Granice krytyki

Dyskusje o książkach, ich autorach i na pokrewne tematy.
Giwi

Granice krytyki

Post#11 » 17 wrz 2012, o 21:57

Lailerosse pisze:To nie autorka, to marketing i społeczeństwo, które czasem zachowuje się jak stado owiec i można im sprzedać wszystko, jeśli tylko nada się temu odpowiednie opakowanie. Jeśli za plus uważasz, iż po raz kolejny okazało się, że "iloraz inteligencji tłumu równy jest IQ najgłupszego jego przedstawiciela podzielonemu przez liczbę uczestników", to to jest fakt.


Właśnie to opakowanie nadała Meyer: pierwszoosobówkę (jeśli dobrze pamiętam) zwykłej dziewczyny, z którą prawie każda dziewczyna może się utożsamiać. Tak, wiem, że to już było (chociażby pamiętnik księżniczki), ale dla mnie sukcesem jest, że Meyer rozciągnęła to na cztery długie jak cholera tomy. Mi by się nie chciało :D

Awatar użytkownika
Lailerosse
Ukryta Opcja Imperialna
Posty: 1997

Granice krytyki

Post#12 » 18 wrz 2012, o 12:08

Pisząc "opakowanie" miałam na myśli rozdmuchaną kampanię reklamową ;) To jak z "Fifty shades of Gray (Grey? a co za różnica)" - jest gorzej napisane niż regularna erotica, a robią z tego bestseller. Albo z "Eragonem", którego reklamowali jako powieść nastolatka i to niby miało go wyróżniać? Ludzie się na to rzucili bo "omg, młody napisał fantasy", a dopiero potem wielu się zorientowało jaki to straszny gniot.

Powiem tak, granice krytyki na pewno przekraczają ludzie, którzy krytykują autora, bo tak im się ubzdurało albo wydaje im się, że w ten sposób są oryginalni. Kiedy nie przeczytali nawet połowy jego książki, a na każdym kroku robią mu czarną reklamę, pozbawioną jakichkolwiek konkretnych argumentów.
"I'm not evil, I'm just differently moral."

"Life's a bitch, now so am I."

“To be a Sith is to taste freedom and to know victory."

Róża Saronu
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 132

Granice krytyki

Post#13 » 31 maja 2016, o 19:43

Gorzej sprawa się ma z całymi dziesiątkami "recenzji" pisanymi tonem znawcy, bo znajdą się i tacy, którzy uwierzą w nie na słowo i nie zadadzą sobie pytania, czy faktycznie ich autor miał podstawę, by wysnuć takie wnioski.
O to, to! Myślę, że taka krytyka jest najgorsza - krytykuję, bo chcę pokazać, że się znam na literaturze, ale nie należę do stada owiec, które idzie za tym, co modne. Najbardziej wkurzają mnie ludzie, którzy nie rozumieją tekstu, ale mimo to jadą po nim i po autorze.

Oczywiście poziom książki nie odzwierciedla jednoznacznie poziomu autora, ale kiedy się czyta wywiady... Ja np. nienawidzę książek Pilipiuka i samego Pilipiuka, ale nie za te bezwartościowe czytadła, które kradną czas, tylko za całokształt. Gdybym miała recenzować któreś z owych czytadeł, to pojechałabym ostro i po nim, i po autorze.

Temat właściwie jest dzieckiem etosu księgi: ludzie, a zawłaszcza początkujący pisarze (pod warunkiem, że potrafią rzetelnie ocenić siebie i nie popadają w megalomanię), którzy wiedzą, jak trudno napisać jakiekolwiek obszerniejsze dzieło, mają gdzieś zakodowany szacunek dla autora opublikowanego dzieła. W konfrontacji z dzisiejszą rzeczywistością ów etos musi budzić wątpliwości. Dziś książka jest, jak mówicie, produktem, który trzeba dobrze wypromować i sprzedać. Dziś króluje internet, który stwarza mylne przekonanie, że każdy może tworzyć literaturę. Zaciera się granica między kulturą wysoką i kulturą dla mas... To właśnie generuje sytuacje, w których zaciera się również granica między profesjonalną krytyką a odczuciem czytelnika.
Uroki demokracji ;))
Jam narcyz Saronu,
lilia dolin.

Wróć do „Książki”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość