Gość w dom

Teksty mające wiele lat, wycofane z forum, porzucone, niepoprawione bądź z innych powodów przeniesione do Szuflady. Część z nich, ze względu na publikację lata wcześniej, nie jest otagowana lub dodana zgodnie z aktualnie obowiązującymi zasadami publikacji.
Mszczuj
zaczarowane ostrze
zaczarowane ostrze
Posty: 223

Gość w dom

Post#21 » 9 lut 2016, o 20:47

Nic na mnie nie masz a twoje uszczypliwosci spływają po mnie jak kropla potu po nosie mojego bohatera ;)

Ross_Rabiaka
gladius tytanów
gladius tytanów
Posty: 1036

Gość w dom

Post#22 » 9 lut 2016, o 21:31

Oczywiście, że nic do Ciebie nie mam, Ziomuś. Nawet jeśli jesteś forumowo niereformowalny, a Twój bohater nie używa kosmetyków przeciwpotnych :-D 3maj się.
Matt C.

Mszczuj
zaczarowane ostrze
zaczarowane ostrze
Posty: 223

Gość w dom

Post#23 » 13 lut 2016, o 12:13

Hej hej hej, witam wszystkich, napisałem nowy fragment. Krótki i po długiej przerwie, więc nie mam pojęcia czy w dobrym kierunku posłałem fabułę. Dajcie znać co sądzicie ;) pozdrawiam

Mercedes wydawał ciche odgłosy stygnącego metalu, które mógł dosłyszeć jedynie ktoś stojący bardzo blisko maski, tak jak stał Jurgen. Złożył swoje AK-47 na ziemi przed sobą zgodnie z poleceniem Sergieja. Cała ekipa odłożyła broń, ale droid pozostawał w trybie gotowości. Junior znał dobrze sygnały płynące z panelu sterowania robotem przymocowanego do ramienia Rosjanina. Obecnie niebieska dioda w lewym, górnym rogu czarnego ekranu migała regularnie, co oznaczało, że na myślowy sygnał ze strony Sergieja, niepozorny jegomość w czarnej koszuli zacząłby wyrywać otaczającym ich tubylcom kończyny z ciała szybciej, niż zdążyliby wycelować w niego swoje zatrute strzałki, dzidy i tomahawki.
- Witajcie, dobrzy Leute! - Zawołał w kierunku zgromadzenia Sergiej przeciągając głoski w miejscach, w których powinny być krótkie i kładąc nacisk na losowo wybrane słowo w zdaniu. Niemiecka mowa w jego ustach przypominała Jurgenowi syntezator mowy bardzo starej generacji.
- Złożyliśmy przed wami broń, bo przybywamy w pokoju! - Dodał kierowca mercedesa i nie pisany dowódca wesołej gromady, wskazując na leżące u ich stóp karabiny. Lusia miała minę obrażonej nastolatki, którą w zasadzie była. Nienawidziła gdy jej Kałasznikow dotykał ziemi. Chuchała na niego i dmuchała i generalnie obchodziła się z nim jak z jajkiem. Po kąpieli w czarnym błocie lecącym z nieba, będzie musiała rozebrać, wyczyścić i nasmarować każdą część swojej ukochanej broni. Helga uśmiechała się do otaczających ją mieszkańców wioski jak to miała w zwyczaju. Złote zęby, które kupowała sobie przy każdej okazji niczym pierścionki, służyły jej głównie do suszenia, rzadko kiedy do przeżuwania pokarmu. Bogdan stał z pokerową miną. Jego krótko ogolona głowa była w odczuciu Jurgena nie skalana myślą. Robił to, czego chciał od niego Sergiej. Pod wieloma względami przypominał droida, jeśli się nad tym dłużej zastanowić. Wyłączył proces podejmowania decyzji dawno temu i zdał się na łebskiego Rosjanina, który zna odpowiedź na każde pytanie.
- Witajcie – usłyszeli w odpowiedzi, a spośród tłumu wystąpił starszy mężczyzna o siwych włosach. Miał na nosie okulary a pod nosem biały wąsik, równo przycięty do rozmiarów znaczka pocztowego. Wyglądał jak wysoki, siwy Adolf Hitler, który ma za moment zasiąść do swojej ulubionej lektury.
W przeciwieństwie do reszty gawiedzi, nie był ubrany w stare, pozszywane szmaty przeplatane rzemieniami i ozdabiane naszyjnikami z zębów. Nosił czarny garnitur, białą koszulę i eleganckie buty z cholewą, a na plecy zarzucił skórę niedźwiedzia brunatnego, co dodawało jego sylwetce rozmiarów i chroniło przed zimnem.
- Zapraszam wszystkich do sali plemiennej, tam przyjmiemy naszych gości. Nie będziemy tu chyba sterczeć na śniegu, prawda? - Uśmiech mężczyzny rozjaśnił scenerię niczym wielka latarnia. Odbił się od zdziwionych przybyszów i wylądował na twarzach współplemieńców, którzy nie przypominali już bandy bezmyślnych zombie, a raczej kiepsko odzianych ludzi, cieszących się na widok drugiego człowieka. Jurgen spojrzał na Sergieja, nieśmiało oczekując sygnału do podniesienia z ziemi broni. Sygnał nie padł, niebieska dioda nadal mrugała ostrzegawczo, ale Rosjanin schylał się już po swojego glocka. Otarł czarny pistolet o spodnie i ruszył z zacieśniającym się tłumem w stronę największego budynku w wiosce.
Tubylcy podchodzili do nich z zaciekawieniem. Niektórzy zagadywali nie śmiało do dziewczyn, inni przyglądali się samochodowi, jeszcze inni podchodzili do Jurgena i klepali go przyjacielsko po plecach. Każdy tak mocno, że kościstemu nastolatkowi nie łatwo było ustać na nogach. Kątem oka dostrzegł Bogdana, który nieufnie spoglądał na otaczającą go gawiedź, przytulony do karabinu plazmowego. Wszyscy sześcioro ruszyli do sali plemiennej.
Wewnątrz było wszystko, czego Jurgen spodziewałby się wnioskując po nazwie tego miejsca. Kości, rogi, zęby, palenisko, drewniany tron, totemy z powykrzywianymi twarzami wyrytymi na bokach. Prymitywne uzbrojenie, powywieszane na ścianach, począwszy od kamiennych sztyletów, kończąc na włóczniach i tarczach w zielonych kolorach.
Mężczyzna w garniturze usiadł na tronie, a kilka starszych kobiet wzięło się za rozpalanie ogniska przy użyciu krzesanych kamieniami iskier. Większość mieszkańców wioski zmieściło się w sali, musiało ich być ze dwie setki. Stojąc u stóp podestu, na którym znajdował się tron, Jurgen chłonął dziwną atmosferę tej sytuacji niczym gąbka. Miał wrażenie, że obraz kiepsko oświetlonego hangaru, przystrojonego trofeami myśliwskimi i wypełnionego po brzegi ludźmi pozostanie w jego pamięci na zawsze. Niebieska dioda przestała mrugać. Droid przybrał na syntetycznej twarzy wyraz idiotycznego uśmiechu, który w połączeniu z jego martwym spojrzeniem wywoływał u juniora dreszcz przerażenia. Technicy z moskiewskich laboratoriów nie potrafili odwzorowywać ludzkich emocji na swoich zabawkach. Wątpliwe było, czy sami takowe posiadali. Modelując „naturalny uśmiech numer adin” na twarzy robota, zapewne wzorowali się na ilustracji z amerykańskiego komiksu.
- Nazywam się Otto Trzeci – przedstawił się ze swojego drewnianego stanowiska białowłosy. - Jestem wodzem Bawarii, a wszystko, co widać z pobliskiej górki, aż po horyzont, to moje ziemie. Wstępując na nie, przyjmujecie moje prawa i obyczaje. Mówicie, że przybywacie w pokoju, więc witam was gościną, zgodnie z obyczajem. A teraz przedstawcie się i powiedzcie, co sprowadza was na moje włości?
- Nazywam się Sergiej Kotov, a to moi towarzysze podróży. Jurgen, Lusia, Helga, Bogdan i Marko. Można powiedzieć, że to moje małe, wędrowne plemię. Zmierzamy na wschód.
Po sali poniósł się pomruk. Na prymitywne gęby otaczające wodzowski tron wstąpiło zdziwienie.
- Nikt nie powrócił jeszcze ze wschodnich ziem. Skażenie tu, w Bawarii, jest wysokie, ale da się z nim żyć. Zwierzęta przystosowały się do otoczenia, więc mamy na co polować. Ziemie są martwe, ale w szklarniach da się latem uzyskać niewielkie plony rolne. Czemu chcecie jechać na wschód, gdzie nic nie jest w stanie przeżyć? Jesteście samobójcami?
- Szukamy lepszego życia. Dążymy do cywilizacji, łakniemy dawnych technologii. Moja rodzina pochodzi z krainy zwanej Rosją. Znam ją tylko z opowieści mojej matki, ale cuda, które do dziś są tam dostępne dla ludzi, warte są poszukiwania. Wierzę, że przeprawimy się przez białe plamy na mapach i dotrzemy tam.
- Nic poza śmiercią nie czeka was na wschodzie. Umrzecie w męczarniach, zjedzeni od środka przez demony, których nie potrafi wygnać żaden szaman. Posłuchajcie mojej oferty. Przysięgnijcie mi lojalność, przystąpcie do Bawarczyków. Kobiety w waszym wędrownym plemieniu są zdrowe i silne, dadzą dużo wspaniałych potomków. Wy władacie bronią palną, której u nas jest mało. Dam każdemu z was chatę i żonę a także jedno zwierzę domowe. Będziecie mieli co jeść i gdzie mieszkać. Jeśli w istocie szukacie lepszego życia, tutaj kończy się wasza wędrówka.

Awatar użytkownika
DuralT
USS Gerald R. Ford
USS Gerald R. Ford
Posty: 1742

Gość w dom

Post#24 » 13 lut 2016, o 12:40

Mszczuj pisze:
- Nic poza śmiercią nie czeka was na wschodzie. Umrzecie w męczarniach, zjedzeni od środka przez demony, których nie potrafi wygnać żaden szaman. Posłuchajcie mojej oferty. Przysięgnijcie mi lojalność, przystąpcie do Bawarczyków. Kobiety w waszym wędrownym plemieniu są zdrowe i silne, dadzą dużo wspaniałych potomków. Wy władacie bronią palną, której u nas jest mało. Dam każdemu z was chatę i żonę a także jedno zwierzę domowe. Będziecie mieli co jeść i gdzie mieszkać. Jeśli w istocie szukacie lepszego życia, tutaj kończy się wasza wędrówka.

Ta końcówka mnie zniszczyła. Bardzo wspaniałomyślna oferta, którą na nieszczęście, z powodu fabuły,będą musieli odrzucić. :(

Miło się to czytało, trochę skomplikowałeś sprawy na początku, musiałem ten fragment przeczytać dwa razy by go zrozumieć. Nie jest źle, ale w twoim wykonaniu widywałem tu lepsze teksty. Po pierwsze urwałeś w momencie, który zaczynał rozkręcać fabułę i dawać ,w przystępny sposób,informacje czytelnikowi na temat świata opowiadania. Krótki fragment i jeszcze raz krótki.

Dalej czekam na kontynuację "Człowiek, elf, goblin i krasnolud wchodzą do banku" oraz będę czekał na dalszą część tego opowiadania.
— No to płyńmy dalej, marynarzu, bo?
— Navigare necesse est, vivere non est necesse.
Andrzej Ziemiański – Pomnik Cesarzowej Achai - Tom V

Wróć do „Szuflada prozatorska (formy długie)”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości