Potwór Izabeli

Długa proza: fragmenty powieści, długie opowiadania i tasiemce innej maści.
Regulamin forum
W tym dziale należy publikować opowiadania, powieści oraz inne długie formy prozatorskie. Utwory krótkie (drabble, miniatury, krótkie opowiadania) publikujemy w dziale "Miniatury i drabble".

Przydatne definicje
drabble – krótka forma literacka licząca dokładnie sto słów

miniatura literacka (short story) – krótki utwór składający się z mniej niż 7 500 słów

opowiadanie – krótki utwór epicki o prostej akcji, niewielkich rozmiarach, najczęściej jednowątkowej fabule, pisany prozą

powieść – długi utwór narracyjny opisujący rozbudowany ciąg zdarzeń

Jeżeli twój tekst jest dłuższy niż 25000 tysięcy znaków ze spacjami, należy go podzielić na części. Każda część musi znaleźć się w osobnym temacie i nie przekraczać ww. objętości.
Nazwa tematu powinna składać się z tytułu tekstu. Dodatkowo, dla tekstów wieloczęściowych, w tytule należy podać numer części, na przykład "Tytuł - część 1". W przypadku publikowania fanfiction, należy podać źródło w nawiasie kwadratowym, przykładowo: "[Harry Potter] Tytuł opowiadania".
Każdy tekst należy odpowiednio otagować. Tagi wybieramy z pola pod tytułem tematu. Listę tagów oraz ich podział można znaleźć na podstronie. Dla publikacji wieloczęściowych funkcjonuje dodatkowy tag tekst wieloczęściowy, a dla fanfiction fandomowe (np. fanfiction-harry-potter).
Szamanka
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 39

Potwór Izabeli

Post#1 » 26 sty 2017, o 20:14

Panna Izabela poznała panicza Mikołaja Brzozowskiego przez przypadek. Spotkali się, gdy ona szła ze swoją piastunką przez las, on zaś melancholijnie wpatrywał się w drzewa. Od razu zauważyła w nim coś niezwykłego, chmurne spojrzenie, tajemnicę otulającą młodzieńca niczym szal. Uśmiechała się do niego łaskawie, aż zaprosił ją na wspólny spacer. Jeden, drugi, trzeci, potem przejażdżkę powozem – podczas których Izabela łaskawie pozwalała się trzymać za rękę. Panicz Mikołaj adorował panienkę, zdawał się być oczarowany jej wdziękiem i pięknem.
Nie zwlekali – niecałe pół roku później para była już zaręczona, następnego lata zaś wyprawili huczne wesele w dworku, miejscu z dziecinnych wspomnień Mikołaja, będącym prezentem ślubnym od jego rodziców.
W dniu ślubu Izabela, piękna jak poranek, wpatrzona była tylko w męża. On zaś nie spuszczał z niej wzroku, promieniejąc dumą i radością. Pierwszą noc po zaślubinach spędzili już jako gospodarze swojego dworku. Służba zaś dyskretnie usuwała im się z drogi, omijając panicza i jego ślubną wzrokiem, kiedy tylko mogli. Izabela uznała to za nietypowe, lecz nieszkodliwe.
Przyjmowali gości, odwiedzali przyjaciół, rodzinę, nadzorowali służbę. Minęło wiele tygodni, nim Izabela zauważyła, iż jej mąż nie jest z nią całkowicie szczery.
Mikołaj wydawał się chory. Pod oczyma miał ciemne kręgi, jadł niewiele, chudł. Izabela niejednokrotnie budziła się w nocy czując, że w sypialni jest sama. Pytała o to męża, owszem, ale on zawsze zbywał ją stwierdzeniem:
- Nie mogłem spać, ukochana. Poszedłem na spacer.
Izabela nie wierzyła Mikołajowi, była pewna, że ten coś ukrywa.
Pewnej nocy przebudziła się, gdy jej mąż chyłkiem wychodził z sypialni, i w tej chwili podjęła decyzję. Wstała z łoża, na koszulę nocną narzuciła płaszcz i ze świecznikiem w ręku ruszyła za mężem. Kiedy opuścili teren domu, zdmuchnęła świecę i, trzymając się ścian budynków gospodarczych, podążyła w kierunku w którym, jak sądziła, udał się jej mąż. Wyszła na pole, po prawej stronie mając las, ale go nie dostrzegła. Zawiedziona wróciła do łoża, lecz czuwała. I oto, tuż przed świtem do pokoju wsunął się Mikołaj, wzrok miał rozbiegany, twarz pobladłą, pachniał igliwiem jak jakieś leśne licho. A jednak na jego płaszczu na próżno było szukać gałązek czy igieł, buty, w których wyszedł, pozostały suche i czyste, jak gdyby chodził po utwardzonej drodze. Spod wpółotwartych powiek Izabela w jasnym świetle księżyca widziała wyraźnie pot perlący się na czole męża.
Młodzieniec delikatnie położył się na łożu, przykrył pierzyną i zasnął.
Od tamtej nocy uważniej obserwowała Mikołaja, jego zachowanie i nawyki. Wiedziała jednak, że nie jest w stanie zrozumieć tego, co widzi – była prostą kobietą, nienawykłą do spraw pozaziemskich. Poszła więc do zielarki, o której po wsiach szeptano, że jest czarownicą (a o której sama usłyszała od pokojówki), licząc na radę i pomoc. Ubrana w najgorszą suknię i z włosami zakrytymi szkaradnym szalem nie przypominała siebie, lecz swoją służącą. Mężowi powiedziała, że idzie po napar łagodzący bóle miesięczne.
Drzwi otworzyła jej stara kobieta.
- Czego? – spytała ordynarnie.
- Przyszłam po radę, dobra kobieto – odparła Izabela.
- Wejdź– powiedziała zielarka, rozpoznając żonę dziedzica. Izabela weszła, wodząc oczyma po ścianach, na których wisiały pęki ziół i grzybów nieznanych szlachciance. Z dreszczem zaciekawienia zastanowiła się, czy któreś z nich są truciznami. Lekami spędzającymi płód?
Staruszka usadziła panią Brzozowską na drewnianym stołku, sama sadowiąc się naprzeciw niej. Ciemne oczy utkwiła w Izabeli, ale nadal milczała. Lecz nie jak normalni ludzie, tylko cierpliwie, ostatecznie – jakby miała świadomość, iż każdy sekret, każda tajemnica zostanie przed nią odkryta, jeśli cisza trwać będzie wystarczająco długo.
Pragnąc temu zapobiec, Izabela zaczęła:
- Mój mąż, Mikołaj… on chyba zachorował - powiedziała z emfazą, załamując ręce. - Nie śpi, nie je, chodzi po nocy w niewiadome miejsca, blady jest niby nieboszczyk… – Język Izabeli zaczął się plątać, gdy spływało na nią mroczne zrozumienie. Przypominała sobie opowieści matki o istotach, zrodzonych z mroku i pragnień występnych, z klątw i złej woli.
Czyżby…?
Zielarka wpatrywała się w nią cierpliwie.
- Chciałabym mu pomóc, to dobry człowiek… - podjęła dziewczyna. - Lecz gdy raz poszłam za nim, nie mogłam go znaleźć, jakby… rozpłynął… się… w powietrzu? – Ostatnie słowa wypowiedziała wręcz szeptem, gdy głos zamierał jej w gardle. Nie była pewna czy to, co mówi, ma sens.
Staruszka patrzyła ciemnymi oczami, szukając czegoś, czego nie znalazła. Westchnęła ciężko.
- Dworek, w którym mieszkacie, stoi na skałach – powiedziała cicho. – Pieczary pod nim ciągną się na wiele stajań. Kręto tam i ciemno, ale niektórzy tam chodzą. Ha, ale nikt o zdrowych zmysłach! – zaśmiała się nagle.
Izabela skinęła głową, próbując przypomnieć sobie, czy kiedyś o tym słyszała. Postanowiła wypytać służbę. W tej chwili jej myśli zaprzątało coś innego.
- Dobra kobieto – zaczęła, a zielarka pytająco uniosła brwi – czy wiesz może, czemu mój mąż tak znika po nocach?
Staruszka roześmiała się.
- Może potrzebuje świeżego powietrza? – zakpiła. – Skąd mam wiedzieć, dziewczyno? Podejrzewasz go o mroczne sprawki, ale to nie moja rzecz. Sama się dowiedz.
Izabela wstała gwałtownie, gniewnie rzuciła na stół monetę i szybkim krokiem skierowała się do drzwi.
- Nie zawiedź się prawdą – rzuciła za nią zielarka.
Izabela spłoniła się rumieńcem wściekłości. No tak, pomyślała. Swój swego nie wyda.
Teraz była już przekonana, że jej mąż ma konszachty z mrocznymi siłami.
I zamierzała tego dowieść.
Pierwsza rozmowa z pokojówką nie przebiegła tak, jakby chciała. Dziewczyna nie chciała nic powiedzieć o nocnych wyprawach Mikołaja. Dopiero postraszona zwolnieniem, wydusiła:
- Chłopcy ze stajni… oni mówili, że tam jest taka dziura w skale, koło muru… że pan tam chadza… że tam wyje coś i krzyczy jak księżyc świeci, a jakby coś rozrywali żywcem… Pani, nie mów panu, że powiedziałam, błagam, pani kochana… – Głos dziewczyny drżał od powstrzymywanych łez.
- Spokojnie, spokojnie. Nikt nie zrobi ci krzywdy – zapewniła Izabela.
To jej wyjaśniło, gdzie następnym razem miała szukać męża. Tego samego dnia wybrała się na „spacer” wzdłuż muru. Zwano nim pozostałości po dawnym budynku gospodarczym, porzuconym kilkanaście lat wcześniej. I rzeczywiście, blisko zachodniej ściany budynku skały formowały nawis, pod którym widoczna była dziura, wysokości dorosłego człowieka. Całość kryła się za gęstymi zaroślami.
Owej nocy próbowała czuwać, jednak ogarnęła ją tak nagła senność, iż przespała aż do ranka. Dopiero kolejnej zbudziła się, gdy Mikołaj wymknął się z pokoju. Wiedziała, co robić. Pomknęła w kierunku znalezionej dziury i odważnie weszła do środka. Szybko jednak odwaga opuściła ją, gdy usłyszała jakby krzyk, jęk z głębi trzewi, bolesny i pełen żalu. Zaraz po nim kolejny i następny. Izabela zamarła, trwoga odebrała głos, a rozum pokryła czerń strachu.
Ocknęła się już we dworze, gdy znalazł ją służący. Dygotała od panicznego biegu, szczękała zębami, wzrok miała błędny. Po chwili otrząsnęła się i zwołała służbę.
- Wszyscy mają chwycić pochodnie, widły i noże – zakrzyknęła gromko, mimo strachu ściskającego jej trzewia. – Idziemy upolować bestię.
Między służbą wybuchły szepty, gwałtownie rozprzestrzeniając się wśród tłumu. Zrozumienie zakwitało na chłopskich twarzach koniuszych, pokojówki zakrywały usta, zaskoczone, słysząc straszne pogłoski. Po chwili ludzie rozpierzchli się na strony, by powrócić po krótkim czasie w pełni wyekwipowani. Część ściskała w rękach łuki, lecz przeważały sprzęty domowe. Mimo to w migotliwym świetle wyglądały równie groźnie jak rapiery czy szable.
Dojście pod mur zdawało się teraz wręcz niemożliwością. Grunt wydawał się zbyt śliski i nierówny na wędrówkę, zielsko oplatało nogi niczym diabelskie sidła, zaś mgła, wisząca nisko nad ziemią, przesycona była pierwotną wonią lasu, zwierząt i strachu.
Izabela szła przodem, w drżącej dłoni unosząc pochodnię, której pomarańczowy poblask malował w powietrzu wizerunki diabłów, duchów i widziadeł. Mimo to kobieta szła, by zmierzyć się z czymś znacznie gorszym. Z mężem, który okazał się być bestią.
Nawis wydawał się być otwartą paszczą potwora, czekającą na swój łup, zwisające pnącza – jego zębiskami. Część ludzi oderwała się od końca grupy i zniknęła w ciemnościach, poddając się strachowi, nie chcąc mieć z czarami nic wspólnego. Reszta parła na przód. Wielka gęba pożarła ich chętnie.
Tuż po pierwszym zakręcie doszedł ich znów ów jęk niepojętego żalu, bólu, strachu. Wzniósł się i opadł, przerwany kaszlnięciem i urwanym dźwiękiem, niby ostatnim tchnieniem umierającej istoty.
Lament wzniósł się kolejny raz.
Izabela wkroczyła do okrągłej sali, z niedowierzaniem patrząc na męża, a jęk urwał się równie szybko, jak zaczął. Nigdy nie przypuszczała, że prawda będzie…taka. Podążający za nią tłum zamarł w niedowierzaniu.
-Izabela! – wykrzyknął Mikołaj, podrywając gwałtownie głowę. – To nie tak jak myślisz! – Przekrwionymi, rozbieganymi oczyma potoczył wokół i wstał.
Porzucone dudy upadły, wydając z siebie ostatni, żałobny dźwięk.
Wyobraźnia to takie drzwi w rzeczywistości, pozwalające bawić się dobrze nawet podczas robienia kardio.

Tagi:

Awatar użytkownika
Camenne
Jawna opcja Mandaloriańska
Jawna opcja Mandaloriańska
Posty: 5024

Potwór Izabeli

Post#2 » 26 sty 2017, o 21:31

Puenta jest zabójcza, nie powiem.
Całkiem przyjemny tekst. Trochę jest różnych błędów, literówek i powtórzeń, jakbyś sobie życzyła, to mogę nieco wypisać, jeżeli chciałabyś je poprawić, myślę, że tekst by zyskał sporo na wyeliminowaniu ich.
Rozmowa z przekorną zielarką najbardziej przypadła mi do gustu z całości, jest najbardziej przekonująca i wybijająca się, bo reszta jest bezpiecznie napisana i raczej mało klimatyczna. Poprawna, ale nie jest to teoretycznie niczym złym. Nie zapadnie mi ta miniatura w pamięci, ale sam pomysł na przekręcenie wilkołactwa w pasję do grania na dudach to nietuzinkowa rzecz.
Po-ta-toes! Boil them, mash them, stick them in a stew. Lovely big golden chips with a nice piece of fried fish.


Skróty: Jak poprawnie zapisywać dialogiMyślnik, półpauza i dywiz (łącznik) – jak je poprawnie stosowaćJak wstawić wcięcia akapitowe:piorko: Piórko

Szamanka
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 39

Potwór Izabeli

Post#3 » 26 sty 2017, o 21:34

Camenne,
bardzo proszę o wypisanie wszystkich błędów, będę niezmiernie wdzięczna.
Sama idea zaczęła się od strasznego, wstydliwego sekretu - dud.
Wyobraźnia to takie drzwi w rzeczywistości, pozwalające bawić się dobrze nawet podczas robienia kardio.

Awatar użytkownika
Camenne
Jawna opcja Mandaloriańska
Jawna opcja Mandaloriańska
Posty: 5024

Potwór Izabeli

Post#4 » 26 sty 2017, o 22:01

Wszystkich pewnie nie wypisałam, ale zawsze to część:

Od razu zauważyła w nim coś niezwykłego chmurne spojrzenie, tajemnicę otulającą młodzieńca niczym szal.

Od razu zauważyła w nim coś niezwykłego, chmurne spojrzenie, tajemnicę otulającą młodzieńca niczym szal.

Nie zwlekali– niecałe pół roku później para była już zaręczona, następnego lata zaś wyprawili huczne wesele w dworku, który był dla nich prezentem ślubnym od rodziców Mikołaja, który spędził tam młodość.

Spacja po "zwlekali" + który, który, była, był

Minęło wiele tygodni nim Izabela zauważyła, iż jej mąż nie jest z nią całkowicie szczery.

Minęło wiele tygodni, nim Izabela zauważyła, iż jej mąż nie jest z nią całkowicie szczery.

Mikołaj wydawał się chory. Pod oczyma miał ciemne kręgi, jadł niewiele, chudł. Izabela niejednokrotnie budziła się w nocy, by gdy poczuła, że w sypialni jest sama.

by gdy?

Jednej z nocy przebudziła się, gdy jej mąż chyłkiem wymykał się z sypialni i w tej chwili podjęła decyzję.

Jednej z nocy przebudziła się, gdy jej mąż chyłkiem wymykał się z sypialni, i w tej chwili podjęła decyzję.

Kiedy wyszli poza teren domu, zdmuchnęła świece i trzymając się ścian budynków gospodarczych podążyła w kierunku w którym, jak sądziła, udał się jej mąż. Wyszła na pole, po prawej stronie mając las, lecz nie zobaczyła męża.

Świecę. Wtrącenie "trzymając się ścian budynków gospodarczych" należy oddzielić z obu stron przecinkami.
Powtórzenie wyszli, wyszła.

A jednak na jego płaszczu na próżno było szukać gałązek czy igieł, buty, w których wyszedł, były suche i czyste, jak gdyby chodził po utwardzonej drodze.

Było, były.

I oto, tuż przed świtem do pokoju wsunął się Mikołaj, wzrok miał rozbiegany, twarz pobladłą, pachniał igliwiem jak jakieś leśne licho. A jednak na jego płaszczu na próżno było szukać gałązek czy igieł, buty, w których wyszedł, były suche i czyste, jak gdyby chodził po utwardzonej drodze. Spod wpółotwartych powiek Izabela w świetle księżyca widziała wyraźnie pot perlący się na czole męża.

Jak na osobę udającą sen i obserwującą spod przymkniętych powiek, to podejrzanie szczegółowa obserwacja - bo leżąc w łóżku jak właściwie dostrzegła, że na ubraniu nie ma igieł, a buty są suche?

Poszła więc do zielarki, o której po wsiach szeptano że jest czarownicą (a o której sama usłyszała od pokojówki), licząc na radę i pomoc.Ubrana w najgorszą suknię iz włosami zakrytymi szkaradnym szalem nie przypominała siebie, lecz swoją służącą.

Spacja przed "Ubrana", "i z włosami" (brakuje spacji), plus przecinek przed "że".

-Wejdź– powiedziała zielarka, rozpoznając w młodej kobiecie żonę dziedzica.

Spacja przed i po "wejdź".

Ciemne oczy staruchy utkwione były w Izabeli, ale nadal milczała.

Ciemne oczy milczały? ;)) Niekonsekwentny podmiot.

Nie śpi, nie je, chodzi po nocy w niewiadome miejsca, blady jest niby trup…

Jak na szlachciankę, to wyrażenie "blady jak trup" trochę za bardzo kolokwialne. Może jak nieboszczyk?

-Dobra kobieto – zaczęła, a zielarka pytająco uniosła brwi – czy wiesz może, czemu mój mąż tak znika po nocach?

-Może potrzebuje świeżego powietrza? – zakpiła. – Skąd mam wiedzieć, dziewczyno? Podejrzewasz go o mroczne sprawki, ale to nie moja rzecz. Sama się dowiedz.

-Nie zawiedź się prawdą – rzuciła za nią zielarka.

Spacja po pierwszych dywizach (powinny być myślniki, swoją drogą).

-Chłopcy ze stajni… oni mówili, że tam jest taka dziura w skale, koło muru… że pan tam chadza…że tam wyje coś i krzyczy jak księżyc świeci, a jakby coś rozrywali żywcem…

Spacja - jak wyżej. Spacje też po wielokropkach.

-Spokojnie, spokojnie. Nikt nie zrobi ci krzywdy – zapewniła Izabela.

Spacja jak wyżej.

I rzeczywiście, blisko zachodniej ściany budynku skały formowały nawis, pod którym widoczna była dziura, wysokości dorosłego człowieka. Całość ukryta była za gęstymi zaroślami.

Była, była.

Po chwili ludzie rozpierzchli się na strony, by powrócić po dwudziestu uderzeniach serca w pełni wyekwipowani.

20 uderzeń serca to na oko 30 sekund przy prawidłowym tętnie.

Grunt był zbyt śliski i nierówny, zielsko oplatało nogi niczym diabelskie sidła, zaś mgła, wisząca nisko nad ziemią, przesycona była pierwotną wonią lasu, zwierząt i strachu.

Był, była.

Mimo to kobieta szła, by zmierzyć się z czymś znacznie gorszym. Męża, który okazał się być bestią.

"Z czymś", a więc "z mężem, który".

-Izabela! – wykrzyknął Mikołaj, podrywając gwałtownie głowę. – To nie tak jak myślisz! – Przekrwionymi, rozbieganymi oczyma potoczył wokół i wstał, a porzucone dudy upadły, wydając z siebie ostatni, żałobny dźwięk.

Spacja przed "Izabela". A poza tym zapisałabym to tak:

- Izabela! – wykrzyknął Mikołaj, podrywając gwałtownie głowę. – To nie tak jak myślisz! – Przekrwionymi, rozbieganymi oczyma potoczył wokół i wstał.
Porzucone dudy upadły, wydając z siebie ostatni, żałobny dźwięk.

Bardziej wyeksponujesz puentę.

Proszę bardzo ;))
Po-ta-toes! Boil them, mash them, stick them in a stew. Lovely big golden chips with a nice piece of fried fish.


Skróty: Jak poprawnie zapisywać dialogiMyślnik, półpauza i dywiz (łącznik) – jak je poprawnie stosowaćJak wstawić wcięcia akapitowe:piorko: Piórko

Szamanka
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 39

Potwór Izabeli

Post#5 » 26 sty 2017, o 22:49

Dziękuję, dziękuję, dziękuję!
Jestem niezmiernie wdzięczna. Ten tekst był u bety, ale najwyraźniej ona również ma problemy z pewnymi rzeczami.
Może teraz będzie przyjemniejszy w odbierze.
Pozdrawiam ciepło ;)
Wyobraźnia to takie drzwi w rzeczywistości, pozwalające bawić się dobrze nawet podczas robienia kardio.

Awatar użytkownika
Camenne
Jawna opcja Mandaloriańska
Jawna opcja Mandaloriańska
Posty: 5024

Potwór Izabeli

Post#6 » 26 sty 2017, o 22:50

Cieszę się, że mogłam pomóc ;))
Po-ta-toes! Boil them, mash them, stick them in a stew. Lovely big golden chips with a nice piece of fried fish.


Skróty: Jak poprawnie zapisywać dialogiMyślnik, półpauza i dywiz (łącznik) – jak je poprawnie stosowaćJak wstawić wcięcia akapitowe:piorko: Piórko

Nidabe
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 24

Potwór Izabeli

Post#7 » 27 sty 2017, o 21:08

Właśnie czytania takich rzeczy mi brakowało ;)

Zakończenie... Ciekawe, ale i trochę rozczarowujące. Naprawdę liczyłam, na wilkołaka albo przynajmniej wampira.
Trochę przypominało mi to ,,Wichrowe Wzgórza". Nie wiem czy to podobny czas, czy podobne nazewnictwo. W każdym razie czytało się bardzo przyjemnie.



Hm, i trochę nie rozumiem tytułu. Powrót? Dokąd? Skąd? Nie zauważyłam żadnego powrotu. Coś mi umknęło?

Szamanka
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 39

Potwór Izabeli

Post#8 » 27 sty 2017, o 22:12

Nidabe,
cieszę się, że przyniosło Ci choć trochę rozrywki. Może następnym razem napiszę o dudziarzu, który okazał się być wampirem? :D
A tytuł brzmi ''Potwór Izabeli'', nie ''Powrót Izabeli'' ;)
Wyobraźnia to takie drzwi w rzeczywistości, pozwalające bawić się dobrze nawet podczas robienia kardio.

Nidabe
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 24

Potwór Izabeli

Post#9 » 28 sty 2017, o 13:15

To niedopatrzenie rzeczywiście dużo tłumaczy :-D


Ooooooo, albo wampir, który wykradał się, żeby grać na dudach... A, moment, w takim razie Mikołaj może ciągle być wampirem, tylko że dudy i tak są bardziej przerażające :D

Awatar użytkownika
Gorgiasz
Zdobywca Artefaktu 2014 i Autor Lata 2018
Posty: 1062

Potwór Izabeli

Post#10 » 28 sty 2017, o 20:39

Na końcu wyszła groteska, ale zaskakująco. Ogólnie nieźle się czytało.

Nie zwlekali – niecałe pół roku później para była już zaręczona, następnego lata zaś wyprawili huczne wesele w dworku, w którym Mikołaj spędził młodość, prezencie ślubnym od jego rodziców.
W dniu ślubu Izabela, piękna jak poranek, wpatrzona była tylko w męża. On zaś nie spuszczał z niej wzroku, promieniejąc dumą i radością. Pierwszą noc po zaślubinach spędzili już w swoim dworku.

Trochę za dużo „w”.

Jednej z nocy przebudziła się, gdy jej mąż chyłkiem wymykał się z sypialni, i w tej chwili podjęła decyzję.

Napisałbym: Pewnej nocy przebudziła się, gdy jej mąż chyłkiem wychodził z sypialni, i w tej chwili podjęła decyzję.

udał się jej mąż. Wyszła na pole, po prawej stronie mając las, lecz nie zobaczyła męża.

Powtórzony „mąż”. Może: …ale go nie dostrzegła.

lecz nie zobaczyła męża. Zawiedziona wróciła do łoża, lecz czuwała.

Powtórzone „lecz”.

Wejdź– powiedziała zielarka, rozpoznając w młodej kobiecie żonę dziedzica.

„młodej kobiecie” - do usunięcia; „kobieta” była zresztą w poprzednim zdaniu.

Starucha ciemne oczy utkwiła w Izabeli, ale nadal milczała.

„Starucha” - niepotrzebne; było „Staruszka”.

Zrozumienie zakwitało na chłopskich twarzach koniuszych, pokojówki zakrywały usta w zaskoczeniu, słysząc straszne pogłoski.

Raczej: ...pokojówki zakrywały usta, zaskoczone, słysząc...

Część ściskała w rękach kusze,

Służba miała kusze pod ręką? To była ciężka i bardzo niebezpieczna broń, wymagająca zresztą odpowiedniego przeszkolenia i "profesjonalizmu". Praktycznie na wyposażeniu tylko zawodowych żołnierzy.

Izabela szła przodem, w drżącej dłoni unosząc pochodnię, której pomarańczowy poblask malował w powietrzu wizerunki diabłów, duchów i widziadeł. Mimo to kobieta szła, by zmierzyć się z czymś znacznie gorszym. Z mężem, który okazał się być bestią.

Nie za patetycznie? Prawie Joanna d'Arc.

Wróć do „Proza: opowiadania i fragmenty powieści”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość