Podróżny

Długa proza: fragmenty powieści, długie opowiadania i tasiemce innej maści.
Regulamin forum
W tym dziale należy publikować opowiadania, powieści oraz inne długie formy prozatorskie. Utwory krótkie (drabble, miniatury, krótkie opowiadania) publikujemy w dziale "Miniatury i drabble".

Przydatne definicje
drabble – krótka forma literacka licząca dokładnie sto słów

miniatura literacka (short story) – krótki utwór składający się z mniej niż 7 500 słów

opowiadanie – krótki utwór epicki o prostej akcji, niewielkich rozmiarach, najczęściej jednowątkowej fabule, pisany prozą

powieść – długi utwór narracyjny opisujący rozbudowany ciąg zdarzeń

Jeżeli twój tekst jest dłuższy niż 25000 tysięcy znaków ze spacjami, należy go podzielić na części. Każda część musi znaleźć się w osobnym temacie i nie przekraczać ww. objętości.
Nazwa tematu powinna składać się z tytułu tekstu. Dodatkowo, dla tekstów wieloczęściowych, w tytule należy podać numer części, na przykład "Tytuł - część 1". W przypadku publikowania fanfiction, należy podać źródło w nawiasie kwadratowym, przykładowo: "[Harry Potter] Tytuł opowiadania".
Każdy tekst należy odpowiednio otagować. Tagi wybieramy z pola pod tytułem tematu. Listę tagów oraz ich podział można znaleźć na podstronie. Dla publikacji wieloczęściowych funkcjonuje dodatkowy tag tekst wieloczęściowy, a dla fanfiction fandomowe (np. fanfiction-harry-potter).
Awatar użytkownika
RebelMac
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 137

Podróżny

Post#1 » 23 lis 2014, o 10:16

Witam, prezentuję pierwszy rozdział powieści fantasy, komentarze bardzo mile widziane. :) UWAGA - jest to wersja nowa w innym stylu.


Drogi Gerardzie

Umowę spisaliśmy na dwieście złotych talarów, i ani szeląga więcej. Przeto wpłaty rychłej w tej kwocie dokonałem na indeks Twój, co procenta przynosi i całości pomnaża. Cierpliwie czekam, aż druh mój w mizerię popadnie. Żeby biedy zaznał i hańby, nocnych mar duszących, sam jak palec się ostał. Na koniec śmiercią bolesną, w męczarniach okrutnych sczezł. Że wynająłem Ciebie? Niech wie. Prezent w liście poprzednim wspomniany, życie me osłodzi. Ucho się nada, nosem też nie wzgardzę.
Oddany Albrecht von Górka

Zabrzeże - 4-ego Zmroźnego




● Rozdział 1

{groszowej powieści o dziejach wojny, całości część, na prawdzie oparta}

Podróżny pluł krwią.

Zastali ją nagą, w łóżku leżącą, nuciła piosenkę brzuch gładząc.
- Nie chcę! - wrzasnęła, krzyk ścierką zdławili i bili aż strasznie się zlękła. O życie się bała, nie swoje lecz inne, o losy jej kraju nie tylko. Torturowali, pytając o wszystko, i ciągle głową przeczyła. Zemdlała nad ranem, straciła Wigor, straciła wszelką nadzieję.
I tak przywiązaną, huk wielki obudził, drzwi silny wyważył wybawca! Ból w ciele swym czuła, a stopy krwawiły, kleiły się do podłogi. A w usta knebel się wpijał.
Z dziąsła ząb wypadł, przegrzyła językiem, siekacz barwy perłowej. Szmata kuchenna spłonęła cała, pokój okopcił się dymem.
- Zabij skurwieli!
Chciała i pomóc, sznur trzymał mocno, złamała oparcie z drewna! Kciukiem zdrętwiałym dotknęła supła, zszedł z palca paznokieć różowy. Zabrzestrzył na więzach, a bąble pękały, na wargach czerwonych od szminki.
- Zabij!
Cios pałką na ramię mu zmierzał! Podróżny sparował, orężem zakręcił, ciął z góry, z szybkością szermierza! Zasłony nie było, uderzył on w szyję, głowa odcięta odpadła! Wiedźma się śmiała, śmiała się głośno, śmiała się przeraźliwie! Drugiego z jej katów, w brzuch pchnięciem spróbował, przebił i kurtkę, i płuco. Guzy z metalu, wnet krew ozdobiła, tworząc kwiecistą plamę. Martwe już ciała, kopnął pod ścianę, w walce mu przeszkadzały. Ostatni z bandytów, wykonał swój wypad, ostrza się zwarły ze szczękiem! Pałasz oprycha, niechybnie Czarnik, gwizdał przy każdym zamachu.
Golizną swoją, czar pozwyzszając, z krzesła zerwała się wolna! Obite kolana do piersi przylgnęły, plecy wygięła w pałąk. Otarły się kości, kręgosłup był sztywny, trzypło w uszach zbirowi! Chwyciła stołek, poleciał do przodu, roztrzaskał czaszkę oprawcy! Podróżny doskoczył, grdykę mu przebił, przekręcił, posoka chlusnęła. A oddech jej ciężki, rzężenie głuszyło, świsnęła broń po raz ostatni.
Pięści ściskając na łożu usiadła, pościel z kocem zrzucając. Trzech serc bicie czuła, dwa będzie miłować, a jedno straci na lata. Zlizała krew z kolan, już zęby urosły, to leczką goiły się rany. Kochanek się zbliżył, miecz schował do pochwy, płaszcz z lewej ręki odwinął. I podał:
- Okryj się tym, kochana, wiesz że to jak znak.
- Wiem. Miłości. Nie powiedziałam im nic – dar zarzuciła, ramiona skrywając i ciesząc się bardzo mocno. Wigor!
Nastała ta chwila, objęli się razem, całując się długo, namiętnie. Czołem oboje przywarli do siebie, razem się uśmiechając.
- Na pohybel
- Na pohybel – wysyczała Marzanna.

{Z pamiętnika Gerdy Wuht}

Świtało nad oberżą. Niestety, drzemał przy konturze gospodarz, luby mój, rwetesu na piętrze nic, a nic, nie słysząc. Klepał się po wydatnym brzuchu, czesał rzedniejące włosy. Spał, a sen marą był dla niego i dla mnie. „Początkiem wszystko układać się może. Ale później już grosza górę trza usypać i sprzątać samemu. Co świt, co noc, co południe, namów na dziecko i żeniaczkę z uszu wytrząsać. Świeczki gra niewarta, ogarka jeno.”
W dół schodów szły postaci z opowieści jedynie mi znane. Odmienione zgoła.
Podróżny i Marzanna.
{Zmreziła – wymazałem wcześniejsze banialuki najważniejsze wpisując - dop. Hugo Korona} Wilhelma, dostał skórki gęsiej.
- Gerda! - krzyknął zrywając się z raptem, a mnie polecenie wydając – Piecyk rozpalaj! Grzej czajniki i garnki! Rzuć tę szmatę, biegiem! Balia z parą gorącą, mydło i ręcznik!
Pomogłam i w tym, służącą będąc. Ale do obiadu tylko.
Wyliczankę zaczął oberżysta, co przysięgę małżeńską złoży, a mnie szczęśliwą za rok uczyni.
- Wykidajło? Leśny? Najemny?
- Odgadnąć nie sposób - odrzekł baby kompan czarownej.
- Przyjechali wczoraj z wieczora, komnatę im dałem, nie szczędziłem jadła. A taką zapłatę za wdzięczność moją wystawili. Nie dosypałem trutki do piwa. Stary się robię – wylewał żale Wuht, co rodziny tej nazwą imię me ozdobi.
- Udało się ledwo – Podróżny kciukiem poddasze wskazując, wcześniej by pomocy szukać, obudzić karczmarza miał zamiar – w progu cię wołałem.
- Przeprosiny Nolan, sen głęboki morzył. Jak nie urok to sraczka – były to skruchy słowa i obawy pewnie. Bo swym palcem w mężczyzny pierś godząc, wiedźmy czary jakoweś rzucają. Rzecz to oczywista. Po raz kolejny urok zapewne czyniąc, biegunkę na męża przyszłego sprowadzić jędza chciała. I wycedziła zaraz:
- Nic im nie rzekłam – Uśmiechnęła smutno, płaszcz przydeptany brudząc, a do mego królestwa {Może i królową jest pani, a widelec z łyżką, to paź i księżniczka, kuchnię kuchnią zwać jednak trzeba – dop. Karol Praska} podchodząc. Rękę na zgodę narzucić mi chciała, pragnienia bezwstydnie głosząca:
- Gerdzie pomogę, ty zajazd zamknij. Kąpieli zażyję w głównej sali, przestronna jest. Tego potrzebuję.
Na taborecie usiadł i rękawiczki zdjął w końcu. Podróżnym zwany.
- Sprzątaniem bałaganu zajmę się ja – zwrócił się Wilhelm do niego, a że na krwi widok cierpnę, rada byłam. Jednakże niewiedzą mą było, że tu idzie o rzecz inną. Rzecz, co białej głowie stracha napędzić może i w nocy się przyśnić. Nie było to zwykłe pokoju sprzątanie. Przywykłam i dawno do tego - sam konia oporządzę. Odpoczywaj.
- Dasz sobie radę? Jeden z nich to osiłek, bydlę duże, wywijał Czarnikiem - dywagacje te jeno na potrzeby wiedzy o broni przez alchemię wykutej się zdały.
- Szablę zabieram. Nad kominkiem powieszę. Ciała spalę i popiół rozdepczę – o milczeniu na sprawy takie jam pouczona, a zajmujące głowę czarownicy interesem moim nie były - zajmij się Marzanną, frasunku u niej dużo. Ty jej potrzebą jesteś.
- Przebrać się muszę i pomóc. Przepchniemy balię do izby – dzieje obecne opisując, wiedźmy kochanek uczynnością się szczycił - trudne czasy nastały, podziękowania za wszystko.

{Z pamięci spisane - Wilhelm Wuht}

Przyjaciel mój rękawiczkę gubiąc, ladę opuścił. Klamrę cholew odpinając, buty zzuł, rozwinął onuce. Kaftan na ławę rzucił. Przez próg przestępując z gospody wyszedł, ulgi i wytchnienia zaznać. Cmoknął w stronę swojej klaczy czarnej, co później napoić i nakarmić ją miałem. Dał z kieszeni cukru, kostkę sam jedną zjadając. Kałużę zmarzniętą ominął i do studni podszedł. Jak mawiał po latach w uchu wciąż czuł, huk, świst i gwizd. Żurawia skrzypiącego użył, wody do wiadra nabierając. Mimo śniegu na stopach, chłodu nie czuł pewnie, gorącą głową zwany. I Podróżnym, rzecz jasna. Przemył twarz i kark, fryzurę zmierzwił. Na ziemi usiadł. Rozglądał po placu mnie zupełnie nie widząc. A karczma stała, nim szlag ją trafił, przy zagajniku samym, Białej Polany blisko. Na płocie siedział kogut i nie padało, nie mżyło nawet. Mróz za to mnie ziębił i szumiał Las, choć wiatru nie było. {Bardzo ważną wskazówkę daliście, panie W. - dop. - Hugo Korona}
Nadjeżdżał wóz kołysząc się na boki, parskała kobyła z bujną grzywą. Słychać było klekotanie i stukot. Za woźnicą zwisały sznurki, dyndały dzwonki.
Drabinę spod pachy wyjąłem, o krawędź dachu opierając. Wspiąłem się, w ręku trzymając złożony w kostkę materiał. Suknem czarnym przykryłem szyld co na łańcuchach zwisał, a na płachcie przeze mnie rozwieszonej, litery wyblakłą czerwienią oznajmiały: „Zajazd zamknięty”.
Koła bryczki stanęły. Przyjezdny, którego zamiary niedawno dopiero poznałem, bat odłożył. Zeskoczył z kozła. Był niskiego dość wzrostu, z brodą i przy tuszy, a ubrany w brązową jopulę. Spojrzał w górę na mnie wołając:
- Otto jestem! Sklepikarz.
- Dzisiaj nie wpuszczamy. Nie rozstawiaj kramu, nikogo nie gościmy – coby na pysk nie spaść, ostrożność przy schodzeniu na szczeblach powziąłem – w stajni też miejsca nie ma.
- Cóż, dalej wędrować mi przyszło. Nie gościcie może trzech mężczyzn? Langoci to, i podróżują wspólnie.
- Nie – warknąłem prawie, ma krew gotować się chciała – taka dola, ale nie.
- Zatem komu w drogę, temu czas – zdradził tajemnicę przybysz, odkrycie niedawno jej przyszło – jeno jeszcze jedna rzecz. I głów nie zawracam.
Na tył furmanki zaszedł i skoble odpiął. Opadła klapa. Lekkie schodki z Arundy w kącie znalazł i z uśmiechem na twarzy na błocie postawił. Wgramolił się na górę i na palcach stojąc, żeby belki dosięgnąć, zdjął z haczyka przedmiot na sznurku wiszący. Straganowi przyjrzałem się z bliska.
Był to sklep sprzedaży obwoźnej, zwykły dębowy stół. Przybite dwa słupy drewniane, do zwykłej, szerokiej deski. Na blacie leżały klekotki i bicze. Pod nim pojemniki z farbą, szpule i nici. Oko przyciągały kamienie półszlachetne i błyskotki zwykłe, zestaw srebrnych sztućców. Luneta ze złota. {Złota Luneta – dop. Bargasz Kraweczek} W kącie leżały zwinięte bele tkanin i słoiki z farbą. Czuć było perfumy.
Otto wisiorek ciągle trzymając, do studni podszedł. Zagaił gdy Podróżny wstawał.
- Łapienny to drugie miano, zapamiętaj. To dla ciebie – handlarza tego, dane mi poznać jeszcze będzie.
- Horst, mojego pamiętać nie musisz. Czarnik?
- Nie, hojnością nie grzeszę. Czarny opal – roześmiał się kłamiąc jak najęty, słuszność co do jednej tylko sprawy mając - noszony przy sercu tobie jeno pomoże.
„Zwykły kamień” - zapewne myślał Nolan na prezent patrząc - „Szlif cudny, nic ponad. Fałszywy, nie wart niczego”. W kieszeń kamień włożył.
- A jak przenosisz ten cały raban? Jak w festyn i targ się rozstawiasz? - spytałem odpowiedzi ciekaw.
- Z wozu sprzedaję. Grosiwo rzucają, ja towar odrzucam.
- Sprytnie. Bylebyś nie roztrząsał nas z góry – żartem odburknąłem.
Na kozioł wróciwszy strzelił z bicza, wodzy nie posiadając. {Piszcie cobyśmy wiedzieli na przyszłość jak konia prowadził – dop. Sekretarz Karolina Horzenna} Ruszyły obręcze koła, śniegiem oblepione.
- Żegnajcie! – rzucił przez ramię.
- Wojna wiosną być może! Powóz cię czeka! - krzyknąłem za nim.
- Zaśpiewam wam na odchodne! Jeszcze raz bywajcie!
Rozległy się słowa piosenki, na weselach po stokroć śpiewanej:

Bladolica panno, czarnooka pani
Tyś mym całym światem, żoną moją będziesz,
Głowę mi zaprzątasz, zmysły moje mamisz
Po dni wszelkich koniec, serce me zagrzejesz!


Podróżny pluł krwią.


Czuć było zapachy obiadu szykowanego. W baleji wypełnionej ledwie w jednej trzeciej kąpała się czarownica. Nie czekała, ta sprośna jednak niewiasta, na kolejne dolewki. Bom widział jak Nolan łapczywie i z atencją krągłości Marzanny oglądał. Czynił tak ponoć zawsze gdy tylko wierzchnie odzienie zdjęła. Lubieżny widocznie był. Jak i ja. Myła się szarym mydłem wiedźma, a robiła to bardzo powoli. Cieczy gorącej ni kropla nie spadła, podłogi izby nie mocząc.
- Plecy mi umyj Horst! – nakazała tonem szorstkim.
Zdejmując koszulę świeżą, Podróżny podszedł do wiedźmy. Chwycił włosy jej czarne, do góry podwinął i w dłoni ścisnął. Powąchał kosmyk przeciągle, chuć swoją mi znów okazując. Miękką sedżanśką firboną szyję babie swej wymasował, łopatki delikatnie wypieścił. Powoli ramiona spłukał.
- Kręgosłup masz ciekawy. Jak kostny grzbiet jaszczurki – pierwszy raz zjawisko to widząc, w bujaku siadłem.
- Tak wszystkie mamy – odrzekła, wywód poniższy czyniąc – To czyni nas mocnymi. Czarownymi. Rzucać czary, klątwy i uroki możemy. Spoiwo to ciała i czucia. Opisem naszych uczynków jest, przed złem powstrzymuje. Zadanym i zadawanym. Im pośladków i lędźwi bliżej, wpływ większy na przeznaczone mamy. Ludziom jest dane by płodzili i kochali. Dzięki temu prym w świecie wiedziemy. I my i wy. To rzecz przewidziana i wywróżona, tą drogą zmierzamy. Im bliżej do pleców i ramion, tym bliżej do głowy i mózgu. Tam wprzód wolna wola, kształt myśli i losu, odpowiedź na niego. Stąd nauka, zdolności zielne i alchemia.
Tajemnic czy aby nie zdradzasz? - pojęcie spraw tych dawno porzuciłem, tylko w mojej niewiedzy się utwierdzając – Wnioski jedyne z gadaniny twojej, że rusałki, chowańce i dyeble, potomków nigdy nie mają. Bez płodów własnych żyć muszą.
Zdradziłam już dawno. Z Podróżnym się zadając.
Lulkę zapaliłem.
Umyte włosy Marzanny ułożyły się falą na ramionach, {zabrzerwiły – Nie piszcie jak Wasza żona, tylko zacznijcie się sprawami czarownymi interesować – dop. Hugo Korona} na odcień rudego. Ciało wypiękniało. Zniknęły oparzenia i strupy. Sutki stwardniały, blizny i ślady {zgleiły - wyleczyć to świnie można z obżarstwa panie W.. Nie piszcie też więcej o cielesnych afektach, te nas nie interesują – dop. Hugo Korona} Horst skręta wziął ode mnie i na fotel wrócił.
- Podaj mi ręcznik! – rozkazała znowu.
Papieros wylądował w kubku z kawą. Miękki materiał przykrył nagie ciało, dumna to i wyniosła kobieta. {Wigor! - dop. Hugo Korona}
- Brachu, jak baby te durne pokonać? - spytałem z ciekawością.
- W pole trza wyprowadzić i spalić. Ze wstydu rzecz jasna. Pokonać słowem. Na zakusy odpornym być, przynajmniej po części. Alchemia pomaga.
Głową kiwając, i z westchnieniem głośnym, odrzekłem – Głodni pewnie jesteście. Idę Gerdę pospieszyć.
Wstałem z fotela bujanego, drzwi do kuchni za sobą zamykając. Na klucz. Marzanna i Podróżny z miłością swą sami zostali. Na ławie pojawiły się spodnie.


Siedliśmy w czwórkę przy stole. Spojrzałem przez okno, dym z ciał biały był, woni nie dało się poczuć. Moją to sprawą, bo bez szkoły choć jestem, w sposobach alchemii uczony. Żona ma przyszła, podała przystawki, to jest małże, i z cytryny sok. Morza te dary, niesmaczne były, „Langoci nie wiedzą co jedzą”. Służącą jeszcze przez godzinę tylko, pierwsza skorupę lizała, rękawem usta wycierając. Wstąpiły z widoku tego siły nieczyste we mnie, a ochota okrutna mnie wzięła: „Przespać z tą cudną dziewką w końcu mi przyjdzie, wnet mikstur zażyję, płodności i wigoru. Dziecko zrobię. Ślub wezmę. Dziwkom z Zabrzeża już płacić nie będę, nauczę wszystkiego. Laboratoria słomą wyścielę, krzyki wytłumi. Przyrządy odkurzę. Na Święto Płomienia Ludę zaprosimy, byle afektu więcej nie poczuć.” Już postanowione. {Wżdy wielkie pierdoły piszecie i o łóżkowych sprawunkach znowu, panie W. Tego spisywać nie trzeba – dop. Karol Praska}
- Gerda! Upraszam gulaszu i zupy. Rzęsy podmaluj, kredki do ust użyj. Od Marzanny suknię i kolię wziąć możesz. Słuchaj i nie pytaj o nic – polecenia wartko wydałem.
Wybranka moja, wielce się zdumiała, nerwy skrywając uśmiechem. Zalotnie w oczy me wodziła swymi, jak lazur głęboki pięknymi.

Po prawdzie i dania podać wnet zdołano, lecz pewnie na opak rozumując, pokój wiedźmy ma śliczna odwiedzić poszła. Stygły więc. Wieki całe te przebieranki trwały, na przyszłe męki czekania przygotować zapewne mnie chciała. I cud piękny na schodach ujrzałem, skrzący brokat i szpilki bez nosa. Już oberży pani, po dywanie szła, szyję diamentem ozdobiwszy. Na sukniach nie znałem się wcale, jeno w nogi patrzyłem, rozcięcie do ud podziwiając.
- Nie wzięłam najładniejszej – zdumiała mnie wielce, zagadka zadana, kobieta kobiecie wilczycą.
Wrócono do obiadu, otwartą już mową zaczynać mogliśmy:
- Torturą Marzannę męczyli, chcąc zapewne wydusić wiele. O co pytali? - spytałem.
- O dzieje zamierzchłe, Przedmiotu szukają. Uwięzić na drodze lub tutaj mogli. W Zabrzeżu za tłoczno.
- Co dziwne, bo Czarnik w polu by działał. Sprawdziłam go, przyzywa ptaki przy gwiździe. Sroki, sikorki i gile. Głównie jednak sroki. Przeszkadzają w walce, mi w gusłach – opisała broń piekielnica, co Horsta omamić zdołała.
- Chuj z mieczem. Trzeci gwizdnięty a gwiżdże do tego. Nazwę go „Gwizdnik”. Działamy nadal? - dopytałem w powagę przechodząc.
- Jak najbardziej, kontaktu wypatruj w tym tygodniu jeszcze. Miej oczy otwarte, przyjacielu - Podróżny radę dobrą mi dał i ręce pełne roboty.
Oczytanej Gerdzie zapewne myśli kradła strzyga urokliwa, zapewne takie to pochwały w myślach mojej żonie przyszłej czyniła: {drynżowała? - dop. - Karol Praska} „Spryt jej wielki i uroda to natury rzecz. W sieci nowa jest, stosunki zacieśnić musi, kobieta, kobietę zrozumie. W łóżku wygodę poczyni.” {Konfabuły wasze to rzecz jedna, drugie to lubieżność okrutna. Mówię wam panie W., syfu tylko dostaniecie od tego łba zbereźności pełnego – dop. Karol Praska} Gościniec przed byłą służącą podwoje otwierał.
- Jak śniegi stopnieją, Langoci ruszyć ku nam mogą, pamiętajcie o Mortuas. Wiedźmy wtedy sprowadzić trza– najważniejsze wspomniał, i przestrzegł o sprawach z przeszłości niechlubnej.
- Nic z tego – cienkusza upiła Marzanna.
- I tak wszystkim czarownicom życia odbiorę. Przysięga, rzecz święta, Wilhelm. Palenia druida oszczędzę – przyrzeczenie opisując, do mnie Horst się zwrócił.
Zawiniątkiem w końcu poszczyciła się niewdzięcznica, zawiniątkiem skrywanym prze ze mnie:
Mam tylko to. Inicjał G. złotą nicią wyszyty. Ale znajdę mordercę, mam łupiny słonecznika. {wyterpię – zmazać znowu muszę, uczcie się alchemii lepiej, panie W. - dop. – Hugo Korona}. Odwiedzimy Kosodrzewa.
- To jutro. Słuchasz, Gerda? - rady Podróżny dawał, pytając jeno w powietrze – Jesteś młoda, wszystko notuj w pamięci. Rozwijaj myśl, przydasz się Wilhelmowi.
Kiwnięciem go zbyła, okruchy krakersa z dekoltu zbierając.
- Ile trzeba powiedz. Nie więcej. Czekajcie na Ludę. Ubrania i naszyjnik oddaję. Szpilki mi zwróci, cenne są bardzo, dla Horsta bardziej – przypomnienie mi dając, jedną parę czarownica wybrała, druga parę tracąc. Zagadka już owa, swej mocy nie miała.
Rozmowę tę kończąc czarownica z ławy wstała, znużenie okazując. Po prawdzie to i mnie do spania rwało, bo zmierzch już nastał, krótki był dzień. Z miesiącem odwrotnie zaś, miesiąc to w roku najdłuższy był i sensu nadawał długości owej, dłużąc się ponad miarę. Rok już, jak zawsze, dni i miesięcy miał tyle co trzeba, ale w rok ten, Zmroźny nazwie swej wyjątkowo przychylny był, mróz siarczysty bowiem krew całą schładzał i kości zmrażał. Mówiąc krótko, zimno było jak cholera, gdy zimno jest, to pić trza, więc półki z trunkiem do wyboru wskazałem. I gospodarność Gerdy poznając, piwo w kuflu już piłem, a wkoło rozległy się dźwięki, odezwał przecudny głos:

Biała szadź w Sołtyńcu rzednie,
Czarna postać ścina mrok,
Zamek ucztą żyje wiecznie!
Rytgraf stracił wzrok!

Straże piją słodką wodę,
Czarna postać jest jak duch,
Góry wiecznie będą grobem!
Rytgraf stracił słuch!

Wiedźmy z puszczy mają oko,
Czarna postać wszystkich bije,
Straże leżą błogo!
Rytgraf już nie żyje!


Od pola, od placu, łomot donośny się poniósł.
- Drzwi zamknięte do jutra! Szyld przeczytaj! - zbyć chciałem przybysza.
Wejście otworzyło się. Stanęła w nich postać.
Do szynkwasu pobiegłem noża szukając.
Gerda przewróciła śpiewnik, upuściła lutnię.
Podróżny oręża dobył.
Marzanna wisiorek zauważyła.

Część następna
May The Force Be WIth You!

Tagi:

Matey
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 35

Pierwszy rozdział powieści "Podróżny"

Post#2 » 26 lis 2014, o 17:31

W miarę, jak historia zaczęła się rozkręcać, zwiększyło się moje zainteresowanie Twoim opowiadaniem. Styl jest lekki i trafnie opisuje zdarzenia, co pomaga w wyobrażeniu sobie chociażby prostego cięcia mieczem, choć czasami miałem wrażenie, że zdania, zwłaszcza na początku, były zbyt uproszczone. Co prawda nie przeszkadza to tak w odbiorze, czytelnik dobrze wie, co się takiego dzieje, jednak miałem wrażenie, że czegoś w nich zabrakło, np.
Polecenie wykonano, pomocnica poszła gotować wodę.

Podsumowując - kawał dobrej roboty, choć nieco "dopieściłbym" co poniektóre opisy.
A propo - Wigor to nazwa jej mocy? Jeżeli tak, to skojarzyło mi się to z pewną grą, mianowicie "Bioshock", gdzie używali umiejętności, którą pozyskiwali wypijając płyny z butelek i zwało się to właśnie Wigorem.
Żyj dobrocią a Cię zdepczą,
żyj miłością a Cię wyśmieją,
żyj nadzieją a zostanie Ci ona odebrana
bowiem człowiek najgorszą jest z bestii.

Awatar użytkownika
RebelMac
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 137

Pierwszy rozdział powieści "Podróżny"

Post#3 » 27 lis 2014, o 08:56

A propo - Wigor to nazwa jej mocy? Jeżeli tak, to skojarzyło mi się to z pewną grą, mianowicie "Bioshock", gdzie używali umiejętności, którą pozyskiwali wypijając płyny z butelek i zwało się to właśnie Wigorem.


Tak, Wigor to moc czarownic, moc życia i natury.
May The Force Be WIth You!

Awatar użytkownika
Echolalia
magiczna kosa
magiczna kosa
Posty: 575

Pierwszy rozdział powieści "Podróżny"

Post#4 » 9 gru 2014, o 16:54

Oczekuję szybkiej zmiany dobrego losu znanego Ci mężczyzny, na opłakany i mizerny

Bez przecinka.
Bolesna i w męczarniach, chcę żeby wiedział że Ciebie wynająłem G..

Przecinek przed że i przed G.
Pamiątkę - czyli jak wspomniałem w poprzednim liście, ucho bądź nos, dostarczysz na mój adres.

Na końcu i początku wtrącenia stawia się ten sam znak. Tutaj myślę, że lepiej by się sprawdziły dwa przecinki (mają mniejszą moc niż myślnik).
Marzanna była przywiązana do krzesła, już świadoma, policzki nadal piekły

Myślę, że niepotrzebnie o tym wspominasz, bo o odzyskaniu świadomości napisałeś już w poprzednim zdaniu.
Paznokieć zszedł z palca, zaostrzył się, zabrzestrzył

A co to znaczy?
piętą odkopał ciało pod ścianę

Mimo że doskonale wiem, co miałeś na myśli, to odkopał ma zupełnie inne znaczenie.
to pozwyszało Jej czar

Chodziło ci o podwyższało? Nigdzie nie mogę znaleźć wytłumaczenia powyższego słowa...
Podróżny podszedł, odwinął płaszcz z lewej ręki

A może po prostu zdjął? Przy czytaniu nie widziałam ściągania płaszcza, ale podwijanie rękawa :kuku:
Cytując ze Słownika Języka Polskiego PWN:
odwinąć — odwijać
1. «odsłonić kogoś lub coś zawiniętego»
2. «wyciągnąć coś, co było wokół czegoś okręcone»
3. «odchylić coś lub część czegoś na zewnątrz»

wcześniej zdążył umyć patelnię po wczorajszej kolacji i zjeść jajecznicę. Gerda, oddana służąca, myła podłogę na czworakach

Powtórzenie.
Gra nie warta świeczki

Niewarta.
Rozmyślania przerwał mu widok dwóch postaci schodzących po schodach

Schodzenia po schodach, tak jak i zerkania na zegarek, proponuję unikać, bo to po prostu dobrze nie brzmi.
na nagą kobiecość skrytą pod płaszczem nie zwracał uwagi

A jak miał na nią zwracać uwagę, skoro była przykryta płaszczem?
Nie wiem. Chyba tak. Było i trzech

Było ich trzech.
Uśmiechnęła się smutno, odwinęła przydeptany płaszcz i podeszła do drzwi od zaplecza..

A na końcu coś pomiędzy kropką a wielokropkiem? ;)
Karczma stała przy samym lesie, na płocie stał kogut

Powtórzenie.
To jest właśnie rzecz przewidziana i przewidywalna, tak nią właśnie kierujemy

Wiem, że to wypowiedź postaci, ale skoro piszemy coś, co pretenduje do miana literatury, to jednak lepiej powtórzeń unikać.
pomyślała Marzanna drynżując umysł dziewki

Co robić?

Nie do końca podobają mi się opisy, są dość sztywne. Piszesz, co kto zrobił, wyrzucasz te czasowniki jak karabin - wstał, wyszedł, odpiął, ominął itd. I o ile w pierwszym fragmencie dobrze to wygląda, bo nadaje dynamiki całej sytuacji, to w dalszych scenach jest to już minus. Na przykład napisałeś, że Podróżny czuł rosę na bosych stopach, a ja wolałabym, żebyś opisał to uczucie rosy na bosych stopach - była zimna, chłodna, zjeżyły mu się włosy na nogach od tego chłodu, przyjemne było to uczucie czy też nie?
Mam problem z niektórymi z tych archaicznych słów - nie znalazłam nigdzie ich znaczenia. Masz jakiś słownik online (bądź zwykły), z którego je czerpiesz?
Nie rozumiem, dlaczego pisałeś ty, cię, jej, ona itd. wielką literą. W opowiadaniach robi się to, kiedy jest ku temu wyraźne przesłanie, tutaj tego nie ma.
Zachęcam do zapoznania się z zasadami zapisu dialogów: http://www.forum.artefakty.pl/viewtopic.php?f=10&t=1339
Przy czytaniu przeszkadzał mi nieco brak lub nadmiar przecinków. Poza tym możesz się pokusić o zmienienie dywizów na myślniki :)
Na temat fabuły wypowiem się może przy okazji drugiego rozdziału albo wtedy, gdy jeszcze raz przeczytam ten fragment i go przemyślę. Nie bardzo lubię (i umiem) to robić przy początku powieści, kiedy mało się wydarzyło i niewiele jeszcze jest jasne. Na razie to taki komentarz na szybko, sklecony w wolnych chwilach, bez zbytniego wgryzania się.

Awatar użytkownika
RebelMac
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 137

Pierwszy rozdział powieści "Podróżny"

Post#5 » 9 gru 2014, o 23:01

Co robić?

Nie do końca podobają mi się opisy, są dość sztywne. Piszesz, co kto zrobił, wyrzucasz te czasowniki jak karabin - wstał, wyszedł, odpiął, ominął itd. I o ile w pierwszym fragmencie dobrze to wygląda, bo nadaje dynamiki całej sytuacji, to w dalszych scenach jest to już minus. Na przykład napisałeś, że Podróżny czuł rosę na bosych stopach, a ja wolałabym, żebyś opisał to uczucie rosy na bosych stopach - była zimna, chłodna, zjeżyły mu się włosy na nogach od tego chłodu, przyjemne było to uczucie czy też nie?
Mam problem z niektórymi z tych archaicznych słów - nie znalazłam nigdzie ich znaczenia. Masz jakiś słownik online (bądź zwykły), z którego je czerpiesz?
Nie rozumiem, dlaczego pisałeś ty, cię, jej, ona itd. wielką literą. W opowiadaniach robi się to, kiedy jest ku temu wyraźne przesłanie, tutaj tego nie ma.
Zachęcam do zapoznania się z zasadami zapisu dialogów: viewtopic.php?f=10&t=1339
Przy czytaniu przeszkadzał mi nieco brak lub nadmiar przecinków. Poza tym możesz się pokusić o zmienienie dywizów na myślniki :)
Na temat fabuły wypowiem się może przy okazji drugiego rozdziału albo wtedy, gdy jeszcze raz przeczytam ten fragment i go przemyślę. Nie bardzo lubię (i umiem) to robić przy początku powieści, kiedy mało się wydarzyło i niewiele jeszcze jest jasne. Na razie to taki komentarz na szybko, sklecony w wolnych chwilach, bez zbytniego wgryzania się.
Soft kitty, warm kitty, little ball of fur.


Bardzo dziękuję za komentarz. Błędy poprawiłem. Co do neologizmów takich jak "drynżując", "pozwyszało", "przegżył" itp., są to czasowniki opisujące rzucanie czarów wiedźmy. Podróżny odwinął płaszcz z ręki ponieważ tak walczył, można wtedy parować ciosy np. sztyletu. Jopula to takie średniowieczne wdzianko, a powóz to wtedy gdy władca zabiera wozy kupcom do wojska. Drugi rozdział wkrótce. Z chęcią czekam na komentarz odnośnie fabuły. :)
May The Force Be WIth You!

Awatar użytkownika
RebelMac
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 137

Podróżny

Post#6 » 2 cze 2016, o 08:45

Tekst zupełnie zmieniony i napisany w innym stylu. Właściwie jakby nowa zupełnie wersja.
May The Force Be WIth You!

Awatar użytkownika
DuralT
USS Gerald R. Ford
USS Gerald R. Ford
Posty: 1743

Podróżny

Post#7 » 15 cze 2016, o 17:27

Ciężko mi się to czytało, początkowo by ubarwić sobie czytanie utworu, zacząłem udawać, że jest to pieśń i starałem się czytać części zdań do rytmu. Nie wyszło, wraz z rozkręcaniem się fabuły czułem przeciążenie pompatycznym stylem, dopiero później przyszło zrozumienie, co konkretnie chcesz wykreować. Trudno było też wyłapać o co chodzi, ze względu na zmiany perspektywy pierwszej osoby. Mógłbyś spróbować to wszystko opisać z perspektywy trzecioosobowej.
— No to płyńmy dalej, marynarzu, bo?
— Navigare necesse est, vivere non est necesse.
Andrzej Ziemiański – Pomnik Cesarzowej Achai - Tom V

Awatar użytkownika
RebelMac
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 137

Podróżny

Post#8 » 15 cze 2016, o 21:22

DuralT pisze:Ciężko mi się to czytało, początkowo by ubarwić sobie czytanie utworu, zacząłem udawać, że jest to pieśń i starałem się czytać części zdań do rytmu. Nie wyszło, wraz z rozkręcaniem się fabuły czułem przeciążenie pompatycznym stylem, dopiero później przyszło zrozumienie, co konkretnie chcesz wykreować. Trudno było też wyłapać o co chodzi, ze względu na zmiany perspektywy pierwszej osoby. Mógłbyś spróbować to wszystko opisać z perspektywy trzecioosobowej.

Dzięki przede wszystkim za komentarz. :) Początek do dialogu "Na pohybel" jest rzeczywiście w pewnym rytmie. Dalej opisy z pamiętnika i pamięci - inwersja też jest zamierzona.
May The Force Be WIth You!

Awatar użytkownika
Camenne
Jawna opcja Mandaloriańska
Jawna opcja Mandaloriańska
Posty: 5024

Podróżny

Post#9 » 16 sty 2017, o 18:22

Masz nieco nadmiarowych przecinków (przykładowe):
Guzy z metalu, wnet krew ozdobiła, tworząc kwiecistą plamę.

Zabrzestrzył na więzach, a bąble pękały[s],[/s] na wargach czerwonych od szminki.

Martwe już ciała[s],[/s] kopnął pod ścianę, w walce mu przeszkadzały.

A oddech jej ciężki[s],[/s] rzężenie głuszyło, świsnęła broń po raz ostatni.

Ostatni z bandytów[s],[/s] wykonał swój wypad, ostrza się zwarły ze szczękiem.

Od kiedy podmiot oddzielamy przecinkiem od reszty zdania?


Ciekawie pod względem akcji i postaci, natomiast styl to nieco trudniejszy temat - te wariacje z szykiem, często bardzo dziwnym, są dla mnie na pograniczu dość ciekawego rozwiązania a już zgrzytu. Momentami przekracza tę granicę na stronę niekorzystną. Czuć w tym rytm, zwłaszcza w początku, i na krótkiej objętości robi bardzo dobre wrażenie - później jednak nieco męczy. Zdaje się, że to ma być sposób na wyróżnienie tekstu spośród innych fantasy w internecie, ale nie wiem, czy tędy droga, bo na dłuższą metę każda przesada jednak męczy. Z pewnością można by zrezygnować z szyku przestawnego w każdym zdaniu, ale raczej zostawiłabym taką stylizację na wybrane fragmenty.
Jest też bardzo dużo błędów, nie tylko interpunkcyjnych w formie nadmiarowych przecinków, jest też błędny zapis dialogów, dziwny jest też ten wybór umieszczania wtrąceń w nawiasach klamrowych (dlatego nie kwadratowych?).
Po-ta-toes! Boil them, mash them, stick them in a stew. Lovely big golden chips with a nice piece of fried fish.


Skróty: Jak poprawnie zapisywać dialogiMyślnik, półpauza i dywiz (łącznik) – jak je poprawnie stosowaćJak wstawić wcięcia akapitowe:piorko: Piórko

Awatar użytkownika
RebelMac
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 137

Podróżny

Post#10 » 16 sty 2017, o 20:19

Camenne pisze:Masz nieco nadmiarowych przecinków (przykładowe):

Jest też bardzo dużo błędów, nie tylko interpunkcyjnych w formie nadmiarowych przecinków, jest też błędny zapis dialogów, dziwny jest też ten wybór umieszczania wtrąceń w nawiasach klamrowych (dlatego nie kwadratowych?).


Co do zapisu dialogów to kwestia formatu na forum, nawiasy dałem klamrowe bo po prostu wydają mi się staroświeckie i ładniejsze. Natomiast nadmiar przecinków jest celowy i zamierzony. "Groszowa powieść" to taka "pulpa fantasy" pisana w pewnym śpiewnym rytmie, który mógłby zanucić trubadur, swoiste "rap fantasy". Zauważ, że każde zdanie dzieli się na trzy części i trzeba je czytać: "tatata-tatata, tatata-tatata, tata-tata-tata." Tak jest zresztą pisany cały drugi rozdział i większość powieści.

Serdecznie pozdrawiam.
May The Force Be WIth You!

Wróć do „Proza: opowiadania i fragmenty powieści”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości