Promptowy sierpień

Konkursy, pojedynki i plebiscyty organizowane przez i dla Artefaktowiczów. Każdy użytkownik może zorganizować event literacki (więcej informacji: tutaj).
Kostucha
Ostrze Armageddonu
Ostrze Armageddonu
Posty: 1811

PROMPTOWY LIPIEC - 25

Post#51 » 3 lip 2013, o 14:29

No dobra, skoro nikt się nie pokusił na rozpoczęcie eventu, to ja to zrobię tym skromnym drabble'em. :)

Lojalność

Ciało króla uderzyło o ziemię. Wiele par oczu obserwowało upadek, lecz trudno było w nich dostrzec choć gram lojalności czy wyrozumiałości; ich czerń wpijała się w ciemnobrązowe futro z prawdziwą nienawiścią i poczuciem zdrady – wystarczyło jedno zdanie, wypowiedziane w nieodpowiednim momencie i akcie prawdziwego tchórzostwa, by wszyscy sojusznicy nagle się od niego odwrócili.
Gdy po chwili władca odzyskał przytomność, powitał okrążających go drapieżników z fałszywą radością, nazywając wszystkich mianem „przyjaciół”. Shenzi z Banzai wykpili go, zaś Ed z karykaturalnie szerokim uśmieszkiem, obdarował złowróżbnym rechotem.
I Skaza wiedział już, że wśród tańczących płomieni czeka go śmierć od łap i kłów hien.
Po prostu robię za zły charakter.

damakarro
Zdobywca Artefaktu 2012
Posty: 530

PROMPTOWY LIPIEC - 25

Post#52 » 3 lip 2013, o 16:50

Czytam sobie te drabble z ciekawością, aż tu nagle wpadają w oko imiona. Jakoś dziwnie znane... :)
I olśniło mnie. To przecież scenka z bajki ,,Król lew,,. :D

Powiem Ci Kostuchno, że świetnie ją ujęłaś. I wspaniale dobrałaś słowa, które wystarczyły bym znów mogła zobaczyć ten fragment w swojej pamięci.
A śmiech Ediego do dzisiaj zwala mnie z nóg. :D

Gratuluje pomysłu. I dziękuję za przywołanie wspomnień. Az mordka mi się śmieje. :)
,,Nie my, lecz nasza wrażliwość tu winna. Jesteśmy takimi, jakimi nas stworzono,,

Kostucha
Ostrze Armageddonu
Ostrze Armageddonu
Posty: 1811

PROMPTOWY LIPIEC - 25

Post#53 » 3 lip 2013, o 17:01

Cieszę się, że skojarzyłaś sobie tekst z bajką, bo oto głównie mi chodziło. I choć mam mieszane uczucia, czy jest to pełnoprawne drabble, to dziękuję za słowa uznania. :)
Po prostu robię za zły charakter.

Giwi

PROMPTOWY LIPIEC - 25

Post#54 » 3 lip 2013, o 17:27

Pierwszy tekst na event i to w dodatku do jednego z moich ulubionych promptów! Zostałam bardzo mile zaskoczona, a twój drabble Kostucho niezmiernie przypadł mi do gustu :)

Giwi

PROMPTOWY LIPIEC - 25

Post#55 » 6 lip 2013, o 19:42

Brzmiało to trochę lepiej w mojej głowie, ale co tam. Za lekką modyfikację promptu przepraszam!

[center]Hieny[/center]

— Te, Józek, jesteś pewien, że to to? – Zapytał pierwszy mężczyzna, wskazując łomem na grobowiec. Cmentarz o godzinie trzeciej w nocy był zupełnie pusty, jeśli nie licząc kilkudziesięciu tysięcy ciał i kilku wiewiórek oraz ptaków. Staszek zerknął na Józka, który opierał się o łopatę wbitą w mokrą jeszcze od deszczu ziemię.
— Nie no, ten ten. Słyszałem, że rodzina biedna no była, ale zrzuciło się kilka osób z bliższej i dalszej familji na te cholerne okrągłe coś. Trzyba być jidiotą, żeby dawać okrągłe, kamienne drzwi do jebanego grobowca.
— Te, a w sumie czemu nie weźmiemy się za coś świeższego? Ten tutaj leżał ile, trzy dni chyba już? Będzie śmierdział jak skurwysyn.
— E tam, stary – Józek machnął ręką i poprawił swój stylowy kaszkiecik. – Najpierw odsuńmy ten jebany głaz, a potem bierzmy się do roboty. W ogóle, mało ci? Po tej starusze z wczoraj powinniśmy mieć jeszcze przynajmniej na trzy wódeczki! – Dodał, opierając łopatę o marmurową tablicę, znaczącą inny grób, i zatarł dłonie. – Daj mi łapę.

Józek i Staszek z niejakim trudem, przy akompaniamencie szelestu ich ortalionowych kurtek i stękań, przesunęli główne wejście do grobowca. Gdy skończyli, Józek wziął swoją łopatę a Staszek łom i nieustraszeni weszli do środka.

Grobowiec z zewnątrz wyglądał jak jakaś jaskinia i Józek mówił, że wynajęli kilkanaście osób, żeby to dziadostwo na cmentarz wnieść. Nikt się w sumie nie pytał, czy coś skromniejszego by nie wystarczyło, bo zapłacono wszystkim potrójnie. Józek i Staszek, hieny cmentarne od lat dziesięciu, liczyli na dobry połów.

— Co jest, kurwa – wykrztusił z siebie Józek, gdy znaleźli się już w środku grobowca. Poza nagimi ścianami i czymś, co wyglądało na kamienne łóżko, w środku nie było niczego.

Jeśli nie liczyć pół nagiego faceta, który stał przed nimi, z rozpostartymi rękoma.

— Witajcie, bracia! – powiedział, uśmiechając się serdecznie. – Jesteście świadkami mojego ponownego... – zdążył powiedzieć, zanim łopata Józka nie spotkała się z jego twarzą.
— Rąbnij tego skurwiela jeszcze raz Józek, jeszcze raz! – Wrzasnął Staszek, upuszczając swój łom. Józek zrobił to, co polecił mu jego przyjaciel, i przyłożył gościowi jeszcze raz, tak dla pewności.
A potem obaj, jakby ich diabeł gonił, uciekali ile sił mieli w nogach.

Nad leżącym mężczyzną, którego jęki przepełniły cichy i pusty jak do tej pory grobowiec, nagle pojawił się mężczyzna ubrany w białe, długie szaty. Pochylił się i złapał jęczącego delikatnie za łokieć.
— Wstań, Synu Boży. Nikt nie mówił, że ponowne powstanie w tych czasach będzie łatwe, nieprawdaż?

damakarro
Zdobywca Artefaktu 2012
Posty: 530

PROMPTOWY LIPIEC - 25

Post#56 » 6 lip 2013, o 20:35

Giwi... :D

Na początek powiem, że gdy przeglądałam spis tematów na promptowy lipiec, ten dział nie skojarzył mi się z niczym innym jak właśnie z hienami cmentarnymi. :D
Kostuchna, miło zaskoczyła mnie postaciami hien z bajki, ale Ty Giwi, po prostu spełniłaś moje oczekiwanie co do tematu. Hah! Powiem więcej, powaliłaś mnie tekstem na kolana. I jeszcze teraz nie mogę przestać się śmiać. Pomysł świetny. Język też wspaniały, szczególnie dialogi między Józkiem i Staszkiem. Wydaje mi się, wpisana tutaj postać Chrystusa Zmartwychwstałego, nie powinna krzywdzić niczyich uczuć. Jest ujęta z niezwykle lekkim humorem. :)

Świetny pomysł. I świetna realizacja. Całość brzmi jak jeden, wielki fajny dowcip.

Aha, tutaj wkradł Ci się mały błąd

Doda, opierając łopatę o marmurową tablicę, znaczącą inny grób, i zatarł dłonie.


Zjadłaś literkę ł w wyrazie Doda

:D
,,Nie my, lecz nasza wrażliwość tu winna. Jesteśmy takimi, jakimi nas stworzono,,

Kostucha
Ostrze Armageddonu
Ostrze Armageddonu
Posty: 1811

PROMPTOWY LIPIEC - 25

Post#57 » 10 lip 2013, o 12:57

Kurczę, pomimo błędów, ten tekst mi się strasznie spodobał ze względu na swobodny język, który z miejsca wciąga w swój klimat. I nie trudno nie zgodzić się z damakarro, że doskonale ujęłaś temat hien, których motyw powinien głównie z tym się skojarzyć.
I do tego motyw zmartwychwstania... Miszczu mój! xD Pisz więcej tekstów, no!
Po prostu robię za zły charakter.

C++
Użytkownik zbanowany
Posty: 206

PROMPTOWY LIPIEC - 20

Post#58 » 11 lip 2013, o 19:54

Aby człowiek mógł być zadowolony z życia, jednym z najistotniejszych warunków jest, aby był przekonany, ze ma ono jakiś sens, jakąś wartość. ~Władysław Tatarkiewicz

[center]Bordowy garnitur[/center]
Kiedyś po wielokroć rozmawialiśmy. Pierwszy kolega z podwórka, niedawno ponownie wrócił do rodzinnego miasta. Z nim zabiłem pierwsze żaby, dokonując najpierwszej, młodzieńczej zbrodni. Onegdaj robiliśmy ogniska, pili colę za siedemdziesiąt groszy w barze „Kaprys”. Rzadko pozwolili nam grać w bilarda, bo wyrzucaliśmy przypadkiem bile na podłogę, więc w zamian za to raczyliśmy się siedzeniem na stoliku po zewnętrznej stronie – na polu. Sposób spędzania czasu był przeróżny. Począwszy od tworzenia własnych gier, biegania z mieczem świetlnych i zabijania potworów, skończywszy na piłce nożnej. Właściwie nigdy się nie biliśmy, choć swego czasu były napięte sytuacje, kiedy w trakcie kłótni miałem od niego pożyczkę crystal coina w Tibii, a on przetrzymywał w swojej skarbonce moje trzy pięćdziesiąt. Może to drugie to i realna kwota, ale siedem lat temu taki jeden wirtualny pieniążek był warty pięć złotych, więc chwilowo zwaśnione strony miały o co negocjować.
A przyjechał z Wrocławia, gdzie po dwóch miesiącach pracy w McDonaldzie jego zapas emocjonalny się wyczerpał, a ponadto nie przedłużyli mu umowy. Chociaż... jak twierdził, i tak by jej nie prolongował. Nasz kontakt się nieco zmienił. Artur nie lubi szkoły, nadal jej nie skończył. Studiuje za to twardo Ego-rcyzmy, chcąc stanąć na drodze rozwoju duchowego i rozwiązać wszelkie problemy. Mówiłem mu, że nastawianie się na rozwiązywanie tychże jedynie może zwiększać ich ilość, bo je automatycznie przyciąga i na nich skupia. W zamian zaproponowałem po prostu realizację tego, czego się chce, ale stwierdził, że nie do końca mam rację. Za swój wzorzec mentalny uznaje więc Mateusza Grzesiaka, choć na dobrą sprawę nigdy go nie widział, a kontakt z nim ogranicza do oglądania jego filmików na jednym z najbardziej znanych portali multimedialnych.
Artur jest pełen agresji i nienawiści. Uważa też przy tym, że ludzie są głupi, że nie wiedzą o mięśniu świadomości (nie mówiłem mu wtedy, że też nie wiem, co to jest) i że go nie rozwijają. Określa społeczeństwo jako machinę budowy bezproduktywnych automatów, która niczego dobrego nie przyniesie, więc stara się odciąć od działania wszelkich jej przejawów. Niestety nie widzi, że jest przesiąknięty jej problemami, które nakładają się na jego problemy. Denerwuje go były szef z byłej pracy, irytuje kobieta, która, siedząc przed nami w busie, ma spalone od słońca ręce. Mówi, że zachowanie innych jest szokujące, a ja czuję się niemiłosiernie źle, kiedy naśmiewa się przy mnie z kogoś, kogo nie zna, a ja wiem, że ten ktoś prawdopodobnie to słyszy. Ojciec Artura to alkoholik. Swego czasu wracałem od niego, jak byliśmy jeszcze mali, spotykając żula (jak go na początku określiłem) na środku pustej ulicy, który się modlił. Wstyd przyznać, choć dawno sobie to wybaczyłem, że zacząłem się wtedy śmiać, więc zawołałem Artura, żeby tą przyjemnością podzielić się razem z nim. Po bliższym przyjrzeniu okazało się, że to jego ojciec. Następną godzinę przysporzyło nam dosyć dużego trudu, żeby go zaprowadzić do domu oddalonego o dziesięć metrów od nas. Artur bał się, że Janusz rozbije sobie głowę, więc okropnie przy tym płakał. Następnego dnia jego mama wyraziła wdzięczność, że wtedy tak dzielnie się zachowałem. Nie odebrałem nigdy więcej podobnych podziękowań. Mama Artura jest znerwicowana. Przy każdej sposobności wskazuje, że czuje się o wiele lepiej, kiedy ma w końcu chwile matczynego odetchnienia, bo Ania (chora psychicznie córka) ma się dobrze w szpitalu i już nie musi cały dzień przy niej przebywać.
Artur ubrał kilka dni temu swój bordowy garnitur, żeby pójść podpisać nową ofertę umowy o pracę, którą mu poleciłem. Jako że aktualnie ubiór tego typu nie jest zbyt modny, kolega mój wyglądał w nim faktycznie beznadziejnie. Niestety nie miał pieniędzy na lepszy. Nie przeszkodziło mu to jednak na wywarciu pozytywnego wrażenia. Przyznał przyszłemu szefowi, że da z siebie wszystko, a pomaganie przy tworzeniu detali wykonanych z żywicy poliestrowej musi być naprawdę dobrą pracą.
Nie chcieli zapewnić Arturowi okresu indywidualnego przygotowania, gdzie mógłby nabrać pod czujnym okiem oczekiwanych zdolności. Pracuje razem z Dawidem, stopniowo nabierając od niego szlifu, jak ten mu coś tłumaczy. Musi jednak od czasu do czasu pójść na jakieś grupowe prace, smarując przykładowo zbiorniki, których smarować jeszcze nie potrafi. Wyzywają go wtedy od skurwysynów, którzy „zamiast wałkować, robią wałki”. Nieraz uda się Arturowi „wziąć to na klatę”, zdarza mu się jednak odpyskować, co nieraz zwraca się przeciwko niemu. Ma jednak serce do zarobienia tysiąca-siedmiuset, więc jest przygotowany na każdą bezzasadną krytykę. Przy okazji słucha kawałów, jak na przykład taki:
- Kiedy blondynka myśli?
- Jak ją podłączą do mózgu.
W takich sytuacjach cała załoga pracująca wpada w swego rodzaju wesoły trans, dziwiąc się marazmowi Artura, którego akurat ten żart niestety nie rozśmieszył. Mówią wtedy, że nie dość, że nie da się z nim pracować, to jeszcze nie zna się na żartach.
Pytałem Artura, czy ma zamiar skończyć szkołę. Odpowiedział, że tak, a później chciałby studiować psychologię. Dowiedziałem się od jego mamy, że nie zdał do kolejnej klasy po raz drugi na uczelni zaocznej, a Artur zaś widocznie od roku nie zdążył mnie o tej wiadomości poinformować. Jednak kiedy rozmawiamy na ten temat, ten wskazuje, że Grzesiak mówił, że w każdej szkole zawalają człowieka mnóstwem treści, które nie są nikomu do niczego potrzebne, więc Artur uważa szkołę za bezzasadną, a wszystkich nauczycieli za idiotów. Czasem się pośmiejemy, znajdując jedyną płaszczyznę współoddziaływania, czyli YouTube, poza którym niestety nie mamy już wspólnych tematów.
Tak wszystko się zmienia. Niegdyś najlepsi, nierozłączni przyjaciele, dzisiaj już tylko powiązane ze sobą w jakiś sposób istoty z jednej ulicy. Artur nadal gra w Tibię w chwilach nic-nierobienia, kiedy to nie pracuje i ma chwilę czasu. Ewentualnie czyta Ego-rcyzmy, mówiąc, że za jakiś czas chciałby się zapisać na kurs do Grzesiaka. W szafie nadal spoczywa bordowy garnitur, który dostał dawno temu w prezencie od taty.
Oh, should my people fall then
Surely I'll do the same

Awatar użytkownika
Camenne
Jawna opcja Mandaloriańska
Jawna opcja Mandaloriańska
Posty: 5024

PROMPTOWY LIPIEC - 31

Post#59 » 29 lip 2013, o 17:57

Tym razem, zamiast samodzielnego opowiadania, wyszedł mi wstęp do serii, która może się nie doczekać kontynuacji, więc miałam się nim nie dzielić... ale event nie ma największego powodzenia, a podobno nawet małe cieszy.



[center]Na każdego czekają długi[/center]
Pamiętała, że tego dnia strasznie lało. Miała właśnie zarzucić skórzaną torbę na ramię, wyjść z pokoju i oddać klucz karczmarzowi, by zniknąć z miasteczka nagle i z gracją kocicy, za którą chciała być uważana, gdy ktoś zapukał do drzwi. Być może byłby to całkiem udany dzień, gdyby za owymi drzwiami nie stał mężczyzna, którego najchętniej nie oglądałaby nigdy więcej.
Zaklęła. Nici z plotek, że ta ruda magini zajmująca pokój w „Trójnogim bażancie” zniknęła bez śladu.
Opierając się z wyuczonym kocim — jakżeby inaczej — wdziękiem o framugę wręcz obłażącą z ciemnobrązowej farby, zlustrowała go wzrokiem, jakby skanowała najmniejszą cząsteczkę jego ciała. Cmoknęła.
— Nie sądziłam, że kiedykolwiek poprosisz mnie o pomoc, Artair.
Mężczyzna zmarszczył brwi. Mimo że dwa grube na kciuk kępki czarnych włosów wywindowało niemal pod samą linię włosów, reszta twarzy pozostawała idealnie obojętna. Kąciki ust ani drgnęły, a oczy posyłały niezmiennie spojrzenie: „Ależ ja cię nie znoszę, idiotko”.
— Skąd pomysł, że mam taki zamiar?
— W innym razie nie szukałbyś mnie po takich zadupiach.
— Nie musiałem — uśmiechnął się drwiąco. — Tyrone, jak ty to robisz, że będąc byle dworską maginią ciągniesz za sobą wręcz legendę?
— Urok, mój drogi byle dworski nekromanto — sarknęła, gestem zapraszając go do wnętrza. Przez moment patrzył na nią z powątpiewaniem, zaraz jednak ściągnął kapelusz, odpiął przemoczoną do granic możliwości pelerynę i zagłębił się w jeden z najpaskudniejszych pokoików do wynajęcia, jakie tylko widział. Farba odchodziła nie tylko z drzwi, ale wszystkich mebli, które znajdowały się w środku, skądinąd niewielu. Łóżko wyglądało naprawdę ponuro ze swoim przeżartym materacem, a pod oknem wyraźnie odznaczały się przemoknięte deski. Teraz dopiero jego spojrzenie miało w sobie prawdziwe zaskoczenie, wręcz obrzydzenie, ale zanim cokolwiek powiedział, ubiegła go:
— To dla bezpieczeństwa — wyjaśniła prosto. — Mam paru wrogów i wolałabym mieć pewność, że tutaj mnie szukać nie będą. Parę zaklęć i było tu całkiem przytulnie, naprawdę — zapewniła, widząc jego zniesmaczoną minę. Uśmiechnęła się tym razem jak mały chochlik cieszący się z byle żartu, mimo wszystko bardziej niż utratą opinii ciesząc się, że mogła zapewnić sobie chociaż odrobinkę rozrywki. Nawet ociupinkę.
— Taak, oczywiście — przyznał nonszalancko, strzepując krople wilgoci z czarnego materiału i po chwili zawahania zawieszając go razem z kapeluszem na wieszaku.
Przez ten cały czas przyglądała mu się badawczo, zastanawiając się, co mogło tak trapić Artaira, że przybył z tym do niej. Nigdy nie byli przyjaciółmi, zresztą jak to bywa z „braćmi magikami” po fachu, a już zwłaszcza w stałej walce o względy władcy. Tam szpila, tu szpila.
— Mimo to nie rozumiem, czemu pozwalasz, by wiedziano, w jakim mieście jesteś.
— Nie zrozumiesz — zaśmiała się, siadając na dębowym taboreciku i zakładając nogę na nogę. Czarny pantofelek wyjrzał wtedy zza długiej, granatowej sukni z gorsetem, na co Crius tylko uśmiechnął się drwiąco, widząc szalejącą za oknem burzę. — Dać się gonić, ale nie złapać.
Kiwnął głową niby ze zrozumieniem, uważając to raczej za szczyt idiotyzmu, ale twarz nie zdradzała jego prawdziwych odczuć.
— Więc?
— Och, nie bądź taka niecierpliwa.
Wciąż przyglądał się z powątpiewaniem po wnętrzu, ale zaraz westchnął i powiedział:
— To sprawa, o której wolałbym porozmawiać w naprawdę bezpiecznym miejscu. Naprawdę — zaakcentował to słowo tak, że zawisło w powietrzu jak oręż gotowy do odcięcia czyjejś głowy. Prychnęła, ale kiwnęła głową.
— Nie wiem, czemu to robię — zaśmiała się — ale wiesz co? Jestem ciekawa, co może być dla ciebie tak trudne, że mnie o to prosisz.
Posłał jej chłodne spojrzenie, a ona z zadowoleniem zapytała:
— Więc gdzie?


To było nieprzyjemne miejsce, przesiąknięte zapachem wilgoci, parzonej kawy i dziwną grozą. Nie potrafiła zrozumieć jego wyboru, zwłaszcza, że i „magiczna” pora spotkania — środek nocy — trąciła raczej żartem niż poważną sprawą. Zjawiła się zwyczajowo spóźniona i zaintrygowana do granic możliwości. Ciekawość paliła ją od środka, zepchnęła na dalszy plan nawet swoje bezpieczeństwo; pal licho skrytobójców, może wcale nie czekali na nią za każdym rogiem… Taką przynajmniej miała nadzieję. Jak odejście z dworu mogło utrudnić życie? Spodziewała się raczej swobody i sielanki, wyzbycia z oków dworskich manier i układania dnia wobec życzenia władcy. Może odeszła w nieodpowiednim momencie, nie wyjaśniając paru nieprzyjemnych podejrzeń, ale…
— Dziękuję, że przyszłaś.
Cmoknęła, czując przytłaczający chłód grubych, zimnych murów, mający za kompana nikłe światło padające z lamp olejnych. Być może nadawałoby to klimatu małemu wnętrzu na rogu Cierpiętniczej czy w karczmie o nazwie „Pod urąbanymi łbami”, gdyby nie to, że była zupełnie odporna na tego typu zagrania. Na dworze w podobny sposób manipulowano odczuciami przebywających, więc z biegiem czasu wykształciła mechanizm obronny.
Crius, nekromanta spod ciemnej gwiazdy — tak przynajmniej sam siebie widział — siedział w dębowym fotelu przy okrągłym stoliczku i sączył czarną kawę z małej filiżaneczki. Przynajmniej nie założył szaty z kapturem z wymalowaną czaszką.
— Usiądziesz?
— Owszem.
Chwyciła za materiał ciężkiej, ciemnej sukni i opadła na czerwoną pufę. Mały kapelusik z woalką przekrzywił się, a zazwyczaj krótkie włosy ścięte na pawia poskręcały się od deszczu.
— Poczęstujesz się herbatą, kawą?
— Może jeszcze pobawimy się w dwór, mój drogi? Mogę być panią domu.
Uśmiechnął się kącikiem ust. Wskazał na mały imbryczek grzejący się nad świeczką, a potem mosiężny dzbanuszek pachnący dobrą, parzoną kawą. Biała filiżanka na spodku w złote liście stała tuż przed nią. Zwyczajowo skusiłaby się na cokolwiek, byleby mieć możliwość rzucania efektownych spojrzeń zza parującej cieczy czy trzymania malutkiego uszka ze wdziękiem, który zawsze konfundował rozmówców, ale teraz odsunęła go i z rozmachem położyła kapelusz na stolik.
— Karty na stół — powiedziała głosem nieznoszącym sprzeciwu. — Mów, o co chodzi.
— Zawsze bezwzględna. — Zaśmiał się, odkładając pustą filiżankę na spodek. Widać było, że jest stałym bywalcem tego miejsca, siedział pewnie, jakby czuł się zupełnie swobodnie. Za nim piętrzyły się regały z książkami, z jednej błyskała do niej złotym wytłoczeniem na grzbiecie księga do nekromancji o dziwnie długiej, zawiłej nazwie, która oczywiście zawierała w sobie słowo: „Necro”.
— Owszem — powtórzyła. — Więc?
— Więc… Sprawy mają się tak, że wszyscy znajdujemy się w ciężkiej sytuacji — odparł, splatając dłonie. — Wojna niszczy nie tylko kraj, ale sam dwór, plotki. Podejrzenia. Zresztą sama wiesz o tym najlepiej.
Uśmiechnął się sugestywnie, a ona wywróciła oczami.
— I jaki to ma związek ze mną?
— Czas znaleźć sobie nowe miejsce, a żeby to zrobić, muszę spłacić parę długów.
— Co ja mam do tego? — Uniosła brwi.
— Nic. Ale pomyślałem, że będziesz zainteresowana tym, co możesz zyskać. A wierz mi, możesz wiele.
— Kuszące — parsknęła. — Powiesz mi coś więcej czy układ wygląda tak, że mam zgodzić się na ślepo, by później może, MOŻE być wdzięczna, że o mnie pomyślałeś?
— Właśnie tak.
Skinęła głową.
— Czas zaryzykować — przyznała, uśmiechając się kpiąco.
— Uznam to za „tak”. Sprawa pierwszego długu…
Od tego się zaczęło.
Po-ta-toes! Boil them, mash them, stick them in a stew. Lovely big golden chips with a nice piece of fried fish.


Skróty: Jak poprawnie zapisywać dialogiMyślnik, półpauza i dywiz (łącznik) – jak je poprawnie stosowaćJak wstawić wcięcia akapitowe:piorko: Piórko

Mań
gladius tytanów
gladius tytanów
Posty: 1216

PROMPTOWY LIPIEC - 31

Post#60 » 30 lip 2013, o 11:42

(...) za którą chciała być uważana, gdy ktoś zapukał do drzwi. Być może byłby to całkiem udany dzień, gdyby za owymi drzwiami nie stał mężczyzna, którego (...)

Opierając się z wyuczonym kocim — jakżeby inaczej — wdziękiem o framugę wręcz obłażącą z ciemnobrązowej farby, (...)

Przekombinowane.
Uśmiechnęła się tym razem jak mały chochlik cieszący się z byle żartu, mimo wszystko bardziej niż utratą opinii ciesząc się, (...)

Więcej nie wyłapałam. Wielka szkoda, że nie udało ci się napisać czegoś zamkniętego. To, co wrzuciłaś, powinno doczekać się kontynuacji, zdecydowanie. Całość wyszła bardzo fajnie, ale wydaje mi się, że akcja zaczyna się dopiero po ostatnim zdaniu. Zaznaczyłaś, że z pisaniem kolejnej części może być ciężko i przez to tekst nieco stracił. Zrobiłaś z niego taką sierotkę :d nieźle zarysowałaś bohaterów, co prawda było ich tylko dwoje, ale nie są jak z kartonu, a Tyrone jest nawet zabawna z tymi swoimi kocimi ruchami :d jedyne do czego się przyczepię, choć niekoniecznie musi to być błędem, to ich imiona. Tyrone pojawia się chyba tylko raz, Artair nagle staje się Criusem. Idzie się we wszystkim połapać, ale zrobiłabym coś z tym.
Powoli zaczynam cię kojarzyć z tworzeniem ciekawych duetów, był Wrzos, potem Wendetta, teraz to :d w każdym razie podobało mi się, ale masz ogromnego minusa za brak motywacji w napisaniu części następnych :d

Wróć do „Konkursy, plebiscyty i pojedynki”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość