Dwunastka

Okiem wyobraźni. Proza spod znaku fantastyki: fantasy, science fiction oraz horror.
Regulamin forum
Przypomnienie:
Maksymalna objętość tekstu, jaką można umieścić w jednym temacie, to 10 stron znormalizowanego maszynopisu. Teksty przekraczające tę objętość (fragmenty powieści, długie opowiadania), należy publikować w częściach w dziale "Teksty wieloczęściowe". Każda część musi znaleźć się w osobnym temacie.
Nazwa tematu powinna składać się z tytułu tekstu. W przypadku publikowania fanfiction, należy podać źródło w nawiasie kwadratowym, przykładowo: "[Harry Potter] Tytuł opowiadania".
Każdy tekst należy odpowiednio otagować. Tagi wybieramy z pola pod tytułem tematu.
Awatar użytkownika
Gorgiasz
Zdobywca Artefaktu 2014 i Autor Lata 2018
Posty: 992

Dwunastka

Post#1 » 22 mar 2017, o 20:13

- Dziękuję. - Nie odpowiedział. Nigdy nie odpowiadają. Jednak poczuwałem się do grzeczności, która winna obowiązywać wobec wszystkich. W końcu wykonał jakąś pracę, przez pewien czas byliśmy razem i wzajemna relacja została nawiązana. Zasłużył na dobre słowo. Trudno mieć pretensje, że nie reagował, anatomia taka. Wysiadłem niespiesznie, muskając dłonią otwarte drzwi. Pożegnał mnie chłodem poręczy swego metalowego ciała i po krótkiej chwili odjechał z narastającym łoskotem po lśniących stalą liniach swego losu, oprawionych w podziurawiony asfalt dawno nieremontowanej nawierzchni, poganiany sznurem zapalonych oczu niecierpliwych aut. Codzienny ruch uliczny, brudno szare kamienice oparte o przysypiające drzewa i wyniosłe latarnie, otulone oddechem porannej mgły, szybko pochłonęły jego wspomnienie.
*
- Idź pieszo, będzie szybciej. - No proszę, jeśli chcą, to jednak potrafią mówić. Nie wnikając, w jaki sposób otrzymałem tę informację, po prostu przyjąłem ją do wiadomości. Korek ciągnął się na przestrzeni ponad kilometra. Jak co dzień. Ulica niezbyt szeroka, samochody trzymane na uwięzi złośliwymi światłami niewidocznego stąd skrzyżowania, stały w dwóch szeregach blokując tory i demonstracyjnie ignorując niecierpliwe dzwonienie żółto czerwonych. Dwa niedługie przystanki i co najmniej dwadzieścia minut. Drzwi były otwarte. Być może motorniczy miał z tym coś wspólnego, choć wątpliwe, on tylko automatycznie wypełniał to, co narzucały mu okoliczności. Taka mechaniczna kukła jak prawie wszyscy ludzie, jak każde, proste, zaprogramowane urządzenie. Trudno, trzeba. Poszedłem więc raźnym krokiem, czując na plecach utkwione spojrzenie dwóch niewielkich lamp; odwróciwszy się jeszcze po kilkunastu krokach, wykonałem ręką lekki, pożegnalny gest. Jedna przygasła, po czym błysnęła mocniej. Spięcie zapewne.
*
- Nie idziesz dzisiaj? - zapytał.
- Posiedzę, nóg szkoda – odparłem. – Może się ruszy.
- Nie ruszy. Znam przyszłość, ponad pół godziny.
- Czemu?
- Za biblioteką będzie stłuczka, zanim się dogadają... - Lekceważący wstrząs przeszył wagon.
- Aha.
- Rzeczywiście, lepiej posiedź, za parę minut zacznie siąpić, a wy, ludzie, nie lubicie moknąć. - Ta troska wydała się wzruszająca. W końcu nie miał serca ani mózgu. Może dlatego. Lepsza konstrukcja.
- Tobie deszcz nie przeszkadza?
- Przywykłem.
*
- Długo dzisiaj będzie?
- Jak zawsze, ale jeśli masz czas, to poczekaj. - Wyczułem, że chce mi coś powiedzieć. Ucieszyłem się. Tak rzadko mogę z kimś pogadać.
- Mam czas.
Przez chwilę nie mówiliśmy nic. Kontemplowałem szarość za oknem, śpiące domy, smutne drzewa, nieliczne sylwetki przechodniów sprawiających wrażenie zagubionych i niepotrzebnych. Kilka wron pracowicie grzebało mocarnymi dziobami w opadłych przedwcześnie liściach i licznie rozrzuconych na trawniku śmieciach, niespokojnie łypiąc na zawsze podejrzane otoczenie. Deszcz nie padał.
- Wiesz... mam tego dość - rozpoczął. - Tego stania zwłaszcza. Stoję i stoję w tych idiotycznych korkach. Koła mam wrażliwe, bolą, gdy tak jadą po te kilkanaście, no może kilkadziesiąt metrów, i znów trzeba je zatrzymywać. Męczące. I jeszcze muszę się opędzać od tych na czterech gumowych, prawie włażą na mnie, a ja nie mogę uciec z szyn. Ten tłok działa mi na obwody. Że też wy, ludzie, nie potraficie rozwiązać najprostszych spraw.
- Żebyż wiedział – potwierdziłem z przekonaniem.
- Stworzyliście mnie – kontynuował – i chcę prosić, abyście trochę przed czasem uwolnili.
- My? Uwolnili?
- Tak, z życia. Istnieję dzięki wam w waszej rzeczywistości, ustanowionej przez wasze przekonanie w realność tego durnego świata i tylko wy mnie w nim utrzymujecie.
- W jaki sposób? - Pytanie zadałem odruchowo, było wieloznaczne, nie mogłem zebrać myśli, choć coś zaczynałem już pojmować.
- Wy mnie stworzyliście - powtórzył - tak jak wasz Bóg stworzył was. I obdarzył życiem oraz wolną wolą, z której zresztą korzystać nie potraficie. Też je mam. Od was. Daliście, nie myśląc o tym, bez intencji i zrozumienia, a potem wszystko dzieje się bezwiednie, naturalnie, takie prawo, no i emergencja, nie jestem przecież tylko kupą stalowych blach, wiecznie brudnych szyb i przewodów elektrycznych w nadpalonej izolacji, nie wszyscy potrafią to dostrzec, tak jak nie każdy jest w stanie zrozumieć czytaną książkę, a wytworzony na jej podstawie obraz myślowy, bywa parodią zawartego w niej sensu. Woli zaś nie można oddzielić od życia, zwłaszcza u istot świadomych siebie. Tylko ten wasz zrobił z tego wielką hecę, grzech jakiś wymyślił, a wy jeszcze podkręcaliście, nie zdając sobie sprawy, że wszystko to przekazujecie swoim tworom, obdarzając imionami. Dawno już powiedziano, że kto je posiada, będzie żył. Znam swoje, wiem, kim jestem i jakie zadanie zostało mi przypisane. Mam was wozić. Wożę, więc jestem. Proste, logiczne, sensowne nawet.
Fakt, że ta przemowa była zaskoczeniem, nie może dziwić. Milczałem. Przechodnie zniknęli, spłoszone wrony odleciały, a ich miejsce zajął duży, owczarkopodobny pies, z zaangażowaniem nawąchujący coś intensywnie na wyliniałym trawniku. Drzewa lekko się ożywiły, flirtując z podmuchami wiatru. Tylko domy nie przerywały snu. Nieliczne promienie słońca wyjrzały nieśmiało na krótką chwilę spoza skłębionych, przepychających się wzajemne pyzatych obłoków i znów zniknęły. Ktoś zatrąbił. Tramwaj drgnął i niosąc swoje imię oraz nielicznych pasażerów, ruszył wyznaczoną trasą. Przynajmniej na razie nie musiałem odpowiadać.
*
Dziś Dwunastka przyjechała punktualnie, według rozkładu. Dziwne trochę, ale z rachunku prawdopodobieństwa jednoznacznie wynikało, że nawet to musi się czasem wydarzyć. Znajomy wagon mrugnął światłami na powitanie. Usiadłem na jedynym pustym miejscu jakby specjalnie dla mnie zachowanym.
- Co słychać? - zagaiłem.
- Źle. Podsłuchałem, planują mój remont, żebym jeszcze tyrał przez kilka lat. Ile można? Was też tak odnawiają? Potraficie się z tego wykręcić?
- No... jakby to powiedzieć... ale, ale, korków dziś nie ma? - Usiłowałem zmienić temat.
- Niewielkie, tylko widzisz, mam zmartwienie z tym remontem. Chciałbym stąd odejść. Wiem, że czeka mnie taki wspaniały, rozpalony piec, tam przestanę istnieć jako tramwaj, rozpłynę się, przeistoczę i odrodzę w tysiącach innych przedmiotów. Jakie to cudowne! Wy też tak umiecie?
- Ehm...
- Kombinowałem, że jakbym walnął całym rozpędem w tego przede mną, to tak bym rozharatał nos, że naprawa byłaby nieopłacalna, na złomowisko by odwieźli, pocięli na kawałki, a potem w ogień... No cóż, można pomarzyć.
- Czemu więc nie walniesz? - Zbyt późno ugryzłem się w język.
- A gdzie mam się rozpędzić na tych zapchanych ulicach? Przy takiej prędkości najwyżej lampy potłukę i przednie blachy powyginam. Wyklepią.
- No tak. Masz rację, lepiej nie próbuj. - Odetchnąłem.
- To doradź, jak mam się rozstać z tym życiem.
- Hm, pomyślę – obiecałem. Co miałem powiedzieć innego?
*
Tym razem znajoma Dwunastka przywitała mnie radosnym dzwonieniem. Wsiadłem. Ruszył energicznie, prawie taranując kilka oburzonych samochodów, które jak spłoszone karaluchy szmyrgnęły pospiesznie w stronę zbawczego krawężnika.
- Mam! - objawił radośnie. - Znalazłem sposób.
- Jaki? - zapytałem ostrożnie.
- Czytałem taką książkę... - zaczął.
- Umiesz czytać? - Nie mogłem powstrzymać okrzyku zdziwienia. Kilka osób się obejrzało.
- Tak. Ludzie czasem mają je ze sobą, bywa, że nawet też czytają. Nie wszyscy, pewnie nie każdy potrafi. Dla was to trochę trudne, macie takie prymitywne, linearne myślenie, a ja od razu wchłaniam całą treść, chociaż nie zawsze wszystko rozumiem.
- Aha. - Nie wyszło przekonująco, ale chyba nie zwrócił na to uwagi.
- I w jednej, grubej takiej, zauważyłem ciekawą frazę: "proście, a będzie wam dane". Znasz to?
- Znam.
- Dość ogólnikowe i dawno napisane, ale zacząłem drążyć temat i znalazłem, że przydatna jest wiara, nawet bardzo mała, i dobrze, bo dużej bym nie zmieścił, widzisz przecież, jaką mam ograniczoną pojemność. Tak myślałem, bo nie byłem zorientowany, co to takiego, a słowa z biegiem lat zmieniają sens i zakładane dziś znaczenie często bywa zwodnicze, jednak przejeżdżam obok biblioteki, tej, którą minęliśmy, wiesz, przed parkiem, w którym drzewa mieszkają. Duża jest, chyba największa w mieście, zajrzałem więc i poszukałem wyjaśnienia.
- W jaki sposób? Przecież nie mogłeś tam wejść, przepraszam, wjechać? - To już było całkowicie niepojęte.
- Proste. Skoncentrowałem uwagę nie na swojej materii, lecz na naturze falowej każdej cząsteczki i jako fala przeniknąłem wszystkie księgi. Wasza mechanika kwantowa mówi o tym. A że jestem tu i teraz, to tylko wynik redukcji funkcji falowej. Podobnie jak i tam. Kwestia lokalizacji kolapsu, a każdy fakt, nawet najbardziej niewyobrażalny, zdarzenie czy proces może zaistnieć. Pozostaje tylko kwestia prawdopodobieństwa, choć trzeba przyznać, że często nie wystarczy wieku Wszechświata, aby mogło się ono wydarzyć.
- A kiedy siedziałeś... nie, stałeś chyba w tej bibliotece, to na trasie cię nie było? Nadzór ruchu, czy jak on się tam nazywa, nie zauważył?
- Ależ byłem, byłem. Tu i tu. Taki rodzaj bilokacji. Cywilizacja by zniknęła, gdyby chociażby elektrony nie mogły zaistnieć w dwóch miejscach jednocześnie, więcej, cały tak zwany świat materialny dawno by się rozpadł, albo raczej nigdy nie powstał. Nie dziw się więc, że jakieś blaszane pudło, będące zresztą zbiorem przeróżnych cząstek, w tym wspomnianych elektronów, może być jednocześnie na torach i w bibliotece. Ostatecznie wobec ogromu Wszechświata nie jesteśmy wiele więksi od takiej cząstki.
- I nikt cię tam nie spostrzegł? - zapytałem z przekąsem.
- Nie żartuj. Przecież dobrze wiesz, że wy, ludzie, widzicie tylko to, co jest zgodne z waszymi oczekiwaniami i aktualnym światopoglądem. Nigdy nie dostrzeżecie tego, czego nie ma w was, na co nie jesteście przygotowani. Powinieneś o tym czytać. - Teraz on odpłacił ironią, niestety uzasadnioną. - Każdy ma swoje ograniczenia, ja te stalowe szyny, a wy - myśli, przyzwyczajenia, normy środowiskowe, można powiedzieć, takie mentalne programy. Po części sami je tworzycie, trudno potem przekroczyć.
Czytać, owszem czytałem, ale nigdy bym nie przypuszczał, że wszystko to jest możliwe w mojej makroskali i na dokładkę realizowane przez tramwaj. Starannie ukrywając narastające zdziwienie i nie chcąc go urazić, mruknąłem potakująco.
- W czytelni dowiedziałem się również - kontynuował - że wiara jest tylko potwierdzeniem stanu faktycznego. Tak wynika z nauki, którą nazywacie etymologią.
Mruknąłem raz jeszcze.
- Tak więc sprawa jest prosta, uruchomię wiarę i stanie się, jak zapragnę. Przecież ona przenosi góry i te moje głupie kilka ton na pewno nie sprawi jej kłopotu.
Byłem zbyt oszołomiony, aby odpowiedzieć. Jak przez mgłę, usłyszałem tylko:
- Śpisz? Wysiadasz tutaj. I do jutra!
*
Nazajutrz dzień wstał pochmurny. Gnany niecierpliwością, na przystanek przyszedłem zbyt wcześnie. Jak zwykle samochody blokowały ulicę, jednak korek poruszał się dość szybko. Zza zakrętu Dwunastki jeszcze nie było widać. Stałem w zamyśleniu, odbity w krótkich błyskach spojrzeń spacerujących z godnością wron, machinalnie obserwując pobliskie drzewa, oczekujące już na zimowy niebyt. Smętna szarość drzemiących wciąż jeszcze okazałych wilii po drugiej stronie ulicy działała przygnębiająco. Oprócz mnie, pod obdrapaną wiatą nie było nikogo. Przyjechała wreszcie, niecierpliwie zająłem swoje stałe miejsce.
- Słuchaj - rozpocząłem - rozumiem, że twoja funkcja falowa rozciąga się na cały Wszechświat, więcej nawet, na wszystkie możliwe wszechświaty, ale przecież moja też. Prawda?
- Prawda.
- Czemu więc nie potrafię być w kilku miejscach jednocześnie?
- Umiesz pływać?
- Co? No... nie.
- Dlaczego?
- Nie miałem okazji się nauczyć.
- Masz odpowiedź.
Zapadła chwila milczenia. Jak zawsze na tym odcinku, jechaliśmy wolno, przystając kilkakrotnie. Chmury uparcie tkwiły nad nami, choć deszcz jakoś nie padał. Niesione wiatrem liście zakłócały szarość niemytych szyb. Otępieni codziennością i rutyną współpasażerowie, zapadali w krótkie drzemki bądź wpatrywali w ekrany telefonów, smartfonów czy tabletów, ignorując istniejący jeszcze wciąż realny świat, jak gdyby był on tylko zbędną dekoracją, niemającą z nimi wiele wspólnego.
- Chyba spróbuję - odezwałem się w końcu.
- Ja też. Jutro, choć wątpię, czy wyjdzie od razu. Musimy pamiętać o wierze. Wystarczy jej niewiele, tak było napisane.
- Wiem, to rodzaj nastawienia - odparłem zamyślony. - Trzeba być skupionym, stworzyć coś na wzór mentalnego promienia lasera. Myśl taką, stan umysłu i jednocześnie całego jestestwa.
- Dla mnie dość łatwe, jeżdżę wciąż po tych samych torach, jestem skoncentrowany wciąż w jednym, wielokrotnie powtarzanym tunelu przestrzeni, a w czasie ogranicza rozkład jazdy; przynajmniej do czegoś okaże się teraz przydatny. Ty masz znacznie trudniej, chaotycznie łazisz, gdzie chcesz i kiedy chcesz. I po co ci była ta wolna wola? Nie bardzo umiesz skupiać myśli i jednoczyć działania w określonym celu. Prawie chaos wychodzi, a z koncentracją kiepsko.
- Chyba masz rację. Popracuję nad tym.
- Na poziomie świadomości będzie trudno. Może jakoś inaczej. Nie podpowiem, wybacz, ale w porównaniu z moimi masz takie słabe prądy w swoich neuronach, że doprawdy nie wiem. I nie do końca mogę wyobrazić sobie świat, który ty kształtujesz na podstawie przebiegu tak nikłych napięć w swoim mózgu. Podejrzewam, że mogą między nami zachodzić znaczne rozbieżności.
- Nadal chcesz przestać istnieć? - Zmieniłem temat, nie czując się na siłach wnikania w niego głębiej. Nurtowało mnie też wciąż to jego pragnienie, tak sprzeczne z ludzkim sposobem myślenia.
- W pewnym sensie. Przemyślałem wszystko, ten piec to jednak strata czasu. Oczywiście nie będę już tramwajem, bo nie chcę nim być, nudne, ale ta transmutacja winna mieć głębszy sens, po cóż odradzać się tylko w formie stalowych przedmiotów, jakichś gwoździ czy śrubek. Jestem przecież Dwunastką, tak brzmi moje imię, a jest ono ważną liczbą, liczbą miesięcy, Znaków Zodiaku, no i Apostołów, słyszałeś chyba, nie pamiętam dokładnie, o czym mówili, ale to ciekawe, muszę jeszcze poczytać. Przeistoczę się w nich. - Odniosłem wrażenie, że lekki dreszcz przebiegł przez wagon.
- Ale przecież miesiące już są, Zodiak też, a Apostołowie zmarli prawie dwa tysiące lat temu - zauważyłem.
- I co z tego? Nawet świat można stworzyć po tym, jak już powstał. To rodzaj holizmu, pomieszanie przyczyny i skutku. Świadomy obserwator odpowiada za obraz rzeczywistości, która miała miejsce kiedyś, nawet przed miliardami lat, logika Arystotelesa to tylko raczkowanie w kojcu, a i to bardzo ciasnym. Trzeba się wreszcie nauczyć jeździć czy chodzić. Też nie musisz trzymać się kurczowo bieżącej chwili, warto niekiedy podjąć materializację w przeszłości lub przyszłości, dla urozmaicenia chociażby, nudno tak tkwić w jednym czasie.
- Potrafisz?
- Jeszcze nie wiem, ale teoria jest w waszych książkach. Czytałeś przecież. Kilka ćwiczeń i powinno się udać. W końcu cóż znaczy te kilkaset, a nawet kilka tysięcy lat wobec wieku Wszechświata. Też spróbuj, może się spotkamy. Gdzieś, kiedyś.
Patrzyłem zamyślony poprzez brudną szybę. Korzystając ze zmiany świateł, która przecież musiała w końcu nastąpić, minęliśmy uciążliwe skrzyżowanie, wstrzymujące i ograniczające ruch. Tak, kiedyś, gdzieś, wszystko musi nadejść, zaistnieć i wszystko musi przeminąć; byliśmy wszędzie i wszędzie będziemy, a czas i przestrzeń czekają na nas z nieskończoną cierpliwością.
Przyspieszaliśmy, teraz wagon kołysał płynnie, rytmicznie, stukot kół działał odprężająco; nieoczekiwane uczucie radości objęło mnie niewidzialnym oddechem. Domy i drzewa uciekały w popłochu, ich obraz nie potrafił uczepić się szybko pędzących okien i bezsilnie znikał w przeszłości. Niesforne zazwyczaj samochody, w trosce o całość swych metalowych ciał, grzecznie pilnowały swego pasa. Brzuchate chmury, ustępowały miejsca nielicznym i nieśmiałym jeszcze, promieniom zamglonego słońca.
*
Dzień wstał mglisty, ponury. Otulony ciepłą kurtką, siedziałem na wąskiej ławce, niecierpliwie wypatrując Dwunastki. Pod wiatą zgromadziło się kilka osób, inni stali obok, skuleni w porannym chłodzie. Dziwne, zazwyczaj nie było tu prawie nikogo.
- Cholera, spóźnię się - mruknął ktoś obok.
- Poprzedni też nie przyjechał - rzucił jakby do siebie, stojący z tyłu mężczyzna.
- Pewnie znowu awaria.
- Może przyślą zastępczy autobus.
- Powinni.
- Ile można czekać...
Nikt nie odpowiedział. Pewnie awaria, bo cóż innego. Zaczęła siąpić paskudna, jesienna mżawka, jednak mgła wciąż gęstniała, pochłaniając swym całunem kolejne, bezlistne prawie drzewa, stojące milczącym szpalerem wzdłuż krawężnika, tulącego się do dziurawego asfaltu dawno nieremontowanej nawierzchni. Za nimi skwapliwie podążały zsiniałe domy i nieliczne, pozbawione już swego światła latarnie oraz słupy trakcji elektrycznej, stopniowo tracąc utrwalone wspomnieniem wysmukłe kształty. Samochody zniknęły, jakby udało im się gdzieś znaleźć inną, krótszą czy wygodniejszą trasę. Wrony także odleciały. Ludzie umilkli. Było cicho, tak bardzo cicho. Czas płynął, a może również zamarł w oczekiwaniu. Wreszcie mleczna zasłona poczęła niechętnie ustępować, obnażając radosną, wiosenną zieleń rozległych pól i łąk, opartych o ciemniejącą wstęgę odległej ściany lasu. Klucze wędrownego ptactwa migotały na tle bielejących obłoków, uczepionych błękitu nieba. Ciepły wiatr obmywał twarz, zachęcał do podróży.
Czas ruszać. Z ciężkim westchnieniem podniosłem się z gościnnego kamienia i przerzuciwszy przez ramię wysłużoną sakwę, odszedłem piaszczystą drogą.

Aleksander Litto-Strumieński

Tagi:

Piotrek84
zaczarowane ostrze
zaczarowane ostrze
Posty: 163

Dwunastka

Post#2 » 23 mar 2017, o 19:48

Tramwaj filozof, a do tego w depresji, z myślami samobójczymi. No tego to jeszcze nie grali. Tekst dobry, ale jak zwykle trudny; trzeba się wczytać, by odszukać sens. :smiley:
Otępieni codziennością i rutyną współpasażerowie, zapadali w krótkie drzemki bądź wpatrywali w ekrany telefonów, smartfonów czy tabletów, ignorując istniejący jeszcze wciąż realny świat, jak gdyby był on tylko zbędną dekoracją, niemającą z nimi wiele wspólnego.

Nawet przed inwazją technologii na nasze życie, przed paraliżem myśli, trudno było utrzymać myślenie w stanie „czystym”, to znaczy w myśl zasady carpe diem. Jeśli ktoś nigdy nie doświadczył jej w życiu codziennym, albo było to tak dawno, że już nie pamięta, niewiele ma wspólnego z homo sapiens, może co najwyżej z homo ledwo sapiens.
Być może motorniczy miał z tym coś wspólnego, choć wątpliwe, on tylko automatycznie wypełniał to, co narzucały mu okoliczności. Taka mechaniczna kukła jak prawie wszyscy ludzie, jak każde, proste, zaprogramowane urządzenie.

Myślę, że to najbardziej frustrująca i niebezpieczna rzecz na świecie, a jednak jakże chwalebna i czcigodna.
- Dla mnie dość łatwe, jeżdżę wciąż po tych samych torach, jestem skoncentrowany wciąż w jednym, wielokrotnie powtarzanym tunelu przestrzeni, a w czasie ogranicza rozkład jazdy; przynajmniej do czegoś okaże się teraz przydatny. Ty masz znacznie trudniej, chaotycznie łazisz, gdzie chcesz i kiedy chcesz. I po co ci była ta wolna wola? Nie bardzo umiesz skupiać myśli i jednoczyć działania w określonym celu. Prawie chaos wychodzi, a z koncentracją kiepsko.

Ciekawe. Przypomina mi to trochę Kanta, jego wędrówki po zawsze tych samych ulicach. Czas i przestrzeń odmierzone z atomową precyzją podzielone na zawsze te same, codzienne dystrykty, może służyć jak mantra prowadząca do wyzwolenia. Przynajmniej tak to widzę. Reżim narzucony z własnej woli, ale reżim rozumny, pozwalający osiągać prawdziwe oświecenie.
Osiągniecie stanu świadomości Dwunastki jest zapewne poza naszą możliwością, ale z drugiej strony, któż to może wiedzieć.

szczepantrzeszcz
Ostrze Armageddonu
Ostrze Armageddonu
Posty: 1894

Dwunastka

Post#3 » 23 mar 2017, o 20:02

Ej, Gorgiaszu, ludzie, próbując myślą przebić pancerz transcendencji, zadają sobie poważne pytania: gdzie był Bóg, kiedy Niusiek rozbił moją ulubioną filiżankę? ...albo jeszcze poważniejsze: gdzie był Bóg, kiedy rozbolał mnie ząb? Ty natomiast naiwnie zgłębiasz istotę rzeczy :))

Wiele do rozważań nie wniosę. W mieście stołeczym Lublinie nie ma wyznaczonych linii losu, nie ma tramwajów. Trolejbusy, idąc z duchem czasu, uwolniły się od szelek. Teraz mają akumulatory, jeżdżą jak chcą, i tylko patrzeć, kiedy ogłoszą, że nie ma Boga.

...a czas i przestrzeń czekają na nas z nieskończoną cierpliwością.
Kiedy będzie mi żle, właśnie tak pomyślę.

A jak znudzą Cię komentarze, przeczytaj sobie wiersz napisany przez Jerzego (Alchemika): Mgielne tramwaje. Tramwaje mają w sobie coś, co skłania do szukania odpowiedzi na pytania oczywiste.

Awatar użytkownika
Gorgiasz
Zdobywca Artefaktu 2014 i Autor Lata 2018
Posty: 992

Dwunastka

Post#4 » 23 mar 2017, o 20:28

Ad. Piotrek84

Myślę, że to najbardziej frustrująca i niebezpieczna rzecz na świecie, a jednak jakże chwalebna i czcigodna.

Podobno. Niepokoi jednak, automatyczny niejako, antropocentryzm. A przecież nie bardzo mamy skalę porównawczą i trudno sobie przedstawić inne punkty widzenia. Między innymi to opko jest taką próbą.

Czas i przestrzeń odmierzone z atomową precyzją podzielone na zawsze te same, codzienne dystrykty, może służyć jak mantra prowadząca do wyzwolenia. Przynajmniej tak to widzę.

To jest zasada mantry.

Osiągniecie stanu świadomości Dwunastki jest zapewne poza naszą możliwością, ale z drugiej strony, któż to może wiedzieć.

No właśnie; trzeba próbować.

Dziękuję za wizytę.

Dodano po 3 minutach 31 sekundach:
Ad. Szczepantrzeszcz

Ty natomiast naiwnie zgłębiasz istotę rzeczy

Próbuję.

Teraz mają akumulatory, jeżdżą jak chcą, i tylko patrzeć, kiedy ogłoszą, że nie ma Boga.

Pięknie powiedziane.

Wiersz przeczytałem; rzeczywiście, bardzo dobry.
Dziękuję za wizytę.

mirek13

Dwunastka

Post#5 » 24 mar 2017, o 10:30

Wyczerpującą opinię z pogłębioną refleksją masz gdzie indziej.
Tu tylko dodam, że to bardzo dobry tekst. W większości.
Hejka
PS. Odwołanie do wiersza Smoka jest wyjątkowo celne, Szczepanie.
To mój ulubiony wiersz tego zdolnego popaprańca.
Bo mogę przyznać, że to Jurek mnie uczył pisania wierszy. Potem stwierdził, że poszedłem własną drogą.
Ten współczesny, skomercjalizowany i płytki świat wiele stracił z wrażliwości, skoro Jerzy nie jest topowym poetą.
PS. Ee,żeby nie było, że nie doceniam Artefaktów przekleję ten komentarz:

Ten tekst to dobry moment na określenie naszego wzajemnego stosunku do pisania, Gorgi.
Ty z jakiegoś powodu lubisz moje, ja, ze znanego sobie powodu, najczęściej nie lubię Twojego.
A dlaczego? To jedźmy.
Jestem tutaj zaskoczony na plus jakością tła. Opisów. Są bardzo dobre, a że momentami zahaczasz o poetyckość, bez silenia się na górnolotne metafory i naukowe odwołania do sztuki czy filozofii, to po prostu bajka.
Nareszcie.
Ostatnio czytałem też jakiś Twój kawałek w klimacie apaszowskim. Nie pamiętam tytułu, ani motywu, ale podobał mi się. Nie wpisałem nic, bo byłem trochę dysfunkcyjny.
Ten też mi się podoba. Nie jestem właściwym interlokutorem do dyskusji o wierze i teozoficznych aspektach kontaktu z siłą wyższą.
Często śmieszyły mnie dyskusje pod Gorgiaszem, kiedy ktoś stara się dorównać Ci poziomem, mając otwartego wujka google i czytając naprędce bez rozumienia treści.
Potem pisze: Wiesz, w płaszczyźnie interioryzacji, Twój tekst wzbudził pewną abominację, która ujawniła się w sposób nieco frenetyczny.
A potem pęka mu żyłka w dupie.
Więc zapewne domyślasz się do którego momentu ten tekst mi się podoba. Dopóki Twoje myśli i rozważania są wtopione w sytuację i lekkie dialogi jest ok. To w nich znajduję to, co potem nachalnie dostaję w filozoficznych rozważaniach "Dwunastki". Kiedy zaczynasz dydaktykę, bo skończyłeś z dobrym scenariuszem.
Tego typu rozważania są przeznaczone dla specyficznego i dość wąskiego kręgu odbiorców. Raczej wymagającego kręgu, a ja się do nich nie zaliczam. Mogę napisać, że zaliczam i podnieść swoją ocenę powszechną intelektualisty i omnibusa, ale po co?
A potem jest puenta.
Bardzo w moim stylu. Oniryczne odpłynięcie w metaforę innej drogi. Osobistej. Traktu rodem z dawnych czasów. Zakurzonego, wyboistego i trudnego. Ze stachurowską sakwą, przewieszoną przez ramię.
Jeśli kiedykolwiek uda Ci się przekazać te intelektualne wartości poprzez sytuację i zwykłe życie, a nie wrąbane w monolog tramwaju o o Bogu i wierze, to będą to najmądrzejsze i najlepsze opka jakie czytałem.
Brakuje też jakiś celnych puent, które nadają tekstowi walor powszechności i przystępności.
Bo na przykład samo zakończenie jest dobre, ale nieco pompatyczne i melodramatyczne. Ja bym zakończył:
"Syknąłem. Cholera, ostre fragmenty "Dwunastki" poupychane w moim worku, boleśnie wpiły się w plecy. Niemniej jakimś cudem zmieścił się cały."
Coś w tym stylu, bo to tak z marszu.
Takie wtręty nadają peelowi jakiś walor bliskości. Taki "Swój chłop".
Niechże sobie ten bohater, albo narrator po ludzku zaklnie, coś głupiego powie, jakiś idiotyczny gest wykona. Jak w życiu. Nawet profesorom mnemonologii stosowanej to się zdarza, kiedy ludzie nie widzą. Bo ten, tu obecny, bohater jest za bardzo mniamniusi. Poprawny. Ułożony.Refleksyjnie myślący.
Daj mu trochę krwi.
Tom się nagadał całą czapkę. Możesz strzelać.

Awatar użytkownika
Camenne
Jawna opcja Mandaloriańska
Jawna opcja Mandaloriańska
Posty: 4905

Dwunastka

Post#6 » 24 mar 2017, o 13:01

Świetne opowiadanie, Gorgi, moje kocie chapeau bas.
Bardzo ładny, krągły język i zajmująca historia - coś podobnego mogłoby się udać tylko w twojej prozie, takie mam wrażenie, bo trudno mi wyobrazić sobie inną osobę, która udźwignęłaby tak metaforyczne i głębokie rozważania nad rzeczywistością wplecione zgrabnie w tekst i dialogi, jednocześnie wprowadzając takie motywy jak tramwaj-filozof chcący zostać dwunastoma Apostołami. Trzeba mieć nie tylko świetne pióro i warsztat, by coś podobnego osiągnąć, to też wiedza i przemyślenia nad zagadnieniami, których większość ludzi nie zgłębia. Ja też, dlatego tak duże wrażenie na mnie zrobiło to umiejętne wprowadzenie ich w treść.
Świetna puenta. Bardzo takie lubię.


Swoją drogą bardzo dobre te "Mgielne tramwaje", dzięki, Szczepanie, za podrzucenie :))
Po-ta-toes! Boil them, mash them, stick them in a stew. Lovely big golden chips with a nice piece of fried fish.


Skróty: Jak poprawnie zapisywać dialogiMyślnik, półpauza i dywiz (łącznik) – jak je poprawnie stosowaćJak wstawić wcięcia akapitowe:piorko: Piórko

Awatar użytkownika
Gorgiasz
Zdobywca Artefaktu 2014 i Autor Lata 2018
Posty: 992

Dwunastka

Post#7 » 24 mar 2017, o 15:50

Ad. Mirek13
Możesz strzelać.

Niestety, nie postrzelam sobie. Trudno, ale nie zasłużyłeś. Wypada tylko podziękować; rzadko trafia się tak nieszablonowa, ciekawa i na dokładkę merytoryczna opinia.

Ty z jakiegoś powodu lubisz moje, ja, ze znanego sobie powodu, najczęściej nie lubię Twojego.

W porządku, wolno nam tak. I Tobie i mnie.

To w nich znajduję to, co potem nachalnie dostaję w filozoficznych rozważaniach "Dwunastki". Kiedy zaczynasz dydaktykę, bo skończyłeś z dobrym scenariuszem.

Nie mogę Ci odmówić sporej, a może i dużej, dozy słuszności. Staram się usilnie unikać dydaktyki, ale cóż, jak widać nie zawsze wychodzi. Natomiast scenariusz jest wciąż ten sam, tylko wykonanie – jak widać – inne.

Tego typu rozważania są przeznaczone dla specyficznego i dość wąskiego kręgu odbiorców.

Tak to już jest, że nie sposób pisać dla wszystkich. A ja poruszam jedynie tę tematykę, która akurat w danym okresie mnie nurtuje. Egoista paskudny ze mnie.

Raczej wymagającego kręgu, a ja się do nich nie zaliczam.

Zobrze, zobrze.

Bo na przykład samo zakończenie jest dobre, ale nieco pompatyczne i melodramatyczne.

Kiedy to pokazałeś, to również muszę przyznać Ci rację. To, co proponujesz, jest bez wątpienia także dobre, ale bardzo w Twoim stylu i trudno wymagać, aby taki ponurak jak ja na to wpadł, a jeśli nawet już, to aby to napisał. No i niezgodne z zamierzoną koncepcją, którą przedstawiam.
Ale prezentuje się interesująco.

Daj mu trochę krwi.

Przykro mi, nie mam na zbyciu.

Dzięki raz jeszcze.

Dodano po 5 minutach 15 sekundach:
Ad. Camenne
Dziękuję Cam; bardzo sobie cenię Twoją opinię, nawet jeśli jest tak przesadnie przychylna. :oops:

Awatar użytkownika
Grafoman
Użytkownik zbanowany
Posty: 874

Dwunastka

Post#8 » 24 mar 2017, o 16:58

Przeczytałem. Bardzo mi się podoba. Skupiłem się na treści, więc wybacz, lecz nie wypiszę błędów. O ile można założyć, że takowe istnieją, w co wątpię.
Ciekawe, metafizyczne trochę rozważania, lekka budowa zdań i cały klimat tekstu na długo pozostaną mi w pamięci. Dziękuję za miłą lekturę.
Pozdrawiam,
Graf
"Jeśli chcesz się po­wiesić, po­wieś się na wy­sokim drzewie. "

Awatar użytkownika
Gorgiasz
Zdobywca Artefaktu 2014 i Autor Lata 2018
Posty: 992

Dwunastka

Post#9 » 24 mar 2017, o 18:53

Ad. Grafoman
Dziękuję za wizytę; miło że się podobało. :smiley:

szczepantrzeszcz
Ostrze Armageddonu
Ostrze Armageddonu
Posty: 1894

Dwunastka

Post#10 » 24 mar 2017, o 20:52

To w nich znajduję to, co potem nachalnie dostaję w filozoficznych rozważaniach "Dwunastki". Kiedy zaczynasz dydaktykę, bo skończyłeś z dobrym scenariuszem.
Nie mogę Ci odmówić sporej, a może i dużej, dozy słuszności.
Pomyślcie, jakby to fajnie było, gdyby bohater zagadał się z dwunastką i zapomniał o skasowaniu biletu. Wprowadzenie pary kanarów każdą dydaktykę zamieniłoby w emocjonujący i wartki kawałek. :))

Staram się usilnie unikać dydaktyki, ale cóż, jak widać nie zawsze wychodzi.
I bardzo dobrze, że nie wychodzi.

Wróć do „Proza: fantastyka”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości