Ostatnie dwadzieścia dni - opowiadanie postapo

Długa proza: fragmenty powieści, długie opowiadania i tasiemce innej maści.
Regulamin forum
W tym dziale należy publikować opowiadania, powieści oraz inne długie formy prozatorskie. Utwory krótkie (drabble, miniatury, krótkie opowiadania) publikujemy w dziale "Miniatury i drabble".

Przydatne definicje
drabble – krótka forma literacka licząca dokładnie sto słów

miniatura literacka (short story) – krótki utwór składający się z mniej niż 7 500 słów

opowiadanie – krótki utwór epicki o prostej akcji, niewielkich rozmiarach, najczęściej jednowątkowej fabule, pisany prozą

powieść – długi utwór narracyjny opisujący rozbudowany ciąg zdarzeń

Jeżeli twój tekst jest dłuższy niż 25000 tysięcy znaków ze spacjami, należy go podzielić na części. Każda część musi znaleźć się w osobnym temacie i nie przekraczać ww. objętości.
Nazwa tematu powinna składać się z tytułu tekstu. Dodatkowo, dla tekstów wieloczęściowych, w tytule należy podać numer części, na przykład "Tytuł - część 1". W przypadku publikowania fanfiction, należy podać źródło w nawiasie kwadratowym, przykładowo: "[Harry Potter] Tytuł opowiadania".
Każdy tekst należy odpowiednio otagować. Tagi wybieramy z pola pod tytułem tematu. Listę tagów oraz ich podział można znaleźć na podstronie. Dla publikacji wieloczęściowych funkcjonuje dodatkowy tag tekst wieloczęściowy, a dla fanfiction fandomowe (np. fanfiction-harry-potter).
lukaszmigura
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 6

Ostatnie dwadzieścia dni - opowiadanie postapo

Post#1 » 4 lip 2017, o 20:39

Z niespokojnego snu wyrwał mnie dławiący kaszel. Z wyłupiastymi i przekrwionymi oczyma usiadłem, sięgnąłem do wewnętrznej kieszeni kurtki i wyjąłem metalowy pojemnik z zapasowymi membranami. Czarny od zanieczyszczeń filtr zastąpiłem świeżym, białym, niczym pierwszy śnieg zalegający na szczytach gór. Zaciągnąłem się.

Kiedy już uspokoiłem oddech, raz jeszcze i bardziej świadomie spojrzałem do pojemnika. Zostało mi zapasu na dwadzieścia dni. Czterysta osiemdziesiąt godzin powietrza zdatnego do oddychania. A potem koniec. Śmierć w męczarniach. Powolne duszenie się. Nawet nie chciałem wyobrażać sobie takich katuszy.

— Co robić!? — powiedziałem do siebie.

Zagubiony, nie zdając sobie sprawy z istoty decyzji, jaką miałem zaraz podjąć, przypomniała mi się opowieść poznanego kilka dni wcześniej człowieka. Był późny wieczór. Obaj usiedliśmy przy ledwie tlącym się ognisku. Płomyki z trudem wydostawały się ponad pale drewna, muskały je nieśmiało, walcząc o przetrwanie.

— Łączy nas z ogniem więcej, niż można przypuszczać — stwierdziłem.

Mężczyzna nie wiedział, co odpowiedzieć. Zaczął więc snuć smutne wspomnienie. Było to dla niego bolesne, ale w tamtej chwili chciał się tym ze mną podzielić.

— Kilkanaście lat wcześniej, w styczniu, zabrałem swoją panią w góry — zaczął. — Zima jak rzadko rozszalała się i zmusiła ludzi do stałego palenia w piecach. Ci biedniejsi, żyjący na ulicach i w pustostanach do dziś wspominają tamte czasy. Już wtedy oprócz mrozu cierpieli przez smog. Jednak kiedy chłód ustępował miejsca słońcu i zieleniejącym łąkom problem zanieczyszczonego powietrza znikał. Wtedy wszyscy żyli jak cywilizowani. Wtedy w życiu bardziej chodziło o zabawę niż o przetrwanie.

Wbiłem w niego spojrzenie. Nie wiem czy z grzeczności, czy z faktycznego zainteresowania, ale słuchałem z zapartym tchem.

— W drodze powrotnej zdecydowaliśmy się zboczyć z trasy i zahaczyć o Żywiec — kontynuował. — Wybraliśmy drogę na wschód. Mijaliśmy kolejne wzniesienia i doliny. Po kilkudziesięciu minutach dotarliśmy na przedmieścia Szczyrku. Miasteczko leżało w siodle pomiędzy dwoma górami. Powietrze ciężkie od pyłów właściwie nie nadawało się do niczego. Samochód co prawda nie miał problemów ze spalaniem paliwa, ale baliśmy się otworzyć okno — tutaj mężczyzna zawiesił głos i poprosił o coś do picia.

Podałem mu manierkę z dopiero co przefiltrowaną wodą. Zaraz potem ponowił swoją opowieść.

— Po kwadransie dotarliśmy na drugą stronę — powiedział. — I wiesz, co tam zobaczyliśmy? — zapytał.

Wzruszyłem ramionami.

— Po drugiej stronie słońce, mimo późnej pory i zimowej aury, świeciło ponad wierzchołkami i roztapiało zalegające na szczytach czapy śniegu. Smog zatrzymał się na górach — stwierdził i zaśmiał się. — Zatrzymał się, kurwa, na górach — powtórzył.

Kiedy usłyszałem tę historię, wydało mi się oczywistym, że ciężkie powietrze nie jest w stanie przenieść się ponad wierzchołkami gór. Ale nie pomyślałem, że i teraz może być podobnie. Przeszedł mnie lekki dreszcz. Ten sam, który towarzyszył mi w chwilach, w których odkrywałem coś faktycznie wartego odkrycia.


Dzień pierwszy


Szybko wygrzebałem z tobołka starą mapę. Nosiłem ją ze sobą co najmniej od dekady. Dzięki niej mogłem z łatwością lokalizować miejsca, w których są lub mogą pojawić się zbiorniki wody. Teraz jednak chciałem sprawdzić, jak daleko znajdowałem się od Tatr.

Stary papier zdążył pożółknąć, a brzegi wytarły się i zabrudziły. Jedno spojrzenie wystarczyło, by określić położenie. Znajdowałem się dziesięć, może piętnaście kilometrów na północ od Katowic. Chcąc udać się w stronę granicy musiałem po prostu iść na południe.

Trzymając mapę wiedziałem, co zrobię. Wiedziałem, że moją ostatnią szansą jest dostać się na drugą stronę Tatr. Sprawdzić, czy będę w stanie przeżyć w górskich lasach bez maski. Wiedziałem też, że nie mogę zabrać ze sobą wszystkiego. Szybko wyrzuciłem zapasowe ubrania. Zabrałem jedynie grubszą odzież, spakowałem większy pojemnik na wodę, dwie rurki życia i kilka innych drobiazgów, bez których podróż byłaby znacznie trudniejsza. Im mniej rzeczy miałem ze sobą, tym szybciej mogłem się poruszać. Musiałem pamiętać, że im bardziej zmęczony będę, tym szybciej będą zużywać się filtry powietrza.

Nie czekałem na wschód słońca. Kiedy tylko byłem gotów, wyruszyłem w drogę.

Dawniej wzdłuż ulicy nieskończenie ciągnęły się ekrany tłumiące hałas przejeżdżających samochodów. Teraz nie tylko nie było ekranów. Ludzie pokradli betonowe bloki odgradzające od siebie przeciwległe pasy.

Było ciemno. Było cicho i zimno. Wiatr huczał ponad moją głową. Kiedy schodził niżej, zdmuchiwał mi kaptur z głowy. Czułem wtedy jego siłę, zapierałem się nogami i parłem przed siebie, byle dalej. Byle do pierwszego punktu. Szedłem tak co najmniej trzy godziny. Smagany wiatrem, czasem kwaśnym deszczem, który nie wiedzieć jak przedostawał się przez grubą warstwę zanieczyszczeń wiszących ponad głową. Kiedyś takie podmuchy przegoniłyby smog. Niestety teraz tyle gówna było w powietrzu, że nawet wichura nie pomagała.

Gdzieś przed upływem czwartej godziny przywitał mnie powyginany i wiszący na jednym słupku napis: Katowice. Zaraz za nim zobaczyłem to samo miasto, które stało tam od kilkudziesięciu lat. Porzuconą metropolię, pachnącą samotnością, tęskniącą za ludźmi, którzy uciekli po największej tragedii w historii. Większej od wszystkich wojen czy prób nuklearnych. Co gorsza, tragedii, jaką sami sobie zgotowaliśmy.

Byłem wyczerpany. Ledwo dotarłem do ronda. Ukryłem się w przejściu pod czymś co kiedyś zwano Okiem Miasta. Trzymałem się blisko ziemi, tam czasem dało się zaczerpnąć powietrza bez maski na twarzy. Odkręciłem kanister z wodą, wsunąłem w niego rurkę filtrującą wodę i pociągnąłem kilka łyków. Zaraz potem szybko zakręciłem pojemnik i schowałem do torby.

Nie chciałem tracić zbyt dużo czasu, podniosłem się, zrobiłem kilka kroków i ... upadłem. Czułem drżenie mięśni. Wiedziałem, że to nie kwestia niedożywienia. Dwa dni wcześniej upolowałem szczura. Moje nogi trzęsły się przez brak tlenu w organizmie. Usiadłem i czekałem.

 ! Wiadomość z: Camenne
Działy literackie nie służą do reklamy.
Fan sci fi. Publikuję na lukaszmigura.com. Sprawdź, czy warto czytać moje opowiadania.

Tagi:

Adeptus Gedeon
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 37

Ostatnie dwadzieścia dni - opowiadanie postapo

Post#2 » 9 lip 2017, o 12:36

Hmm, ktoś, kogo żywienie wygląda "jeden szczur na dwa dni" ewidentnie jest niedożywiony (i chodzi nie tylko o ilość, ale o jakość - szczurze mięso raczej nie zapewnia wszystkich wartości odżywczych). Wiem, ze to trochę czepianie się, ale mam wrażenie, że starasz się, żeby ta fantastyka była "realistyczna", w tym pod kątem survivalowym, więc taka uwaga na marginesie.

Wróć do „Proza: opowiadania i fragmenty powieści”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 5 gości