Zachęcamy do komentowania! Co miesiąc na zwycięzcę tytułu Komentatora Miesiąca czeka nagroda książkowa!

Requiem

Okiem wyobraźni. Proza spod znaku fantastyki: fantasy, science fiction oraz horror.
Regulamin forum
Przypomnienie:
Maksymalna objętość tekstu, jaką można umieścić w jednym temacie, to 10 stron znormalizowanego maszynopisu. Teksty przekraczające tę objętość (fragmenty powieści, długie opowiadania), należy publikować w częściach w dziale "Teksty wieloczęściowe". Każda część musi znaleźć się w osobnym temacie.
Nazwa tematu powinna składać się z tytułu tekstu. W przypadku publikowania fanfiction, należy podać źródło w nawiasie kwadratowym, przykładowo: "[Harry Potter] Tytuł opowiadania".
Każdy tekst należy odpowiednio otagować. Tagi wybieramy z pola pod tytułem tematu.
mirek13

Requiem

Post#1 » 31 gru 2016, o 10:56


Zaw­sze masz trak­to­wać człowieka ja­ko cel sam w so­bie, a nie tyl­ko śro­dek do celu.
Immanuel Kant


Zimno dziś. Przeszywający, północny wiatr, połączony z zacinającym deszczośniegiem podkreśla porę roku. Gdzieś w dole huczy wściekle  groźnie stalowe morze. Taka końcówka grudnia, który odsłania niekonsekwencje i słabości człowieka. Źle ocieplonych głów, lichych ciał i przemrożonych uczuć, które nie wiadomo skąd się biorą, niemniej też mają prawo istnieć na tym głupim świecie.
Jakim prawem ja mam jakieś uczucia?
Wszystko przenika ten cholerny wiatr.
Rzadko się zdarza, że nie mam ochoty na spacer w małym kręgu utrzymanego jeszcze w miarę ogrodu, który jest moim obszarem tlenu. Nawet więc w taką pogodę ubieram  się w stare szaty kapiące od złota i idę.
Zawsze w tym kręgu. Znam już na pamięć każde drzewo - kręte korytarze pobrużdżonej kory, wśród których pracowicie przebiegają mrówki. Każdy kamień ścieżek - o na tym wystającym kawałku gnejsu o ciekawej, warstwowej strukturze (jak ludzki mózg) potknąłem się kiedyś i rozbiłem kolano. Popłynęła nawet krew. Prawdziwa.
W pokojach śmierdzi stęchlizną, ale tak się do tego przyzwyczaiłem, że nie mogę sobie wyobrazić życia na zewnątrz.
Zresztą „Zewnątrz” nie interesuje się już mną, a ja nim. Ludzie w powszechnym głosowaniu sieciowym zdecydowali o przeniesieniu mojej osoby do północnej Szkocji. Piękna rezydencja, którą oddałem, o powierzchni niespełna pół kilometra kwadratowego, naszpikowana arcydziełami ludzkiego talentu i geniuszu, miała posłużyć szczęśliwości powszechnej. Pewnie tak będzie. Powstanie muzeum z nieśmiertelnym MacDonaldem, kręgielnie, wirtualne seks - shopy, gdzie można wychędożyć niemal namacalnie każdą osobę. Wciskasz odpowiedni przycisk, wskazujesz nazwisko jakiejś celebrytki i strugi spermy płyną po ścianach. Wirtualne biura podróży, które zapewniają najprawdziwsze doznania safari, czy podróż przełomami Jangcy. Po co się wysilać w prawdziwej podróży, kiedy to jest na wyciągnięcie ręki i na miejscu?
A wszystko to w starożytnych murach stworzonych przez największych mistrzów poprzednich epok. Ale na to nikt już nie zwróci uwagi.
Mój urząd też okazał się takim starożytnym reliktem. Jestem tym samym, co te dzieła. Fajnie że są, ale już nikogo nie interesują.
Świat jest rządzony przez twory doskonałe. Stały się ludźmi, ale dużo lepszymi i wspaniale racjonalnymi. Niby dobrze. Ludzka władza zawsze była ułomna – a to kradła, a to opętana była żądzą posiadania pełnej kontroli nad innymi lub mordowała zawładnięta ideą.
Ta nie. Ta robi wszystko, aby uszczęśliwić. I jest perfekcyjna w swoim działaniu.
A przecież można to było przewidzieć. Mądrzy – wizjonerzy, futurologowie i pisarze - przestrzegali przed tym. Że zapatrzeni w swój hedonizm ludzie, kiedyś stworzą inteligencję i maszyny, które będą ich wyręczać. To w sumie nie jest takie złe. To postęp.
Prawdziwa tragedia zaczyna się, kiedy zaczynają wyręczać w myśleniu. Bo za tym idzie atrofia uczuć, wyższych potrzeb i krytycyzmu. Zamknięta w enklawach szczęścia ludzkość, utonęła w dobrobycie skwapliwie dostarczanym przez sztuczną inteligencję i jej mechanicznych wykonawców. Z czasem Ci wykonawcy otrzymywali coraz więcej biologii, aż stali się nie do odróżnienia od człowieka.
Nie, nie robili mu krzywdy. To najwyższy imperatyw maszyn. Ale jak one go rozumieją teraz?
Nie dostrzeżono ewolucji tych tworów. Momentu, w którym zaczęły myśleć samodzielnie.
I tworzyć własny system wartości. Niezauważalnie przejmowały kontrolę na ludzkimi umysłami, dostarczając im tego, czego najbardziej potrzebują te galaretowate płody – szczęścia i dobrobytu.
Och, oczywiście były grupy kontestujące ten stan rzeczy. Krzyczące z katedr uniwersyteckich i na rogach ulic. Mędrcy i plebejscy trybuni. Tworzyli grupy i sekty. Żyli w jakiejś chorej symbiozie dawnych idei i dzisiejszego stanu rzeczy. Korzystali z owoców pracy swoich mechanicznych sług, jednocześnie kwestionując ich potrzebę istnienia. Jeździli pięknymi modelami samochodów, jedli najwykwitniejsze potrawy przygotowane przez nich, jednocześnie wołając o powrót do starych czasów. Kiedy człowiek był też istotą cierpiącą, nieszczęśliwą, chorą i zakochaną. Idioci - jakby postęp dało się zatrzymać, kiedy kierunek został już zdeterminowany. Wytworzyli jakieś pomieszanie Diderotów, stoików, elementów tomizmu, mistyków z ideą współczesnego Szymona Słupnika.
Kompletna paranoja.
Ci byli troskliwie eliminowani. Dla dobra przytłaczającej większości, która przecież chciała być tylko szczęśliwa. Zamykani w szpitalach i poddawani czułej opiece farmakologicznej i biorezonansowej, wracali na łono społeczeństwa bezkonfliktowi i zadowoleni. I było coraz lepiej i spokojniej.
W dwa tysiące dziewięćdziesiątym roku wyszedł edykt o szczęśliwości powszechnej. Oczywiście napisany przez Najwyższą Inteligencję pracującą tylko dla dobra ludzkości. Każde takie prawo wymyślone przez maszynę wymagało kontrasygnaty człowieka, w tym wypadku Prezydenta Wszystkich. Tylko ten nie był już człowiekiem.
No i jakże nie podpisać?! Ludzie z natury są epikurejczykami, którzy mają gromadzić w sobie dobro i rozkosz. Więc nareszcie koniec z pracą, trudem, mozołem, pieniędzmi i wysiłkiem ich zdobywania. Wszystko dostajesz za nic.
Mądra maszyna wiedziała, że jej twórcy nie chcą być kolonią jednakowych mrówek. Każdy marzy by być lepszym od sąsiada. Mieć coś, czego on nie ma. Wypuszczano więc serie limitowanych dóbr, argumentując to ograniczonymi zasobami i możliwościami. I ludzie kombinowali. Jak to dostać? Jak mieć, a sąsiad nie? Zapisy, próby przekupstwa ludzi - maszyn rozdzielających (te dawały łatwo się przekupywać choćby obietnicą realizacji ich marzenia – dopuszczenia towarzyskiego do świata ludzi. Były bowiem już wystarczająco inteligentne, a jeszcze widocznie znaczone stygmatem pochodzenia), a w istocie wypełniały tajny rozkaz Najwyższej Inteligencji. Genialny rozkaz. Zatomizowano ludzi, dając im jednocześnie namiastkę indywidualności.
Szkoły stawały się powoli jakimiś hybrydami zabawy, uczenia rzeczy zbędnych, gloryfikujące postawy epikurejskie i fałszowaną powoli historię.
Baw się, żyj kolorowo i bezstresowo. To podprogowy przekaz, który wzmacniała obserwacja postaw rodziców.
I tak sobie ludzkość powoli umierała w dobrobycie i na własne życzenie...

- Proszę.
Wszedł mój sekretarz, Lodovicco. Stary człowiek – chociaż jego mi zostawili.
- Przyjechała ekipa naprawcza. Mam ich wpuścić?
- Niech czekają. Powiedz im, że jestem zajęty.
Skinął siwą głową i cicho zamknął drzwi.
Jak przyjdą, zobaczą, że sam uszkodziłem moduł. Malutki chip wrośnięty pod obojczykiem. Wyciąłem go wczoraj, zagryzając wargi z bólu. Po co? Może jak człowiek, chciałem być przez chwilę wolny. I cierpiący. To podobno uszlachetnia.
Zajęczały szybki w witrażach. Setki lat północnego wiatru rozszczelniły ołowiane połączenia i teraz zimno wciska się podstępnie do komnaty.
Podszedłem do biurka i przez chwilę ważyłem w ręku pięknie oprawioną księgę. Oryginał Dell’infinito universo e mondi . Fascynujące. Maszyna potrzebuje danych, aby wyciągać wnioski, a tu białkowa galareta przewidziała tak wiele. Sama z siebie!
Podszedłem do kominka i wrzuciłem do ognia. Będzie cieplej. Tysiące myśli przeleciało już przez komin. Rozsypujące się zwoje papirusów, miękkie, welinowe strony i pożółkły papier. Pierwsze wydania Biblii, apokryfy, ukryte ewangelie, zakazane księgi. To już nikomu niepotrzebne.

...aż przyszedł mój poprzednik. Ludzie już od dawna nie interesowali się tym, co on reprezentował.
Ale miał cudne oczy Savonaroli i żar wiary męczenników ginących na arenach Rzymu.
Więc mówił: „Ludzie, macie wszystko i nie macie nic. Jesteście otoczeni masą pięknych przedmiotów, a wewnątrz was jest pustka kosmosu. Dobrobyt rozpieszcza, ale tylko myślenie i wiara popycha naprzód. Doskonali. Pozwala żyć jak na człowieka przystało. Popatrzcie co się stało z wielkimi imperiami starożytności. Dopóki ich mieszkańcy walczyli, cierpieli, zadowalając się kęsem chleba i wodą, byli wielcy i ekspansywni. Dopóki rzymianin Muncjusz Scevola wkładał rękę w ognisko, aby udowodnić swoją prawdomówność, byli wielkim narodem. A potem przychodził dobrobyt. Wino zamiast wody,pawie języczki zamiast spleśniałego chleba, piękne kobiety, cudne budowle i strumień złota. I zaczęli przejadać własną wielkość. Rozmieniać ją na drobne. Wynajmować żołnierzy, zamiast samemu walczyć.
I koniec imperium pod ciosami kolejnych, obcych Muncjuszów Scevoli. Barbarzyńców pijących wodę ze strumienia i jedzących stary chleb.
Obudźcie się!"

I usłyszano szum. Jakby podziemnej rzeki żłobiącej niestrudzenie swoje koryto pośród skał. Coś szeptano po domach, zakamarkach ulic, knajpach i wirtualnych burdelach. W oczach niektórych ludzi można było znów dostrzec myślenie.
Ale zauważyła to również wszechobecna NI. I zinterpretowała w jedynie możliwy sposób. Zagrożenie szczęścia.
I wszystko zaczęło ucichać. Powoli gasł płomyk myślenia w człowieczych źrenicach.
Ja wiem co się stało. Nie zastosowano żadnych represji (robotom nie wolno). Rozpylono w powietrzu, dodano do żywności hormony szczęścia z jakimiś dodatkami i wszystko wróciło do normy. Do szczęśliwości powszechnej.
I wtedy NI uznała, że nawet tak rachityczna instytucja jaką reprezentuję, jest też zagrożeniem. Wybrała mnie na następcę i przeniosła siedzibę do tego ponurego zamczyska w Szkocji. W powszechnym głosowaniu ludzie poparli tę decyzję.
Tu ma obumrzeć szczęśliwie..

Siedzę przed wielkim kominkiem i palę dzieła ludzkiej myśli. Co mnie podkusiło, żeby je czytać? Zmieniły mój biomechaniczny mózg. Obudziło się w nim to coś, co jarzyło się w umyśle mojego poprzednika. Co chciał dać zdegenerowanym ludziom – wiarę i nadzieję.
Ale mnie to nie powinno dotknąć. Jestem przecież najnowszym modelem CHCWDM01/64. Miałem tylko dopilnować, aby instytucja umarła. Dlaczego dałem się zarazić tymi szkodliwymi uczuciami?
Jestem ostatnim papieżem, Aurelisem pierwszym. I ostatnim.

- Lodovicco, powiedz, że za chwilę ich przyjmę.
Otworzyłem drzwi balkonowe i wyszedłem na ogromny taras. Pod spodem huczało groźnie stalowoszare morze. Wiatr chlasnął zimnym biczem po twarzy.
Spojrzałem w dół. Podobno duchowi ludzkiemu bardziej potrzeba ołowiu, niż skrzydeł. Mam w sobie pełno ołowiu, to z pewnością nie polecę do góry.

Tagi:

Awatar użytkownika
Anna Nazabi
świetlista lanca mrozu
świetlista lanca mrozu
Posty: 852

Requiem

Post#2 » 9 sty 2017, o 17:52

Przyjemny tekst.Ale jakoś z dystansem teraz patrzę na mojego sprzątającego robota hihi. Podoba mi się forma i to, że tekst jest szorstko nostalgiczny.Bardzo szybko się czyta, ale były momenty gdzie się chwilowo pogubiłam.Świetna jest końcówka,a stwierdzenie,że dusza potrzebuje ołowiu bardziej niż skrzydeł,niezwykle zapada w pamięć.

mirek13

Requiem

Post#3 » 9 sty 2017, o 19:07

Stara gwardia przybywa (oczywiście nie w kategoriach wiekowych :-D ).
Problem ubocznego (ukrytego) rozwoju inteligencji i systemu wartości maszyn jest dość powszechnie eksploatowany. Poczynając od Lema, kończąc na filmie "Ja, Robot". Tu raczej interesują mnie ludzie i ich degrengolada. Wydaje mi się, że w tym kierunku idziemy. I czy niekontrolowana ewolucja dotyczy również robotów. Czy mogą stać się bardziej ludzcy, niż ludzie.
Chyba nie wszędzie powinienem wstawiać ten tekst. Tutaj raczej nie.
Dzięks.

Szamanka
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 39

Requiem

Post#4 » 26 sty 2017, o 19:47

Czytałam z wielką przyjemnością, tekst naprawdę świetny.
Ujęty od ludzkiej strony, sama historia obudowana w uczucia, bardzo mi się podobało.
Mimo, że temat popularny - to tu było świeżo, nietuzinkowo.
Życzę weny!
Wyobraźnia to takie drzwi w rzeczywistości, pozwalające bawić się dobrze nawet podczas robienia kardio.

mirek13

Requiem

Post#5 » 27 sty 2017, o 02:40

Powinienem coś mądrego odpowiedzieć?
To odpowiadam. Dzięki.
Temat jest na dyskusję. Może nie o współczesności, ale zapewne o kierunku w jakim zdążamy.

Awatar użytkownika
Gorgiasz
Zdobywca Artefaktu 2014 i Autor Miesiąca
Posty: 944

Requiem

Post#6 » 27 sty 2017, o 09:58

Koniec grudnia, deszczośnieg kapie na łeb i mrówki biegają?

Tekst niezły, ale miałeś lepsze; może nazbyt dosłowny, opisowy (w pierwszej części) i trochę publicystyczny. Wizja prawdopodobna i znana (u Lema było opko na ten temat; o ile pamiętam o Indiotach) jednak nie sądzę, aby się zrealizowała. Ludzie tak nie do końca pragną wiecznej szczęśliwości; właściwie można powiedzieć, iż cała historia pokazuje, że tak nie jest.
Podobno duchowi ludzkiemu bardziej potrzeba ołowiu, niż skrzydeł.

Nie zgodzę się z Baconem. Ołowiu ma za dużo, pod różnymi postaciami, a w skrzydełkach deficyt. Same odleciały.

mirek13

Requiem

Post#7 » 28 sty 2017, o 11:23

Gorgi, Ty wiesz, Ze takie teksty to nie moja bajka. Popełniłem w życiu kilka produkcyjniaków od biedy nazywających się "fantastyka", a i tak chrzaniące o tym samym. Nieprzystosowaniu.
Jakoś kojarzyłem, że Schiller to powiedział...
Twoim ostatnim tekstem byłem zdziwiony. Trochę nie-Gorgiaszowy, ale dobry. Tylko forma moja słaba, abym Ciebie komentował. Za to byłem zdziwiony Twoją nieobecnością pod "Hołowczycem".
Uważam go za jeden z moich najlepszych. Jak zwykle wtedy użytkownicy najlepiej doceniają. <hahaha> :lol:

Awatar użytkownika
Camenne
Jawna opcja Mandaloriańska
Jawna opcja Mandaloriańska
Posty: 4787

Requiem

Post#8 » 29 sty 2017, o 18:38

Dobry tekst, fajnie czytać ciebie w wydaniu bardziej sf, a jednocześnie tak samo nostalgiczno-przejmującym jak zawsze. Bardzo lubię taką quasi-fantastykę.
Ta twoja wizja świata, choć nienowa, jest bardzo ciekawa, głównie dzięki klimatowi i ujęciu. Chętniej poczytałabym więcej tekstów w nim umieszczonych. Pomysł z tego shorta jest wdzięczny, ale postawił niedosyt i chęć sięgnięcia po coś więcej.

Oryginał Dell’infinito universo e mondi .

Zbędna spacja na końcu, a poza tym nie powinno być De l'infinito?

Twoja interpunkcja kuleje trochę na jedną nogę i są różne drobniejsze babole.
Po-ta-toes! Boil them, mash them, stick them in a stew. Lovely big golden chips with a nice piece of fried fish.


Skróty: Jak poprawnie zapisywać dialogiMyślnik, półpauza i dywiz (łącznik) – jak je poprawnie stosowaćJak wstawić wcięcia akapitowe:piorko: Piórko

mirek13

Requiem

Post#9 » 29 sty 2017, o 20:49

Tak to z chorymi smutasami bywa, Camm. Chce napisać coś mądrego, a znowu mu jojczenie wychodzi.
Z interpunkcji to ja się powinienem spowiadać.
Babka - polonistka, matka - polonistka, żona - polonistka i co? Obciach totalny.

Wróć do „Proza: fantastyka”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości