Zakładki - jak działa forumowa opcja dodawania zakładek. Zapisz tekst na liście i przeczytaj później!

Event Noc Świętojańska - zachęcamy do czytania prac uczestników!
Odsłona poetycka i prozatorska.

Śmierć nadejdzie o północy

Teksty mające wiele lat, wycofane z forum, porzucone, niepoprawione bądź z innych powodów przeniesione do Szuflady. Część z nich, ze względu na publikację lata wcześniej, nie jest otagowana lub dodana zgodnie z aktualnie obowiązującymi zasadami publikacji.
Awatar użytkownika
DuralT
USS Gerald R. Ford
USS Gerald R. Ford
Posty: 1797
Zobacz teksty użytkownika:

Śmierć nadejdzie o północy

Post#1 » 24 wrz 2015, o 15:49

Przedmowa: Opowiadanie które kiedyś tam napisałem w związku z moją fascynacją kulturą i wierzeniami naszych przodków. Mam nadzieję, że się spodoba, bo teraz przez okres letni nie miałem czasu pisać i dla odstresowania poprawiłem już trochę ten tekst. Jeśli widzicie jakieś błędy, a pewnie będzie ich masa, napiszcie i z chęcią poprawię ten tekst. Miłego czytania :)

[center] ŚMIERĆ NADEJDZIE O PÓŁNOCY[/center]

Nakryła go podczas zdrady, wyszło szydło z worka i to zaledwie nie cały miesiąc po ślubie. Z pierwszą lepszą lafiryndą poszedł do łóżka, a to na pewno nie był przypadek. Widziała ich przytulających się po wszystkim w ich własnym małżeńskim łóżku, oczywiście jej ,,mąż” próbował wszystko wytłumaczysz. Wątpiła, aby jakakolwiek kobieta uwierzyła w takie tłumaczenia.
Miała już go dość, nie chciała na niego patrzeć, na tego podłego zdrajcę. Ból jej złamanego serca pulsował na całą klatkę piersiową. Jak dotąd myślała, że to tylko literacka przenośnia, lecz ten ból był prawdziwy, naprawdę ją bolało serce. Pewnie w sądzie by wszystkiemu zaprzeczył i sąd uwierzyłby w końcu jemu, prawnikowi, nie miałaby szans, ona zwykła dziewczyna ze wsi, która przyjechała do dużego miasta.
Na ich miesiącu miodowym już zdążył przelecieć inną panienkę, a może nawet więcej tyle, że ona go nie przyłapała. Nie miała już siły, w końcu wyjechali na drugi koniec kraju po to by spędzić w małej wioseczce nad jeziorem najprzyjemniejszy miesiąc życia. Mogli sobie pozwolić na cały miesiąc wakacji, moment, to nie ona, to on mógł sobie pozwolić. A tak obiecywał, zalecał się, przynosił kwiaty, a teraz, co? Zostanie sama na lodzie.
Pokażę im wszystkim, jutro są jego urodziny, a będą to jego najtragiczniejsze urodziny w życiu. Ciekawe, co zrobi, gdy zobaczy żonę zwisającą z sufitu, wszyscy jego o to obwinią. Tak! To jest wspaniały pomysł, skoro brak mi już sensu życia skończę je rujnując jego życie.
Szybko napisała list pożegnalny, a z paska od szlafroka stworzyła wisielczą pętlę, którą przywiązała do żyrandola. Wzięła stołek i postawiła go pod miejscem planowanej śmierci. Wzięła list do ręki nałożyła pętlę na szyję i uważnie patrzyła na zegarek, za minutę północ za minutę śmierć.
Czekając myślała o minach całej rodziny, która dobrze bawiła się wcześniej na ich weselu, czy tak samo będą się uśmiechali na stypie? Nie, wszyscy jego oskarżą, tak to będzie dla niego koniec. O ! To już za 5 sekund 4,3,2,1.
Kopnęła stołek i zawisła punkt o północy…

Gdzie ja jestem? Otaczała ją ciemność. Czy to życie po życiu ? Nikt nie odpowiada. Jest tu kto? Cisza. Pustka. Mętlik w głowie. Stoję na czymś twardym, nie jest to ziemia, nie jest to drewno albo tworzywo sztuczne.
Krzyknęłam. Nikt nie odpowiedział. Nawet echa nie ma, zauważyłam ze zdumieniem. Czy to jest kara dla samobójczyni?
— A co oczekiwałaś nagrody? — Zapytał głos z ciemności
— Nie. — odpowiedziałam głosowi. — Ale już zaczęłam wierzyć, że przestałam istnieć.
— Bo przestałaś, w tamtym świecie oczywiście. — Odparł głos.
— A ten świat, czym jest?
— To nie jest świat, to twój umysł.
— To kim ty jesteś?
— Kimś, kto chce z tobą współpracować. Uszanuj to.
— Czego chcesz? — Wątpiłam w jego intencje. Nikt nie robi nic bezinteresownie.
— Ciebie. Zauważ, co pozostało w twoim umyśle po śmierci…
— Gdzie? — Chyba go nie zrozumiałam. Jego odpowiedź była tak nieoczekiwana, że nie wiedziałam, co mogę dodać do tego pytania oprócz przekleństw.
— Jesteśmy w twoim umyśle.
— Serio?
— Nie dla jaj. — Sarkazm. Nawet ja to wyczułam, a nigdy nie miałam do tego talentu.
— Nic nie widzę jest tu zbyt ciemno. — dodałam po chwili przeciągającego się milczenia.
— To zapal światło.
— Jak? — Ten gość ma nie po kolei w głowie. A raczej ja mam, z tego by wychodziło.
— To twój umysł to ty go kontrolujesz.
— Acha… — Odparłam zmęczonym głosem i skupiłam się na zapaleniu światła i wtedy nagle pstryk, pojawiło się rażące światło, które udowadniało mi, że widzę i moje oczy są jednak sprawne.

Wreszcie zobaczyłam wszystko na własne oczy, ale nawet nie było na co popatrzeć.
— No, potrafisz — powiedział czarnowłosy facet około trzydziestki stojący naprzeciwko mnie. Ubrany był na czarno oraz co najdziwniejsze jego oczy nie posiadały tęczówek, albo były one całkowicie czarne. — A teraz spójrz za siebie.
— Po co? — Zadałam bezsensowne pytanie, a on wskazał palcem w przestrzeń za mną. Wydawało mi się to dziwne, ale musiałam się upewnić, więc się odwróciłam. Zobaczyła wielką czerwoną skrzynię. Właściwie była to jedyna rzecz, która się tu znajdowała. Po za skrzynią, nią i tym dziwnym gościem nie było tu nic. Pustka. Biel.
— Otwórz skrzynię. — Wydał mi rozkaz czarnowłosy
— Jak? — Dopiero teraz gdy podeszłam, zauważyłam kłódkę blokująca otwarcie skrzyni. — Przecież ona jest zamknięta.
— To stwórz klucz, ty tu rządzisz. W swoim umyśle nie takie rzeczy ludzie potrafią stworzyć. Słyszałem już o ludziach potrafiących stworzyć w swych umysłach domki a przy nich zwierzęta: kozy, owce, konie, psy oraz koty. Niektórzy potrafią też stworzyć w swoim umyśle bibliotekę i zapamiętują wszystkie książki, które przeczytają, a po kilku latach dzięki tej biblioteczce w głowie znów mogą je przeczytać. Jedynym ograniczeniem dla swojego umysłu jesteś ty sama.
— Mhm. — odparłam, bo nic mądrzejszego mi do głowy nie przyszło. Próbowałam stworzyć klucz w swoim umyśle. Za trzecim razem stworzyłam właściwy. Otworzyłam skrzynię i nagle ogarnął mnie ból.
Czułam tylko ból, odpłynęłam gdzieś w inny wymiar, wszystko było czerwone, nawet moje ręce i nogi. Chyba cała byłam czerwona, nie mogłam się skupić, czułam tylko ból niszczący mój umysł. Zwinęłam się w kłębek i płynęłam rubinową rzeką ku zagładzie. Wiedziałam, że długo nie wytrzymam, ta klątwa, która mną owładnęła spowodowała, że czułam tylko ból.
Dlaczego? Dlaczego ja? Czy nie mogłabym przenieść tego bólu na kogoś innego, otworzyłam oczy i zobaczyłam przed sobą czarny punkt, który się do mnie zbliżał. Być może sama się do niego zbliżałam, sama nie wiem. Czyżby to był koniec? Czy osiągnę wreszcie spokój? Czy uwolnię się od bólu? Po chwili czarny punkt zamienił się w człowieka, którego przed chwilą spotkałam. Wziął mnie w ramiona i razem popłynęliśmy w górę…
Wyrzucił mnie na brzeg, bieluśką powierzchnię. Ból ustał jak tylko się tam znalazłam. On również wyszedł na brzeg. Rozejrzałam się, byłam nad brzegiem jeziora, które uformowało się z wypływającej czerwonej rzeki, która miała początek w czerwonej skrzyni.
— Co to miało być? — Zapytałam z wyrzutem.
— To był ból, który w sobie tłumiłaś, tylko ty go czujesz, ponieważ jest to twoje cierpienie. Ale musze ci złożyć gratulacje, ponieważ po raz pierwszy widziałem tak wielką i porywającą rzekę zmagazynowanych emocji. Nie wiem ile lat tłumiłaś w sobie uczucia, ale gratuluję. Kontynuujemy podróż?
— Porąbało cię?! Nie chcę zginąć. — Obraziłam się na niego
—Ty już nie żyjesz. — Odparł ze śmiechem. — Poza tym najgorsze już za tobą.
— Co mnie jeszcze czeka w czasie tej twojej podróży?
— Nie wiem, zależy co tłumiłaś w sobie. U jednych to zabiera więcej czasu, u drugich mniej. W każdym razie gwarantuję, że dotrzemy do celu.
— A jaki jest ten cel?
— Tylko ty go znasz. Ale mogę ci go podpowiedzieć, albo raczej to jest przeczucie. — Przez chwilę się zastanawiał. — Dlaczego popełniłaś samobójstwo?
— Bo chciałam się zemścić. — Odparłam trochę pod denerwowana, no bo co on sobie myśli, zadawać mi takie pytania.
— W takim razie naszym celem jest znalezienie zemsty, przepraszam raczej to jest twój cel, ja tu przyszedłem tylko pomóc. — Znów zarechotał jakby opowiedział dobry żart. Naprawdę go bawiło moje cierpienie.
— To co mam teraz zrobić?
— Otworzyć kolejna skrzynkę.
— A gdzie ona jest, bo jej nie widzę… — Odparłam zawstydzona
—Wewnątrz tej czerwonej. — Podpowiedział, dalej mając na twarzy chytry uśmieszek.
— To idę. — Nic mądrzejszego mi do głowy nie przyszło, więc poszłam po kolejną skrzynkę, faktycznie była tam brązowa skrzynka, która była tylko trochę mniejsza od tej czerwonej.

Na nieszczęście była zanurzona w tej dziwnej czerwonej cieczy nazwanej przez tego dziwaka, bólem. Skoro to jest mój własny umysł to stworzyłam w nim porządne azbestowe rękawice oraz miksturę dodającą mi +50000 siły bym mogła unieść skrzynkę. Chwilę się z tym męczyłam, ale co to dla mnie. Po porządnym przygotowaniu się, czyli wypiciu tego ohydnego w smaku napoju (dopracuję kiedyś smak), oraz założeniu rękawic ochronnych, spróbowałam wyciągnąć skrzynkę.
Poleciała na kilkanaście metrów w górę i wylądowała kilkadziesiąt metrów za mną. Chyba troszkę przesadziłam, po chwili to ,,troszkę” pomnożyłam przez dwa ponieważ zaczął wyciekać brązowy płyn. Chyba zniszczyłam kłódkę. Pobiegłam zobaczyć cóż takiego jest w tej skrzynce. Gdy tylko moje bose stopy dotknęły brązowego płynu ogarnęła mnie senność.
Powrót świadomości nie był przyjemny, zwłaszcza, kiedy ktoś tłucze tobą o ziemię.
— Co się stało? — Zapytałam ziewając.
— Pierwszy raz mam taki przypadek jak ty, najpierw rzeka bólu a teraz lenistwa. Jak to jest możliwe?! Przecież tuż przed śmiercią powinnaś czuć, nie wiem rozpacz, zrezygnowanie, zawiedzenie, ale do cholery jasnej lenistwo?! Gdy zobaczyłem tą rzekę bólu myślałem, że to będzie blitzkrieg, zaraz będzie rozpacz a potem zemsta. A u ciebie chyba wszystkie emocje były tłumione co?!
— Pśeplaśam… — Rozbeczałam się jak dziecko — Niech pan przestanie krzyczeć… Ja chcę pójść spać… Nie chciałam pana obrazić…
— Ehh… Co ja mam z tobą zrobić ?
— Zostawić mnie w spokoju. — Wydałam z siebie najlogiczniejszą jak na tę chwilę odpowiedź.
— Dziwne, przecież cię wyciągnąłem z rzeki lenistwa, powinnaś już odzyskać dawną siebie.
— Może to jestem prawdziwa ja. — Stwierdziłam głośno, ale zaraz coś tu nie gra, ta ja to nie ja. Dziwne. Czemu świat jest zbrązowiały, czemu ja nie mogę poruszyć prawdziwą ręką. To brązowe coś, chyba to podrę.
Po chwili odzyskałam kontrolę nad swoim ciałem i umysłem.
— Co to było ?
— Co? — Facet najwyraźniej zgłupiał
— Miałam taką brązową przysłonę, kumasz? Przysłaniała mi obraz i nie mogłam się poruszyć, tak jakby ktoś za mnie mną kontrolował, łapiesz? — Gorączkowo gestykulowałam, ruszałam rękami w opętańczym tańcu, a facet naprzeciwko mnie gapił się, jakby zobaczył największą idiotkę świata. Może nawet nie było mi do takiej daleko.
— Nie, ale zabierajmy się za kolejną skrzynkę, choć nie wiem czy to zniosę.
— Tak jest panie kapitanie, ale mam jedno pytanie!
— Jakie ? — Zapytał zmęczonym tonem
— Jak długo spałam?
— Na czas ludzki około godziny, głowa cię nie boli?
— Nic a nic. – Odparłam zdziwiona, coś mi się przebijało przez zakamarki pamięci, ale nie mogłam na tym skupić myśli. — A coś się stało?
— Przez godzinę cię próbowałem obudzić. — Zakończył rozmowę i ruszył do brązowej skrzynki a ja za nim. Właściwie był to marsz nałogowej pijaczki, co chwila się wywracałam i niewiadomo, czemu bolała mnie głowa. Ciekawe od czego?

Następna skrzynka była koloru jadowicie żółtego. Po otworzeniu jej zobaczyłam tylko kolejną skrzyneczkę w środku i sięgnęłam po nią, to był błąd. Po chwili poczułam nieopisany żal i zaczęłam płakać. Krzyczałam na cały głos, w ogóle nie patrzałam na tego dziwnego typka, który ciągle mnie obserwował.
Po prostu ryczałam jak głupia, wylewałam z siebie tony łez, wciąż trzymając rękę w skrzynce. Jednak, gdy ją cofnęłam, uczucie żalu dalej trwało. Ciągle płakałam, nagle mnie nachodziły wizje z mojego życia, same złe wspomnienia, obserwowałem je i stwierdzałam, że każde wydarzenie było jałowe i pospolite.
Ale wizje stawały się coraz bliższe dnia teraźniejszego, zrozumiałam, że to się kończy. Wytrzymam, wytrzymam i płaczę, ciągle bezustannie, strugi łez tworzą nową rzekę. Gdy dotarłam do dnia dzisiejszego i nakrycia mojego męża z inną kobietą z moich oczu polał się wodospad. Ryczałam, jak idiotka i nie mogłam przestać. Ta wizja najdłużej się utrzymała, ale i ona przeminęła. Po chwili ostrożnie wyjęłam kolejną skrzynkę.
— Co to było?
— Gaz łzawiący połączony z twoimi uczuciami i wspomnieniami.
— Aha. — Odparłam i otworzyłam kolejną skrzynkę koloru niebieskiego

Zaczęło z niej wypływać coś intensywnie niebieskiego i gęstego. Wznosiła się nad tym łagodna mgiełka oparów. Spokojnie zaczekałam by odpłynęło, ale trochę mnie korciło by sprawdzić, co to.
Po chwili się przekonałam, kiedy resztki dymu dostały mi się do oczu. Strach. Tyle co mogę opowiedzieć o tej najgorszej chwili w całym moim życiu. Nie ma nic gorszego, dobrze, że to były tylko opary. Boję się co by się stało gdybym stamtąd nie uciekła. Możliwe, że to ten strach mnie zmobilizował. Ciężko łapiąc oddech przyjrzałam się kolejnej skrzynce, tak to musi być ta jest czarna jak oczy tamtego gościa, który cały czas jest za moimi plecami i mnie obserwuje.
To już koniec męki, za chwilę się to skończy, nie wiem jak i co się potem stanie, ale te tortury będę już miała za sobą. Z radością otworzyłam skrzynkę.

Rozpacz, smutek tego unikajcie, teoretycznie tego też powinno być najwięcej w moim umyśle. Zrozumiałam, że tłumione emocje się tu kumulują, ale to, co sama zrobiłam także, nie wiem jak to działa i nie chcę wiedzieć.
Najpierw był znów kalejdoskop z mojego życia, oglądałam to ze znudzeniem, choć niektóre sceny były dość ciekawe, ponieważ zawierały one wydarzenia, o których chciałam zapomnieć. Kiedy myślałam, że to już koniec zobaczyłam przyszłość swój pogrzeb, płaczących rodziców, znajomych i przyjaciół.
Ale nie to mnie najbardziej zdenerwowało i zasmuciło, wszyscy składali kondolencje tej szuji, skurwysynowi, który mnie zdradził. Pewnie zdążył ukryć mój pożegnalny list przed przyjazdem policji. Ta wredna kanalia najwięcej na tym osiągnęła, ponieważ moi rodzice wypłakiwali się na jego ramieniu a on ukrywał pod maską zasmuconego człowieka wyraz triumfu i wygranej, jaką osiągnął na moim samobójstwie.
Po chwili powróciłam w śnieżną biel mego umysłu i zobaczyłam pulsującą białą skrzynkę, wyczuwałam już z niej emocje, ZEMSTA, tak to musi być ta skrzynka. Oderwałam zamek i zanurzyłam się w nią.

Znalazłam się na niebie, leciałam, nie wiem naprawdę nie wiem, jak ale unosiłam się w powietrzu. Obok mnie leciał ten dziwny człowiek, który mi towarzyszył w mym umyśle. Posiadał skrzydła, biało-brązowe skrzydła orła. Ręką wskazał mi abym lądowała w zagajniku leśnym znajdującym się przed nami. Po prostu nie wiem, jak ale wylądowałam z uśmiechem na twarzy powitałam go na ziemi:
— To było ciekawe doświadczenie.
— Nie zaprzeczę, rzadko zdarza mi się taka osoba jak ty. — Znów się zaniósł swoim gardłowym śmiechem.
— Wiem, że to wszystko jest dziwne, ale jakim cudem mogłam zobaczyć wydarzenia z przyszłości.
— To co dla ciebie jest przyszłością dla mnie jest przeszłością.
— Jak to?
— Dowiesz się w swoim czasie.
— Co mnie teraz czeka?
— A co chcesz zrobić? — odpowiedział z uśmiechem na twarzy. Innym uśmiechem niż wcześniej. Jakoś dotychczas jego twarz wydawała mi się mniej szpetna.
—Zemścić się na tym bydlaku.
— Wiesz jak?
— Co jak? — Zdziwiłam się
— Chyba nic nie rozumiesz. Wiesz kim się stałaś?
— Eeee… — Odparłam inteligentnie.
— Duchem, a konkretnie północnicą, taki stwór ze słowiańskich legend i baśni. Pojawiasz się o północy w lesie, polu czy gdzie chcesz i mordujesz ludzi. – Wyjaśnił z sadystycznym uśmiechem na twarzy, czy już mówiłam, że jego twarz stała się szpetna?
— Ale ja nie chcę ich zabijać.
— Na pewno? Pierwsza ofiara zaraz nadjedzie szosą, wyjdźmy zobaczmy czy go zabijesz.
— Jego?
— I osobę mu towarzyszącą.
— Chyba nie masz na myśli…
—Powiedz ,,stop klatka" to wszystko się zatrzyma, a gdy powiesz ,,start", ruszy. Zatrzymywanie czasu to umiejętność południc i północnic.
—,,Stop klatka". — Nawet ptaki zamilkły, zapanowała kompletna cisza, tylko my mogliśmy się poruszać, powoli doszliśmy na skraj drogi, którą jechało lamborghini a w nim mój były mąż i jakaś kobieta.
— Twoi rodzice przypisali na niego gospodarstwo a on je szybko spieniężył odstawiając ich wcześniej do najtańszego domu dla starców. Za te pieniądze kupił sobie luksusy, podoba ci się to? — Zaczął się szyderczo śmiać. — Chcesz go zabić za to? Jednak musisz pamiętać, że jeśli go zabijesz będziesz zabijać przez wieczność. To prawie jak cyrograf tyle, że podpisywany życiem twojego byłego już współmałżonka.
— No to zaraz go podpiszę. ,,START!" — Krzyknęłam i rzuciłam się na niego, a czas ruszył z miejsca.

Posłowie: Opowiadanie trochę dłuższe wyszło niż zakładałem, ale to chyba lepiej :) Opowiadanie jest bardziej o tym co ukrywamy w naszym umyśle niż o pogańskich demonach ale, mam nadzieję, że wam się spodobało. Każdy człowiek zamyka w sobie wiele różnych traum i emocji, kumulują się one w nas aż w końcu wypływają najczęściej wtedy, kiedy nie jesteśmy tego świadomi. Życzę wam by było jak najwięcej pozytywnych emocji i jak najmniej takich wydarzeń, o których będziecie chcieli zapomnieć. Powodzenia!
— No to płyńmy dalej, marynarzu, bo?
— Navigare necesse est, vivere non est necesse.
Andrzej Ziemiański – Pomnik Cesarzowej Achai - Tom V

LusiaG
użytkownik nieaktywny
Posty: 18
Zobacz teksty użytkownika:

Śmierć nadejdzie o północy

Post#2 » 25 wrz 2015, o 18:22

Widziała ich przytulających się po wszystkim w ich własnym małżeńskim łóżku, oczywiście jej ,,mąż” próbował wszystko wytłumaczysz.

Brzmi to tak, jakby łóżko należało do męża i kochanki. Zamiast tego napisała bym coś w stylu: "Widziała kochanków przytulających się po wszystkim w małżeńskim łóżku pary". Cudzysłów przy słowie mąż też średnio pasuje, w końcu zły czy dobry był to cały czas jej prawny partner. Lepiej byłoby w cudzysłów ująć coś nacechowanego emocjami np. "miłość życia". Na końcu zdania mała literówka.
Pewnie w sądzie by wszystkiemu zaprzeczył i sąd uwierzyłby w końcu jemu, prawnikowi, nie miałaby szans, ona zwykła dziewczyna ze wsi, która przyjechała do dużego miasta.

Sądzie, sąd. Można by zastąpić to na: "i uwierzono by w końcu jemu".
Mogli sobie pozwolić na cały miesiąc wakacji, moment, to nie ona, to on mógł sobie pozwolić.

Lepszy efekt dałby trzy kropek przed "moment". Lub utworzenie trzech odrębnych zdań. Wtedy pauza, to przerwanie w pół zdania będzie bardziej widoczne.
— Po co? — Zadałam bezsensowne pytanie

Pytanie nie jest bezsensowne, przecież bohaterka faktycznie nie wiedziała co znajduje się za nią.
Po za skrzynią, nią (...) — Otwórz skrzynię. — Wydał mi rozkaz czarnowłosy

To w końcu "nią", czy "mi". Pierwsza osoba, czy trzecia? No i "poza".
Powrót świadomości nie był przyjemny, zwłaszcza, kiedy ktoś tłucze tobą o ziemię.

Pomieszane dwa czasy.

Trochę małych niedociągnięć jeszcze było, ale bez przesady, nie będę się czepiać o wszystko. Zresztą, ktoś na pewno jeszcze poprawi :). Mam nadzieję, że pomogłam!
Przechodząc do fabuły, całkiem mi podobało. Jedyne tylko co mnie zastanawia to zbyt szybkie przejście na dość luźną relację z nieznajomym. Ja wcisnęłabym tam jeszcze trochę niepewności, nieufności, może nawet lęku.
Fajnie byłoby też rozbudować opis otwarcia każdej skrzynki większą ilością skrajnych emocji oraz np. jakąś retrospekcją pokazującą skąd się tam te emocje wzięły. Nawet kosztem zmniejszenia ich liczby. W końcu liczy się jakość nie ilość.
Moja interpretacja - otwierajmy się częściej dla innych i przekazujmy im nasze emocje, bo gdy zbierze się ich za dużo, to mogą nas "zalać". Za życia lub pośmiertnie.
Pozdrawiam ! :-D

agathas
Ostrze Armageddonu
Ostrze Armageddonu
Posty: 1960
Zobacz teksty użytkownika:

Śmierć nadejdzie o północy

Post#3 » 25 wrz 2015, o 20:42

DuralT pisze:Nakryła go podczas zdrady, wyszło szydło z worka i to zaledwie nie cały miesiąc po ślubie.

Składnia ci tu nie wyszła za bardzo.
A może: Wyszło szydło z worka, gdy nakryła go w takcie zdrady i to zaledwie niecały miesiąc po ślubie.

DuralT pisze: Z pierwszą lepszą lafiryndą poszedł do łóżka, a to na pewno nie był przypadek.

Chyba lepiej: Do łóżka poszedł z pierwszą lepszą lafiryndą, a to na pewno nie ...
Po drugie, trochę dziwne z tym przypadkiem, bo przecież nikt nie chodzi z nikim do łóżka przez przypadek.

DuralT pisze:Widziała ich przytulających się po wszystkim w ich własnym małżeńskim łóż

Fakt, trochę dziwnie brzmi to zdanie, ale, o dziwo, jakoś mnie nie drażni.

DuralT pisze:oczywiście jej ,,mąż” próbował wszystko wytłumaczysz.

Za mało, za krótkie zdanie, powinieneś dodać więcej danych, niewiele więcej, odrobinę, ale jednak, jak żeby zdanie było pełniejsze.

DuralT pisze:Wątpiła, aby jakakolwiek kobieta uwierzyła w takie tłumaczenia.

Wątpiła jednak, by ....

Sądziłam, że chociaż przejdę przez pierwszy fragment, ale śpik mnie ogarnął.
Dokończę później. W każdym razie czytałam wcześniej i wiem o samobójstwie, więc na pewno tutaj wrócę.

Virginia
użytkownik nieaktywny
Posty: 4
Zobacz teksty użytkownika:

Śmierć nadejdzie o północy

Post#4 » 14 paź 2015, o 23:36

Fajny pomysl i bardzo ciekawe nawiązanie do słowianskich wierzen. ;) troszke bym dodala więcej opisow, a mniej dialogów, ale to moja wlasna opinia.

Awatar użytkownika
DuralT
USS Gerald R. Ford
USS Gerald R. Ford
Posty: 1797
Zobacz teksty użytkownika:

Śmierć nadejdzie o północy

Post#5 » 7 lis 2015, o 23:32

W następnym tygodniu poprawię to opowiadanie. Co do małej ilości opisów i rozległych dialogów, próbuję się wzorować na Piekarze, gdzie wiele informacji wynika, u niego, z rozmów bohaterów. Dziękuję za przeczytanie. :D
— No to płyńmy dalej, marynarzu, bo?
— Navigare necesse est, vivere non est necesse.
Andrzej Ziemiański – Pomnik Cesarzowej Achai - Tom V

agathas
Ostrze Armageddonu
Ostrze Armageddonu
Posty: 1960
Zobacz teksty użytkownika:

Śmierć nadejdzie o północy

Post#6 » 20 lut 2016, o 12:52

Widzę po tekście, że nie wziąłeś się do poprawianie tego tekstu, bardzo nieładnie.

Wróć do „Szuflada prozatorska (formy długie)”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości