Akademia Dumy

Okiem wyobraźni. Proza spod znaku fantastyki: fantasy, science fiction oraz horror.
Regulamin forum
Przypomnienie:
Maksymalna objętość tekstu, jaką można umieścić w jednym temacie, to 10 stron znormalizowanego maszynopisu. Teksty przekraczające tę objętość (fragmenty powieści, długie opowiadania), należy publikować w częściach w dziale "Teksty wieloczęściowe". Każda część musi znaleźć się w osobnym temacie.
Nazwa tematu powinna składać się z tytułu tekstu. W przypadku publikowania fanfiction, należy podać źródło w nawiasie kwadratowym, przykładowo: "[Harry Potter] Tytuł opowiadania".
Każdy tekst należy odpowiednio otagować. Tagi wybieramy z pola pod tytułem tematu.
Awatar użytkownika
DuralT
USS Gerald R. Ford
USS Gerald R. Ford
Posty: 1703

Akademia Dumy

Post#11 » 3 years temu

Dziękuję za uwagi. Staram się trzymać wszystko na równym poziomie, ale ciągle wychodzi, że akcja związana jest z Juliuszem. Jak skończę poprawiać następny prolog to wrzucę.
— No to płyńmy dalej, marynarzu, bo?
— Navigare necesse est, vivere non est necesse.
Andrzej Ziemiański – Pomnik Cesarzowej Achai - Tom V

Tagi:

Awatar użytkownika
DuralT
USS Gerald R. Ford
USS Gerald R. Ford
Posty: 1703

Akademia Dumy

Post#12 » 3 years temu

[center]PROLOG 2 ZIEMIA[/center]
Po trzeciej poprawie:
Pociąg toczył się niemiłosiernie powoli, bo w tym kraju nie nie było nic dobrego. Zarobki były marne, jedzenie smakowało jak rozmoczony karton z solą, a kolejki do lekarzy były tak długie, że pacjenci nie dożywali zabiegów. Od rozpoczęcia reform minęło wiele lat, ale jeszcze nie ukończono modernizacji kolei.
Ogólnie każdy narzekał, a nikt nie potrafił nic zmienić, jednak istniało jedno miejsce, w którym chciano zmienić wszystko, a najlepiej cały świat. I ja właśnie jechałem do tego miejsca, ponieważ byłem jednym z nielicznych, którym udało się do niego dostać z powodu bardzo trudnych egzaminów do Akademii Dumy. Bowiem jest to szkoła prywatna z czesnym na tyle wielkim, że w Polsce mało, kogo stać na pójście do niej. Z tego powodu większość wychowanków pochodzi z różnych stron świata. Głównie z bogatych krajów Europy i Ameryki, lecz również niewielka część pochodzi z Azji. Dla zwykłego dziecka jedyną możliwością, by dostać się w szeregi wybrańców było zdanie rygorystycznego egzaminu. Mnie udało się dopiero za piątym razem. Mieli nawet egzaminy wstępne do przedszkola. Pierwszeństwo w rekrutacji mieli absolwenci Liceum Dumy, następnie ludzie z polecenia, a dopiero później ci, którzy zdali egzamin wstępny. Na medycynę i prawo nie było szans się dostać przy zdawaniu egzaminu. Ja dostałem się na Matematykę Stosowaną, dzięki małej liczbie chętnych. Mimo to musiałem zdać egzaminy wstępne, które są na poziomie studiów magisterskich innych uczelni w kraju.
Uczyłem się całymi dniami i nocami, by dostać się na tą uczelnię. Nie było to łatwe i jestem jedynym z mojej szkoły, któremu się to udało. Ba, chyba nawet z całego mojego miasta. Będę mógł przeżyć w tej Akademii tylko dzięki stypendium uzyskanym za wyniki w nauce. Za zdanie egzaminu wstępnego z maksymalną ilością możliwych punktów pokrywają jedynie koszt pierwszego semestru. Jeśli student nie utrzyma się w pierwszych 10% najlepszych na roku musi dalej sam płacić czesne. Biorąc to pod uwagę, wielu ludzi naprawdę nie będzie mogło się wyżywić. Chyba, ze znajdą dorywczą pracę. Podobno, jeżeli nie jesteś pasjonatem danej dziedziny, nie masz też szans na stypendium.
Dzięki temu, że jest to uczelnia prywatna nie obowiązują tam programy szkolne i bzdurne normy wymyślone przez ministerstwo. Jeśli tam chodzisz od samego początku, to od razu oceniają, w czym jesteś dobry i dostosowują program nauki do twojego nastawienia i predyspozycji. Oczywiście na studiach już tak nie ma. Tutaj narzucane są pewne standardy, ale mimo to jest całkiem inaczej niż na innych uczelniach. Po prostu jest to miejsce przeznaczone do nauki, do którego właśnie przyjechałem.
Stacja: Akademia Dumy
Przybyłem do raju. Wreszcie nie będę traktowany jak oszołom i dziwak.

Tylko dlaczego ,,Dumy" jest z dużej litery?
Aha, zapomniałem się przedstawić. Nazywam się Ruziewicz. Stanisław Ruziewicz. Po świętej pamięci pradziadku.

Prolog 3 viewtopic.php?f=84&p=41960#p41960
— No to płyńmy dalej, marynarzu, bo?
— Navigare necesse est, vivere non est necesse.
Andrzej Ziemiański – Pomnik Cesarzowej Achai - Tom V

Mszczuj
zaczarowane ostrze
zaczarowane ostrze
Posty: 199

Akademia Dumy

Post#13 » 3 years temu

Pociąg powoli się toczył.

Pociąg toczył się powoli.
Minęło wiele lat, a jeszcze nie ukończono modernizacji kolei.

Od czego minęły te lata? Od rozpoczęcia modernizacji?
Byłem jednym z nielicznych, którym się udało do niej dostać. Egzaminy były trudne

powtórzenie
liczba miejsc dla zwykłych uczniów. Dlaczego? Bowiem jest to szkoła prywatna z czesnym na tyle wielkim, że w Polsce mało, kogo stać na pójście do niej. Dlatego, też większość uczniów pochodziła z różnych stron świata. Dla zwykłego szarego ucznia jedyną możliwością by się dostać do tej szkoły było zdanie rygorystycznego egzaminu.

przydałby się synonim dla słowa uczeń
Nie było to łatwe, ale jestem jedynym z mojej szkoły, któremu się to udało.

źle użyte "ale"
Podobno, jeżeli nie masz pasji do danej dziedziny, nie masz też szans się tam utrzymać. Chyba, że masz pieniądze, których ja nie posiadam.
Dzięki temu, że jest to uczelnia prywatna nie obowiązują tam programy szkolne i bzdurne normy wymyślone przez ministerstwo. Jeśli tam chodzisz od samego początku, to od razu oceniają, w czym jesteś dobry i dostosowują program nauki do twojego nastawienia i predyspozycji. Oczywiście na studiach już tak nie ma. Tutaj masz narzucone pewne standardy, ale mimo to jest całkiem inaczej niż na innych uczelniach.

Nie mam nic przeciwko drugiej osobie liczby pojedynczej, ale nadużywasz słowa "masz".
Po prostu jest to miejsce przeznaczone do nauki. Do którego właśnie przyjechałem.

wystarczyłby przecinek po nauki
Po śp. pradziadku.

rozwijamy skróty
Poza tym opisywanie kryteriów dostawania się jest całkowicie zbędne. Wystarczyło napisać, że jest bardzo trudno, elitarnie itd. Fragment nic nie wnoszący, chyba, że nazwisko, które podałeś jest jakąś historyczną informacją.

Awatar użytkownika
DuralT
USS Gerald R. Ford
USS Gerald R. Ford
Posty: 1703

Akademia Dumy

Post#14 » 3 years temu

Jest to nazwisko jednego z czołowych profesorów Szkoły Lwowskiej. Co do fragmentu, ma on podkreślić, że szkoła jest elitarna zarówno w świecie Rzeczywistym, jak i Imaginalnym. Wprowadziłem tutaj jedynego bohatera niefantastycznego, zwykłego szaraczka. Początkowo był to pierwszy prolog, ale zmieniłem kolejność, ze względu na trzecią część prologu.

Fajnie mi się też szukało synonimu słowa uczeń: http://synonim.net/synonim/uczeń (menel?)
— No to płyńmy dalej, marynarzu, bo?
— Navigare necesse est, vivere non est necesse.
Andrzej Ziemiański – Pomnik Cesarzowej Achai - Tom V

Awatar użytkownika
zielarka
magiczna kosa
magiczna kosa
Posty: 570

Akademia Dumy

Post#15 » 3 years temu

Króciutki ten fragment, a tekstu nie czyta się lekko i dobrze. A jednak! Wzbudziłeś moje zainteresowanie. Podoba mi się wizja Akademii Dumy jako miejsca, w którym bez skrępowania zdobywać można wiedzę — chętnie bym się w takim dokształcała. Informacji o elitarności jest jednak zbyt wiele, a jakichkolwiek innych nie ma prawie wcale. Zbyt krótko.
Zarobki są marne, a jedzenie smakuje jak rozmoczony karton z solą, kolejki do lekarzy są tak długie, że pacjenci nie dożywają zabiegów.

"Zarobki są marne, jedzenie smakuje jak rozmoczony karton z solą, a kolejki do lekarzy są tak długie, że pacjenci nie dożywają zabiegów."
Dlatego, też większość wychowanków pochodziła z różnych stron świata.

Bez przecinka po "dlatego".
a dopiero później ci którzy zdali egzamin wstępny.

Przecinek przed "którzy".
Po prostu jest to miejsce przeznaczone do nauki, do którego właśnie przyjechałem.
Stacja: Akademia Dumy

Trochę dziwne to przejście.
Tylko dlaczego ,,Dumy" jest z dużej litery?

Ale nazwy zazwyczaj tak właśnie się zapisuje.
Ach zapomniałem się przedstawić.

Sugeruję: "Aha, zapomniałem się przedstawić."

Anonim
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 37

Akademia Dumy

Post#16 » 3 years temu

Nie będę wdawał się w szczegóły ortografii oraz interpunkcji. To już zostało napisane przez innych użytkowników, a ja na pewno nie jestem w stanie ich poprawić, bo sam nie jestem w tej dziedzinie orłem :) Chciałem jedynie wyrazić tu swoje uznanie dla autora. Opowiadanie wciągnęło mnie od pierwszych linii. Podoba mi się sam pomysł na świat opowiadania/powieści. Ujął mnie również bezpośredni zwrot do czytelnika. Ostatnie co wywołało zadowolenie w mym czytelniczym serduszku to wplątanie w aferę prawdziwych postaci historycznych. Zawsze lubiłem takie smaczki. Wyszedł ci też nieźle cliffhanger na końcu :) Zaciekawiłeś mnie, masz moją uwagę.
No dobra, strasznie dużo pochwał się nazbierało, podobno to strasznie szkodzi na ego. Mam jednak nadzieję, że nadal będziesz pracował rzetelnie nad tekstem i nie osiądziesz na laurach :)

Awatar użytkownika
DuralT
USS Gerald R. Ford
USS Gerald R. Ford
Posty: 1703

Akademia Dumy

Post#17 » 3 years temu

Postanowiłem usunąć jeden z prologów. Ten jest ostatni i przechodzę już do rozdziału pierwszego. Będzie on podzielony na części (w Wordzie ma około 26 stron). Może opublikuję ten zaginiony czwarty prolog przed rozdziałem drugim.

[center]PROLOG 3 MORZE PÓŁNOCNE[/center]

Po drugiej poprawie:
Wiatr znów zmienił kierunek. Dla nas płynących na kodze miało to wielkie znaczenie. A już miałem nadzieję, że tym razem uda nam się zawinąć do portu.
— Jak tam? Widać ląd?
— Nie i do tego wiatr się zmienił. Nie podejdziemy bakburtą.
— Klątwa. — Podsumował nawigator.
— Ziemia nie chce nas przyjąć na swoje łono — mruknął brodaty bosman, potężny chłop o wyglądzie niedźwiedzia i bardzo niskim głosie.
— Minęły wieki od czasu kiedy po raz ostatni byliśmy na lądzie. — Westchnąłem.
— I minie pewnie jeszcze więcej. Zanurzenie. — Rozkazał kapitan.
— Czyli jednak i tym razem się nie udało. — Zgniotłem w dłoni zaproszenie do Akademii Dumy.

Pływaliśmy tak od wieków, ponieważ zrobiliśmy zbyt dużo złego na lądzie. A morze nas kocha, nie odrzuca nas. Jesteśmy jego synami, zrodzonymi z wiejącej bryzy i słonej wody. Tylko ono nas chce. Bo już nawet piekło odrzuciło tych, którzy sami siebie nazwali Braćmi i rabowali od wybrzeży Fryzji do Nowogrodu. Jedynie głębia wszechstronnego błękitu i zieleni daje nam schronienie w ruinach dawnych miast.
Nazywam się Erik Störtebeker i jestem tu właśnie z powodu mojego nazwiska, bo miałem w swoim życiu wielkiego pecha. Po prostu urodziłem się jego synem. Tyle i aż tyle. Jednak teraz zostało nas tu jedenastu, na tej podłej i cuchnącej łajbie. Wtedy na hamburskim rynku mój ojciec nie chciał ocalić życia obecnym tam piratom. Tylko nam. Udało mu się. Jesteśmy i istniejemy. Ale czy ten stan można nazwać życiem?
— Tak. — Rozległ się wysoki damski głos.
— Co się dzieje? — Moim ramieniem potrząsnął nawigator.
— Nie wiem.
W zasięgu wzroku nikogo nie było. Tylko wiatr łopotał żaglami.
— Ten stan można nazwać życiem. — Usłyszałem odpowiedź na swoje niezadane pytanie.
— Gdzie ona jest?
Nie odpowiedziałem. Bałem się. Ty też byś się bał gdyby ktoś czytał w twoich myślach.
— Pokaż się! — ryknął kapitan i zamachał pochodnią.
Tylko nie podpal żagla. — Pomyślałem tak, ale bałem się głośno to powiedzieć, ponieważ moje plecy wciąż pamiętały rózgi. Dla nas tutaj to była najgorsza kara. Z powodu tego. że na tym statku można było coś zniszczyć, ale po jakimś czasie się regenerowało. Jedzenie także, ale tylko to, które znajdowało się na kodze w dniu zatonięcia. Czy wiecie jak to jest jeść ciągle solone śledzie?
— Nie widzicie mnie, ponieważ nie chcę abyście mnie zobaczyli.
— Dobra, czyli mamy gadać z powietrzem. — Podsumował bosman.
— To pewnie omamy. — Zbagatelizował kapitan.
— Tak i wszyscy je mamy.
— Ja poczekam, aż skończycie. — Znów usłyszeliśmy głos.
Zapadła cisza. Nawet wiatr przestał wiać. Zdumiona reszta załogi wyszła z kajuty by sprawdzić gdzie się podzialiśmy. Gestami nakazaliśmy im milczenie.
— No, na małe dzieci działa i na starych chłopów dało radę — westchnął głos.
— Czego chcesz, o potężny głosie? — Zadrwił bosman.
— Pragnę złożyć wam propozycję nie do odrzucenia.
— W takim razie chyba musimy ją zaakceptować i poprosić o wyjaśnienia. — odburknął brodacz.
Już wieki temu przekonaliśmy się, że kapitan nie potrafi podejmować decyzji. Widać to było po tym, że zamiast zrabować okręt kupiecki, próbowaliśmy abordażu na książęcym okręcie wojennym, pełnym hanzackich siepaczy. Dlatego właśnie dowodził nami bosman.
— Najmłodszy z was został wybrany do pewnej akademii. Wydawało wam się, że jeśli jednemu z was uda się teraz zejść na ląd, to reszcie też. Podjęliście więc szaleńczą wyprawę w stronę Europy. Ale pogoda nie chce was dopuścić w pobliże lądu. Czyż nie tak?
Odpowiedział mu zgodny pomruk. Czyli znowu wszystko przeze mnie. Znów dostanę baty. Ale zawsze pozostawała jakaś szansa ich uniknięcia. Rozprostowałem wymięty list z przyjęciem do akademii.

Dostałem go w jednym z podwodnych barów. Tak. Są takie. Chyba nie myśleliście, że żeglowaliśmy cały czas po morzu? Dostałem go w Atlantis, stolicy Atlantydy. Ona istnieje i jest ukryta przed ludzkim okiem. Swoją drogą wygląda przepięknie. Widać, skąd pochodzą cywilizacje Europy, północnej Afryki oraz zachodniej części Azji.
Kiedyś wygnańcom z Atlantydy spodobał się zbiornik, który można zamknąć w jednym miejscu i już nie da się do niego wpłynąć. Cywilizacje morza śródziemnego są wygnańcami z Atlantydy, której mieszkańcy są wygnańcami z kontynentu Mu, zwanego też Lemurią. W obu przypadkach chodziło o jakieś dziwne religie.
Ważne, że otrzymałem cień szansy wydostania się z tego wodnego piekła.

— Więc chcecie wyjść na ląd?
Znów usłyszałem ich odpowiedź, tyle, że była to reakcja małp na dostanie góry bananów. Przez lata wędrówki po morzach poznałem też te czarne stworzenia. Naprawdę w wielu sytuacjach przypominają ludzi.
— Mogę wam to zapewnić. — W tym momencie pokazała nam się ona, przepiękna kobieta. Wiem, że po tylu latach braku ludzkich kobiet, każda wydaje się piękna, ale ta naprawdę taka jest. — Nazywam się Aurelia Le Via Tanger. Inaczej Lewiatan. Musicie mnie znać.
Ruchy głową całej załogi gapiącej się na nią i na każdy kawałek jej odsłoniętego ciała musiała uznać za potwierdzenie.
— Chcę wam zaproponować cyrograf. Nie mylicie się. Podpiszecie pakt z piekłem. Nie jestem święta, ale my naprawdę potrzebujemy żołnierzy. Dobrych i zaprawionych w bojach. Nie mogliśmy was wcześniej przyjąć, bo wasz były przywódca zastosował naprawdę potężną magię krwi. Szanujemy ją. Ale minęło już ponad sześć wieków i dopiero teraz pieczęć osłabła. Mimo to, musicie podpisać z nami pakt z własnej, nieprzymuszonej niczym woli. W innym przypadku nam się nie uda.
— Gdzie podpisać? Wszystko jest lepsze od tego bezkresnego morza. — Zapytał bosman, a reszta załogi mu przytaknęła.
— Tutaj. — Wyciągnęła dokument do podpisania. — Może być trzema krzyżykami. A dla ciebie chłopcze mam inne zadanie.
Coś mi mówi, że to nie będzie wypoczynek.
— No to płyńmy dalej, marynarzu, bo?
— Navigare necesse est, vivere non est necesse.
Andrzej Ziemiański – Pomnik Cesarzowej Achai - Tom V

Awatar użytkownika
DuralT
USS Gerald R. Ford
USS Gerald R. Ford
Posty: 1703

Akademia Dumy

Post#18 » 3 years temu

[center]Ruch 1: Rozstawienie pionków. [/center]

[center]Część 1 [/center]

Stanisław

Przekroczyłem bramę uniwersytetu. Podwiózł mnie tu bardzo miły starszy pan, który dostarcza warzywa na stołówki. Pomogłem u przy rozładunku, przenosząc skrzynki do magazynu. W pewnym momencie poczułem na sobie czyjeś spojrzenie. Nie jednej osoby. To panie ze stołówki dziwnie się na mnie patrzyły. Zapytały się mnie, kim jestem i co tu robię. Początkowo wzięły mnie za wnuka kierowcy busa. Kiedy powiedziałem im, że jestem nowo przyjętym studentem, pokręciły głowami i powiedziały coś o tym, że będę miał tutaj ciężkie życie. Ale mam się o tym jeszcze przekonać. Nie wiem o co im chodziło, ja tylko staram się być miły. Czy to coś złego?
Spokojnie oddychałem jesiennym powietrzem. Jesień jest piękna tego roku. Słońce dalej świeci jasno, dalej jest gorąco i ludzie wylegują się na trawie przed akademikami. Całkiem inny poziom życia. Tutaj studenci mieszkają w jednoosobowych pokojach z własną łazienką. Przynajmniej tak pisało w ulotce. Akademiki nie są duże, najwyżej dwupiętrowe, gdzie na parterze mieści się stołówka, pralnia i pokoje rozrywek. Zawsze mi się wydawało, ze akademiki mają być obskurne, a tu proszę. Całkiem inaczej traktują studentów. Miałem mieszkać w akademiku numer 378. Nie widziałem numerów mijanych akademików, więc postanowiłem podejść do studentów rozłożonych na trawie.

— Dzień dobry. Przepraszam, gdzie znajdę akademik 378? Jestem tutaj nowy i się zgubiłem. Proszę pomóżcie.
Tyle błędów w ciągu pół minuty, za to dobre dwie minuty radości studentów, do których podszedł. Gdy już się uspokoili, zaczęli kultywować tradycję Akademii Dumy.
— Nowy. Jak ty się do nas zwracasz?
— Czego, plebsie?
—Wiemy, że kurwa nie jesteś stąd. Wypierdalaj na pole, uprawiać buraki! Do tego się tylko nadajesz! — Zdenerwował się najwyższy z nich.
— Proszę o zachowanie kultury i nie używanie wulgaryzmów. — Odpowiedziałem wystraszony. Nie rozumiałem co sie tu dzieje.
— Wiesz kim, był, kurwa, generał Patton? Wielki, chujem był. A wiesz jak wiele przeklinał? A ilu pierdolonych Niemców padło od kul jego żołnierzy? Tak wzoruję się na nim. Więc do szeregu, chuju! Znaj swoje miejsce.
— Właśnie jesteś tu nowy. Jednym z nas staniesz się dopiero po przysiędze. Kotek. — Podsumowała jego wypowiedź szczupła blondynka.
— Chciałem się tylko zapytać gdzie jest akademik o num... — W tym momencie mi przerwały okrzyki.
— Biegaj dookoła kampusu aż znajdziesz. Ruchy!
W moją stronę prócz okrzyków zaczęły lecieć przedmioty. Na razie małe. Wolałem nie czekać na duże. Wziąłem nogi za pas i zacząłem biec żwirową drogą. Jednak nie zamierzałem szukać na oślep. Skoro leżeli na trawnikach obok tych akademików, a większość z nich wyglądała na uprawiających profesjonalnie sport, ten fragment kampusu mogłem spisać na straty.
Przed sobą zobaczyłem również biegnącego gościa. Biegnącego to za dużo powiedziane. Chłopak wlókł się noga za nogą, zachęcany przez paru chłopaków klepiących go po plecach by, albo biegł szybciej, albo wyprostował plecy. Do rąk mu przywiązali sznurki po to by im nie uciekł. Zwolniłem tak, aby na nich nie wpaść i zmieniłem krok na marszowy, a następnie spokojnie i udając, że mnie to nie obchodzi ominąłem maratończyków. To był błąd. Zdradziły mnie walizki, które ciągnąłem za sobą. Jeden z tych dopingujących podbiegł truchtem do mnie i zapytał:
— A ty, dokąd się wybierasz?
— Do akademika 378.
— A wiesz gdzie on jest?- Wyszczerzył końskie zęby. Widać akademia nie refundowała aparatów ortodontycznych.
— Nie i będę szukał, do usranej śmierci.
— No to biegiem masz do niej dziesięć minut.- Zaśmiał się. Widać spodobała mu się moja odpowiedź.
— Prosto, czy z zakrętami? — Postanowiłem kontynuować wypytywanie.
— Jak w modkę strzelił. — Ponownie pokazał niedorobioną klawiaturę i poklepał mnie po ramieniu.
— No to poćwiczę chodziarstwo. — Również się zaśmiałem i ruszyłem.

Przeszliście kiedyś pięć kilometrów w pełnym słońcu? Bo ja właśnie tak. Nie polecam. Zwłaszcza jak nie macie w zanadrzu butelki wody. Ale dotarłem udało mi się. Klucz miałem już przygotowany, ponieważ dostałem go wraz z wiadomością o przyjęciu na studia. Właściwie to był kod cyfrowy, ale to teraz nie jest, aż tak ważne. Nieprzytomny padłem na łóżko.

Juliusz

— Ela, jak długo będziemy jechać?
— Myślałam, że diabły mogą manipulować czasem?
— Mogą, ale tylko te, które ukończyły specjalne szkolenie. Po za tym nie uznaje się to za uprzejme, gdy robisz to w czyjejś obecności. Nie przypomina to waszego przechodzenia przez wymiar przestrzenny.
— Co do nieuprzejmości, to wybaczysz mi odpowiedzią pytania na pytanie? — Zatrzepotała rzęsami.
— Tylko, dlatego, że masz tak krótką spódniczkę i długie nogi.
— Eh, faceci, to jest suknia. Jest jednoczęściowa. Naucz się tego. Po za tym przypominam, że jesteśmy tylko przyjaciółmi, więc nie próbuj mnie tu podrywać. — Zaśmiała się do mnie. Miała teraz zęby normalnej długości, równe jak z katalogu dentystycznego. Cóż większość wampirów trzeciej generacji, posiadała zdolność Maskarady.
— Eh, nudzę się, nie możemy się, chociaż tym zająć? Lekkim flirtem? — Westchnąłem
— Możemy. — Puściła do mnie oczko. Bardzo ładne oczko.
— Tak, więc dlaczego ubrałaś wysokie buty? Zasłaniają twoje łydki, na które bardzo bym chciał popatrzeć.
— Julek, jesteś słodki — westchnęła. — ale tym razem trochę przesłodziłeś. Dlatego zawsze gdy robiłeś herbatę, sama sobie dosypywałam cukru. Bo dla ciebie jedna łyżka więcej to nie różnica. Lecz dla mojej tali — przeciągnęła dłonią po niej — jest bardzo wielka.
— Tak, dla ciebie schudnąć to stanąć przed lustrem i się chwilę skupić.
— Nie przesadzaj — uszczypnęła mnie w policzek — powinieneś uważać, na to co mówisz kobietom. Zwłaszcza gdy może to zabrzmieć wulgarnie.
— Nie chciałem cię urazić, po prostu chciałem powiedzieć, że podziwiam twoje zdolności. Nie miałem w tym żadnego innego celu. — Misja udana, prychnęła jak kotka, ale komplement przyjęła.
— Och, już tłumaczę. O tej porze roku na północy jest już jesień, co oznacza, że wkrótce zaczną się deszcze i zrobi się zimniej. By być przygotowaną na wszystkie ewentualności, ubrałam właśnie te długie buty. Oraz po to byś nie pożerał mnie ciągle wzrokiem. — Uśmiechnęła się. Przebaczone.
— No to chyba powinienem zmienić strój. — Spojrzałem na togę i sandały.
— Oczywiście, ale będziesz musiał zrobić to na moich oczach. W rytm muzyki.
— Miałem zapytać, jakiej ale i tak podziękuję. Wybaczysz, że nie zrobię ci tej przyjemności?
—A masz gdzieś tutaj przebieralnię?
—Nie i nie jest mi potrzebna. — Uśmiechnąłem się do niej i zmieniłem strój na typowo jesienny. Otworzyła szerzej oczy. No cóż, z jej perspektywy musiało to wyglądać na błyskawiczną zmianę ciuchów w ciągu nanosekundy.
— Jak to zrobiłeś?
—Tajemnica. — Uśmiechnąłem się do niej.
— To nie w porządku. Pokaż mi jak mogę to zrobić! Wiesz ile czasu w ciągu doby mogłabym zaoszczędzić!
Tak, dalej była tą samą Elżbietą sprzed incydentu.

Część 2: viewtopic.php?f=84&t=2633&p=43395#p43395
— No to płyńmy dalej, marynarzu, bo?
— Navigare necesse est, vivere non est necesse.
Andrzej Ziemiański – Pomnik Cesarzowej Achai - Tom V

Awatar użytkownika
zielarka
magiczna kosa
magiczna kosa
Posty: 570

Akademia Dumy

Post#19 » 3 years temu

Póki co przebrnęłam przez prolog.
Wiatr zawiał inaczej niż zwykle, zaczynał nierówną walkę z nami. Dla kogoś innego nic by to nie znaczyło. Ale punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, a moje obecne położenie jest na pełnym morzu. A tutaj podmuchy mają cholerne znaczenie.

To jest tragiczne. Całość. I wszystkie cztery osobne zdania też. I nie wiem, które najgorsze.
potężny chłop o wyglądzie niedźwiedzia i podobnej do niego tonacji głosu.

Tonacja głosu nie może być podobna do niedźwiedzia.
Zrobiliśmy zbyt dużo złego na lądzie. Przelaliśmy zbyt dużo krwi. A morze nas kocha, nie odrzuca nas. Jesteśmy jego synami, zrodzonymi z wiejącej bryzy i słonej wody. Tylko ono nas chce. Bo nawet piekło odrzuciło tych, którzy sami siebie nazwali Braćmi i rabowali od wybrzeży Fryzji do Nowogrodu.

Zaraz utopie się w patosie.
Może się przedstawię.

A może nie? To już było. W twoim drugim prologu, kiedy Stanisław "zapomina" o przedstawieniu się. Poszukaj innego sposobu na przybliżenie czytelnikowi bohatera.
Nazywam się Erik Störtebeker i miałem w swoim życiu wielkiego pecha, a raczej z jego powodu straciłem życie.

Nie wiem w nawiązaniu do czego to "a raczej". Erik miał pecha i stracił życie. Bez kombinowania.
— Pomyślałem, ale głośno tego nie powiedziałem,

Staraj się unikać rymów w prozie.
Na tym statku można było wszystko zniszczyć, ale po jakimś czasie wszystko się regenerowało.

Powtórzenie. Nawet jeżeli celowe to nie pasuje.
Takie przekleństwo. Tak, jedzenie też.

To się gryzie. Napisałabym: "Jedzenie także, ale tylko to, które znajdowało się na kodze w dniu zatonięcia. Czy wiecie jak to jest jeść ciągle solone śledzie?"
— Dobra, czyli mamy gadać z powietrzem. — Podsumował bosman.
— To pewnie omamy. — Zbagatelizował kapitan.

Naprawdę nie są ani trochę przerażeni?
Zapadła cisza. Taka dosłowna.

Jak wygląda niedosłowna cisza?
— No, na małe dzieci działa to i na starych chłopów dało radę — westchnął głos.

Bez "to".
— Właściwie to złożyć wam propozycję nie do odrzucenia.

"Pragnę złożyć wam propozycję..."
Widać to było, po tym,

Dlatego właśnie, dowodził nami bosman.

Podjęliście, więc szaleńczą wyprawę w stronę Europy.

Czyż, nie tak?

Przecinki niepotrzebne.
Co się tak dziwicie? Tak. Są takie.

Mnie już nic nie zdziwi. Cała sytuacja jest tak absurdalna, że czuje się jakbym czytała bardzo kiepską bajkę. Czy chciałeś stworzyć bardzo kiepską bajkę?
Śmieszne, nie?

Proponuję darować sobie te wstawki.
Nie wnikajmy.

Albo zaczynamy temat i kończymy albo w ogóle tematu nie zaczynamy.
Coś mi mówi, że nie czeka mnie raj. Ale cóż, przygoda czeka.

Powtórzenie. + Końcówka równie zła jak początek.

Poprawiłam co mogłam, ale to i tak nie uratuje całości. Tekst jest bardzo słaby, niespójny i nielogiczny, nieciekawi bohaterowie, zbyt krótkie zdania i za dużo potoczności. Przede wszystkim zaś – do bólu banalny. Napisz prolog od nowa albo całkowicie z niego zrezygnuj. Albo naprawdę solidnie go popraw. Do dalszej części wrócę później.

Awatar użytkownika
DuralT
USS Gerald R. Ford
USS Gerald R. Ford
Posty: 1703

Akademia Dumy

Post#20 » 3 years temu

Nie oszukujmy się piraci z początku XV wieku nie grzeszyli inteligencją, za to przez pięć wieków pływania na i pod morzami każdy może zwariować. Ten prolog mi nie wyszedł (a który wyszedł?), postarałem się poprawić błędy i zmienić część zdań które nie przypadły ci do gustu. Staram się poprawić swój styl, ale nie spodziewam się, że w ciągu paru dni nadrobię zaległości nagromadzone przez cały okres edukacji. Dziękuję za to, że przeczytałaś i starałaś się poprawić moje błędy.
— No to płyńmy dalej, marynarzu, bo?
— Navigare necesse est, vivere non est necesse.
Andrzej Ziemiański – Pomnik Cesarzowej Achai - Tom V

Wróć do „Proza: fantastyka”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 3 gości