Konkurs "Pożegnanie lata" - prace konkursowe i głosowanie

Konkursy, pojedynki i plebiscyty organizowane przez i dla Artefaktowiczów. Każdy użytkownik może zorganizować event literacki (więcej informacji: tutaj).

Które prace są twoim zdaniem najlepsze?

Czas głosowania minął 27 paź 2018, o 20:06

Praca 1 - ***
3
7%
Praca 2
4
9%
Praca 3
1
2%
Praca 4 - Ostatnie promienie słońca
2
4%
Praca 5 - Jesienna Tragedia
11
24%
Praca 6 - Szczęśliwa wyspa
5
11%
Praca 7 - Czas jesieni
1
2%
Praca 8 - Wrzesień
2
4%
Praca 9 - Niezapowiedziana wizyta
4
9%
Praca 10 - Nocleg u Margit
13
28%
 
Liczba głosów: 46

Awatar użytkownika
Camenne
Jawna opcja Mandaloriańska
Jawna opcja Mandaloriańska
Posty: 5024

Konkurs "Pożegnanie lata" - prace konkursowe i głosowanie

Post#1 » 14 paź 2018, o 19:47

Zapraszam do zapoznania się z dziesięcioma tekstami nadesłanymi na konkurs!
Teksty są opublikowane anonimowo jako Praca 1-10 i umieszczone poniżej jako odrębne posty. Ich autorów poznacie podczas ogłaszania zwycięskiego utworu.

Głosować możecie poprzez ankietę, która potrwa tydzień. Macie do dyspozycji trzy głosy, tym razem jednak możecie dowolnie nimi rozdysponować - jeżeli zechcecie, jeden tekst może zdobyć aż trzy, możecie rozdzielić je na dwie prace lub, tradycyjnie, oddać po jednym głosie na trzy opcje. Możecie zmieniać głosy w trakcie trwania ankiety.
Głosować może każdy chętny użytkownik, również uczestnicy konkursu, ale pamiętajcie, że nie można oddawać głosów na własny tekst.

Spis prac:

Szczegółowy regulamin konkursu, w tym dokładne informacje dotyczące głosowania, znajdziecie tutaj.

Wszystkim życzę miłej lektury i owocnego głosowania, a uczestnikom powodzenia!
Po-ta-toes! Boil them, mash them, stick them in a stew. Lovely big golden chips with a nice piece of fried fish.


Skróty: Jak poprawnie zapisywać dialogiMyślnik, półpauza i dywiz (łącznik) – jak je poprawnie stosowaćJak wstawić wcięcia akapitowe:piorko: Piórko

Awatar użytkownika
Camenne
Jawna opcja Mandaloriańska
Jawna opcja Mandaloriańska
Posty: 5024

Konkurs "Pożegnanie lata" - prace konkursowe i głosowanie

Post#2 » 14 paź 2018, o 19:47

Praca 1

***


Ostatnie promienie
Letniego słońca
Oświetliły amfiteatr
Wrzesień dał znak
Bukową gałązką

Zadzwoniły krople deszczu
Wiatr zagrał na drzewach
Liściasty balet zaszeleścił sukienkami
Jeleń zaśpiewał basem
Król lasu na złotym dywanie

Dzień zrównał się z nocą
Z orszakiem kasztanów
W kolczastych zbrojach
Przybyła piękna pani
W sukni z babiego lata
I czerwonych koralach
Po-ta-toes! Boil them, mash them, stick them in a stew. Lovely big golden chips with a nice piece of fried fish.


Skróty: Jak poprawnie zapisywać dialogiMyślnik, półpauza i dywiz (łącznik) – jak je poprawnie stosowaćJak wstawić wcięcia akapitowe:piorko: Piórko

Awatar użytkownika
Camenne
Jawna opcja Mandaloriańska
Jawna opcja Mandaloriańska
Posty: 5024

Konkurs "Pożegnanie lata" - prace konkursowe i głosowanie

Post#3 » 14 paź 2018, o 19:48

Praca 2

tego lata

kreowałam historie ze szczęśliwym zakończeniem
żeby dać nadzieję potrzebującym

a później spędzałam wiele godzin przed lustrem
próbując dowiedzieć się kim jestem

i byłam tak pewna siebie że mogłam zniknąć
jak kwiat ze starego zielnika

tego lata

upadłam myśląc że nie powstanę
budziłem się spekulując że już nie upadnę

krzyczałam kiedy powinnam milczeć
milczałam gdy winnam podnosić głos

trzymałem czyjąś rękę tak bardzo
aż bolałam że jest z zimnej porcelany

tego lata

mogłeś zepchnąć mnie z klifu
na pożegnanie rzekłabym uwielbiam latać
Po-ta-toes! Boil them, mash them, stick them in a stew. Lovely big golden chips with a nice piece of fried fish.


Skróty: Jak poprawnie zapisywać dialogiMyślnik, półpauza i dywiz (łącznik) – jak je poprawnie stosowaćJak wstawić wcięcia akapitowe:piorko: Piórko

Awatar użytkownika
Camenne
Jawna opcja Mandaloriańska
Jawna opcja Mandaloriańska
Posty: 5024

Konkurs "Pożegnanie lata" - prace konkursowe i głosowanie

Post#4 » 14 paź 2018, o 19:49

Praca 3

nie zniosę września.


gasnące flamenco na autostradzie
w porze odlotu czapli. schodzenie w dół blokowisk
zasypanych klawiszami pianina. wino, więcej
wina i dym papierosów, przed którym nie chroni
maska ani klisza. miałem kiedyś parę
cieni. niepewnej nocy połknął je fabryczny smog.


nie zniosę września.


włóczęgi ze starcem o bezkształtnych rysach,
bańki deszczu wytrząsane z kapelusza:
pamiątki z lata, posiadania zielonych banknotów
spadających w melioracyjny rów. dzisiaj
zostały loafersy i poszetki, odznaki
wojennego inwalidy, gra świateł, blichtr, skyway.


a wiosną? płakało, zanim nauczyło się mówić.
i to jak: sąsiadki z wioski przybiegały przez śnieg.
czego uno tak płacze? czy je biju? – a to tylko
do ciepłego klucha z przyjaznym uśmiechem przylgnął
supełek z pętelką.
Po-ta-toes! Boil them, mash them, stick them in a stew. Lovely big golden chips with a nice piece of fried fish.


Skróty: Jak poprawnie zapisywać dialogiMyślnik, półpauza i dywiz (łącznik) – jak je poprawnie stosowaćJak wstawić wcięcia akapitowe:piorko: Piórko

Awatar użytkownika
Camenne
Jawna opcja Mandaloriańska
Jawna opcja Mandaloriańska
Posty: 5024

Konkurs "Pożegnanie lata" - prace konkursowe i głosowanie

Post#5 » 14 paź 2018, o 19:49

Praca 4

Ostatnie promienie słońca


Janusz na wakacje czekał bardziej niż na rozpoczęcie sezonu wędkarskiego. Pierw pojechali z Halynką na Noc Kabaretów. Ubawił się do łez na skeczu, gdzie chłopa przebrali za babę. Najprawdopodobniej była to najzabawniejsza rzecz, jaką widział w swoim życiu. Później mieli „ol inkluziw” w hoteliku SanMarynero we Władku. Codziennie jedli gofery z bito śmietano, taplali się w morzu i kosztowali nadmorskich przysmaków w postaci gotowanej kukurydzy, zamknięci w swoim otoczonym murem plażowym bastionie. Wieczorami grali w cymbergaja i sączyli piwko. Niemal jak za czasów młodości. Kowalskiemu to aż dupsko spuchnie, jak mu powie, że se tymi rencyma dorsza z Bałtyku sam złowił. Kowalski to se mógł co najwyżej ukleje z lodówki w Oszołomie złowić!
Wszystko, co dobre, niestety szybko się kończyło. Wrócili właśnie do Wygwizdowa Dolnego. Szara rzeczywistość uderzyła w nich już na wejściu do bloku. Pies Kowalskiego znowu zejszczał się pod drzwiami, a Janusz, wzorem prawdziwego dżentelmana, niósł za Halynką wszelkie bambetle po schodach, bo winda nadal nie działała. Zasapany dowlókł się do piątego piętra i postanowił na momencik przystanąć.
– Co tam, somsiad – powitał go Kowalski, a jego cziłała warczała w progu, tocząc pianę z pyska. – Wakacje i po wakacjach?
– Ano po, a pan co, dupa w domu znowuż?
– A w domu, niedużo do Passata brakuje. Jutro butelki sprzedam, to w sam raz będzie. – Zarechotał.
Janusz machnął ręką, gotów ruszyć dalej, bo co miał się zadawać z tym złodziejskim nasieniem, ale cziłała złapała go zębami za rzep sandała.
– Panie, kurła, bier pan tego szczura, bo nie ręczę za siebie!
– Szczura, Janusz, to ty do łóżka co dzień wpuszczasz! – odwarknął Kowalski, zabierając ujadającego psa na ręce, zadowolony z siebie, czując się zapewne zwycięzcą.
Tego było już za wiele. Nikt, a szczególnie Kowalski, nie będzie mu tu Halynki obrażał! Janusz odrzucił tobołki i walizy. Plażowy parasol potoczył się po schodkach z cichym stukotem. Sąsiedzi, zaalarmowani wrzaskami na klatce, uchylali drzwi, by przyglądać się tej potyczce. Janusz już chciał wyklepać Kowalskiemu maskę, ale zatrzymał się nagle.
Mógł go pogrzebać teraz i raz na zawsze. Już nikt nigdy nie powie tej mendzie „dzień dobry” na klatce!
– A ja to słyszałem, panie Kowalski, że pan to do kościoła nie chodzisz!
Po klatce przebiegł szmer zaskoczonych, a nawet przepełnionych oburzeniem głosów przyglądających się tej potyczce mieszkańców. Nim Kowalski zdążył się jakoś wybronić, Janusz zniżył głos do niby konspiracyjnego szeptu, ale jednak mówił głośno na tyle, by wszyscy go słyszeli:
– A nawet, że księdza po kolędzie pan nie przyjmujesz!
Janusz wrócił do mieszkania uradowany jak nigdy. Najprawdopodobniej zniszczył właśnie Kowalskiemu całe życie. Już nikt nigdy nie skorzysta z jego, tfu, pożal się Boże, taksówki.
Nie mógł sobie wymarzyć lepszego końca lata.
Po-ta-toes! Boil them, mash them, stick them in a stew. Lovely big golden chips with a nice piece of fried fish.


Skróty: Jak poprawnie zapisywać dialogiMyślnik, półpauza i dywiz (łącznik) – jak je poprawnie stosowaćJak wstawić wcięcia akapitowe:piorko: Piórko

Awatar użytkownika
Camenne
Jawna opcja Mandaloriańska
Jawna opcja Mandaloriańska
Posty: 5024

Konkurs "Pożegnanie lata" - prace konkursowe i głosowanie

Post#6 » 14 paź 2018, o 19:51

Praca 5

Jesienna Tragedia


Antoś Klapka został zamordowany.

Życie to okrutne bydle. Na pożegnanie lata i powitanie złotej jesieni w Capawicach, mordu ziarno zasiano. Dni upalne odeszły w zapomnienie a za nimi życie podążać zaczęło.
Ziemia wiecznie pragnie świeżej posoki.
Ciało znaleziono na leśnej poszewce, zbudowanej z wielobarwnych listków. Cała wieś stanęła wokół świeżego truchła z młodą parą na czele. W odpowiedniej odległości naturalnie. Dwóch mężczyzn w czarnych płaszczach i szpiczastych kapeluszach, nikogo bliżej nie puściło. Mylny ogląd ich ubiór stanowi. Wcale nieboszczyka pochować nie zamierzają. Zbrodnie wykryć muszą. Sprawce dorwać należy. Fachowcy. Ot to nie byle jacy. Każdy szczegół z surową miną wyłapią. Nawet kilka staruszek do omdlenia doprowadzili. Na takie okazje w flaszeczkę Swojuchy kilku osobników się wyposażyło. Na trzeźwo wytrzymać nie idzie te gusła magiczne oglądać. W końcu sroga cisza zapadła. Świszczał tylko jesienny wiatr.
Jeden z nich w zębach umarlaka grzebał i patyczkiem specjalistycznym po języku drapał.
Z wąskiego flakoniku, płynu na usta denatowi nalał. Przy okazji pcheł w obłych wąsach wyszukiwał. Do tresowania kilka sztuk potrzebował wyłapać. Drugi, cięcia ostrzem i rany dogłębne badał. Krzywić zniszczone lico funkcjonariusz zaczął. Płakać mu się chciało, gdy widział tak krwią umorusany garnitur starca. Pogrzebał kontrolnie, co prawda w kieszeniach za skarbami, ale nic ciekawego nie znalazł. Nie skomentował tego nawet. Kaszlnął siarczyście jeno. Nie od starości dolegliwość, a papierosów głębokiego nałogu. Na kolejną paczuszkę papierosów mu miedziaków zabrakło.
— Świadkowie twierdzą, że na ślub szczerbatej córki zachodził. Szkoda gajerka. Jak pragnę zdrowia. Gdzie wesele w takiej dziurze odprawiać? – Resztki zęba wystrugał i do foliowego woreczka włożył na dowód rzeczowy.
Drugi lupę wyciągnął, by przez nią rany straszliwe oglądać. Coś pod nosem mamrotał.
Takie rzeczy w ostatnich podrygach lata!
Wczas zawitał jesienny wiatr. Po kościach jak zjawa się snuje.
— Zerknij no Tadek. Te cięcia na opak zadane nie były. Profesjonalista fistaszka sprzątnął. Ot co. Czysto go załatwił – Burknął tylko przez zęby i na robocie pozostał skupiony. Przy kubku kawy smolistej i stosie papierzysk jeszcze się wygada na biura fotelu..
— Nie grzeb Zdzisiu tyle w ciele jak w śmietniku. W prosektorium się go na części pierwsze rozłoży i po problemie. Roboty fizycznej to mniej. Z resztą od tego ludzi przecież mamy. Zaraz transport umówiony nadjedzie.
Zdzisiu tylko machnął ręką. Ze zmiętej paczki wyjął trującego papierosa i zapalił biały koniec.
Od skrętów śmierdzących, odciski mu się na twarzy robiły.
Pojawił się jakże wyczekiwany wóz. Na zwłoki rzecz jasna. Zgromadzeni dość szybko zatykali nosy. Nie dziwota. Ktoś z miejscowych swojego furgonu na obornik użyczył. Ledwo pojazd na kołach się trzymał. Deska już z obudówki wypadała.
Konie urodziwe i silne, spojrzały z ciekawości na zbiegowisko. Tylko prychnęły razy kilka. Zmęczenia nawet nie doświadczyły. Czerwononosy woźnica nawet ze stanowiska nie schodził.
Manierkę pozłacaną wyciągnął dumnie. Wprowadzić procenty koniecznie musiał. Chwilę sobie poczeka, nim funkcjonariusze skończą robotę. Gdy ptasie maski na facjaty założyli, znaczyło to, że czas klapę od furmanki otworzyć. Ponieśli umarlaka z pomocą mieszkańców niewielką.
W końcu rzucili Antosiem na deski pojazdu, jak kartoflami workiem wypełnionym. Odjechali od razu, bo jak twierdzili, im ciało świeższe , tym lepiej dowody wszelkie zebrać. Plamy krwi po biedaczku pozostały. Tylko miejscowe kundle wzbudziły swoje zainteresowanie, dopóki ciec tutejszy miotłą je nie przegonił.
— Poszły gadziny mi z dobytku! — Kundle czmychnęły z podkulonymi ogonami.
Zadowolony cieć malowany stanął dumnie z miotłą, jakby karabin na ramieniu nosił. Splunął jeszcze tylko.
W końcu na placu porządek nastał.
Nad Capawicami zapadła noc. O dziwo, ten dzień przeminął dość szybko, ku uciesze mieszkańców. Nie dziwota. Wszyscy pragnęli zapomnieć o tym, co się stało. To możliwe nie było.
Pewnego być trzeba. Będą co ludzie między sobą rozpowiadać przez te wszystkie lata.
Tak o to rozpoczęła się jesień w Capawicach. Czerwieniami wymalowana.
Po-ta-toes! Boil them, mash them, stick them in a stew. Lovely big golden chips with a nice piece of fried fish.


Skróty: Jak poprawnie zapisywać dialogiMyślnik, półpauza i dywiz (łącznik) – jak je poprawnie stosowaćJak wstawić wcięcia akapitowe:piorko: Piórko

Awatar użytkownika
Camenne
Jawna opcja Mandaloriańska
Jawna opcja Mandaloriańska
Posty: 5024

Konkurs "Pożegnanie lata" - prace konkursowe i głosowanie

Post#7 » 14 paź 2018, o 19:52

Praca 6

Szczęśliwa wyspa


Nie wiedziałam, jak skończy się moje lato, ale wiedziałam, że na greckiej wyspie, na której zatrzymał się czas. To banał, bo czas nie zatrzymuje się nigdzie. Czasem wystarczy jedna decyzja, drobny gest i wszystko podąża w jednym kierunku.
Salamina, niedaleko Pireusu, to szczęśliwa kraina, wierzyłam święcie. Natrętna myśl odkładała się, wymykając się racjonalności. Nic nie odstraszało, nawet fakt, że sławę zawdzięcza, będąc, w przeszłości, miejscem odosobnienie dla chorych na cholerę. Uwięzieni mówili o niej: mamy dożywocie w raju i to ostatecznie mnie przekonało.
Pomysł na ostatnie chwile wakacji wywoływał uśmiechy, ale każdy ma wolną wolę. Chciałam poznać Salaminę, bez reszty, dotknąć. Na samą myśl o spotkaniu rozpierała radość. Na ścianie pokoju zawisła stosowna mapa i grafik podróży z najdrobniejszymi szczegółami.
W nocy poprzedzającej wylot z Gdańska ze wzruszenia tłukłam się po mieszkaniu, ale nic nie mówiłam, bo mój wstyd nabierał czerwonej barwy. Która dziewczyna przy zdrowych zmysłach, goniąc marzenia, włóczy się po obcym kraju, o którym tak niewiele wie. Trudno zrozumieć kobiety, komentował z wyrzutem mój mąż. Na plecach czułam ciężar jego spojrzenia. Ale skąd wiadomo, co jest właściwe?
Cóż, nawet w przypływie szaleństwa trzeba się trzymać prosto do końca. Wsunęłam bilet w kieszeń kurtki i ruszyłam w drogę, zapominając o życiu, w którym drą się pończochy. A tak na marginesie: whisky jest dobra na chwile, gdy okulary zsuwają się na czubek mokrego nosa. Już w samolocie wrócił beztroski uśmiech.

Łódka, którą płynęłam na Salaminę wyglądała, jakby miała się rozpaść tylko od wrzasku mew. Fale wściekle rozbijały się o przybrzeżne rafy. Morze wyło. W zaimprowizowanym porcie nikt na mnie nie nie czekał.
Szyld hotelu straszył napisem, niechlujnie namalowanym niebieską farbą. Litery ścieśniały się niby pasażerowie czekający na szalupę ratunkową. Ponure wnętrze hotelu godziło funkcję restauracji i jedynego sklepiku w okolicy. Zapewne w nim, opaleni chłopcy, o umięśnionych plecach, kupowali prezerwatywy na sztuki. Pokój przedstawiał równie żałosny obraz. Na środku wielkie małżeńskie łoże, goła żarówka wisząca pod niebieskim sufitem, małe okna bez zasłon. Oszczędny wystrój łączył w sobie wszystko, czego właściciele nie chcieli mieć we własnym domu. Mijając mnie, miejscowi szeptali, cudzoziemka.
Na początku nie działo się nic, czas przepływał spokojniej, niż piasek w klepsydrze. Gdakanie kur, skrzypienie kół wozów, wbijania gwoździ, pokrzykiwania ludzi, pomruki starców oblepiających hotelowy bar. Z ich palców, twardych jak skorupy krabów, sterczały papierosy. Palili bez przerwy, czarny dym gryzł w oczy. Gdy nuda dawała się we znaki, zdarzało się im zagadać. Ich delikatnie uśmiechnięte twarze jawiły się płaskie jak na posągach Buddy. Litościwe spojrzenia przenikały na wskroś. Spore pole do interpretacji i zero reakcji z mojej strony. Bojąc się przypadków, dalej sączyłam czarną jak smoła kawę, popijając ją chłodną wodą.
Noc była użyteczna. Leżąc w ciemności, z zamkniętymi oczami, wsłuchana w głos ptaków, modliłam się. Bo, z kim miałam porozmawiać? Jemu powierzałam najskrytsze myśli. Niepokój i trwoga znikały, a to, co kiedyś uważałam za istotne, traciło znaczenie.

Trzeciego dnia, po raz pierwszy odkąd moja stopa stanęła na Salaminie, pobiegłam nad morze. Prowadziła matowa ścieżka wśród suchych traw, brzęczały zmęczone upałem owady. Słoneczny blask kłuł w oczy, przez okulary. Otoczona przez wzgórza kamienista plaża otwierała turkusową, bezkresną przestrzeń wody. Na horyzoncie majaczyły burty statków i mocne ramiona dźwigów. Leżałam, pływałam, rosła kolekcja muszli. I rozkoszowałabym się tym rajem dłużej, gdybym podczas radosnej kąpieli nie usiadła na jeżowcu. Bolało, bardzo.
Popołudniami, od bandy dzieciaków, rządzących plażą, po długich negocjacjach, dostawałam upragniony dostęp do kajaka. Mieniące się wszystkimi kolorami skały kusiły. Bez opamiętania trzaskałam zdjęcia. Szczęście trwało krótko, gdyż okazało się, że telefon nie jest wodoodporny.
W pobliskich gajach oliwnych wszystko toczyło się bezgłośnie i gładko. Upajałam się ich zapachem, zapominając kim jestem. To był inny świat. W jednym zbudziłam zająca, wielkiego jak buldog. Zrobił zaciekawioną minę, zastrzygł uszami i czmychnął w krzaki. Dopiero zorientowałam się, że jestem w tutejszym lesie, tylko kilkaset kroków od centrum wsi.
Wypuszczałam się coraz dalej. Zabierając głębokie przekonanie, że kto, jak kto, ale ja wymknę się każdemu niebezpieczeństwu. Pojawiła się niepewność, gdy na horyzoncie pojawiły się dwie sylwetki dojrzałych mężczyzn. Zbliżali się szybko. Dojmujące uczucie, zdałam sobie sprawę, że nic nie wiem o strachu. Zniknęli w pobliskim wąwozie. Ulżyło. Z daleka mogłam wyglądać na chłopaka, biust mam skromnych rozmiarów, a Greczynki na Salaminie nie chodzą w krótkich spodniach i nie noszą słomkowych kapeluszy.

Pogodne dni nagle się skończyły, chmury objęły niebo w posiadanie. Deszcz lał się rzeką. Nie tracąc ducha, spałam, czytałam, w kółko tą samą książkę lub rozpamiętywałam głębię swojej samotności. Z pokoju wypędzał głód, kolacji z zasady nie jadłam, za wannę służyła umywalka.

Trzydniowy deszcz wreszcie ustał. Przez brudne okno wcisnął się jasny promień słońca, zapraszał na wędrówkę. A gdyby tak pójść na skaliste wzgórza? Podobno nawet błoto otwiera drogi 1. Nie zastanawiając się dłużej, pchnęłam mokre drzwi hotelu. Z pobliskiego gaju dobiegał ogłuszający śpiew ptaków. Przez strzępy wilgotnej mgły prześwitywał błękit nieba i morza. Chyba przesadzam z tym strachem, wystarczy się wspiąć, pomyślałam. Długo wybierałam drogę, tak by nie tracić z oczu morza i wybrzeża. Buty grzęzną w błocie, trudno. Pragnieniem było, żeby dogonić człowieka, ale nie znajdowałam śladów stóp. W białych kościółkach położonych na szczytach skał tylko tłoczyły się białe świece i ikony. Między skałami rosły drzewa i krzewy pokryte białym kwieciem. Ślizgając się po zboczu, dotarłam do najbardziej wysuniętego w morze.
Wokół panowała cisza. Nie odbiłam się od klasztornych drzwi, odwrotnie zakonnica potraktowała mnie jak niewidomą na przejściu dla pieszych i pozwoliła odpocząć. Słuchałam jej powitalnych słów nieco oszołomiona. Bądź wola, Twoja Panie, wyszeptała. Czemu chodzisz sama? Pytając, uśmiechnęła się serdecznie. Była to pierwsza piękna rzecz, jakiej dane było mi doświadczyć tego dnia. Trafiłam do miejsca, którego nikt nie odwiedza, gdzie wskazówki zastygły w oczekiwaniu na coś, czego do końca nie pojmowałam. Nie wiem, czemu zakonnice skojarzyły się z krukami, przecież doświadczyłam od nich wielu dowodów życzliwości i gościnności, biła od nich jakaś boskość. Usiadłyśmy z zakonnicą na płaskiej skale nad samą wodą, chłodne wino z wodą gasiło pragnienie. Smak suszonych ryb i słodkich, ciepłych od słońca granatów pieścił podniebienie. Na czarnym morzu huśtały się mewy. Długa rozmowa o tym, o czym powinno się rozmawiać w takich miejscach. Z oczu rozmówczyni wyzierał smutek. W nabożnym śpiewie odbijało się echo tęsknoty za czymś nieodgadnionym. Drążenie nie miało sensu, bezwiednie sprawdzałam strukturę nieba. Bóg siedział wysoko z założonymi rękami, też odpoczywał. Nasilający się łoskot fal skłonił do powrotu do hotelu.

Na dole, u stóp wzgórz, nastawał czas ciepłego chleba, kalmarów, małży i słodkich pomidorów, ale nic nie było w stanie osłodzić wrażenia. Niby ten sam świat, ta sama wyspa, nawet powietrze miało inny zapach. Pojawiły się nowe obrazy, studząc entuzjazm. Patrzyłam, nie dowierzając. Ciarki ślizgały się po żebrach, wcześniej rzeczywistość nie docierała z taką siłą. W chaszczach buszowały stada dzikich kotów. Psie budy dawno porosła trawa. Podwórka zdobiły dziurawe łódki i rdzewiejące rowery. Potknęłam się o węglarkę napełniona sadzą. Płoty i kable niemal trącały ziemię, kruszyły się schody. Opuszczone betonowe domy, bez okien i drzwi ziały pustką. W ruinach szeleściły jaszczurki. Wokoło wiele pustych, niedokończonych budynków, straszyło smutnymi szkieletami, porażał dźwięk drgających na wietrze skrawków porośniętej szarym mchem blachy. Wiedziałam, dlaczego. W Grecji nie płaci się podatku od nieruchomości, dopóki nie ma dachu. Niewielki zielony skrawek wyspy podpowiadał jak piękną, dostatnią i waleczną była kiedyś ta wyspa. Persowie uciekali, gdzie pieprz rośnie. Później Salaminę nazywano koulouri, czyli… obwarzanek. Ktoś, kto na to wpadł musiał mieć niezłą wyobraźnię, albo był bardzo głodny. Przed hotelem siedziało czarnookie dziecko. Niemowlęcia pilnował pies o wychudzonym pysku. Kwiliło, turlane psim nosem po dywaniku z wyschłej trawy. Z daleka to nie wyglądało to na zabawę, dopiero szczere spojrzenie ślepi zwierzęcia uspokoiło. Po chwili prawie całowałam klamkę drzwi hotelu. Noc i samotność splotły się w jedno.

Nazajutrz przyjechali obcy w garniturach. Gniewne głosy zmąciły poranną ciszę, mieszając się z lamentem kobiet i tupotem nóg. Wyskakując z łóżka, jeszcze o nie znałam przyczyny zamieszania. Spłoszona hałasem przycisnęłam twarz do szyby. Do uszu dobiegało nieustające szczekanie psów, w spokojne dni było ono czymś naturalnym, ale teraz odbierałam je inaczej. Miejscowi biegali bezładnie, jakby w popłochu. Dzieje się coś niezwykłego, zaświtało w głowie. Byłam pełna złych przeczuć. Nie ma co dłużej medytować, pomyślałam naciągając pospiesznie spodnie i sandały.
Nie wygląda to na sąsiedzkie spotkanie. O co tu chodzi? — pytałam sama siebie, zbiegając po schodach.

Bar straszył pustką. Gdzie oni się pochowali? Nagle uświadomiłam sobie własną bezsilność i ogarnął mnie lęk. Nie wiem, jak długo stałam w bezruchu, do głowy nie przychodził żaden rozsądny pomysł.

— Pierwszy raz na Salaminie? — usłyszałam za plecami. Gwałtownie się odwróciłam.

Stojący w drzwiach stary Grek uśmiechnął się. Nic więcej nie powiedział.
Próbowałam się jeszcze czegoś dowiedzieć, ale na próżno. Grecy nie mają potrzeby zwierzania się.
Postanowiłam wyjść z hotelu. Siedząca na progu kobieta ściskająca w dłoni różaniec coś mamrotała. Gdy ją mijałam spojrzała na mnie przerażonymi oczyma. Po co mieszać w to Boga? Miałam wrażenie, że znalazłam się na końcu świata. Moja wiedza ograniczała się do tego, co dotąd zobaczyłam i usłyszałam. Poza roztrzęsioną kobietą nikt nie zwracał na mnie najmniejszej uwagi. Nie wiedziałam, co z sobą począć, byłam oszołomiona, głodna, chwilami zachowywałam się irracjonalnie. Przełażąc na miękkich nogach przez dziurę w płocie, skręciłam w lewo na asfaltową drogę. Nie zwalniając kroku dotarłam na wschodni skraju lasu. Stamtąd było widać jak na dłoni całą okolicę. Łzy zwilżyły policzki.

Około południa urzędnicy opuścili wyspę. Nastroje wśród miejscowych zaczęły się chwiać, podnieceni głośno wymieniali się komentarzami, oczy im błyszczały jak u zwierząt. Mała Greczynka postawiła przede mną połamany koszyk z dwoma pomidorami na dnie. Nie odwzajemniłam uśmiechu, z nieba lał się żar, pot kapał do butów. Ze zwieszoną głową, słuchałam w milczeniu ożywionych męskich dyskusji. Wiele słów raniących uszy od razu spychałam w niepamięć. Pozostało pytanie, w jakim celu obcy przyjechali. Po jakimś czasie część moich Greków ruszyła do swoich zajęć, jakby nigdy nic, każdy w swoją stronę. Nikt nie już krzyczał, nie wymachiwał rękami, patrzyłam na rozluźnione twarze mężczyzn i kobiet, prostowanie pleców. Psy ujadały, piały kogut, krzewy i drzewa tonęły w gęstym świetle, ciepłym i uspakajającym. Wydawało się, że życie powraca do normy, gdy nagle od ściany hotelu odkleił się ubrany na czarno, stary, brodaty Grek, na oko greckokatolicki kapłan. Wcześniej umknął mojej uwadze. Podszedł do grupy młodych mężczyzn, wyrzucając z siebie potok słów, brzmiało jak kazanie. Słuchali go z nabożeństwem. Wzbudzał dziwny respekt, nikt nawet nie zakasłał. Nie ruszyłam się z miejsca. Ciekawość okazała się silniejsza. Do mojej kryjówki dochodziło co drugie słowo. Wpatrywałam się w jego usta, by cokolwiek zrozumieć. To nie modlitwa, chyba złorzeczy, przemknęło. Scena napawała niegasnącym zdumieniem, nie było to miłe uczucie. W pewnym momencie napięte nerwy nie wytrzymały, ogarniało znużenie, straciłam cierpliwość, wychodząc z cienia, potknęłam się o wystający z ziemi korzeń. Moje pojawienie się wywołało na zarośniętej twarzy nieprzyjemny grymas, wskazał mnie palcem, nasze spojrzenia spotkały się. Już cię tu nie ma, kobieto, wyczytałam w zmrużonych oczach. Instynktownie pojęłam, że nie jestem mile widziana. Niedobrze, podpowiadał wewnętrzny głos. Bez namysłu, z sercem w gardle puściłam się pędem w stronę hotelu. Nie mogłam zebrać myśli, to wszystko nie mieściło się w głowie. Co za ciemnota! Żeby w demokratycznym kraju ludzie byli tak ślepi i głusi, pomyślałam spanikowana. I tu sobie przypomniałam, że czytałam o odstępcach, byłych mnichach, wykluczonych z kościoła, wdzięcznego narzędzia greckiej propagandy... Ich psychika przypomina upadłe anioły, które chcą skusić do grzechu wiernych Bogu.
Nie mnie to oceniać. Nic nie jest czarne, ani białe,wysapałam.
Rozkojarzona otarłam pot z czoła, wbrew woli zadrżały kolana. Przemknęła myśl: oto moja szczęśliwa wyspa.
Chciałam jak najprędzej od niej się uwolnić. Podczas, gdy płaciłam za pobyt, właściciel coś próbował mgliście tłumaczyć, trudno było mi się skupić, w końcu zniecierpliwiony machnął ręką. Do łodzi odprowadzała mnie straż tylna, znajomy, chwiejący się nogach starzec, wymachujący biczem, którym zwykle pędził krowy. Mijające nas kobiety, niosące pod pachą chleb, milczały. Daj mi wody, rzuciłam do chłopca przy wiosłach. Otworzył zaspane oczy. Ateny są blisko, usłyszałam w odpowiedzi. Odwróciłam głowę, łódź stopniowo zmieniała kierunek. W oddali majaczył prom. Co ja tu robię, co cię idiotko podkusiło? To była straszna myśl, nagle wszystko wydało się absurdem. Nikt mi nie odpowiedział, nad łodzią spomiędzy brudnych chmur wyzierało jasne słońce, w jego promieniach skrzeczało stado ptaków.

Zebrałam jasność, by widzieć w nocy, zebrałam radość, by udźwignąć smutek, zebrałam myśli, by przetrzymać zwątpienie, napiszę, zapewne nie ubędzie mi słów, a potem zapomnę, pomyślałam, wsiadając do samolotu.





-------------------------------------------------------
1 - wiersz, "Nie wiem, co będzie gdy pójdę dalej", imre
Po-ta-toes! Boil them, mash them, stick them in a stew. Lovely big golden chips with a nice piece of fried fish.


Skróty: Jak poprawnie zapisywać dialogiMyślnik, półpauza i dywiz (łącznik) – jak je poprawnie stosowaćJak wstawić wcięcia akapitowe:piorko: Piórko

Awatar użytkownika
Camenne
Jawna opcja Mandaloriańska
Jawna opcja Mandaloriańska
Posty: 5024

Konkurs "Pożegnanie lata" - prace konkursowe i głosowanie

Post#8 » 14 paź 2018, o 19:52

Praca 7

Czas jesieni

Jesienny wiatr już pierwsze liście strąca
drzewa szumią w parku tak złowieszczo
niedługo pokłonisz się znów deszczom
choć ziemia pod stopami jeszcze gorąca

ciężkie chmury zasłaniają słońce złote
dzień przemija coraz to bardziej krótki
na pięciolinii pozostały zasmucone nutki
i ptasie śpiewy które zwiastują tęsknotę

wkrótce i one zamilkną i za ocean odlecą
teraz żegnają porę podarowaną odlotom
pająki wytrwale babie lato jeszcze uplotą
gwiazdy niecierpliwe tak szybko zaświecą

nikt zegara nie cofnie i niczego nie odmieni
co roku ten obraz jak stara klisza się powtarza
a wyrwana niedbale kartka z myśli kalendarza
przypomni że znowu tak blisko czas jesieni
Po-ta-toes! Boil them, mash them, stick them in a stew. Lovely big golden chips with a nice piece of fried fish.


Skróty: Jak poprawnie zapisywać dialogiMyślnik, półpauza i dywiz (łącznik) – jak je poprawnie stosowaćJak wstawić wcięcia akapitowe:piorko: Piórko

Awatar użytkownika
Camenne
Jawna opcja Mandaloriańska
Jawna opcja Mandaloriańska
Posty: 5024

Konkurs "Pożegnanie lata" - prace konkursowe i głosowanie

Post#9 » 14 paź 2018, o 19:53

Praca 8

Wrzesień

/ Okonek 1975/


Słoneczne powietrze wisi nad ziemią
wypatrując jesieni

kryształowy mrok lasu ma smak smutku
po leniwym lecie

pożółkła polana drzemiąc wspomina
zieloną młodość

idę...

zeschłe kręgosłupy traw w drżącym szeleście
łamią się z rezygnacją pod stopami

niemy wzrok cienia pod drzewami
liczy obojętnie moje kroki.
Po-ta-toes! Boil them, mash them, stick them in a stew. Lovely big golden chips with a nice piece of fried fish.


Skróty: Jak poprawnie zapisywać dialogiMyślnik, półpauza i dywiz (łącznik) – jak je poprawnie stosowaćJak wstawić wcięcia akapitowe:piorko: Piórko

Awatar użytkownika
Camenne
Jawna opcja Mandaloriańska
Jawna opcja Mandaloriańska
Posty: 5024

Konkurs "Pożegnanie lata" - prace konkursowe i głosowanie

Post#10 » 14 paź 2018, o 19:53

Praca 9

Niezapowiedziana wizyta


Przyszła dzisiaj do mnie nieproszona
w zwiewnym przybraniu z kolorowych liści
z kropli deszczu na smukłej szyi kolia
promienie słońca okrywały jej ramiona
w każdej szczupłej dłoni trzymała po kiści
dojrzałych owoców, których soków aromaty
rozchodziły się cudowną wonią wokoło

twarz miała młodą lecz pomarszczone czoło
poznaczone trosk bruzdami
na głowie zaś miała świeże kwiaty
powiązane zielonymi wstążkami
w barwach tęczy uplecione bukiety
na delikatnych stopach ludzkie smutki
wiązane w ciemnoszare cierpienia

przyszła do mnie odebrać wersety
kiedy kolejne zapisywałem strony
bo wiersz nigdy nie będzie skończony
i nie przepadnie w niepamięci za krótki
przyszła do mnie bez zaproszenia
jesienna Melancholia
Po-ta-toes! Boil them, mash them, stick them in a stew. Lovely big golden chips with a nice piece of fried fish.


Skróty: Jak poprawnie zapisywać dialogiMyślnik, półpauza i dywiz (łącznik) – jak je poprawnie stosowaćJak wstawić wcięcia akapitowe:piorko: Piórko

Wróć do „Konkursy, plebiscyty i pojedynki”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość