Zachęcamy do głosowania na prozę i poezję kwietnia!

Zagłosuj na Komentatora Kwietnia!

Zachęcamy do komentowania tekstów! Na zwycięzcę tytułu Komentatora Maja czeka nagroda książkowa - powieść ''W imię dziecka'' autorstwa Iana McEwana!


Obrazek

Goodbye Heaven [Kuroshitsuji]

Okiem wyobraźni. Proza spod znaku fantastyki: fantasy, science fiction oraz horror.
Regulamin forum
Przypomnienie:
Maksymalna objętość tekstu, jaką można umieścić w jednym temacie, to 10 stron znormalizowanego maszynopisu. Teksty przekraczające tę objętość (fragmenty powieści, długie opowiadania), należy publikować w częściach w dziale "Teksty wieloczęściowe". Każda część musi znaleźć się w osobnym temacie.
Nazwa tematu powinna składać się z tytułu tekstu. W przypadku publikowania fanfiction, należy podać źródło w nawiasie kwadratowym, przykładowo: "[Harry Potter] Tytuł opowiadania".
Każdy tekst należy odpowiednio otagować. Tagi wybieramy z pola pod tytułem tematu.
RikaEllen
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 64

Goodbye Heaven [Kuroshitsuji]

Post#1 » 27 lis 2017, o 22:20

Ciel powoli usiadł przy fortepianie. Jego smukłe palce dostojnie zatopiły się w szeregu czarno-białych klawiszy, a z potężnego instrumentu raz za razem wydobywały się dźwięki. Ciepłe, przyjemne, niosące ze sobą spokój, a także niemiłosierny ból, żal i melancholię, które całkowicie pochłaniały serce chłopaka i nie zdawało się, aby miały je kiedykolwiek opuścić. Walka z nimi, czy chociaż opór były bezcelowe. Mógł tylko cierpliwie czekać, aż przemienią się w długą agonię.
To wszystko dało się wyczytać z gry młodego hrabiego. Z czasem powolna melodia stawała się coraz bardziej przesiąknięta emocjami, aż w końcu dało się je wyczuć niemal namacalnie.
Pojedyncza, łza bezgłośnie rozbiła się na jednym z klawiszy. Ciel od dawna nie płakał. Tym razem nie był w stanie powstrzymać łez, jego powieki nie mrugały, przez co więcej słonych kropli spływało na instrument.
To była męczarnia.
Ze wszystkich sił próbował się uspokoić i wyciszyć, jednak im bardziej się starał, tym silniejsza stawała się rozszalała wichura myśli, krążących chaotycznie: po tonącym w ciemności pokoju, czarnej nocy na zewnątrz, opuszczonej rezydencji, dudniącej ciszy, przymglonym cierpieniem umyśle, dziwacznych szeptach, budzących grozę uśmiechach, blasku płomieni, zapachu morza krwi...
Ledwie wspomnienia zdążyły dotrzeć do jego świadomości, Ciel zamarł w bezruchu, a tańczące dotychczas lekko i z wdziękiem na klawiszach palce zatrzymały się, przerywając melodię i tworząc dysonans, który po chwili utonął w ciszy.
Chłopca objęło drżenie. Zgiął się wpół, kładąc ciążące mu czoło na klawiszach, które powtórzyły nieprzyjemnie brzmiące połączenie dźwięków. Głośno dyszał. Rozpaczliwie pragnął odegnać te bolesne wspomnienia, lecz bezskutecznie. Ogarnęło go poczucie niemocy, przeplatane wyniszczającą rozpaczą, ściskającą serce i utrudniającą oddech.
Trwał tak, niczym kamienny posąg, niezdolny do jakiegokolwiek ruchu, aż do chwili, gdy pomieszczenie wypełniło się pukaniem i skrzypieniem otwieranych drzwi. Chłopiec momentalnie oprzytomniał, poderwał się jak poparzony i pośpiesznie począł wycierać zalaną łzami twarz. Następnie spojrzał niepewnie w stronę wyjścia. W progu widniała znajoma, wysoka, odziana w czerń postać, której głęboki głos, informujący o przygotowanej herbacie, wyparł ciszę. To był jego lokaj Sebastian. Ciel zaczął się z wolna do niego zbliżać, mierząc przybysza uważnie wzrokiem, a przed oczyma ukazał mu się utkwiony w pamięci jego widok, gdy go ujrzał po raz pierwszy.
To ten demon go uratował i wyciągnął z piekła, które zgotowali mu ludzie. Ale pomimo tego Cielowi nigdy nie przyszło na myśl, aby spojrzeć na niego jak na wybawcę. Widział w nim tylko i wyłącznie bezwzględnego potwora, którego zadaniem jest wykonywanie jego rozkazów, a także lojalnego sługę, który nigdy go nie zdradzi. Sługę bez serca i uczuć.
Bo demony serca nie mają.
W milczeniu skierowali się do średnich rozmiarów, przytulnego gabinetu. Wewnątrz wrzała zaciekła walka ogarniającego wszystko mroku ze stosunkowo niewielkim, pomarańczowym blaskiem ognia w kominku. Na znajdującym się nieopodal biurku, otulonym słabnącym światłem, stała biała, porcelanowa filiżanka.
Ciel usiadł za blatem i utkwiwszy wzrok w pożerających kawałki drewna płomieniach, wziął łyk herbaty, której silny aromat wypełniał całe pomieszczenie.
— Paniczu... — zaczął Sebastian.
Chłopiec spojrzał prosto w szkarłatne oczy kamerdynera.
— O co chodzi?
— Panienka Elizabeth planuje przyjechać jutro- demon przyjrzał się twarzy swego pana. Widocznym było, że ten dopiero co płakał. — Mam nadzieję, że paniczowi to nie przeszkadza?
— „Tylko jej mi brakowało" — pomyślał rozgniewany Ciel.
Z jego piersi wydobyło się gorzkie westchnienie.
— Niech przyjeżdża — odparł chłodno i niedbale.
W tej chwili wszystko mu było obojętne. Byle tylko serce przestało kołatać jak oszalałe. Byle tylko był w stanie wziąć chociaż jeden swobodny oddech. Byle tylko mary senne nie przyszły dziś go dręczyć i odbierać mu spokój. Wszystko inne nie miało znaczenia.
Gdy tylko skończył pić herbatę, udał się do swojej sypialni i spróbował pogrążyć się we śnie. Nieprędko mu się to udało.
Tej nocy znów nawiedziły go koszmary, podobne do tych, które męczyły go od jakiegoś czasu. Wysokie, czarne, delikatnie rozmazane sylwetki otaczające go, spowite ciężką mgłą i ledwie słyszalne szepty. Rozpierało go przerażająco silne pragnienie krzyku. Miał wrażenie, że to uczucie zaraz rozsadzi go od wewnątrz, lecz pomimo nieustających prób, nie mógł wydobyć z siebie żadnego, nawet najcichszego dźwięku. Tajemnicze kształty się zbliżyły. Poczuł przeszywający ból. Ujrzał plamy krwi dookoła. Jego krwi.
Ciel obudził się cały oblany zimnym potem. Usiadł na łóżku, nerwowo rozejrzał się dookoła. Na szczęście to tylko kolejny zły sen.
Był środek nocy, w pokoju panowałby całkowity mrok, gdyby nie blade światło księżyca, wpadające przez okno.
Chłopiec podkulił kolana i ukrył twarz w dłoniach. Te koszmary go wykańczały, znoszenie ich było ponad jego siły. Zastanawiał się kiedy przestaną mu się śnić, czy w ogóle będzie mógł znów spokojnie spać.
Powolnym krokiem zbliżył się do okna i swym lodowatym wzrokiem zmierzył zimowy krajobraz na zewnątrz. Śnieg padał nieustannie od kilku godzin.
Hrabia próbował odegnać od siebie bolesne wspomnienia z owego strasznego miesiąca, lecz bezskutecznie. Wciąż go prześladowały, nie pozwalając na chwilę wytchnienia. Gdy tylko zamykał oczy, widział obrazy z tamtych dni, słyszał przytłumione krzyki, a czasem nawet wydawało mu się, że czuje na skórze ból razów. Pragnął choć na chwilę o tym zapomnieć, choć na jedną, nędzną chwilę do tego uciec. Ale to nie odchodziło. Doskonale zdawał sobie sprawę, że to odcisnęło na nim swe piętno, które zostanie z nim do końca życia.
Pierwsze dni po pamiętnym powrocie do posiadłości były dla Ciela niewyobrażalnie ciężkie. Patrzeć na wszystko dookoła przez pryzmat przeżytych chwil. I żyć ze świadomością, że nic już nie będzie jak dawniej.
Już nigdy.
Mimo tego nie narzekał, nikomu się nie skarżył, wszystko znosił w milczeniu. Nie oczekiwał współczucia.
Widział i przeżył zbyt wiele okropnych rzeczy, które człowiek może zrobić innym; ludzi, a raczej bestie w ludzkiej skórze, których celem było zadanie mu nieznośnego bólu, sprawienie, by zdzierał gardło w męczarniach, pokrycie jego ciała licznymi ranami i szkarłatem jego krwi, a na końcu pozbawienie życia. To całkowicie go zmieniło. Kiedyś radosny chłopiec, teraz nie mógł wykrzywić ust w uśmiech. Życie straciło swój dawny blask.
[/akapit]Ciel stał tak przez prawie godzinę, ale wcale nie poczuł, że minęło tyle czasu. Nagle ogarnęło go silne zmęczenie. Już chciał wracać spać, lecz nie potrafił oderwać wzroku od padających chaotycznie srebrzystych płatków śniegu. W końcu zmęczenie zwyciężyło i chłopak bezszelestnie wsunął się pod kołdrę i złożył głowę na miękkiej poduszce.[/akapit]
Gdy zasnął, ukołysany szumem szalejącej na zewnątrz wichury, koszmary znów się pojawiły.

Poranek minął Cielowi tak jak zazwyczaj, a Elizabeth wraz z ciocią przyjechały dopiero po południu, więc służba miała sporo czasu na odpowiednie przygotowanie rezydencji do ich przybycia. Lizzy, nie inaczej niż zwykle, była radosna i pełna energii, ciągle opowiadała narzeczonemu, którego humor skrajnie różnił się od jej, o rzeczach, które go wcale nie interesowały. O ile na początku silił się na udawanie zaciekawienia, z czasem jednak całkowicie przestał jej słuchać. Był niezwykle przygnębiony, co dziewczyna w końcu zauważyła..
Ciel postanowił odpocząć, gdyż kolejna wyczerpująca noc dała się we znaki. Przeprosił kuzynkę i zniknął w swoim gabinecie, a ona z nudów rozpoczęła wędrówkę po posiadłości, bez żadnego konkretnego celu. Snuła się licznymi korytarzami do momentu, gdy trafiła na odrapane drzwi, znacznie różniące się od pozostałych. Zaciekawiona, zajrzała do środka. Jej oczom ukazał się mieszczący kilka starych regałów pokój, o którego istnieniu nie miała wcześniej pojęcia, skąpany w blasku popołudniowego, zimowego słońca. Zakurzone półki aż uginały się pod ciężarem i ilością książek.
Podeszła do najbliższej biblioteczki i zaczęła przeglądać księgi, z których stanu dało się wywnioskować, że lata swej świetności mają już dawno za sobą. Pożółkłe strony, wyblakłe litery, podniszczone okładki- wszystko to wzbudzało w dziewczynie oczarowanie tymi skarbami.
Nagle jej uwagę przykuł obity ciemnobrązową skórą notes. Lizzy sięgnęła po niego i wydobyła spomiędzy opasłych tomów. Wyglądał na znacznie nowszy i mniej używany. Ostrożnie go otworzyła i zdziwiła się mocno, poznając, że tekst, wypełniający strony, zapisany został pismem Ciela. Arystokratka usiadła na podłodze i ze szczerym zainteresowaniem zagłębiła się w lekturze. Chciwie pochłaniała kolejne zdania, a gdy jej wzrok przebiegł po ostatniej linijce, poczuła, jak jej oczy wilgotnieją, a początkowa ekscytacja przemieniła się w szok i niedowierzanie. To, co znalazła, było pamiętnikiem Ciela. Z początku myślała, że może chłopak zajął się pisarstwem, jednak gdy zaczęły się pojawiać imiona i nazwiska członków ich rodziny, a także szczegółowo opisane wydarzenia z niedalekiej przeszłości, które Lizzy doskonale pamiętała, uznała, że ten tekst nie jest fikcją.
Zeszyt zawierał wszystko, czego nie powiedział jej Ciel. Poznała odpowiedź na dręczące ją od tak długiego czasu pytanie, okrutnie odbierające sen, a przynoszące w zamian nieskończenie wiele łez: "Co działo się z jej narzeczonym przez tamten miesiąc?"
Dawniej kilkakrotnie odniosła wrażenie, że udało jej się pochwycić odpowiedź, lecz zawsze niespodziewanie wyślizgiwała jej się z rąk.
Tym razem było inaczej.
Dowiedziała się, że jej przyszły mąż został porwany, był torturowany, zawarł kontrakt z demonem i powrócił, by zemścić się na tych, którzy mu to zrobili.
To było coś, czego by się w życiu nie spodziewała.
Drżącą ręką zamknęła notes i podniosła się, lekko chwiejąc. Wypełnione łzami oczy utknęły na podłodze.
— Ciel... — szepnęła, po czym wybiegła z pokoju.

Przemierzała rezydencję w desperackim biegu, jej umysł nie utworzył żadnych konkretnych myśli, jedynie ich nieuporządkowane, oszalałe strzępki. Serce biło tak szybko i zawzięcie, jakby chciało za wszelką cenę wydostać się z jej klatki piersiowej. W końcu dopadła drzwi pokoju, w którym przebywał Ciel i bezceremonialnie wpadła do środka, rzucając na biurko sprawcę całego zamieszania- niewielki notes. Zdziwiony chłopak spojrzał na zeszyt.
— Skąd to masz? — wykrztusił po chwili, oszołomiony jego widokiem, czując jak kolana niemalże się pod nim uginają.
— Dlaczego ukrywałeś to przede mną?! Czemu nic mi nie powiedziałeś?! — krzyczała Lizzy, z nadludzkim wysiłkiem powstrzymując łzy.
Ciel powoli wstał zza biurka i zbliżył się do dziewczyny, a powietrze momentalnie przesiąkło jego narastającym gniewem. Lizzy cofnęła się o krok pod naporem silnego, utkwionego w jej zielonych oczach, lodowatego spojrzenia.
Stało się. Elizabeth znała przeszłość narzeczonego. Wiedziała także o kontrakcie z Sebastianem. Hrabia przyjrzał się swoim dłoniom. Drżały. Ścisnął je mocno w pięści. Próbował oddychać powoli by się choć odrobinę uspokoić. Wziął jeden głęboki oddech, potem drugi i trzeci. Daremnie. Nagle usłyszał niepewny głos:
— Czy to prawda?
Nie był w stanie dłużej dusić w sobie wściekłości. Zupełnie jakby cienka, napięta do granic wytrzymałości nić, hamująca wybuch emocji, pękła. Jego dłoń powędrowała do przepaski na oku i jednym, sprawnym ruchem zrzuciła ją na ziemię.
— Nie miałem wyjścia, Elizabeth! — warknął — A co ty byś zrobiła na moim miejscu?!
Dziewczyna zamarła na widok znaku kontraktu. W jej oczach dało się dostrzec szczere zdziwienie i niedowierzanie, a także potężny strach.
— Nie chcę żebyś skończył w Piekle! — wykrzyczała szlochając, po czym wybiegła, trzaskając drzwiami.
Ciel stał jeszcze przez chwilę, zszokowany tym, co się stało. Jego pusty, niewyrażający absolutnie żadnych emocji wzrok utknął na podłodze.
— Skąd Piekło... Skoro nawet Nieba nie ma? — wyszeptały jego wargi.
Następnie poszedł w ślady narzeczonej i także opuścił pokój.

Gdy tylko znalazł się na korytarzu, usłyszał drwiący głos pełen dezaprobaty:
— Nieładnie paniczu. Dżentelmenowi nie uchodzi doprowadzanie damy do łez.
Ciel obejrzał się przez ramię i dostrzegł za sobą Sebastiana, uśmiechającego się jadowicie.
— Zamknij się — prychnął, ruszając dumnie w swoją stronę. — Skąd mogłem wiedzieć, że się rozryczy?
Kamerdyner odpowiedział cichym chichotem, po czym zniknął w jednym z pomieszczeń.
Chłopak dotarł przed pokój, z którego dobiegał tłumiony szloch. Delikatnie zapukał, a gdy drzwi jeszcze przez jakiś czas pozostawały zamknięte, powoli wszedł do środka. Na łóżku leżała złotowłosa dziewczyna w różowej sukience, a jej głowa wtulona była w poduszkę. Przybysz usiadł obok Lizzy i chwycił ją za ramię. Ta poderwała się prędko, jej rozpaloną twarz obmywały gorzkie łzy.
— Proszę, nie płacz — rzekł ciepło, usiłując tak modulować głos, by brzmiał jak najczulej.
Dziewczyna po raz kolejny była zaskoczona. Narzeczony nigdy dotąd nie powiedział jej czegoś podobnego. Co więcej- nie spodziewała się, że kiedykolwiek doczeka się takich słów z jego ust. Wypowiedziane tak obcym, ale przyjemnym tonem sprawiły, że kolejne słone krople zaprzestały opuszczania zielonych oczu. Dopiero wtedy Ciel uświadomił sobie co powiedział, przez co znacznie się speszył.
— Błagam... — szepnęła Lizzy — Błagam cię... Porzuć zemstę...
Spróbowała się do niego przytulić, lecz Ciel natychmiast wstał i zbliżył się do okna.
— Gdybym porzucił zemstę — jego odmieniony, stalowy głos przerwał głuchą ciszę — straciłbym cel życia a zarazem jedyny powód, dla którego tu jestem — odwrócił się do Lizzy, mierząc ją surowym spojrzeniem — Ja... — zawiesił głos — Jestem w połowie martwy... Jedną nogą stoję w grobie...
Jego oczy przybrały dziwny wyraz. Cień czegoś, czego Elizabeth nie była w stanie zidentyfikować, a co wywołało u niej silny niepokój, a nawet strach. Błysk, tak nieznajomy, tak niepasujący do Ciela.
Hrabia westchnął głęboko, kierując się do drzwi. Przyszła żona podbiegła do niego i złapała go za rękę, lecz on brutalnie ją wyrwał i wyszedł bez słowa.
Elizabeth została sama.

Stukot kroków niósł się echem po pustym korytarzu. Ciel maszerował w pośpiechu, jego niespokojne źrenice błądziły dookoła, nie zatrzymując się na dłużej w żadnym punkcie.
— „Co tu się dzieje?!" — krzyczał rozpłaczliwie w duchu..
Chwycił się za głowę i agresywnie pociągnął za włosy, jego kolana zadrżały, przez co na moment stracił równowagę. W ostatniej chwili oparł się o ścianę, co uchroniło go przed upadkiem. Czuł, że traci nad sobą panowanie. Wydawało mu się, że czuje w gardle posmak krwi.
Nogi poniosły go prosto w stronę kuchni. Upewniwszy się, że nikogo w środku nie ma, prędko przeczesał szafki w poszukiwaniu noża. Gdy udało mu się go znaleźć, ruszył biegiem do swojego gabinetu.

Drzwi lekko się uchyliły, wpuszczając do przepełnionego duszącym mrokiem pokoju wiązkę światła, która z początku niechętnie, a następnie z coraz większą pewnością wbijała się w ciemność. Sebastian stanął w progu, a jego zaniepokojony wzrok prześlizgnął się po czarnej pustce i zatrzymał na kącie, oświetlonym słabym blaskiem stojącej na podłodze świecy. Lokaj postawił jeden, dokładnie przemyślany krok, potem kolejny. Wokół maleńkiego, dogorywającego płomienia widniały ciemnoszkarłatne plamy. Jeszcze dwa kroki. W półmroku, pomiędzy blaskiem ognia a wszechobecną ciemnością dało się dostrzec skuloną sylwetkę. Demon stanął jak wryty gdy spostrzegł, że tą postacią jest nie kto inny jak jego pan- Ciel. Jedna ręka chłopca dzierżyła nóż, drugą zdobiła gęsta sieć czerwonych linii, utworzona przez niezliczone rany i spływające nieśpiesznie krople krwi. Przerażone błękitne oczy, przyobleczone obłąkańczym błyskiem, zdawały się nie należeć do arystokraty, osobistości z wyższych sfer, już nawet nie do człowieka, ale do oszalałej, nieokiełznanej bestii, zdolnej do uczynienia wszystkiego pod wpływem strachu. Dzikiego strachu, paraliżującego zmysły, odbierającego racjonalne zachowanie i trzeźwość myślenia.
— Nawet nie masz pojęcia, jak bardzo to boli- rozległ się smętny półszept.
Sebastian ujrzał, jak Ciel unosi wzrok, wyciąga przed siebie pokrytą karminowym labiryntem rękę, zupełnie jakby chciał złapać coś, co jest poza jego zasięgiem i przygląda się jej z niemym zachwytem.
— Krew jest taka piękna, nieprawdaż?
Demon dopiero wtedy zdobył się na jakąkolwiek reakcję. Momentalnie rzucił się w stronę chłopca i mocnym uderzeniem wytrącił mu narzędzie z dłoni.
— Paniczu, co się dzieje?! — ryknął, chwytając go za ramiona.
Cisza. Hrabia nie odpowiadał, tylko wpatrywał się tępo w źrenice kamerdynera, żadne słowo do niego nie docierało. Lokaj nie czekając ani sekundy dłużej, wziął go na ręce i wyniósł z pokoju, a kołyszący się delikatnie dotychczas na szczycie świeczki płomień, zgasł.

Co się dzieje...? Czemu to się dzieje...? Co ja zrobiłem...? Dlaczego... Dlaczego to zrobiłem...? Boję się... Tak strasznie się boję... Czemu jest tak zimno...? Tak zimno... Nie chcę... Nie chcę tu być! Chcę do domu! Ale... przecież w nim jestem... Zostałem sam... Zupełnie sam... Już zawsze będę sam! Do samego końca! Już zawsze... Nie. Nie mogę. Nie wytrzymam tego dłużej. Nie mam siły. Nie mam siły. Nie mam siły. Nie mam siły. Nie mam siły. Nie mam siły. Nie mam siły. Nie mam siły. Nie mam siły. Już nawet nie potrafię płakać.

Z głębin snu wyrwały go odgłosy rozmowy. Zanim otworzył oczy i zupełnie się przebudził, jego serce ogarnęło dziwne uczucie lekkości, a oddech przyszedł z nadzwyczajną łatwością. Pusty umysł nie był w stanie uformować żadnych myśli, co sprawiło, że przez ten jeden, niewyobrażalnie krótki moment nic Ciela nie przytłaczało, nie wyniszczało, czuł się po raz pierwszy od bardzo dawna w pewien sposób szczęśliwy, pomimo że była to zaledwie namiastka prawdziwego szczęścia. Po prostu nic go nie trapiło i nie przygnębiało. Jednak ten cudowny, tak upragniony stan trwał tylko ułamek sekundy, zniknął tak szybko i niespodziewanie, jak się pojawił, a Ciel nawet nie zdążył się nim w pełni rozkoszować. Momentalnie przygniotła go ponura świadomość trudnej rzeczywistości. To ona przegoniła błogie szczątki radości i objęła chłopca swymi zimnymi ramionami, zabierając go tylko dla siebie, nie dopuszczając do niego pozytywnych emocji. Ani jednej. Tylko ich słabnące cienie.
Gdy już miał unieść powieki, zorientował się, że przepaska na prawe oko jest na swym miejscu, więc tylko lewe ukazało mu świat zewnętrzny. Ujrzał poszarzałą biel sufitu. Przechylił obolałą głowę w bok. Leżał na łóżku w swojej sypialni, w progu dostrzegł Sebastiana, rozmawiającego z kimś.
Uciekaj.
Często zdarzało mu się słyszeć pod czaszką to irracjonalne polecenie. Odzywało się w chwilach, gdy się przeraźliwie bał, jednak zawsze je ignorował. Nie inaczej było teraz. Również odczuwał niepokój, ale przecież nic mu nie groziło, więc czemu miałby uciekać?
"Nigdy nie odbieraj nikomu nadziei - może to jedyne, co mu pozostało."

Tagi:

Bogna Budny 1
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 96

Goodbye Heaven [Kuroshitsuji]

Post#2 » 27 lis 2017, o 22:24

Pod ogromnym wrażeń - miło było sie zatrzymać, uklony

RikaEllen
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 64

Goodbye Heaven [Kuroshitsuji]

Post#3 » 27 lis 2017, o 22:30

Bogna Budny 1 pisze:Pod ogromnym wrażeń - miło było sie zatrzymać, uklony

Tak troszkę nie rozumiem?
"Nigdy nie odbieraj nikomu nadziei - może to jedyne, co mu pozostało."

Bogna Budny 1
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 96

Goodbye Heaven [Kuroshitsuji]

Post#4 » 28 lis 2017, o 00:26

Przepraszam :) klawiatura
Pod ogromnym wrazeniem !

RikaEllen
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 64

Goodbye Heaven [Kuroshitsuji]

Post#5 » 28 lis 2017, o 08:00

Dziękuję, ale dlaczego pod ogromnym wrażeniem? O.o
"Nigdy nie odbieraj nikomu nadziei - może to jedyne, co mu pozostało."

Awatar użytkownika
DuralT
USS Gerald R. Ford
USS Gerald R. Ford
Posty: 1664

Goodbye Heaven [Kuroshitsuji]

Post#6 » 18 gru 2017, o 21:09

RikaEllen pisze: Lecz tym razem nie był w stanie powstrzymać łez, jego powieki się zbuntowały, przez co nie mrugały i coraz więcej słonych kropli spływało na instrument.[/akapit]

Nie powinno się zaczynać zdania od "lecz", dodatkowo masz rym buntowały-mrugały, a to zawsze źle brzmi.

RikaEllen pisze:Ze wszystkich sił próbował się uspokoić i wyciszyć, jednak im bardziej się starał, tym silniejsza stawała się rozszalała wichura myśli, krążących chaotycznie: po tonącym w mroźnej ciemności pokoju, czarnej nocy na zewnątrz, okazałej rezydencji, ciężkiej i dudniącej ciszy, przymglonym nieustającym cierpieniem umyśle, dziwacznych szeptach, budzących grozę uśmiechach, oślepiającym blasku płomieni, zapachu morza krwi...

Pompatyczność i nadmiar przymiotników aż biją po oczach. Uprość to, nie potrzebujesz tylu określeń w opisie by stworzyć klimat.

RikaEllen pisze:Ledwie wspomnienia zdążyły dotrzeć do jego świadomości, Ciel zamarł w bezruchu, a tańczące dotychczas lekko i z wdziękiem na klawiszach palce zatrzymały się, przerywając melodię i tworząc dysonans, który po chwili utonął w ciszy.
Chłopca objęło drżenie. Zgiął się wpół, kładąc ciążące mu czoło na klawiszach, które powtórzyły nieprzyjemnie brzmiące połączenie dźwięków. Głośno dyszał.

Powtórzenie. Prócz tego przed chwilą zapadła cisza, co więc miały powtórzyć?

RikaEllen pisze:Rozpłaczliwie

Rozpaczliwie ;-)

RikaEllen pisze:Ale pomimo tego Cielowi nigdy nie przyszło na myśl, aby spojrzeć na niego jak na wybawcę.

Nie zaczynaj zdania od "ale", ponieważ to naprawdę źle wygląda.

RikaEllen pisze:Widocznym było, że ten dopiero co płakał.

Tutaj powinieneś użyć tego słowa w mianowniku: Widoczne. Gorzej brzmi, ale jest gramatycznie poprawne.

RikaEllen pisze:Zastanawiał się kiedy przestaną mu się śnić, czy w ogóle będzie mógł znów spokojnie spać.

Pomiędzy się a kiedy przecinek.

RikaEllen pisze:Pragnął choć na chwilę o tym zapomnieć, choć na jedną, nędzną chwilę do tego uciec.

Powtórzenie. Co ciekawe zwykle powinno się stawiać przecinek pomiędzy czasownikiem a wyrazem "choć", lecz w tym przypadku poprawnym jest by go nie stawiać, ponieważ jest on zamiennikiem "bodaj" lub "przynajmniej".

RikaEllen pisze: Ale to nie odchodziło. Doskonale zdawał sobie sprawę, że to odcisnęło na nim swe piętno, które zostanie z nim do końca życia.

Początek zdania od "ale". Pisałem o tym wyżej.

Już chciał wracać spać, lecz nie potrafił oderwać wzroku od padających chaotycznie srebrzystych płatków śniegu.

Dwa czasowniki powinno oddzielić się przecinkiem, z tym, że tutaj lepszym rozwiązaniem byłoby : wrócić (lub powrócić) do snu.


RikaEllen pisze:Był niezwykle przygnębiony, co dziewczyna w końcu zauważyła..

Poprawka estetyczna: masz dwie kropki.

RikaEllen pisze:[akapit]— Skąd to masz? — wykrztusił po chwili, oszołomiony jego widokiem, czując jak kolana niemalże się pod nim uginają.

Przecinek lub spójnik pomiędzy dwoma czasownikami: "czując" a "uginają". Proponuję przecinek przed "niemalże".

RikaEllen pisze:— Nie chcę żebyś skończył w Piekle! — wykrzyczała szlochając, po czym wybiegła, trzaskając drzwiami.

Podwójny błąd, ten sam co powyżej. Rozdziel "chcę"-"skończył" i "wykrzyczała"-"szlochając".

RikaEllen pisze:Na łóżku leżała leżała złotowłosa dziewczyna w różowej sukience, a jej głowa wtulona była w poduszkę.

Chyba nie muszę komentować.

RikaEllen pisze: Dopiero wtedy Ciel uświadomił sobie co powiedział, przez co znacznie się speszył.

Pomiędzy "uświadomił" a "powiedział" przecinek, radziłbym umieścić go pomiędzy "sobie" a "co".

RikaEllen pisze:— Gdybym porzucił zemstę — jego odmieniony, stalowy głos przerwał głuchą ciszę — straciłbym cel życia a zarazem jedyny powód, dla którego tu jestem — odwrócił się do Lizzy, mierząc ją surowym spojrzeniem — Ja... — zawiesił głos — Jestem w połowie martwy... Jedną nogą stoję w grobie...

Pomiędzy: cel życia, a zarazem, przecinek.

RikaEllen pisze:— "Co tu się dzieje?!" — krzyczał rozpłaczliwie w duchu..

Znów rozpłaczliwie i podwójna kropka. Robisz to specjalnie? Dodam, że powielasz błąd (widzę, że nie tylko mi wpadł zły nawyk) pisania w niemieckim cudzysłowie. Walcz z tym, bo może dla Ciebie nie jest jeszcze za późno. :wink:

RikaEllen pisze:Demon stanął jak wryty gdy spostrzegł, że tą postacią jest nie kto inny jak jego pan- Ciel.

Pomiędzy wryty a gdzie radzę umieścić przecinek.

RikaEllen pisze: Pusty umysł nie był w stanie uformować żadnych myśli, co sprawiło, że przez ten jeden, niewyobrażalnie krótki moment nic Ciela nie przytłaczało, nie wyniszczało, czuł się po raz pierwszy od bardzo dawna w pewien sposób szczęśliwy,pomimo, że była to zaledwie namiastka prawdziwego szczęścia.

Spójników złożonych nie rozdzielamy. Usuń zbędny przecinek.

Opinia na temat tekstu: Przeszkadza mi zbyt duża ilość zbędnych przymiotników w opisach, których nawiasem mówiąc, też bym część wyrzucił. Przez nie właśnie treść wydawała mi się chaotyczna, pomimo prostego ciągu wątków. Za dużo nie potrafię powiedzieć na temat zgodności z uniwersum, ponieważ anime to oglądałem lata temu i szybko przerwałem, dlatego zostawię tą kwestię nietkniętą. Muszę przyznać, że lektura tego tekstu mnie zmęczyła, masz bardzo toporny styl zapisu, dodatkowo próbujesz umieścić jak najwięcej akcji, przez co jako czytelnik, w pewnym momencie zgubiłem wątek. Podoba mi się natomiast długość zdań, przy przydługich opisach są ciągnące się, natomiast przy akcji, krótkie, często zdawkowe.
— No to płyńmy dalej, marynarzu, bo?
— Navigare necesse est, vivere non est necesse.
Andrzej Ziemiański – Pomnik Cesarzowej Achai - Tom V

RikaEllen
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 64

Goodbye Heaven [Kuroshitsuji]

Post#7 » 19 gru 2017, o 13:14

Bardzo dziękuję za komentarz, postaram się jak najszybciej poprawić błędy :)
"Nigdy nie odbieraj nikomu nadziei - może to jedyne, co mu pozostało."

Wróć do „Proza: fantastyka”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Mr Google i 2 gości