[STAR WARS] Przekrzyczeć ciszę

Długa proza: fragmenty powieści, długie opowiadania i tasiemce innej maści.
Regulamin forum
W tym dziale należy publikować opowiadania, powieści oraz inne długie formy prozatorskie. Utwory krótkie (drabble, miniatury, krótkie opowiadania) publikujemy w dziale "Miniatury i drabble".

Przydatne definicje
drabble – krótka forma literacka licząca dokładnie sto słów

miniatura literacka (short story) – krótki utwór składający się z mniej niż 7 500 słów

opowiadanie – krótki utwór epicki o prostej akcji, niewielkich rozmiarach, najczęściej jednowątkowej fabule, pisany prozą

powieść – długi utwór narracyjny opisujący rozbudowany ciąg zdarzeń

Jeżeli twój tekst jest dłuższy niż 25000 tysięcy znaków ze spacjami, należy go podzielić na części. Każda część musi znaleźć się w osobnym temacie i nie przekraczać ww. objętości.
Nazwa tematu powinna składać się z tytułu tekstu. Dodatkowo, dla tekstów wieloczęściowych, w tytule należy podać numer części, na przykład "Tytuł - część 1". W przypadku publikowania fanfiction, należy podać źródło w nawiasie kwadratowym, przykładowo: "[Harry Potter] Tytuł opowiadania".
Każdy tekst należy odpowiednio otagować. Tagi wybieramy z pola pod tytułem tematu. Listę tagów oraz ich podział można znaleźć na podstronie. Dla publikacji wieloczęściowych funkcjonuje dodatkowy tag tekst wieloczęściowy, a dla fanfiction fandomowe (np. fanfiction-harry-potter).
Kelan
Zdobywca Artefaktu 2014
Posty: 19

[STAR WARS] Przekrzyczeć ciszę

Post#1 » 7 sie 2014, o 15:35

Jako że mogę wreszcie wstawić tu coś od siebie, zacznę może od trzyletniego już opowiadania, jakie swego czasu popełniłem na konkurs na Bastionie. Choć umiejscowione w uniwersum wymyślonym przez gościa we flanelowej koszuli, miłośnicy typowych Gwiezdnych Wojen nie znajdą tu ich jednak zbyt wiele. Jako, że to mój tutejszy debiut - z góry dziękuję wszystkim, którym zechcesię całość przeczytać :)

Przekrzyczeć ciszę

Szczęście jest niczym niewierna suka, nie zważająca na prośby i błagania. Gdy wydaje nam się, że zagościło w naszym życiu na dobre, gdy wszystkie sprawy zaczynają układać się w wymarzony sposób, uderza nas niczym asteroida… lub śmigacz prowadzony przez pijanego pilota. Stoję tu, w centrum galaktyki, spoglądając na niebosiężne wieżowce pomiędzy którymi, niczym mrówki w mrowisku przemieszczają się miliony pojazdów. Patrzę na płynący chodnikami tłum ludzi i czuję się samotny jak jeszcze nigdy w życiu. Morze świateł i neonów pod stopami wzywa mnie obietnicą ukojenia, lecz naprawdę, czy żywa istota po osiągnięciu pewnego punktu nie przestaje czuć bólu, a wszelkie uczucia zostają wyparte przez otępiającą pustkę? Wiatr targa moje włosy, lecz nie czuję już niczego. Zamknięty w więzieniu własnego umysłu, ruszam na spotkanie z nieuniknionym.


Jaskrawe światło lampy brutalnie zaatakowało moje zmysły, gdy tylko spróbowałem otworzyć oczy. Znajoma, przesiąknięta zapachem jej włosów woń poduszki, uzmysłowiła mi, że znajduję się w domu. Powoli uchyliłem powieki, starając się odczytać cokolwiek z zamazanego obrazu, jaki zmaterializował się przed moimi oczami. Ruchomy obiekt, w którym rozpoznałem droida sprzątającego, zdawał się nie zauważać mojej obecności, skupiony na innych zadaniach. Walcząc z otępiającym bólem głowy, podjąłem skuteczną próbę podniesienia się z łóżka. Pokój znajdował się jak zwykle z stanie kontrolowanego nieładu. Na podłodze, oskarżająco zwrócona w moją stronę, leżała pusta butelka Koreliańskiej Whiskey, zerkając na mnie swym opróżnionym wnętrzem. Moją uwagę przykuła migająca dioda niewielkiego urządzenia, znajdującego się przy wezgłowiu łóżka. Wcisnąłem przycisk, a nad niewielką tarczą ukazał się holograficzny obraz pięknej kobiety, na twarzy której igrał delikatny uśmiech. Mówiła coś, lecz do mych uszu nie dotarło ani jedno słowo. Zimny pot wystąpił mi na czoło, a ręce bezwiednie zaczęły się trząść. To nie mogła być przecież prawda. Martwa osoba nie jest w stanie nagrać zapisu holograficznego. Żart? Kto jednak mógł być aż tak okrutny?

… czekam na ciebie.

Nie. Ten głos nie mógł być fałszywy. Zapis zaczął być odtwarzany od nowa.

Hal, wybacz że zostawiłam cię samego praktycznie w środku nocy. Wyjaśnię, gdy się zobaczymy. Spotkajmy się później w …… czekam na ciebie.

- Gdzie się spotkamy?! – nie zapanowałem nad swym głosem.
Ponownie oglądnąłem nagranie, lecz za każdym razem w tym samym momencie zapis zniekształcał się, czyniąc niemożliwym zrozumienie kluczowej jego części. Narzuciłem na siebie ciuchy, które leżały rozrzucone po podłodze i chwiejnym krokiem skierowałem się do kuchni.
- Nina? – mój głos wypełnił pomieszczenie, choć sam nie zdawałem sobie sprawy dlaczego ją wołam. Nie oczekiwałem w końcu odpowiedzi. Nina zginęła przecież w tym cholernym wypadku i nic nie mogło mi jej zwrócić. Co jednak z nagraniem, które właśnie odtwarzało się kolejny raz? Może ten wypadek był jedynie koszmarem, z którego właśnie się obudziłem? Może to wszystko było jedynie wymysłem mojej chorej wyobraźni? Musiałem wyjść. Chociaż szukanie kogoś na oślep na Coruscant miało podobny sens do próby strącenia niszczyciela gwiezdnego z orbity za pomocą kamienia, nie potrafiłbym w agonii bezczynności czekać na jej powrót.
Drzwi zasunęły się za mną bezszelestnie. Po miękkim dywanie wyścielającym korytarz ruszyłem w stronę windy. Czekała na mnie, zapraszając bezwstydnie rozsuniętymi drzwiami i jaskrawym światłem rozświetlającym jej wnętrze. Bez namysłu oddałem się w jej objęcia i runęliśmy ku poziomowi chodników.
- Dobry wieczór panu, Panie Ribbs – droid pełniący w naszym budynku funkcję recepcjonisty zabrzmiał dokładnie tak samo jak setki poprzednich razy. Zamyślony skinąłem jedynie głową. Większość mieszkańców nie siliłaby się nawet na taki gest. W pogoni za pieniędzmi i karierą nie zauważali innych żywych istot, a co dopiero ich mechanicznych odpowiedników. Pośpiesznie wyszedłem na zewnątrz i nagle zamarłem w bezruchu. Nieopodal mnie, gnany gwałtowniejszymi podmuchami wiatru, majestatycznie przepłynął czarny, kobiecy szal. Przerażające było to, że był jedynym ruchomym obiektem w zasięgu mojego wzroku. Szare, nieprzesłaniane milionami pojazdów niebo, zawisło nieruchomo nad nieoświetlonymi, lśniącymi od deszczu chodnikami, których nie przemierzała żadna żywa istota. Otaczające mnie wieżowce, spoglądały na mnie posępnie ciemnymi oczodołami okien, nie zdradzając czyjejkolwiek obecności.
- Meri? – wezwałem droida wchodząc z powrotem do hallu.
M3R1 – tak brzmiał jego numer seryjny, lecz dla własnej wygody, zwracałem się do niego eliminując z nazwy liczby. Nigdy nie miał mi tego za złe. Zastanawiałem się czasem, czy był w ogóle w stanie czuć cokolwiek.
- Meri! – krzyknąłem ponownie, lecz nie otrzymałem żadnej odpowiedzi. Miejsce, w którym przed chwilą znajdował się droid, było obecnie puste.
- Jest tu ktoś? – ponowiłem pytanie, lecz ponownie jedyną odpowiedzią jaką otrzymałem było ledwie słyszalne buczenie wyświetlaczy holograficznych, zmieniających wystrój hallu w zależności od okazji. Zakląłem szpetnie, a me słowa echem potoczyły się po pustym korytarzu. Ponownie wyszedłem z budynku i po krótkiej chwili zawahania, ruszyłem na wschód. Mijałem puste przybytki różnego rodzaju, które na co dzień tętniły życiem o każdej porze dnia i nocy. Teraz niczym wraki po bitwie zastygły w bezruchu pod niedziałającymi neonami, ekranami i wyświetlaczami holoreklam. Szedłem tak, sam nie wiem jak długo. W międzyczasie nic nie zakłóciło nieskażonego ruchem obrazu, rozciągającego się przed moimi oczami. Jedynie niebo zdawało się stopniowo ściemniać. Pierwsze krople deszczu rozbiły się na moim czole, a niezliczona ilość ich bliźniaczych sióstr, skryła w swej mokrej zasłonie większość okolicznych budynków. Byłem już całkowicie przemoczony, gdy nagle w oddali zamajaczyło jakieś światło. Przyśpieszyłem kroku i po kilkunastu minutach, stanąłem u stóp gigantycznej holoreklamy. Beebleberry - głosił zachęcająco napis zasłaniający obfity biust czerwonoskórej, w bezpruderyjnie niedwuznaczny sposób przygryzającej dolną wargę Twi’lekanki - spełniamy pragnienia.
- Doprawdy? – mruknąłem do siebie.
W tym samym momencie obraz lekko się rozmazał i miejsce Twi’lekanki zajęła odwrócona tyłem kobieta o nienagannej sylwetce. Linia jej kręgosłupa falowała delikatnie, współgrając z nieznacznymi ruchami bioder. Kobieta uniosła ręce ku kaskadzie kasztanowych włosów, opadających jej na plecy i uniosła je, wplótłszy w nie dłonie. Odwróciła głowę, ukazując nad lewym ramieniem profil swojej twarzy. Zamarłem w bezruchu, nie mogąc dobyć z siebie słowa. Osoba, która oblizała właśnie ponętnie usta, była moją żoną. Otarłem oczy z zalewającej je wody i uniosłem wzrok na holoreklamę. Czerwonoskóra Twi-lekanka w przekonujący sposób zachęcała do odwiedzin klubu, jak gdyby nigdy nie zniknęła z ogromnego ekranu.
Nie potrafię wytłumaczyć w jaki sposób dotarłem na miejsce, lecz po upływie bliżej nieokreślonego czasu, który mógł się zamknąć zarówno w godzinie, jak i dwóch, dotarłem do Beebleberry. Woda strumieniami spływała po zawieszonym nad wejściem, świecącym na czerwono logo klubu, przedstawiającym kobietę kąpiącą się w kieliszku szampana. Klub był jedynym oświetlonym budynkiem jaki dostrzegłem. Skąpany w fioletowym, niezbyt nachalnym świetle front masywnej budowli sprawiał zdecydowanie pozytywne wrażenie, odstając poziomem od często wulgarnych przybytków tego typu. Beebleberry cieszyło się zresztą opinią jednego z najlepszych klubów nocnych na całym Coruscant, a jeśli chodzi o urodę tancerek, ponoć nie miało sobie równych. Gdy zbliżyłem się do drzwi wejściowych, te rozsunęły się bezdźwięcznie, a mych uszu dobiegła muzyka. Niepewnym krokiem zagłębiłem się w spowity w półmroku, krótki korytarz, wystarczająco szeroki, by pomieścić przynajmniej dziesięciu mężczyzn idących ramię w ramię. Doprowadził mnie od głównej sali, gdzie na wprost znajdowała się wielka scena, na której swe wdzięki prezentowały największe gwiazdy klubu. Nade mną, wychylając się ciekawie, zawisły balkony kolejnych dwóch pięter. Tam na niewielkich, podobnych do klatek świetlnych scenach, swe wdzięki prezentowały tancerki wciąż budujące swoją renomę. Machinalnie, jak gdybym znajdował się pod czyjąś kontrolą, zbliżyłem się do jednego z podświetlanych białym światłem stolików i zająłem miejsce z doskonałym widokiem na scenę. Żadne inne miejsce nie było zajęte. Nagle muzyka ucichła, wszystkie światła w klubie przygasły i po chwili klub wypełniły dźwięki nowego utworu. Jeden z reflektorów wydobył ją z mroku, sprawiając, że w jednej chwili stała się całym moim światem.
- Nina – szepnąłem, nie mogąc uwierzyć w to co widzę.
Ona tymczasem rozpoczęła taniec, jak gdyby spoglądało na nią kilka tysięcy oczu. Płynęła wraz z muzyką, ubrana w krótką, błyszczącą sukienkę, w której światło odbijało się niczym w niezliczonej ilości mikroskopijnych diamentów. Nie zauważając mnie, odwróciła się i pociągnęła za jeden z końców niewielkiej kokardki znajdującej się poniżej jej lewego obojczyka. Sukienka samoistnie zsunęła się na ziemię, prezentując pełnię wdzięków jej właścicielki. Nerwowo przełknąłem ślinę, spoglądając na spektakl, niczym zahipnotyzowany. Nagle dostrzegła mnie siedzącego w bezruchu, zapatrzonego w nią niczym w dzieło sztuki najwspanialszego artysty. Uśmiechnęła się nieznacznie i kokieteryjnie wydęła usta. Wszystko przestało mieć dla mnie znaczenie. Wpatrywałem się w nią, nie wierząc w me szczęście, do momentu, gdy występ nie dobiegł końca i ciemność nie skryła jej ponownie przed moimi oczami.
Ukazała się w jednych z niewidocznych na pierwszy rzut oka drzwiach i pewnie ruszyła w moim kierunku.
- Witaj przystojniaku – powitała mnie z uśmiechem na ustach.
Głos uwiązł mi w gardle.
- Nina – zdołałem z siebie wykrztusić – skarbie.
- Dla ciebie mogę być kim tylko zechcesz – bawiąc się włosami, nawinęła ich pukiel na palec.
- O czym ty mówisz, nie poznajesz mnie?
- Nie rozumiem co masz na myśli, ale jeśli tylko masz ochotę, z rozkoszą poznam cię… dogłębniej.
- Co się tutaj dzieje? – mój głos zabrzmiał obco. – Kim jesteś?
- Kim tylko chcesz bym była. Uosobieniem twoich najskrytszych marzeń i pragnień. Jestem tu tylko dla ciebie.
- Wyglądasz dokładnie jak ona – powiedziałem, czując jak część mojego mózgu, odpowiedzialna za logiczne myślenie, stanowczo się buntuje – twój głos, uśmiech… nawet kolor włosów. To niemo…
- Chodź. Czekałam na ciebie – przerwała mi, nachylając się ku moim ustom i pociągnęła mnie w kierunku drzwi dla specjalnych klientów. Drzwi, przez które kiedyś przechodziłem wielokrotnie.


Głuche uderzenia kropel o szybę wyrwały mnie ze snu. Na wpół przytomnym wzrokiem potoczyłem wokół, ze zdumieniem zauważając, że znajduję się we własnym mieszkaniu. Przezwyciężając ból, który nie dając mi ani chwili wytchnienia rozrywał moją czaszkę, usiadłem na posłaniu. Pod ścianą, pokryte kilkutygodniową warstwą kurzu, stało w równym rzędzie kilka pustych butelek. Coruscancka Brandy, Sullustański Gin i kilka butelek po Koreliańskiej Whiskey, ustawione od największej do najmniejszej tworzyły dość osobliwy widok. Podniosłem się z trudem i zostawiając ślady na pokrytej kurzem posadzce ruszyłem na balkon. To tylko sen, Paul – pomyślałem – jedynie wytwór twojej chorej wyobraźni. Wszedłem na balkon i stawiając nagie stopy na jego zimnej i mokrej powierzchni, podszedłem do balustrady.
- Co się tu do cholery dzieje – szepnąłem, a wiatr wyrwał słowa z mych ust, przy okazji uderzając we mnie ścianą wody.
Nic nie uległo zmianie. Szare chmury kłębiły się nad wymarłym, pogrążonym w ciemnościach miastem, które zaciekle bombardowały krople deszczu. Wielokilometrowe, niebosiężne budynki niknęły w ich objęciach, ciemne i milczące, a żaden odgłos nie mącił jednostajnego szumu deszczu ścierającego się w zaciętej walce z wyciem wiatru. Wszedłem do mieszkania i otoczyła mnie cisza. Nie potrafiłem zrozumieć tego co się dzieje, lecz pchany jakąś wewnętrzną potrzebą, kilka minut później biegłem ku szybowi windy.
- Meri! – krzyknąłem z ulgą w głosie, gdy w hallu zobaczyłem droida zarządzającego
- Witam panie Ribbs – droid odpowiedział tym samym tonem co zwykle. – Czy jest coś co mogę dla pana zrobić?
- Najlepiej wytłumacz mi co tu się dzieje.
- Nie bardzo rozumiem panie Ribbs – gdyby droid mógł rozszerzyć oczy ze zdziwienia, pewnie właśnie by to zrobił.
- Gdzie wszyscy się podziali! – czułem, że powoli tracę panowanie nad sobą.
- Gdy tak stawia pan sprawę – M3R1 na swój elektroniczny sposób analizował sytuację. – Faktycznie ostatnio panuje tu mniejszy ruch.
Nie mając siły na kontynuowanie dyskusji, mruknąłem coś pod nosem i ruszyłem w kierunku wyjścia.
- Panie Ribbs! – mechaniczny głos M3R1 poniósł się po hallu. – Ktoś prosił, by to panu przekazać.
Odwróciłem się i dostrzegłem, że droid w swej tytanowej dłoni trzyma jakiś przedmiot. Podszedłem bliżej i wziąłem do ręki niewielką, metalową kartę, z wygrawerowanym logo hotelu „The Elite”. Odwróciłem kartę i o mało nie wypadła mi z dłoni. Ktoś eleganckim, kobiecym pismem, w którym bez trudu rozpoznałem charakter pisma Niny, napisał na panelu dotykowym karty „Czekam na Ciebie”.
- Kto to tu zostawił? – spytałem, czując jak głos mi się łamie.
- Nie wiem panie Ribbs. Leżało na blacie, z doczepionym numerem pańskiego mieszkania.
Bez słowa wybiegłem na ulewę i nie zważając na fale wody zalewające mi oczy, ściskając w dłoni kartę, ruszyłem w kierunku wskazanego celu. Szczęśliwie „The Elite”, znajdował się w odległości, którą można było pokonać chodnikami w ciągu kilku godzin. Walcząc z nawałnicą parłem do przodu pod czujnym spojrzeniem martwych okien, górujących nade mną wieżowców. Nie wiem jak długo szedłem. Sam pomysł przemieszczania się po Coruscant na nogach był przecież niedorzeczny i nikomu o zdrowych zmysłach nie wpadłby do głowy. Niestety w obecnym stanie nie mogłem zaliczać się do tej grupy, a nawet gdyby, na całej cholernej planecie nie było najwyraźniej żadnego pojazdu. Zacząłem już sądzić, że pomyliłem drogę i zmierzam w zupełnie innym kierunku niż zamierzony, gdy zza jednego z budynków, w oddali wyłoniła się charakterystyczna sylwetka „The Elite” – jednego z najbardziej luksusowych hoteli na planecie. Choć nie był najwyższym budyniem w okolicy, jego wygląd budził uznanie. Teraz nieczuły na spływające po nim kaskady wody, wzywał mnie do siebie, niczym strażnik tajemnic. Mimo zmęczenia ruszyłem biegiem, mając przed oczami uśmiechniętą twarz Niny.
Gdy znalazłem się u stóp budynku, nieoczekiwanie i nagle jak za pstryknięciem palcami, ulewa ustała. Zatrzymałem się zdumiony, spoglądając w niebo wciąż mieniące się odcieniami szarości. Najdelikatniejszy nawet powiew wiatru nie musnął mojej twarzy. Wszystko zdawało się zastygnąć w pełnym napięcia oczekiwaniu. Wszedłem do pogrążonego w ciemności hotelowego hallu.
- Nina! – krzyknąłem, natychmiast zdając sobie sprawę jak naiwnie się zachowuję.
W odpowiedzi, gdzieś w oddali rozsunęły się drzwi windy, zalewając światłem fragment posadzki. Sam nie wiedząc dlaczego, ruszyłem ku nim. Gdy tylko przekroczyłem próg wykańczanej złotem kabiny, drzwi zasunęły się za mną i ruszyłem w górę. Kilkadziesiąt sekund później dotarłem na miejsce, a moim oczom ukazał się skąpany w całkowitych ciemnościach korytarz. Postawiłem poza windą pierwszy, niepewny krok, a miękki niczym trawa dywan poddał się naciskowi mojej stopy. W oddali zapaliła się samotna, przypodłogowa lampa. Po krótkiej chwili zawahania, wpatrzony w niewielkie światło, wstąpiłem w objęcia ciemności. Drzwi windy zasunęły się za mną, odcinając drogę ewentualnej ucieczki. Pogrążony w nicości szedłem ku jasnemu punktowi, będącym moim jedynym łącznikiem z rzeczywistością. Gdy zbliżyłem się do niego, zgasł, a kolejny zapalił się w oddali zachęcając do dalszego marszu. Gdy wędrówka zdawała się trwać już całą wieczność, na ścianie tuż obok mnie, rozbłysł czytnik kart umiejscowiony tuż obok bogato zdobionych drzwi z numerem 1407. Z wnętrza apartamentu dochodziły stłumione głosy. Wyszarpnąłem z kieszeni kartę otrzymaną od Meriego i przyłożyłem do czytnika. Drzwi do pokoju odsunęły się i bezszelestnie wślizgnąłem się do środka. Stłumione głosy dochodziły z najodleglejszej części apartamentu. Ostrożnie przemierzyłem urządzony z przesadnym przepychem pokój dzienny i zbliżyłem się do uchylnych, drewnianych drzwi prowadzących do sypialni. Z jej wnętrza dochodziły odgłosy kłótni między mężczyzną i kobietą. Nagle przeraźliwy krzyk kobiety wypełnił powietrze. Nie czekając ani sekundy dłużej, naparłem barkiem na drzwi, które ustąpiły pod impetem uderzenia. Na łóżku siedziała naga Nina, a przed nią, obecnie odwrócony do mnie tyłem, stał nieznany mi mężczyzna, dzierżący w dłoni blaster. Odwrócił się zaskoczony moim wtargnięciem i skierował broń w moją stronę. Był jednak zbyt wolny. Moja pięść samoistnie wystrzeliła w kierunku jego szczęki, bezbłędnie dochodząc celu. Napastnik zatoczył się na łóżko, upuszczając broń na podłogę. Nie czekając na rozwój wypadków dopadłem do niego i drugi raz potężnie zdzieliłem w głowę, posyłając go na ziemię.
- Skarbie! – wydyszałem z trudem, przenosząc wzrok na kobietę, która z przerażeniem w oczach przyglądała się całemu zajściu. –Już wszystko w porządku. Jestem przy tobie.
Kątem oka dostrzegłem ruch na podłodze i natychmiast zrozumiałem swój błąd. Przeniosłem wzrok na mężczyznę, który mierzył do mnie z upuszczonego wcześniej blastera. Poczułem jak zimny pot występuje mi na czoło, a serce zaczyna walić jak oszalałe. Nie dlatego, że zaraz miałem zginąć. Mężczyzną, który trzymał mnie na muszce byłem ja. Jego palec drgnął na spuście.


Promienie słońca wpadające przez okno omiotły moją twarz. Otwarcie oczu ponownie uzmysłowiło mi, że znajduję się we własnej sypialni. Usiadłem na łóżku, stawiając stopy na czystej podłodze, na której nie leżała żadna pusta butelka. Promienie zachodzącego słońca natrętnie wdzierały się do środka, przez częściowo zasłoniętą szybę. W czarnej, błyszczącej posadzce dostrzegłem swoje odbicie. Przez umysł przeleciały mi obrazy minionych wydarzeń i nagle dotarła do mnie przerażająca prawda. Uderzyła mnie z siłą asteroidy, prawie doprowadzając moją głowę do eksplozji. Jęknąłem, kryjąc twarz w dłoniach i zapłakałem gorzko po raz pierwszy od wielu lat. Poznałem Ninę na Alderaanie, na rok przed jego zniszczeniem przez armię imperialną, w czasie wyjątkowo nudnego przyjęcia z równie nudnymi gośćmi. Wspólne spacery w deszczu czerwonych i żółtych liści spadających z drzew, dały początek czemuś, czego żadne z nas się nie spodziewało i na co nie było gotowe. Pobraliśmy się wbrew wszystkiemu, zdecydowani dzielić chwile radości i smutku. Nie wiem co poszło nie tak, ani kto był temu winien. Nigdy nie twierdziłem, że byłem doskonały. Cholera, czasem byłem nie do wytrzymania. Osiem lat później nasze uczucie podzieliło los miejsca, w którym się poznaliśmy. Naturalnie nie tak spektakularnie. Po prostu stopniowo zaczęło dogasać, aż pewnego dnia mocniejszy podmuch wiatru zgasił je doszczętnie. Każde z nas poszło w swoją stronę, a kilka miesięcy później dotarła do mnie wiadomość, że Nina z kimś się spotyka. Informacja ta kosztowała mnie kilkaset kredytów, ale otrzymałem za nie również informacje wskazujące dokładne miejsce i czas ich kolejnego spotkania. Zresztą szczęśliwie nigdy nie musiałem zbytnio liczyć się z pieniędzmi.
- The Elite! Przynajmniej pieprzy się z klasą – mruknąłem wtedy, będąc już mocno pod wpływem. Gwoli prawdy w tym okresie rzadko kiedy nie byłem.
W dniu wyznaczonego spotkania, po długiej wizycie w barze postanowiłem złożyć wizytę swojej byłej żonie i nowemu właścicielowi jej serca. Poszedłem do The Elite i używając swoich wpływów, zdobyłem numer pokoju w którym przebywała...
- Co ja zrobiłem! – jęknąłem, a z rozpaczy miałem ochotę wydrapać sobie oczy. Nina nie zginęła w wypadku śmigacza. To ja ją zabiłem. Ją i mężczyznę, którego zastałem z nią w łóżku i nic nie mogło tego faktu zmienić. Zabiłem osobę, którą w głębi duszy kochałem nawet gdy pozwoliłem jej od siebie odejść. Zabiłem z zimną krwią i niczym zaszczute zwierzę, uciekłem przed policją, która pojawiła się na miejscu. Uciekłem na dach hotelu The Elite…


Stoję na balkonie oparty o balustradę, spoglądając na skąpane w promieniach zachodzącego słońca opustoszałe miasto. Patrzę na wiatr wzbijający w powietrze rozrzucone tu i ówdzie śmieci, jakby zachęcając je do zabawy. Nie wiem, czy dostanę drugą szansę, lecz jestem w stanie pogodzić się z każdą możliwością. Jestem świadom tego, co uczyniłem i nie śmiem oczekiwać czegokolwiek. Będę tu więc czekał choćby i całą wieczność, by móc być z nią choć przez jeszcze jedną krótką chwilę. Ledwie słyszalny dźwięk przykuwa moją uwagę. Wstrzymuję oddech nasłuchując. Czy to mój umysł wymyślił dla mnie kolejną torturę, czy słyszę czyjeś kroki? Spoglądam na niebo i widzę samotny, pożółkły liść gnany w moim kierunku podmuchami wiatru.

Koniec

Tagi:

Awatar użytkownika
Gorgiasz
Zdobywca Artefaktu 2014 i Autor Lata 2018
Posty: 1042

Przekrzyczeć ciszę

Post#2 » 7 sie 2014, o 20:34

Moim zdaniem to dobrze napisany tekst. Może trochę trudny w odbiorze, nie do końca czytelny za pierwszym razem (ale ja też piszę takie, więc nie mam prawa narzekać), ale chętnie przeczytałem go uważnie po raz wtóry. Jest klimat, jest nastrój tajemnicy, liryczny rytm powtórzeń, który osobiście bardzo cenię - uzyskane dość prostymi środkami. Wszystko plastycznie, obrazowo przedstawione. Brakuje mi tylko pełniejszej postaci Niny, bardziej wyrazistego jej przedstawienia, nieważne czy jako żywej osoby, czy też wspomnienia.

Trochę niedociągnięć:

Szczęście jest niczym niewierna suka, nie zważająca na prośby i błagania.

Coś mi tu się nie podoba. Jeśli pod pojęciem suki masz na myśli psa, to próśb i błagań do psa się nie zanosi. A jeśli dziewczynę, kobietę, to takie sformułowanie jest co najmniej nieeleganckie.

Gdy wydaje nam się, że zagościło w naszym życiu

„nam” niepotrzebne. Zaimków zawsze za dużo i niestety Ty też cierpisz na zaimkozę. Powszechna dolegliwość, ale z czasem uleczalna.

uderza nas niczym asteroida…

„nas” niepotrzebne. I co uderza? Szczęście?

spoglądając na niebosiężne wieżowce pomiędzy którymi

Przecinek przed „pomiędzy” by się przydał.

Znajoma, przesiąknięta zapachem jej włosów woń poduszki, uzmysłowiła mi, że znajduję się w domu. Powoli uchyliłem powieki, starając się odczytać cokolwiek z zamazanego obrazu, jaki zmaterializował się przed moimi oczami. Ruchomy obiekt, w którym rozpoznałem droida sprzątającego, zdawał się nie zauważać mojej obecności, skupiony na innych zadaniach. Walcząc z otępiającym bólem głowy, podjąłem skuteczną próbę podniesienia się z łóżka. Pokój znajdował się jak zwykle z stanie kontrolowanego nieładu. Na podłodze, oskarżająco zwrócona w moją stronę, leżała pusta butelka Koreliańskiej Whiskey, zerkając na mnie swym opróżnionym wnętrzem. Moją uwagę przykuła migająca dioda niewielkiego urządzenia, znajdującego się przy wezgłowiu łóżka. Wcisnąłem przycisk, a nad niewielką tarczą ukazał się holograficzny obraz pięknej kobiety, na twarzy której igrał delikatny uśmiech. Mówiła coś, lecz do mych uszu nie dotarło ani jedno słowo. Zimny pot wystąpił mi na czoło, a ręce bezwiednie zaczęły się trząść.

Za dużo „się”. Tak zwana "siękoza". Też uleczalna.

zerkając na mnie swym opróżnionym wnętrzem. Moją uwagę przykuła migająca dioda niewielkiego urządzenia,

Za dużo zaimków.

Zimny pot wystąpił mi na czoło, a ręce bezwiednie zaczęły się trząść.

„mi” do kasacji

Ponownie oglądnąłem nagranie,

„obejrzałem”

światłem rozświetlającym jej wnętrze. Bez namysłu oddałem się w jej objęcia i runęliśmy ku poziomowi chodników.

Powtórzone „jej”. Pierwsze można spokojnie wyrzucić.

zmieniających wystrój hallu w zależności od okazji.

Lepiej by było „w zależności od sytuacji”.

Ponownie wyszedłem z budynku i po krótkiej chwili zawahania,

„wahania”

Mijałem puste przybytki różnego rodzaju

„przybytki” nie jest tu właściwym określeniem.

Teraz niczym wraki po bitwie zastygły w bezruchu

Brakuje przecinków; można je różnie wstawić.

rozciągającego się przed moimi oczami. Jedynie niebo zdawało się stopniowo ściemniać. Pierwsze krople deszczu rozbiły się na moim czole, a niezliczona ilość ich bliźniaczych sióstr, skryła w swej mokrej zasłonie większość okolicznych budynków.

Moimi – moim – swej: usunąłbym.

Byłem już całkowicie przemoczony, gdy nagle w oddali zamajaczyło jakieś światło.

Usunąłbym „nagle”. W dalszym ciągu również uderzyło mnie to słowo, jakoś niefortunnie go używasz. W brew niewątpliwym intencjom nie stwarza jakoś nastroju.

Linia jej kręgosłupa falowała delikatnie,

Falujący kręgosłup? Wężykiem?

Odwróciła głowę, ukazując nad lewym ramieniem profil swojej twarzy.

Profil zawsze dotyczy twarzy, więc to tautologia. I z reguły chodzi o „własną/swoją” twarz. No, ale teoretycznie mogła odsłonić profil kogoś stojącego za nią. Napisałbym: ukazując nad lewym ramieniem swój profil.

Zamarłem w bezruchu, nie mogąc dobyć z siebie słowa.

Zamarłem w bezruchu, nie mogąc wydobyć słowa.

Niepewnym krokiem zagłębiłem się w spowity w półmroku, krótki korytarz,

Powtórzone „w”. Poza tym nie bardzo wiadomo w co był ten korytarz spowity.
Może tak: Niepewnym krokiem zagłębiłem się w spowity półmrokiem, krótki korytarz.

się wielka scena, na której swe wdzięki prezentowały największe gwiazdy klubu.

„wielka – największe”. Powtórzenie. Trzeba któreś zamienić innym słowem.

Tam na niewielkich, podobnych do klatek świetlnych scenach,

„scena” była przed chwilą. Powtórzenie.

swe wdzięki prezentowały tancerki wciąż budujące swoją renomę.

Niefortunne sformułowanie.

Żadne inne miejsce nie było zajęte.

To też niedobre zdanie.

Teraz nieczuły na spływające po nim kaskady wody,

Przecinek po „Teraz”.

Po krótkiej chwili zawahania,

„wahania”

Pogrążony w nicości szedłem ku jasnemu punktowi, będącym moim jedynym łącznikiem z rzeczywistością.

Lepiej zabrzmi: Pogrążony w nicości szedłem w kierunku jasnego punktu, będącego jedynym łącznikiem z rzeczywistością.

obecnie odwrócony do mnie tyłem, stał nieznany mi mężczyzna,

„mi” do usunięcia.

Był jednak zbyt wolny.

Napisałbym. „Zbyt wolno”. Stwarza większą dynamikę.

Kelan
Zdobywca Artefaktu 2014
Posty: 19

Przekrzyczeć ciszę

Post#3 » 8 sie 2014, o 07:42

Wielkie dzięki za ocenę. Ogromnie doceniam fakt, że chciało Ci się całość przeczytać i dodatkowo wypunktować błędy. Zakładałem, że najmarniej będzie z przecinkami, a okazało się, że problemy leżą też gdzie indziej :) Z większością uwag w pełni się zgadzam, ale mam też dwa małe zastrzeżenia:
Linia jej kręgosłupa falowała delikatnie,

Falujący kręgosłup? Wężykiem?

Kołysząc biodrami kobieta nie unieruchamia kręgosłupa, więc w połączeniu z ruchami ramion może tworzyć to plastyczny obraz delikatnego "falowania" linii pleców.

Szczęście jest niczym niewierna suka, nie zważająca na prośby i błagania.

Coś mi tu się nie podoba. Jeśli pod pojęciem suki masz na myśli psa, to próśb i błagań do psa się nie zanosi. A jeśli dziewczynę, kobietę, to takie sformułowanie jest co najmniej nieeleganckie.

Nikt nie twierdzi, że musi być eleganckie. Są to przemyślenia głównego bohatera, znajdującego się w takiej, a nie innej sytuacji życiowej i użycie powyższego stwierdzenia nie czyni ze mnie niewychowanego chama ;) To nie felieton w którym dzielę się osobistymi spostrzeżeniami.

uderza nas niczym asteroida…

„nas” niepotrzebne. I co uderza? Szczęście?

Tak, stąd odniesienie do niewierności. Przekonuje, że wszystko jest pięknie, po czym niespodziewani "wali po ryju" i znika. Ot tak mocno upraszczając :)

Raz jeszcze ogromne dzięki za ocenę tekstu! Do wszelkich rad postaram się stosować przy kolejnych tekstach, które w przyszłości (mam nadzieję) popełnię.

Awatar użytkownika
Camenne
Jawna opcja Mandaloriańska
Jawna opcja Mandaloriańska
Posty: 5024

Przekrzyczeć ciszę

Post#4 » 8 sie 2014, o 14:16

Szczęście jest niczym niewierna suka, nie zważająca na prośby i błagania.


"Nie" z imiesłowami przymiotnikowymi piszemy łącznie.

Jaskrawe światło lampy brutalnie zaatakowało moje zmysły, gdy tylko spróbowałem otworzyć oczy.

W zasadzie zmysł, w liczbie pojedynczej.

Powoli uchyliłem powieki, starając się odczytać cokolwiek z zamazanego obrazu, jaki zmaterializował się przed moimi oczami.

Czy to, co widzimy, materializuje się? Proponowałabym "ukazał" - czasem "prościej" znaczy "lepiej".

Na podłodze, oskarżająco zwrócona w moją stronę, leżała pusta butelka Koreliańskiej Whiskey, zerkając na mnie swym opróżnionym wnętrzem.

Moim zdaniem nieco dziwna animizacja, ale to wrażenie subiektywne.

… czekam na ciebie.


Bez spacji po wielokropku.

- Gdzie się spotkamy?! – nie zapanowałem nad swym głosem.

- Nina? – mój głos wypełnił pomieszczenie, choć sam nie zdawałem sobie sprawy dlaczego ją wołam.


Zasady zapisu dialogów: http://www.artefakty.pl/abc-pisania-pos ... s-dialogow

Szedłem tak, sam nie wiem jak długo.


Szedł jak? Zbędne "tak".


Zgrabnie napisany tekst, zmuszający do chwili zastanowienia się nad fabułą - co naprawdę w tym przypadku służy - i ciekawie zbudowany na pewnej piramidzie snów i jawy. Główny bohater przedstawiony spójnie, zagubienie w swoich wspomnieniach i uczuciach konsekwentnie kreślone od początku aż do końca, dzięki czemu zdezorientowanie narratora jest odczuwalne i przekonujące. Aż się chce czytać dalej, by dowiedzieć się, o co chodzi. Ładnie zresztą przedstawiony świat - tak w okruszkach, nienachalnie, ale wystarczająco. Osoby nie znające SW (o ile takie istnieją) nie miałyby problemu z wyobrażeniem sobie realiów, a te zaznajomione nie muszą czytać łopatologicznych opisów. Choć klimatu starwarsowego osobiście nie odczułam.
I w zasadzie... dlaczego SW? Tekst jak najbardziej mógłby być samodzielny, pod SW podczepia go tylko kilka nazw własnych. Gdyby je wykreślić, mielibyśmy opowiadanie, powiedzmy, psychologiczne umieszczone w świecie futurystycznym, na tyle nieokreślonym i uniwersalnym, że nie wskazywałby na żaden istniejący kanon czy fandom, a jednocześnie na tyle opisanym, że taka wizja jest wystarczająca na potrzeby tekstu.
Po-ta-toes! Boil them, mash them, stick them in a stew. Lovely big golden chips with a nice piece of fried fish.


Skróty: Jak poprawnie zapisywać dialogiMyślnik, półpauza i dywiz (łącznik) – jak je poprawnie stosowaćJak wstawić wcięcia akapitowe:piorko: Piórko

Kelan
Zdobywca Artefaktu 2014
Posty: 19

Przekrzyczeć ciszę

Post#5 » 9 sie 2014, o 17:19

Dziękuję za wypowiedź i uwagi :)

Co do pytania o umieszczenie opowiadania w uniwersum Gwiezdnych Wojen, powodów jest kilka :) Podstawowym był konkurs na opowiadanie organizowany swego czasu przez Bastion. Drugim była chęć zabawy konwencją i pokazanie, że uniwersum kojarzące się głównie z mocą i mieczami świetlnymi może posłużyć innym celom. Podobnie zresztą sprawa ma się z moim drugim opowiadaniem w uniwersum SW, tym razem zahaczającym o gatunek horroru. Gdyby oddział imperialny zamienić na jakikolwiek inny, a prom klasy Lambda na statek nie należący do kanonu, wyszedłby horror w autorskim świecie. Inna sprawa, że identycznie wygląda sprawa ze sporą liczbą książek StarWarsowych.
Drugie opowiadanie postaram się wrzucić tu już niebawem :)

Awatar użytkownika
Lailerosse
Ukryta Opcja Imperialna
Posty: 1997

Przekrzyczeć ciszę

Post#6 » 11 sie 2014, o 19:57

Inna sprawa, że identycznie wygląda sprawa ze sporą liczbą książek StarWarsowych.

To akurat nie jest dobry argument, bo są to najczęściej autorzy, którzy piszą na zlecenie, którym samo uniwersum, za przeproszeniem, zwisa i powiewa. W świetle coraz bardziej widocznej twórczości fanowskiej jest to jednak coś, od czego powinno się odchodzić. Czemu nie zlecić napisania książki pisarzowi-fanowi? Alastair Reynolds napisał powieść do Doctora Who, którego jest wieloletnim fanem i to widać po tejże powieści (ok, wiem, że z drugiej strony mamy Drew Karpyshyna, którego nawet nie czytało się źle, dopóki nie powstał Revan, którego wszystkie kopie powinny spłonąć, ale... przynajmniej w kwestii uniwersum mniej więcej wie, o czym pisze).

Przyznam, że ja akurat tą mistyczną i mityczną część Gwiezdnych Wojen lubię najbardziej, wszystkie filozofie uniwersum oraz dysputy nad tym, dlaczego Jedi są bezużyteczni i mylą się w 9 przypadkach na 10. Do noiru preferuję cyberpunk ;)
Z drugiej strony wiem, że kanon też się bawi konwencjami, noirem, horrorem i Bóg wie, czym jeszcze, z różnymi skutkami, toteż całkowicie przeciwna także nie jestem. U Ciebie jednak tego kanonu jest tak malutko, że trochę mi żal. Umieszczasz akcję na Coruscant w bardzo skomplikowanym dla tej planety czasie i zupełnie tego nie widać, a szkoda. Poza tym, pomysł jest tak oklepany, że nawet nie musiałam się długo zastanawiać, gdzie widziałam coś niemal identycznego, bo chyba piętnaście minut wcześniej oglądałam Honest Trailer do God of War, a to jest tylko jeden z kilku przykładów, które można podać.
To nie tak, że mi się nie podobało. Tekst jest napisany bardzo dobrze, naprawdę zgrabnie. Masz płynny, wypracowany styl i czytało mi się przyjemnie, dopóki nie dotarłam do samej końcówki, przy której stwierdziłam, że jednak wolałabym poczytać Twoją interpretację na temat tego, jak Coruscant w trudach wraca do Republiki niż po raz kolejny "oglądać" to samo.
"I'm not evil, I'm just differently moral."

"Life's a bitch, now so am I."

“To be a Sith is to taste freedom and to know victory."

Kelan
Zdobywca Artefaktu 2014
Posty: 19

Przekrzyczeć ciszę

Post#7 » 12 sie 2014, o 17:38

Dzięki za opinię :)

Absolutnie nie staram się bronić tezy, że w moim opowiadaniu zawarta jest duża dawka "gwiezdnowojenności". Wręcz przeciwnie, nie ukrywam, że umiejscowienie całości na Coruscant wynika w dużym stopniu z mojego zamiłowania do uniwersum, a nie z niezbędności takiego zabiegu. Osobiście nigdy w Star Wars nie byłem miłośnikiem "latarek" mocy itd. Zdecydowanie bardziej pociągała mnie standardowa walka rebeliantów z Imperium, czy półświatek przestępczy.
Nie wiem co masz na myśli pisząc o skomplikowanym dla Coruscant czasie, skoro jedynie pierwszy akapit tak naprawdę się w/na nim toczy ;) Na Coruscant deszcz chyba nie pada z tego co pamiętam, ale to już temat na bardziej "nerdowską" dyskusję :D

PS: W GoW grałem dość dawno temu tylko w jedną z odsłon na PSP, ale Honest trailer mnie szczerze rozbawił :D

Awatar użytkownika
Lailerosse
Ukryta Opcja Imperialna
Posty: 1997

Przekrzyczeć ciszę

Post#8 » 14 sie 2014, o 00:59

Chyba się nie do końca zrozumieliśmy :)

Absolutnie nie staram się bronić tezy, że w moim opowiadaniu zawarta jest duża dawka "gwiezdnowojenności". Wręcz przeciwnie, nie ukrywam, że umiejscowienie całości na Coruscant wynika w dużym stopniu z mojego zamiłowania do uniwersum, a nie z niezbędności takiego zabiegu. Osobiście nigdy w Star Wars nie byłem miłośnikiem "latarek" mocy itd. Zdecydowanie bardziej pociągała mnie standardowa walka rebeliantów z Imperium, czy półświatek przestępczy.

I właśnie o tym wolałabym, żebyś napisał. Owszem, fanfiction ma to do siebie, że powielanie i tak często wykorzystanych już motywów nie jest zbrodnią, wręcz przeciwnie, fanfiction tym żyje. Ale sztuka polega na tym, żebyś jakoś to ciekawie sprzedać. Fanfiction to sztuka od fanów dla fanów. U Ciebie nie ma niczego, co szczególnie zainteresowałoby fana, a niefana też raczej trudno będzie przy nim zatrzymać (plus, nie nabierze żadnego zainteresowania uniwersum).

Nie wiem co masz na myśli pisząc o skomplikowanym dla Coruscant czasie, skoro jedynie pierwszy akapit tak naprawdę się w/na nim toczy ;) Na Coruscant deszcz chyba nie pada z tego co pamiętam, ale to już temat na bardziej "nerdowską" dyskusję

Nic nie wskazuje na to, że akcja toczy się gdzie indziej niż w pierwszym akapicie. Odnosi się wrażenie, że wszystko toczy się mniej więcej w tym samym miejscu. Jeśli ktoś, tak jak ja, nie zwróci uwagi na warunki pogodowe i nie skojarzy, że to gdzieś indziej, nie jest w stanie tego zauważyć.

Na Coruscant deszcz chyba nie pada z tego co pamiętam, ale to już temat na bardziej "nerdowską" dyskusję

Tym raczej nie zaczniesz ze mną "nerdowskiej" dyskusji (bo prostowanie faktów to nie dyskusja)...

Osobiście nigdy w Star Wars nie byłem miłośnikiem "latarek" mocy itd

... ale tym już owszem :twisted: Do tego jednak potrzebowalibyśmy osobnego tematu ;)
"I'm not evil, I'm just differently moral."

"Life's a bitch, now so am I."

“To be a Sith is to taste freedom and to know victory."

MalaK
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 30

[STAR WARS] Przekrzyczeć ciszę

Post#9 » 12 kwie 2017, o 17:07

Aktualnie jestem na etapie pochłaniania wszystkiego, co ma cokolwiek wspólnego ze Star Wars. Od animowanych "Wojen Klonów" do książek. No też nie mogłam przejść obojętnie, kiedy widziałam te dwa piękne słowa przed tytułem Twojego opowiadania. Ale do rzeczy...

Na temat błędów itp. wypowiedzieli się poprzednicy, a ja nic nowego nie znalazłam, także zajmę się tylko moją opinią.

Pierwsze, co rzuciło mi się w oczy, to styl, którym piszesz. Jest trudny w odbiorze, bardzo opisowy. Według mnie trochę aż za bardzo. Mam wrażenie, że nie pasuje do świata Gwiezdnych Wojen. Nie mam tutaj na myśli, że jest zły. Gwiezdne Wojny to w gruncie rzeczy prosta historia dla mas. Jest piękna, hipnotyzująca i pochłania jak Ciemna Strona Mocy, ale to nadal kultura masowa. Dlatego też uważam, że historie z nią związane powinno się pisać prostym i łatwo dostępnym językiem - nie prostackim i leniwym, jak dla dzieciaków z podstawówki, ale dostępnym dla każdego. Tak, aby zagłębić się w nią mógł nie tylko absolwent filologi polskiej, ale również operator koparki.

Druga sprawa - brak "Star Warsów" we "Star Warsach". Na wstępie zaznaczyłeś, że rzeczywiście niewiele ich tutaj będzie, ale odebrałam to jakbyś się usprawiedliwiał. Tyle, że Gwiezdne Wojny to nie tylko Rycerze Jedi, politycy Republiki, łowcy nagród czy Lordowie Sith. To też ludzie, którzy z Mocą mają niewiele wspólnego, którzy gdzieś tam żyją, a o których się nie mówi. Czasem fajnie przeczytać coś takiego innego. Choć szczerze przyznam, że gdyby było to dłuższe lub miałaby powstać powieść tak odbiegająca od tych ważnych wydarzeń toczących się w tle, to pewnie za długo bym przy niej nie wytrzymała.

Według mnie na przyszłość przed napisanie tekstu, zastanów się dla kogo piszesz. Postaraj się dopasować styl do odbiorców. Czasami miałam wrażenie, że starasz się go ubarwić na siłę. Nie mówię, że tak było, tylko takie odniosłam wrażenie. Czasami prostota jest lepsza.
Nawet jeśli wszyscy już w Ciebie zwątpili, pokaż, że się mylili.

Awatar użytkownika
RebelMac
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 136

[STAR WARS] Przekrzyczeć ciszę

Post#10 » 28 kwie 2017, o 11:29

Kelan pisze:
Szczęście jest niczym niewierna suka,


W fanficu Star Warsowym wulgaryzm niedopuszczalny. Napisane zbyt pompatycznie a historia prosta. Chociaż nie do końca, zawirowania senne niestety nie pasują do SW. To nie Cyberpunk, technothriller czy S-F. To Space Opera. Nie me gusta.

Pozdrawiam.
May The Force Be WIth You!

Wróć do „Proza: opowiadania i fragmenty powieści”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość