Z daleka (tom 1, rozdział 2)

Długa proza (powyżej 10 stron) publikowana w częściach: fragmenty powieści, długie opowiadania i tasiemce innej maści.
Regulamin forum
Przypomnienie:
Maksymalna objętość tekstu, jaką można umieścić w jednym temacie, to 10 stron znormalizowanego maszynopisu. Teksty przekraczające tę objętość (fragmenty powieści, długie opowiadania), należy publikować w częściach w dziale "Teksty wieloczęściowe". Każda część musi znaleźć się w osobnym temacie.
Nazwa tematu powinna składać się z tytułu tekstu. Dodatkowo, dla tekstów wieloczęściowych, w tytule należy podać numer części, na przykład "Tytuł - część 1". W przypadku publikowania fanfiction, należy podać źródło w nawiasie kwadratowym, przykładowo: "[Harry Potter] Tytuł opowiadania".
Każdy tekst należy odpowiednio otagować. Tagi wybieramy z pola pod tytułem tematu. Listę tagów oraz ich podział można znaleźć na podstronie.
Dla publikacji wieloczęściowych funkcjonuje dodatkowy tag tekst wieloczęściowy, a dla fanfiction fandomowe (np. fanfiction-harry-potter).
Dla tekstów wieloczęściowych, w treści każdej części należy dodać odnośniki do opublikowanych części: pierwszej, poprzedniej i następnej (jeżeli jest dodana). Służy to ułatwieniu czytelnikom dotarcia do reszty tekstu.
Shiloh
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 68

Z daleka (tom 1, rozdział 2)

Post#1 » 21 kwie 2017, o 14:53

Siedział przy ognisku, które rozpalił trąc patykiem o patyk, ale nie było mu ciepło. Płomień mógł ogrzać na przykład jego dłonie, ale nie zmienić zimna, które po stracie domu zalęgło się w jego sercu po stracie domu. Jednak Suwadan siedział wiernie u jego prawego boku.
Usłyszał kroki. Znał je, więc nie musiał się obawiać przynajmniej ich. Nie odwrócił się. Jego przyjaciółka zaczęła:
- He…
- Milcz! – nie pozwolił jej dokończyć. Nie tutaj.
- O co ci chodzi? – zapytała dziewczyna.
- Dobrze wiesz. Tutaj nie wymawiamy naszych imion.
- Przecież jesteśmy sami – zaprotestowała.
- Nie wiadomo, czy nikt się tu nie włóczy. Jakiś nocny myśliwy, pijak, ktokolwiek. – Chłopak nie rozumiał, jak jego przyjaciółka może być tak nierozważna.
Usiadła, a on zapytał, nawet na nią nie spojrzawszy.
- Co upolowałaś?
W odpowiedzi wstała i nadziała na położony powyżej ognia patyk dwie wiewiórki.
- Zwariowałaś? Wiewiórki to nasi przyjaciele.
- Nie znalazłam nic innego.
Siedząca na jej lewym ramieniu Ruwriza wydała cichy pisk, mający jakby być potwierdzeniem słów towarzyszki.
- W porządku – zgodził się chłopak. – Ale to jeden jedyny raz, kiedy jem mięso naszych futrzastych przyjaciół.
- Powinniśmy polować oboje – uznała.
- A co ja upoluję moim mieczem? Twój łuk się nadaje idealnie, powali nawet niedźwiedzia. Ja mogę co najwyżej uciąć głowę.
Nic na to nie odpowiedziała. Miał rację. Teraz ich stan zdrowotny będzie zależał od tego, ile uda się jej samej upolować. Jego miecz był tu przydatny tylko do obrony. W swoim przyjacielu miała obrońcę. Nie tylko mówili sobie wszystko, dzielili wspólny los, ale również zapewniali sobie nawzajem bezpieczeństwo.
- Patrząc na tą nieżywą dziewczynę miałem uczucie deja vu – przerwał jej rozmyślania.
- To nie była nasza wina – odpowiedziała, pragnąc go pocieszyć.
- Ale zdążylibyśmy jej pomóc - zaprotestował.
- Nie możemy się ujawnić – przypomniała mu. – Sam mówiłeś to już kilkakrotnie, odkąd się tu znaleźliśmy.
Położyła mu dłoń na ramieniu. Wstał gwałtownie i wrzasnął:
- NIE DOTYKAJ MNIE!
Suwadan aż zawył, a Ruwriza poruszyła się niespokojnie na ramieniu dziewczyny. Chłopak spojrzał groźnie na wilka, dając mu do zrozumienia, że nie życzy sobie hałasu. Zwierzę podwinęło ogon i zaskamlało.
- Przepraszam – usłyszał od dziewczyny. Usiadł z powrotem.
- W porządku, ale więcej tego nie rób – powiedział.

Sławomir Troński i Mariusz Sznycki stali przy drzwiach do komisariatu.
- Jesteś pewien? – zapytał śledczy.
- Tak – zapewnił go patolog. – Stali tam, a ty ich nie zauważyłeś.
- I mówisz, że zawrócili do lasu? Czemu wcześniej o tym nie wspomniałeś?
- Nie chciałeś słuchać. Byłeś zbyt zajęty szczegółowymi danymi z sekcji zwłok. Mój raport nic ci nie da, dopóki ich nie przesłuchasz. Nie znajdziesz żadnych innych śladów prócz krwi, która należy tylko do ofiary. Technicy zabezpieczyli wszystko, co się dało, ale w tej chwili bez nich nie dowiesz się więcej. I tu dopiero pojawia się problem.
- Jaki?
- Nie wyglądali na takich, co chcieliby z kimkolwiek rozmawiać. Gołym okiem, nawet z tak daleka da się zauważyć, że to osoby, które nie chcą żadnej formy bliskiego kontaktu z osobami, których nie znają.
- Dobrze, że mi w końcu powiedziałeś. – Troński był podirytowany, choć to mało powiedziane. – Muszę ich znaleźć. Jeśli jej nie zabili, na pewno wiedzą, kto to zrobił.
Bez słowa pożegnania wyszedł i udał się do swojego samochodu. Musiał znaleźć tych dwoje, ale nie przed porządnym śniadaniem, które powinien zjeść już dwie godziny temu. Nie natrafi na nich od razu, ale jeśli się nie posili, nie poukłada sobie w głowie słów, jakich będzie musiał użyć w rozmowie z nimi. Należało też zastanowić się, gdzie ich szukać. Według słów Mariusza ruszyli do lasu, ale teraz mogli być gdzieś indziej. Jeśli przegapił ich wtedy, to może i teraz. Najwyraźniej długa praca w policji nie służy mu. Dotrwać do emerytury będzie trudno, a nie mógł przewidzieć, ile śledztw jeszcze przed nim.
Teraz jednak liczyło się znalezienie tej dwójki. Kimkolwiek były te dzieciaki, widziały mordercę. Z większej lub mniejszej odległości, ale zawsze stanowiły pewien trop.
Poczuł, jak w jego kieszeni wibruje telefon. Wyjął go i spojrzał na ekran. Mariusz. Jaką jeszcze rewelację dla niego ma.
- Co tym razem? – rzucił zniecierpliwiony i nie słysząc odpowiedzi dodał szybko: Przepraszam.
- Chodzi o te dzieciaki – usłyszał.
- To znaczy?
- Nie były same. Towarzyszyły im zwierzęta. Wilk i orzeł.
- Słucham?
- Wilk i orzeł. Nie wiem jak to możliwe, ale wiem co widziałem.
Troński był w takim szoku, że nie wypowiedział słów pożegnania, ani nie podziękował za informację, tylko od razu się rozłączył. Jeśli to prawda, to wszystko się pokomplikowało. Z dzieciakami były drapieżne zwierzęta. Aby móc je przesłuchać, będzie musiał poprosić o pomoc odpowiednie służby, a to zajmie sporo czasu. Nie wiadomo gdzie wtedy będzie ta dwójka. Może już daleko stąd.
Wtedy stało się coś, czego nie chciał usłyszeć. Przez radio dostał wezwanie na miejsce zbrodni. Wszystko było tak samo, jak przedwczoraj: stacja benzynowa, kobieta w wieku około dwudziestu lat, rany cięte, mnóstwo krwi.
Miej nadzieję na najlepsze, szykuj się na najgorsze. - Jack Reacher

Tagi:

Awatar użytkownika
Grafoman
Użytkownik zbanowany
Posty: 874

Z daleka (tom 1, rozdział 2)

Post#2 » 21 kwie 2017, o 16:04

 Rozwiń, aby przeczytać
Płomień mógł ogrzać na przykład jego dłonie, ale nie zmienić zimna, które po stracie domu zalęgło się w jego sercu po stracie domu.
- jedno „po stracie domu” można spokojnie usunąć. Poza tym, to zdanie trochę mi stylistycznie nie pasuje.
Znał je, więc nie musiał się obawiać przynajmniej ich.
wyrzuciłbym „przynajmniej ich”.
- Milcz! – nie pozwolił jej dokończyć. Nie tutaj.
– niepoprawny zapis. „- Milcz! – Nie pozwolił jej dokończyć. – Nie tutaj.”
Usiadła, a on zapytał, nawet na nią nie spojrzawszy.
– dwukropek po „spojrzawszy”.
Położyła mu dłoń na ramieniu. Wstał gwałtownie i wrzasnął: - NIE DOTYKAJ MNIE!
– To „nie dotykaj mnie” zapisałbym normalnie, bez Caps Locka, ponieważ piszesz, że wrzasnął, czyli powiedział to głośno.
- Przepraszam – usłyszał od dziewczyny. Usiadł z powrotem.
– Usunąłbym „od dziewczyny”, bo wiadomo, że rozmawiają we dwójkę.
Sławomir Troński i Mariusz Sznycki stali przy drzwiach do komisariatu.
albo „przy drzwiach, prowadzących do komisariatu”, albo „przy wejściu do komisariatu”
Gołym okiem, nawet z tak daleka da się zauważyć, że to osoby, które nie chcą żadnej formy bliskiego kontaktu z osobami, których nie znają.
- powtórzenie „osoby”.
Troński był w takim szoku, że nie wypowiedział słów pożegnania, ani nie podziękował za informację, tylko od razu się rozłączył.
– trochę zbyt przekombinowane zdanie. Napisałbym: „Troński był w takim szoku, że rozłączył się bez słowa.”
Wtedy stało się coś, czego nie chciał usłyszeć.
– a może: „Wtedy stało się coś, czego się nie spodziewał/ o czym nie chciał nawet myśleć.”?

W spoilerze parę uwag technicznych. Sam tekst napisany nieźle, chociaż nie widać w nim mocnego początku fabuły. Trudno zrozumieć, o co w tym wszystkim chodzi. Brakuje jakiejś "dawki uderzeniowej" na początek. Końcówka daje nadzieję na dalszy rozwój akcji.
Pozdrawiam i weny życzę.
Graf
"Jeśli chcesz się po­wiesić, po­wieś się na wy­sokim drzewie. "

Shiloh
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 68

Z daleka (tom 1, rozdział 2)

Post#3 » 21 kwie 2017, o 16:15

"Nie tutaj" nie było kwestią dialogową, lecz fragmentem opisu, stąd to wcale nie jest błąd. "Usłyszał od dziewczyny" - celem podkreślenia, że nie od zwierzęcia, które ze względu na pochodzenie mogło przecież umieć mówić po ludzku (choć nie zamierzam wprowadzać tego elementu).
Miej nadzieję na najlepsze, szykuj się na najgorsze. - Jack Reacher

Awatar użytkownika
Grafoman
Użytkownik zbanowany
Posty: 874

Z daleka (tom 1, rozdział 2)

Post#4 » 21 kwie 2017, o 16:21

Shiloh pisze: "Usłyszał od dziewczyny" - celem podkreślenia, że nie od zwierzęcia, które ze względu na pochodzenie mogło przecież umieć mówić po ludzku (choć nie zamierzam wprowadzać tego elementu).

Rozumiem, ale skoro zwierzęta dotychczas nie mówiły, to skąd pewność, że zaczną mówić? ;) Poza tym, wiadomo, że to dziewczyna zawiniła i ona przeprasza. Ale jak wolisz.
"Jeśli chcesz się po­wiesić, po­wieś się na wy­sokim drzewie. "

Awatar użytkownika
Głodzia
zaklęty miecz
zaklęty miecz
Posty: 332

Z daleka (tom 1, rozdział 2)

Post#5 » 22 kwie 2017, o 11:17

Hmm. Jest trochę błędów, ale Graf już je wymienił.
To zdanie: "Sławomir Troński i Mariusz Sznycki stali przy drzwiach do komisariatu." napisałabym tak:
Sławomir Troński i Mariusz Sznycki stali przed drzwiami komisariatu / przed komisariatem.
Ogólnie widzę pewien potencjał. Wychodzi na to, że będzie to powieść kryminalno-fantastyczna. I trochę takie pomieszanie światów?
Czekam na więcej :)
Niebo nad jej głową było tak nieprzeniknione, tak niewyobrażalnie głębokie i bezkresne, że poczuła się malutka i nic nieznacząca.
______________________________
Enya <3
Leo Rojas <3

Shiloh
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 68

Z daleka (tom 1, rozdział 2)

Post#6 » 22 kwie 2017, o 11:34

Głodzia pisze:To zdanie: "Sławomir Troński i Mariusz Sznycki stali przy drzwiach do komisariatu." napisałabym tak:
Sławomir Troński i Mariusz Sznycki stali przed drzwiami komisariatu / przed komisariatem.


To zdanie już zmieniłem w Wordzie. Teraz brzmi: Sławomir Troński i Mariusz Sznycki stali przy wyjściu z komisariatu.

Na pewno napiszę więcej. Masz moje słowo.
Miej nadzieję na najlepsze, szykuj się na najgorsze. - Jack Reacher

Awatar użytkownika
Camenne
Jawna opcja Mandaloriańska
Jawna opcja Mandaloriańska
Posty: 4787

Z daleka (tom 1, rozdział 2)

Post#7 » 4 kwie 2018, o 08:07

Shiloh, dodaj tagi i odnośniki.

W twoim tekście jest sporo rzeczy, uogólnień, sformułowań, skrótów myślowych etc., które pewnie piszesz bez zastanowienia się, czy na pewno dokładnie lub logicznie to określasz, a co wytknąłby ci każdy redaktor.

Na przykład:
Siedział przy ognisku, które rozpalił trąc patykiem o patyk, ale nie było mu ciepło.
Teoretycznie można rozpalić ognisko w ten sposób i zakładamy, że skoro twój bohater jest z innego świata, to pewnie to umie, ale raz, że musimy się domyślać - a mógłbyś wykorzystać to miejsce właśnie do napisania tego, że np. dla twojego bohatera to umiejetność tak oczywista jak pstryknięcie palcami, bo jako dziecko nauczył się tego i tego, świat, z którego pochodzi, był taki i taki. My nie wiemy nic i musimy się domyślać. Dwa, że ogólnie to jednak nie jest takie oczywiste, akcja dzieje się wiosną, jest zimno. bo wcześniej jeden z bohaterów dziwił się, że ofiara miała na sobie krótką sukienkę, pewnie wilgotno, mokro, jak to po zimie, a więc drewno w lesie też jest mokre i to rozpalanie wcale takie proste nie jest.

Płomień mógł ogrzać na przykład jego dłonie, ale nie zmienić zimna, które po stracie domu zalęgło się w jego sercu po stracie domu.


Usłyszał kroki. Znał je, więc nie musiał się obawiać przynajmniej ich.
Nie wiem, czy to już nie jest trochę nawyrost - bo bohater może znać swojego towarzysza na tyle, że rozpoznałby jego kroki wszędzie, ale mówi się "rozpoznać kroki", nie "znać". Czy można znać kroki?

W odpowiedzi wstała i nadziała na położony powyżej ognia patyk dwie wiewiórki.
Jak z rozpalaniem ogniska - żeby "położyć" patyk nad ogniem, trzeba by najpierw wbić chociaż dwa rozwidlone w Y patyki, by mieć na czym ten patyk położyć. Wcześniej sugerujesz też, że ognisko jest małe, bo bohaterowi jest zimno i mógłby ogrzać co najwyżej dłonie, ale jednak nagle jest na tyle duże, że można by upiec nad nim mięso.

Ciekawi mnie, jak nadziała te wiewiórki :D I czy wypatroszyła je, oskórowała, czy tak sobie wbiła patyk.

Teraz ich stan zdrowotny będzie zależał od tego, ile uda się jej samej upolować.
Dziwne sformułowanie. Raczej po prostu "życie".

Jego miecz był tu przydatny tylko do obrony.
W zasadzie miecz nie jest stricte do obrony, to broń sieczna, do ataku. Do obrony mogłaby być tarcza. Nie przesadzajmy, nie jest tak całkiem beznadziejnie, mieczem da się normalnie zaatakować/odeprzeć atak człowieka. Może sarny nie upoluje, ale jednak jakieś możliwości ten miecz daje.

- Patrząc na tą nieżywą dziewczynę miałem uczucie deja vu – przerwał jej rozmyślania.
Mamy bohaterów nie z tego świata, dlaczego francuski?

Suwadan aż zawył, a Ruwriza poruszyła się niespokojnie na ramieniu dziewczyny.
Wielki orzeł przedni siedzi szesnastolatce na ramieniu. Ma na sobie jakąś zbroję czy choćby skórzaną grubą kurtę, że nie ranią jej pazury? Ptak siedzi tam cały czas, gdy dziewczyna siada, wstaje, nadziewa wiewiórki, a więc potrzebuje obu rąk, znowu siada, czy teleportował się na ramię? To nie papuga. Żeby taki ptak mógł w ogóle usiąść na ramieniu, trzeba rękę w specyficzny sposób wyciągnąć do boku jak sokolnicy, to też nie jest wygodna pozycja, a ptak ma swoją masę. Samice orła przedniego są większe i cięższe od samców, mogą ważyć do siedmiu kilo według wikipedii.
picrel: http://i.wp.pl/a/f/jpeg/21781/epa01648182.jpeg

Ten bohater na H to straszny dupek. Pytanie, czy czytelnik miał odbierać go w ten sposób, bo pewnie nie, pewnie miał być pewnie stanowczy, rozsądny, czujny i zapobiegliwy, ale z rozmowy wychodzi z niego trochę stereotypowa kobieta z kawałów, "Nie, bo nie", "Przecież ci mówiłem" etc. "NIE DOTYKAJ MNIE" to już strasznie histeryczna reakcja. Dziewczyna bez większego protestu słucha i też to mało przekonujące. Twoi bohaterowie bardziej wypowiadają słowa niż ze sobą rozmawiają, nie opisujesz ich mimiki, reakcji, zostawiasz suche słowa i na takim przedstawieniu nie zyskują.

- Jesteś pewien? – zapytał śledczy.
- Tak – zapewnił go patolog. – Stali tam, a ty ich nie zauważyłeś.
- I mówisz, że zawrócili do lasu? Czemu wcześniej o tym nie wspomniałeś?
- Nie chciałeś słuchać. Byłeś zbyt zajęty szczegółowymi danymi z sekcji zwłok.


Dziwne - było miejsce zbrodni, a z rozmowy wynika, że był tam tylko komisarz i patolog. We dwie osoby. Niby masz później wspomniane, że technicy byli i zabezpieczyli, ale kiedy? Poprzedni rozdział nic o tym nie mówi, a nie zwróciłam wcześniej uwagi. Opisywałeś w poprzednim rozdziale moment samych oględzin miejsca zbrodni i pracującego patologa, nie wspomniałeś tam o technikach, nie mieli nawet krawężników, by stali i pilnowali, by nikt się nie kręcił. Komisarz to osoba najwyższa stanowiskiem, dlaczego nie ma pomocników? Dlaczego miejsce zbrodni analizuje sam patolog, skoro policja normalnie ma laboratoria kryminalistyczne, gdzie pracują laboranci, technicy kryminalistyczni, część z nich pracuje w terenie? Gdzie prokuratura? Do każdego zgonu musi wyjechać policja i prokuratura, karetka z lekarzem i chyba nawet straż pożarna.
Tam powinno być dużo więcej osób, a mamy tylko lekarza patologa i "szefa" komendy.
Rozjeżdża się to też czasowo - skoro patolog zauważył ich w momencie, gdy jeszcze tam stali, dlaczego powiedział to komisarzowi dopiero po uzyskaniu raportu z sekcji? Sekcja to nie bierki, nie trwa godzinę, w dodatku sekcja prokuratorska. Dziwnie było mi googlować "Ile trwa sekcja?", ale znalazłam informację, że przeprowadza się ją najwcześniej po 12 godzinach od zgonu i po prostu trwa spokojnie kilka dni. Nie wiemy, jak długo ta dziewczyna tam leżała, ale trochę to trwa, opisanie wyników również (nieoficjalne co innego), plus procedury, tam powinna być prokuratura, nie jedna osoba.
Patolog powiedział mu to więc prawdopodobnie z dwa dni później i jeszcze się dziwi, że tamten nic nie wiedział i świadkowie zniknęli.

- Nie wyglądali na takich, co chcieliby z kimkolwiek rozmawiać. Gołym okiem, nawet z tak daleka da się zauważyć, że to osoby, które nie chcą żadnej formy bliskiego kontaktu z osobami, których nie znają.
Na pewno :D Patolog jest lepszy niż wróżbita Maciej.

– Muszę ich znaleźć. Jeśli jej nie zabili, na pewno wiedzą, kto to zrobił.
No, bez wątpienia, podadzą jego imię, nazwisko, pesel i rozmiar stopy.

Sławomir Troński i Mariusz Sznycki stali przy drzwiach do komisariatu.
(...)
Bez słowa pożegnania wyszedł i udał się do swojego samochodu.

Pewnie jeszcze trzasnął tymi drzwiami, wychodząc sprzed nich.

Musiał znaleźć tych dwoje, ale nie przed porządnym śniadaniem, które powinien zjeść już dwie godziny temu.
Są rzeczy ważne i ważniejsze :D Zgadzam się, jedzenie jest priorytetem.

Nie natrafi na nich od razu, ale jeśli się nie posili, nie poukłada sobie w głowie słów, jakich będzie musiał użyć w rozmowie z nimi.
O ile w ogóle na nich trafi? Troński chyba jest odrealnionym idiotą.
Nie ma ludzi, którzy zebraliby od patologa opis tej dwójki, policjantów, których można do poszukiwania oddelegować? Dlaczego komisarz sam wszystko robi? To wszystko wygląda tak, jakby komisariat był jednoosobowy. Komisarz ma na pewno taką ilość papierkowej roboty związaną z tym morderstwem, że, jak to osoba najwyżej, zrobiłby prostą spychologię i nie zajmowałby się tym, co powinien robić zwykły policjant.

Najwyraźniej długa praca w policji nie służy mu.
Jak on w ogóle został komisarzem? Bo zbyt bystry to on nie jest :D

Aby móc je przesłuchać, będzie musiał poprosić o pomoc odpowiednie służby, a to zajmie sporo czasu.
No wiesz, ogólnie przesłuchanie nieletnich to nie jest coś takiego, że zgarniasz ich za fraki do kabaryny, przewozisz na posterunek i przesłuchujesz, Troński.

Pomysł się klaruje i jest faktycznie young-adultowy + kryminał, trochę "nastolatkowe" połączenie, bo tak mi się takie kojarzą, ale nietypowe, więc na pewno znajdzie swoich zwolenników. Tyle że twoja historia dalej gna, szczędzisz nam informacji, krążymy we mgle, nie wiedząc zbyt wiele, a poza tym w tekście masz sporą ilość głupot, elementów, z których wyłazi, że tekst nie jest przemyślany. Zwolnij treściowo, bardziej opowiadaj tę historię niż relacjonuj, i pomyśl nad sensem.
Po-ta-toes! Boil them, mash them, stick them in a stew. Lovely big golden chips with a nice piece of fried fish.


Skróty: Jak poprawnie zapisywać dialogiMyślnik, półpauza i dywiz (łącznik) – jak je poprawnie stosowaćJak wstawić wcięcia akapitowe:piorko: Piórko

Wróć do „Proza: teksty wieloczęściowe”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości