego prompta :twisted: Rzucam więc:

[center]Goldfrapp - Happiness
oficjalny teledysk: http://www.youtube.com/watch?v=mnHlGONToIc
[/center]

Termin wrzucenia tekstów przypada na wtorek 22 II.
Uczestnicy: Giwi, Lailerosse, Lira, Kostucha, Oeone.
Po-ta-toes! Boil them, mash them, stick them in a stew. Lovely big golden chips with a nice piece of fried fish.


Skróty: Jak poprawnie zapisywać dialogiMyślnik, półpauza i dywiz (łącznik) – jak je poprawnie stosowaćJak wstawić wcięcia akapitowe:piorko: Piórko

Awatar użytkownika
Lailerosse
Ukryta Opcja Imperialna
Posty: 1997

Re: PIÓRO W DŁOŃ - seria III

Post#15 » 20 lut 2011, o 19:40

Oj, bo ten prompt był jednak zbyt fajny, żeby ostatecznie go poddać :D Szczególnie, że od razu wydał mi się wręcz stworzony dla tej pary :roll:

Onek -> Ładnie, ale za krótko :P
Lir -> Mmm, mnie się też spodobała ten motyw koloru. Czerwień tutaj dała taki, hm, duszny nastrój, przez co finał, nawet jeśli makabryczny, wydaje się na swój sposób na miejscu - po prostu jakby podążał za całą atmosferą. Dobra, gadam bez sensu. W każdym bądź razie, podobało mi się xD
Kostucha -> Tekst momentami wywoływał u mnie różne dziwne skojarzenia, ale to tylko ja, nie należy na mnie zwracać uwagi :P Popieram Onka, dobrze wyważony, dobrze wykreowany nastrój i bardzo trafiona pointa. Generalnie ok :D
"I'm not evil, I'm just differently moral."

"Life's a bitch, now so am I."

“To be a Sith is to taste freedom and to know victory."

Awatar użytkownika
Camenne
Jawna opcja Mandaloriańska
Jawna opcja Mandaloriańska
Posty: 5024

Re: PIÓRO W DŁOŃ - seria III

Post#16 » 20 lut 2011, o 19:55

Kostucha -> Tekst momentami wywoływał u mnie różne dziwne skojarzenia, ale to tylko ja, nie należy na mnie zwracać uwagi :P

+
A on był tak nieuchwytny pomimo dzielenia wspólnego łóżka. Łączyły nas tylko trzy rzeczy: seks, alkohol i muzyka. (...) Zawsze wiedział, jak skutecznie zamknąć mi usta.

:D
Po-ta-toes! Boil them, mash them, stick them in a stew. Lovely big golden chips with a nice piece of fried fish.


Skróty: Jak poprawnie zapisywać dialogiMyślnik, półpauza i dywiz (łącznik) – jak je poprawnie stosowaćJak wstawić wcięcia akapitowe:piorko: Piórko

Kostucha
Ostrze Armageddonu
Ostrze Armageddonu
Posty: 1811

Re: PIÓRO W DŁOŃ - seria III

Post#17 » 20 lut 2011, o 19:59

:lol:
Śmiałam się z dobrą minutę, jak tylko przeczytałam wasze posty. Rzeczywiście, jak na to spojrzeć z tej strony, to dwuznacznie można zrozumieć :lol:
Po prostu robię za zły charakter.

Awatar użytkownika
Camenne
Jawna opcja Mandaloriańska
Jawna opcja Mandaloriańska
Posty: 5024

Re: PIÓRO W DŁOŃ - seria IV

Post#18 » 22 lut 2011, o 12:40

Ach, ten kicający pan :D


[center]Arnold[/center]
Króliczek Jane Watson był Idealnie biały, kochany i miał klapnięte lewe uszko. Miał też beżową łatkę na brzuszku, o której wiedziała tylko sama Jane. Poruszał nieustannie różowym noskiem, gdy tylko na niego patrzyła. Myślała wtedy, jak bardzo go kocha. Gdy on na nią patrzył zza żelaznych kratek, zastanawiał się dlaczego.
Arnold był małym, puchatym więźniem metalowej klatki. Za nią zaczynała się wolność, właśnie za tymi kratkami, które gryzł codziennie, gdy tylko dziesięcioletnia Jane wychodziła do szkoły. Codziennie obserwował, jak dziewczynka podciąga białe zakolanówki i poprawia kołnierzyk mundurka jej idealnej prywatnej szkoły. Gdy tylko wychodziła, zaczynało się dla niego inne życie, które kończyło się wraz z drugą piętnaście.
Wszystko w życiu Jane Watson było idealne. Szkoła, rodzice, dom i Arnold. Natomiast życie Arnolda było dalekie od wymarzonego.
— Nie martw się, Arni, niedługo wrócę!
— Wrruuu — fuknął, gdy zamknęła za sobą pomalowane na biało drzwi. Zawieszony na haczyku pudroworóżowy płaszczyk zawirował.
Potrzepał tylną łapką prawe ucho i pokicał do drzwiczek klatki. Podgryzł uszczerbiony już spaw i pchnął lekko. Lekko zgrzytnęło, gdy otworzyły się. Popatrzył jeszcze smętnie na porcelanową miseczkę w króliki, w której leżała kupka ziaren słonecznika i kawałek liścia sałaty, i wyskoczył na dywan.
Zawsze wskakiwał po pochyłej ściance drewnianego domku dla lalek — machały z niego naga Mary Anne i Barbie w błękitnej sukience z falbanką — na fotel, z którego wdrapywał się na parapet okna. I wtedy widział inne życie. Spod nieuszczelnionej framugi leciutko wiało świeże powietrze, ciepłe i wciąż wilgotne od porannej mgły. Patrzył przez szybę obklejoną żelowymi witrażykami na zielone podwórko i klon z karmnikiem dla ptaków. Siedział tak tylko chwilę, bo wiedział, że zaraz matka Jane przyjdzie z woreczkiem króliczej karmy, a później wymieni trociny w jego małym więzieniu.
Gdy usłyszał ją na schodach, siedział już schowany w drewnianym domku, a drzwiczki były domknięte tak, że nikt nie byłby w stanie zorientować się o małej wycieczce.
— Arni, Arni, jesteś tam?
Zajrzała do domku; mały Arnold przez okienko domku zobaczył tylko złote włosy. Dostrzegł, jak do miseczki wpada garść mieszanki ziaren. Zatrzeszczały klepki parkietu, gdy kobieta zaczęła krzątać się po pokoju.
— Kurwa! — I zaraz do krzyku dołączył się brzdęk tłuczonego szkła. Wykicał szybko z domku i od razu poczuł, że ten dzień będzie inny, gdy wysoka kobieta ze złością popatrzyła na kupkę ziemi na dywaniku. Po chwili tarła kremowy materiał płynem do czyszczenia, mamrocząc, jak to środek śmierdzi, i otworzyła okno na oścież. Wymamrotała kolejne: „Kurwa” i wyszła.
Była to szansa jedna na milion w jego krótkim, króliczym życiu. Gdy wypadł z klatki, kicał szybciej, niż kiedykolwiek wcześniej, a lekkie podmuchy wiatru szarpały jego futerkiem. Niezgrabnie wylądował na śliskim parapecie, niemal lądując na plecach, ale szybko poderwał się. Podparł się łapkami o framugę okna. Czuł rześkie, świeże powietrze. Gdyby ktoś na niego spojrzał, zobaczyłby wielkie, rozwarte z podniecenia czarne oczka, które pochłaniały obraz, i nerwowo poruszające się nozdrza. Widział wszystko, co kiedyś mógł śledzić tylko przez grube szkło, i zanim zdążył pomyśleć, wyskoczył z okna.
Arnold skakał właśnie w swoje nowe, idealnie wolne życie. Niekoniecznie długie.
Po-ta-toes! Boil them, mash them, stick them in a stew. Lovely big golden chips with a nice piece of fried fish.


Skróty: Jak poprawnie zapisywać dialogiMyślnik, półpauza i dywiz (łącznik) – jak je poprawnie stosowaćJak wstawić wcięcia akapitowe:piorko: Piórko

Kostucha
Ostrze Armageddonu
Ostrze Armageddonu
Posty: 1811

Re: PIÓRO W DŁOŃ - seria IV

Post#19 » 22 lut 2011, o 12:49

Po przeczytaniu tekstu zadałam sobie pytanie, czy to był dom jednopiętrowy czy może wieżowiec. :P
W sumie jest w tekście "dom", ale nie wiem, jak to zinterpretować. xD
Po prostu robię za zły charakter.

Awatar użytkownika
Camenne
Jawna opcja Mandaloriańska
Jawna opcja Mandaloriańska
Posty: 5024

Re: PIÓRO W DŁOŃ - seria IV

Post#20 » 22 lut 2011, o 13:00

Mógł być tez dom dwupiętrowy i wyższy :D Ale kto to wie, czy po prostu zdechł ze starości (w końcu króliki długo nie żyją), czy coś go zjadło, czy rozbił się o beton, prawda? :lol:
Po-ta-toes! Boil them, mash them, stick them in a stew. Lovely big golden chips with a nice piece of fried fish.


Skróty: Jak poprawnie zapisywać dialogiMyślnik, półpauza i dywiz (łącznik) – jak je poprawnie stosowaćJak wstawić wcięcia akapitowe:piorko: Piórko

Wróć do „Konkursy, plebiscyty i pojedynki”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość