Grudniowy zachód słońca

Okiem wyobraźni. Proza spod znaku fantastyki: fantasy, science fiction oraz horror.
Regulamin forum
Przypomnienie:
Maksymalna objętość tekstu, jaką można umieścić w jednym temacie, to 10 stron znormalizowanego maszynopisu. Teksty przekraczające tę objętość (fragmenty powieści, długie opowiadania), należy publikować w częściach w dziale "Teksty wieloczęściowe". Każda część musi znaleźć się w osobnym temacie.
Nazwa tematu powinna składać się z tytułu tekstu. W przypadku publikowania fanfiction, należy podać źródło w nawiasie kwadratowym, przykładowo: "[Harry Potter] Tytuł opowiadania".
Każdy tekst należy odpowiednio otagować. Tagi wybieramy z pola pod tytułem tematu.
Awatar użytkownika
Alchemik
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 133

Grudniowy zachód słońca

Post#1 » 29 gru 2017, o 00:34

Trochę ciągnąłem, trochę targałem na plecach. Śniegu nie było, jak to ostatnimi laty w Święta. Pomógłby mi w ślizgu z tym to cholernym drzewkiem. Drzewko? Drzewo raczej, albo drzewiszcze. Co mnie skusiło do zakupu choinki? Miało być kilka gałązek, ewentualnie malusieńki świerczek.
To przez te trzy bombki i szklanego aniołka, które znalazłem na dnie szafy.
Boże Narodzenie od kilku lat spędzam sam. Zwykle ogarnia mnie wtedy świąteczna depresja, którą wywalam w ironicznych wierszach. Wmawiam sobie, że to mój wybór, co wcale nie poprawia mojego samopoczucia. Tęsknię za ludźmi, choć obawiam się zbytniego przylegania, bo mogłoby roztopić moją lodową tarczę. Tęsknię za kobietami, które odrzuciłem wraz z byłą żoną i poprzednim byciem. Nawet nie wyobrażacie sobie, jak faceci mogą znosić abstynencję seksualną. Znoszą ją, nie znosząc. Tworzą jakieś wymyślne, własne sacrum. I wciąż łypią na kobiety z autobusów, tramwajów. Podrywają delikatnie poetki z portalów poetyckich, o ile sami są poetami.
Ale to sublimacja. Pragnienie spotkania skóra w skórę nie daje czasami spać. Musiałem przysiąść na ławce, jaką oferował mi park, przez który właśnie przechodziłem. Kilka głębokich oddechów.

Sylwetka kobiety z ławeczki naprzeciwko wydała mi się boleśnie znajoma. Karmiła te sraluchy, gołębie. A zachodzące, ostre, zimowe słońce przebijało przez nią. Wrażenie nierealności, a jednocześnie wagi obrazu. To dziwne, ale spojrzała na mnie, a ja ujrzałem głębię i światło. Skinęła zachęcająco dłonią, gestem wskazując miejsce obok siebie. Coś mi kazało wstać i pociągnąć zielony ciężar za sobą. Przysiadłem się. Z bliska była jeszcze bardziej eteryczna. A jednak pulsowała gęstością, jakby coś lub ktoś nie potrafił przypisać właściwego wizerunku. Ktoś, to chyba ja.

- Czy my się znamy – spytałem uprzejmie i tonem, który miał wykluczać mój podryw wobec niej.
- Od wieków – odparła – spróbuj sobie przypomnieć.
Na razie byłem zafascynowany promienistymi skrzydłami, które wyrastały spoza niej i tworzyły w cząsteczkach mgły dwie niezależne tęcze z barw, które dopiero zacząłem sobie przypominać. Te siedem znanych były tylko wpleceniem, nawet nie podstawą do gobelinów. Rzuciła okruszki na ścieżkę. Sraluchy zawzięcie walczyły o każdy. Skrzywiłem się.
- To moi bracia mniejsi – powiedziała z uśmiechem – lubisz ich, chociaż zapomniałeś
- Przecież to ty zachowałeś młodszych skrzydlatych. Miałeś taką moc. I wciąż ją masz.
- Nie martw się jednak, Anioły nie zginęły. Ja nie zginęłam. Wciąż Ciebie kocham. Ta hekatomba była potrzebna. Nie ty zdecydowałeś o granicy K-T, sygnowanej warstwą irydu. Nie pamiętasz. A jednak przypomnisz sobie, bo dla ciebie czas przestał być ścieżką. Teraz jest wyspami, poeto.
Czułem, że muszę się napić. Wciąż spychałem w głąb to wspomnienie o użyczeniu mi skrzydeł, o zaczarowaniu komety, aby skierować ją na Błękitną, zamieszkiwaną przez anioły. No i przez demony. Te brzydsze dinozaury.
- Nie martw się, uratowałeś nas przecież. Bóg stworzył. Przez omnipotencję zawiera w sobie wszystko. Dobro i Zło. Szkaradę i piękno. Tylko człowiek potrafi je rozróżnić, aby poddać się jednemu bądź drugiemu. Potrzebny był człowiek. Nie taki zwykły. Poeta. Potrzebny był, aby stworzyć innych ludzi. Potrzebny był, aby określić Najwyższego i wyśnić jego kamienne tablice.
- Coś sobie przypominam. Uczyniliście mnie Aniołem Zagłady, sięgając poprzez czas. Mam za to podziękować? Za miliony śmierci? Dlaczego ja?
- Bo rozumiesz i kochasz, próbując tłamsić to uczucie.
- Syn Człowieczy mógł narodzić się tylko przez was, ludzi, przez Ciebie, Aniele Zagłady, Człowieku.
- A więc z naszej randki nici? - mruknąłem. - Wciąż muszę sam stwarzać sobie anioły, kiedy nadejdą Święta.
Na chwilę ukazała swoją prawdziwą postać. Na poły jaszczurczą ze skrzydłami, jednakże piękną poza wszelkie gatunkowe określenie piękna. Zarzuciłem choinkę na plecy. Odszedłem, nie odwracając się.
Nie mam opłatka, ale w barku znajdzie się jakiś mocniejszy trunek.

Tagi:

Awatar użytkownika
Gorgiasz
Zdobywca Artefaktu 2014 i Autor Lata 2018
Posty: 1005

Grudniowy zachód słońca

Post#2 » 29 gru 2017, o 17:43

Ciekawe, ładnie napisane, brzmi prawdziwie i szczerze, choć pełne melancholii i swoistego smutku, aczkolwiek nie pozbawionych dystansu.

Śniegu nie było, jak to ostatnimi laty w święta.

Na końcu „święta” dałeś dużą literą. Tutaj również by się przydało.

Nawet nie wyobrażacie sobie jak faceci mogą znosić abstynencję seksualną.

Nawet nie wyobrażacie sobie, jak faceci mogą znosić abstynencję seksualną.

Z bliska była jeszcze bardziej eteryczna. A właściwie pulsowała gęstością, jakby coś lub ktoś nie potrafił przypisać właściwego wizerunku.

Z jednej strony eteryczna, a z drugiej pulsuje gęstością. To trochę przeciwstawne wyobrażenia czy pojęcia.

Rzuciła okruszkami na ścieżkę.

Napisałbym: Rzuciła/Rzucała okruszki na ścieżkę.

- To moi bracia mniejsi – powiedziała z uśmiechem – lubisz ich, chociaż zapomniałeś

Kropki brak.

Uczyniliście mnie aniołem zagłady, sięgając poprzez czas.

Anioł Zagłady – to trochę quasi imię. Dla podkreślenia rangi i znaczenia dałbym z dużej litery. Dalej też.

Awatar użytkownika
Alchemik
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 133

Grudniowy zachód słońca

Post#3 » 31 gru 2017, o 14:50

Dziękuję za recenzję, Gorgi.
Oczywiście, zastosuję się do Twoich rad w kwestii stylu i interpunkcji.
Cieszę się, że się podobało.
Od pewnego czasu przymierzam się do napisania czegoś prozą, nie tylko w okruchach.
Miniatury, to tylko testowanie.
A jednak, jestem niezadowolony.
Wciąż zamiast prozy wychodzi mi poezja.
Może nie ma w tym nic dziwnego. Pracuję nad nią od pewnego czasu.
Choćby się tak wydawało, to moje utwory poetyckie wcale nie są przypadkowe.
To co piszę, jest odzwierciedleniem różnorodnych prób warsztatowych.
Teraz potrzebuję nauczyć się swobodnego zachowania w prozie.
Nawet dialogów nie mam jeszcze opanowanych.
O styl się nie boję, bo poezja uczy i wymaga stylu.
Niemniej, biorę się do pracy.
Myślę, że sobie poradzę, mając bagaż tylu przeczytanych książek.
Ale, już pewnie na zawsze w mojej przyszłej prozie będzie zalegać poezja.

Jurek

Awatar użytkownika
Marian
runiczny rapier
runiczny rapier
Posty: 490

Grudniowy zachód słońca

Post#4 » 31 gru 2017, o 15:32

Ładny utworek. Nie bardzo rozumiem, dlaczego dałeś go pod "Fantastyką". Dla mnie to jest raczej proza poetycka. No, ale to nie jest istotne.
Tak czy inaczej - pisz dalej.
Pozdrawiam :smile:

Piotrek84
zaczarowane ostrze
zaczarowane ostrze
Posty: 163

Grudniowy zachód słońca

Post#5 » 1 sty 2018, o 18:20

Niezłe, chociaż mogłoby być o wiele lepsze, gdyby było lepiej dopracowane. Jak dla mnie miejscami brakuje głębi, chociaż są też takie momenty, w których nie dodałbym nic, ani nie ujął. Tchnie nostalgią i smutkiem, jak to samotność w Boże Narodzenie, chociaż sam nie przesadzałbym z tą świąteczna radością.
Z bliska była jeszcze bardziej eteryczna. A właściwie pulsowała gęstością, jakby coś lub ktoś nie potrafił przypisać właściwego wizerunku.

Gorgiasz pisze:Z jednej strony eteryczna, a z drugiej pulsuje gęstością. To trochę przeciwstawne wyobrażenia czy pojęcia.


Ponoć istnieje czwarty stan skupienia, który nazywany jest dziś żelowatym, lub galaretowatym. Takie drzewko bożonarodzeniowe ścięte w odpowiednim momencie, może zawierać w sobie ten czwarty stan. Odkryto go badając oddziaływania międzycząsteczkowe wody w drewnie. Woda w stanie ciekłym występuje w układach zwanych klastrami. Pod wpływem księżyca, a właściwie jego oddziaływania elektromagnetycznego cząsteczki wody w drewnie odłączają się od klastrów i przez jakiś czas łączą się z cząsteczkami celulozy na powierzchni kapilar, wchodząc tym samym w czwarty stan skupienia. Zjawisko niemal magiczne, zahaczające o fizykę kwantową, o znaczeniu wręcz duchowym, pokazujące, jak pole elektromagnetyczne, które niektórzy nazywają po prostu aurą, ma bezpośredni wpływ na stan skupienia materii.
Daję link: https://www.youtube.com/watch?v=hjW4gGwEdeE
Możecie sami ocenić, co o tym sądzicie.

Awatar użytkownika
Gorgiasz
Zdobywca Artefaktu 2014 i Autor Lata 2018
Posty: 1005

Grudniowy zachód słońca

Post#6 » 1 sty 2018, o 18:59

Ad. Piotrek 84
Znam temat "księżycowego drewna" i film (oraz kilka innych) do którego dałeś link. Według dawnej nomenklatury jest to czysta magia. Bardzo ciekawa tematyka, między innymi wskazująca na naszą jakże ograniczoną "oficjalną" wiedzę.

Awatar użytkownika
Camenne
Jawna opcja Mandaloriańska
Jawna opcja Mandaloriańska
Posty: 4940

Grudniowy zachód słońca

Post#7 » 4 sty 2018, o 16:36

Klimatyczny tekst. Styl w moim guście, wyważony, ładny, smaczniutki po prostu, chętnie przeczytałabym więcej takich miniatur.

Takie technikalia:
- Czy my się znamy – spytałem uprzejmie i tonem, który miał wykluczać mój podryw wobec niej.

Znak zapytania.

Na razie byłem zafascynowany promienistymi skrzydłami, które wyrastały spoza niej i tworzyły w cząsteczkach mgły dwie niezależne tęcze z barw, które dopiero zacząłem sobie przypominać.

- To moi bracia mniejsi – powiedziała z uśmiechem – lubisz ich, chociaż zapomniałeś
- Przecież to ty zachowałeś młodszych skrzydlatych. Miałeś taką moc. I wciąż ją masz.
- Nie martw się jednak, Anioły nie zginęły. Ja nie zginęłam. Wciąż Ciebie kocham. Ta hekatomba była potrzebna. Nie ty zdecydowałeś o granicy K-T, sygnowanej warstwą irydu. Nie pamiętasz. A jednak przypomnisz sobie, bo dla ciebie czas przestał być ścieżką. Teraz jest wyspami, poeto.

To są słowa wypowiadane przez jedną postać, a wygląda, jakby mówiły trzy różne, więc technicznie powinno wyglądać to tak:

- To moi bracia mniejsi – powiedziała z uśmiechem – lubisz ich, chociaż zapomniałeś. Przecież to ty zachowałeś młodszych skrzydlatych. Miałeś taką moc. I wciąż ją masz. Nie martw się jednak, Anioły nie zginęły. Ja nie zginęłam. Wciąż Ciebie kocham. Ta hekatomba była potrzebna. Nie ty zdecydowałeś o granicy K-T, sygnowanej warstwą irydu. Nie pamiętasz. A jednak przypomnisz sobie, bo dla ciebie czas przestał być ścieżką. Teraz jest wyspami, poeto.

Plus "ciebie" małą literą.
Po-ta-toes! Boil them, mash them, stick them in a stew. Lovely big golden chips with a nice piece of fried fish.


Skróty: Jak poprawnie zapisywać dialogiMyślnik, półpauza i dywiz (łącznik) – jak je poprawnie stosowaćJak wstawić wcięcia akapitowe:piorko: Piórko

Awatar użytkownika
Karen
Mistrzyni tortur narzędziami dentystycznymi
Mistrzyni tortur narzędziami dentystycznymi
Posty: 1457

Grudniowy zachód słońca

Post#8 » 5 sty 2018, o 19:06

Sprawy techniczne już wymienili poprzedni komentujący, więc nie będę po nich powtarzać.
Smakowita miniatura. :) Melancholia i samotność, tak typowe dla spędzanych w pojedynkę Świąt. Na początku realizm, który potem miesza się z eterycznym klimatem królującym w drugiej części tekstu, ale wcale nie odejmuje to tekstowi prawdziwości. Zgrabnie to zrobiłeś. :)
Jeśli nie wiesz, co masz dalej zrobić, to zrób sobie kawę.

Wróć do „Proza: fantastyka”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości