Szansa

Okiem wyobraźni. Proza spod znaku fantastyki: fantasy, science fiction oraz horror.
Awatar użytkownika
Gorgiasz
Zdobywca Artefaktu 2014
Posty: 882

Szansa

Post#1 » 29 sty 2017, o 19:13

/opowiadanie konkursowe - założenia: kryminał; maks. 20 tys. znaków; główny motyw: pusta świątynia/

Jest cicho, tak bardzo cicho. Wszechobecna mgła obcina zdrętwiałe palce, uporczywie, choć daremnie szukające drogi, jakiejkolwiek drogi. Nie ma dnia, nie ma nocy, nie ma czasu ani przestrzeni, tylko posiniała biel zastępująca świat, twój świat. Lecz idziesz, musisz iść, masz zadanie do wykonania, pamiętasz, pomimo iż ciężko jest zebrać myśli, niepotrzebne takie, odległe, poszarpane, ukryte gdzieś w zakamarkach nieprzeniknionego całunu, który otacza cię ze wszystkich stron.
Z niemałym trudem uświadamiasz sobie, że musisz go znaleźć. Nie wiesz wprawdzie kogo, nie wiesz dlaczego, nie wiesz, kto ci to nakazał i czy jesteś winny mu posłuszeństwo, ale ten cel mobilizuje do działania, nie pozwala rozpłynąć się w mlecznym niebycie, zachować resztki niepewnej tożsamości.
Wyciągnięte, ledwie dostrzegalne i prawie już obce dłonie natrafiają na przeszkodę. Twarda, płaska, nie ugina się. Przystajesz, odczuwając radość, nareszcie do czegoś dotarłeś, znalazłeś punkt oparcia, granicę, za którą coś musi istnieć, namacalnego, realnego. Pięści uderzają gwałtownie, może ktoś usłyszy.
Prawie natychmiastowa reakcja jest zaskoczeniem.
- Kto? - pada krótkie, urwane pytanie, ale jasno i zdecydowanie wypowiedziane.
Nie potrafisz odpowiedzieć. Nie możesz - "ja", bo nie wiesz, kim jesteś, nie wiesz nawet, czy jesteś, nie wiesz, kto ma odpowiedzieć, nie wiesz, kto powinien odpowiedzieć. Mgła zwraca naprężone palce, są coraz bliżej pochylonej głowy, widzisz je wyraźnie, oparte o nieco zmurszałe, chropowate deski, o które uderzasz teraz rozpalonym czołem, chwilowa utrata równowagi, zmęczenie, może to drzwi, tak, na pewno drzwi, za nimi ktoś jest, klamka powinna być gdzieś tutaj... może wyżej, w lewo... nie, w prawo, jest, chłodna, śliska, naciskasz, zamknięte, mocniej, napierasz barkiem, nic, zaraz, powinieneś odpowiedzieć, tylko co, starasz się skupić...
- Mgła, wszędzie mgła. - słyszysz wypowiedziane przez siebie słowa.
- To prawda. Wejdź. - Głos. Drzwi skrzypią żałośnie, ukazując wstęgę zbawczej ciemności wnętrza.
Wchodzisz. Mrok nie jest nieprzenikniony, coś go rozprasza, odwracasz się, szukając odźwiernego, lecz nie znajdujesz nikogo. Tylko nisza zakończona łukowatym nadprożem otula czerń zamkniętego teraz wejścia. Wokół ciemne, kamienne ściany, fragment posadzki pokrytej bliżej nieokreślonym wzorem, trudno rozróżnić. Szelest za plecami, dość odległy, przyzywa, idziesz z nadzieją w tamtą stronę, po omacku trochę, kroki brzmią głucho, dostrzegasz pierwsze, nieliczne szczegóły wnętrza, czując, że jest rozległe, teraz widzisz wyraźniej, przed oczyma majaczą nagie kolumny podpierające zawieszony gdzieś niewidzialny strop, przestrzeń pomiędzy nimi niczego nie ukrywa. Pusto. Z jednym wyjątkiem.
Nieruchoma, stojąca postać, zakapturzona, wyraźnie widoczna na jaśniejszym tle okalającej przestrzeni, zdaje się być płaska, dwuwymiarowa, sprawia wrażenie wyciętej z płaszczyzny najgłębszej czerni. Podchodzisz z lekkim, instynktownym ukłonem.
- Szukam... - zaczynasz. I nagle, z przelotnym uczuciem niedowierzania, a nawet przerażenia, zdajesz sobie sprawę, że nie wiesz kogo, nie wiesz co mówić dalej, pospiesznie zmieniasz więc wątek. - Mam zadanie do wykonania.
- Wiem, kogo szukasz. - Cichy głos uspokaja, wzbudza zaufanie i bliżej nieokreśloną pewność, że jesteś we właściwym miejscu, na właściwym tropie, może nawet przed właściwym człowiekiem. Oddychasz głęboko.
Nie musi mówić niczego więcej. Rozumiesz, że powinieneś pójść za nim. To przynosi ulgę. Wszystko staje się nagle tak bliskie, przyjazne, znajome, jakby emanowało z twego wnętrza, stanowiąc nierozerwalną część jego najgłębszej istoty. Idziesz. Zanikający mrok odsłania szeregi gotyckich kolumn, podtrzymujących gwiaździste sklepienie, z którego zwisają rozłożyste żyrandole z nielicznie rozmieszczonymi płomykami, odbitymi w otaczających je szkłach lub kryształach. Nieoczekiwanie dostrzegasz w jego ręku kandelabr z samotną świecą, rzucającą migocący blask, który obnaża ciemną purpurę szaty, opadającej do marmuru podłogi, dziwisz się, jesteś nawet przekonany, że wcześniej go nie widziałeś, jakby nagle pojawił się znikąd, osiadając w oczekującej nań, wyciągniętej dłoni.
Jego światło zatrzymuje się nagle, drżąc niespokojnie. Prosty, drewniany stół, dwa krzesła. Zapraszający gest, siadacie naprzeciwko siebie. Chcesz rozpocząć rozmowę, jesteś niecierpliwy, podniecony, ale on cię uprzedza.
- Wiem kogo szukasz - powtarza wypowiedzianą wcześniej frazę - i wiem, że nie pamiętasz.
- Kim jesteś? - Oczywiste pytanie, które musisz zadać.
- Raczej spróbuj określić siebie.
Splątane myśli, urywki pytań, nieokreślone wspomnienia, usiłujesz pozbierać, scalić, nadać sens, echa, tylko echa, odbite gdzieś wewnątrz twego jestestwa.
- Czemu jestem taki... - szukasz właściwego słowa - pusty?
Kiwa głową z aprobatą.
- Pusty, to trafne określenie. Taki właśnie jesteś, takim stałeś się kiedyś. Dlaczego? Nie chciałeś pamiętać. To niełatwe. Ale mogę ci pomóc.
- Więc powiedz, kim?
Uśmiecha się przyjaźnie, przeciera czoło powolnym gestem. Pomarszczona, starcza twarz, niewyraźna w pełzających cieniach, odbija się w twoich oczach.
- W tej chwili to nieistotne.
- A co jest?
- Twoje zadanie. - Oczywiście, przypominasz sobie, musisz kogoś odnaleźć.
- Tak, pamiętam, ale kogo szukam?
- Mordercy. Banał. Ciekawym jest tylko, że go szukasz, to rzadkie, nadzwyczaj rzadkie. Wyjątkowe.
Dziwne. Mordercy są chyba zawsze poszukiwani, zaraz, jak to się nazywa, no tak, policja, śledztwo, sąd, wyrok, kara, uświadamiasz to już sobie dokładnie, aha, tylko jeszcze trzeba wiedzieć, kto był ofiarą, ale skąd on może... zresztą nieważne, zapytasz.
- Wiem, o co chcesz zapytać. - Uśmiech znika, zastępuje go głęboka powaga i nieokreślony smutek, odbijający się również w tonie głosu. - To naturalne, powinieneś wiedzieć. Dziwisz się również, że szukasz zabójcy, ja też, od wielu lat nikt nie próbował.
- Czy jego znasz także? - To pytanie wydaje ci się najważniejsze.
- Tak.
- Kogóż zabito?
Dłuższą chwilę wpatruje się intensywnie w twoje oczy, jakby ogarniały go wątpliwości, czy powinien udzielić odpowiedzi, być może zbyt trudnej, nieoczekiwanej. Niespokojnie drży płomień świecy, jakby podzielał jego wahania, mrok nagle zafalował i ponownie zastygł w bezruchu.
- Ciebie.
Zbierasz myśli. Jesteś spokojny, opanowany. Rozumiesz. Wszystko staje się klarowne, układa w znany schemat, czytałeś nie raz o tym. Nie żyjesz, znajdujesz się po tamtej stronie, tunel zapewne przeszedłeś, tylko nie pamiętasz, światło na końcu też musiało być, most Czinwat, przy którym Mitra zważył twoje uczynki i pozwolił przejść. A to zapewne anioł, swojski taki, tylko przebrany i skrzydła schował pod płaszczem czy opończą, może go krępują, albo któryś z twoich przodków, podobno czasem tam witają, prowadzą, drogę pokazują, strefa pośrednia, tybetańskie bardo, pewnie trzeba będzie wcielić się ponownie, ale nie od razu, dewakan, ogólnie wszystko jasne, chociaż szkoda, że umarłeś, reszta to szczegóły.
- Nie żyję - podsumowujesz zwięźle. Starasz się, aby wypadło godnie i bez emocji. Nieźle wychodzi, naturalnie i bez patosu.
- Nic podobnego - słyszysz stanowczą odpowiedź. - Jesteś absolutnie żywy i materialny. A to wszystko jest zwyczajnym, fizycznym światem, tylko ciemno tu trochę, świece drogie, a fundusze mamy ograniczone, etaty również, tych na górze nie ma kto zapalać, więc wygląda nieco ponuro. Tylko widzisz... jakby to ująć, są pewne trudności z terminologią i dlatego mówiąc, że zostałeś zabity, miałem na myśli ciebie.
- Nie rozumiem. - Już sądziłeś, że wszystko się wyjaśnia.
- Tak, tak. - Niecierpliwie macha ręką. - To trochę skomplikowane. Słowa czasem nieposłuszne bywają, nieprzewidywalne, to, co z nich odczytać możemy, nie pokrywa się z tym, co oznaczają lub miały oznaczać. Trzeba je zrozumieć, mają swoje humory. A tutaj, ważne, kto jest sprawcą, to wszystko porządkuje. Mam nadzieję - dodaje ciszej, niepewnie.
- Kto? - rzucasz niecierpliwie, z narastającym, podświadomym lękiem, instynktownie czujesz, że mówi prawdę, a prawda - jak to prawda, nie musi się z niczym liczyć i być taką, jak powinna.
- Nie domyślasz się? - Znów ten poważny wyraz na pooranej bruzdami twarzy, drżące odblaski płomieni i czająca się za nimi beznamiętna ciemność, jakby czekała na coś lub na kogoś, cierpliwie, od zawsze, i ta milcząca wymownie cisza, otoczona czarnym nimbem wędrujących wokół, niespokojnych, wiecznie żywych cieni.
- Nie - odpowiadasz szczerze i bez wahania, jeszcze z ufnością i przekonaniem, iż za chwilę zagadka zostanie wyjaśniona i powrócisz do znanej, bezpiecznej, uporządkowanej rzeczywistości. Najwyższy czas, masz przecież zadanie do wykonania, musisz go schwytać. Przymykasz oczy, analizując sytuację; powinieneś się domyślić, kto jest sprawcą? Ofiarę zabójstwa już znasz, żyje wprawdzie, ale to szczegóły techniczne, można pominąć. Czy masz już wystarczającą ilość dowodów? Ależ nie, nic nie masz, tylko słowa tej dziwnej, zakapturzonej postaci, mnicha zapewne, fakt, dużo wie, ale wszystko wygląda dziwnie, to otoczenie, tajemnice, niedomówienia, trzeba dalej pytać, przecież prowadzisz śledztwo.
Podnosisz wzrok. Postać siedząca naprzeciwko hałaśliwie wstaje z krzesła.
- Trza się ruszyć, idziemy. - Spluwa głośno na ziemię.
Patrzysz zdziwiony, z niedowierzaniem.
- Co się gapisz. Koniec fajrantu!
Nie rozumiesz.
- Zaraz, zaraz. Kim jesteś? Przecież wykonuję zadanie. Jesteśmy w świątyni, ale ty...
- Jaka świątynia? Oszalałeś? To magazyn części. Świątynia! Aleś palnął. - Parska śmiechem. - Pochlało się, co? - dodaje przyjaźnie.
Patrzysz z uwagą. Znoszona, ortalionowa, pikowana kurtka z kapturem, pochlapane żółtą farbą wymięte dżinsy, rozdeptane buty, szczera, nieogolona, przepita twarz ozdobiona szerokim uśmiechem.
- Dobra brachu, masz skierowanie? - pyta.
- Jakie skie... skierowanie?
- No, do roboty, mówię przecież, oprzytomnij, pewnie w kadrach ci zabrali, mniejsza, szkoda czasu. Widzisz te skrzynki?
- Widzę. - Niepewnie odwracasz się we wskazanym kierunku. Niedbale poustawiane, spiętrzone w niewysokich stosach. A przed chwilą wokół było pusto.
- Tu masz wózek. Ręczny, elektryczny szlag trafił, przewozisz je pod tamtą ścianę. - Macha ręką. - Trochę ci zejdzie, jakby co, to gdzieś mnie znajdziesz, pytaj o kierownika.
Odchodzi, nie czekając na twoją reakcję. Wózek, zgrabny nawet, stoi tuż obok lekko wygiętego, stalowego słupa, pokrytego ciemną, odpadającą miejscami farbą. Podnosisz wzrok, metalowe dźwigary podtrzymujące płaski dach są oddalone zaledwie o kilka metrów. Brudne żarówki w tandetnych oprawach i łączące je kable wiszą jeszcze niżej, prawie możesz ich dotknąć. Jakaś prowizorka, a i to partacko wykonana. Całość przytłacza, nie wzbudza zaufania. Zaraz, masz zadanie do wykonania, szukasz mordercy, cóż więc robisz tutaj, może to element śledztwa, kamuflaż, nie pamiętasz, przecież byłeś w innym miejscu, pusta świątynia, kolumny, gotyk, jak to możliwe... Odruchowo łapiesz najbliższą skrzynię, jest lekka, przenosisz bez większego wysiłku, jeszcze trzy wejdą, ustawiasz jedną na drugiej, poprawiasz, ujmujesz przymocowany z przodu metalowy pręt zakończony poprzeczką i ciągniesz. Łatwo idzie, gumowe koła pracują cicho i lekko, posłusznie tocząc się w stronę wskazanego miejsca.
Dojeżdżasz. Ściana wygląda paskudnie, opadający tynk, dziury, brud, pajęczyny, wokół rozrzucone pomięte papiery, coś chrzęści pod stopami. Chwytasz pierwszą skrzynkę i stawiasz na ziemi. Potem drugą i kolejne. Podnosisz dyszel, zawracasz, wpadając wprost na nieruchomą postać. To on, mnich jak go nazwałeś, unosi rękę, trzymając lichtarz z płonącą świecą, wskazuje, abyś szedł za nim. Idziesz. Po chwili przystaje u podnóża kolumny. Płomienie migoczące w zwisających, pająkowatych żyrandolach, odbijają się w lśniącym marmurze posadzki. Fotele miękkie, głębokie, wygodne, wyściełane czerwonym atłasem. Siadacie.
Zbierasz myśli.
- To gdzie w końcu jestem? - rzucasz z irytacją. - W pustej świątyni czy jakimś zatęchłym magazynie?
- Tam, gdzie chcesz być, a ściślej, gdzie się zmaterializujesz. Podświadomość decyduje, więc masz wrażenie, że nie panujesz nad tym wszystkim i czujesz się zaskoczony.
- Jakim cudem? - Twoje niedowierzanie wydaje się całkowicie uzasadnione.
- Żadnym. To tylko fizyka. Mechanika kwantowa w makroskali. Następuje realizacja kolapsu twojej funkcji falowej. Czyli materializacja w określonym punkcie czasoprzestrzeni wybranego wszechświata, a że jest ich nieskończona ilość, to nie dziw się różnicom.
- Funkcji falowej? - Coś już sobie przypominasz.
- Tak, każdy z nas nią jest, na obraz i podobieństwo morskiej fali biegnącej poprzez ocean, tylko my możemy się zatrzymać i zaistnieć w określonym miejscu wybranego świata, przybierając znaną ci formę. Rzeczywistość może okazać się świątynią lub magazynem, wszystkim, co wybierzesz i stworzysz.
- I w jednym z nich ukrywa się morderca? - Masz nadzieję, że wreszcie zaczynasz pojmować.
- Nie, on jest we wszystkich, w których ty jesteś. Inaczej nie może być.
- I w każdym mnie zabija? - Może wreszcie coś będzie wyjaśnione.
- Prawie, są wyjątki, ale można je pominąć. Daleko, bardzo daleko. To oczywiście metafora, bo pojęcie odległości między nimi nie istnieje.
- Kiedy mnie zamordował?
- Stopniowo; rozpoczął w dzieciństwie, w kołysce, a mając kilkanaście lat, byłeś już trupem. Jak wszyscy. - Kiwa głową w zamyśleniu.
- Nie rozumiem... - Olśnienie przychodzi nagle. Wiesz już gdzie szukać mordercy, pamiętasz powierzoną ci misję, no może nie całą, ale ten aspekt jest jasny, odnajdziesz go w pustej świątyni, tak było powiedziane, miałeś tylko ją zlokalizować i dokonałeś tego. Ogarniasz wzrokiem otoczenie. Z mroku wyłaniają się zarysy gotyckich okien zabarwione głębią granatu wieczornego nieba, łuki sklepień, choć odległe, niewyraźne, są jednak rozpoznawalne, wokół stoją w posępnym milczeniu wysmukłe kolumny, zakończone szerokimi kapitelami z wyrastającymi z nich rozłożystymi, kamiennymi liśćmi, łagodny, lekki zapach kadzidła zabarwia powietrze, w perspektywie majaczy kilka stopni wiodących do czegoś, co może stanowić ołtarz.
- Jestem we właściwym wszechświecie? - Pytanie wydaje się retoryczne. - Tutaj ukrywa się morderca, wiem to.
- Nic nie wiesz. Ten budynek może się zmienić w cokolwiek, w magazyn na przykład, dworzec kolejowy albo przytułek dla bezdomnych, widziałeś przecież, ale jesteś na właściwym tropie, on ukrywa się w świątyni, ale nie w tej, to tylko dekoracja, tak jak wszystko, co cię otacza.
- Więc nie jest to ta właściwa?
- Nie. To miraż, maja, nic więcej.
- Odnajdę ją? - Niepokój, zwątpienie. Ciągłe pomyłki, są wystarczającym uzasadnieniem.
- Musisz, to twoje zadanie. Jest bardzo blisko. I w niej ukrywa się zabójca. Twój zabójca.
- Ale jak... - Ukryte pytanie, patrzysz niespokojnie, licząc na pomoc.
- Szukasz wciąż w złym miejscu, w zewnętrznych przejawach światów, nie ten kierunek i nastawienie, powiedziano kiedyś metanoeite, zmieniajcie myślenie, tutaj... - Wyciąga spod stołu książkę. Gruba; otwiera, przewraca kilka kartek. - Czytałeś? Zapisano, dawno tak, przed wiekami, posłuchaj: "Czyż nie wiecie, że ciało wasze jest świątynią Ducha Świętego, który w was jest". Pojmujesz? - Patrzy przenikliwie. - Masz swoją świątynię, prawdziwą, tę, której szukasz, chociaż z tym "jest", to duża przesada, owszem niegdyś było, mieszkał w nim twój Duch, twoje prawdziwe Ego, istota twego człowieczeństwa.
- I co się stało?
- Zabiłeś je.
- Ja?!
- A któż inny? To twój świat, twoje życie, twoje wybory. - Odkłada ciężki wolumen, przeciąga po nim dłonią, jakby głaszcząc pieszczotliwym gestem.
- W jaki sposób?! - Trudno ogarnąć, zrozumieć.
- Nieszczęsna wolna wola, korzystałeś z niej bez rozeznania, granat w ręku dziecka, lecz nie wiń siebie, takie wychowanie odebrałeś, środowisko, nauczanie, wiara w autorytety, państwo, prawa, religie, których celem zawsze było i będzie dbałość o interesy wąskiej grupy uprzywilejowanych jednostek, taka selekcja negatywna, najgorsi pną się najwyżej, po trupach, bo inaczej nie można, nawet jakby chcieli. No i kreują wzorzec dla innych oraz materiał ludzki, który ma im służyć. Reszty dokonałeś sam. Pamiętasz, jak żyłeś? Czemu się poświęcałeś? Czego szukałeś? Komu wierzyłeś? A może tylko biernie i bezmyślnie żułeś podsuwaną papkę, płynącą z wtłaczanych ci do głowy sugestii i programów, zabijając to, co w tobie najważniejsze? Zabijając swojego Ducha, którym w istocie jesteś?
Milknie, odsuwa księgę, wpatrując się w nią przez chwilę.
- Ona już niepotrzebna, niedługo wszystkie będą niepotrzebne. Zostanie pustka. Ludzkie skorupy, wydmuszki, powłoki bez treści.
- I co teraz? - pytasz po dłuższej chwili.
- Zadanie wykonałeś. Odnalazłeś mordercę.
- Podałeś mi go na tacy.
- A kimże ja jestem? Tylko częścią twojego świata. W ostatecznym rozrachunku jesteśmy jednością, więc żadna różnica, wychodzi na to samo.
Usiłujesz zrozumieć. Niełatwe. Ale miałeś na myśli coś innego.
- Co dalej? - powtarzasz pytanie.
- Zależy od ciebie. Jak zawsze.
Milczysz przez dłuższy czas. Nie popędza cię. Czeka. I choć do końca nie jesteś w stanie zrozumieć wszystkiego, to musisz uczciwie przyznać:
- Jestem napiętnowany, popełniłem zbrodnię.
- I to największą z możliwych - przytakuje. - Ale nie przejmuj się zbytnio, wszyscy tak robią, a Cheruby z płonącymi mieczami zaginęły gdzieś w pomroce dziejów. Chyba miały dość, ktoś nie dopilnował i odfrunęły. - Wzrusza ramionami.
- Jest wyjście?
- Oczywiście. Nie najłatwiejsze, ale wykonalne.
- Powiesz jakie?
- Powiem, powiem. - Poprawia fałdy okrywającej go tkaniny. - Rozpocznij realizację innych wszechświatów, ze zmienioną przeszłością. Ten też możesz zmienić, jeśli wiesz, czego pragniesz.
- To możliwe?
- Wszystko, co zostało zabite, można wskrzesić. - Wymownie puka palcem w księgę. - Zawsze masz szansę.
Patrzysz w mrok. Niebieskie światło płynące z wysmukłych okien powoli go rozrzedza, przeistaczając w znaną ci mleczną mgłę, wydobywając z otaczającej przestrzeni ulotne, niewyraźne kształty i obrazy. Jakieś domy, schody, korytarze, pokoje, przenikają się wzajemnie, ukazując znajome oblicza. Siedząca naprzeciw ciemna postać wstaje, kiwa głową jakby na pożegnanie i znika. Zostajesz sam, palce błądzą po klawiaturze, ekran świeci monotonnie, czytany tekst zaczyna męczyć wzrok.
Odsuwasz krzesło, kawa by się przydała. Ujmując pozostawioną świecę, odchodzisz. Brudna ściana, cztery przywiezione wcześniej skrzynie, niepotrzebny już wózek, pozostają za tobą. Szeregi gotyckich kolumn mijają cię, stojąc. Idziesz. Wykonałeś zadanie, lecz nie czujesz spełnienia. Czy na pewno wszystko zostało wyjaśnione? Niepokój, niepewność, jakby coś jeszcze pozostało do załatwienia, jakby nie wszystko zostało zakończone.
Nisza w kamiennej ścianie wita cię łukiem nadproża. Nagły podmuch gasi płonący knot. Rozglądasz się. Tak, nie ma nikogo, tylko gęstniejąca ciemność. Powoli zbliżasz się do znajomych drzwi, wyciągasz rękę, dotykasz chropowatych desek, niepewnym ruchem szukasz klamki, gdzieś tutaj musi być, tkwiąc na straży, na granicy, za którą... no właśnie, mgła, wszechobecna mgła, może kryje się wciąż po tamtej stronie, gotowa ogarnąć, pochłonąć, unicestwić.
Jest. Chłodny dotyk metalu, obejmujesz, głaszczesz, nikną ostatnie światła, mrok zaczyna falować, lecz jeszcze nie wiesz, w jakim świecie znajdziesz własny punkt, ten właściwy, tobie pisany, w którym znów zaistniejesz.

Aleksander Litto Strumieński

Tagi:

Piotrek84
zaczarowane ostrze
zaczarowane ostrze
Posty: 162

Szansa

Post#2 » 29 sty 2017, o 21:49

Opko bardzo ciekawe, pięknie napisane, choć jednocześnie dość ciężkie, bo przedstawia zagadnienia metafizyczne wprost. Początek intrygujący, ale trudno było mi sobie wyobrazić niektóre sceny. Później już szło nieco łatwiej.
Jak na kryminał to tekst bardzo nietypowy, jest w nim więcej filozofii, samoświadomości, albo gnozy. Chociaż podstawowy warunek kryminału spełnia: jest morderstwo i jest tajemnica, i jej rozwiązanie, no przynajmniej częściowe. Akcja odbywa się w świecie, właśnie w jakim świecie? Jakby gdzieś pomiędzy jawą a snem. Z pewnością chodzi o świat wewnętrzny, o naszą jaźń, która na drodze poznania porzuca części składowe samej siebie. Ponura i jakby martwa forma świata przedstawionego odzwierciedlać może odrzuconą część osobowości, Która dopiero po uświadomieniu własnego stanu, samej siebie, tego gdzie jest i czym jest, może przekroczyć „tamte” drzwi i na nowo zaistnieć. Więc życie i śmierć jest „tutaj” paralelą do samoświadomości. Jeśli części naszej jaźni pozostają za drzwiami we mgle, to tak jakby były martwe, a morderca chowa się za drzwiami.
Ciekawa jest też postać anioła, czy też proroka. Występuje on tu jako wszechwiedzący, albo wiedzący bardzo dużo o nas samych. Uzmysławia też trud drogi poznania. Jest głosem, który wydobywa zawieszoną w niebycie część naszej jaźni, dając jej tym pewien punkt oparcia. Anioł również jest częścią nas samych, ale stanowi jakby wyższy jej element: pragnienie dociekania, dochodzenia do prawdy, ale również związany z tym strach.
Bardzo mi się podoba, co jest widoczne bardzo dobrze w każdym Twoim opowiadaniu, i co zawsze podziwiam, to nienaganna konstrukcja. Ona jest zawsze bardzo przemyślana. Czuć cel, że te zdania gdzieś nas prowadzą. Historia jest prawidłowo zamknięta, choć często pełna niedomówień.

Awatar użytkownika
Gorgiasz
Zdobywca Artefaktu 2014
Posty: 882

Szansa

Post#3 » 29 sty 2017, o 22:17

Na Ciebie zawsze mogę liczyć! Dzięki.
jest w nim więcej filozofii, samoświadomości, albo gnozy.

U mnie tak (prawie) zawsze. Inaczej nie potrafię.

Chociaż podstawowy warunek kryminału spełnia: jest morderstwo i jest tajemnica, i jej rozwiązanie, no przynajmniej częściowe.

No cóż chcieli kryminał, to jest (a przynajmniej go udaje). Nawet jakoś „kupili”.

Jakby gdzieś pomiędzy jawą a snem. Z pewnością chodzi o świat wewnętrzny, o naszą jaźń, która na drodze poznania porzuca części składowe samej siebie.

To nie jest doprecyzowane, ale optował bym za światem zewnętrznym, przejawionym, zmysłowym, A że wygląda niestandardowo, to już inna kwestia. W końcu jest tylko emanacją umysłu, więc pojęcia „wewnętrzny” i „zewnętrzny” tracą klasyczne umocowania. Ale – jak zawsze – można różnie podejść do tematu i każda interpretacja jest dobra.

Bardzo mi się podoba, co jest widoczne bardzo dobrze w każdym Twoim opowiadaniu, i co zawsze podziwiam, to nienaganna konstrukcja. Ona jest zawsze bardzo przemyślana. Czuć cel, że te zdania gdzieś nas prowadzą.

Miło, że tak to odbierasz. Staram się jak mogę.

Historia jest prawidłowo zamknięta, choć często pełna niedomówień.

Niedomówienia są jak furtki do różnych przemyśleń. Nietaktem byłoby wyznaczanie Czytelnikowi jednej, jedynie słusznej drogi rozumowania.

Jeszcze raz dziękuję.

Awatar użytkownika
Anna Nazabi
świetlista lanca mrozu
świetlista lanca mrozu
Posty: 841

Szansa

Post#4 » 29 sty 2017, o 23:50

Czytam sobie ploteczki, jak to jedna czy druga ładnie wygląda w bikini, jak to ma dużo botoksu, no i czytam sobie o tym, jak to niektórzy dążą do kariery, ale im nie wychodzi. I tak sobie myślę, po co ja to czytam?Przecież to jakaś bzdura wierutna jest. No ale czytam dalej, kto pokazał brzuch na ściance, a kto ucho, a kto jeszcze paradował w kozakach za kilka tysięcy i tak sobie znów myślę, po co ja to kurde czytam? I przestałam, i weszłam na Artefakty i czytam dla odmiany „Szansę” I oczywiście to zdanie
Ona już niepotrzebna, niedługo wszystkie będą niepotrzebne. Zostanie pustka. Ludzkie skorupy, wydmuszki, powłoki bez treści
Idealnie obrazuje to, co sobie wcześniej pomyślałam o tym wszystkim. I mam nieodparte wrażenie, że tekst jest o takiej potrzebie transformacji naszego "pustego" świata.
 lecz nie wiń siebie, takie wychowanie odebrałeś, środowisko, nauczanie, wiara w autorytety, państwo, prawa, religie, których celem zawsze było i będzie dbałość o interesy wąskiej grupy uprzywilejowanych jednostek, taka selekcja negatywna, najgorsi pną się najwyżej, po trupach, bo inaczej nie można, nawet jakby chcieli
Oj tak. Cała zgnilizna cywilizacyjnego rozwoju tkwi w tym, że w pewnym momencie zaczyna się efekt kreacji wygodnego wzorca dla pewnej grupy społecznej. Bardzo trafne zdanie
kreują wzorzec dla innych oraz materiał ludzki, który ma im służyć
Założę się, że to słowo „materiał” zostało bardzo solidnie przemyślane. To sprowadza człowieka do roli półproduktu. Już nawet nie do roli produktu, tylko elementu, składnika, jednego z wielu. Nie chcę tutaj przywoływać „Matrixa”, ale obraz jest mocno sugestywny.
Bezmyślnie żułeś podsuwaną papkę, płynącą z wtłaczanych ci do głowy sugestii i programów
Zaraz mam wizję reklamy barszczu z tytki na świątecznym stole. I dzieci z radością wlewające w siebie to coś. Uśmiechnięta mamusia, ważne, że z ładnie pomalowanymi, hybrydowymi paznokciami, uśmiecha się do tych dzieci, bo przecież to jest taka wspaniała chwila. Ta wigilia, rodzinna atmosfera i barszcz z tytki. Bo przecież barszcz jest tak trudny do ugotowania, że trzeba go kupić w formie proszku. No ale tak jest uroczo, świątecznie i domowo. „Komu wierzyłeś?”
Reklamie ….buhahahaha. To straszne jest, ale zapewne wiele osób wierzy reklamom. Żyje zgodnie z trendem, tocząc się coraz bardziej, jak pusty balon, który wcześniej, czy później pęknie. To jest proces. Ja mam wrażenie, że już nie do zatrzymania.
Zabijając swojego Ducha, którym w istocie jesteś?

A dlaczego dałeś na końcu pytajnik?Nie podoba mi się ten pytajnik, chociaż nie sposób się z nim nie zgodzić. Bo czy jesteśmy duchem, energią, czy czym tam jeszcze, ważne, byśmy byli sobą i nie dali się zmanipulować. Chociaż czasami to strasznie trudne.
nie wiesz, kto ma odpowiedzieć, nie wiesz, kto powinien odpowiedzieć

To jest zastanawiające. Powinien odpowiedzieć materialista, czy ma odpowiedzieć materialista?
A może inaczej...powinien odpowiedzieć morderca materialisty, a ma odpowiedzieć zakręcona pytaniem ofiara konsumpcjonizmu.
W tekście poruszasz bardzo ważną kwestię, a mianowicie świata, w którym przestaje się żyć. Świata, w którym młody człowiek jest od samego początku tylko elementem czyjejś, materialistycznej układanki. Dlatego pojawiło się moim zdaniem słowo" kierownik", bo w świecie materialistycznym tak właśnie kształtują się role. Na szczeble kariery. Mamy swoje miejsce w szeregu, czy też w piramidzie. Tylko, czy to jest to niebo, do którego dążymy? Czy to niebo w materialistycznym świecie jest piękne?

Awatar użytkownika
Gorgiasz
Zdobywca Artefaktu 2014
Posty: 882

Szansa

Post#5 » 30 sty 2017, o 12:26

Ad. Anna Nazabi
I mam nieodparte wrażenie, że tekst jest o takiej potrzebie transformacji naszego "pustego" świata.

Zapewne, ale tylko w formie refleksji, bo nie mam złudzeń, że jest to możliwe za pomocą takich środków.

Cała zgnilizna cywilizacyjnego rozwoju tkwi w tym, że w pewnym momencie zaczyna się efekt kreacji wygodnego wzorca dla pewnej grupy społecznej.

Historia uczy, że właściwie zawsze, albo prawie zawsze, niezależnie od ustroju czy to politycznego, czy ekonomicznego (może wyjąwszy jakieś krótkie okresy np. zrywów narodowych) tak było, choć trudno oprzeć się wrażeniu, że w obecnych czasach nastąpiła kumulacja.

Założę się, że to słowo „materiał” zostało bardzo solidnie przemyślane.

Nie było nad czym myśleć, to narzuca się wręcz automatycznie. Kiedyś było takie powiedzenie o kolei: „Nie PKP dla pasażerów, ale masa przewozowa dla PKP”. To chyba forma pewnej półświadomej reminiscencji. Z tym, że od tamtych czasów, zasada ta rozszerzyła się jeśli nie na wszystkie, to na większość dziedzin życia. A jej sformułowania i użyte słowa mogą być różne.

To sprowadza człowieka do roli półproduktu. Już nawet nie do roli produktu, tylko elementu, składnika, jednego z wielu.

Zgadza się. Najgorsze jest to, że wzrastająca liczba osób tego nie zauważa i machinalnie zaczyna zachowywać się w taki (adekwatny do tego) sposób. Można powiedzieć, że skutek zamienia się w przyczynę i to w szybkim tempie.

Reklamie ….buhahahaha. To straszne jest, ale zapewne wiele osób wierzy reklamom.

Masz rację: straszne – w pełnym znaczeniu tego słowa. Bo na głębszym poziomie, celem reklam nie jest wciśnięcie odbiorcy niepotrzebnego i niechcianego towaru, oczywiście w trosce o interes wciskającego (pomijając już, że reklamy banków czy leków urągają podstawom najprymitywniejszej logiki). Wielokrotnie powtarzana reklama koduje się w podświadomości i wytwarza pewne schematy: że debilne, fałszywe i często zdegenerowane na nich twarze, okraszone obłudnym grymasem mającym imitować uśmiech, bądź podskakujące jak... wiadomo co, są czymś dobrym, są wzorcem do naśladowania, standardem kulturowym i cywilizacyjnym, celem, do którego masz się upodobnić. Bezwolnie i bezmyślnie. Masz być taki sam, głupio się uśmiechać i akceptować wszystko, co SYSTEM ci proponuje (stopniowo będą to propozycje nie do odrzucenia), masz wierzyć, że szczytem szczęścia jest nowy proszek do prania, a kochać trzeba nową markę samochodu. I stopniowo, niezauważalnie, określenia „szczęście” czy „miłość” (i wiele innych) nabierają nowych znaczeń, systematycznie niszczone pierwotne zanikają i staje się niemożliwym przekazać za pomocą słów tego, co kiedyś oznaczały. Bo umysł jest już inaczej zaprogramowany i postrzega świat według nowych, narzuconych i wpojonych mu kryteriów.
Zwróćmy na przykład uwagę na technikę degenerowania umysłów stosowaną w większości programów telewizyjnych. Program co 10 - 12 minut jest przerywany co najmniej kilkuminutowym, powtarzającym się blokiem reklamowym. I nieważne, czy jest to przysłowiowy serial brazylijski przerywany reklamami proszku do prania bądź piwa (oczywiście bezalkoholowego – kolejny stopień obłudy) czy traktat Platona nocturnami Chopina. Umysł nie może się skupić, nie może wniknąć w to, co jest pokazywane w danym programie, nie może rozwinąć, a czasem nawet nawiązać nici myślenia, rozumowania, dojść do jakichś konkluzji. Jest ciągle odrywany, szarpany, rozpraszany i kierowany w różne strony a koncentracja staje się niemożliwa; czy jeśli czytasz książkę lub uczysz się z podręcznika, to co dziesięć minut przerywasz lekturę, aby zająć się jakąś idiotyczną, zbędną czynnością, nie mającą absolutnie żadnego związku z tematem, któremu chcesz poświęcić uwagę? I o to chodzi – aby Twój umysł nie działał, a raczej działał na poziomie niewolnika: masz nie myśleć, tylko biernie akceptować to, co jest ci podsuwane.

A dlaczego dałeś na końcu pytajnik?

Tak jakoś wyszło z kontekstu prowadzonego dialogu, ale sens zdania jest oczywiście twierdzący.

Bo czy jesteśmy duchem, energią, czy czym tam jeszcze, ważne, byśmy byli sobą i nie dali się zmanipulować. Chociaż czasami to strasznie trudne.

Czasem tak, ale przypomina mi się pewne powiedzenie: „Głupiec, który zrozumiał że jest głupcem, przestał nim być”. Może da się to przenieść: jeśli zdamy sobie sprawę z faktu, że jesteśmy ciągle poddawani manipulacjom, to jest to pierwsza i dość skuteczna linia obrony. Trzeba tylko o tym konsekwentnie pamiętać.

Powinien odpowiedzieć materialista, czy ma odpowiedzieć materialista?

A to już jego problem.

Tylko, czy to jest to niebo, do którego dążymy? Czy to niebo w materialistycznym świecie jest piękne?

Smutne jest to, że coraz mnie osób stawia takie pytania.

Muszę powiedzieć, że Twój post sprawił mi wielką radość.
Obrazek

licaasz
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 5

Szansa

Post#6 » 30 sty 2017, o 14:47

Nie będę się tu wymądrzał. Po prostu piszesz pan coraz lepiej.

Awatar użytkownika
Gorgiasz
Zdobywca Artefaktu 2014
Posty: 882

Szansa

Post#7 » 30 sty 2017, o 15:40

licaasz pisze:Nie będę się tu wymądrzał. Po prostu piszesz pan coraz lepiej.

Dziękuję.

Awatar użytkownika
DuralT
USS Gerald R. Ford
USS Gerald R. Ford
Posty: 1516

Szansa

Post#8 » 5 lut 2017, o 22:14

Bardzo mi się spodobało, początkowo myślałem, że morderca jest inną osobą, później pojawiła mi się myśl, że chodzi o tlen. Dlaczego tak? Chyba przez jakiś dawno widziany obrazek w internecie, zawierający zdjęcie czystego, nowego gwoździa i starego, zardzewiałego, to wszystko skwitowane podpisem: Zobacz co tlen robi z metalem. Teraz zastanów się co się dzieje z twoimi płucami?

Ogólnie bardzo na plus, nawet powtórzenie na początku budują klimat i widocznym jest, że zostały napisane w sposób celowy.
— No to płyńmy dalej, marynarzu, bo?
— Navigare necesse est, vivere non est necesse.
Andrzej Ziemiański – Pomnik Cesarzowej Achai - Tom V

Awatar użytkownika
Gorgiasz
Zdobywca Artefaktu 2014
Posty: 882

Szansa

Post#9 » 7 lut 2017, o 20:15

zostały napisane w sposób celowy.

Owszem.
Dzięki za wizytę i opinię.

szczepantrzeszcz
Furia Pustyni
Furia Pustyni
Posty: 1565

Szansa

Post#10 » 13 lut 2017, o 17:53

Kryminał? Raczej nadkryminał. Myśl czytelnika skoncentrowana nie na na zagadce, ale na pytaniu o sens.

Lektura komentarzy intrygująca w równym stopniu, co tekst. Jak się ma "tutaj i teraz" do tego co "tam", po tamtej stronie?. Trudno nie zadawać takich pytań, prawda?

Za zadałem sobie jeszcze jedno pytanie: na ile Gorgiaszowy tekst pasowałby komuś, kto żył przed dwoma-trzema wiekami, przed tysiącleciem, ewentualnie w czasach kiedy wznoszono piramidy, a dusze, o ile zasłużyły, wędrowały na pola trzcin. Wychodzi na to, że tekst jest uniwersalny. Napisany przy pomocy hieroglifów albo kursywy hieroglificznej przemawiałby do czytającego podobnie. Warto mieć nadzieję, że przesłanie opowiadania uniwersalnym pozostanie, bo świat, w którym dobrego od złego się nie odróżnia, niewart żadnej rzeczywistości, żadnego istnienia.

Może nieco na wyrost wyobraziłem sobie Szczepana wędrującego przez pola trzcin. Szczepan spotyka Egipcjanina - dajmy na to starszego referenta w jakiejś świątyni.
- A Gorgiasz, to jeszcze pisze? - pyta referent, nadal ciekawy spraw, które zgodnie z prawem natury musiał wiele lat temu porzucić.
- Pisze - odpowiadam. - Wiesz, tamten świat wcale nie jest taki zły. :))

Wróć do „Fantastyka”



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości