Korzenie zła i dobra

Okiem wyobraźni. Proza spod znaku fantastyki: fantasy, science fiction oraz horror.
Regulamin forum
Przypomnienie:
Maksymalna objętość tekstu, jaką można umieścić w jednym temacie, to 10 stron znormalizowanego maszynopisu. Teksty przekraczające tę objętość (fragmenty powieści, długie opowiadania), należy publikować w częściach w dziale "Teksty wieloczęściowe". Każda część musi znaleźć się w osobnym temacie.
Nazwa tematu powinna składać się z tytułu tekstu. W przypadku publikowania fanfiction, należy podać źródło w nawiasie kwadratowym, przykładowo: "[Harry Potter] Tytuł opowiadania".
Każdy tekst należy odpowiednio otagować. Tagi wybieramy z pola pod tytułem tematu.
Awatar użytkownika
Palmer
zaczarowane ostrze
zaczarowane ostrze
Posty: 162

Korzenie zła i dobra

Post#1 » 8 miesiące temu (20 sty 2018, o 15:30)

Wiosenne słońce, dzięki Duchom, szczęśliwie sprowadziło ku plemieniu obu myśliwych, którzy przed dziesięcioma dniami poszli zobaczyć co się dzieje na wschodzie. Ludzie zwani Żbikami niecierpliwie czekali na wieści, ale najpierw należało je przekazać Najstarszemu.
Dwaj młodzi myśliwi wyszli wreszcie z szałasu Najstarszych i przywołali do siebie pozostałych.

Zaraz pojawił się też i sam Najstarszy.
Bardzo był już stary, utykał na jedną nogę, wszyscy to widzieli, ale czuł się dobrze, a swoją dwudziestą zimę wciąż żywo pamiętał, jakby wydarzyła się wczoraj, choć przecież żył od tamtych dni już chyba drugie tyle…

Niespiesznie wszedł między ludzi, na sam środek wzniesienia, tak by stać o głowę wyżej od ich głów, po czym powiedział:
– Pamiętamy jak pięć zim temu Krety porwały trzy nasze baby i uciekły rzeką. Teraz Krety wróciły, bo są głodne. Widzieli je Taze i Komo.

Taze i Komo zdecydowanie potwierdzili: tak, tak, tak, tak.

Ludzie głośno zawyli, zawarczeli i zazgrzytali zębami, jako że odczuwali wielką nienawiść. Wspólną nienawiść!
Plemię Żbików nie zapomniało o Kretach, starych wrogach, którzy siebie samych nazywali Wilkami, ale żadne z nich były wilki, w tych brzydkich, czarnych krecich futrach z kapturem przypominającym krecią mordę…

I bardzo dziwne miały Krety obyczaje: każdy myśliwy miał tylko jedną babę, przez co wiedziano który myśliwy które dziecko zrobił, a przecież dalekie to było od mądrości przodków, oj, tak dalekie, że aż złe i śmieszne zarazem, trudne do wyobrażenia.

Uch, Żbiki nienawidziły Kretów, które zwały się Wilkami!

Kiedy wycie Żbików przycichło, Najstarszy mógł mówić dalej:
– Dobre wieści: Krety są głodne, chude, chodzą powolutku, jedzą stare ziarno i padlinę!
Zebrani wybuchli gromkim śmiechem, aż echo odpowiedziało, bo nic zabawniejszego nie można było sobie wyobrazić, niż głodne, chude Krety, które ledwo łażą i żrą byle co.
A Żbiki przeciwnie: ostatni rok miały bardzo udany, pełen mięsa i futer z upolowanej zwierzyny. Plemię rozrosło się do wielkiej liczby ponad dwudziestu myśliwych, mniej więcej tylu bab oraz Najstarszego, Najstarszej i dziesiątki młodych, które jeszcze nie polowały.
- Daleko są? – zapytał Najstarszy.
- Dwa dni drogi i poranek – usłyszał w odpowiedzi – tam gdzie łączą się dwa wartkie strumienie i gdzie widzieliśmy Duchy Szybkie Jak Wiatr, Duchy Ar’h-oo-loh.

Wszyscy ucichli i przypominali sobie Duchy Szybkie Jak Wiatr. Najstarszy wyczuł, że plemię boi się tamtego miejsca. Powiedział szybko:
- To świetnie! Duchy Ar’h-oo-loh nam pomogą, a nie Kretom, bo to my je oglądamy, a nie Krety!

Plemię go zrozumiało i w radosny krzyk:
- Idziemy na nich, napadniemy na Krety! – przy czym najbardziej krewcy zaczęli zbierać się do drogi. Niektóre baby pobiegły szykować co trzeba na taką wyprawę: dwa dni i poranek oraz napaść na wstrętne Krety i powrót tutaj (ile to dni będzie razem?).
– Powoli – uspokoił Najstarszy. Lepiej, gdy wyruszymy pojutrze, o wschodzie słońca. Jutro przygotowania do wymarszu, a dziś – mała uczta! Radujmy się, bo Krety wróciły głodne i chude! A jak wytłuczemy wszystkie Krety i zabierzemy im ich baby, to zrobimy wielką ucztę!
Żbiki skakały z radości. Jakby nie były żbikami, tylko wiewiórkami.
– Wybijemy Krety! Duchy są z nami, Duchy Ar’h-oo-loh!

Najstarsza baba dopiero wtedy wyłoniła się, ni to z mgły, ni z szałasu. Była w opłakanym stanie, ale to nic dziwnego w jej wieku. Żyła trochę krócej od Najstarszego, lecz widziała już sporo więcej zim niż dwadzieścia i jedną.
Urodziła szóstkę młodych, z których dwóch myśliwych i dwie baby żyły do dziś. Włosy miała podobne do suchych strąków grochu, zresztą całkiem przypominała coś wysuszonego i połamanego. Budziła tym szacunek wszystkich Żbików.
Najstarszy wylewnie ją przywitał, choć odkąd wyszedł od niej z szałasu minęła tylko krótka chwila. Musiał jednak tak robić, zgodnie z obyczajem, bo i on był Najstarszy i ona Najstarsza. Zaraz też przywitali ją pozostali.
– Wybijemy Krety co do jednego! – zachrypiała w końcu Najstarsza i znów zniknęła.
– Wybijemy! – odpowiedziało plemię Żbików.

Ale martwił się Najstarszy, w cichości, tymi Duchami Szybkimi Jak Wiatr… wcale nie tym, że pędziły szybciej od strzał z łuku, ani nawet nie tym, że wielkie były jak niedźwiedzie – to wszyscy widzieli…
Martwił się ich dziwnym zajęciem, zajęciem, które zobaczył wtedy chyba on sam. Martwił się tym, że Duchy niepokoiły zmarłych, wygrzebywały z ziemi stare szkielety i to wcale nie po to, by je ogryzać z padliny, tylko żeby je oglądać…
Tego Najstarszy Żbik nie rozumiał i tego się lękał.

Baby przygotowały prędko dobre rzeczy na małą ucztę, która od razu też się rozpoczęła. Wszyscy jedli mięso i czerwone grzyby, pili wodę z owoców, biegali-skakali wokół wielkiego ognia, do którego wciąż dorzucali krzaki kręćka, śmiali się i krzyczeli, bo widzieli różne Duchy: i śmieszne, i straszne.
Razem, myśliwi i baby, i najstarsi, i młode, z tym że młode nie jadły grzybów, bo by poumierały.

Najstarszy, po zjedzeniu dziesięciu grzybów, rozmyślał o nadchodzącej walce z Kretami. Obawiał się, że wiele młodych Żbików może zginąć od krecich strzał, oszczepów i siekier, a po co ryzykować, skoro plemię tak pięknie się rozrosło i wcale nie cierpiało nędzy z tego powodu…?

Wreszcie usłyszał duchy przodków, a te podpowiedziały mu takie rozwiązanie, że aż przysiadł w kucki i złapał się za głowę.
Po chwili wstał i nie zważając na biegnący-skaczący tłum zaczął szukać jednego młodego.

Gdy młody Żbik dożywał jedenastej zimy, to mógł jeść czerwone grzyby. I wtedy, jak już pierwszy raz zjadł i dwa dni później poszedł na swoje pierwsze polowanie, to po szczęśliwym powrocie zostawał prawdziwym myśliwym, mógł już zawsze chodzić na polowania, jeść grzyby i spółkować z babami…
Młody Umo liczył sobie dziesięć zim, więc wciąż na ucztach mógł tylko pić wodę z owoców i biegać-skakać wokół ognia. Z zazdrością patrzył na myśliwych – zazdrościł, że mogli chodzić na polowania, spółkować z babami i jeść czerwone grzyby. Nie mógł się doczekać następnej zimy, a to dopiero była wiosna.
Tym razem los się do niego uśmiechnął, bo w połowie małej uczty dostrzegł go sam Najstarszy:
– Jesteś ważny, młody Umo. Pomożesz nam wykończyć Krety!

***

W tym czasie Krety chorowały z niedożywienia, bo straciły wszystkie zapasy w wielkiej powodzi, która zaskoczyła ich w pierwszych dniach wiosny. Im Krety były słabsze, tym mniej zdobywały mięsa, a im mniej zdobywały mięsa, tym bardziej słabowały. Po nagłej ucieczce przed powodzią zamieszkały w pierwszej napotkanej suchej jaskini. Była sucha, ale płytka, a nie dość, że płytka, to niebezpieczna – tak położona, że trudno było dostrzec czy ktoś się zbliża – widok zasłaniały skały i drzewa.

Krety nie potrafiły wydostać się z głodowej matni, przez co w kółko widziały Duchy: Duchy Szybkie Jak Wiatr, albo strzała z łuku, a przy tym wielkie jak niedźwiedzie. Duchy, które niepokoją zmarłych, wygrzebują z ziemi stare szkielety i to wcale nie po to, by je ogryzać z padliny, tylko żeby je oglądać… Duchy Ar’h-oo-loh. Dziwne Duchy, straszne, bo tak naprawdę, to co było wielkie jak niedźwiedź i szybkie jak wiatr, wypluwało z siebie, obok jaskini, zwykłych ludzi, dziwnie ubranych, trochę jak owady, ale na pewno zwykłych, wcale nie wielkich, ani nie szybkich.

Tego Krety nie rozumiały i tego się lękały. Do tego były głodne i tak w kółko. Tylko cud mógł je uratować.
I ten cud wydarzył się kilka dni później!

Krety były wtedy już bardzo słabe. Zjadły przez dwa ostatnie dni tylko po garsteczce owoców oraz dwie kuropatwy na dwudziestu myśliwych, dwadzieścia bab i dziesięć młodych, a więc tyle co i nic. O zachodzie słońca, zaskakująco zimnym, zasypiały głodne.

Nagle poczuły ten zapach… Niemożliwe… Zapach pieczonego mięsa! Blisko. Bardzo blisko!
Chciały tam pobiec, ale jeden z nich, najszybszy, najsilniejszy i najsprytniejszy zwietrzył podstęp.
- Stójcie! Skąd się tu wzięło pieczone mięso? – warknął.
Zatrzymały się krok za wyjściem z jaskini.
- Co robić? – dyskutowały.

Wtem, na tle resztek zachodzącego słońca, ukazał się Duch, zaskakująco malutki, ale na pewno wilczy, futrzasty, o ślepiach jaskrawo czerwonych. Dziwnie do nich krzyknął, na pewno nie jak człowiek, prędzej jak wilcze szczenię:
- Jedzenie od Duchów. Przodkowie niosą Wilkom ratunek. Jedzcie i pijcie! Jedzenie od Duchów!
Powtórzył to z pięć razy, po czym wskazał im kierunek, odwrócił się na pięcie i zanim otrząsnęli się z zaskoczenia zniknął w głębokim cieniu…

Prawdę mówił, zaraz za skalnym załomem płonął ogień, a nad nim skwierczała wielka sarna. Nigdzie nie było widać nikogo kto ją upolował, oskórował i podpalił ogień. Nawet śladu stopy nie dało się dostrzec. To musiały być Duchy!

Wilki nie mogły uwierzyć w swoje szczęście. Szlochały, a kłaniając się ku niebu i ziemi dziękowały Duchom, aż wreszcie zabrały się do jedzenia.
Nie było wątpliwości: to był cud! Duchy uratowały plemię Wilków (Kretów) przed śmiercią głodową. Głośno Wilki jadły.

Kiedy podjadły, dostrzegły że duchy dały im też wodę z owoców. Pełno jej tam było – kilka kroków od ogniska – chyba ze dwadzieścia bukłaków ułożonych jeden na drugim. Głośno Wilki piły, a jak już wypiły, to chwiejnym krokiem, ale ze śpiewem na ustach wróciły do płytkiej jaskini. Tam poczuły wielką senność – wszystkie na raz. Zasnęły.

Nie mogły się obudzić, choć słyszały, że dzieje się coś złego. Oto pękały tykwy miażdżone kamieniami. Jedna z krecich bab wyraźnie to usłyszała i zapamiętała.

Nie, nie tykwy…

Czaszki…?

Zanim większość Wilków (Kretów) się ocknęła, Żbiki zdążyły zabić najsilniejszych myśliwych. Reszta była bez szans.
Nadeszło zrozumienie…
– To nasze kości wykopią Duchy Ar’h-oo-loh! – załkały Krety.
– Daliśmy się zaskoczyć Szczurom! – bluźniły, bo szczurami nazywały dumne plemię Żbików.

I dopiero wtedy zaczęło się spazmatyczne błaganie o litość.
Ale nie było na nią miejsca. Kolejne głowy pękały pod ciosami kamiennych siekier, kolejne serca chlustały krwią za sprawą krzemiennych grotów włóczni.
Żbiki sprawnie zabijały na wpół przebudzone Krety. Te próbowały się bronić, ale niewiele widziały i nie mogły się gibko poruszać, gdyż woda z owoców, którą wypiły zaprawiona była jakimiś ziołami.

Kiedy zginęły wszystkie samce, nakazano przerażonym, wrzeszczącym babom się zamknąć i podzielić na dwa stada: te które urodziły – na lewo, wraz z ich młodymi, a także ciężarnymi, a te które jeszcze nie rodziły, ani nie były ciężarne – na prawo.
Te które nie rodziły, ani nie były ciężarne odprowadzono do mniejszej, bocznej jaskini. Przydadzą się na później!
Były takie tylko cztery, więc do pilnowania ich wystarczył jeden myśliwy.

Pozostałe Żbiki wkroczyły teraz w tłum bab z dziećmi i bab ciężarnych.
Masakrowano je kijami i kamieniami, bo siekiery rozpadły się wcześniej na łbach krecich myśliwych. Młody Umo szczęśliwy, że za sprawą Duchów mógł tu być razem z dorosłymi, szalał za dwóch i zabijał młode.
Łup – prask, łup – prask, łup –prask… Tak to wyglądało i tak to później myśliwi opowiadali babom.

Ziemia była jeszcze twarda, więc trupów nie zakopano. Niech je pożrą nocne Duchy!
Żbiki rozpoczęły powrót do domu. Najpierw triumfowały, ale w połowie pierwszego dnia marszu zaczęły się niesnaski. Najstarszy usłyszał, że część plemienia pomstuje na młodego Umo.
– Może obraził tym Duchy? Duchy Szybkie Jak Wiatr!
– Nie, nie obraził, spójrzcie, to my wygraliśmy, a Kretów już nie ma!
– Na pewno obraził, gdy udawał Ducha i oszukał, że to Duchy dały jedzenie…
– Nie obraził. Duchy nienawidzą Kretów!
– Obraził jak nikt nigdy!
Najstarszy wreszcie się wtrącił i to bardzo głośno:
– Młody Umo jest dobry, bo oszukał Krety, aż zjadły mięso i wypiły zatrutą wodę z owoców. Gdyby nie młody Umo, to wielu z nas Krety by zabiły w walce!

Przekonało to Żbiki, ale tylko na chwilę.
Gdy zatrzymano się na nocleg, kłótnie wróciły. Zamiast świętować, Żbiki się gryzły… Najstarszy nie chciał tego słuchać, więc zjadł pięć czerwonych grzybów i oddał się rozmyślaniom.
Wkrótce wyraźnie usłyszał Duchy. Przeraziły go. Nie dość, że się na niego wściekały, to na domiar złego, pokazały mu liczby.
Dotychczas liczył rzeczy, albo dni, albo zimy, najdalej do palców czterech dłoni, obu swoich i obu którejś baby, czyli do dwudziestu. Więcej liczyć się nie dało i nie było po co. A teraz?

Liczba dwadzieścia razy dwadzieścia i jeszcze raz to wszystko razy dwadzieścia i pięć… I wszystko mu mówiło, że to razem będzie tyle samo, co dziesięć po dziesięć i jeszcze raz to wszystko po dziesięć i… znów po dziesięć, ale tego nawet nie próbował sobie wyobrazić, serce mu drżało na samą myśl.

Tyle właśnie zim, dziesięć tysięcy, miało minąć, zanim przybędą Duchy Szybkie Jak Wiatr. Słyszał to wyraźnie.
- Przecież Duchy Szybkie Jak Wiatr już tu są – dziwił się mądry człowiek, Najstarszy z plemienia Żbików.
Po czym zdziwiony zasnął. A we śnie zmarł.

Kiedy go pochowano (w głębi jaskini), plemię Żbików podzieliło się na dwa stada, albowiem jedni nie mogli już patrzeć na drugich.
Ci, którzy odeszli przyjęli później miano Wilków.

KONIEC

Opowiadanie oparte na faktach. Odkryto już niejedno wykopalisko (i to na wszystkich kontynentach) świadczące o podobnych wypadkach w epoce kamienia. Proszę sobie wygóglować "prehistoryczne masakry", "prehistoric massacres", etc. - sporo tego można znaleźć.

Tagi:

Awatar użytkownika
Toyer
zaklęty miecz
zaklęty miecz
Posty: 299

Korzenie zła i dobra

Post#2 » 8 miesiące temu (20 sty 2018, o 16:58)

Jako niedoszły archeolog mam pewne rozeznanie w tym temacie, chociaż nie przepadam za czasami prehistorycznymi (wolę starożytność/średniowiecze). Wojny konflikty i zabijanie są w naturze człowieka praktycznie od początków jego istnienia. Z tych czasów prehistorycznych to ciekawiło mnie zawsze istnienie Neandertalczyka, taki jakby drugi gatunek człowieka. Niestety został całkowicie wytępiony przez homo sapiens, chociaż oba gatunki się parowały i współcześni ludzie zawdzięczają Neandertalczykom niektóre cechy.
Owszem to były krwawe i brutalne czasy jednak nie sądzę,żeby wtedy korzystano z takich forteli z zatrutymi poidłami:D Ale mogę się mylić:)

Czasem zastanawia mnie jakby wyglądał współczesny świat gdyby istniały na nim dwa gatunki człowieka, pewnie skutkowało by to kolejnymi brutalnymi konfliktami, których i tak Ziemia nam nie oszczędza.

Te czerwone grzyby, kojarzyły mi się z halucynogenkami, chociaż nie opisywałeś ich działania,

Zastanawia mnie po co ten zabieg z wilkami/kretami. Rozumiem to tak ze same siebie nazwały tym pierwszym a żbiki dla nich wymyśliły tą drugą nazwę.

Kiedyś czytałem o jakiejś prehistorycznej bitwie w której starły się tysiące naszych przodków.

Przeżyć 40 lat jak na tamte czasy chyba było nie osiągalne:P Dwudziestu paroletni człowiek już mógł uchodzić za staruszka w tamtym okresie:)

"Taze i Komo zdecydowanie potwierdzili: tak, tak, tak, tak." - tutaj mi coś nie pasuje, rozumiem że chciałeś z hiperbolizować ich potwierdzenie ale czyta to się dziwnie, nie wiem czy miało by paść to z ich ust(ja tak to odebrałem) i w tym wypadku było by to chyba nienaturalne.

W epoce kamienia komunikacja nie była na takim wysokim poziomie na ale to jest w końcu fantastka:D

Ogólnie opowiadanie miało ciekawy klimat:)

Awatar użytkownika
Palmer
zaczarowane ostrze
zaczarowane ostrze
Posty: 162

Korzenie zła i dobra

Post#3 » 8 miesiące temu (20 sty 2018, o 17:07)

Toyer pisze:Jako niedoszły archeolog mam pewne rozeznanie w tym temacie, chociaż nie przepadam za czasami prehistorycznymi (wolę starożytność/średniowiecze). Wojny konflikty i zabijanie są w naturze człowieka praktycznie od początków jego istnienia. Z tych czasów prehistorycznych to ciekawiło mnie zawsze istnienie Neandertalczyka, taki jakby drugi gatunek człowieka. Niestety został całkowicie wytępiony przez homo sapiens, chociaż oba gatunki się parowały i współcześni ludzie zawdzięczają Neandertalczykom niektóre cechy.
Owszem to były krwawe i brutalne czasy jednak nie sądzę,żeby wtedy korzystano z takich forteli z zatrutymi poidłami:D Ale mogę się mylić:)


Akurat w tym opowiadaniu jest mowa o dwóch plemionach homo sapiens sapiens, gdyż w mezolicie nie było już po neandertalczykach śladu (chyba). :)


Te czerwone grzyby, kojarzyły mi się z halucynogenkami, chociaż nie opisywałeś ich działania.


Szamani syberyjscy do dziś wcinają muchomory (te z kropkami). :D

Zastanawia mnie po co ten zabieg z wilkami/kretami. Rozumiem to tak ze same siebie nazwały tym pierwszym a żbiki dla nich wymyśliły tą drugą nazwę.


Wilki są dumne, a krety byle jakie. Nam wydają się całkiem sympatyczne, ale dla prehistorycznych ludzi na pewno nie były symbolami wysokiego statusu, raczej wręcz przeciwnie. :)

Kiedyś czytałem o jakiejś prehistorycznej bitwie w której starły się tysiące naszych przodków.


Tollense?

Przeżyć 40 lat jak na tamte czasy chyba było nie osiągalne:P Dwudziestu paroletni człowiek już mógł uchodzić za staruszka w tamtym okresie:)


i dlatego właśnie czterdziestolatek jest uważany za starego jak świat. :D Mój rówieśnik, na marginesie.


Ogólnie opowiadanie miało ciekawy klimat:)


No to dosko! Cieszę się, że moja pisanina mogła dostarczyć bliźniemu rozrywki, a może i jakiejś wiedzy z refleksją. :)

Wróć do „Proza: fantastyka”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 5 gości