Załoga

Długa proza: fragmenty powieści, długie opowiadania i tasiemce innej maści.
Regulamin forum
W tym dziale należy publikować opowiadania, powieści oraz inne długie formy prozatorskie. Utwory krótkie (drabble, miniatury, krótkie opowiadania) publikujemy w dziale "Miniatury i drabble".

Przydatne definicje
drabble – krótka forma literacka licząca dokładnie sto słów

miniatura literacka (short story) – krótki utwór składający się z mniej niż 7 500 słów

opowiadanie – krótki utwór epicki o prostej akcji, niewielkich rozmiarach, najczęściej jednowątkowej fabule, pisany prozą

powieść – długi utwór narracyjny opisujący rozbudowany ciąg zdarzeń

Jeżeli twój tekst jest dłuższy niż 25000 tysięcy znaków ze spacjami, należy go podzielić na części. Każda część musi znaleźć się w osobnym temacie i nie przekraczać ww. objętości.
Nazwa tematu powinna składać się z tytułu tekstu. Dodatkowo, dla tekstów wieloczęściowych, w tytule należy podać numer części, na przykład "Tytuł - część 1". W przypadku publikowania fanfiction, należy podać źródło w nawiasie kwadratowym, przykładowo: "[Harry Potter] Tytuł opowiadania".
Każdy tekst należy odpowiednio otagować. Tagi wybieramy z pola pod tytułem tematu. Listę tagów oraz ich podział można znaleźć na podstronie. Dla publikacji wieloczęściowych funkcjonuje dodatkowy tag tekst wieloczęściowy, a dla fanfiction fandomowe (np. fanfiction-harry-potter).
Awatar użytkownika
Troxx
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 99

Załoga

Post#1 » 4 wrz 2018, o 23:33

Od Autora: Uwaga. Ten tekst to mieszanina swoistego absurdu, groteski i dziwactwa (żeby nie było, że nie ostrzegałem) może wywoływać skrajnie emocje. Postacie celowo mówią nielogicznie itp. Ten tekst to jakby wstęp/ zaproszenie do nowej konwencji. Publikacja ma na celu sprawdzeniu jak ten eksperyment się przyjmie.
Ps. Nie mam wciąż pomysłu na tytuł. Więc możecie podrzucić jakiś;) w Sumie to opowiadanie powinno raczej trafić do działu "inne"
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

— Żagle w wiatr!
Strojna Ann jak szalona wskoczyła na deski przedniego pokładu. Kompas na który się tak zaciekle gapiła, nie mógł kłamać. Ze starej mapy pozostały strzępy, jednak najważniejsze wskazówki spisano na najdroższym pergaminie. Ależ czego załoga Krwawego Barona tak poszukiwała?
Złoto jest odpowiedzią.
Połyskujące słonecznym blaskiem w ozdobnych skrzyniach tylko na nich czekało. W to przynajmniej wierzyła sama Strojna Ann. Przydomek nie z przypadku, a z rozsądku raczej. Tak ją sama załoga ochrzciła. Owszem, lubiła odziewać się w zacne stroje. Skórzana czapka i dzisiaj ochroniła kasztanowe kosmyki przed promieniami piekielnego słońca. Zawsze stąpała boso po rozgrzanych deskach pokładu. Tylko kostkę zdobił ciąg błyszczących kamieni. Mało tego, Trupi Wiatr za każdym razem próbował porwać jej purpurową suknię z gorsetem wprost do paszczy szczęk samego diabła. Jak to opowiadają w portach: Taka to i by w karty z czarcim pomiotem zagrała.
Dziś jej rozdanie. Czuła to w kościach.
Stara krypa przyjemnie trzeszczała od uderzeń oceanicznych fal. Ich ruch wdzięcznie naśladowały bieluteńkie żagle.
Na rwistym wietrze trzepotała hebanowa chorągiew z bielutkimi jak śnieg piszczelami i roześmianą czaszką. Słoneczny żar działał na załogę hipnotyzująco.
Tak ktoś rozpowiadał. Prawda inaczej wyglądała.
W demonicznej grze wewnątrz Upadłych Grani, Strojna Ann przegrała już wszystko: Rozum, rozsądek, ciało, duszę. Nawet jeśli Diabli każą tańczyć, nie cofnie się przed tym by to uczynić.
Od nieodległych czasów to on tutaj rządzi. Gdy wpychało mokry język do damskich uszu i wydawało rozkazy, nie myślała nawet o sprzeciwie. Nie potrafiła wyzbyć przyjemnego uczucia, łaskoczącego zmysły. Wchodzi do mózgowia i otacza ciepłą narzutą. Klątwa zarażała resztę. Przechodziła na kamratów niczym czarna ospa. Powtarzała słowo w słowo to, co nieczysty intruz szeptał.
— Rzucić kotwicę! Wszystko jedno jaką. Losujcie między sobą – Wykrztusiła w końcu.
Połowa druhów stanęła dęba. Jak to? Już żagle w belkach nastroszone. Wiatr miary dwudziestu-dwóch węzłów obłoki rozrywa. Czarny Sęp mało ze zdziwienia się nie wywalił na drewnianej nodze. Inną zagwozdkę rozgrywał Jack Red. Zbyt serce go ściskało na to co widział. Sześć beczek pełnych rumu zaraz wyleci za burtę na jego oczach. Trzeba dobytek ratować. Co jedną baryłę pod pachę zawijał, tak druga mu z uścisku uciekała. Czasem wyciekła zacna kropla ognistego dobra. Co w powietrzu frunęło, to do gęby łapał. Red był wychudzony. Prawdziwy szkielet. Wystawały ponad miarę szpiczaste gnaty. W załodze taka malizna się na coś przydaje. Gdy kufer trzeba opędzlować i zamek rozpakować, on zrobi to bezbłędnie. Szkoda go widzieć w szczękach rekinów.
Mały rzucał właśnie żeliwną kotwicę w błękitna taflę oceanu. Choć niewielkich rozmiarów, kafar z niego straszliwy. Dwóch szczurów okrętowych pucowało pokład szczotami na błysk. Tacy nie mają nic do gadania. Albo pokażą osobistą wartość i zostaną prawdziwymi wilkami morskimi, albo zawitają w ciemnicy oceanicznej głębi. Póki co, odwalali robotę w spartańskich warunkach za uncję czerstwego chleba i kubek ciepłego rumu z drugiej ręki. Ci to dopiero ulegali diabelskim pokusom!
Kapitan dumnie nastroszyła piórka. Stanęła na palcach. Dłonie zaplatała na tyłach z zadowolenia.
Kiedy Strojna Ann miała wzniosłe cele, dwójka braci ledwo stała na nogach. To znaczy... na kolanach. Wisieli wysoko między snem a jawą na giętkiej pajęczynce. Ta cienka powłoka w końcu musiała się zerwać. Dwójka młokosów wpadła do gęstej i lepkiej fantasmagorii. Już z niej nie wyjdą... Tonęli w odmętach.
Zżerał od środka skrajny pracoholizm. Paskudne. Lepiej alkoholu miłośnikiem zostać. Wzięli ostry rozpęd. Szorowali mokrymi szczotami co popadnie. Młodszy David wyglądał, jakby ktoś go z cygańskiego taboru wyrwał. Taka już uroda, ale do rzeczy. Zanurzył wpierw narzędzie w starym cebrzyku pełnym wody, a dopiero potem brał fuchę. Trafił na pion całkiem przypadkiem.
Nie widział dokładnie. Diabli zakazali patrzałek używać. Tępo pomyślał, że na belkę masztową trafił. Zachodził tylko w głowę dlaczego ten pal taki miękki i delikatny w dotyku. Bez owijania w bawełnę zaczął macać jak szalony. Ba, nawet mokrą ścierą kilka razy przejechał. Twór wstawał leniwie. Jakby sam ustawiał się do tego, co chłopczyna wyprawia. Mało tego, tajemniczy obiekt wdzięcznie zginał i marszczył powierzchnię, a wcale nie uciekał.
W tym momencie stała się rzecz niezwykła. Najwyższy wódz Krwawego Barona znany z niezliczonych bojów i kamiennej powagi, wybuchnął niekontrolowanym śmiechem. Cóż za zrządzanie losu. Najmniejszy trybik machiny okrętowej odkrył właśnie zakurzony sekret, zamknięty w odmętach przeszłości. Mowy nie było, by zerwać się z tego szaleństwa. Przez ten krótki czas czarna magia zdążyła zasiać plony w jej umyśle. Całkowicie kontrolowała domostwo. Korzenie drążyły tunele bardzo głęboko. Wszystko w niej puszczało i topniało. Uległa całkowicie.
Uradowana kapitan, położyła się swobodnie na pokładzie błagając o więcej. Tak się ułożyła, by satysfakcji czerpać korzystnych sporo. Najpierw pięty pętlą zatoczyć. Następnie stąpać przez środek, jak po ogrodzie własnym długie spacery prowadzić. Paliczki muskać delikatnie, niczym ranną rosę z listków młodych spijać. Oj trzeba nowicjuszy wszystkiego nauczyć. Krok po kroku.
Na Zimną Mary, pełniącą funkcję zastępcy tylko skinęła przez łzy szczęścia.
— Każ muzykować bez ustanku. Biesiadujmy... na kartacze! Biesiadujmy! Kielichy wznieśmy! Do diabła z bogactwem.
Wszystko wskazuje na to, że sama kapitan nie będzie uczestniczyć w prowizorycznym bankiecie.
Na początku sądziła, że jej dowódca postradał zmysły. To historia. Siły ciemności coś podpowiadały Zimnej Mary. Bez namysłu zsunęła swoje czarne buciory i wyrzuciła za burtę jak zbędny balast.
— Wolność i swoboda drodzy towarzysze! Do biesiady! – Przeciągnęła się kocim stylem z zadowoleniem. Skończyła wpierw wygibasy, a dopiero zagwizdała w palce. Muzycy wyskoczyli z kwater w pełnym uzbrojeniu. Koncert rozpoczęło eleganckie brzmienie lutni. Wchodził czasem flet prosty. Melodia nabrała tempa, gdy kilka partii skrzypiec weszło w ruch. Rzępolili tak głośno, by skutecznie zagłuszać euforyczne uniesienia i nieludzkie piski.
Też coś. Kiedyś to się działo! Ależ emocje sięgały zenitu, gdy grano w kulanego głową sławnego kupca – Hermana Rachenzauera tuż po egzekucji. Na deskach tejże łodzi rzecz jasna.
Tańce rozpoczęli. Bawili się nawet ci, których Matka Natura hojnie nie obdarzyła w urodę, czy sprawne ciało. Jeno porwany bankier zaczął coś wyliczać na swym pożółkłym pergaminie. Wąsa siwego podkręcił tylko z zamyślenia. Okular już czwarty raz zleciał mu z ocznej gałki. Z tych nerwów atrament z buteleczki potrafił wypijać. Być może uważa, że to lepsze niż rum pokładowy.
— Raz, dwa, pięć. Nie! Za duży ruch tutaj. Pracować nie da rady. Ile tu zmarnowania na tym pokładzie! Jakie inwestycje można by podjąć. Dwieście. Nie! Pięćset! Na tej krypie przecież przystoi zbudować centrum światowej finansjery. Bilans wyszedłby na plus! Ojoj – Starzec złapał się za głowę. Zaczął energicznie tupać i wymachiwać rękami. Nikt tak na prawdę nie zwracał na niego uwagi. Kilka razy za ledwie kosmaty zarost stał się zdatny jako chusta do wycierania nosa.
Nareszcie ktoś wyjął korek z dębowej beczki. Alkohol tam się dusił, do gardziołek wprowadzić trzeba jak najszybciej. Częstowano się wedle swojej woli. Metalowe kubełki napełniały się jeden za drugim. Gdy baryłka świeciła pustkami, opróżniano kolejną.
Towarzystwo wniosło toast, unosząc w górę swe kielichy. Damy w różnobarwnych sukniach, bez zbędnego obuwia, konwersowały na wielce interesujące tematy. Warto wspomnieć w tym momencie o Bobie Paskudniku. Ten jakże bogaty w doświadczenia i liczne rany na twarzy wilk morski, rozgryzał wszelkie zagadki sensu egzystencji.
— Czy zastanawiała się pani kiedyś po co właściwie żyjemy? Co jest właściwie celem naszej egzystencji? – Po zaroście się zapchlonym podrapał. Sam do końca nie wiedział. Pogubił się we własnym pytaniu i biadoleniu już samym.
— Zależy czy pan uznaje Arystotelesa podejście, czy w epikurejskim stąpa się padole. Zbyt przywiązujemy wagę do dóbr materialnych i doczesności. Moja, osobista słabość – Powiedziała Zimna Mary, wypuszczając powietrze i kołysząc się bardziej niż sam statek.
Wprawiła się w jeszcze lepszy nastrój. To przez ciepły nektar. Sączył się bez końca z wnętrza w postaci dziewiczych źródełek. Nie inaczej zaznawały tego jej towarzyszki. Tak toczyła się pogawędka. Nie wszyscy towarzysko lubili się udzielać. Olbrzym Sven jako jedyny tkwił w odosobnieniu. Na rufie mógł spokojnie komponować swój poemat na różanym papierzysku gęsim piórem. Tylko on zauważył, że oceaniczna tafla dziwnie sczerniała, jakby ktoś beczkę atramentu rozlał. Woda złowieszczo bulgotała. Gigantyczne purchle mazi pękały. Za chwilę pojawiały się nowe, jeszcze większe.
Coś skrywało głębiny. Cokolwiek by to było, postanowiło się przebudzić. Tysiące trupich dłoni przebijały splugawioną ciecz. Wszystkie obgryzione do kości. Wyschnięte ścięgna i mięso same odpadały. Niedoszły poeta wybałuszył oczyska. Tą sytuacje jak najszybciej chciał ująć w swych literackich wypocinach, ale nie mógł. Czuł się sparaliżowany do cna, a serce popełni samobójstwo. Z przepitego gardła rozlegał się tylko niemy krzyk. Śmierć objęła poetę w ramiona dość szybko. Ciała do tej pory nie odnaleziono.
Bo tak to już jest. Jednych czort sowicie nagradza, a innym bez słowa odbiera.
Font, nie czcionka!

Tagi:

Mszczuj
zaczarowane ostrze
zaczarowane ostrze
Posty: 223

Załoga

Post#2 » 15 wrz 2018, o 10:41

Bardzo barwny obraz namalowałeś swoimi słowami. Taki harmider na pirackim statku. Ciekawi mnie, czy masz zamiar wykorzystać go do pociągnięcia jakiejś dłuższej akcji, czy po prostu bawisz się słowami i kreślisz sobie takie obrazy dla własnej satysfakcji?

hehe zarymowałem

Awatar użytkownika
Troxx
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 99

Załoga

Post#3 » 15 wrz 2018, o 17:34

Chce zobaczyć jak to się przyjmie : ten styl, język. No jeśli dobrze, to więcej takich dziwnych i absurdalnych przygód tejże załogi będzie ;) I to tak są pierwsze próby takiego czegoś. Więc jeśli się rozkręcę, ten harmider jeszcze większy będzie. ;) A to kompletne opowiadanie już.
Font, nie czcionka!

Awatar użytkownika
Karen
Mistrzyni tortur narzędziami dentystycznymi
Mistrzyni tortur narzędziami dentystycznymi
Posty: 1498

Załoga

Post#4 » 16 wrz 2018, o 13:55

Owszem, lubiła odziewać zacne stroje.
chyba zgubiłeś ''się'' - bez niego dziwnie brzmi.
Drażni me oczy spacja przed dwukropkiem. Ani to poprawne, ani to estetyczne.
A sam tekst... Mam mieszane uczucia. Z jednej strony, owszem, styl może i pasuje i barwnie opisuje zamieszanie na pirackim statku. Z drugiej zaś strony... nie kupuję tego. Ot, chyba nie moje klimaty, nie moje gusta. ;)
Jeśli nie wiesz, co masz dalej zrobić, to zrób sobie kawę.

Awatar użytkownika
Troxx
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 99

Załoga

Post#5 » 16 wrz 2018, o 14:25

Aaa dlatego, że "się" za dużo. Dwukropek poprawię. Nie dla każdego to opowiadanie;) Dzięki za komentarz;)

Ps. Zrobię Karen na złość ( to z sympatii przeca! ) i będę dalej kontynuował te absurdalne przygody załogi czubków :P
Font, nie czcionka!

Wróć do „Proza: opowiadania i fragmenty powieści”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości