Piękny

Okiem wyobraźni. Proza spod znaku fantastyki: fantasy, science fiction oraz horror.
Regulamin forum
Przypomnienie:
Maksymalna objętość tekstu, jaką można umieścić w jednym temacie, to 10 stron znormalizowanego maszynopisu. Teksty przekraczające tę objętość (fragmenty powieści, długie opowiadania), należy publikować w częściach w dziale "Teksty wieloczęściowe". Każda część musi znaleźć się w osobnym temacie.
Nazwa tematu powinna składać się z tytułu tekstu. W przypadku publikowania fanfiction, należy podać źródło w nawiasie kwadratowym, przykładowo: "[Harry Potter] Tytuł opowiadania".
Każdy tekst należy odpowiednio otagować. Tagi wybieramy z pola pod tytułem tematu.
mala_gente
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 113

Piękny

Post#1 » 2 years temu (14 lut 2016, o 20:42)

Przyszedł czas i na mnie:)

Piękny był po prostu piękny. Podziwianie samego siebie w lustrze od lat było jego rytuałem. Zaczynał od rzucenia okiem na całą sylwetkę - smukłą, wysoką. Potem przechodził do szczegółów, od lśniących, gęstych blond włosów systematycznie zjeżdżał w dół. Zachwycał się idealną, gładką twarzą, kremową cerą, arystokratycznym orli nosem i pełnymi wargami. Uwielbiał też swoje drobne, białe zęby, które odsłaniały się, kiedy zawadiacko się uśmiechał. Z zadowoleniem dotykał płaskiego, umięśnionego brzucha. Stawał bokiem i wyprężał ramiona, podziwiając swoją muskulaturę, pośladki, uda, zgrabne dłonie i długie palce. Na końcu krok do tyłu. Tak, wciąż było doskonale.
Nie pamiętał dokładnie momentu, kiedy pojawił się Brzydki. Nagle Piękny zaczął zauważać kątem oka jego odbicie, najpierw w szybie i w naczyniach, które wyjmował z szafki nad zlewem, potem na ekranie komputera i telewizora. Brzydki był brzydki. Był nawet paskudny. Miał wielką, nieforemną, łysą głowę, nalaną twarz z zdartym nosem i małe, świńskie oczka. Ciało jego było przygarbione i sflaczałe, brzuch wydęty. Ręce były nadmiernie owłosione i długie jak u małpy, nogi zaś miał krzywe i patykowate.
Piękny zaczął budzić się w nocy. Kiedy rozespany, na granicy snu i jawy podnosił powoli idealne powieki, w ostatnim momencie widział znikający na ścianie cień. Wiedział, że to był Brzydki. Brzydki nigdy nic nie mówił, niczego nie chciał, o nic nie prosił. Ale był tam. I był brzydki.
Pewnego dnia Piękny stanął przed lustrem w łazience. Najpierw myślał, że to co zobaczył było pozostałością złego snu. Bo z lustra patrzył na niego Brzydki. Piękny musiał podeprzeć się pralki, ponieważ poczuł, że serce zaraz mu eksploduje. Brzydki naprzeciwko ostentacyjnie zrobił to samo. Piękny, przerażony, na próżno szukał swojej urody. W panice, zaczął dotykać własnego ciała. Uspokojony odetchnął. Miał nadal gęste włosy, sprężysty brzuch, jędrne uda i wydepilowane łydki. W takim razie dlaczego dalej patrzyły na niego obrzydliwe, kaprawe oczka Brzydkiego? Piękny ze wstrętem odwrócił wzrok i zdjął lustro. Obrócił je przodem do ściany. Odetchnął z ulgą. Brzydki nie będzie już nigdy więcej patrzył na niego w łazience. To było niemal jak bluźnierstwo.
Stopniowo jego nieurodziwy prześladowca zaczął pojawiać się wszędzie. Był jak koszmarny wirus komputerowy, atakujący cały system. Piękny zaczął dostrzegać go w biurze, w szybie samochodu, na ekranie w kinie. Musiał pozdejmować wszystkie lustra w mieszkaniu. Z każdego bowiem, patrzyła obmierzła twarz Brzydkiego. Sece żałośnie mu się ścisnęło, kiedy spojrzał na swoje ulubione wielkie, pokojowe zwierciadło w zdobionej ramie. Zamówił je kiedyś specjalnie na swoje urodziny. Kosztowało fortunę. W końcu i jego musiał się pozbyć, bo nie mógł znieść prymitywnej, ostentacyjnej brzydoty swojego oprawcy.
Piękny wiedział, że jest wciąż piękny, bo każdego ranka dokonywał tego samego, gorączkowego rytuału. Badał swoje ciało dokładnie, ponieważ na samą myśl, że miałby się przeobrazić i stracić urodę, dostawał niemal paraliżu. Była to pierwsza rzecz, jaką robił, kiedy otwierał oczy i ostatnia przed położeniem się do snu. Jednak to wszystko nie wystarczało. Niemożność oglądania siebie w lustrze, była dla niego niemal fizycznym cierpieniem.
Stał chwilę przed swoim ostatnim, najwspanialszym lustrem i przełamując niesmak, badał wzrokiem oblicze Brzydkiego.
- Dlaczego mi to robisz? - jęknął w końcu, a w oku zakręciła mu się mała łza.- Co ja ci zrobiłem?
Na próżno szukał jakiejkolwiek odpowiedzi. Twarz Brzydkiego była bez wyrazu.
- Odezwij się, do diabła!
Brzydki w końcu spojrzał mu prosto w oczy i roześmiał się. Rechotał głośno i hałaśliwie . Złapał się na brzuch i zaczął się zataczać, po policzkach płynęły mu łzy. Śmiał się spazmatycznie ukazując niedomyte, krzywe zęby i włoski w zadartym, bulwiastym nosie.
Piękny w furii zbił lustro pięścią. Potem szklistym, beznamiętnym wzrokiem patrzył na krew, skapującą miarowo z jego ręki. Oglądając dłoń zobaczył, że już od dawna nie obcinał paznokci. Potem zamknął się w szafie i kiwał się, przyciskając do siebie obolałą rękę. Nie poszedł do pracy. Nie mógłby kolejny dzień patrzeć na wstrętne oblicze Brzydkiego, spozierające ze wszystkich kątów. Jeżeli to była kara, nie miał pojęcia czym zawinił.
Nie był pewien, ile czasu spędził w szafie. Ale kiedy wyszedł, wiedział już, co robić. Zasłonił wszystkie okna, żeby Brzydki nie obserwował go z szyb. Zbił wszystkie naczynia, a rzeczy metalowe, takie jak sztućce czy miski, schował do worka. Wykręcił żarówki z lamp. Z każdego najdrobniejszego sprzętu patrzyła na niego szydercza twarz Brzydkiego. Laptopa, telewizor i smartfona wyniósł na śmietnik. Podobnie zrobił nawet z szybkami z ramek na zdjęcia. Ludzie patrzyli na niego dziwnym wzrokiem, kiedy przemykał chyłkiem wzdłuż bloku, z niemal zaciśniętymi oczami, żeby nie musieć oglądać paskudnej gęby Brzydkiego. Piękny nie zwracał uwagi na innych. Po chwili jego najnowszy sprzęt zagarnęli rozradowani bezdomni, ale Pięknego to nie obchodziło.
Kiedy już wysprzątał w ten sposób dom, usiadł w fotelu, w ciemności. Odetchnął z ulgą. Wreszcie był bezpieczny. Skrzywił ze wstrętem nos, gdy niespodziewanie poczuł mdlący zapach swojego potu. W głowie miał pustkę, nie pamiętał, kiedy ostatnio brał prysznic. Nie miał siły wstać.


- Nie ma nikogo bliskiego, z tego, co wiem. Od ponad tygodnia nie przychodzi do pracy i nie odbiera telefonów.
Drugi policjant obejrzał z bliska jego zdjęcie. Cmoknął.
- Ale śliczności z niego.
Zapukali do drzwi mieszkania. Odpowiedziała im cisza. Zapukali jeszcze raz. Nic.
- Wchodzimy, tak?
Mieli klucze od mocno zaniepokojonego dozorcy.
Drzwi otworzyły się powoli. Mieszkanie było ciemne i zatęchłe. Włącznik światła nie działał.
- Halo! Jest tam kto? Policja!
Nic.
Weszli do salonu.
Wyższy wskazał ręką na nieruchomy kształt na fotelu.
- Proszę pana.- Rzekł ostrożnie i wyciągnął rękę.
Piękny z wysiłkiem podniósł głowę i spojrzał prosto w oblicze jakiegoś mężczyzny. W szkłach okularów obcego, drwiąco odbijała się twarz Brzydkiego. Piękny wrzasnął rozdzierająco i z całej siły uderzył policjanta. Więcej już nie mógł znieść. Krzycząc i wymachując rękami wybiegł z mieszkania i nie zatrzymując się, w biegu, zbił szybę na korytarzu i wypadł przez okno.
Policjanci spojrzeli po sobie przerażeni i natychmiast wybiegli. Jeden z nich, obmacując sobie szczękę, błyskawicznie wybierał numer telefonu.
- Jezu, wariat…

- Miał pan bardzo dużo szczęścia.
- Ja…jak to?- wyszeptał Piękny przez spierzchnięte wargi. Rozejrzał się powoli dookoła i z wysiłkiem rozpoznał szpitalną salę. Twarz miał dziwnie napiętą.- Skąd się tu wziąłem?
- Miał pan wypadek, nie pamięta pan? – siwy, starszy doktor z troską nachylił się nad Pięknym.- Wypadł pan z drugiego pietra.
Lekarz pominął to, że pacjent sam wyskoczył z okna. W tym momencie nie było wskazane przypominać o tym młodemu mężczyźnie. Później porozmawia z nim psychiatra.
Piękny powoli przypominał sobie wszystko. Przeszedł go nagły dreszcz.
- Na szczęście, jakimś cudem, kręgosłup nie został uszkodzony. Ktoś musiał nad panem czuwać.- uśmiechnął się lekarz.
Piękny poczuł, że serce szaleńczo kołacze mu się w piersi. To nie było błogosławieństwo, lecz przekleństwo. Nigdy już nie uwolni się od Brzydkiego. Miał ochotę wyć.
–Ma pan złamaną nogę i rękę, ale za parę miesięcy będzie pan jak nowy. Tylko jest jeszcze jedna sprawa.- sympatyczna twarz mężczyzny przybrała wyraz troski. Podał mu coś małego.- Bardzo mi przykro.
- Nie.- jęknął Piękny i zaczął odpychać go rękami. Zaschło mu w gardle.
- Musieliśmy założyć 16 szwów na pańskiej głowie. Zdaję sobie sprawę z tego jak to na razie wygląda. Ale z czasem zostaną panu tylko blizny. I tak jest pan ogromnym szczęściarzem, proszę o tym pamiętać.
Ponownie podsunął mu lustro. Piękny nie miał siły odwrócić twarzy. Był już taki słaby i zmęczony. Brzydki wygrał.
Spojrzał otępiałym wzrokiem w lusterko. Jeden długi, nabrzmiały szew szedł tuż pod linią włosów, drugi dzielił jego prawy policzek na dwoje. Trzeci, najgrubszy, zaczynał się pod nosem i szedł obok wargi przez całą szyję, aż znikał pod luźną szpitalną koszulą.
Twarz Pięknego rozciągnęła się w groteskowym uśmiechu, od którego nieprzyjemnie napięła mu się skóra. Obserwował to w lusterku. Bo tam w lustrze, to była jego twarz. Brzydki zniknął. Po raz pierwszy od dawna, Piękny odetchnął z ulgą. Roześmiał się głośno ze szczęścia. Piękny przestał być pięknym, ale stał się wolny.

- Ale go urządziłeś.
- Nie miałem wyboru. Widziałeś go. Był nie do życia. Narcyz jeden, w mordę…- trwożliwie zerknął do góry i ugryzł się w język.- Tylko w to lusterko zapatrzony. Ręce mi dosłownie opadały, litości, jaki on był nudny i tępy! Musiałem mu zaaplikować terapię szokową. Dzięki mnie będą z niego jeszcze ludzie.
- To może się nie spodobać... Wiesz, komu.
- Daj spokój, przecież kręgosłupa nie złamał, zadbałem o to własnoręcznie.- Zarechotał z uciechy.- Nic mu nie będzie, a przynajmniej nie wygląda już jak panienka.
- Wiesz co, czasem mam wrażenie, że nie do końca rozumiesz naszą misję i nasze obowiązki. - drugi rozmówca pokręcił powoli głową.
Dwa anioły stróże sfrunęły z cichym szmerem z dachu szpitala.

Tagi:

Awatar użytkownika
DuralT
USS Gerald R. Ford
USS Gerald R. Ford
Posty: 1703

Piękny

Post#2 » 2 years temu (14 lut 2016, o 21:57)

Miły tekst. Przyjemnie się go czytało. Epilog był przewidywalny, ale i tak rozbawił.
— No to płyńmy dalej, marynarzu, bo?
— Navigare necesse est, vivere non est necesse.
Andrzej Ziemiański – Pomnik Cesarzowej Achai - Tom V

mala_gente
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 113

Piękny

Post#3 » 2 years temu (15 lut 2016, o 13:00)

Wydawało mi się, że dosyć oryginalny. Dzięki:)a to w ramach "oszczędzania mnie"?;)

Awatar użytkownika
DuralT
USS Gerald R. Ford
USS Gerald R. Ford
Posty: 1703

Piękny

Post#4 » 2 years temu (15 lut 2016, o 14:26)

Nie, tu nie ma grupek samozachwytu, większość użytkowników (w tym ja) pisze co naprawdę myśli. Nie chodzi o oryginalność, ale o przewidywalność. Kibicujesz Brzydkiemu, bo Piękny jest nazbyt zapatrzony w siebie i mimowolnie określasz tego Brzydkiego tym dobrym. Natomiast to,że jest aniołem przyszło mi do głowy dopiero przy przesłuchaniu w szpitalu. Tekst był zbyt... mile? napisany, by mógł się skończyć źle, np. śmiercią Pięknego.
— No to płyńmy dalej, marynarzu, bo?
— Navigare necesse est, vivere non est necesse.
Andrzej Ziemiański – Pomnik Cesarzowej Achai - Tom V

mala_gente
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 113

Piękny

Post#5 » 2 years temu (15 lut 2016, o 18:41)

Dzięki, już rozumiem. Jednak fajnie jak ktoś spojrzy na to swoim okiem, obcym i innym niż własne:)

Ross_Rabiaka
gladius tytanów
gladius tytanów
Posty: 1036

Piękny

Post#6 » 2 years temu (15 lut 2016, o 19:22)

Tekst mi się naprawdę bardzo podobał do chwili... finalnego dialogu "aniołów". Aniołowie w moim odczuciu zostali przedstawieni groteskowo i niewiarygodnie, rodem z amerykańskich kreskówek o króliku Bugsie albo jako zabawne postaci z cyrku Monty Pythona z doczepionymi tekturowymi aureolami.
Inaczej widziałbym tu realizację toposu anioła. W literaturze, w dogmatyce anioły ukazywane są raczej jako byty zhierarchizowane, uporządkowane, pełne powagi, dostojeństwa itd. Tu z kolei mamy do czynienia raczej z karykaturą aniołów. Nie sądzę zatem, ażeby dobrym rozwiązaniem literackim było stawiać je w tak karkołomnym świetle i przed krzywym zwierciadłem, powierzać im wykonywanie tak wyssanych z palca "misji", wkładać w usta słowa typu "w mordę", "tępy"... - brzmi to naprawdę mało autentycznie i trochę deprecjonuje cały wcześniejszy wysiłek budowania akcji. Tak to mi się widzi.
Matt C.

Awatar użytkownika
Anna Nazabi
świetlista lanca mrozu
świetlista lanca mrozu
Posty: 859

Piękny

Post#7 » 2 years temu (15 lut 2016, o 19:50)

Mam podobne odczucia, co do końcówki,jakby brakło Ci pomysłu,a tekst miał potencjał.

mala_gente
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 113

Piękny

Post#8 » 2 years temu (16 lut 2016, o 20:29)

Ross_Rabiaka pisze:Tekst mi się naprawdę bardzo podobał do chwili... finalnego dialogu "aniołów". Aniołowie w moim odczuciu zostali przedstawieni groteskowo i niewiarygodnie.

Ja właśnie lubię absurd, groteskę, przełamywanie toposów.

Ciekawe, że nie podobała Wam się końcówka, mi chyba najbardziej ze wszystkiego. Zastanawiam się, jak mogłabym skończyć to inaczej, żeby nie było banalnie i tandetnie.
Zgadzam się natomiast z tym, że można było bardziej polubić Brzydkiego, co czyni opowiadanie bardziej przewidywalnym.
Dzięki za komentarze :]

Awatar użytkownika
Anna Nazabi
świetlista lanca mrozu
świetlista lanca mrozu
Posty: 859

Piękny

Post#9 » 2 years temu (16 lut 2016, o 20:45)

Ja też uwielbiam groteskę,ale Twoje zakończenie nią nie było.Można pod nią podciągnąć zdanie o misji aniołów,jak najbardziej,ale chyba nic więcej.Ja bym zakończenie widziała bardziej metaficznie,może coś na kształt"Labiryntu Fauna"na przykład.

Alenna
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 54

Piękny

Post#10 » 2 years temu (24 kwie 2016, o 20:02)

Fajny tekst, jest taki optymistyczny. Po mrocznych, surrealistycznych opowiadaniach, które swego czasu czytywałam, to miła odskocznia. Przez chwilę, w czasie czytania byłam pewna, że Piękny w swym szaleństwie albo zapuści się do tego stopnia, że zostanie Brzydkim, albo zginie, a koniec... Jest taki pozytywny i daje nadzieję, że jak coś pójdzie nie tak, to możemy mieć jeszcze drugą szansę. Podoba mi się to.

Absolutnie nie zgadzam się za to z opiniami powyżej, coby epilog był zbędny, czy niepasujący... Według mnie pasuje idealnie, bo krótko i treściwie wyjaśnia skąd w ogóle wziął się Brzydki u Pięknego i dlaczego to wszystko musiało mieć miejsce. Doceniam też zabawę z utartymi obrazami (zwłaszcza, jak jest się tego świadomym) - w końcu, czemu niby mielibyśmy się ograniczać do jednego słusznego motywu?
Mózg przeżarty wattpadem

Wróć do „Proza: fantastyka”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 3 gości