Zachęcamy do komentowania! Co miesiąc na zwycięzcę tytułu Komentatora Miesiąca czeka nagroda książkowa!

Z daleka (tom 1, rozdział 4)

Długa proza (powyżej 10 stron) publikowana w częściach: fragmenty powieści, długie opowiadania i tasiemce innej maści.
Regulamin forum
Przypomnienie:
Maksymalna objętość tekstu, jaką można umieścić w jednym temacie, to 10 stron znormalizowanego maszynopisu. Teksty przekraczające tę objętość (fragmenty powieści, długie opowiadania), należy publikować w częściach w dziale "Teksty wieloczęściowe". Każda część musi znaleźć się w osobnym temacie.
Nazwa tematu powinna składać się z tytułu tekstu. Dodatkowo, dla tekstów wieloczęściowych, w tytule należy podać numer części, na przykład "Tytuł - część 1". W przypadku publikowania fanfiction, należy podać źródło w nawiasie kwadratowym, przykładowo: "[Harry Potter] Tytuł opowiadania".
Każdy tekst należy odpowiednio otagować. Tagi wybieramy z pola pod tytułem tematu. Listę tagów oraz ich podział można znaleźć na podstronie.
Dla publikacji wieloczęściowych funkcjonuje dodatkowy tag tekst wieloczęściowy, a dla fanfiction fandomowe (np. fanfiction-harry-potter).
Dla tekstów wieloczęściowych, w treści każdej części należy dodać odnośniki do opublikowanych części: pierwszej, poprzedniej i następnej (jeżeli jest dodana). Służy to ułatwieniu czytelnikom dotarcia do reszty tekstu.
Shiloh
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 68

Z daleka (tom 1, rozdział 4)

Post#1 » 23 kwie 2017, o 11:21

Pędzili dalej. Do stacji benzynowej mieli jeszcze kilka kilometrów. Oboje zdawali sobie sprawę, że mogą nie zdążyć. Chłopak wiedział, że musi, bo inaczej nigdy sobie tego nie wybaczy, tak samo jak nie wybaczył sobie, że dopuścił do dwóch poprzednich morderstw. Obie ofiary były takie młode, takie niewinne. Miały jeszcze całe życie przed sobą, a ten drań tak po prostu je zabił. Zmasakrował je niemal bez motywu. Nie znał żadnej, to było pewne. Po zamordowaniu, z każdą zrobił to samo. Ale zanim to zrobił, kazał im cierpieć. Potwór, nie człowiek. Bestialsko pozbawił je życia, a następnie zabrał jakieś dziwne sakiewki, w których najprawdopodobniej były pieniądze.
Taka masakra dla sakiewki pełnej banknotów i monet. W ich świecie nic takiego nie miało nigdy miejsca. Zdarzały się kradzieże, nigdy jednak nikt z tego powodu nie ginął. Miały miejsca małe wykroczenia i wielkie zbrodnie, ale nigdy popełnione przestępstwo nie miało tak absurdalnego podłoża. A tym bardziej nie tak bestialskie. Do czasu. Prawdziwa zbrodnia dotknęła ich dwojga i wszystkich, którzy zamieszkiwali tę samą wioskę. Toczyła się wojna i rycerze z sąsiedniego królestwa napadli na ludność. Spalili ją, wszyscy prócz ich dwojga spłonęli żywcem. A oni na to patrzyli. Umieli walczyć, ale byli na przechadzce w lesie i nim wraz Suwadanem i Ruwrizą dotarli, było po wszystkim. Wojska nieprzyjaciela wciąż tam stały i mimo swej waleczności chłopak i dziewczyna nie mieli z nimi szans. Z wyjściem z ukrycia musieli przeczekać, aż wojska nieprzyjaciela odjadą.
Siedząc wraz ze swoimi zwierzęcymi przyjaciółmi w krzakach zastanawiali się, czy rodzice wołali ich po imieniu. I wtedy stało się coś dziwnego. Na plecach poczuli dziwny podmuch. Chcieli się obejrzeć, ale był tak silny, że przez dłuższą chwilę trzymał ich w miejscu, a potem nagle pociągnął za sobą całą ich czwórkę. Lecieli tak może z kilka sekund, aż w końcu wylądowali na czymś twardym. Zachowali pełną świadomość, ale przez dłuższą chwilę nie mogli się pozbierać. Gdy już wstali, rozejrzeli się niespokojnie. Od razu zauważyli, że znajdują się w zupełnie innym miejscu. Z dala od domu. W zupełnie innym świecie. Nie wątpili, że nigdy nie wrócą, zresztą nie mieliby do czego. Spalona wioska, ludzie zginęli w cierpieniu. Bestialskie zbiorowe morderstwo. A już następnego dnia mieli być świadkami innego aktu pozbawienia życia. Od chwili przybycia w to miejsce, przeżyli to już dwa razy. Jeśli się nie pospieszą, będą świadkami trzeciego. Pewność, że tam, dokąd zmierzali nie zjawi się na czas nikt, kto obroni następną ofiarę przed napastnikiem, nie opuszczała ich ani na chwilę.
Prędzej! Prędzej, bo ona zginie! – te słowa raz za razem powtarzał sobie chłopak. Miał wrażenie, że jego nogi biegną już same, znając drogę. Do celu było jeszcze daleko, a czasu coraz mniej. – Nie daj jej umrzeć! Nie daj, do cholery! Łap tego drania!
- Przestań tak intensywnie myśleć! – krzyknęła dziewczyna. – Głowa mnie od tego boli.
On jednak nie mógł przestać, a ona nie miała prawa go za to winić. Poza tym, jak raz już się na coś uparł to odwieźć go od postanowienia mogła jedynie szantażem, czego w ich świecie zrobiła zaledwie kilka razy. Tutaj jednak nie miała go czym szantażować. Jedyną rzeczą, jaką mogła użyć przeciwko niemu była groźba zerwania przyjaźni, ale to było najgorsze, co mogła zrobić. Poza tym nigdy by się tak daleko nie posunęła. Ani w tym świecie, jak i w ich własnym, z którego zostali zabrani.
Bolała ją głowa. Jeśli ktoś spytałby ją, czy istnieje stuprocentowa empatia, odpowiedziałaby: tak. Odczuwane teraz wspólne cierpienie było tego żywym dowodem. Wspólny ból, wspólny cel, wspólna determinacja. Jedno było gotowe zrobić wszystko dla drugiego i z drugim, tak jak w tej chwili. Miał rację. Ta dziewczyna musiała przeżyć.
- Prędzej! – zawołał. – Suwadan i Ruwriza już nas wyprzedzili.
Nie usłyszał odpowiedzi. On przyspieszył i ona też. Suwadan wył przeraźliwie, a Ruwriza frunąc machała skrzydłami tak mocno, że pióra prawie jej wypadały. Żadne z nich nie mogło się jednak zatrzymać. Głód minął, jednak zrodził się żal. Zwierzę pozostawione przy nierozpalonym ognisku mogłoby żyć, gdyby nie wyczuł zagrożenia kilka minut wcześniej. Zostawili jedną nieżywą istotę, a teraz biegli, by ratować drugą. To było szaleństwo.
- Nie uda nam się, nie ma mowy – pomyślała dziewczyna.
- Zamknij się! – usłyszała w odpowiedzi. Po raz pierwszy jej przyjaciel odezwał się do niej w ten sposób. Nie wierzyła własnym uszom, ale nie mogła go też winić. Od początku we wszystkim byli razem, każdego dnia, w swojej przyjaźni, przy każdym pojedynczym wydarzeniu. We wszystkie kłopoty, w które się wpakowali, wpakowali się razem. I razem ocaleli, znajdując się kilka dni temu poza rodzinną wioską.
Musieli w końcu uratować ludzkie życie. Najazd na wioskę był tak niespodziewany, że żaden dorosły nie zdążył chwycić za broń, nawet ośmiu z dziesięciu największych wojowników, do których oni się zaliczali. Jeśli teraz nie uratują tej kobiety i będą świadkami kolejnego, bezsensownego zgonu, nie będą mieli prawa nazwać się wojownikami. Nieważne kim była potencjalna ofiara. Zasługiwała na życie, jej oprawca – nie.
- Szybciej, do jasnej ciasnej! – Krzyknął chłopak. Był na skraju wyczerpania nerwowego. Żadne z nich nie wiedziało, jak zareaguje, jeśli dotrą na miejsce na czas.
- Zrób to dla naszych rodziców! – w jego głosie usłyszała taką rozpacz, jak jeszcze nigdy wcześniej. Biegli. Pędzili, ale prędzej już się nie dało. Nawet Suwadan i Ruwriza, z natury dużo od nich szybsi, teraz dotrzymywali im kroku. Aby być tuż przy nich, by dodać im otuchy.
- Błagam, niech ich jeszcze tam nie będzie – powtarzał sobie chłopak. – To nie może się tak skończyć! Ona musi przeżyć! Musi! Jeśli jeszcze jej tam nie ma, to niech stanie się cokolwiek, aby dotarła tam później. Albo niech się jej zepsuje wóz bez koni. Wszystko, byle nie dotarła do tamtego miejsca, zanim my tam dotrzemy.
- Musi żyć! – wrzasnął. Wciąż biegł, a dziewczyna wraz z nim. Nie zatrzymywali się. Nie było czasu nawet na krótki postój. Liczyła się każda sekunda. Do dziwnej budowli z małymi wieżyczkami, które coś wlewały do wozów bez koni był jeszcze spory kawał. A jeśli ona już tam jest, to morderca pewnie już też. Szybciej, do cholery. Życie jest ważniejsze od zdrowia. Zabiję go, choćby miała to być ostatnia rzecz, jaką zrobię w życiu.

- Znowu tu byli? – dopytywał się komisarz.
- A co ja powiedziałem? Tak. Byli po drugiej stronie szosy. Razem ze zwierzętami.

Tymczasem chłopak i dziewczyna biegli dalej. Aby mieć widok dokładnie na wprost stacji benzynowej, musieli przebyć jeszcze kilometr. Z każdą chwilą słabli i zaczęli wątpić, czy uda im się zachować wystarczająco dużo sił na walkę z mordercą. Tylko zabicie go bądź wskazanie policji dawało im szansę na rozpoczęcie drogi odkupienia winy. Win nie wymarzą, ale przynajmniej będą mieli czyste sumienie, że nie pozwolili na dalszy rozlew krwi.
Jeśli spłoszą napastnika, będą musieli go znaleźć ponownie, bo nawet gdyby zostawił swoją ofiarę, to prędzej czy później zaatakuje znowu. Lepszym wyjściem będzie odebranie mu życia. Wtedy będą mogli nastraszyć dziewczynę, jedynego, jak sądzili, ich obecności w tym świecie, wrócić do lasu i dalej przemieszczać się pod osłoną nocy.

Motyw nic mu nie da. To ich trzeba szukać. W lesie - pomyślał. Teraz jednak bardziej od tego, gdzie trzeba szukać tej dwójki, Troński zaczął się zastanawiać, kim oni mogą być. Czemu para dzieciaków włóczy się od kilku dni po lesie i to ze zwierzętami? Przecież w tej części Polski wilki i orły żyją tylko w niewoli. I czemu te drapieżniki są do nich nastawione przyjaźnie? Cała czwórka stanowiła zagadkę. Zagadkę, którą należało rozwiązać w pierwszej kolejności. Jeśli choć nie spróbuje wymyślić skąd się tu wzięli, może ich nie znaleźć. Nawet jeśli odpowiednie służby przyjdą policji z pomocą, najpewniej nie uda mu się skłonić ich dwójki do powiedzenia czegokolwiek. Pomyśleć, że wynik śledztwa może zależeć od tego, co oni mu przekażą. Co jeśli naprawdę nie będą chcieli współpracować?

Pół kilometra. I o pół kilometra za dużo. Biegli coraz wolniej, starając się oszczędzać siły, przed starciem z napastnikiem.
- Błagam, niech jej jeszcze tam nie będzie! – łkał chłopak. – Niech cokolwiek zatrzyma ją po drodze!

- Co mam ci jeszcze powiedzieć? – niecierpliwił się patolog. – Że brak dokumentów może wskazywać na napad rabunkowy? To tylko spekulacje.
Nagle Troński bez słowa wsiadł do samochodu i zatrzasnął drzwi. Nim odpalił silnik, podbiegł do niego Sznycki.
- Gdzie jedziesz?
- Na poprzednie miejsce zbrodni.
- Po co?
- Muszę tam wrócić natychmiast!
- Dlaczego?
- Po prostu muszę!
Nie chciał dłużej słuchać przyjaciela. Ruszył z piskiem opon i skierował się w stronę pierwszej stacji benzynowej.
Miej nadzieję na najlepsze, szykuj się na najgorsze. - Jack Reacher

Tagi:

Awatar użytkownika
DuralT
USS Gerald R. Ford
USS Gerald R. Ford
Posty: 1678

Z daleka (tom 1, rozdział 4)

Post#2 » 13 maja 2017, o 13:39

Właściwie to ten rozdział jest jedynie opisem biegu i przemyśleń bohaterów, byłby dobry jako rozdział refleksyjny w pełnym wydaniu, ale nie jako fragment tekstu wieloczęściowego publikowanego na forum internetowym.
Sformatowanie tekstu podupadło na jakości i obecnie przypomna ścianę tekstu z przerywnikiem pod koniec rozdziału.
— No to płyńmy dalej, marynarzu, bo?
— Navigare necesse est, vivere non est necesse.
Andrzej Ziemiański – Pomnik Cesarzowej Achai - Tom V

Wróć do „Proza: teksty wieloczęściowe”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości