Z daleka (tom 1, rozdział 2)

Okiem wyobraźni. Proza spod znaku fantastyki: fantasy, science fiction oraz horror.
Shiloh
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 67

Z daleka (tom 1, rozdział 2)

Post#1 » 21 kwie 2017, o 14:53

Siedział przy ognisku, które rozpalił trąc patykiem o patyk, ale nie było mu ciepło. Płomień mógł ogrzać na przykład jego dłonie, ale nie zmienić zimna, które po stracie domu zalęgło się w jego sercu po stracie domu. Jednak Suwadan siedział wiernie u jego prawego boku.
Usłyszał kroki. Znał je, więc nie musiał się obawiać przynajmniej ich. Nie odwrócił się. Jego przyjaciółka zaczęła:
- He…
- Milcz! – nie pozwolił jej dokończyć. Nie tutaj.
- O co ci chodzi? – zapytała dziewczyna.
- Dobrze wiesz. Tutaj nie wymawiamy naszych imion.
- Przecież jesteśmy sami – zaprotestowała.
- Nie wiadomo, czy nikt się tu nie włóczy. Jakiś nocny myśliwy, pijak, ktokolwiek. – Chłopak nie rozumiał, jak jego przyjaciółka może być tak nierozważna.
Usiadła, a on zapytał, nawet na nią nie spojrzawszy.
- Co upolowałaś?
W odpowiedzi wstała i nadziała na położony powyżej ognia patyk dwie wiewiórki.
- Zwariowałaś? Wiewiórki to nasi przyjaciele.
- Nie znalazłam nic innego.
Siedząca na jej lewym ramieniu Ruwriza wydała cichy pisk, mający jakby być potwierdzeniem słów towarzyszki.
- W porządku – zgodził się chłopak. – Ale to jeden jedyny raz, kiedy jem mięso naszych futrzastych przyjaciół.
- Powinniśmy polować oboje – uznała.
- A co ja upoluję moim mieczem? Twój łuk się nadaje idealnie, powali nawet niedźwiedzia. Ja mogę co najwyżej uciąć głowę.
Nic na to nie odpowiedziała. Miał rację. Teraz ich stan zdrowotny będzie zależał od tego, ile uda się jej samej upolować. Jego miecz był tu przydatny tylko do obrony. W swoim przyjacielu miała obrońcę. Nie tylko mówili sobie wszystko, dzielili wspólny los, ale również zapewniali sobie nawzajem bezpieczeństwo.
- Patrząc na tą nieżywą dziewczynę miałem uczucie deja vu – przerwał jej rozmyślania.
- To nie była nasza wina – odpowiedziała, pragnąc go pocieszyć.
- Ale zdążylibyśmy jej pomóc - zaprotestował.
- Nie możemy się ujawnić – przypomniała mu. – Sam mówiłeś to już kilkakrotnie, odkąd się tu znaleźliśmy.
Położyła mu dłoń na ramieniu. Wstał gwałtownie i wrzasnął:
- NIE DOTYKAJ MNIE!
Suwadan aż zawył, a Ruwriza poruszyła się niespokojnie na ramieniu dziewczyny. Chłopak spojrzał groźnie na wilka, dając mu do zrozumienia, że nie życzy sobie hałasu. Zwierzę podwinęło ogon i zaskamlało.
- Przepraszam – usłyszał od dziewczyny. Usiadł z powrotem.
- W porządku, ale więcej tego nie rób – powiedział.

Sławomir Troński i Mariusz Sznycki stali przy drzwiach do komisariatu.
- Jesteś pewien? – zapytał śledczy.
- Tak – zapewnił go patolog. – Stali tam, a ty ich nie zauważyłeś.
- I mówisz, że zawrócili do lasu? Czemu wcześniej o tym nie wspomniałeś?
- Nie chciałeś słuchać. Byłeś zbyt zajęty szczegółowymi danymi z sekcji zwłok. Mój raport nic ci nie da, dopóki ich nie przesłuchasz. Nie znajdziesz żadnych innych śladów prócz krwi, która należy tylko do ofiary. Technicy zabezpieczyli wszystko, co się dało, ale w tej chwili bez nich nie dowiesz się więcej. I tu dopiero pojawia się problem.
- Jaki?
- Nie wyglądali na takich, co chcieliby z kimkolwiek rozmawiać. Gołym okiem, nawet z tak daleka da się zauważyć, że to osoby, które nie chcą żadnej formy bliskiego kontaktu z osobami, których nie znają.
- Dobrze, że mi w końcu powiedziałeś. – Troński był podirytowany, choć to mało powiedziane. – Muszę ich znaleźć. Jeśli jej nie zabili, na pewno wiedzą, kto to zrobił.
Bez słowa pożegnania wyszedł i udał się do swojego samochodu. Musiał znaleźć tych dwoje, ale nie przed porządnym śniadaniem, które powinien zjeść już dwie godziny temu. Nie natrafi na nich od razu, ale jeśli się nie posili, nie poukłada sobie w głowie słów, jakich będzie musiał użyć w rozmowie z nimi. Należało też zastanowić się, gdzie ich szukać. Według słów Mariusza ruszyli do lasu, ale teraz mogli być gdzieś indziej. Jeśli przegapił ich wtedy, to może i teraz. Najwyraźniej długa praca w policji nie służy mu. Dotrwać do emerytury będzie trudno, a nie mógł przewidzieć, ile śledztw jeszcze przed nim.
Teraz jednak liczyło się znalezienie tej dwójki. Kimkolwiek były te dzieciaki, widziały mordercę. Z większej lub mniejszej odległości, ale zawsze stanowiły pewien trop.
Poczuł, jak w jego kieszeni wibruje telefon. Wyjął go i spojrzał na ekran. Mariusz. Jaką jeszcze rewelację dla niego ma.
- Co tym razem? – rzucił zniecierpliwiony i nie słysząc odpowiedzi dodał szybko: Przepraszam.
- Chodzi o te dzieciaki – usłyszał.
- To znaczy?
- Nie były same. Towarzyszyły im zwierzęta. Wilk i orzeł.
- Słucham?
- Wilk i orzeł. Nie wiem jak to możliwe, ale wiem co widziałem.
Troński był w takim szoku, że nie wypowiedział słów pożegnania, ani nie podziękował za informację, tylko od razu się rozłączył. Jeśli to prawda, to wszystko się pokomplikowało. Z dzieciakami były drapieżne zwierzęta. Aby móc je przesłuchać, będzie musiał poprosić o pomoc odpowiednie służby, a to zajmie sporo czasu. Nie wiadomo gdzie wtedy będzie ta dwójka. Może już daleko stąd.
Wtedy stało się coś, czego nie chciał usłyszeć. Przez radio dostał wezwanie na miejsce zbrodni. Wszystko było tak samo, jak przedwczoraj: stacja benzynowa, kobieta w wieku około dwudziestu lat, rany cięte, mnóstwo krwi.
Miej nadzieję na najlepsze, szykuj się na najgorsze. - Jack Reacher

Tagi:

Awatar użytkownika
Grafoman
Użytkownik zbanowany
Posty: 874

Z daleka (tom 1, rozdział 2)

Post#2 » 21 kwie 2017, o 16:04

 Rozwiń, aby przeczytać
Płomień mógł ogrzać na przykład jego dłonie, ale nie zmienić zimna, które po stracie domu zalęgło się w jego sercu po stracie domu.
- jedno „po stracie domu” można spokojnie usunąć. Poza tym, to zdanie trochę mi stylistycznie nie pasuje.
Znał je, więc nie musiał się obawiać przynajmniej ich.
wyrzuciłbym „przynajmniej ich”.
- Milcz! – nie pozwolił jej dokończyć. Nie tutaj.
– niepoprawny zapis. „- Milcz! – Nie pozwolił jej dokończyć. – Nie tutaj.”
Usiadła, a on zapytał, nawet na nią nie spojrzawszy.
– dwukropek po „spojrzawszy”.
Położyła mu dłoń na ramieniu. Wstał gwałtownie i wrzasnął: - NIE DOTYKAJ MNIE!
– To „nie dotykaj mnie” zapisałbym normalnie, bez Caps Locka, ponieważ piszesz, że wrzasnął, czyli powiedział to głośno.
- Przepraszam – usłyszał od dziewczyny. Usiadł z powrotem.
– Usunąłbym „od dziewczyny”, bo wiadomo, że rozmawiają we dwójkę.
Sławomir Troński i Mariusz Sznycki stali przy drzwiach do komisariatu.
albo „przy drzwiach, prowadzących do komisariatu”, albo „przy wejściu do komisariatu”
Gołym okiem, nawet z tak daleka da się zauważyć, że to osoby, które nie chcą żadnej formy bliskiego kontaktu z osobami, których nie znają.
- powtórzenie „osoby”.
Troński był w takim szoku, że nie wypowiedział słów pożegnania, ani nie podziękował za informację, tylko od razu się rozłączył.
– trochę zbyt przekombinowane zdanie. Napisałbym: „Troński był w takim szoku, że rozłączył się bez słowa.”
Wtedy stało się coś, czego nie chciał usłyszeć.
– a może: „Wtedy stało się coś, czego się nie spodziewał/ o czym nie chciał nawet myśleć.”?

W spoilerze parę uwag technicznych. Sam tekst napisany nieźle, chociaż nie widać w nim mocnego początku fabuły. Trudno zrozumieć, o co w tym wszystkim chodzi. Brakuje jakiejś "dawki uderzeniowej" na początek. Końcówka daje nadzieję na dalszy rozwój akcji.
Pozdrawiam i weny życzę.
Graf
"Jeśli chcesz się po­wiesić, po­wieś się na wy­sokim drzewie. "

Shiloh
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 67

Z daleka (tom 1, rozdział 2)

Post#3 » 21 kwie 2017, o 16:15

"Nie tutaj" nie było kwestią dialogową, lecz fragmentem opisu, stąd to wcale nie jest błąd. "Usłyszał od dziewczyny" - celem podkreślenia, że nie od zwierzęcia, które ze względu na pochodzenie mogło przecież umieć mówić po ludzku (choć nie zamierzam wprowadzać tego elementu).
Miej nadzieję na najlepsze, szykuj się na najgorsze. - Jack Reacher

Awatar użytkownika
Grafoman
Użytkownik zbanowany
Posty: 874

Z daleka (tom 1, rozdział 2)

Post#4 » 21 kwie 2017, o 16:21

Shiloh pisze: "Usłyszał od dziewczyny" - celem podkreślenia, że nie od zwierzęcia, które ze względu na pochodzenie mogło przecież umieć mówić po ludzku (choć nie zamierzam wprowadzać tego elementu).

Rozumiem, ale skoro zwierzęta dotychczas nie mówiły, to skąd pewność, że zaczną mówić? ;) Poza tym, wiadomo, że to dziewczyna zawiniła i ona przeprasza. Ale jak wolisz.
"Jeśli chcesz się po­wiesić, po­wieś się na wy­sokim drzewie. "

Awatar użytkownika
Głodzia
zaklęty miecz
zaklęty miecz
Posty: 314

Z daleka (tom 1, rozdział 2)

Post#5 » 22 kwie 2017, o 11:17

Hmm. Jest trochę błędów, ale Graf już je wymienił.
To zdanie: "Sławomir Troński i Mariusz Sznycki stali przy drzwiach do komisariatu." napisałabym tak:
Sławomir Troński i Mariusz Sznycki stali przed drzwiami komisariatu / przed komisariatem.
Ogólnie widzę pewien potencjał. Wychodzi na to, że będzie to powieść kryminalno-fantastyczna. I trochę takie pomieszanie światów?
Czekam na więcej :)
Niebo nad jej głową było tak nieprzeniknione, tak niewyobrażalnie głębokie i bezkresne, że poczuła się malutka i nic nieznacząca.
______________________________
Enya <3
Leo Rojas <3

Shiloh
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 67

Z daleka (tom 1, rozdział 2)

Post#6 » 22 kwie 2017, o 11:34

Głodzia pisze:To zdanie: "Sławomir Troński i Mariusz Sznycki stali przy drzwiach do komisariatu." napisałabym tak:
Sławomir Troński i Mariusz Sznycki stali przed drzwiami komisariatu / przed komisariatem.


To zdanie już zmieniłem w Wordzie. Teraz brzmi: Sławomir Troński i Mariusz Sznycki stali przy wyjściu z komisariatu.

Na pewno napiszę więcej. Masz moje słowo.
Miej nadzieję na najlepsze, szykuj się na najgorsze. - Jack Reacher

Wróć do „Fantastyka”



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości