Zachęcamy do komentowania! Co miesiąc na zwycięzcę tytułu Komentatora Miesiąca czeka nagroda książkowa!

"Między nami demonami"

Okiem wyobraźni. Proza spod znaku fantastyki: fantasy, science fiction oraz horror.
Regulamin forum
Przypomnienie:
Maksymalna objętość tekstu, jaką można umieścić w jednym temacie, to 10 stron znormalizowanego maszynopisu. Teksty przekraczające tę objętość (fragmenty powieści, długie opowiadania), należy publikować w częściach w dziale "Teksty wieloczęściowe". Każda część musi znaleźć się w osobnym temacie.
Nazwa tematu powinna składać się z tytułu tekstu. W przypadku publikowania fanfiction, należy podać źródło w nawiasie kwadratowym, przykładowo: "[Harry Potter] Tytuł opowiadania".
Każdy tekst należy odpowiednio otagować. Tagi wybieramy z pola pod tytułem tematu.
K.W. Cross
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 11

"Między nami demonami"

Post#1 » 29 mar 2016, o 11:51

Witam :D Obecnie pracuję nad dark/modern fantasy z jak to stwierdził znajomy elementami horroru i thrilleru. ^^" Pisałem je głównie dla siebie, ale jak już znajomy mnie tu przygnał to stwierdziłem że tutaj też wrzucę. Nie jest jeszcze specjalnie dopracowane więc proszę nie brać też go aż tak na poważnie :)





„Między nami demonami”

Glany, płaszcz i krzyż na szyi. Dla ludzi typowy kaznodzieja. Prawda jest jednak trochę inna. Jest paladynem. Paladynem XXI wieku. Wykształcony, walczący wręcz, obecnie stawiający pierwsze kroki w świecie lekkiej magi. Ludzie rzadko się nim przejmują . "Jakiś metal" - Myślą i idą dalej. Alex Unhope Paladyn IIIciej szkoły Lucjany Crownford, łowca z Zakonu Północnego. Jeden z niewielu praworządnych jacy wyszli z owej szkoły. Co robi paladyn? Paladyni to kasta elitarnych wojowników którzy kilka lat temu w wierzeniach ludowych obejmowali we władanie nieziemskie moce by stawiać czoło wszelakiemu złu jakie kiedykolwiek się narodziło. Ci współcześni, szkoleni pod skrzydłami Akademii Crownford zaraz po ukończeniu nauki są przenoszeni do Zakonów: Północnego, Południowego, Wschodniego lub Zachodniego. Najmowani, wysyłani do miejsc gdzie były jakiekolwiek ślady opętania, nawiedzeń czy też innych miejskich legend. Ten także zwalcza demony ale te bardziej przyziemne. Człowiek był, jest i będzie największym potworem. Można sobie przynajmniej szczędzić głupot w stylu "stalowy czy srebrny". Miecz ma być ostry, i to nam wystarczy. Mordowanie ludzi nie jest zbyt praworządne nieprawdaż? Co innego zabicie demona. A jeśli demon siedzi w człowieku? Nie, to nie jest kolejny moralny dylemat. To dalej jest demon i możemy zapomnieć o pojęciu człowieczeństwa. To już nigdy nie będzie człowiekiem. Przynajmniej tego uczyli w IIIciej szkole, a Zakon Północy i Zachodni podtrzymywali tą zasadę. Dobry demon to martwy demon. Czego tu nie rozumieć? Gigantycznych rozmiarów świątynia przywitała go gdy stanął naprzeciw. Jego oczom ukazało się wejście do środka, strzeliste wieże neogotyckiego kościoła sięgały pod niebo ukryły za sobą widnokrąg otulając cały plac w cieniu. Ciężkie mosiężne naznaczone symbolami, zwieńczone rozetą wrota stały przed nim. Alex zawsze musiał na chwilę przystanąć nim wszedł do środka, Coś mu nie pasowało. Może lodowaty, wpijający się w skórę niczym ostrza wzrok przysiadujących na bramie Gargulców? Może zimne, zastygłe w miejscu posągi świętych wyglądające jak po spotkaniu z bazyliszkiem które zdobiły wnętrze katedry. To było po prostu Coś. Coś co nigdy mu nie podpasowało, a mimo to wchodził. Nie bądźmy stereotypowi. Paladyni są wierni, są praworządni, są sprawiedliwi ale nie są religijni. W Zakonie nie ma zakazów, jest tylko jeden. Kategoryczny zakaz wyznania. Religia ogranicza zarówno ciało jak i umysł. Wyobrażacie sobie łowcę demonów który po każdym zabitym Demonie chodzi się spowiadać? No błagam was, to byłoby co najmniej śmieszne. Jednak Alex i inni noszą krzyże. Noszą je jako symbol wiary, ale nie w Boga. Noszą je jako symbol wiary w samego siebie. Cóż się bardziej kojarzy z wiarą niż krzyż? Zawsze zaciskał swój przed wejściem do katedry. Olbrzymie drzwi uchyliły się z trudem gdy Unhope nacisnął poczciwą, starą już klamkę. Z pomieszczenia wylała się czerń, w środku brak było jakiegokolwiek źródła światła poza witrażami przy suficie które i tak niewiele dawały. Podkreślały tylko ciemność ogarniająca katedrę która nie mogła się równać ciemności nocy. Stanął w szczelinie drzwi i przyczekał aż wzrok przyzwyczai się do nagłej zmiany gry światła. Nasiliło się nieznane uczucie, coś jakoby stopniowo wzdłuż sali wszyscy święci skupili na nim swoje martwe, kamienne spojrzenia. Jednak on skupił się na czymś innym. Półblady cień siedział tuż przy końcu sali. Przekroczył próg - przeszedł go zimny dreszcz, nie specjalnie to lubił zarówno w noc jak i w dzień. Wnętrze robiło wrażenie, jak zresztą większość budynków powstałych w stylu neogotyckim. Posągi świętych, łukowe sklepienia podtrzymujące całe to zaskakujące dzieło ludzkich rąk. W środku nie było poza Alexandrem żywej duszy. Żywej... Anorektyczna wręcz postać ,o bardzo bladej cerze była w trakcie konsumpcji Proboszcza. Garbaty stwór, kręgosłup dało się dostrzec przez wychudzoną, papierową "skórę". Na podłogę skapywała krew z pyska konsumenta. Podłoga katedry straciła nieco blasku przez bałagan jaki zrobił stwór. Nie zważał na Alexa, nawet nie specjalnie interesowało go czy ktoś w ogóle wszedł do środka czy nie. Kolacja była dla niego ważniejsza. Mrok ogarnął całe wnętrze potężnej konstrukcji. Kolejna noc w świętym mieście. Alexander zrobił pewny krok w przód, od Opętańca dzieliło go jakieś czterdzieści, góra czterdzieści sześć metrów. Poczynił następne dwa, trzy nim opętaniec w ogóle się zorientował że ktoś przeszkadza mu w posiłku. Odwrócił się w stronę czarnej postaci w płaszczu. Krew kapała z rozwartego pyska, centymetrowe, ostre jak cholera zęby były gotowe przegryźć szyję paladyna jakby przeciąć kartkę nożyczkami. Rzucił się na Alexandra, zaczął biec. O ile można to było nazwać biegiem. Poruszał się jak pies wyrzucając przednie łapy do przodu by następnie podciągnąć i odbić się tylnymi powtarzając proces dopóki nie dotarł do celu. Alex dalej stał spokojnie, pewny siebie. Zacisnął pięść. Opętaniec z odległości niecałych pięciu metrów rzucił się na niego niczym hiena. Wystarczyło tylko potężne uderzenie w klatkę piersiową i Opętaniec skończył z niemalże połamanymi żebrami rozwalony na podłodze świątyni. Upadł wyjąc z bólu. Paladyn wymierzył silne kopnięcie w brzuch stwora i posłał jego półżywe truchło w ławki dla wiernych. Katedralne monstrum przestało wyć, prawdopodobnie umarło po raz drugi. Pozostało tylko zabrać stąd resztki księdza, to co zostało z opętanego i błagać siły stwórcze by nikt tego nie widział. Stwór wykorzystał resztki sił, zawył i skierował swoje białe, nieżywe od dawna ślepia w stronę swojego pogromcy. - Świetnie – wyszeptał. Świetnie. Cienka, blada skóra zaczęła powoli się przemieniać. Nabrała ludzkich barw, narządy krwionośne powróciły do normalnej formy, krew wróciła w obieg. Garbaty kręgosłup powoli się prostował by w końcu powrócić do ludzkiej, prostej postury. Zamiast opętanej zmory stał teraz przed nim blady, ciemnowłosy, wysoki mężczyzna. Przeszył go swoim specyficznym wzrokiem bijącym z jego czerwonych jak premierowy dywan oczu.
- Jesteś nad wyraz brutalny Alexie – rzucił z trudem podnosząc się z ziemi i trzymając się za brzuch.
- Za to nadzwyczaj skuteczny Nishanie – odparł Unhope.
- Czemu nie użyłeś po prostu swojej broni? – spytał ghoul.
- Po co mam marnować kulę i robić rozgłos w okolicy skoro można to było zrobić w taki prosty sposób – Powiedział paladyn. Nishan nie odpowiedział. Patrzył na bałagan jaki zrobił swoim przedstawieniem i zlizał spływającą z jego ust kroplę krwi.
- Nigdy się nie nauczysz że jeśli chcesz się pożywić są lepsze miejsca niż cholerna katedra? – obrzucił go spojrzeniem paladyn – A broni nie użyłem też z takiego powodu że jeszcze nie zalazłeś mi za skórę na tyle byś był w ogóle wart zmarnowania tej kuli – dodał po chwili.
- Zobaczymy przy naszym następnym spotkaniu – zarzucił czarnowłosy.
- Obyś nie dożył następnego spotkania – wyszeptał pod nosem.
- Tego ci nie niestety mogę obiecać – wzruszył rękami Nishan.
- Masz to później posprzątać, nie chcesz chyba skupiać na siebie uwagi ludzi – rzucił uwagę blademu jak prześcieradło ghoulowi.
- Nie jem tu pierwszy raz, nie jesteś moją matką – odparł z pogardą. Alex najchętniej zastrzeliłby go tu i teraz, ale nie mógł dopóki zakon nie wymierzyłby w niego ostatniego oddechu. Ostatni oddech był niczym innym jak wyrokiem przymusowej śmierci, niektórych jeszcze można było puszczać wolno gdy zakon wiedział że ludziom się nie naprzykrzają. Ale jeżeli zdarzył się przypadek że zdemolował auto, albo rozszarpał człowieka na placu miejskim i to w biały dzień wtedy z góry nakładano na niego Ostatni oddech. Paladyni mogli w tym czasie używać wszelkich środków by go wytropić i wytępić. Nie było jeszcze żadnego przypadku żeby Ghoul został naznaczony owym dokumentem. Zawsze żyły w spokoju, raz na miesiąc porwał i pożarł jakiegoś człowieka ale te stwory robiły to umiejętnie i potrafiły zachować wszystkie swoje ofiary w tajemnicy przed światem zewnętrznym. Wyjątkiem, rzadko spotykanym była sytuacja gdy ghoul spróbował zabić członka zakonu. Alex chciał już mieć to za sobą i opuścić katedrę, postąpił krok i zszedł po schodach na plac przed świątynią. Była noc, bardzo głęboka i ciemna jak smoła noc. Zatrzymał się na środku placu by odetchnąć i podsumować gdzie teraz powinien skierować swe kroki. Odwrócił się by kolejny raz napełnić swe oczy widokiem tej tajemniczej, niesamowitej budowli która swym cieniem zajmowała cały plac poprzedzający wejście do niej. Zawrócił na pięcie i zaczął iść powolnym krokiem w stronę Alei, najdłuższej ulicy w świętym mieście. Zaciśnięta pięść błyskawicznie zamachnięta się z zwrotem do tyłu uderzyła w żebra. Ghoul upadł kilka metrów od niego.
- Nie jesteś zbyt pewny siebie jak na opętańca? – stwierdził paladyn zmierzając w jego stronę – Teraz faktycznie nie dożyjesz naszego następnego spotkania.
Nie odpowiedział, podniósł się i stanął na dwóch nogach ukazując ponownie anorektyczną, nieludzką sylwetkę. Zamachnął się na Alexa długą, chudą łapą zakończoną ostrymi, na oko dwu-trzy centymetrowymi pazurami które chętnie zatopiłby w ciele wojownika. Zaatakowany odskoczył do tyłu, ghoul dalej zamachiwał się na niego to jedną to drugą łapą przez co zmuszał go do coraz dalszego wycofania się. Wyczekał na moment i zwinnym ruchem nogi podciął stwora. Nishan w swej mniej ludzkiej formie upadł po raz kolejny tej nocy. Próbował się na szybko pozbierać z ziemi i wstać jednak nie dawał rady. Paladyn zdzielił go kopnięciem w kręgosłup ,po czym zdeptał mu nadgarstek by go unieruchomić. Zdeptany monstrum zawyło i złapało się za rękę pod naciskiem ciężkiego obuwia paladyna. Teraz dopiero zdał sobie sprawę że przegrał. Alex uklęknął przed opętanym łapiąc oburącz jego głowę. Klęczał nad półżywym ghoulem trzymając parszywy łeb w swych dłoniach. Puścił jedną rękę zaciskając w zamian drugą. Uniósł ją lekko i wszystkimi siłami uderzył nią w asfalt parkingu. Krew w mgnieniu oka rozprysła się: na niego, na czyjś samochód, na pobliski murek. Była wszędzie. Wyprostował się na nogach i spojrzał z góry na martwego opętańca. Trzeba tylko jeszcze coś zrobić z jego resztkami, nigdy nie można było sobie pozwolić żeby ktokolwiek to zobaczył. Morderstwo w dobrej intencji. Ghoule po swych łowach zawsze wracały do swej postaci i odchodziły, problem jest taki że w tym przypadku nie za bardzo nie jest w stanie ulotnić się samemu z miejsca pojedynku. Nie mógł tego tak zostawić, poza tym musiał się jeszcze pozbyć zwłok z katedry. Błagał tylko żeby w tej walce nie ucierpiał dany mu w razie czego specyfik pozwalający kroplą zsyłać do krain Końca. Osoba którą pokropiono nie spadała do owej krainy od razu. Trzeba było dopowiedzieć po pokropieniu krótką, łacińską formułkę:

Vade nulla
In terris finis
et caliginis,


Zaraz po wypowiedzeniu tych słów puste bramy zabierały ofiarę do krainy Końca. Nikt, nigdy z nich nie powrócił i nawet żaden z trzech żyjących Ożywieńców którzy uczeni byli nekromancji od dziecka, nie był w stanie wyciągnąć stamtąd ani duszy, ani ciała pogrążonego w Końcu. To był ostateczny finisz drogi ludzkiego życia. To nie jest piekło, niebo czy inna kraina. To jest po prostu Koniec. To nie jest tak jak z pochowanym, zakopanym trupem które jakiś Ożywieniec sobie odkopie, zabierze do siebie i przywróci do życia tworząc zakazaną formę istoty ludzkiej. Teraz trzeba było tylko ostrożnie skropić resztki pozostałe z Nishana i zrobić to samo z proboszczem.
- Mogłem go zastrzelić już dzisiaj, byłby spokój – wyszeptał pod nosem sam do siebie. Rozejrzał się po okolicy chcąc być pewnym że nikt nie zwrócił uwagi na całe zajście.
Była ciemna noc, czas coś koło północy. Dzielnica była na tyle nie przyjazna że nikt przy zdrowych zmysłach nie kręcił się tu o takiej porze. Nerwowo ściągnął skórzaną rękawiczkę i wsadził rękę pod podkoszulek. Chwila niepewności. Jest. Wyciągnął cieniutką, szklaną probówkę z białawym płynem. Bez wypowiedzenia łaciny ledwo co mogła zdziałać, co najwyżej lekko oparzyć skropione miejsce. Trząsącymi się z lekka rękami odkorkował buteleczkę. Kropla. Dwie. Krótko wypowiedziana formułka i ciało zaczęło powoli zanikać pożerane przez wymiar.
Białe, zimne, martwe oczy opętańca wbiły się w wojownika. Zginąć po raz trzeci. To nie jest pewnie zbyt przyjemne. Opętany, dobity i teraz wysłany do Końca. Zakorkował na powrót fiolkę z resztką cieczy i skierował krok w stronę katedry. Za jego plecami dało się tylko słyszeć lekkie odgłosy jakby coś się spalało. Coś jak trzask ognia i po chwili ustało. Koniec. Bardzo dosłowny koniec nocnych wycieczek Nishana po mieście. Opętanie zawsze prowadziło do takiego stanu, ale w tym wypadku pewność siebie wzięła górę nad rozsądkiem. Cóż, teraz ma dużo czasu by zastanowić się nad tym co zrobił. Bardzo dużo czasu. Ponownie przekroczył próg neogotyckiej świątyni i prosto salą podszedł do zakrwawionych, rozszarpanych zwłok księdza. Uklęknął na jedno kolano i posłał kroplę na martwe czoło. Po chwili kolejne ciało i wszelkie ślady po jatce jaką urządził opętany zniknęły. Alex stał i wsłuchiwał się w trzaskanie ogników patrząc jak Koniec zbiera kolejną osobę w nicość. Wstał i spojrzał na masywny ,żelazny krzyż do którego przybita była sylwetka syna Bożego.
- Słabo chronisz swoich wyznawców – stwierdził Alex dociągając skórzaną rękawiczkę. Poprawił płaszcz, obrzucił pogardliwym wzrokiem ukrzyżowanego i opuścił miejsce kultu. Przystanął na środku placu i zaciągnął się powietrzem. Ta noc nie była tego warta – Przyszło mu na myśl. Jedynym dobrym rozwiązaniem w obecnej chwili było tylko pójście położyć się spać by przywitać kolejny, ciężki jak każdy dzień.

Tagi:

Awatar użytkownika
zielarka
magiczna kosa
magiczna kosa
Posty: 570

"Między nami demonami"

Post#2 » 29 mar 2016, o 12:15

Jestem, Kacprze, załamana, po dobrnęłam niemal do połowy twojego opowiadania, poprawiając praktycznie każde jedno zdanie, po czym poczułam, że brak mi sił na dalsze cytowanie i przeredagowywanie, więc wysnułam jeszcze bardzo długi wniosek ogólny i... mnie wylogowało. Pamiętajcie wszyscy, kopiujcie zawsze każdy dłuższy komentarz przed kliknięciem "wyślij"!

Coś jednak doradzić ci raz jeszcze spróbuję. Zaznaczam, że skupiłam się na sprawdzeniu teksty od strony poprawności - samego gatunku fantasy, a tym bardziej dark, nie znoszę; motyw ogólny przemilczę. Zwracam jedynie uwagę na fakt, że akademie, mroczne elitarne kasty i demony, z którymi się walczy, to w literaturze temat rozwałkowany na wszystkie strony, dlatego trzeba się mocno wysilić, aby napisać coś naprawdę ciekawego. Plusik za to, że przynajmniej nie próbujesz udawać, że nie inspirowałeś się Wiedźminem (chodzi mi o ten fragment z mieczem stalowym i srebrnym).
Twoim największym problemem jest budowa zdań - są one zbyt krótkie, a przy tym wszystkim często sztampowe, nielogiczne, zbyt oczywiste (traktujesz czytelnika trochę jak niedorozwiniętego - każesz wyciągać wnioski, a potem "błagasz" i wnioski te sam podajesz. To ja Ciebie błagam - popełniania gaf takich natychmiast zaprzestań!) Jest całe mnóstwo powtórzeń, które w ramach stosowanej przez ciebie konstrukcji są uzasadnione, ale nieuzasadnione jest tak częste tej konstrukcji używanie. Chodzi o coś takiego: "W środku nie było poza Alexandrem żywej duszy. Żywej..." W wyizolowanym fragmencie wszystko gra - takie rozbicie jednej myśli na dwa zdania służy podkreśleniu danej rzeczy (w tym przypadku oczywiście żywotności duszy, co fajnie zaskakuje), ale ty zabiegu takiego użyłeś wcześniej już kilka, jak nie kilkanaście razy! W takiej sytuacji traci on wydźwięk, wskazuje raczej na zerową umiejętność dobrego konstruowania zdań i irytuje.
Tekst jest toporny. Źle się czyta, głównie to ze względu na to co opisane wyżej, a co z tego wynika, przez zbyt krótkie i mało obrazowe zdania, ale również liczne błędy. W twoim opowiadaniu nie ma praktycznie żadnych opisów - prawie same informacje, często nielogiczne i wyjęte z kontekstu. Skaczesz z tematu na temat, nie stosujesz żadnych rozgraniczeń między opisami świata przedstawionego i opisami, które dotyczą głównego bohatera już bezpośrednio. Nie przywołujesz nawet jego imienia, kiedy zaczynasz płynnie przechodzić do opisu namiastki jego zachowań. W ogóle w tekście jest on tak blady, że człowiek bardziej pamięta glany z pierwszego zdania, niż to, że ktoś faktycznie gdzieś tam, kiedyś, dokądś tam w nich zmierzał. Powtarzasz za to uparcie, że bohater daną czynność wykonuje "zawsze" - na przykład zawsze się nad tym samym zastanawia: stoi przed wrotami > zastanawia się > coś mu nie pasuje > nie wie co to > wchodzi. I tak za każdym razem. Robot, czy jak? Do tego jakiś mało inteligentny.
A wrota są zbyt dumne na to, by stać - one powinny "znajdować się".
Wybrałeś gatunek, który daje ci olbrzymie pole do popisu - pozwala, a wręcz wymaga na wykreowanie świata od podstaw. Masz tyle możliwości, a nie wspinasz nawet o pogodzie. Dlaczego?
Nie stosujesz przecinków przed "który", "aby", "dlatego", jak również w przypadku imiesłów. http://www.ekorekta24.pl/aktualnosci-je ... terpunkcja Poczytaj.
Poprawna forma zapisu to III-ciej.
Wkradło się też kilka wyrazów, które nie istnieją, tutaj pomocna okazać może się nawet zwykła autokorekta w Wordzie.
Tytuł niefortunny, sugeruje raczej skecz lub parodię, a nie poważne i mroczne do tego dziełko, którym zapewne chciałbyś uczynić swoje opowiadanie.
Z takich uwag pomniejszych, to jeszcze w kwestii religii warto gdzieś tam na początku zaznaczyć, że chodzi o chrześcijaństwo, bo przecież wyznania są różne. A propo, nie można "zakazać wyznań" - one istnieją niezależnie od przepisów, zakazać można wyznawania religii lub po prostu wiary. Dalej, to raczej jasność wlewa się do ciemnego pomieszczenia, a nie odwrotnie, bo tak skonstruowany jest świat. Ciemność to także brak światła, wszędzie wygląda tak samo. I jeszcze "w akademii nie ma zasad, ale jest jedna", to tak, jak ze sklepem, gdzie wszystko jest po 5 złotych i nie tylko.

Mnóstwo pracy przed tobą. Mam nadzieję, że jesteś uparty. Powodzenia.

Sileth
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 13

"Między nami demonami"

Post#3 » 30 mar 2016, o 17:06

Witaju. ;]
Widząc pierwszy komentarz już na początku miałam sobie odpuścić to opowiadanie, ale stwierdziłam: "Czemu by chociaż nie spróbować?". I tak jestem tu teraz i mam naprawdę wielką nadzieję, że popracujesz nad tym, co napisano wyżej, bo jest dużo do roboty. Zazwyczaj bawię się w wypisywanie przykładów błędów, ale że zostało to zrobione bardzo dobrze wcześniej napiszę tylko taki bardziej ogólny komentarz.
Co się pierwsze rzuca w oczy, zrobiłeś z tego ogromny blok tekstu. Nie został on podzielony na akapity, nie mówiąc już o przerwach między nimi. To naprawdę zniechęca potencjalnego czytelnika do chociażby zaczęcia opowieści, bo kłuje w oczy. Potem widać dywizy zamiast półpauz i pauz, ale tego nie będę się czepiać, bo jestem nowa i nie wiem czy takowe da się wstawiać (choć mam cichą nadzieję, że jest to możliwe). Sprawdziłam od razu zapis dialogów i nie jest on poprawny.
Dam ci tu ładny przykład, jak powinien on wyglądać ze strony bardziej technicznej:
— Hej, Danka — powiedział Grzegorz. — Jak mija ci dzień?
— Cześć! Mi w porządku, a tobie? Mam nadzieję, że równie dobrze. — Uśmiechnęła się.
Do czego zmierzam? Po wypowiedzi narratora stawiamy kropkę, chyba że służy ona za swego rodzaju przecinek. Gdy mówimy coś do kogoś, jego imię oddzielamy przecinkami, ponieważ jest to wtrącenie. Jeśli po tym, co mówi bohater piszemy "powiedział", "wyszeptał", "krzyknął" robimy to z litery małej i po wypowiedzi nie stawiamy kropki, a jeśli "Uśmiechnął się", "Usiadł", "Skrzywił się" to wielką, a wypowiedzi kropkę stawiamy. Tak przynajmniej mnie uczono i tak widzę to u innych. ;)
Początek brzmi prędzej jak sucha i nieciekawa notka biograficzna niż wprowadzenie do pasjonującej opowieści fantastycznej. Wierzenia ludowe były to kilka lat temu? Nie lepiej kilkaset, wiele lub chociaż kilkadziesiąt? Kilka to zdecydowanie za mało!
"W Zakonie nie ma zakazów, jest tylko jeden" — to w końcu są czy nie?
Strasznie często się powtarzasz. Wałkujesz w kółko to samo, jedynie inaczej to opisując. Ma się wręcz ochotę omijać po kilka zdań.
"ostre jak cholera zęby" — i nagle pojawia się przekleństwo, tak zupełnie bez powodu. Zrozumiałabym to w wypowiedzi bohatera, bo wtedy wyrażałoby emocje, ale nie w narracji.
Dużo jest też błędów logicznych. Demony automatycznie są częścią jakiegoś wyznania, mitologii bądź czegokolwiek z bogiem lub bóstwem związanym. Albo tutaj: "błagać siły stwórcze", przecież podobno nie wolno im wierzyć w coś takiego. Jak to w końcu jest?
Niepotrzebne jest ciągłe mówienie, co kto powiedział. Gdy już raz o tym powiesz powinno wynikać to z rozmowy, szczególnie dwóch osób.
Kolejna nielogiczna rzecz. Albo to ja jestem bardzo niekumata. Wcześniej mówisz, że zabijają każdego Demona, nawet gdy jest to opętany człowiek, a nagle okazuje się, że potrzeba do tego wyroku. Jak to w końcu jest?
A to "swe", "swoje" naprawdę można sobie odpuścić. Raczej czyichś oczu lub czyjegoś spojrzenia nigdzie nie skieruje, prawda? Logicznym jest, że to jego.
A dalej to już się kompletnie zamotałam... Jednak mógł go zabić bez wyroku? I to ciągłe tłumaczenie narratora, co jest czym i jak działa albo dlaczego. Takie rzeczy powinny wynikać z tekstu, a nie zostać sucho rzucone: "Mówię wam to, więc przyswójcie do wiadomości i rozumcie! Tak jest!".
Masz także problemy z interpunkcją i tworzeniem zbyt krótkich momentami zdań. Musisz nad tym bardzo popracować, ale jestem dobrej myśli. Obyś z czasem nabrał wprawy i pisał lepiej! :D

Przepraszam za wszelkie błędy, ale nie miałam głowy, by sprawdzać tego komentarza pod względem przecinków czy jakichś literówek. ;)
Pozdrawiam. X
Podobno wredna... Podobno bezczelna... Podobno dziwna... Podobno dziecinna... Podobno.... Ale po co oceniać po tym?

Mszczuj
zaczarowane ostrze
zaczarowane ostrze
Posty: 188

"Między nami demonami"

Post#4 » 16 kwie 2016, o 02:14

Olewaj zapis dialogów. To twój najmniejszy problem. Masz styl oparty na niepotrzebnych przymiotnikach i zaimkach. Odstaw tekst na miesiąc i przeczytaj po tym czasie a uświadomisz sobie jak dziwnie on wygląda. Byłby dobry na wypracowanie w szkole, gdzie trzeba lać wodę, żeby wyrobić liczbę znaków, tutaj męczy czytelnika i generuje niepochlebne komentarze. Temat jak temat, nic nie opowiedziałeś, więc może być dobry albo nie dobry. W fantastyce nie ma reguł, jest tylko wyobraźnia.

Awatar użytkownika
DuralT
USS Gerald R. Ford
USS Gerald R. Ford
Posty: 1675

"Między nami demonami"

Post#5 » 18 kwie 2016, o 18:20

K.W. Cross pisze:Witam :D Obecnie pracuję nad dark/modern fantasy z jak to stwierdził znajomy elementami horroru i thrilleru. ^^" Pisałem je głównie dla siebie, ale jak już znajomy mnie tu przygnał to stwierdziłem że tutaj też wrzucę. Nie jest jeszcze specjalnie dopracowane więc proszę nie brać też go aż tak na poważnie :)


Gdy wrzucasz tekst na forum literackie musisz liczyć się z krytyką. Nie nadaję się na betę, ale postaram się wyłowić jak najwięcej błędów byś ich więcej nie popełnił. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy, nim się wziąłem za tekst. Ściana, po prostu ściana tekstu, podziel go na akapity, wstaw komendę akapit w raz z jej zakończeniem na jego początek i zedytuj ten tekst.



„Między nami demonami”

Glany, płaszcz i krzyż na szyi. Dla ludzi typowy kaznodzieja.

Czy widziałeś kiedyś księdza tak ubranego? Znam wielu ,,wyluzowanych" księży i nawet oni się tak nie ubierają.

Prawda jest jednak trochę inna. Jest paladynem.

Tak oto przenosimy się do świata RPG!

Paladynem XXI wieku.

A jednak nie... :(

Wykształcony, walczący wręcz, obecnie stawiający pierwsze kroki w świecie lekkiej magi.

To to dzieje się w końcu w rzeczywistym świecie czy nie? Z resztą w czym wykształcony? W liczeniu? Sprecyzuj.

Ludzie rzadko się nim przejmują . "Jakiś metal" - Myślą i idą dalej.

Czy jako duchowny nosi koloratkę? Bo jeśli tak, to raczej jest to jeden z bardziej rozpoznawalnych znaków.

Alex Unhope Paladyn IIIciej szkoły Lucjany Crownford, łowca z Zakonu Północnego.

IIIciej? Czy nie można tego słownie? Jaki znowu łowca?

Jeden z niewielu praworządnych jacy wyszli z owej szkoły.

Sądząc po tym zdaniu, szkoła ta raczej nie kształci wybitnych paladynów.

Co robi paladyn? Paladyni to kasta elitarnych wojowników którzy kilka lat temu w wierzeniach ludowych obejmowali we władanie nieziemskie moce by stawiać czoło wszelakiemu złu jakie kiedykolwiek się narodziło.

Szkoda, że dopiero teraz to wyjaśniasz, takie wyjaśnienie powinieneś dać na początek tekstu.

Ci współcześni, szkoleni pod skrzydłami Akademii Crownford zaraz po ukończeniu nauki są przenoszeni do Zakonów: Północnego, Południowego, Wschodniego lub Zachodniego.

Oryginalnie nazwane te zakony. Ile jest tych Akademii?

Najmowani, wysyłani do miejsc gdzie były jakiekolwiek ślady opętania, nawiedzeń czy też innych miejskich legend.

Egzorcysta? Nie paladyn tylko egzorcysta?

Ten także zwalcza demony ale te bardziej przyziemne. Człowiek był, jest i będzie największym potworem.

Przed ale przecinek. Duchowny łamiący przykazanie ,,Nie zabijaj"? Powróciliśmy do ery krucjat? Zaczekaj, chwilę... Nawet wtedy kler nie brał zbyt często udziału w walkach?

Można sobie przynajmniej szczędzić głupot w stylu "stalowy czy srebrny". Miecz ma być ostry, i to nam wystarczy.

Wykazałeś się oczytaniem i zachwyciłeś czytelników swoim nawiązaniem do świata Sapkowskiego.

Mordowanie ludzi nie jest zbyt praworządne nieprawdaż?

Chyba tak, ale twój bohater ich zabija, prawda? Przynajmniej tak napisałeś parę linijek temu.

Co innego zabicie demona. A jeśli demon siedzi w człowieku? Nie, to nie jest kolejny moralny dylemat. To dalej jest demon i możemy zapomnieć o pojęciu człowieczeństwa. To już nigdy nie będzie człowiekiem.

Wow! Czyli jednak nie zabija ludzi, tylko demony! Duży błąd fabularny.

Przynajmniej tego uczyli w IIIciej szkole, a Zakon Północy i Zachodni podtrzymywali tą zasadę.

Znów to samo, trzeciej słownie, te zakony były jednym? Bo jeśli dwoma to Zakony mają być w liczbie mnogiej. Zakony są rodzajem żeńskim, tak samo jak szkoły, więc podtrzymywały tą zasadę.

Dobry demon to martwy demon. Czego tu nie rozumieć?

Dlaczego nie podzieliłeś tego na akapity, nie zrobiłeś chociaż małego odstępu pomiędzy częściami tekstu? Powinienem dostać złoty kilof za przebijanie się przez tą ścianę tekstu.

Gigantycznych rozmiarów świątynia przywitała go gdy stanął naprzeciw.

Cześć jestem świątynia! Miło cię poznać!

Jego oczom ukazało się wejście do środka,

(Halleluja!) (Fanfary) Oto wejście ukazujące się moim oczom!

strzeliste wieże neogotyckiego kościoła sięgały pod niebo ukryły za sobą widnokrąg otulając cały plac w cieniu. Ciężkie mosiężne naznaczone symbolami, zwieńczone rozetą wrota stały przed nim.

Po niebo przecinek, kropka lub spójnik. Wiesz co to jest widnokrąg? Wszystko to co widzisz w zasięgu swojego wzroku. Ciężkie, mosiężne, naznaczone symbolami i zwieńczone rozetą wrota stały przed nim.

Alex zawsze musiał na chwilę przystanąć nim wszedł do środka, Coś mu nie pasowało.

Może przed wejściem znajdowała się wycieraczka w trupie czaszki? Popraw ten przecinek na kropkę.

Może lodowaty, wpijający się w skórę niczym ostrza wzrok przysiadujących na bramie Gargulców?

Po ostrza przecinek.

Może zimne, zastygłe w miejscu posągi świętych wyglądające jak po spotkaniu z bazyliszkiem które zdobiły wnętrze katedry.

Po które przecinek.

To było po prostu Coś.

Kim jest ten Coś, że piszesz go z dużej litery? Katedrą?

Coś co nigdy mu nie podpasowało, a mimo to wchodził.

Biedny ten Coś, jeszcze używa podpasek. Tak na serio, to nie, nie podpasowało, tylko nie pasowało.

Nie bądźmy stereotypowi.

Opisujesz duchownego chodzącego w glanach! Klasyka dark fantasy osadzonego w dwudziestym pierwszym wieku.

Paladyni są wierni, są praworządni, są sprawiedliwi ale nie są religijni.

Czyli był księdzem ateistą? A może jednak w twoim tekście, paladyni nie są duchownymi, tylko mi się tak ubzdurało czytając twoje opowiadanie?

W Zakonie nie ma zakazów, jest tylko jeden.

Czyli jednak zakaz jest...

Kategoryczny zakaz wyznania. Religia ogranicza zarówno ciało jak i umysł.

To jednak nie są duchownymi.

Wyobrażacie sobie łowcę demonów który po każdym zabitym Demonie chodzi się spowiadać? No błagam was, to byłoby co najmniej śmieszne.

Śmieszniejsze niż to opowiadanie horror?

Jednak Alex i inni noszą krzyże. Noszą je jako symbol wiary, ale nie w Boga. Noszą je jako symbol wiary w samego siebie. Cóż się bardziej kojarzy z wiarą niż krzyż?

Bułka. Jest bułka, znaczy mam co jeść i warto dziękować jakiemukolwiek bogu, nie ma bułki, znaczy albo bóg zły, czyli nie warto w niego wierzyć, albo boga nie ma. Bułka.

Zawsze zaciskał swój przed wejściem do katedry.

Co zaciskał? Krzyż? Sznurówki w glanach? Nos, bo śmierdziało od ofiar z krwi?

Olbrzymie drzwi uchyliły się z trudem gdy Unhope nacisnął poczciwą, starą już klamkę.

Poczciwa była,bo opowiadała dzieciom bajki na dobranoc.

Z pomieszczenia wylała się czerń,

Bulbulbulbulbul (dźwięk zjawiska kawitacji)... Płynie sobie czerń.

w środku brak było jakiegokolwiek źródła światła poza witrażami przy suficie które i tak niewiele dawały.

Znów jest czegoś brak, a jednak jest. Przed które przecinek.

Podkreślały tylko ciemność ogarniająca katedrę która nie mogła się równać ciemności nocy.

Przeczytaj jeszcze raz to zdanie i zastanów się nad jego sensem. W tak zwanym międzyczasie, wstaw przed która przecinek.

Stanął w szczelinie drzwi i przyczekał aż wzrok przyzwyczai się do nagłej zmiany gry światła.

Co to znaczy przyczekał? Chyba zaczekał.

Dotarłem do tego momentu, resztę poprawię i dodam komentarze jak będę miał czas.
Nasiliło się nieznane uczucie, coś jakoby stopniowo wzdłuż sali wszyscy święci skupili na nim swoje martwe, kamienne spojrzenia. Jednak on skupił się na czymś innym. Półblady cień siedział tuż przy końcu sali. Przekroczył próg - przeszedł go zimny dreszcz, nie specjalnie to lubił zarówno w noc jak i w dzień. Wnętrze robiło wrażenie, jak zresztą większość budynków powstałych w stylu neogotyckim. Posągi świętych, łukowe sklepienia podtrzymujące całe to zaskakujące dzieło ludzkich rąk. W środku nie było poza Alexandrem żywej duszy. Żywej... Anorektyczna wręcz postać ,o bardzo bladej cerze była w trakcie konsumpcji Proboszcza. Garbaty stwór, kręgosłup dało się dostrzec przez wychudzoną, papierową "skórę". Na podłogę skapywała krew z pyska konsumenta. Podłoga katedry straciła nieco blasku przez bałagan jaki zrobił stwór. Nie zważał na Alexa, nawet nie specjalnie interesowało go czy ktoś w ogóle wszedł do środka czy nie. Kolacja była dla niego ważniejsza. Mrok ogarnął całe wnętrze potężnej konstrukcji. Kolejna noc w świętym mieście. Alexander zrobił pewny krok w przód, od Opętańca dzieliło go jakieś czterdzieści, góra czterdzieści sześć metrów. Poczynił następne dwa, trzy nim opętaniec w ogóle się zorientował że ktoś przeszkadza mu w posiłku. Odwrócił się w stronę czarnej postaci w płaszczu. Krew kapała z rozwartego pyska, centymetrowe, ostre jak cholera zęby były gotowe przegryźć szyję paladyna jakby przeciąć kartkę nożyczkami. Rzucił się na Alexandra, zaczął biec. O ile można to było nazwać biegiem. Poruszał się jak pies wyrzucając przednie łapy do przodu by następnie podciągnąć i odbić się tylnymi powtarzając proces dopóki nie dotarł do celu. Alex dalej stał spokojnie, pewny siebie. Zacisnął pięść. Opętaniec z odległości niecałych pięciu metrów rzucił się na niego niczym hiena. Wystarczyło tylko potężne uderzenie w klatkę piersiową i Opętaniec skończył z niemalże połamanymi żebrami rozwalony na podłodze świątyni. Upadł wyjąc z bólu. Paladyn wymierzył silne kopnięcie w brzuch stwora i posłał jego półżywe truchło w ławki dla wiernych. Katedralne monstrum przestało wyć, prawdopodobnie umarło po raz drugi. Pozostało tylko zabrać stąd resztki księdza, to co zostało z opętanego i błagać siły stwórcze by nikt tego nie widział. Stwór wykorzystał resztki sił, zawył i skierował swoje białe, nieżywe od dawna ślepia w stronę swojego pogromcy. - Świetnie – wyszeptał. Świetnie. Cienka, blada skóra zaczęła powoli się przemieniać. Nabrała ludzkich barw, narządy krwionośne powróciły do normalnej formy, krew wróciła w obieg. Garbaty kręgosłup powoli się prostował by w końcu powrócić do ludzkiej, prostej postury. Zamiast opętanej zmory stał teraz przed nim blady, ciemnowłosy, wysoki mężczyzna. Przeszył go swoim specyficznym wzrokiem bijącym z jego czerwonych jak premierowy dywan oczu.
- Jesteś nad wyraz brutalny Alexie – rzucił z trudem podnosząc się z ziemi i trzymając się za brzuch.
- Za to nadzwyczaj skuteczny Nishanie – odparł Unhope.
- Czemu nie użyłeś po prostu swojej broni? – spytał ghoul.
- Po co mam marnować kulę i robić rozgłos w okolicy skoro można to było zrobić w taki prosty sposób – Powiedział paladyn. Nishan nie odpowiedział. Patrzył na bałagan jaki zrobił swoim przedstawieniem i zlizał spływającą z jego ust kroplę krwi.
- Nigdy się nie nauczysz że jeśli chcesz się pożywić są lepsze miejsca niż cholerna katedra? – obrzucił go spojrzeniem paladyn – A broni nie użyłem też z takiego powodu że jeszcze nie zalazłeś mi za skórę na tyle byś był w ogóle wart zmarnowania tej kuli – dodał po chwili.
- Zobaczymy przy naszym następnym spotkaniu – zarzucił czarnowłosy.
- Obyś nie dożył następnego spotkania – wyszeptał pod nosem.
- Tego ci nie niestety mogę obiecać – wzruszył rękami Nishan.
- Masz to później posprzątać, nie chcesz chyba skupiać na siebie uwagi ludzi – rzucił uwagę blademu jak prześcieradło ghoulowi.
- Nie jem tu pierwszy raz, nie jesteś moją matką – odparł z pogardą. Alex najchętniej zastrzeliłby go tu i teraz, ale nie mógł dopóki zakon nie wymierzyłby w niego ostatniego oddechu. Ostatni oddech był niczym innym jak wyrokiem przymusowej śmierci, niektórych jeszcze można było puszczać wolno gdy zakon wiedział że ludziom się nie naprzykrzają. Ale jeżeli zdarzył się przypadek że zdemolował auto, albo rozszarpał człowieka na placu miejskim i to w biały dzień wtedy z góry nakładano na niego Ostatni oddech. Paladyni mogli w tym czasie używać wszelkich środków by go wytropić i wytępić. Nie było jeszcze żadnego przypadku żeby Ghoul został naznaczony owym dokumentem. Zawsze żyły w spokoju, raz na miesiąc porwał i pożarł jakiegoś człowieka ale te stwory robiły to umiejętnie i potrafiły zachować wszystkie swoje ofiary w tajemnicy przed światem zewnętrznym. Wyjątkiem, rzadko spotykanym była sytuacja gdy ghoul spróbował zabić członka zakonu. Alex chciał już mieć to za sobą i opuścić katedrę, postąpił krok i zszedł po schodach na plac przed świątynią. Była noc, bardzo głęboka i ciemna jak smoła noc. Zatrzymał się na środku placu by odetchnąć i podsumować gdzie teraz powinien skierować swe kroki. Odwrócił się by kolejny raz napełnić swe oczy widokiem tej tajemniczej, niesamowitej budowli która swym cieniem zajmowała cały plac poprzedzający wejście do niej. Zawrócił na pięcie i zaczął iść powolnym krokiem w stronę Alei, najdłuższej ulicy w świętym mieście. Zaciśnięta pięść błyskawicznie zamachnięta się z zwrotem do tyłu uderzyła w żebra. Ghoul upadł kilka metrów od niego.
- Nie jesteś zbyt pewny siebie jak na opętańca? – stwierdził paladyn zmierzając w jego stronę – Teraz faktycznie nie dożyjesz naszego następnego spotkania.
Nie odpowiedział, podniósł się i stanął na dwóch nogach ukazując ponownie anorektyczną, nieludzką sylwetkę. Zamachnął się na Alexa długą, chudą łapą zakończoną ostrymi, na oko dwu-trzy centymetrowymi pazurami które chętnie zatopiłby w ciele wojownika. Zaatakowany odskoczył do tyłu, ghoul dalej zamachiwał się na niego to jedną to drugą łapą przez co zmuszał go do coraz dalszego wycofania się. Wyczekał na moment i zwinnym ruchem nogi podciął stwora. Nishan w swej mniej ludzkiej formie upadł po raz kolejny tej nocy. Próbował się na szybko pozbierać z ziemi i wstać jednak nie dawał rady. Paladyn zdzielił go kopnięciem w kręgosłup ,po czym zdeptał mu nadgarstek by go unieruchomić. Zdeptany monstrum zawyło i złapało się za rękę pod naciskiem ciężkiego obuwia paladyna. Teraz dopiero zdał sobie sprawę że przegrał. Alex uklęknął przed opętanym łapiąc oburącz jego głowę. Klęczał nad półżywym ghoulem trzymając parszywy łeb w swych dłoniach. Puścił jedną rękę zaciskając w zamian drugą. Uniósł ją lekko i wszystkimi siłami uderzył nią w asfalt parkingu. Krew w mgnieniu oka rozprysła się: na niego, na czyjś samochód, na pobliski murek. Była wszędzie. Wyprostował się na nogach i spojrzał z góry na martwego opętańca. Trzeba tylko jeszcze coś zrobić z jego resztkami, nigdy nie można było sobie pozwolić żeby ktokolwiek to zobaczył. Morderstwo w dobrej intencji. Ghoule po swych łowach zawsze wracały do swej postaci i odchodziły, problem jest taki że w tym przypadku nie za bardzo nie jest w stanie ulotnić się samemu z miejsca pojedynku. Nie mógł tego tak zostawić, poza tym musiał się jeszcze pozbyć zwłok z katedry. Błagał tylko żeby w tej walce nie ucierpiał dany mu w razie czego specyfik pozwalający kroplą zsyłać do krain Końca. Osoba którą pokropiono nie spadała do owej krainy od razu. Trzeba było dopowiedzieć po pokropieniu krótką, łacińską formułkę:

Vade nulla
In terris finis
et caliginis,


Zaraz po wypowiedzeniu tych słów puste bramy zabierały ofiarę do krainy Końca. Nikt, nigdy z nich nie powrócił i nawet żaden z trzech żyjących Ożywieńców którzy uczeni byli nekromancji od dziecka, nie był w stanie wyciągnąć stamtąd ani duszy, ani ciała pogrążonego w Końcu. To był ostateczny finisz drogi ludzkiego życia. To nie jest piekło, niebo czy inna kraina. To jest po prostu Koniec. To nie jest tak jak z pochowanym, zakopanym trupem które jakiś Ożywieniec sobie odkopie, zabierze do siebie i przywróci do życia tworząc zakazaną formę istoty ludzkiej. Teraz trzeba było tylko ostrożnie skropić resztki pozostałe z Nishana i zrobić to samo z proboszczem.
- Mogłem go zastrzelić już dzisiaj, byłby spokój – wyszeptał pod nosem sam do siebie. Rozejrzał się po okolicy chcąc być pewnym że nikt nie zwrócił uwagi na całe zajście.
Była ciemna noc, czas coś koło północy. Dzielnica była na tyle nie przyjazna że nikt przy zdrowych zmysłach nie kręcił się tu o takiej porze. Nerwowo ściągnął skórzaną rękawiczkę i wsadził rękę pod podkoszulek. Chwila niepewności. Jest. Wyciągnął cieniutką, szklaną probówkę z białawym płynem. Bez wypowiedzenia łaciny ledwo co mogła zdziałać, co najwyżej lekko oparzyć skropione miejsce. Trząsącymi się z lekka rękami odkorkował buteleczkę. Kropla. Dwie. Krótko wypowiedziana formułka i ciało zaczęło powoli zanikać pożerane przez wymiar.
Białe, zimne, martwe oczy opętańca wbiły się w wojownika. Zginąć po raz trzeci. To nie jest pewnie zbyt przyjemne. Opętany, dobity i teraz wysłany do Końca. Zakorkował na powrót fiolkę z resztką cieczy i skierował krok w stronę katedry. Za jego plecami dało się tylko słyszeć lekkie odgłosy jakby coś się spalało. Coś jak trzask ognia i po chwili ustało. Koniec. Bardzo dosłowny koniec nocnych wycieczek Nishana po mieście. Opętanie zawsze prowadziło do takiego stanu, ale w tym wypadku pewność siebie wzięła górę nad rozsądkiem. Cóż, teraz ma dużo czasu by zastanowić się nad tym co zrobił. Bardzo dużo czasu. Ponownie przekroczył próg neogotyckiej świątyni i prosto salą podszedł do zakrwawionych, rozszarpanych zwłok księdza. Uklęknął na jedno kolano i posłał kroplę na martwe czoło. Po chwili kolejne ciało i wszelkie ślady po jatce jaką urządził opętany zniknęły. Alex stał i wsłuchiwał się w trzaskanie ogników patrząc jak Koniec zbiera kolejną osobę w nicość. Wstał i spojrzał na masywny ,żelazny krzyż do którego przybita była sylwetka syna Bożego.
- Słabo chronisz swoich wyznawców – stwierdził Alex dociągając skórzaną rękawiczkę. Poprawił płaszcz, obrzucił pogardliwym wzrokiem ukrzyżowanego i opuścił miejsce kultu. Przystanął na środku placu i zaciągnął się powietrzem. Ta noc nie była tego warta – Przyszło mu na myśl. Jedynym dobrym rozwiązaniem w obecnej chwili było tylko pójście położyć się spać by przywitać kolejny, ciężki jak każdy dzień.

Mam nadzieję, że znajdę natchnienie na tego poprawienie.
— No to płyńmy dalej, marynarzu, bo?
— Navigare necesse est, vivere non est necesse.
Andrzej Ziemiański – Pomnik Cesarzowej Achai - Tom V

Wróć do „Proza: fantastyka”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Wiktor i 1 gość