Wróżka Zębuszka

Wszelkie formy krótkie. Drabble, miniatury, szorty.
Regulamin forum
W tym dziale należy publikować wyłącznie miniatury, drabble i krótkie opowiadania.

Przydatne definicje
drabble: krótka forma literacka licząca dokładnie sto słów

miniatura literacka (short story): krótki utwór składający się z mniej niż 7 500 słów

opowiadanie – krótki utwór epicki o prostej akcji, niewielkich rozmiarach, najczęściej jednowątkowej fabule, pisany prozą

Teksty dłuższe (fragmenty powieści, długie opowiadania) należy publikować w dziale "Opowiadania i fragmenty powieści".
Nazwa tematu powinna składać się z tytułu tekstu. W przypadku publikowania fanfiction, należy podać źródło w nawiasie kwadratowym, przykładowo: "[Harry Potter] Tytuł opowiadania".
Każdy tekst należy odpowiednio otagować. Tagi wybieramy z pola pod tytułem tematu.
Awatar użytkownika
Echolalia
magiczna kosa
magiczna kosa
Posty: 575

Wróżka Zębuszka

Post#1 » 5 gru 2014, o 17:41

Pierwszy od pięciu lat tekst, który ma ręce i nogi. Doradźcie.

Wróżka Zębuszka

— To mój ząb!
Jack przyspieszył, słysząc za plecami głos młodszego brata. Z piskiem gumowych podeszew zatrzymał się chwiejnie u szczytu schodów. Zbiegł po nich, przeskakując dwa ostatnie.
— Oddaj! — Błagalny głos Dave'a rozniósł się po całym domu. — Mamo!
Do pościgu radośnie dołączył Teddy, którego krótkie łapy oraz długi tułów utrudniały zejście po stopniach. Nieugięty nie zwalniał jednak tempa i próbował dogonić starszego chłopca.
Mama dosłownie wyrosła zza ściany, blokując drogę złodziejowi. Nim się obejrzał, chwyciła go za rękę i odebrała mleczaka.
— Tego jeszcze brakowało, żebyście kłócili się o zęby — jęknęła, uświadamiając sobie, ile jeszcze wertepów czeka ją do pokonania na drodze macierzyństwa. — Masz kilkanaście zębów, które czekają, żeby wylecieć, po co ci czyjeś? — zwróciła się do obruszonego Jacka, stojącego pod ścianą ze skrzyżowanymi na piersiach rękami.
— Bo wydał już całe kieszonkowe i chce pieniądze od wróżki! — Dave wyręczył w odpowiedzi brata, odbierając z dłoni mamy swoją własność.
To była prawda. Jack nie miał w skarbonce już ani centa, a miesiąc nie zbliżał się nawet do połowy. Ruszający się mleczak byłby jedynym ratunkiem, by zdobyć upragnionego dziesięciocentymetrowego Iron Mana. Żaden jednak ani drgnął; nie pomagało nawet sprawdzanie co kilka godzin ani prośby wysyłane przed snem w ciemną przestrzeń.
Kobieta miała już z głośnym westchnieniem stwierdzić, że przecież wróżki nie istnieją, na szczęście w porę ugryzła się w język, ocalając jedną z ułud dzieciństwa.
— Po to dostajesz kieszonkowe, żeby nauczyć się oszczędzać. Chcesz kupić coś droższego: odkładaj pieniądze — powiedziała w końcu. — A jeśli się dowiem, że próbujesz zabrać Dave'owi ząb, obniżę ci kieszonkowe o połowę.
Wróciła do przyprawiania zupy, zostawiając starszego syna z naburmuszoną miną. Chłopiec wiódł wzrokiem za bratem, który niemal w podskokach radośnie pokonywał schody na piętro.
Jack był na siebie wściekły. Miał niepowtarzalną okazję, żeby się wzbogacić i pozwolił na jej utratę. Co prawda gryzło go trochę, że skrzywdziłby tym występkiem brata, ale należało się smarkaczowi — za zepsuty zdalnie sterowany samochód, pogniecione strony komiksów, połamane kredki i zalany rysunek Kapitana Planety (którego sportretowanie kosztowało kilka godzin mazania i poprawiania linii na wymęczonej kartce). Sześciolatek nie był już przecież niezdającym sobie sprawy ze swojego postępowania malutkim dzieckiem, dlaczego więc Jack miał mu darować niszczenie tak cennych rzeczy?
Przez resztę dnia obserwował uważnie Dave'a, łapiąc co chwila jego nieufne spojrzenie. Młodszy chłopiec ząb miał cały czas przy sobie w kieszonce na prawej piersi — zdradzała go niewielka wypukłość kraciastego materiału i ciągłe sprawdzanie, czy skarb jest wciąż na miejscu. Jack zagryzał wargi ze złości. Wiedział, że ostatnią szansą będzie zakradnięcie się nocą do pokoju brata i próba kradzieży. Jeśliby się nie powiodła, musiałby pożegnać się ze swoimi marzeniami o figurce przynajmniej do przyszłego miesiąca. A to była przecież cała wieczność! Każdy na podwórku miał już swojego superbohatera, tylko nie on. Patrzył jedynie z zazdrością na plastikowe miniaturki znajomych postaci, a koledzy odpłacali pogardliwymi spojrzeniami.
Z niecierpliwością wyczekiwał, kiedy Dave założy na siebie piżamę i przykryje kołdrą, na której zaparkowała ciężarówka. Leżąc na swoim łóżku, starał się czytać komiksową historię, jednak wzrok co chwilę wędrował w stronę leniwie mijających minut na cyfrowym wyświetlaczu budzika.
Odczekawszy prawie dwie godziny, odłożył kolorowe kartki magazynu i zwrócił głowę w stronę otwartych drzwi, próbując wsłuchać się w głąb korytarza i wyłapać dźwięki dochodzące z pokoju brata. Nie będąc w stanie usłyszeć nic, wstał z łóżka i na palcach opuścił pomieszczenie.
Na szczęście Dave ze strachu przed ciemnością, z której przed jego oczami wykrawały się przerażające kształty, zawsze zostawiał uchylone drzwi i zapaloną lampkę, co znacznie ułatwiało dokonanie kradzieży. Chłopiec pochrapywał z uchylonymi ustami, pogrążony w głębokim śnie.
Ręka powędrowała pod poduszkę, delikatnie badając ciepłą powierzchnię prześcieradła. Jest!, Jack ekstatycznie krzyknął w myślach. Wyjął uważnie ząb, wypatrując w twarzy brata najmniejszych grymasów, które oznaczałyby powrót z sennej krainy. On jednak ani drgnął.
Chłopiec wrócił do siebie. Oparł się plecami o drzwi, zastanawiając się podejrzliwie, czy aby jego misja nie udała się zbyt łatwo? Może to tylko podstęp i za chwilę zostanie ukarany? Szybko jednak odgonił te pytania, ciesząc się ze zdobyczy. A Dave...? Rusza mu się kolejny ząb, nie będzie musiał długo czekać, próbował się usprawiedliwiać.
Uchylił okno, by ułatwić wróżce dostanie się do środka. Zdawał sobie sprawę z tego, że to mityczne stworzenie ma magiczną moc i pokonanie szyby to pewnie pikuś, ale stwierdził, że uprzejmości nigdy za wiele; zwłaszcza w kierunku Zębuszki, zostawiającej pieniądze w prezencie.
Zanim położył się w łóżku, wyprosił z pokoju pochrapujący krótkowłosy kłębek. Szczeniak drapał przez jakiś czas w zamknięte drzwi, jednak szybko się znudził; zszedł leniwie po schodach i ułożył się na korytarzu na wygodnych butach swojej pani.
Jack z namaszczeniem włożył ząb pod poduszkę, po czym naciągnął kołdrę pod samą brodę. Ekscytacja skutecznie odciągała sen. Omiótł wzrokiem ściany upstroszone plakatami superbohaterów. Półmrok przygasił jaskrawość kolorów tak, że postacie wydawały się być czarno-białe. Batman posłał mu karcące spojrzenie. Mógłby przysiąc, że zauważył też ostrzegawcze grożenie palcem. Zwidy, starał się dodać sobie odwagi w myślach. W końcu powieki zaczęły się zlepiać.

[center]*[/center]
Nagle usłyszał brzęczenie. Zamachał sennie rękami, jednak dźwięk nie oddalał się. W chwili, gdy otworzył oczy, poczuł pacnięcie na klatce piersiowej. To była ona. Siedziała po turecku, wpatrując się w niego. Wyglądała tak, jak zawsze rysowały ją w wyobraźni słowa mamy — jasne włosy upięte na czubku głowy w kok, błyszcząca sukienka opinająca małe ciałko. Brakowało tylko uśmiechu, a przecież w opowieściach Zębowa Wróżka zawsze była radosna.
— Masz szczęście i pecha w jednym — odezwała się w końcu beznamiętnym głosem. — Niejedno dziecko marzy o tym, żeby mnie zobaczyć, a nawet mieć na własność. Ich kreatywność w tworzeniu pułapek nie zna granic. — Uniosła jeden z kącików ust, przypominając sobie zastawiane na nią lepy na muchy. Po chwili znów spoważniała. — Ty widzisz mnie pierwszy i ostatni raz. Nigdy więcej nie zajrzę też pod twoją poduszkę ani nie zostawię tam ani centa.
— Ale... Dlaczego? — zdołał wymamrotać zaskoczony zarówno słowami wróżki, jak i samą jej obecnością.
— Jack, Zębowa Wróżka jest jak Święty Mikołaj — wie wszystko.
Nim się obejrzał, drobnymi dłońmi otworzyła mu usta. Mimo wysiłku, nie potrafił ich zamknąć ani wycisnąć z gardła nawet jednego słowa. Magia, pomyślał, mając złe przeczucie co do działań wróżki. Zaczął żałować wyrzucenia za drzwi Teddy'ego. Choć wiedział, że pies nie miałby szans w starciu z Zębuszką, to pozostawałaby nadzieja, że zdołałby zawiadomić mamę, która przybiegłaby na ratunek...
Prąd poraził całe ciało, wyginając je wpół. Słyszał chrobotanie górnego siekacza, który wróżka próbowała usunąć, a każdy jego ruch drażnił nerw, wysyłając ból aż po końce palców. Wreszcie udało się wyjąć ząb, a wyciągany korzeń czuć było aż pod nosem. Okrwawiona zdobycz wylądowała w woreczku, którego stworzenie kosztowało pewne niegrzeczne dziecko kawałek skóry.
Po minutach omdlewających ciało tortur, katusze ustały. Spuchnięte dziąsła były puste, z kraterów po zębach sączyła się krew, dotykając metalicznym smakiem języka. Spływała po szyi, znacząc karminową barwą czystą pościel.
Nie zorientował się nawet, kiedy wróżka zarzuciła swój skórzany worek na plecy i odleciała. W końcu głos zdołał opuścić gardło.

[center]*[/center]
Dave obudził się wcześniej niż zwykle. Strach przed utratą kosztownego skarbu przerodził się w męczące koszmary. Niewiele myśląc, wsunął rękę pod poduszkę, by za chwilę obracać w palcach dwa banknoty. Odetchnął z ulgą. Nawet przeraźliwy krzyk brata nie starł mu z ust uśmiechu.

Tagi:

Awatar użytkownika
RebelMac
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 137

Wróżka Zębuszka

Post#2 » 6 gru 2014, o 09:09

Do pościgu radośnie dołączył Teddy, którego krótkie łapy oraz długi tułów utrudniały zejście po stopniach. Nieugięty nie zwalniał jednak tempa i próbował dogonić starszego chłopca.


Musiałem domyślać się, że to pies. Z początku myślałem, że to trzeci brat i zastanawiałem się dlaczego ma łapy. :)

Wróciła do przyprawiania zupy, zostawiając starszego syna z naburmuszoną miną. Wiódł wzrokiem za bratem, który niemal w podskokach radośnie pokonywał schody na piętro.


W drugim zdaniu wiem, że "wiódł" odnosi się do syna ale z konstrukcji jakby dotyczy to mamy ponieważ to ona jest podmiotem w poprzednim zdaniu.

— Masz szczęście i pecha w jednym — odezwała się w końcu beznamiętnym głosem. — Niejedno dziecko marzy o tym, żeby mnie zobaczyć, a nawet mieć na własność. Ich kreatywność w tworzeniu pułapek nie zna granic. — Uniosła jeden z kącików ust, przypominając sobie zastawiane na nią lepy na muchy.


Nie rozumiem po co na własność dziecku wróżka.

Po minutach omdlewających ciało tortur, katusze ustały. Spuchnięte dziąsła były puste, z kraterów po zębach sączyła się krew, dotykając metalicznym smakiem języka. Spływała po szyi, znacząc karminową barwą czystą pościel.


Wyrwała mu jeden ząb czy wszystkie?

Napisane bardzo fajnie, pisać umiesz. Nie podoba mi się zakończenie niczym z horroru, tooth fairy to dobra postać. No i chyba bracia są siebie warci skoro Dave wrzeszczy z bólu, a jego brat wtedy liczy pieniądze i się uśmiecha zamiast pomóc.
May The Force Be WIth You!

Krystian
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 27

Wróżka Zębuszka

Post#3 » 7 gru 2014, o 00:08

Szczerze mówiąc naprawdę mi się podobało.
Chociaż swoją drogą.

Nie wiem dlaczego, ale czytając te opowiadanie przyszło mi do głowy "Anima Vilis" Dąbrowskiego.
Przyznam, że świetnie wpasowałoby się w klimat tej książki. Zakończenie w szczególności.

Przy odrobinie poprawek kosmetycznych i po dodaniu jeszcze paru ofiar :morda:
mogłabyś pokusić się o napisanie naprawdę dobrego horroru 8-)
Powinnaś rozważyć tę możliwość bo widać w tym tekście ogromny potencjał.

Awatar użytkownika
whatsername
Furia Pustyni
Furia Pustyni
Posty: 1543

Wróżka Zębuszka

Post#4 » 8 gru 2014, o 14:33

Podobało mi się! Tak. Przypomniały mi się czasy przedszkola, kiedy to moda na Power Rangers sprawiła, że nudziłam matkę tygodniami o [s]różową[/s] postać.
Mimo to, brutalność trochę mi tu bruździ. Nic nie wskazywało na taki koniec i kontrast między początkiem a finałem jest ogromny. To byłaby fajna historyjka dla dzieci, z morałem, pouczająca, mówiąca o tym, że chytrość/kradzież nie popłaca, gdyby nie pozbawienie dzieciaka całego uśmiechu. :D Taki misz-masz świetnie by się sprawował, gdyby opowiadanie było dłuższe i dawałabyś jakieś przesłanki ku temu, że koniec może być krwawy, a tak wygląda trochę jak tania sensacja, pragnienie szokowania za wszelką cenę.
Ktoś na pewno będzie miał odmienne zdanie co do tego tekstu, więc moim się proszę nie przejmować, ale powtórzę to, co napisałam na początku - podobało mi się. Łyknęłam tę tanią sensację, chociaż z racji tego, że utwór został zamieszczony w dziale z fantastyką, spodziewałam się czegoś dziwnego pod koniec.
(...) ile jeszcze wertepów czeka ją na pokonanie na drodze macierzyństwa.
"(...) czeka ją do pokonania (...)", tak sądzę, chociaż Twoja wersja też może być poprawna, jak tak dłużej się nad tym zastanawiam. :D
Pozdrawiam!
where does everybody go when they go?

Awatar użytkownika
Echolalia
magiczna kosa
magiczna kosa
Posty: 575

Wróżka Zębuszka

Post#5 » 9 gru 2014, o 17:26

RebelMac pisze:
Wróciła do przyprawiania zupy, zostawiając starszego syna z naburmuszoną miną. Wiódł wzrokiem za bratem, który niemal w podskokach radośnie pokonywał schody na piętro.


W drugim zdaniu wiem, że "wiódł" odnosi się do syna ale z konstrukcji jakby dotyczy to mamy ponieważ to ona jest podmiotem w poprzednim zdaniu.

Tak mówisz, nawet jeśli to męski rodzaj czasownika? Hm, muszę się bardziej wgłębić w ten temat.
RebelMac pisze:Nie rozumiem po co na własność dziecku wróżka.

A kto tam wie te dzieci...
RebelMac pisze:Wyrwała mu jeden ząb czy wszystkie?

Ni jednego nie zostawiła paskuda (Spuchnięte dziąsła były puste, z kraterów po zębach sączyła się krew, dotykając metalicznym smakiem języka).
RebelMac pisze:Nie podoba mi się zakończenie niczym z horroru, tooth fairy to dobra postać.

Dobroć Zębuszki jest przereklamowana ;)
Krystian pisze:Nie wiem dlaczego, ale czytając te opowiadanie przyszło mi do głowy "Anima Vilis" Dąbrowskiego.

Nie znam. Ale dobrze, że tym zbiorze wspomniałeś, opis brzmi ciekawie, a miałam ochotę zapoznać się z pisaniem Dąbrowskiego. Teraz już wiem, od czego zacząć :D (chociaż okładka do mnie nie przemawia...).
Krystian pisze:Przy odrobinie poprawek kosmetycznych i po dodaniu jeszcze paru ofiar :morda:
mogłabyś pokusić się o napisanie naprawdę dobrego horroru 8-)
Powinnaś rozważyć tę możliwość bo widać w tym tekście ogromny potencjał.

Może kiedyś... póki co jestem tym opowiadaniem już zmęczona ;) Dziękuję za miłe słowa.
whatsername pisze:To byłaby fajna historyjka dla dzieci, z morałem, pouczająca, mówiąca o tym, że chytrość/kradzież nie popłaca, gdyby nie pozbawienie dzieciaka całego uśmiechu. :D

Miałam taką napisać, ale jednak bardziej podobał mi się pomysł z krwawym zakończeniem. Może kiedyś pokuszę się o wersję dla dzieci :D
Z tymi wertepami jeszcze się zastanowię, sama wracałam do tego zdania kilkakrotnie.

Dziękuję za komentarze i uwagi. Nie przypuszczałam, że może się podobać :oops:

agathas
Ostrze Armageddonu
Ostrze Armageddonu
Posty: 1960

Wróżka Zębuszka

Post#6 » 18 gru 2014, o 18:17

Już kilka razy zabierałam się za twój utwór, ale po kilku zdaniach rezygnowałam. Przeczytawszy komentarze i tak nie mogłam przebrnąć przez dalszy ciąg. W końcu zdecydowałam się czytać od końca i wreszcie z sukcesem pochłonęłam cały tekst. Żeby było jasne, pomysł mi się spodobał i oczywiście opowiadanie napisałaś przekonująco. Podczas czytania znalazłam kilka zgrzytających drobnostek. Postaram się niedługo wrócić do tekstu i coś jeszcze dodać.

Elrondi
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 10

Wróżka Zębuszka

Post#7 » 3 sty 2015, o 11:05

Bardzo ciekawe opowiadanie. Krótkie, ale zaciekawiło mnie i polubiłem zębową wróżkę. Moi rodzice nie przepadali za bajkami i utwierdzaniem dzieci w wierze w takie zjawiska. Zostali mi dziadkowie i książki.
Koniec faktycznie lekko przesadzony. Wróżka zamieniła się w wiedźmę, istotę magiczną, typowo bezstronną. Dziecko przestraszyło by się takiej postaci. To dobry pomysł na horror ^^
Może napiszesz coś jeszcze z podobnymi postaciami?
Weny życzę! :D

sí-mac tíre
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 34

Wróżka Zębuszka

Post#8 » 8 sty 2015, o 16:11

Podobało mi się :) Bardzo ładne, ciekawe opowiadanie, dobrze napisane. I jak dla mnie końcówka była świetna. Najpierw myślałam, że ogólnie będzie historyjka z morałem, że wróżka tylko pogrozi palcem i nie da żadnej kasy. A tu z grubej rury - wyrywanie zębów! Może i krwawo, ale jak dla mnie było dobrze ;) Popieram poprzednich komentujących - może pomyślisz nad jakimś horrorem? :D
[center]Wszyscy wiedzą, że czegoś nie da się zrobić,
i przychodzi taki jeden, który nie wie, że się nie da, i on to właśnie robi.


Albert Einstein[/center]

Awatar użytkownika
Echolalia
magiczna kosa
magiczna kosa
Posty: 575

Wróżka Zębuszka

Post#9 » 13 sty 2015, o 23:14

Dziękuję za komentarze.
Agathas, mam nadzieję, że jeszcze pokażesz mi te zgrzytające drobnostki. Chociaż widząc, jaką trudność sprawiło ci przeczytanie tekstu, śmiem wątpić, że do niego wrócisz ;) Tak że - byłoby fajnie i by mi się te uwagi przydały, ale nic na siłę, oczywiście.
Elrondi pisze:Może napiszesz coś jeszcze z podobnymi postaciami?

Mam nadzieję :) Początkowo miało to być pierwsze opowiadanie z cyklu Bajki dla niegrzecznych dzieci, ale póki co, nie mam pomysłów na kolejne teksty.
sí-mac tíre pisze:Popieram poprzednich komentujących - może pomyślisz nad jakimś horrorem? :D

Owszem, mam zamiar spróbować swoich sił w pisaniu jeżącego włosy tekstu :D

mirek13

Wróżka Zębuszka

Post#10 » 14 sty 2015, o 14:56

Wiesz, ale już od połowy opka moja chora wyobraźnia szła tym samym torem. Czyli o pełnej utracie zębów przez miłego Jacka. Poszedłem tylko w stronę groteski, czy czarnego humoru, bowiem kiedy szedł na złodziejkę to potknął się i wybił wszystkie o krawędź schodów. Znaczy, że powinniśmy udać się na kozetkę psychoanalityka.Technicznie nie ruszam bo brak mi wiedzy. Są miejsca gdzie zmieniłbym szyk albo wyrażenie, ale nie wskażę gdzie, bo wstyd się przyznać, ale nie posiadłem sztuki cytowania za pomocą wklejania. Dobre to, czyta się płynnie, a meandry psychiki autora zawiodą czytelnika w niespodziewane miejsce w zakończeniu. Pochwalony.
PS. Znaczy lepiej mieć plastiki!

Wróć do „Proza: miniatury i drabble”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 4 gości