Zachęcamy do komentowania! Co miesiąc na zwycięzcę tytułu Komentatora Miesiąca czeka nagroda książkowa!

#1 Brzytwa Ockhama

Dyskusje, porady oraz rozmowy dotyczące pisarstwa oraz pisania.
Awatar użytkownika
Briala
zaczarowane ostrze
zaczarowane ostrze
Posty: 175

#1 Brzytwa Ockhama

Post#1 » 23 lis 2017, o 13:16

Postanowiłam zapoczątkować na forum serię miniporadników. Dość uniwersalnych wskazówek dotyczących pisania prozy, które łatwo wykorzystać i przyswoić. Niby są ogólnodostępne w Internecie, ale pomyślałam, że może fajnie byłoby je mieć opisane prostym, zrozumiałym językiem i to w dodatku na forum, w jednym miejscu. :) Dla ciekawskich dodaję też rys historyczny na końcu. ;)
Mam nadzieję, że chociaż części z Was trochę się to przyda. <3
Zachęcam do dyskusji, uwag i pytań. Postaram się w razie czego rozwiać wszelkie wątpliwości. :D
Zacznijmy więc!

Brzytwa Ockhama
„Nie należy mnożyć bytów ponad potrzebę.” (Entia non sunt multiplicanda praeter necessitatem)

Założenie:
Brzytwę Ockhama nazywa się również zasadą ekonomii lub zasadą ekonomii myślenia. Zgodnie z tą zasadą przy wyjaśnianiu wszelkich zjawisk należy dążyć do możliwej prostoty — podobnie jak w przyrodzie, gdzie wszystkie procesy dążą ku temu, by przy swoim działaniu zużywać jak najmniej energii. Znaczy to tyle, że w przypadku opowiadań czy powieści nie powinniśmy umieszczać w tekście nadmiaru niepotrzebnych informacji (zarówno w przypadku wydarzeń, jak i przy opisach otoczenia), a rzeczywistość powinna być opisana efektywnie. Zjawisko to jest nazywane parsymonią: najprostszy przebieg wydarzeń jest jest tym najbardziej prawdopodobnym.

Jak używać:
Na przykładzie powieści detektywistycznej chyba najłatwiej będzie to przedstawić. Dochodzi do zabójstwa, a nasz bohater (detektyw) musi rozwiązać sprawę. Najlepiej będzie, jeśli podzieli się to na kilka etapów: zabójstwo > śledztwo > aresztowanie. Oczywiście dla samej powieści będzie to nieco za mało. Do głównej osi fabularnej można (a nawet trzeba!) dobudować wydarzenia poboczne. Powinny pomóc nam lepiej poznać bohaterów i historię zabójstwa, to, jak się przy tym zabójstwie pracuje, jakich nastręcza problemów. Przy zabójstwie mogą to być choćby dodatkowe problemy przy identyfikacji ofiary, problemy ze znalezieniem śladów. Przy śledztwie niezgadzające się wskazówki czy poszlaki. A przy aresztowaniu uciekający podejrzany czy inna wartka akcja.
Problem zaczyna się, gdy nasza oś fabularna zaczyna się w nieskończoność wydłużać, wątki poboczne nie przeplatają się z wątkiem głównym, spychając go na bok i zajmując jego miejsce w nieskończoność. Niepotrzebne przeciąganie i dobudowywanie kolejnych, kolejnych i kolejnych wydarzeń może doprowadzić do tego, że czytelnik straci zainteresowanie głównym wątkiem lub zwyczajnie zapomni czy pogubi się, jakie było pierwotne założenie powieści i o co w tym wszystkim chodziło. Każdy chce mieć superinteligentnego detektywa oraz niesamowitego złoczyńcę, ale rozwlekanie wszystkich wydarzeń czyni powieść mniej wiarygodną.
Podobnie: relacje między bohaterami są niezwykle ważne, ale kiedy piszemy powieść detektywistyczną, romans powinien być tłem, nie główną osią akcji. W końcu chodzi nam o zabójstwo czy o rozwijanie się związku bohaterów? Łatwo przekroczyć pewną granicę i w efekcie napisać romans z elementami thrillera.
W skrócie: chodzi o to, żeby nie zgubić głównego wątku. Główny wątek ma być wzbogacony przez wydarzenia poboczne, nie zastąpiony nimi. Powinien być cały czas dobrze zarysowany i widoczny. Dobrze dodać kilka wątków pobocznych, rozszerzyć nasz świat przedstawiony i wciągnąć weń czytelnika, ale tak, by motyw naszego zabójstwa i chwytania podejrzanego nie umknął nam za daleko. Przykładowo jeśli bohaterowi wystarczy wynik badania DNA ofiary do jej identyfikacji, nie musi pobierać dodatkowo jej odcisków palców czy identyfikować jej na podstawie zdjęć lub odwrotnie. Dodawanie niepotrzebnych wydarzeń sprawia, że nasz detektyw w oczach czytelnika staje się mocno nieprofesjonalny. Robi dodatkowe, niepotrzebne rzeczy, kiedy chce przecież rozwiązać zagadkę jak najszybciej. Podobnie ze złoczyńcą: będzie chciał pozbyć się ciała w możliwie najszybszy i najłatwiejszy sposób, żeby nie przyciągać zbędnej uwagi (chyba że piszemy powieść o geniuszu wariacie, który wręcz przeciwnie, bardzo chce zwrócić na siebie uwagę, ale to inna kwestia!).
Podobnie rzecz się ma w przypadku budowania zdań. Bardzo dobrze jest wpłynąć na wyobraźnię czytelnika, ale warto zrobić to możliwie prosto, bez zbędnych udziwnień. Przykładowo opisujemy straszny las nocą:
Wielkie, rozłożyste gałęzie ogromnych drzew, niemal zupełnie ogołocone z pożółkłych nielicznych liści, straszyły przerażonych spacerowiczów. Przesłaniały ciemne, zachmurzone nocne, prawie czarne niebo. Nikłe światło niewielkiego, schowanego za chmurami księżyca dawało naprawdę niewiele światła, przez co niemalże nie było widać leśnej ścieżki i łatwo było się potknąć. Sowy pohukiwały złowrogo zupełnie nagle i znikąd. Spacerowiczami aż wstrząsał strach i przechodziły ich dreszcze.

Brzmi topornie, prawda? Możemy tej konstrukcji trochę ulżyć:
Rozłożyste gałęzie drzew, niemal ogołocone z pożółkłych liści przesłaniały zachmurzone nocne niebo. Światło księżyca było tak słabe, że na ścieżce łatwo było się potknąć. Sowy pohukiwały tak niespodziewanie, że spacerowiczów aż przechodziły dreszcze.

Jak widać, usunięto sporo określeń. Rozłożyste gałęzie drzew, przesłaniające i tak już zachmurzone niebo mogą być straszne same w sobie. Nie trzeba pisać dodatkowych epitetów, które wbiją to czytelnikowi do głowy. Podobnie z księżycem: samo określenie, że jego światło było słabe/nikłe, wystarczy do określenia tego, że albo był bardzo schowany za chmurami, albo był niewielki. Również ze ścieżką: samo wspomnienie, że łatwo było się potknąć, w zestawieniu ze słabym światłem określa, że mogła nie być dobrze oświetlona i nie było jej widać.
(nie są to oczywiście opisy najwyższych lotów, bo chodziło mi o możliwie łopatologiczne przedstawienie problemu :D)

Historia:
Podobne założenia zasady ekonomii myślenia ukuto już w starożytności (Platon, Arystoteles), później również w filozofii średniowiecznej (Bonawentura, Jan Duns Szkot). Sam William Ockham zradykalizował jednak te poglądy i uczynił je istotnym elementem swojej filozofii. W zasadzie nazwa „Brzytwa Ockhama” pojawiła się dopiero kilkaset lat po śmierci Williama (1347). Sformułowanie zostało ukute przez Liberta Froidmonta (naukowiec, teolog). Słowo „brzytwa” wzięło się najprawdopodobniej stąd, że Ockham posługiwał się tym założeniem równie precyzyjnie i często niczym brzytwą (które często uważa się za lepsze od współczesnych maszynek ;) ). Zasada ta miała być narzędziem krytyki nadmiernie rozbudowanych, spekulatywnych systemów nauczania i ogólnego uprawiania nauki na średniowiecznych uniwersytetach. Obecnie sprawdza się zarówno w naukach ścisłych, jak i humanistycznych (czyli nasza poruszana tu literatura!).

Awatar użytkownika
Camenne
Jawna opcja Mandaloriańska
Jawna opcja Mandaloriańska
Posty: 4787

#1 Brzytwa Ockhama

Post#2 » 23 lis 2017, o 14:00

Bardzo przejrzysty, przydatny poradnik, świetnie, że pomyślałaś o napisaniu serii :) Na pewno przyda się wielu osobom, i przy samym pisaniu, i przy planowaniu fabuły, bo nietrudno zagracić sobie zdania zbędnymi informacjami, a pewnie jeszcze łatwiej odpłynąć od osi fabuły, bo gdy pisze się tekst na bieżąco i bez szczegółowego planu, to można się zapomnieć i dryfować w wątkach pobocznych.
Po-ta-toes! Boil them, mash them, stick them in a stew. Lovely big golden chips with a nice piece of fried fish.


Skróty: Jak poprawnie zapisywać dialogiMyślnik, półpauza i dywiz (łącznik) – jak je poprawnie stosowaćJak wstawić wcięcia akapitowe:piorko: Piórko

Awatar użytkownika
Anna Nazabi
świetlista lanca mrozu
świetlista lanca mrozu
Posty: 852

#1 Brzytwa Ockhama

Post#3 » 23 lis 2017, o 21:32

Ja nie wiem, czy Brzytwa, to jest dobry kierunek w prozie...niemniej, co kto lubi.

Awatar użytkownika
Briala
zaczarowane ostrze
zaczarowane ostrze
Posty: 175

#1 Brzytwa Ockhama

Post#4 » 23 lis 2017, o 21:41

Anna Nazabi pisze:Ja nie wiem, czy Brzytwa, to jest dobry kierunek w prozie...niemniej, co kto lubi.

Dlaczego nie? Możesz jakoś uargumentować swoje zdanie? :)

Awatar użytkownika
Eneriston
Zdobywca Artefaktu 2017 i Komentator Miesiąca
Posty: 249

#1 Brzytwa Ockhama

Post#5 » 23 lis 2017, o 22:11

Dobry czy zły, znać nie zaszkodzi. ;) Grube książki z wieloma wątkami i rozbudowanymi opisami mają swój urok, ale wydaje mi się, że w tych naszych współczesnych czasach ludzie coraz bardziej się spieszą, przez co chętniej wybierają "szczupłe" egzemplarze.
Lubię czytać takie poradniki, zawsze można się czegoś ciekawego dowiedzieć, a i dla początkujących pisarzy to kopalnia wiedzy. Bardzo sympatyczny pomysł!
Granice mojego języka są granicami mojego świata.

Awatar użytkownika
Briala
zaczarowane ostrze
zaczarowane ostrze
Posty: 175

#1 Brzytwa Ockhama

Post#6 » 23 lis 2017, o 22:29

Eneriston pisze:Dobry czy zły, znać nie zaszkodzi. ;) Grube książki z wieloma wątkami i rozbudowanymi opisami mają swój urok, ale wydaje mi się, że w tych naszych współczesnych czasach ludzie coraz bardziej się spieszą, przez co chętniej wybierają "szczupłe" egzemplarze.

Uważam, że można napisać opasłe tomiszcze, o ile potrafi się stworzyć odpowiednio długą oś fabularną, wokół której wszystko się kręci. Grube książki to nic złego, ale przypadkiem może nam wyjść drugie „Nad Niemnem” i to z mojej strony nie jest uważane za pozytyw. :P Potrzeba chyba wyczucia, co w tekście się nada, co jest nam potrzebne, czego trzeba, a co powinno się odrzucić. Czasem pisze się sceny dla samego napawania się fajnością swojego bohatera — te najtrudniej wyrzucić, ale też są w tekście najmniej potrzebne (wiem po swoich tworach... ;p ).
Intrygi powinny być oczywiście w tekstach skomplikowane, ale nie na tyle, żeby zastanawiać się „co autor miał na myśli”. Trzeba stopniowo rzucać wskazówki, podpowiedzi, naprowadzać czytelnika. Ale absolutnie nie powinno się w nieskończoność krążyć wokół tematu i powtarzać jedną wskazówkę cały czas albo nie dawać ich w ogóle.

Awatar użytkownika
Camenne
Jawna opcja Mandaloriańska
Jawna opcja Mandaloriańska
Posty: 4787

#1 Brzytwa Ockhama

Post#7 » 24 lis 2017, o 07:22

Grube książki z wieloma wątkami i rozbudowanymi opisami mają swój urok, ale wydaje mi się, że w tych naszych współczesnych czasach ludzie coraz bardziej się spieszą, przez co chętniej wybierają "szczupłe" egzemplarze.
Może się mylę, ale wydaje mi się, że brzytwa nie ma się bezpośrednio do samej wielowątkowości i kwiecistych opisów, w sensie nie wyklucza ich - nie mówi, że fabuła powinna dążyć od punktu A do punktu B bez wątków pobocznych i że dobry opis to krótki opis, bardziej tyczy się tego, że w tym wszystkim nie powinno się zapędzać, by nie zrobić z tekstu pozbawionego sensu mydła i powidła. Kwiecistość opisu nie polega w końcu na okraszaniu każdego rzeczownika dwoma, trzema przymiotnikami, czyli mnożenie bez liku lodowatych, porywistych zachodnich wiatrów, których silne, nagłe porywy podnosiły z zamrożonej, ciemnej ziemi sterty wilgotnych, brunatnych liści i chaotycznie kołysały anemicznymi, suchymi, pozbawionymi liśćmi drzewami, których skierowane ku czarnemu, nieprzejednanemu nieboskłonowi gałęzie potępieńczo trzeszczą, wydając cichy, niepokojący świst. Czy inne takie :D

Mnożenie wątków i bezsensownych scen ponad potrzebę jest męczące jak czytanie powyższego opisu. Może nie z punktu widzenia piszącego, ale czytelnika na pewno, a skoro mimo wszystko piszemy z myślą podzielenia się tekstem z innymi, to jednak trzeba zwrócić na to uwagę. Tu zawsze do głowy przychodzi mi przykład jednej z książek Paoliniego (Brisingr chyba), w którym jedna czwarta i tak grubej powieści jest o tym, jak Eragon dogląda mieszkańców miasta szykujących się do bitwy i sam się uczy, a wynika z tego tyle, że na pewnie około dwieście stron rozmawia z płatnerzami, kowalami, innymi mieszkańcami (w ogóle lubi też składać przysięgi nowo poznanym ludziom) i swoim nauczycielem, a wynika z tego dokładnie nic ważnego. Nie mówiąc już o kwadratowym tłumaczeniu, które podchodzi do kwiecistości opisów mniej więcej tak, jak w przykładzie, który wysmarowałam z udręką (:D). Połowę tego tomu powinna zostać wyrzucona w ramach redagowania i byłoby to bez szkody dla samej powieści, believe me, ale że Paolini to self publishing wydawany przez rodziców, to nic dziwnego, że wyglądało to tak, jak wyglądało. Paolini zresztą to dobry przykład autora, który rozwija się razem ze swoim tekstem, i jak ktoś jest ciekawy, to niech czyta pod tym kątem. Widać tam etapy, które przechodzi większość piszących, zwłaszcza zaczynających jako nastolatkowie - od prostej grafomanii, z akcją gnającą na zabicie karku, przez grafomanię epatującą słowem, uważając za kwiecistość stylu wpychanie wszędzie tylu przymiotników, że można się w nich utopić, oraz właśnie generując mnóstwo zbędnych fragmentów (sama je przeszłam). Dalszych tomów nie czytałam, więc nie wiem, jak to wygląda, ale sam fakt, że ten tom pamiętam jako pseudokwiecistą grafomanię w większości o niczym (nawet już nie pamiętam, co tam fabularnie się działo, pamiętam tylko te n-te rozmowy z chyba każdym mieszkańcem miasta/twierdzy), może dać jakieś wyobrażenie, jak może wyglądać wrażenie czytelnika po czytaniu tekstu, w którym brzytwy się nie stosuje.
Po-ta-toes! Boil them, mash them, stick them in a stew. Lovely big golden chips with a nice piece of fried fish.


Skróty: Jak poprawnie zapisywać dialogiMyślnik, półpauza i dywiz (łącznik) – jak je poprawnie stosowaćJak wstawić wcięcia akapitowe:piorko: Piórko

Awatar użytkownika
Eneriston
Zdobywca Artefaktu 2017 i Komentator Miesiąca
Posty: 249

#1 Brzytwa Ockhama

Post#8 » 24 lis 2017, o 09:50

Macie rację, a ja źle napisałam to, co chciałam powiedzieć. Z tymi grubaskami to była taka luźna myśl, że szczuplejsze książki mają teraz lepiej. Bo człowiek zabiegany, dużo podróżuje po świecie, więc niechętnie będzie taszczył tomiszcze po 1000 i więcej stron, jeśli może wybrać 300, równie dobrze napisane. Ebooki też nie każdy lubi.
A co do samych książek, można napisać krótką opowieść, w której będzie więcej opisów niż akcji i można też długą ze zgrabnymi oraz zwięzłymi opisami, porywającą akcją, itd. Pamiętam, że jak zaczynałam "tworzyć", wydawało mi się, że im więcej stron, tym lepiej. I powstawały potem okropnie kwieciste opisy, które wówczas były dla mnie piękne, i pojawiało się tysiące niepotrzebnych słów, ale wtedy wszystkie były absolutnie niezbędne. :D Myślę, że dopiero drabble trochę mnie z tego wyleczyło.
Granice mojego języka są granicami mojego świata.

Awatar użytkownika
Camenne
Jawna opcja Mandaloriańska
Jawna opcja Mandaloriańska
Posty: 4787

#1 Brzytwa Ockhama

Post#9 » 24 lis 2017, o 10:15

Eneriston pisze:Z tymi grubaskami to była taka luźna myśl, że szczuplejsze książki mają teraz lepiej. Bo człowiek zabiegany, dużo podróżuje po świecie, więc niechętnie będzie taszczył tomiszcze po 1000 i więcej stron, jeśli może wybrać 300, równie dobrze napisane.
Na pewno masz rację, ale tak się w sumie zastanawiam, jak się to ma na przykład do tych "tomiszczy" obyczajowych, które się ostatnio pojawiają w księgarniach (przynajmniej ja je zauważam, bo są eksponowane, zawsze w top sprzedaży lub jako polecane), na przykład "Szczygieł" (prawie 900), "Światło, którego nie widać" (ok. 650), "Słowik" (ok. 600), "Wszystko, co lśni" (też prawie 900). Grube, ładnie wydane, w twardej oprawie i też trochę większe od standardowego rozmiaru książki. Fabryka Słów też od lat drukuje powieści w coraz większych czcionkach i interliniach, finalnie każda ich książka ma już bliżej 500 stron niż 300. Może już powoli odchodzi się od czytania "na szybko"?

Pamiętam, że jak zaczynałam "tworzyć", wydawało mi się, że im więcej stron, tym lepiej. I powstawały potem okropnie kwieciste opisy, które wówczas były dla mnie piękne, i pojawiało się tysiące niepotrzebnych słów, ale wtedy wszystkie były absolutnie niezbędne. :D
Been there, done that :D
Po-ta-toes! Boil them, mash them, stick them in a stew. Lovely big golden chips with a nice piece of fried fish.


Skróty: Jak poprawnie zapisywać dialogiMyślnik, półpauza i dywiz (łącznik) – jak je poprawnie stosowaćJak wstawić wcięcia akapitowe:piorko: Piórko

Awatar użytkownika
Zireael
Lewa ręka ciemności
Lewa ręka ciemności
Posty: 219

#1 Brzytwa Ockhama

Post#10 » 24 lis 2017, o 12:32

Bardzo dobre podsumowanie! A jeszcze lepiej, kiedy tę zasadę wprowadza się w swoim życiu i pracy - praktykuję i polecam :D
Takie poradniki są potrzebne dla adeptów sztuki pisarskiej, chyba że ktoś ma ten naturalny talent do prowadzenia fabuły bez nadmiernego uciekania na boki - ale najczęściej jest tak, że do tej sprawności dochodzi się miesiącami lub nawet latami. Widzę, że świetnie radzisz sobie z tematem - zachęcam do popełnienia podobnego tekstu o innych zasadach logiki, np. wynikaniu logicznym, potocznie zwanym ciągiem przyczynowo-skutkowym, też bardzo ważny temat i spójny z Brzytwą :) Gratulacje!
Salve lux post tenebras!

www.alternation.pl / www.alternation.eu

Wróć do „Jak pisać?”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość