[Harry Potter] Najlepszy przyjaciel Dracona Malfoya

Wszelkie formy krótkie. Drabble, miniatury, szorty.
Regulamin forum
W tym dziale należy publikować wyłącznie miniatury, drabble i krótkie opowiadania.

Przydatne definicje
drabble: krótka forma literacka licząca dokładnie sto słów

miniatura literacka (short story): krótki utwór składający się z mniej niż 7 500 słów

opowiadanie – krótki utwór epicki o prostej akcji, niewielkich rozmiarach, najczęściej jednowątkowej fabule, pisany prozą

Teksty dłuższe (fragmenty powieści, długie opowiadania) należy publikować w dziale "Opowiadania i fragmenty powieści".
Nazwa tematu powinna składać się z tytułu tekstu. W przypadku publikowania fanfiction, należy podać źródło w nawiasie kwadratowym, przykładowo: "[Harry Potter] Tytuł opowiadania".
Każdy tekst należy odpowiednio otagować. Tagi wybieramy z pola pod tytułem tematu.
Shiloh
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 68

[Harry Potter] Najlepszy przyjaciel Dracona Malfoya

Post#1 » 27 lip 2017, o 00:43

SŁOWO WSTĘPNE
Niniejsze opowiadanie jest alternatywną krótką historią opartą na wydarzeniach, które zostały opisane w rozdziale „Dwór Malfoya”, w powieści „Harry Potter i Insygnia Śmierci”. Prawa autorskie do oryginału posiada Joan Kathleen Rowling, a prawo do polskiego tłumaczenia Media Rodzina, dla której polską wersję opracował w całości Andrzej Polkowski. Część treści opowiadania jest fragmentem ze wspomnianego rozdziału i fragment ten napisany jest kursywą.



NAJLEPSZY PRZYJACIEL DRACONA MALFOYA

Pettigrew osunął się na kolana i w tej samej chwili Hermiona krzyknęła przeraźliwie nad ich głowami. Wybałuszył oczy, drgnął po raz ostatni i zamarł bez ruchu.
Harry i Ron spojrzeli na siebie, a potem, pozostawiając na podłodze ciało Glizdogona, pobiegli schodami w górę i wpadli do ciemnego korytarza wiodącego do salonu. Ostrożnie podeszli do uchylonych drzwi i zajrzeli do środka. Bellatriks patrzyła na Gryfka, który trzymał miecz Gryffindora. Hermiona leżała u jej stóp. Nie poruszała się.
- No i co? – zapytałą Bellatriks. – To prawdziwy miecz?
Harry wstrzymał oddech, walcząc z bólem pulsującym na czole.
- Nie – odrzekł Gryfek. – To podróbka.
- Jesteś pewny? – wydyszała Bellakriks. – Całkowicie pewny_
- Tak.
Odetchnęła z ulgą, jej twarz się rozluźniła.
-Dobrze – powiedziała i machnąła od niechcenia różdżką, rozcinając goblinowi twarz. Zawył z bólu i upadł u jej stóp. Kopnęła go, przewalając na bok. A teraz – oznajmiła triumfalnym tonem – wezwiemy Czarnego Pana.
Podwinęła rękaw i wskazującym palcem dotknęła Mrocznego Znaku.
Czoło Harry’ego przeszył tak ostry ból, jakby pękła mu blizna. Wszystko znikło: był Voldemortem, a wychudły czarodziej przed nim śmiał się bezzębnymi ustami. Czuł wściekłość, bo go wyzywano – a przecież ich ostrzegł, powiedział im, żeby go wezwali tylko wtedy, gdy schwytają Pottera. Jeśli się mylą…
- A więc mnie zabij! – krzyknął starzec – I tak nie zwyciężysz, nie możesz zwyciężyć! Ta różdżka nigdy nie będzie twoja, nigdy…
I wreszcie wściekłość Voldemorta znalazła ujście: błysk zielonego światła wypełnił celę, zaklęcie poderwało z łóżka wątłe ciało, które natychmiast opadło bez życia, a Voldemort wrócił do okna, dysząc ciężko…Och, gorzko pożałują, jeśli wzywają go bez powodu…
- I myślę – rozległ się głos Bellatriks – że ta szlama nie będzie już nam potrzebna. Greyback, należy do ciebie.
-NIEEEEEEEE!
Ron wpadł do salonu, Bellatriks obróciła się błyskawicznie ku niemu, wyraźnie zszokowana, z wyciągniętą w jego stronę różdżką.
- Ekspeliarmus! – ryknął, kierując na nią różdżkę Glizdogona.
Jej różdżka wyleciała w powietrze; złapał ją Harry, który wybiegł za Ronem. Lucjusz, Narcyza, Draco i Greyback okręcili się w miejscu. Wrzasnął „Drętwota” i Lucjusz runął prosto w kominek. Z różdżek Dracona, Narcyzy i Greybacka wystrzeliły promienie, Harry rzucił się na podłogę i przeturlał za kanapę.
- PODDAJCIE SIĘ, ALBO ONA ZGINIE!
Harry, dysząc ciężko, wyjrzał zza kanapy. Bellatriks podtrzymywała Hermionę, trzymają swój krótki, srebrny nóż przy jej gardle.
- Rzućcie różdżki - wyszeptała Rzućcie, albo zobaczymy, jak brudną ma krew!
Ron zamarł w miejscu z różdżką Glizdogona w ręce. Harry wyprostował się, wciąż trzymając różdżkę Bellatriks.
- Powiedziałam: rzućcie je! – powiedziała, przyciskając ostrze do gardła Hermiony, a Harry ujrzał na jej szyi kroplę krwi.
- Dobra! – krzyknął i upuścił. Ron zrobił to samo z różdżką Glizdogona. Obaj podnieśli ręce na wysokość ramion.
- Świetnie! Draco, zabierz te różdżki! Czarny Pan za chwilę tu będzie, Harry Potterze! Gotuj się na śmierć!
Harry o tym wiedział, blizna dawała mu znać, czuł, jak Voldemort nadlatuje z daleka, jak szybuje nad ciemnym, wzburzonym morzem…wkrótce będzie już na tyle, by aportować się w dworze Malfoya…a stąd nie ma ucieczki…
- Cyziu – powiedziała łagodnie Bellatriks, gdy Draco pośpiesznie wycofał się w kąt z różdżkami – chyba powinnyśmy związać tych małych bohaterów, a Greyback zajmie się panną Szlamą. Jestem pewna, że Czarny Pan nie pożałuje ci dziewczyny, Greyback, po tym, co zrobiłeś tej nocy.
Gdy to powiedziała, nad ich głowami coś zadzwoniło i zagrzechotało. Wszyscy spojrzeli w górę i zobaczyli, jak wielki kryształowy żyrandol dygoce, a potem zaczyna spadać. Bellatriks stała tuż pod nim. Puściła Hermionę i zkrzykiem rzuciła się w bok.Żyrandol roztrzaskał się o podłogę, waląc w nią łańcuchami rozpryskując po całym salonie błyszczące kawałki kryształu. Spadł na Hermionę i goblina, który wciąż ściskał w dłoni miecz Gryffindora.


Harry, Ron, Hermiona, Gryfek i…Draco złapali się Zgredka, a Ron rzucił zaklęcie deportujące ich do muszelki. Bellatriks zdążyła jeszcze cisnąć nożem w miejsce, w którym znikali.
Pogrążyli się w ciemności, Ron powtarzał nazwę miejsca do którego chciał, aby się deportowali. Zdawało im się, że lecą tak przez wieczność, choć tak naprawdę nie minęła więcej niż minuta.
Uderzyli stopami w twardy grunt. Draco wylądował na boku, kilka metrów od reszty i jęczał z bólu. Harry puścił Zgredka, który wyglądał na zupełnie nieobecnego. Miecz Bellatriks przebił skrzata na wylot. Wybraniec chciał coś powiedzieć, ale wahał się przez chwilę. Draco w tym czasie podczołgał się do niego. Zgredek odwrócił jeszcze głowę w jego stronę i powiedział drżąco:
- Draco…Malfoy…
Znieruchomiał i choć oczy miał otwarte, nic już nie widział. Klęczący Harry wypuścił skrzata z rąk, a pochwycił go natychmiast Draco.
- Nie! – zawył. – Nie, Zgredku, nie rób mi tego!
Wszyscy pozostali popatrzyli po sobie, nic nie rozumiejąc. Tymczasem Ślizgon trzymał w ramionach skrzata i kołysał go tak, jak matka kołysze swoje nowonarodzone dziecko, a spod jego powiek wypływały strumienie łez.
- Zgredku, proszę, nie, powiedz, że tylko zemdlałeś! Nie zostawiaj mnie! Musisz żyć! - Nie! – To nie może być prawda. Nie zostawiaj mnie, Zgredku nie ty! Nie teraz! Zgredku, wiem, że nie zawsze byłem dla ciebie dobry. Ale to ty zawsze byłeś dla mnie najważniejszy. Byłeś moim najlepszym przyjacielem. Bardzo cię lubiłem, choć nie zawsze potrafiłem to okazać. Przez te wszystkie lata…te trzynaście lat i w Hogwarcie…to zawsze byłeś ty, Zgredku. Bałem się ojca i nigdy nie odważyłem się dać ci ubrania. Byłem i jestem tchórzem. A ty zawsze byłeś dzielnym skrzatem. I niezwykle dobrym, choć traktowano cię okrutnie. Najlepsze chwile swojego życia zawdzięczam tobie, to z tobą sam na sam byłem zawsze najweselszy. To ty opowiadałeś mi skrzacie opowieści na dobranoc. Nie zawsze potrafiłem okazać, jak bardzo cię lubiłem, ale tak to już jest, jak się jest Malfoyem. Zasłużyłeś na lepsze imię i na wolność, której nie doznałeś przez większość swojego życia. Zgredku, tak mi przykro, NIE ZOSTAWIAJ MNIE!!
Zamknął oczy i przewrócił się na plecy, wciąż trzymając w ramionach bezwładne ciało skrzata. Poczuł, że ktoś dotyka jego lewej ręki. Ujrzał nad sobą Harry’ego, który zamykał właśnie skrzatowi oczy i powiedział:
- Trzeba go pochować.
- Wiem – odparł Draco, siadając. – Czy mógłbyś…
- Tak, zrobię to, zostań z nim jeszcze chwilę – odpowiedział Gryfon. – Pochowam go właściwie. Bez użycia czarów.
- Dziękuję… - to powiedziawszy, Malfoy znów zalał się łzami. Płakał jak małe dziecko. – Zgredku, wybacz mi!!
Nim się obejrzał, już podawał ciało skrzata Harry’emu, który złożył je w wykopanym dole. Niewiele brakowało, a Draco sam rzuciłby się do dołu. Byleby tylko zostać ze swoim ukochanym skrzatem.
- Był sobie raz wolny skrzat, żył tak dawno temu, że nikt już nie pamięta, jak się nazywał – mówił Draco łamiącym się głosem. – Pewnego dnia spotkał domowego, zniewolonego skrzata. – Domowy skrzat zawsze chciał być wolny, ale jego ludzka rodzina ani myślała dać mu ubranie. Nie mógł nic zrobić. I wolny skrzat też nie, nie mógł go zabrać z domu jego pana, ale zaczął opowiadać historie z czasów, kiedy sam był zniewolony. Była to historia wyolbrzymiona, skrzat chciał swojemu pobratymcowi opowiedzieć swoją historię w jak najczarniejszych barwach, byle tylko poprawić humor drugiemu skrzatowi. Siedzieli tak całą noc w kuchni, aż nagle do środka wszedł młody, kilkunastoletni czarodziej. Oba skrzaty się przestraszyły, ale nie ruszyły się z miejsca. Czarodziej najwyraźniej nie spał i wszystko słyszał. Podszedł do domowego skrzata i wyjął z kieszeni swoją starą skarpetkę, po czym włożył skrzatowi w dłoń i powiedział „To dla ciebie, Brudasku. Od dawna wiedziałem, że jesteś nieszczęśliwy, ale nigdy nie miałem odwagi tego zrobić. Dziś zrozumiałem, że cierpiałeś bardziej niż jestem sobie w stanie to wyobrazić. Przyjmij proszę tę skarpetkę”. Brudasek wziął skarpetkę i uściskał chłopca. Jeszcze przed świtem opuścił dom. Nie wiadomo, gdzie się udał, ale skrzat, który opowiedział Brudaskowi swoją historię odwiedził kilka miesięcy później młodego czarodzieja i powiedział mu, że Brudasek znalazł dobrze płatną pracę i cieszy się z tego, co ma.
Skończył opowiadać, ale wciąż pochlipywał. Harry, który zdążył już zakopać dół, wyczarował płytę nagrobną. Widniał na niej napis:

TU SPOCZYWA ZGREDEK, WOLNY SKRZAT
NAJLEPSZY PRZYJACIEL DRACONA MALFOYA


Harry ruszył w stronę muszelki. Draco stał nad grobem skrzata.
- Nie pozwolę – szeptał Draco przez łzy. – Pomszczę twoją śmierć, przysięgam. Osobiście rzucę niewybaczalne zaklęcie na moją ciotkę, zabiję ją, choćbym miał resztę życia spędzić w Azkabanie. A jeśli tam trafię, to przysięgam, że o tobie nie zapomnę. To, co do ciebie czułem da mi siłę, by pocałunek dementora okazał się nieskuteczny. Będę o tobie pamiętał, zawsze. Nigdy cię nie zapomnę.
Zaraz potem znowu rzucił się na ziemię. Zaczął bić pięściami w ziemię i raz jeszcze się rozpłakał:
- Nie, Zgredku, nie zostawiaj mnie, nie teraz! Bez ciebie moje życie nie ma sensu! To nie może być prawda nie może!
Nawet nie zauważył, że ktoś chwycił go od tyłu i zaciągnął do Muszelki.
- Przestań się rzucać! – To był Ron. – Ogarnij się. Zgredek nie żyje. Nie zamierzam ci mówić, czy z twojej winy czy nie, ale odszedł. Już go nie ma, jasne?!
Rzucił Ślizgona na krzesło.
- To ty się uspokój! – Wrzasnął Harry do Rona. – Nie widzisz, że on cierpi? Zostaw go w spokoju. Idź lepiej zobaczyć, co z Hermioną.
Ron chciał coś odkrzyknąć, ale odwrócił się na pięcie i poszedł do góry. Harry usiadł przy stole, ale nie naprzeciwko tylko tuż obok Dracona i odruchowo objął go ramieniem. Ślizgon oparł głowę na jego barku i powiedział:
- Tak mi go brak. Był moim najlepszym przyjacielem. Nie pozwolę, nie zostawię tak tego, zabiję, moją ciotkę, a potem zajmę się Czarnym Panem.
- Wiem co czujesz, ale Voldemorta zostaw mnie – odpowiedział Harry
- Dobrze – odetchnął Draco i wyciągnął dłoń w stronę Gryfona. – Zgoda?
Harry spojrzał na niego z niedowierzaniem, jeszcze większym niż w chwili gdy zobaczył jak trzyma w ramiona Zgredka i płacze nad jego losem. Tymczasem Draco wciąż trzymał wyciągniętą dłoń. Harry spojrzał mu w oczy i uścisnął dłoń, jednak powiedział:
- Rozejm. Jeśli spotkam się oko w oko z Voldemortem i mnie wystawisz, to pożałujesz tego. I pamiętaj: robię to tylko przez pamięć o Zgredku, bo był również moim przyjacielem.
- W porządku – Draco przełknął ślinę. – Czy jest tutaj piwo kremowe?
- Co takiego? – Harry raz jeszcze spojrzał na swojego niedawnego wroga z niedowierzaniem.
- Chcę wypić za pamięć Zgredka. Za wolnego skrzata. Czy napijecie się ze mną?
- Ja tak, ale nie wiem jak inni. I nie wiem, czy Bill ma piwo kremowe.
Wstał. Ruszył schodami do góry zostawiając Dracona samego ze swoimi myślami. Napije się z nim, ale najpierw musi sprawdzić co z Hermioną. Wszedł po schodach na górę. Usłyszał, jak Malfoy znów płacze. Sam do końca nie wiedział, czy mu współczuć, czy nie. Gdy był już przy drzwiach za którymi leżała ranna Hermiona, drzwi wejściowe trzasnęły. Niewiele myśląc, odwrócił się i zbiegł na dół. Zobaczył, jak Ślizgon pędzi w stronę grobu Zgredka. Natychmiast podążył za nim. Dogonił go w połowie drogi, kiedy blondyn upadł na kolana i schował twarz w dłoniach.
- Jak mogłem?! – Krzyczał Draco. – Co ja zrobiłem?! Już niczego nie naprawię. Nie mogę już nikogo zabić. Zgredek by tego nie chciał. Ale co ja teraz zrobię? Rodzina mnie nienawidzi, Czarny Pan i śmierciożercy mnie ścigają. Nie mam po co żyć.
Nim Harry się zorientował, chłopak wyciągnął różdżkę z kieszeni, przystawił sobie do gardła, wycharczał Avada Kedavra, i padł martwy. Harry tylko westchnął. Będzie musiał wykopać drugi grób, ale przynajmniej Malfoy spocznie koło swojego przyjaciela.
Miej nadzieję na najlepsze, szykuj się na najgorsze. - Jack Reacher

Tagi:

Wróć do „Proza: miniatury i drabble”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 4 gości